fbpx

Stara gwardia: McCartney, Bennett, Elton John – muzyczne niespodzianki roku

Stara gwardia: McCartney, Bennett, Elton John - muzyczne niespodzianki roku
okładka płyty

Wybitni artyści zawsze mogą nas zaskoczyć, nawet jeżeli najlepsze lata wydają się mieć za sobą. W mijającym roku bardzo miłe niespodzianki sprawili fanom zarówno Sir Paul McCartney, jak i Sir Elton John. Arystokratą pop jest także Tony Bennett.

PAUL McCARTNEY, New

fot. materiały prasowe

Ocenianie płyty Sir Paula to niełatwe zadanie. To, że jest muzycznym geniuszem, nie ulega wątpliwości. Jak też i to, że tworzył najlepsze rzeczy w czasach… analogowych. Teraz jednak, po latach nagrań przeciętnych lub przekombinowanych, stworzył album piosenek bezpretensjonalnych i utrzymanych bardzo w jego niepowtarzalnym stylu. Klasyków w stylu „Yesterday” nikt się już chyba nie spodziewał, ale są tutaj utwory bardzo przyjemne. Tutułowy „New” jest bodaj najbardziej beatlesowski, natomiast autobiograficzny „Early Days” w uroczy sposób prznosi nas do Liverpoolu młodego Paula i kolegów. Mocnym numerem radiowym jest „Everybody Out There” (gotowy przebój), klimat klasycznego rocka prezentuje „Alligator”, ale najczystszego Paula rozpoznaję w harmonii „Queennie Eye” (modulacje nie do podrobienia). Balladę, która poruszyła mnie najbardziej, „Scared”, Paul ukrył (dosłownie) na końcu CD.

Concord

ELTON JOHN The Diving Board

fot. materiały prasowe

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wokalista, pianista i kompozytor powraca po długiej przerwie. Siedem lat minęło od wydania jego poprzedniego albumu z piosenkami, a choć artysta odnosi sukcesy na scenie musicalowej, fani długo czekali na zestaw tak znakomitych piosenek jak te – „Oscar Wilde Gets Out” (podobną partię fortepianu mógł zagrać Marek Grechuta), „A Town Called Jubilee”, „My Quicksand” czy „Home Again” wpisują się w żelazny kanon tego mistrza piosenki. Mistrza, któremu zaczęła służyć dojrzałość. Są to wszystko utwory mądre, głębokie (ogromna zasługa znakomitego autora tekstów, jakim jest niezastąpiony Bernie Taupin). Elton śpiewa jak facet, który ma wiele do powiedzenia. Piosenki łączy na płycie kilka obiecujących, ale bardzo krótkich instrumentalnych „interludiów” na fortepianie – czy to nie czas na instrumentalną płytę Eltona?

Mercury

TONY BENNETT The Classics

fot. materiały prasowe

Artysta, dla którego czas stanął w miejscu, samodzielnie wybrał najlepsze nagrania z całej swojej bogatej kariery. I efekt jest doprawdy imponujący, nawet jeżeli znaczna część materiału powstała z „małą pomocą przyjaciół”. On sam – crooner marzeń, miał to nieszczęście, że żył w tym samym czasie, co Frank Sinatra – najbardziej zapisał się w pamięci przebojem „I Left My Heart In San Francisco”. Ten jego wczesny rozdział w karierze przypominają tu także standardy „Because Of You” czy „The Good Life”. Lecz prawdziwy bal zaczyna się w duetach. Z wielkim konkurentem, a jakże – „New York, New York”. Z samym Rayem Charlesem – doskonale zagrane „Evenin’”. Ładnie brzmi duet ze Steviem Wonderem „For Once In My Life”, porywająco – „Don’t Get Around Much Anymore” z Michaelem Bublé. Osobną kategorię stanowią śpiewające panie, a sędziwy wokalista cieszy się u nich wielkim wzięciem: Diana Krall („The Best Is Yet To Come”), Barbra Streisand („Smile”) czy Lady Gaga („The Lady Is A Tramp”). Kolekcję zamyka poruszająca wersja „Body And Soul” z nieodżałowaną Amy Winehouse.

Columbia