fbpx

Superniewiadoma: Soundgarden, King animal

Soundgarden, "King animal"
mat. prasowe

Trudno o bardziej niezdecydowanego muzyka od Chrisa Cornella. Były wokalista Soundgarden został niedawno wokalistą Soundgarden.

Soundgarden, "King animal"
mat. prasowe

Co prawda stało się to już właściwie trzy lata temu, jednak dopiero teraz manewr ów zaowocował całkiem nową muzyką grupy, która przez minione sezony serwowała dania lubiane, choć odgrzewane. Fani odetchnęli z ulgą mimo to, bo ostatnie ruchy Cornella zdradzały objawy
niepoczytalności.

Zaczęło się od opuszczenia zespołu, jeszcze w ostatnich latach ubiegłego wieku. To był czas ogromnej popularności grupy ze Seattle, wraz z Pearl Jam niedobitków zakończonej już dawno muzycznej „rewolucji” kraciastych koszul. Po „Superunknown” i „Down on the Upside” grupa była na fali wznoszącej, wydawało się, że muzycy znaleźli przepis na długowieczność. A jednak, jak przyznali potem, „zjadł ich muzyczny biznes”.

Zespół rozpadł się, a Cornell rozpoczął karierę solową. Najpierw pozował na barda – jego dwie piosenkowe płyty pełne były słodkich, choć wciąż rockowych ballad o miłości. Potem po prostu postradał zmysły. Wszedł do studia z Timbalandem, światowej sławy producentem, by nagrać album dyskotekowy. Podobno zrobił to pod wpływem żony. Fani nie chcieli jednak słuchać wytłumaczeń. Nie wiadomo, co spowodowało, że po kilku nieudanych latach wrócił do pierwotnego pomysłu na życie. Wiadomo natomiast, że ludzie zaczęli mu patrzeć na ręce, czy oby przez palce nie przelewa się w nich muzyczna wiarygodność.

Ale dość natrząsania się z wielkiego – mimo wszystko – wokalisty. Soundgarden to nie tylko on, co zresztą wciąż udowadnia Matt Cameron, którego błyskawicznie po rozpadzie macierzystej grupy zatrudnili koledzy ze wspomnianego wcześniej Pearl Jamu. I to właśnie dzięki pozostałym instrumentalistom, którzy w dużej mierze podzielili się kompozycjami, „King Animal” jest płytą taką, a nie inną.

Taką, to znaczy jaką? Ano sięgającą dawnych korzeni zespołu. Czasów, w których powstały „Jesus Christ Pose”, ” Outshined” czy „Rusty Cage”, utwory tak już klasyczne, że coverowane choćby przez śp. Johnny’ego Casha. „Been Away Too Long” to – tekstowo – ukłon w stronę fanów, a muzycznie zapowiedź całego materiału. Pierwszoplanową postacią jest prowadzący gitarzysta Kim Thayil, który w czasach niebytu jakby zapadł się pod ziemię. Dobrze, że wrócił. Jego wiosło ma moc, której brakowało. Kolejne utwory – „A Thousand Days Before”, Attrition” czy „Eyelid’s Mouth” – są dowodem, że ci muzycy są po prostu stworzeni do wspólnego grania.

A Cornell? Śpiewa aż miło, przypominając, że był jednym z lepszych głosów lat 90. Wciąż ma wiele do zaoferowania. Poczekajmy jednak do kolejnej płyty. Raz straconą wiarygodność odbudowuje się dłużej.

Soundgarden, „King Animal”, Universal

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze