Penélope Cruz. Kobieta z temperamentem

Penélope Cruz, kadr z filmu "Vicky Christina Barcelona" (2008), fot. BEW PHOTO

Kiedy się z nią spotykam, wpada spóźniona. Całuje swoją agentkę, a następnie mnie. „Myślałam, że jesteś jej przyjacielem, a przyjaciele moich przyjaciół są moimi przyjaciółmi” – mówi na jednym oddechu. Właśnie tak się z nią rozmawia, jak ze starą, dobrą znajomą.

W „Kochając Pabla, nienawidząc Escobara” grasz Virginię Vallejo, kochankę samego Pabla Escobara, która w zamian za azyl w USA zeznawała przeciwko niemu. Skomplikowana osoba.
Im bardziej skomplikowana postać, tym ciekawsza do zagrania. Nikt z nas nie jest idealny, a oddawanie tego na ekranie jest pasjonujące. Virginia to wykształcona, inteligentna kobieta, która nagle traci głowę dla kryminalisty. Dyskutuje na salonach o polityce, a później tłumaczy zbrodnie Escobara z takim samym wyrazem twarzy i takim samym zacięciem. Taką postać chciałam zagrać. Była jedyną osobą, której Pablo ufał – kształciła go w kwestiach relacji z mediami, z politykami. Wykorzystywała do tego swoją wiedzę i doświadczenie zdobyte w pracy dziennikarki. Przedstawiała go jako Robin Hooda, którym wtedy dla niej był.

Co ją w nim zafascynowało?
Ona poznawała Pabla z perspektywy Kolumbijczyków, dla których budował szkoły i szpitale. Pieniądze zarabiał nielegalnie na sprzedaży narkotyków, ale wykorzystywał je do tego, żeby pomagać tym najbardziej potrzebującym. Virginia widziała wdzięczność tych ludzi, co było dla niej nowością. Sama wywodziła się z zamożnej klasy, więc wcześniej była w związkach z facetami, którzy mieli mnóstwo pieniędzy, ale nie potrafili się nimi dzielić. Wspomina na kartach swojej książki, jak poszła z Pablem na śmietnisko. Pierwszy raz zapuściła się do miejsca pełnego brudu i smrodu, o którego istnieniu wprawdzie wiedziała, ale nie interesowała się nim. Escobar zabrał ją tam, żeby pokazać jej ludzi, którzy nie mają nic, a którzy za chwilę dzięki niemu będą mieć domy i podstawową opiekę. Taki Pablo skradł jej serce. To z nim chciała być.

Spotkałaś się z nią?
Nie chciałam tego. Wiem, że mieszka w Miami. Po jej historii z Escobarem nikt nie chciał jej dać pracy w Kolumbii, dlatego wyjechała do Stanów, gdzie dostała azyl, ponieważ przeciwko niemu zeznawała. Musiało jej być bardzo ciężko stanąć na nogi. Skontaktowanie się z nią nie jest specjalnie skomplikowane, ale nie zdecydowałam się na to, bo wolałam pozostać neutralna. Skupiłam się na studiowaniu jej historii – czytałam jej książkę i odsłuchiwałam jej wywiady. Była znaną dziennikarką, więc materiału źródłowego nie brakowało. Nie chciałam się jednak przygotowywać do roli z jej pomocą, potrzebowałam zachować dystans i swobodę. Nie potępiam jej, ale i nie chcę gloryfikować. A już z nagrań szybko wywnioskowałam, że Virginia jest bardzo dobrą manipulantką. Samym tonem głosu i sposobem mówienia potrafi wpływać na emocje. Wystarczy chwila nieuwagi i rozmówca łapie się na haczyk. Obawiałam się, że na mnie też będzie chciała wpłynąć. Wolałam nie ryzykować. Mówiłam sobie: „O nie, Penélope, masz już wystarczające doświadczenie, żeby poradzić sobie bez wskazówek tej szalonej kobiety!”.

„Nie mam problemu z panowaniem nad emocjami, choć faktycznie działam bardzo żywiołowo

Jesteś aktorką, doskonale znasz te metody.
To działa w dwie strony – ja znałam broń Virginii, a ona znała moją. Istniało spore ryzyko, że zaczęłybyśmy ze sobą konkurować o to, która podejdzie drugą. Film mógłby na tym tylko stracić, bo jednak wiarygodność działań i postaw to podstawa udanej produkcji. A do tego musiałam utrzymać nerwy na wodzy.

Masz z tym problem? Podobno jesteś bardzo temperamentna.
Nie powiedziałabym, że mam problem z panowaniem nad emocjami, choć faktycznie działam bardzo żywiołowo. W tym przypadku moja natura pozwoliła mi zrozumieć, co się z Virginią działo, kiedy z tak wielkiej fascynacji Pablem musiała przejść do odrzucenia go i zeznawania przeciwko niemu. To jest właściwie coś niewyobrażalnego. Niesamowicie poruszyła mnie jej historia, zwłaszcza moment, kiedy traciła zmysły po tym, jak dowiedziała się, czego dopuszcza się jej ukochany. Tak bardzo nie chciała, żeby jego władza sięgała tak daleko i żeby wykorzystywał ją przeciwko ich miłości.

W aktorstwie obowiązuje podobna zależność między tymi, którzy mają władzę, a tymi, którzy im podlegają: młode aktorki muszą mierzyć się z producentami, ludźmi o wielkich możliwościach. Czy zetknęłaś się z sytuacjami, gdy ktoś w branży nadużywał władzy dla własnych korzyści?
Tak, zwłaszcza gdy byłam bardzo młoda i zaczynałam pracę w Stanach. Nie znałam wtedy jeszcze tak dobrze angielskiego. Pamiętam, że gdy miałam 20 lat, producent, który ściągnął mnie do USA z Hiszpanii, oszukał mnie. Zamiast uzgodnionego kontraktu dał mi do podpisania inny, na znacznie gorszych warunkach. Wynikało z niego, że miałam też robić rzeczy, których nie chciałam – w ogóle nie było ich nawet w scenariuszu! Powiedziałam mu, żeby się pier….., i wsiadłam do samolotu powrotnego do domu. Czułam się wtedy fantastycznie! To był jeden z najlepszych dni w moim życiu. Nie obawiałam się, że wszystkie studia dowiedzą się o tej sytuacji i nikt nie będzie chciał mnie zatrudnić. W ogóle nie czułam strachu, przeciwnie, byłam pełna siły. Nie śmiej się, ale uważam, że to wydarzenie napełniło mnie taką energią, że przekułam ją w działanie i zrobiłam karierę.

Co wydarzyło się potem? Dotknęły cię konsekwencje twojego zachowania?
Wróciłam do Hiszpanii, gdzie nakręciłam „Otwórz oczy” z Alejandrem Amenábarem, po czym dostałam kolejne oferty pracy w USA – od Stephena Frearsa, mojego ulubionego reżysera, w jego „Krainie Hi-Lo”, i od Billy’ego Boba Thorntona w „Rączych koniach”. Wspomniana wcześniej historia sprawiła, że nabrałam pewności siebie. Poczucie własnej wartości pozwoliło mi poradzić sobie ze wszystkimi problemami, jakie mogą spotkać młodą kobietę bez dobrej znajomości języka, próbującą przebić się w wymagającej branży. Kolejny raz do Stanów leciałam ze spokojem. Na miejscu okazało się, że nie trafiłam na żadną czarną listę studiów produkcyjnych. Dzięki ciężkiej pracy, wytrwałości i uporowi udało mi się w końcu otworzyć drzwi do kariery. Szybko opanowałam język i mogłam sobie radzić dzięki talentowi bez konieczności sięgania po nieczyste sposoby.

Skąd w tak młodym wieku tak dużo wiary w siebie i siły?
Zawdzięczam te cechy rodzicom, odziedziczyłam je po nich. Bardzo szanuję ich i ich związek oraz to, że całe życie harowali na moje utrzymanie, edukację i rozwój. Miałam też dobrą metodę na Stany Zjednoczone – kiedy tam byłam, udawałam, że jestem bohaterką programu telewizyjnego i cały czas kręci mnie ukryta kamera. To pomagało mi w tym, żeby za bardzo się nie emocjonować, mimo że jestem, tak jak wspomniałeś, dość temperamentna. Traktowałam to, co się dzieje, i problemy, które napotykałam, jak przygodę. Nie mówię, że było łatwo, ale właściwe podejście naprawdę może pomóc.

Problemy miały również podłoże seksistowskie?
Oczywiście! Producent, o którym wspomniałam, pewnie spodziewał się, że w akcie desperacji zrobię wszystko, co będzie chciał, potulnie się rozbiorę, bo ma taki kaprys. Był mocno zdziwiony, gdy odmówiłam! Cały czas mam przed oczami jego minę! [Śmiech]. Muszę przyznać, że nigdy wcześniej nie dzieliłam się z nikim tą historią. Nawet nie wiesz, jak świetnie się czuję, kiedy ci o tym opowiadam. Myślałam, że mówienie o tym głośno wywoła we mnie wściekłość i łzy, a mam tylko ochotę się śmiać. Super, że tak zrobiłam!

Czy podobne historie przydarzyły ci się w Europie?
Mnie osobiście nie, ale jestem pewna, że takie sytuacje mają miejsce na całym świecie. Co ciekawe, ich ofiarami na ogół nie bywają aktorzy, bo facetom przypisuje się siłę. Producenci boją się, że niemoralna propozycja złożona mężczyźnie mogłaby skutkować obitą twarzą. Kobiet nikt się nie boi, bo za często siedzimy cicho i nie reagujemy. Ja się na to nie godzę. Kiedy widzę, że ktoś kogoś krzywdzi, reaguję.

Czy nie jest tak, że dzięki twojemu mężowi Javierowi Bardemowi w branży filmowej możesz sobie pozwolić na więcej?
Na pewno wykonywanie tego samego zawodu sprzyja temu, że doskonale się rozumiemy i możemy skuteczniej się wspierać. Jednak jeśli chodzi o zagrożenia, to chyba nie sądzisz, że kobiety, wobec których stosowano przemoc seksualną w Hollywood, nie mają wpływowych partnerów? To nie ma nic do rzeczy, bo producenci i inni ludzie stosujący przemoc seksualną wiedzą, że rozmowa toczy się za zamkniętymi drzwiami, więc nie dojdzie do nikogo, nawet do męża ofiary.

Z Javierem spotkałaś się na planie 26 lat temu, kiedy kręciliście razem film Bigasa Luny o zabawnym tytule „Szynka, szynka”.
Faktycznie, minęło już tyle lat! Cholera, dlaczego tego nie uczciliśmy? Muszę porozmawiać o tym z Javierem. Wtedy byliśmy dzieciakami wpatrzonymi w Jacka Lemmona jak w obrazek. Bardzo miło wspominam tamte czasy. Gdyby nie Javier, na pewno trudniej byłoby mi uświadomić sobie, ile się zmieniło. Na drugiej osobie o wiele łatwiej niż na sobie zobaczyć upływ czasu. Ja nie wydaję się sobie inna od tamtej siebie, ale wiem, że jestem dziś gdzie indziej, bo się w sobie odbijamy i przeglądamy.

Podejrzewałaś wtedy, że znowu spotkacie się na planie?
Zawsze wiedziałam, że to nastąpi. Minęło jednak zbyt dużo czasu. Oboje jesteśmy bardzo wdzięczni Woody’emu Allenowi, który w filmie „Vicky Cristina Barcelona” znów obsadził nas razem. To był 2008 rok. Od tamtej pory takie oferty napływają do nas regularnie. Ostatnio kolejny wspólny film nakręciliśmy z Asgharem Farhadim, jednym z najwybitniejszych współczesnych reżyserów, laureatem dwóch Oscarów. Tak strasznie chciałabym ci o tym filmie opowiedzieć, bo to moje największe zawodowe wyzwanie w życiu, ale Asghar by mnie zabił. Powiem tylko, że gram postać w sytuacji, której nie życzę najgorszemu wrogowi. To wielki film.

Pracowałaś z wieloma wspaniałymi reżyserami i aktorami. Czy trudno jest ci dziś zachwycić się kimś tak jak kiedyś Jackiem Lemmonem?
Coś ty, nie mam z tym najmniejszego problemu. Zawsze, gdy widzę Meryl Streep, ludzie muszą mnie od niej odciągać. Obsypuję ją pocałunkami, po prostu ją uwielbiam. Zachowuję się jak psychopatka. Mój agent zawsze na mnie wrzeszczy, że tyle paplam o mojej słabości do gwiazd, ale muszę ci opowiedzieć, co się działo na planie „Morderstwa w Orient Expressie” Kennetha Branagha, gdzie spotkałam Judi Dench, Johnny’ego Deppa i Michelle Pfeiffer. Pierwszego dnia byłam oszołomiona. Bałam się odezwać! Wyobrażasz sobie mnie milczącą i nieśmiałą? Drugiego dnia na ośmielenie pokazałam im moją ulubioną grę „Werewolves and Villagers” [Wilkołaki i wieśniacy]. Potem wszyscy chcieli mnie za to zamordować, bo tak im się spodobała, że grali w nią codziennie. Nikt się przez to nie wysypiał! Najlepsze jest to, że chociaż im ją pokazałam, wcale z nimi nie grałam! Byłam z siebie taka dumna, że ich od tego uzależniłam! [Śmiech]. To gra jakby stworzona dla aktorów, bo wymaga od zawodników oszukiwania, zwodzenia i wykrywania, kto w danej chwili kłamie. Na szczęście Kenneth Branagh jest bardzo wyluzowanym reżyserem i na nikogo się nie złościł. To jeden z najmilszych facetów świata.

Czyli rozumiesz, gdy ktoś żywi podobne uczucia do ciebie, jak ty do Meryl Streep?
Absolutnie nie, to całkiem inna sytuacja! Teraz wiem, dlaczego zadałeś mi to poprzednie pytanie! Kocham to, gdzie jestem jako aktorka, ale wiąże się to z wieloma niebezpieczeństwami. Ja wiem, że nie jestem groźna dla Meryl Streep, ona nie musi tego wiedzieć, ale ja mam pewność, że jej nie skrzywdzę. Kiedy pocałowałam cię na dzień dobry, też nie powinieneś poczuć, że cię napastuję czy że ci zagrażam. Ale gdybyś to ty się na mnie rzucił, wtedy sytuacja nie byłaby tak jasna. Przywilejem bycia popularnym jest to, że wolno ci więcej w stosunku do innych ludzi. Ja mam taki charakter, że mi się ten przywilej przydaje. Jednak nie mogę ufać innym tak, jak ufam sobie. Dlatego nigdy nie będzie między mną a moimi fanami, których nie jestem w stanie poznać, takiej relacji jak między mną a Meryl. Trzeba zrozumieć i pogodzić się z tym, że aktor musi być nieufny wobec nieaktora. Tylko tak możemy się chronić.

To trochę jak między Vallejo a Escobarem, bo ona utrzymuje, że nie znała jego mrocznej strony. Wierzysz jej?
Nie, to nie może być prawda. W wywiadach, w których poruszała wątek swojej fascynacji władzą, mówiła, że nie interesuje jej, w jaki sposób Pablo zdobywa pieniądze, a jedynie na co je wydaje. Moim zdaniem wiedziała, że handluje narkotykami, ale nie spodziewała się tak daleko idących skutków jego działań. Narkoterroryzm był dla niej ostateczną granicą, której nie potrafiła przekroczyć. Potrafię w to uwierzyć. Musiała się wtedy mierzyć z ostateczną stratą Pabla, to tak, jakby dla niej umarł. Żeby wiarygodnie nakręcić sceny, które działy się w tamtym okresie, musiałam udać się do wielu okropnych miejsc w Bogocie. Bardzo się bałam, ale pragnęłam, żeby oglądanie ich na ekranie było niekomfortowe dla widza. Nie pamiętam, żebym kiedyś na planie posunęła się tak daleko i dała z siebie tak wiele. Dzięki temu poczułam współczucie dla ludzi popełniających błędy, po których nie ma już powrotu. Jeżeli ktoś staje się częścią świata zbrodni i pewnego dnia chce z niego odejść, może być już za późno. To był przypadek Pabla.

Czy to znaczy, że stanęłaś po stronie swojej postaci?
Nie. Nie muszę lubić swoich postaci, muszę jedynie rozumieć ich motywacje. Tak było w tym przypadku. Należy natomiast pamiętać o jednym – niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z ludźmi dobrymi, czy złymi, każdy jest w stanie nauczyć nas czegoś o naturze człowieka. Historia Pabla i Virginii nauczyła mnie tego, że czasem musimy zrobić krok, choć wiemy, że po nim nie będzie już odwrotu. To po prostu niezbędne, żeby przetrwać.

Ciekawi cię, co Virginia powie o twojej roli?
Oczywiście, jednak nie jest to dla mnie najważniejsze. Nasza historia niczego nie upiększa – Virginia to nie Pablo, nie można jej obarczać jego grzechami. Jednak niewątpliwie popełniła błędy i pokazujemy je w filmie. Nie skupiamy się na nich, nie próbujemy – jak w serialu „Narcos” – zrobić z niej potwora, ale nie pozwalamy jej uciec od odpowiedzialności. Tak to się kończy, kiedy igra się z potężną władzą.