Pochwała powolności: Nick Cave, Push the Sky Away – recenzja

Nick Cave, Push the Sky Away
mat. prasowe

Nick Cave nie szuka taniej przebojowości. Tworzy strofy spokojne jak sumienie zrealizowanego pięćdziesięciolatka.

Nick Cave, Push the Sky Away
mat. prasowe

Po pięciu latach przerwy Nick Cave, który w ostatnim czasie realizował się na innych polach, wraca z nową płytą formacji The Bad Seeds. Piętnastą z kolei – to dorobek, jakiego wielu artystów nigdy nie osiągnie. Na tyle bogaty, że z jednej strony cokolwiek nadejdzie w przyszłości, będzie miało już swoje odzwierciedlenie w przeszłości; z drugiej zaś, dający doświadczonemu jak nikt inny Cave’owi prawo do odlotów. Ujścia w eksperymenty, w poszukiwania, w zabawę.

Ale „Push the Sky Away” nie jest ani jednym, ani drugim, ani trzecim. To niecałe trzy kwadranse piosenkowych nagrań utrzymanych w duchu nieśpiesznej poetyki miłości. Cave nie śpiewa, w większości przypadków po prostu melodeklamuje. Jest wyciszony, trochę surowy. Najbliżej mu do melodyjności w „Mermaids” i singlowym „Whe No Who U R”. Cała reszta to wyrafinowane poemaciki z muzycznym tłem trochę wycofanego ansamblu The Bad Seeds. Utwory trudne, bez szans na zostanie przebojami radiowych rozgłośni. Nie wpadają w ucho. Choć może niektóre z nich powinny. Weźmy taki duet „Jubilee Street” i „Finishing Jubilee Street”, zaaranżowane w sposób wręcz magiczny.

Moja druga połówka, po dwóch wiosennych dniach nieustannego odsłuchu tego albumu w domowych pieleszach, podsumowała, że lepszą scenerią byłby położony na polanie dom z otwartymi na oścież oknami, przez które sączyłaby się ku rozgwieżdżonemu niebu muzyka. Malownicza rekomendacja tej urzekającej, choć trudnej płyty.

Nick Cave and the Bad Seeds, „Push the Sky Away”, wyd. Mystic

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze