Piątka na piątkę, czyli najlepsze seriale minionego miesiąca

"Pani Fletcher" nie boi się niewygodnych tematów. (Fot. materiały prasowe)

Skąd wziąć czas na sprawdzanie wszystkich nowych serialowych produkcji, skoro każdego miesiąca pojawia się kilkadziesiąt nowych sezonów?! To już nie Wasze zmartwienie, bo z tego morza obfitości co miesiąc będę starał się wyłowić dla Was najciekawsze propozycje.

Ostrzy jak żyletka

„Peaky Blinders”, sezon 5
6 odcinków, premiera 4 października, Netflix

Gang Peaky Blinders znowu w akcji. (Fot. materiały prasowe)

Kolejna odsłona historii o gangu z Birmingham, którego znakiem firmowym było używanie czapek z żyletkami wszytymi w daszek jako broni. Reżyser Steven Knight stosuje wypróbowaną formułę – drobiazgowo odtworzone realia epoki, współczesna muzyka takich tuzów, jak Nick Cave czy David Bowie (w piątym sezonie wyróżnia się Black Sabbath i Joy Division), sekwencje w zwolnionym tempie kontrastujące z dynamiczną akcją i montażem, ostro zarysowany konflikt. Choć to męski świat, twórcy nie zapominają o silnych i barwnych kobiecych bohaterkach. Ogląda się to rzeczywiście świetnie, nic dziwnego, że czwarty sezon w wyścigu o nagrodę BAFTA przegonił w zeszłym roku „The Crown”, serial o królowej Elżbiecie. Najnowsza piąta seria według Knighta ma być najlepsza z dotychczasowych. Zaczyna się w 1929 roku od krachu na nowojorskiej giełdzie, rodzina Shelbych, zarządzająca przestępczą organizacją, traci fortunę i musi zamknąć swoją placówkę w Detroit. Tymczasem Thomas Shelby, grany przez charyzmatycznego Ciliana Murphy’ego przywódca klanu, zadręcza się podejrzeniami, że ktoś z najbliższego otoczenia chce go wysadzić z siodła i odebrać wszystko, co zdobył. A stawka jest wysoka, rodzina obraca olbrzymimi sumami, zalegalizowała dużą część swoich interesów, obskurne nory w robotniczej dzielnicy zamieniła na luksusowe wille, a sam Thomas jest parlamentarzystą. Wrogowie napierają i z zewnątrz w postaci demonicznego Oswalda Mosleya, lidera brytyjskich faszystów (postać historyczna!) oraz jego pomagierów z konkurencyjnego gangu Billy Boys. Czy spryt i inteligencja Thomasa i brawurowo zagranej przez Helen McCrory ciotki Polly wystarczą i tym razem, by pokonać przeciwności i utrzymać jedność rodziny? Żeby się dowiedzieć, wystarczy obejrzeć sześć odcinków. Jednak na odpowiedź, czy to rzeczywiście najlepszy sezon, przyjdzie nam trochę poczekać. W przygotowaniu są dwie kolejne serie. Reżyser chce, by cezurą sagi o rodzinie Shelbych był wybuch drugiej wojny światowej.

Zakochana caryca

„Katarzyna Wielka”
4 odcinki, premiera 3 października w HBO GO i 4 października w HBO

Serialowa Katarzyna bywa bezwzględna i nie ma zamiaru z nikim dzielić władzy. (Fot. materiały prasowe)

Katarzyna Wielka nie ma u nas dobrej prasy, trudno się dziwić, kojarzy nam się przede wszystkim z rozbiorami Polski. Pokazywanie jej jako wyzwolonej, oświeconej monarchini cytującej Woltera i marzącej o zniesieniu pańszczyzny może więc polskich widzów lekko irytować. Na szczęście jest to portret bardziej zniuansowany. „W Rosji jest wiele osób bez skrupułów, szczęśliwie jestem jedną z nich” – deklaruje bezceremonialnie bohaterka, w którą wcieliła się Helen Mirren. Serialowa Katarzyna jak nikt potrafi rozgrywać dworskie intrygi, nie ma zamiaru z nikim dzielić władzy, bywa bezwzględna i zawczasu eliminuje potencjalne zagrożenia, podejrzliwie patrzy nawet na swojego syna. W końcu maczała palce w zlikwidowaniu własnego małżonka, by zasiąść na upragnionym tronie. Nakręcony z rozmachem serial umiejętnie wplata do akcji wątki i postaci historyczne, ale najważniejszy jest dla twórców wątek romansowy. Katarzyna niby traktuje mężczyzn instrumentalnie, odsuwa ich bez mrugnięcia okiem, gdy przestają być użyteczni lub zaczynają przynudzać. A jednak marzy o wielkiej miłości opartej na zaufaniu i prawdzie i nie potrafi ukryć słabości do nowego faworyta Grigorija Potiomkina.
Mimo doświadczenia w odgrywaniu koronowanych głów Mirren podobno bała się trochę tego zadania aktorskiego. Pewnie dlatego aktorka, a także współproducentka serialu, otoczyła się zaufanymi ludźmi, którzy w przeszłości przynosili jej szczęście. Reżyserię powierzono Philipowi Martinowi, reżyserowi kryminalnej serii „Główny podejrzany”, która stała się przełomem w karierze Mirren. Scenariusz przygotował Nigel Williams, scenarzysta wychwalanego przez krytyków miniserialu o Elżbiecie I, w którym zagrała tytułową rolę. Czy pomogło to w stworzeniu przekonującej historii o miłości absolutnej absolutnej monarchini? Oceńcie sami.

Po drugiej stronie maski

„Watchmen”
9 odcinków, premiera 21 października w HBO i HBO GO

W serialu „Watchmen” policjanci dla bezpieczeństwa ukrywają swą tożsamość. (Fot. materiały prasowe)
W epizodach występują gwiazdy: Jeremy Irons (po lewej) i Don Johnson. (Fot. materiały prasowe)

Przenosimy się do rzeczywistości równoległej, w której Wietnam jest 51. stanem USA, Robert Redford przez 30 lat był prezydentem, a z nieba potrafi spaść deszcz małych ośmiornic. Wbrew pozorom serial mówi jednak o zaskakująco aktualnych zjawiskach. Zresztą zdanie: „nic nie jest takie, jak się wydaje”, mogłoby być dewizą tej produkcji. Główna bohaterka Angela Abar (zdobywczyni tegorocznego Oscara Regina King) – tak jak inni policjanci w Tulsie, gdzie rozgrywa się akcja – ukrywa swoją prawdziwą tożsamość pod maską. Udaje zwyczajną mamę, która planuje otworzyć cukiernię, a gdy nikt nie widzi, przemienia się w Siostrę Noc, skorą do bitki detektyw w kostiumie przypominającym skrzyżowanie stroju wojownika ninja z habitem zakonnicy.
A ma z kim walczyć, bo po krótkim okresie rozejmu organizacja prawicowych ekstremistów Siódma Kawaleria znów sieje zamęt. Rasizm to ważny temat „Watchmenów”, nie bez powodu zaczynają się od przywołania scen rzezi z 1921 r., kiedy to biali mieszkańcy Tulsy zamordowali ok. 300 czarnych sąsiadów. Podziały rasowe są tu podkreślane na każdym kroku (czarni dostają rządowe reparacje za czasy niewolnictwa, co nie zjednuje im sprzymierzeńców). Kolejny temat to przemoc – anonimowość, która ma służyć ochronie stróżów prawa, jednocześnie sprzyja przecież jej eskalacji.
Twórca serialu „Watchmen” Damon Lindelof, autor takich przebojów jak „Lost” i „Pozostawieni”, osadza swoje dzieło w uniwersum komiksu „Strażnicy” Alana Moore’a i Dave’a Gibbonsa, ale opowiada o wydarzeniach rozgrywających się 30 lat po jego zakończeniu. Serial jest dziełem kompletnym i żeby mieć przyjemność z jego oglądania, wcale nie trzeba znać komiksowej inspiracji. Lindelof z precyzją snuje wielowątkową intrygę i tak umiejętnie tworzy napięcie, że trudno oderwać się od ekranu. Aż szkoda, że nie mogę w tym miejscu zdradzić kilku niespodzianek czekających na widzów.

Szukając siebie

„Pani Fletcher”
7 odcinków, premiera 28 października w HBO i HBO GO

Kathryn Hahn jako tytułowa bohaterka i jej serialowy syn Brendon, czyli Jackson White. (Fot. materiały prasowe)

Tom Perrotta jest specjalistą w pisaniu bestsellerów i przerabianiu ich na filmy i seriale, które również odnoszą sukces. Tak było m.in. z jego książką „Małe dzieci”, na jej podstawie powstał znakomity film z Kate Winslet pod tym samym tytułem, a Perrotta zgarnął nominację do Oscara za scenariusz. Teraz możemy oglądać stworzony przez Perrottę serial na postawie jego ostatniej powieści „Pani Fletcher”. I wszystkie znaki na niebie i ziemi zapowiadają kolejny artystyczny i komercyjny sukces.
Podobno tytuł Pani Fletcher miał początkowo brzmieć „the MILF”. To akronim używany w slangu i przemyśle pornograficznym stosowany jako określenie atrakcyjnych seksualnie matek. Nie jest to przypadek. Tytułowa Eve Fletcher (znakomita Kathryn Hahn) jest kierowniczką ośrodka dla seniorów i rozwódką u progu kryzysu wieku średniego. Po tym jak wysyła jedynego syna do college’u i zaczyna zmagać się z syndromem pustego gniazda, niespodziewanie odkrywa (na zostawionym przez niego komputerze) pornografię. To właśnie świat erotycznych fantazji staje się dla niej impulsem do poszukiwań nowej, bardziej spełnionej siebie. I nie chodzi tu wyłącznie o seks. „Nie chcę być już więcej grzeczną dziewczynką” – oświadcza 45-letnia bohaterka i od początku trzymamy za nią kciuki. Serial jest zabawny, ciepły, a przy tym nie boi się niewygodnych tematów, takich jak starość i przemijanie, uzależnienie od pornografii czy zdrada w związku. Dużo tu o tożsamości, społecznych stereotypach, a także seksualności, która potrafi wzbogacać życie albo je rujnować. Tę niszczącą jej moc widzimy w perypetiach niedojrzałego syna tytułowej bohaterki, który nie potrafi odnaleźć bliskości, bo traktuje życie jak jeden ze swoich ulubionych filmów porno.

Niech żyje bal

„Pose”, sezon 2
10 odcinków, premiera 30 października, Netflix

Drugi sezon „Pose” zaczyna się w 1990 roku, gdy hit Madonny „Vogue” daje bohaterom nadzieję na zmianę losów ich społeczności. (Fot. materiały prasowe)

Pamiętacie przebojowy singiel Madonny „Vouge”? Jego teledysk, pokazany w nim taniec, jest zainspirowany nowojorską subkulturą środowiska transseksualistów, drag queen i gejów Harlemu lat 80. Spotykali się w barach i klubach tanecznych, organizując tzw. bale, czyli konkursy na najlepszy występ z elementami vougingu, tańca nawiązującego w przerysowany sposób do póz i figur z modowych wybiegów. Serial „Pose” toczy się właśnie w tym środowisku. Najbardziej widowiskowe fragmenty to wspomniane pojedynki. W wymyślnych kategoriach takich jak: Dynastia, Pokerowa mina albo Wielka moda w piórach, mierzą się zespoły – domy – o wymownych nazwach typu Evangelista, Mugler czy Wintour. Ich założycielki to tzw. matki. Czuwają nad przygotowaniami do performance’ów, ale też nad swoimi „dziećmi” tworzącymi rodziny z wyboru. To najczęściej geje wypędzeni z domów, żyjący z prostytucji transseksualiści – nieboracy, których kolor skóry i tożsamość seksualna wypchnęły na społeczny margines. Na barwnych, pełnych fantastycznych kreacji, roztańczonych balach walczy się o sławę, ale też godność, należne miejsce w społeczeństwie, które nieheteronormatywnych bohaterów traktuje jak wyrzutków. Drugi sezon zaczyna się w 1990 roku, kiedy wspomniany hit Madonny daje bohaterom nadzieję na zmianę losów ich społeczności, jednak w tle szaleje epidemia AIDS. Największe wrażenie robi właśnie kontrast między pełną kolorowych kostiumów, muzyki, niestroniącą od melodramatu konwencją a trudną sytuacją bohaterów. Twórcy serialu zaprosili do współpracy transseksualnych scenarzystów, do głównych ról zatrudnili też aż pięć transseksualnych aktorek, co dotąd się nie zdarzało. W drugim sezonie to one lśnią najjaśniej.

Dariusz Janiszewski – od ponad 14 lat współtworzę „Zwierciadło” jako redaktor, dziennikarz i sekretarz redakcji. Opisując seriale, które uważam za najciekawsze, dużo mówię o sobie, zgodnie z parafrazą znanego powiedzenia: „pokaż mi, co oglądasz, a powiem ci, kim jesteś”. Ale to także polecenia seriali, o których rozmawiamy między sobą w redakcji, ze znajomymi i wśród przyjaciół. Zapraszam Was do tego kręgu. Może się okaże, że mamy podobny serialowy gust?!