fbpx

Październikowe premiery filmowe poleca szefowa działu kultury „Zwierciadła”

Październikowe premiery filmowe poleca szefowa działu kultury „Zwierciadła”
Kadr z filmu "Obraz pożądania" (Fot. materiały prasowe BestFilm)

Szczęście. Właściwie każdy z wartych polecenia filmów, które wchodzą w tym miesiącu do kin, mówi o tym, jak je odnaleźć, zdobyć, poczuć, utrzymać, odzyskać. Różnie się to naszym filmowym bohaterom udaje, ale jedno trzeba im wszystkim przyznać: przynajmniej próbują.

„Szarlatan”

– Zawsze bardziej interesowały mnie komplikacje niż uproszczenia – mówi w wywiadzie w bieżącym numerze „Zwierciadła” Agnieszka Holland. I opowiada o swoim najnowszym filmie „Szarlatan”. Historii Jana Mikoláška, słynnego czeskiego uzdrowiciela. Sam nie lubił, żeby go tak nazywać. Jeszcze bardziej buntował przeciwko określeniu „cudotwórca”. Uważał się („aż”, nie „tylko”!) za zielarza. Był też genialnym diagnostą, z próbki moczu oglądanej w świetle lampy potrafił wyczytać z niemal stuprocentową pewnością, na co choruje pacjent. Uwielbiany: przez jego ręce przeszły miliony chorych, potrafił jednego dnia przyjąć niewyobrażalne tłumy. Znienawidzony: po wojnie komuniści zwalczali go jako szarlatana, burżuja, który dorobił się na nieszczęściu innych. Wytykano mu, że jeszcze niedawno leczył wpływowych nazistów. Czy można go za to potępić, skoro przyjmował ludzi bez względu na ich poglądy, pochodzenie, zasobność portfela? Albo jego życie prywatne – czy był okrutny i bezwzględny czy może raczej gotowy walczyć o miłość, nie chcąc słuchać, że mu się ona nie należy, że powinien się jej wstydzić (przez lata był w związku ze swoim, żonatym, asystentem). Czy miał prawo stawiać swoje szczęście na pierwszym miejscu? Agnieszka Holland stawia pytania i podsuwa tropy, ale sama ucieka od jednoznacznych odpowiedzi. Ocenę pozostawiając nam.

„Szarlatan” w kinach od 9 października.

Październikowe premiery filmowe poleca szefowa działu kultury „Zwierciadła”
Kadr z filmu „Szarlatan” (Fot. materiały prasowe Gutek Film)

„Gniazdo”

On, czyli Rory (Jude Law) i ona, czyli Allison (Carrie Coon). Brytyjczyk i Amerykanka, małżeństwo z dwójką dorastających dzieci (mają syna, córka to dziecko z poprzedniego związku Allison). Są zamożni, atrakcyjni i bardzo stylowi (akcja rozgrywa się w latach 80.). Jej pasją są konie, jego – pomnażanie pieniędzy. Przebojowy Rory robi karierę w finansach. Wiecznie głodny nowych wrażeń pewnego dnia oznajmia całej rodzinie, że ma intratny biznes na oku i że przenoszą się do Anglii. Do posiadłości, która bardziej przypomina pałac niż dom dla zwyczajnych śmiertelników. A może ponure zamczysko? No właśnie. To, co z początku przypomina bajkę, zamienia się w thriller. Czy raczej we wiarygodne psychologicznie kino, w którym napięcie budowane jest jak w thrillerze właśnie. Odkrywamy krok po kroku, scena po scenie mroczną stronę życia naszych bohaterów. Ich ciemne sprawki, niechlubną przeszłość, słabości. Widzimy też, jak szybko działa efekt domina, jak pewne zaniedbania, nadużycia, grzeszki destrukcyjnie działają na naszych bliskich. Historia upadku? Niekoniecznie i to w tym niezwykle ciekawym, doskonale nakręconym i genialnie zagranym filmie jest najciekawsze. Mało co jest tu takie, jakie z pozoru się wydaje. Dodatkowy plus za doskonałą obsadę. Jude Law gra świetnie, ale Carrie Coon jeszcze lepiej. Zadziwiające, że to aktorka nadal tak mało znana.

„Gniazdo” w kinach od 9 października.

Październikowe premiery filmowe poleca szefowa działu kultury „Zwierciadła”
Kadr z filmu „Gniazdo” (Fot. materiały prasowe M2 Films)

„Sekret bogini Fortuny”

Ferzan Özpetek. Reżyser turecko-włoski lub, jeśli ktoś woli taką wersję, Turek, który zdecydował się być także Włochem. Każdy, kto choć raz musiał streszczać jego filmy (jak choćby głośne „Okna” czy „Mine vaganti: O miłości i makaronach”) wie, jakie to niewdzięczne zadanie. Bo w streszczeniu gubi się cała ich magia. W obrazach tego reżysera  od samych historii ważniejszy jest sposób, w jaki Özpetek swoje historie opowiada. Tak samo jest z najnowszym „Szczęściem bogini Fortuny”. Poznajemy Alessandro i Artura, dwóch przystojniaków, którzy są w związku od parunastu lat i którzy coraz bardziej się od siebie oddalają, gubią w codziennych pretensjach i potyczkach słownych, trudno powiedzieć, co tak naprawdę trzyma ich razem. Do czasu, aż ich przyjaciółka Annamaria prosi, żeby zaopiekowali się dwójką jej dzieci. Musi iść do szpitala, to zajmie tylko kilka dni. Leczenie Annymarii drastycznie się wydłuża, a dzieciaki, które są dla Alessandro i Artura najpierw ciężarem, coś w ich życiu zmieniają, coś w nich uruchamiają, nawet jeśli im samym trudno to z początku przyznać. W tle jest jeszcze zgorzkniała babka arystokratka tylko czekająca aż przejmie opiekę nad wnukami. Historia jak historia, ale naprawdę ważny jest tu klimat scen, dialogi, emocje, często nienazwane, ale dla widza oczywiste. To kino ciepłe, subtelne, czule przyglądające się bohaterom, skupione na najważniejszym dla reżysera temacie: miłości. O której czasem zapominamy, zaniedbujemy ją albo której się boimy, ale która zawsze zwycięża. To może brzmieć jak banał, ale Özpetek zdaje się naprawdę w to wierzyć i tą wiarą potrafi zarazić także widzów.

„Sekret bogini Fortuny” w kinach od 16 października.

Październikowe premiery filmowe poleca szefowa działu kultury „Zwierciadła”
Kadr z filmu „Sekret bogini Fortuny” (Fot. materiały prasowe Aurora Films)

„Kwiat szczęścia”

Horror inny niż wszystkie. Choć wykorzystuje stare dobre chwyty, sprawdzone triki, które sprawiają, że tak strasznie boimy się, co się za chwilę wydarzy. Zamiast w obrośniętym pajęczynami strasznym domu, fabuła zawiązuje się w sterylnym laboratorium, gdzie w równych rzędach rosną krwistoczerwone kwiaty. To uprawa eksperymentalna, genetycznie zmodyfikowane rośliny zaprojektowano tak, żeby swoim zapachem redukowały lęk, podwyższały nastrój wąchającego. Kierowniczka tego pionierskiego projektu płomiennoruda Alice wykrada jedną z roślin i daje ją w prezencie swojemu synowi. Problem w tym, że kwiaty owszem, uszczęśliwiają ludzi, ale jednocześnie sprawiają, że przestają oni być sobą i zaczynają na siłę „uszczęśliwiać” innych wokół. Jak w każdym porządnym horrorze to właśnie ten moment, kiedy zło zaczyna kiełkować, a potem coraz brutalniej się rozprzestrzenia. Od przeciętnych filmów grozy „Kwiat szczęścia” różni przede wszystkim to, że mamy tu do czynienia z kinem artystycznym. Wysmakowanym wizualnie (kadry komponowane są jak obrazy, kolory mają ogromne znaczenie) oraz z głębszym przesłaniem. Trudno nie dostrzec w filmie odniesień do realnego świata, do wszystkich farmaceutyków i innych metod, które mają sprawić, że czujemy się lepiej, świetnie, wspaniale. Do dzisiejszej pogoni za byciem szczęśliwym, bez oglądania się na konsekwencje. Swoją drogą „Kwiat…” to także film idealny na czas pandemii, podnoszący morale kinowej publiczności. Jako że wiele scen rozgrywa się w laboratorium, główne postaci przez dużą część filmu występują w jednorazowych maseczkach.

„Kwiat szczęścia” w kinach od 23 października.

Październikowe premiery filmowe poleca szefowa działu kultury „Zwierciadła”
Kadr z filmu „Kwiat szczęścia” (Fot. materiały prasowe Millennium Docs Against Gravity)

„Obraz pożądania”

Film równie ciekawy i oryginalny, co pechowy, przynajmniej jeśli chodzi o nasze kina. Izolacja pokrzyżowała polskiemu dystrybutorowi plany i w rezultacie „Obraz pożądania”, o którym tak wiele mówiło się rok temu na świecie, pojawia się u nas dopiero teraz. Polski tytuł różni się od oryginalnego („The Burnt Orange Heres”), za to wiele mówi o samym filmie. Bo to rzecz o malarstwie, ale też o tym, do jakich zbrodni można się posunąć, jeśli się czegoś (lub kogoś) bardzo pożąda. Głównego bohatera, próbującego się wybić krytyka sztuki poznajemy, kiedy prowadzi wykład o pewnym obrazie. James Figueras (Claes Bang, znany m.in. z „The Square” i serialu „Dracula”) za pomocą sprytnej sztuczki udowadnia publiczności, jak wielką siłę ma perswazja, odpowiednia otoczka, legenda wokół dzieła. To prorocza scena. Wkrótce Figueras zostanie zaproszony do posiadłości kapryśnego bogacza, marszanda i kolekcjonera (w tej roli Mick Jagger, tak, ten Mick Jagger) i będzie miał do wykonania misję wysokiego ryzyka. W zamian za rozgłos i wpływy w świecie sztuki ma nakłonić malarza-legendę (Donald Suterland), żeby stworzył swój ostatni obraz. Problem w tym, że ów malarz skończył definitywnie z malowaniem i jest w tej decyzji nieugięty. Bogacz wie, komu zleca to niełatwe zadanie. Figueras dla kariery jest w stanie zrobić naprawdę wiele. Ale czy wszystko? Może słabość do pewnej urokliwej blondynki (Elizabeth Debicki) nieco ostudzi jego chorobliwe ambicje?

„Obraz pożądania” w kinach od 30 października.

Październikowe premiery filmowe poleca szefowa działu kultury „Zwierciadła”
Kadr z filmu „Obraz pożądania” (Fot. materiały prasowe BestFilm)
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze