fbpx

Najlepsze seriale kwietnia, czyli piątka na piątkę

Najlepsze seriale kwietnia, czyli piątka na piątkę
Postępowa Cate Blanchett w roli prawicowej przeciwniczki równości płci - choćby z tego powodu warto obejrzeć serial „Mrs. America”. (Fot. materiały prasowe)

Rzeczywistość najlepiej oswajać śmiechem, dlatego w kwietniowym zestawieniu znalazły się aż trzy propozycje komediowe, w tym jedna na temat żałoby. Oprócz tego trzymający w napięciu kryminał i odrobina historii walki o równość płci.

„Co robimy w ukryciu”

w sumie 20 odcinków, premiera: 2 kwietnia pierwszy sezon, 16 kwietnia drugi, HBOGO

Wampirzyca Nadja (Natasia Demetriou) w wersji glamour. (fot. materiały prasowe)

Najpierw był nowozelandzki film „Co robimy w ukryciu” z 2014 roku o grupce wampirów nie zawsze nadążających za realiami współczesnego miasta. Kręcona w konwencji parodii dokumentu komedia okazała się przebojem, nic więc dziwnego, że jej twórcy Jemaine Clement i Taika Waititi stworzyli serial, zresztą nie mniej udany. Tak jak wcześniej napisali scenariusz i reżyserowali, tym razem nie zgrali jednak głównych ról. Choć obaj pojawili się w epizodzie, zresztą u boku Tildy Swinton.

W serialowej wersji mockumentu wampirza wspólnota zamieszkuje nie Wellington, ale Staten Island w Nowym Jorku, a w jej składzie pojawia się przedstawicielka płci pięknej Nadja oraz wampir energetyczny Colin. Nie można nie wspomnieć także o ich wiernym sługusie Guillermo. Ma sypialnię pod schodami, ale i tak marzy, że pewnego dnia zostanie zamieniony w krwiopijcę i będzie jak Antonio Banderas w „Wywiadzie z wampirem”. Dzieci nocy ze Staten Island są na wojennej ścieżce z wilkołakami, kochają orgie, ale przede wszystkim zastanawiają się, jak zapanować nad światem lub chociaż swoją dzielnicą. Żeby swój śmiały plan zrealizować, trafiają nawet na obrady miejskich władz.

Ucieczka

7 odcinków, premiera 13 kwietnia, HBOGO 

Najlepsze seriale kwietnia, czyli piątka na piątkę
Dawni kochankowie Ruby (Merritt Wever) i Billy (Domnhall Gleeson) wsiadają do pociągu, by patrzeć, jak wszystko zostaje w tyle. (fot. materiały prasowe)

A gdyby zostawić za sobą wszystkie rozczarowania, niespełnienia, frustracje i uciec od dotychczasowego życia? Zacząć wszystko od nowa albo chociaż zrobić sobie przerwę bez oglądania się na konsekwencje. Właśnie za takim pomysłem idą główni bohaterowie komediowego serialu „Ucieczka”: Ruby grana przez Merritt Wever („Siostra Jackie, „Niewiarygodne”) i Billy, czyli Domnhall Gleeson („Czas na miłość”, „Ex machina”). To scenariusz niezbyt prawdopodobny, zwłaszcza w dobie koronawirusa, ale serial ogląda się dobrze. W końcu stoi za nim m.in. Phoebe Waller-Bridge obsypana nagrodami za „Współczesną dziewczynę” (jest współproducentką „Ucieczki” i występuje w epizodycznej roli).

Ruby i Billy na studiach byli parą i zawarli pewien pakt. Jeśli kiedyś jedno z nich napisze do drugiego SMS o treści „ucieczka”, a drugie odpowie tym samym, zostawią za sobą wszystko i spotkają się w Nowym Jorku na dworcu Grand Central. Spełniają ten scenariusz 17 lat później. Wsiadają razem do pociągu, by ruszyć przed siebie, zostawiając wszystko w tyle. Mają w głowach swoje dawne wersje siebie, kiedy mieli 19 lat, ale szybko dochodzi do nich, że dziś są już zupełnie kimś innym i nie podróżują ze swoją fantazją, ale realną osobą.

Ruby kiedyś chciała projektować domy, ale stała się domową kurą, Billy jest mówcą motywacyjnym, który przestał wierzyć w swoje powołanie. Ona marzy o odskoczni, on przechodzi kryzys, oboje chcieliby przewartościować swoje dotychczasowe życie. Pytanie, czy wciąż się kochają. Nie myślcie jednak, że to kolejna przesłodzona komedia romantyczna. Produkcja nie trzyma się jednego gatunku, od śmiałej obyczajowo komedii gładko przechodzi do romansu, filmu drogi, a nawet thrillera.

„Mrs. America”

9 odcinków, premiera 18 kwietnia, HBOGO

Rzadko w jednym projekcie występuje tyle świetnych aktorek, ale największą gwiazdą „Mrs. America” jest Cate Blanchett. (fot. materiały promocyjne)

Tytułową Panią Ameryką jest Phyliss Schlafly, republikanka, zaciekła anykomunistka, obrończyni tradycyjnych wartości rodzinnych. I kobieta, która na początku lat 70. XX w. doprowadziła do odrzucenia poprawki do konstytucji USA gwarantującej równość płci. Równie ważne, jeśli nie ważniejsze, są tutaj jednak feministki, przeciwko którym występuje. Takie jak Gloria Steinem czy Betty Friedan, autorka „Mistyki kobiecości”. Walcząca z nimi Schlafly używa często populistycznych, nieprawdziwych argumentów, strasząc zniesieniem prawa do alimentów i podziału na męskie i kobiece toalety. Przy okazji jednak pokazuje oponentkom, że w walce o prawa kobiet warto uwzględnić także te, które wybierają role żon, matek i gospodyń domowych, rezygnując z niezależności i zawodowych ambicji. Rzadko zdarza się, by w jednym projekcie pracowało tyle wybitnych aktorek, obok głównej gwiazdy -Cate Blanchett – zobaczymy tu m.in. Sarah Paulson, Rose Byrne, Elizabeth Banks, Tracy Ullman czy Jeanne Trippelhorn. Wszystkie w fantastycznych stylówach z ery wolności seksulanej, hipisów i afro.

„After Life” sezon 2

6 odcinków, premiera 24 kwietnia, Netflix

Pełny zespół lokalnej gazetki miasteczka Tambury. W środku podpierający głowę Ricky Gervais, pomysłodawca serialu „After Life” i odtwórca roli głównego bohatera. (fot. materiały prasowe)

Czy warto było czekać na drugi sezon „After Life” i powrót do wymyślonego miasteczka Tambury? Z jednej strony tak, bo znów spotykamy ulubionych bohaterów – m.in. do niedawna bezdomnego listonosza, najbardziej zaburzonego psychoterapeutę świata, załogę lokalnej gazetki, w której pracuje Tony (Ricky Gervais, twórca serialu) czy jego pięknego psa Brandy. Jednocześnie trzeba jednak powiedzieć, że zapodziała się gdzieś świeżość pierwszego sezonu, momentami dają się też we znaki nieco zbyt prostackie dowcipy. Mimo sporadycznej wulgarności, nadmiernego eksploatowania sprawdzonych pomysłów i zbyt ochoczego wygłaszania prawd o życiu, Gervaisowi wciąż udaje się nas momentami rozśmieszyć, a nawet wzruszyć. Główny bohater Tony powoli przechodzi od buntu i niezgody do akceptacji swojej straty. Z żałobą po żonie Lisie pomagają mu się uporać relacje z ludźmi, ale też kiełkujące nowe uczucie. Mimo drobnych zastrzeżeń polecam drugi sezon, ale mam nadzieję, że trzeciego już nie będzie.

W obronie syna

8 odcinków, premiera 24 kwietnia, Apple TV

Chris Evans i Michelle Dockery jako rodzice, którzy zastanawiają się, czy ich syn (Jaeden Martell) może być mordercą. (fot. materiały prasowe)

Są rodziną jak z obrazka, kochają się, mieszkają w ładnym domu w miasteczku Newton, niedaleko Bostonu. Andy Barber (Chris Evans, czyli Kapitan Ameryka) pracuje w biurze prokuratora okręgowego i jeździ nowym audi. Laurie Barber (Michelle Dockery z „Downton Abbey”) zawodowo pomaga dzieciakom po przejściach. Ich jedyny syn Jacob (Jaeden Martell) jest nastolatkiem, ale lubi spędzać czas z rodzicami, planują nawet wspólny wyjazd. Tę sielankę przerywa nagłe wydarzenie – w pobliskim parku zostaje zamordowany rówieśnik Jacoba z jego szkoły.

Sprawę prowadzi Andy Barber, ale nie długo, bo szybko okazuje się, że jego syn, choć wcześniej deklarował, że ledwie znał ofiarę, miał z nią na pieńku. A w dodatku ostatnio przechwalał się w szkole nowym nożem myśliwskim. Andy zostaje odsunięty od sprawy, a jego syn aresztowany. Odpowiedź na pytanie „kto zabił?” elektryzuje nie tylko ich przyjaciół, sąsiadów i opinię publiczną ich miasteczka, ale i widza przed ekranem. Zanim jednak poznamy na nie odpowiedź, czeka nas wiele zwrotów akcji. Może i opowiadana historia nie jest szczególnie oryginalna, ale spełnia swoje zadanie. To trzymający w napięciu kryminał z dobrą obsadą, trochę jakby do ponurej atmosfery pamiętnego „The Killing” dodać szczyptę problemów nastolatków z „13 powodów” i podlać to sosem rodzinno-sądowego dramatu z serialu „Siedem sekund.”

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze