Piątka na piątkę, czyli najlepsze seriale września

„Niewiarygodne” to nie jest zwykły kryminał, porusza ważny społeczny temat i robi to świetnie. (fot. materiały prasowe)

Skąd wziąć czas na sprawdzanie wszystkich nowych serialowych produkcji, skoro każdego miesiąca pojawia się kilkadziesiąt nowych sezonów?! To już nie Wasze zmartwienie, bo z tego morza obfitości co miesiąc będę starał się wyłowić dla Was najciekawsze propozycje.

Żyje się tylko dwa razy

„Spy”

Premiera 6 września, 6 odcinków, Netflix.

Sacha Baron Cohen zupełnie na poważnie zagrał rolę szpiega Mosadu. (Fot. materiały prasowe).

Takiego Sachy Barona Cohena nie znacie. Popularny brytyjski komik tym razem nie wciela się w komediową postać pokroju Borata, Bruna czy Aliego G, żeby nas rozśmieszać i żenować na zmianę. To rola na serio, i nie jest to ani musical, ani kino familijne (pamiętacie go z „Nędzników” albo „Alicji po drugiej stronie lustra”?). Cohen gra w najprawdziwszym szpiegowskim serialu Eliego Cohena (zbieżność nazwisk przypadkowa), jednego z najlepszych agentów Mosadu, który działał w latach 60. XX wieku.

Nie spodziewajcie się jednak widowiska na skalę Jamesa Bonda naszpikowanego efektami specjalnymi. To kameralny film i mimo niewielkiego budżetu bardzo wciągający. Odwykliśmy już, że bez technologicznych fajerwerków, za pomocą sprawnie opowiedzianej historii można wywołać taki suspens. Ta sztuka udaje się tym łatwiej, że za serialem stoi Gideon Raff, izraelski reżyser i scenarzysta, na którego pomyśle oparto wielki serialowy przebój „Homeland”. A na warsztat wziął prawdziwą historię, tylko nieznacznie zmieniając ją na potrzeby serialu.

Tytułowy bohater jest urodzonym w Aleksandrii syryjskim Żydem, który postanawia pracować dla Izraela, swojej nowej ojczyzny. Ma przy tym tyle zapału, jakby chciał potwierdzić sobie i innym swoją wartość. W tajemnicy przed rodziną i piękną kochającą żoną Nadią przechodzi szpiegowskie szkolenie i przyjmuje nową tożsamość. Jako Kamel Amin Thaabet udaje argentyńskiego przedsiębiorcę syryjskiego pochodzenia, by wkupić się w łaski syryjskiej elity i zamieszkać w Damaszku. Niezawodny instynkt, umiejętność zjednywania ludzi, gorliwość i szczęśliwe zbiegi okoliczności sprawiają, że z czasem robi w Syrii zawrotną karierę, pracuje dla samego ministerstwa obrony. A to oznacza dostęp do najpilniej strzeżonych informacji. To m.in. dzięki nim Izrael mógł wygrać wojnę sześcioletnią w 1967 roku. Baron Cohen przekonująco portretuje człowieka rozdartego między ambicją a miłością, żyjącego dwoma życiorysami, w domu tęskniącego za pozycją i wpływami, w Syrii za dziećmi i żoną. Jestem przekonany, że to nie ostatnia dramatyczna rola brytyjskiego komika.

Dzieje grzechu

Kroniki Times Square”

Premiera 10 września, 3. sezon, 8 odcinków, HBO i HBOGO.

Oryginalny tytuł serialu to the „Deuce”, potoczna nazwa 42. ulicy w okolicach Time Square w Nowym Jorku, gdzie od lat 70. rozwijał się sex-biznes. Pokazane bez zbędnych sentymentów miasto jest jednym z najważniejszych bohaterów tej historii. Obserwujemy, jak sprzedające swe wdzięki na ulicach kobiety z czasem przenoszą się do obskurnych saloników masażu i do kabin peep-show, a potem na plany pornograficznych filmów. Jak zawód alfonsa traci rację bytu i powoli odchodzi w zapomnienie, a rolę organizatora przemysłu cielesnych uciech przejmuje mafia. Jesteśmy świadkami kluczowego momentu w historii NY, kiedy zmiana prawnej definicji pornografii zmienia przemysł erotyczny w branżę przynoszącą miliardy dolarów. Teraz produkty, które kiedyś podawano wstydliwie pod ladą w papierowych torbach, mogą być eksponowane bez przeszkód.

Ale nie byłoby miasta (i tego serialu) bez historii jego mieszkańców. Twórcy David Simons i George Pelecanos udowodnili wcześniej w kultowym „Prawie ulicy” o handlu narkotykami w Baltimore, że są świetnymi obserwatorami rzeczywistości. Tym razem jest tak samo, bohaterowie wypadają wiarygodnie, bo są inspirowani realnymi postaciami, podobnie z wydarzeniami – jeśli nie wszystkie miały miejsce, to z pewnością mogłyby się zdarzyć.

Trzeci sezon „Kronik..” zaczyna się w 1985 roku, rynkiem pornografii rządzą kasety VHS, produkcja filmów porno przenosi się na Zachodnie Wybrzeże, swoje żniwa zbiera epidemia AIDS. Miasto próbuje wykupywać nieruchomości, w których zagnieździła się erotyczna branża. Obserwujemy dalsze losy bohaterów znanych z dwóch pierwszych serii. Candy (Maggie Gyllenhaal), kiedyś prostytutka wolny strzelec, teraz reżyserka artystycznych filmów pornograficznych, próbuje znaleźć środki na nowy film i wchodzi w nowy związek. Gwiazda porno Lori boryka się z uzależnieniem i walczy o swoje prawa w ultramizoginicznym środowisku. Vincent Martino pod czujnym okiem mafii wciąż prowadzi bar, w którym krzyżują się drogi bohaterów, a jego brat bliźniak Frankie (w obu rolach wąsaty James Franko) handluje kasetami i zauważa modę na amatorskie filmy erotyczne. Abby wciąż pomaga dziewczynom z branży, homoseksualny barman Paul prowadzi już własny lokal i towarzyszy kochankowi umierającemu na AIDS. Nie ma tu niepotrzebnego moralizowania, seks-branża ma swoje problemy logistyczne i organizacyjne do rozwiązania, dotyczą jej zmieniające się przepisy, przynosi nadzieje i rozczarowania, ot, praca jak każda inna. Nawet jeśli bardziej niż inne eksploatuje swoich pracowników i jest bardziej niebezpieczna niż przewiduje średnia, jej sedno w gruncie rzeczy jest takie samo: zarobić jak najwięcej. „Kroniki Times Square” to doskonała robota, a trzeci sezon to seria finałowa, oglądajcie, bo więcej nie będzie.

Nieodwracalne

„Niewiarygodne”

Premiera 13 września, 8 odcinków, Netflix.

Kryminał z misją, ale to wcale nie znaczy, że jest nudno. Powiem więcej, „Niewiarygodne” to dla mnie najlepsza premiera września, być może zadziałał tu efekt zaskoczenia, a może sprawił to nagrodzony Pulitzerem powieściopisarz Michael Chabon, który współtworzył serial do spółki z żoną oraz scenarzystką oscarowej „Erin Brokovitch” Susannah Grant.

Wchodząca dopiero w dorosłe życie Marie Adler zostaje zgwałcona we własnym domu. Intruz włamuje się pod osłoną nocy, a po zajściu wymyka się niezauważony. Dziewczyna zgłasza się na policję. Ale wtedy zaczyna się kolejny koszmar, równie poniżający i dotkliwy. Policjanci zadający w nieskończoność te same pytania, naruszające intymność badania, w dodatku najbliższe otoczenie zastanawia się, czy Marie zachowuje się tak jak prawdziwa ofiara gwałtu. Dziewczyna przeszła w życiu niejedno, wychowywała się w końcu w rodzinach zastępczych, ale tym razem wymięka. Nie potrafi się obronić, zaszczuta wycofuje zeznania. A to tylko początek przykrości, które ją spotykają. Pierwszego odcinka nie ogląda się miło, ale warto doświadczyć tego poczucia dyskomfortu. Bo twórcy mówią o ważnych rzeczach: o przemocy wobec kobiet, o tym jak trudno przyjąć do wiadomości niewygodne fakty, o tym, że jesteśmy różni i często inaczej reagujemy na traumatyczne doświadczenia. A przede wszystkim o tym, w jaki sposób gwałt zmienia życie kobiety.

Kilka lat później w stanie Colorado dwie panie detektyw łączą siły, by rozwiązać sprawę seryjnego gwałciciela, w tych rolach fenomenalne Toni Colette („Mała Miss”, „Wszystkie oblicza Tary”) i Merritt Wever („Siostra Jackie”). Grają je tak, że chciałoby się wstąpić w szeregi amerykańskiej policji i z nimi zaprzyjaźnić. Również przesłuchują ofiary gwałtu, ale robią to z takim taktem i wyczuciem, jakby akcja działa się w innej galaktyce, a nie w innym stanie USA. Jak się domyślacie, obie sprawy są ze sobą powiązane. Ale serial to także emocjonująca i wciągająca kryminalna zagadka, więc nie mogę napisać nic więcej. Poza tym, że fabułę oparto na artykule opisującym prawdziwe wydarzenia, a mimo to tytuł serialu jest jak najbardziej na miejscu.

Zwierzenia kurtyzan

„Rozpustnice”

Premiera 18 września, 3. sezon, 8 odcinków, Epic Drama.

Głównym tematem jest tu prostytucja, ale pokazana z kobiecej perspektywy, bo serial „Rozpustnice” napisały i wyreżyserowały kobiety. Nie ma więc mowy o uprzedmiotowieniu bohaterek czy estetyzacji przemocowego seksu. Poszukujący zmysłowej erotyki mogą poczuć się trochę zawiedzeni, bo tutaj akt seksualny załatwia się szybko i bez ceregieli, w końcu dla bohaterek to tylko praca. Akcja dzieje się w XVIII-wiecznym Londynie, kiedy to co piąta kobieta trudniła się nierządem. I często był to jedyny sposób na przetrwanie, alternatywą było małżeństwo, które niekoniecznie oznaczało dużo większą niezależność. Jak mówią twórczynie, to produkcja bardziej kostiumowa niż historyczna, ale oprócz peruk, pudru i gorsetów zobaczymy tu interesujące tło społeczne, a przede wszystkim pełnokrwiste portrety bohaterek.

Do tej pory fabuła serialu opierała się na rywalizacji dwóch domów publicznych. Jowialna i dobroduszna Margaret Wells (Samantha Morton) przenosi swój przybytek do dzielnicy Soho, bardziej prestiżowej lokalizacji, i tym samym wypowiada wojnę swojej dawnej mentorce, wypudrowanej Lydii Quigley (Lesley Manville) próbującej stręczyć każdą dziewczynę, która stanie na jej drodze. Po tym jak pierwsza w kajdanach trafia na statek do Ameryki, a druga do cieszącego się złą sławą zakładu dla obłąkanych Bedlam, na placu boju zostają córki Margaret Wells – Charlotte (Jessica Brown Findlay) i młodsza Lucy (Eloise Smyth). W trzecim sezonie przekonamy się, czy poradzą sobie z karczmarzem Halem i jego bratem Isaakiem (Alfie Allen z Gry o tron), którzy marzą o karierze najbogatszych alfonsów w mieście, no i czy uda im się rozwijać rodzinny sex-biznes.

Gra pozorów

„Wybory Paytona Hobarda”

Premiera 27 września, 8 odcinków, Netflix.

Na kilka tygodni przed wyborami Netflix zaprasza na serialowy instruktaż, jak się robi politykę za oceanem. Serial „Wybory Paytona Hobarda” [po angielsku po prostu „Politician”] wprawdzie pokazuje wybory do szkolnego samorządu, ale prawa rządzące „dorosłą” wyborczą kampanią pozostają przecież podobne. Liczy się wizerunek, zdobycie serc wyborców i pogrążenie rywali. Pamięta o tym tytułowy bohater, bogaty (choć pochodzący z adopcji) uczeń liceum z Santa Barbara. Od dziecka pragnie zostać prezydentem USA, a wygrana w szkolnych wyborach ma być pierwszym stopniem jego szczegółowo zaplanowanej kariery. Nie pozwoli więc, żeby coś stanęło mu na drodze. Pomysłodawca i współscenarzyści serialu (Ryan Murphy i jego koledzy Brad Falchuk oraz Ian Brennan) są znani z takich przebojów jak „Glee” czy „Pose” i nie zawodzą również tym razem. Dostajemy czarną komedię, która roi się od przerysowanych postaci i szalonych zwrotów akcji. Chociaż to satyra na polityków, ich ambicje, wyborcze sondaże i polityczną poprawność, udaje się tu postawić kilka pytań zupełnie serio, np. o to, czy polityka jest w ogóle możliwa bez udawania. Obowiązującą poetyką jest przesada. Widać to nie tylko w karkołomnych pomysłach na postaci i ich poczynania, ale i w bombastycznej scenografii, barwnych kostiumach czy wpadającej w ucho ścieżce dźwiękowej (m.in. hity Donny Summer i Shirley Bassey). Dodatkowy bonus to sama Jessica Lange w roli najczarniejszego charakteru serialu i wciąż piękna Gwyneth Paltrow jako ekscentryczna matka głównego bohatera. O fantazji i wariackim poczuciu humoru twórców niech świadczy epizod z trochę drewnianą Martiną Navratilovą w roli jej kochanki.

 

 

Dariusz Janiszewski – od ponad 14 lat współtworzę „Zwierciadło” jako redaktor, dziennikarz i sekretarz redakcji. Opisując seriale, które uważam za najciekawsze, dużo mówię o sobie, zgodnie z parafrazą znanego powiedzenia: „pokaż mi, co oglądasz, a powiem ci, kim jesteś”. Ale to także polecenia seriali, o których rozmawiamy między sobą w redakcji, ze znajomymi i wśród przyjaciół. Zapraszam Was do tego kręgu. Może się okaże, że mamy podobny serialowy gust?!