fbpx

O filmie „Kłamstewko” rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland

O filmie "Kłamstewko" rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland
Kadr z filmu "Kłamstewko", reż. Lulu Wang. Już w kinach! (Fot. materiały prasowe)

W chińsko-amerykańskim dramacie „Kłamstewko” krewni ukrywają przed starszą kobietą prawdę o jej chorobie. Czy dobre intencje usprawiedliwiają ich zachowanie? A może w ten sposób odbierają babci wolność decydowania o sobie? – odpowiedzi na te pytania szukają filmolożka Grażyna Torbicka i psycholożka Martyna Harland.

Martyna Harland: „Kłamstewko” opowiada o rodzinie, która decyduje się ukryć przed ukochaną babcią Nai Nai złe wieści o jej stanie zdrowia. To dla mnie prawdziwa filmoterapia, bo moja babcia trafiła ostatnio do szpitala i przygotowywałam się na to, że będę musiała się z nią pożegnać… Dopiero to doświadczenie pokazało mi, jakie to trudne.
Grażyna Torbicka: Na początku filmu pada stwierdzenie: „W Chinach mówi się, że ludzie z rakiem umierają. Ale to nie rak ich zabija, tylko strach”. Dlatego filmowa rodzina postanawia nie mówić babci o tym, że zostało jej kilka miesięcy życia. Wcześniej nigdy nie mieli dla niej dość czasu, a teraz chcą pobyć razem, by móc wzajemnie nacieszyć się sobą. A jak wiemy z naszych wcześniejszych rozmów, m.in o filmie „Festen” Vinterberga, tego rodzaju spotkania uwalniają rodzinne demony i różne niewypowiedziane żale.

Uważasz, że rodzina nie powinna ukrywać przed babcią jej choroby?
Nie oceniam tej decyzji, szanuję ją. Jednak sama wolałabym znać fakty. Najmłodsza z rodziny – Billi która wychowała się w Stanach Zjednoczonych, również uważa, że powinno się powiedzieć Nai Nai prawdę. Ale rodzice tłumaczą jej, że tak nie wolno. Dziewczyna akceptuje to, bo kocha babcię i tak naprawdę trudno jej zdecydować, co będzie dla niej najlepsze. Solidarność rodziny wynika z chińskiej tradycji.

Dlaczego wolałabyś wiedzieć, że jesteś ciężko chora? Czy nie lepiej, jak bohaterka filmu: zamiast leżeć w szpitalu być z bliskimi?
Dlatego, że chciałabym móc o sobie decydować. Przecież nikt poza mną nie wie, jakie jeszcze mam plany… Dlatego żal mi bohaterki, której odebrano wolność wyboru i możliwość kontrolowania swojego życia. A może było coś, co odkładała na później? Jedno małe marzenie, którego nie może już spełnić…

Ale Nai Nai dostała właśnie od rodziny przekonanie na temat kontrolowania własnego życia.
Rzeczywiście można trochę pozazdrościć bohaterom filozofii życiowej i umiejętności sprowadzania jej na poziom praktyczny. Babcia jest jednak inteligentną osobą i mam wrażenie, że trudno jej było uwierzyć w to, co przeczytała w sfałszowanej diagnozie lekarskiej. Przyszło mi też teraz do głowy, że może ze strony rodziny był to jakiś rodzaj myślenia magicznego, na zasadzie: jeżeli nie powiemy o chorobie, to Nai Nai będzie żyła dłużej. Jednak nie da się zaczarować życia w ten sposób.

A do mnie trafiają tłumaczenia krewnych, którzy uważają, że ukrywając przed Nai Nai prawdę, sami niosą jej ciężar.
Oczywiście kłamstwo może się obrócić na dobre. Widzieliśmy to ostatnio w filmie „Boże ciało” Jana Komasy, gdzie młody chłopak zaczyna podawać się za księdza, i kiedy ludzie mu ufają, na początku jest przerażony. A później okazuje się, że swoją postawą może zdziałać wiele dobrego… Jednak zazwyczaj prawda jest potrzebna i oczyszczająca, przypomnij sobie filmy „(Nie)znajomi” czy „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” – rozmawiałyśmy o nich.

Tylko kto potrafi spokojnie przyjąć nieprzyjemną prawdę? To zawsze boli. Dlatego uważam, że czasem lepiej jest coś przemilczeć…
A może nie szukajmy winy po stronie osoby, która mówi prawdę? Tylko po stronie osoby, która tej prawdy nie potrafi przyjąć… Uważam, że warto być otwartym na takie szczere wyznania, bo życie w świecie ułudy do niczego dobrego nie prowadzi. Jeżeli masz o sobie wyobrażenie, że wszystko robisz najlepiej, a w którymś momencie od kogoś obcego dowiesz się, że to nieprawda, to będziesz miała pretensje do bliskich, że nie powiedzieli ci o tym wcześniej.

O filmie "Kłamstewko" rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland
Kadr z filmu „Kłamstewko”, reż. Lulu Wang. Już w kinach! (Fot. materiały prasowe)

W jednej ze scen Billi mówi matce, że chciałaby zaopiekować się babcią. I słyszy, że przecież nie potrafi nawet sprzątać ani gotować, a poza tym ma 30 lat i nie może zatrzymać nagle swojego życia. Dlaczego rodzice uważają, że tylko na nich spoczywa ciężar opieki nad dziadkami?
Rodzice biorą w takiej sytuacji całą odpowiedzialność na siebie, bo nie chcą obciążać i zasmucać tym dzieci. Zresztą zauważ, że Billi postępuje podobnie i przez długi czas ukrywa przed rodzicami, że nie przyznano jej stypendium artystycznego. Dlaczego? Bo nie chce ich tym martwić.

Może dlatego, że nawet jeśli zaczniemy opowiadać o naszych problemach, to okaże się, że nie umiem sobie nawzajem pomóc? Nikt nie uczy nas, jak udzielać wsparcia emocjonalnego bliskim.
Myślę, że już sama możliwość otworzenia się przed kimś i bycia wysłuchanym pomaga. W naszej kulturze przyjęło się, że dzieci przychodzą ze swoimi problemami do rodziców, ale na odwrót to już nie działa. Rodzice rzadko zwierzają się ze swoich kłopotów dzieciom (nawet jeśli te są już dorosłe), co uważam za błąd, bo taka wzajemność mogłaby pogłębić relacje.

Co sądzisz o relacji Billi i Nai Nai?
Billi i Nai Nai to pokrewne dusze. W którymś momencie babcia przekazuje wnuczce pewien chiński sekret. Uczy ją techniki oddechowej, która pozwala wyrzucić z siebie złą energię i oczyścić się wewnętrznie. Billi najpierw z tego żartuje, jednak ćwiczy razem z babcią, naśladuje ją i okazuje się, że to działa i przydaje się w życiu. A może właśnie technika oddechu przedłużyła życie Nai Nai… Takie wyrzucenie z siebie negatywnych emocji przez krzyk jest bardzo oczyszczające.

Może powinno się zainstalować na każdym przystanku w mieście albo w pracy dźwiękoszczelne kabiny, w których można wykrzyczeć swoje emocje? Tak jak w pawilonie izraelskim na ostatnim Biennale sztuki w Wenecji.
Moim zdaniem dźwiękoszczelne pomieszczenia nie spełniają roli terapeutycznej, bo ten krzyk jakby wracał do ciebie, razem ze wszystkim, co z siebie wyrzuciłaś. To musi być raczej głośny krzyk otwartej przestrzeni, w lesie czy górach, jak widzimy na przykład w filmie „Turysta” Rubena Östlunda.

Ciebie najmocniej zainteresowało zatajenie prawdy, a mnie wątek relacji wnuczki z babcią, opieki nad nią i pożegnania. Pewnie dlatego, że projektowałam na ekran filmu własne doświadczenia i emocje…
Właśnie dlatego uważam, że „Kłamstewko” może być szczególnie terapeutyczne dla młodych osob, trzydziestoparolatków takich jak ty, którzy dopiero zaczynają mierzyć się z doświadczeniem ciężkiej choroby, która przykuwa kogoś bliskiego do łóżka. Prawdopodobnie dlatego ta historia cię poruszyła. Ten film może stanowić pewnego rodzaju szczepionkę. Ja pożegnałam już w moim życiu bliską osobę. I mam poczucie, że cokolwiek zrobiłam czy powiedziałam, to można było więcej… Jednak jestem osobą wierzącą i mam nadzieję, że jeszcze spotkam się kiedyś z moim ojcem, bo TO wszystko nie może się tak po prostu skończyć. Śmierć nikogo nie oszczędzi. Dlatego lepiej żyć zgodnie z filozofią, która nas wzmacnia i prowadzi. Tak jak zrobiła to babcia Nai Nai.

 

ZAMÓW

E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>