fbpx

Najlepsze animacje dla dzieci poleca szefowa działu kultury „Zwierciadła”

Najlepsze animacje dla dzieci poleca szefowa działu kultury "Zwierciadła"
"Mój przyjaciel Totoro" (fot. BEW PHOTO)

Wyobraź sobie, że bez większego wysiłku możesz zorganizować w domu fantastyczny Dzień dziecka. Nawet nie dzień, ale cały filmowy maraton. Taki, podczas którego ty też będziesz się dobrze bawić. I będziesz mieć pewność, że twoje dziecko przy okazji nauczyło się czegoś ważnego. Niemożliwe? A jednak…

Arcydzieła – tak o filmach japońskiego studia Ghibli mówią krytycy, ale i widzowie na całym świecie. Wręczane na najważniejszych festiwalach filmowych nagrody tylko to potwierdzają. Na czym polega fenomen tych animacji? Żeby to zrozumieć, trzeba się cofnąć do samych początków wytwórni, czyli do połowy lat 80. Bo to właśnie wtedy trzech przyjaciół, na czele z Hayao Miyazakim (najsłynniejszym żyjącym rysownikiem w Japonii), powołało do życia miejsce, gdzie wreszcie będą mogli tworzyć swobodnie, bez nacisków ze strony nastawionych wyłącznie na zysk producentów. A że wspomniana trójka postanowiła wnieść do światowej kinematografii powiew świeżości, nazwała swoje studio „ghibli”, od arabskiej nazwy pustynnego wiatru. Ich filmów nie sposób pomylić z innymi. Bo to realizowane z niesamowitym rozmachem przepiękne wizualnie baśnie, a jednocześnie historie z mocnym, bezkompromisowym przekazem. Pacyfistycznym i proekologicznym. Tutaj najczarniejsze charaktery to wcale nie (licznie tu występujący) potężni czarnoksiężnicy czy dziwaczne stwory, ale ci bohaterowie, którzy za nic mają Ziemię i innych ludzi. Nie bez znaczenia jest też to, że w znakomitej większości filmów legendarnego studia mamy główne bohaterki. To dziewczyny lub całkiem małe dziewczynki są tu najdzielniejsze, dzięki czemu przeżywają niesamowite przygody.

I choć animacje Ghibli dobrze odkrywać na własną rękę, na dobry początek sprawdzi się bezkonkurencyjna piątka. Idealna na seans z mniejszymi i ze starszymi dziećmi.

„Spirited Away: W krainie Bogów”

Kategoria wiekowa: 7+

Produkcja z Oscarem i Złotym Niedźwiedziem na koncie. Zaczyna się niewinnie, dziewczynka imieniem Chihiro, zwyczajna uczennica podstawówki, jedzie z rodzicami samochodem. Ale zaraz wydarzy się coś dziwnego, tata pomyli drogę i wjedzie do lasu, po czym oboje rodzice zwabieni zapachem smakowitego jedzenia pobiegną w stronę tajemniczej bramy. Bramy, która okaże się wejściem do innego, magicznego świata. Na rodziców rzucony zostaje czar, a jedyną osobą, która może ich uratować, jest Chihiro. Ale żeby w ogóle przetrwać, musi ukryć się w ogromnym, mieniącym się z daleka tysiącami świateł zajeździe z tradycyjną japońską łaźnią. Gośćmi są tu rozmaite, i groźne i dobrotliwe, bóstwa zaczerpnięte z japońskiej mitologii. A obsługa to banda cudaków, choćby gadatliwe wąsate żaby czy energiczne czarne kłębuszki – ożywione kłaczki z sadzy ciężko pracujące w kotłowni i żywiące się cukierkami. Jest i biały smok, najbliższy przyjaciel Chihiro. I groźna wiedźma, która rządzi całym zajazdem i więzi zaklętych rodziców dziewczynki. Trzeba nie lada sprytu i odwagi, żeby ją przechytrzyć. Dla najmłodszych widzów będzie to opowieść o baśniowym miejscu, dla dorosłych film pełen nostalgii. Którą trudno nawet ubrać w słowa. Wystarczy obejrzeć scenę, kiedy Chihiro jedzie pociągiem, jednym z takich, których już dawno nie ma: z drewnianymi siedzeniami i gdzie konduktor dziurkaczem kasuje kartonikowe bilety. Dziewczynka w milczeniu jedzie w dal, przez… bezkresne morze.

„Mój sąsiad Totoro”

Kategoria wiekowa: 4+

Coraz popularniejsze w Europie, w tym także w Polsce, stają się wszelkie gadżety z sympatycznym Totoro. Puszystym duszkiem lasu. Choć na „duszka” jest on akurat dosyć spory. A nawet (w zupełnie dorosłej wersji, bo są i duszki jeszcze niewyrośnięte) ogromny – dwie dziewczynki, które są głównymi bohaterkami tego filmu, mogą skakać mu po brzuchu jak po trampolinie, albo wtulić się w jego futro i zasnąć. „Mój sąsiad Totoro” odwołuje się do czasów dzieciństwa 79-letniego dziś mistrza animacji Hayao Miyazakiego. Z detalami pokazuje realia życia w Japonii niedługo po wojnie. Tata z dwoma córeczkami przeprowadza się z miasta na wieś. Zamieszkują w dotąd opuszczonym dużym domu, z którym powoli się oswajają. Około czteroletnia Mei i trochę od niej starsza Satsuke w pewnym momencie trafiają na dróżkę usypaną z żołędzi. Ktoś najwyraźniej jest ich miłośnikiem, a dróżka prowadzi do lasu… Urokliwa opowieść dla najmłodszych na styku świata realnego i baśniowego.

„Laputa – podniebny zamek”

Kategoria wiekowa: 10+

Choć to jedna z pierwszych produkcji Ghibli – z 1986 roku – ani trochę się nie zestarzała. To baśń dla trochę starszych dzieci, bo niektóre tutejsze czarne charaktery są naprawdę paskudne. A największym ich grzechem jest marzenie o potędze. Do jego realizacji mają wojsko, broń, podniebne wojenne machiny. Jest w tym filmie sporo pościgów, są strzelaniny jak z najlepszych części „Indiany Jonesa”. Ścigani są Sheeta i Pazu. Dziewczyna i chłopak, góra 12-letni. On ciężko pracował w kopalni ramię w ramię z dorosłymi. Ona spadła mu, dosłownie, z nieba. Sheeta ma na szyi magiczny wisiorek, który potrafi uratować właścicielce życie, ale ma też niszczycielską moc. Za ten wisiorek wiele oddałoby i wojsko, i tajni szpiedzy i drużyna piratów. To klucz do odnalezienia legendarnej Laputy, dryfującego królestwa ukrytego w chmurach. Przed wiekami opuścili je Laputanie, a bujna przyroda przejęła nad nim władzę. Tylko gdzie kryje się ta podniebna Atlandyda? Wszyscy chcą do niej dotrzeć, ale tylko Sheeta i Pazu nie mają niecnych zamiarów. I może właśnie dlatego to tym dwojgu się uda?

„Ruchomy zamek Hauru”

kategoria wiekowa: 7+

Nie tylko zamek w tytule łączy ten film ze wspomnianą „Laputą…”. Kto widział obie animacje, wie, że jest tu parę innych podobieństw. Zalążki pewnych fabularnych pomysłów z czasem nabrały kształtów, kolorów i rozmachu. To zresztą urok produkcji japońskiego studia, w wielu z nich odnajdziecie podobne postaci lub wątki. Wynajdowanie takich smaczków to już zadanie dla koneserów, tymczasem „Ruchomy zamek Hauru” sam w sobie jest genialną opowieścią. Trudno powiedzieć czy skomplikowana machina, pełna tłoków, przekładni i kół zębatych, zasługuje na miano ruchomego zamku. Zardzewiała i wiecznie się psująca stała się schronieniem dla życiowych rozbitków. Gospodarzem jest tu niby Hauru, młody czarodziej. Tak naprawdę jest wiecznie nieobecny, zajęty m.in. toczącą się w pewnej krainie wojną. Ruchomy dom jest zatem mocno zaniedbany. Do czasu, kiedy pojawia się w nim Sofi, pracowita staruszka o czystym sercu. A tak naprawdę zaklęta w staruszkę młodziutka dziewczyna, która potrafi pogodzić najgorszych wrogów. Widowiskowa baśń z morałem. Ale też piękna historia miłosna.

„Ponyo”

Kategoria wiekowa: 4+

Bajka dla najmłodszych, choć – gwarantuję – mało który dorosły będzie w stanie oprzeć się jej urokowi. Zaczyna się niesamowitą sceną, w której oglądamy bogactwo podwodnego życia: ryby, meduzy, kraby, koralowce, koniki morskie, rozgwiazdy. To tu dorasta tytułowa bohaterka. Ktoś nazwał „Ponyo” japońskim odpowiednikiem disneyowskiej animacji „Gdzie jest Nemo”. Właściwie, jeśli by na siłę szukać by porównań, to bardziej japońska wersja „Małej syrenki”. Za to o wiele pogodniejsza. Ponyo jest córeczką podwodnego maga i królowej mórz. Wygląda trochę jak rybka, trochę jak maciupeńka dziewczynka, z pyzatą buzią i burzą niesfornych włosów. Bawiąc się w podwodnym królestwie wypływa przypadkiem bliżej brzegu, po czym o mało co nie traci życia. Wyłowi ją 5-latek imieniem Sosuke. Chłopiec i morska maciupinka się zaprzyjaźnią. Do tego stopnia, że Ponyo zapragnie być człowiekiem. Co z tego wyniknie? Sporo kłopotów, ale też finał na pewno was rozczuli. Bo to, w odróżnieniu do „Małej syrenki”, opowieść bardzo na czasie. Nie ma mowy o poświęceniu się dla miłości. Chodzi raczej o to, że każdy ma prawo wyboru, może żyć tak jak chce i czuje.

Animacje Ghibli można oglądać na platformie Netflix.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze