Heath Ledger: na granicy obłędu

Heath Ledger jako Joker w filmie "Mroczny rycerz". fot. BEW

Nie bał się życia. Ciągle eksperymentował – także na sobie. Był jednym z najbardziej utalentowanych aktorów swojego pokolenia. Przedwczesna śmierć zwieńczyła jego największe dzieło – rolę, dla której osunął się w szaleństwo.

Szaleństwo jest jak grawitacja. Wystarczy lekko pchnąć…” – twierdził Joker, powołany do życia w komiksie „Batman” w 1940 roku. „Jedyny sensowny sposób na życie w tym świecie to ten pozbawiony reguł” – dodawał. O sobie mówił: „Jestem przedstawicielem chaosu. I wiesz, co jest najważniejsze w chaosie? Jest sprawiedliwy”. Heath Ledger za rolę Jokera w filmie „Mroczny rycerz” z 2008 roku dostał Oscara. Statuetkę odebrała rodzina aktora – matka, ojciec i siostra. Heath nie zdążył, zmarł tragicznie 22 stycznia 2008 roku. To drugi przypadek w historii tej nagrody, gdy otrzymała ją osoba nieżyjąca. Heath bał się tej roli, mówił o tym wprost, a jednak była jego najlepszą kreacją, aktorskim arcydziełem. Niektórzy twierdzą, że to właśnie ona go zabiła.

Twórczy głód

Jeśli miałbym znaleźć słowo, które najlepiej oddawałoby charakter Jokera, byłby to „dereizm”. To termin używany przez psychologów klinicznych, oznaczający przeciwieństwo, bycie w rzeczywistości i w tym samym czasie poza nią, w świecie równoległym. Uważany jest za zaburzenie i przypisywany do schizofrenii. Doświadczający dereizmu zachowuje się często nielogicznie, dziwacznie, w sposób odbiegający od ogólnie przyjętych norm, życzeniowo interpretuje rzeczywistość. Joker był przerysowaną definicją tego słowa. I tę właśnie nutę szaleństwa genialnie oddał na ekranie Heath Ledger.

Początkowo wydawało się niemożliwe, by przebił legendarną kreację Jacka Nicholsona z filmu Tima Burtona. Dodatkowo musiał zmierzyć się z rzeszą fanów komiksów o Batmanie. Ledger nie naśladował Nicholsona i wywołał zachwyt u fanów Batmana – stworzył Jokera na nowo. „Heath kipiał kreatywnością. Kiedyś powiedział mi, że między kolejnymi rolami lubi czekać, aż dosięgnie go twórczy głód. Każdego dnia przychodził na plan z takim nastawieniem. Niewielu jest aktorów, którzy są w stanie sprawić, że będziesz się wstydził, że narzekasz na najlepszą pracę na świecie. Heath był jednym z nich” – powiedział w wywiadzie reżyser „Mrocznego rycerza” Christopher Nolan.

Podczas kręcenia filmu na pewną scenę przeznaczone były dwa dni. Pod koniec pierwszego Heath poczuł, że udało mu się coś osiągnąć, chciał kontynuować dopóki nie skończy. „Trudno prosić ekipę, by pracowała do późna, gdy wiadomo, że jest sporo czasu na dokończenie pracy następnego dnia” – wyjaśniał reżyser. Mimo to wszyscy się zgodzili, rozumiejąc, że aktor ma w sobie coś wyjątkowego, że chce to uchwycić, zanim zniknie. Oglądać na ekranie z ekscytacją i strachem Jokera, poddać się jego destrukcyjnej magii – to jedno, zagrać tę rolę w sposób wiarygodny oznacza stać się Jokerem, samemu zamieszkać w słowie dereizm.

Heath Ledger w filmie „Cena honoru” (fot. BEW)

Niszczący chaos

Heat przychodził na plan filmowy również wtedy, gdy nie miał nic do zagrania. Przejmował nastroje swojego bohatera, miał problemy ze snem, emocjami. „Wszystko, co wzbudza we mnie lęk, jednocześnie mnie ekscytuje” – wyznał w wywiadzie z Lynley Dwight i dodał, że każdy z nas ma w sobie coś złego. Aby zbudować postać, zamknął się na miesiąc w pokoju hotelowym w Londynie, eksperymentował z głosem, prowadził dziennik. „Przestałem robić z niego psychopatę bez jakiejkolwiek empatii lub z bardzo małą świadomością postępowania, co jest dość zabawne, bo tak naprawdę nic nie ogranicza tego, co mógłby powiedzieć, jak mógłby to powiedzieć lub co mógłby zrobić” – mówił.

W trakcie pracy nad rolą rozstał się ze swoją partnerką Michelle Williams, mamą ich córeczki Mathildy. Michelle została na Brooklynie, on wyprowadził się do apartamentu na Manhattanie. Właśnie tam został znaleziony martwy przez masażystkę, która była umówiona z nim na zabieg. Rodzina, znajomi i policja uważają jego śmierć za nieszczęśliwy wypadek. Według raportu nowojorskiej medycyny sądowej aktor zmarł wskutek zatrucia organizmu mieszanką sześciu leków na receptę, które przyjmował – w tym tabletek nasennych. Aby zostać Jokerem, osunął się ze znanego świata w otchłań, chaos, który zaowocował spaniem po dwie godziny na dobę, potwornym zmęczeniem ciała i psychiki. Dodatkowo pracował wtedy nad zdjęciami do filmu „Parnassus” w reżyserii Terry’ego Gilliama, który powiedział o Ledgerze: „Był niesamowicie utalentowany, tylko on mógł być następcą Marlona Brando”. Główna rola Tony’ego w filmie „Parnassus” została po śmierci Ledgera rozdzielona pomiędzy trzech aktorów: Johnny’ego Deppa, Jude’a Lawa i Colina Farrella. Swoje honoraria za film przekazali córce Heatha i Michelle – 3-letniej wtedy Mathildzie.

Rola to wyzwanie

Heathcliff Andrew Ledger otrzymał swoje imię na cześć bohatera melodramatu Emily Bronte – „Wichrowe wzgórza”. Urodził się 4 kwietnia 1979 roku w Australii, jako syn Sally Ledger Bell, nauczycielki francuskiego, i Kima Ledgera, kierowcy wyścigowego. Jego rodzice rozwiedli się, gdy miał 10 lat. Dorastał z trzema siostrami, tworząc najbliższą relację ze starszą od niego Katherine. Gdy miał 15 lat, musiał wybrać pomiędzy grą w hokeja, którą uwielbiał i w której odnosił spore sukcesy, a aktorstwem. Decyzja była oczywista. Dwa lata później postanowił przenieść się do Sydney, by rozpocząć karierę. W 1997 roku wystąpił w zupełnie przeciętnym thrillerze „Blackrock” Stevena Vildera, który umożliwił mu udział w castingu do serialu o olimpijczykach – „Sweat”. Dostał do wyboru dwie role – pływaka i kolarza geja. Wybrał kolarza, bo dostrzegł w tej roli wyzwanie aktorskie. Wtedy pojawiły się pierwsze dobre recenzje.

Po kilku rolach w Australii przerwał naukę i wyjechał do Hollywood. Dobrze wiedział, czego chce, i był zdeterminowany. Początkowo grywał małe role. Sytuacja zmieniła się w 1999 roku, po tym jak zagrał przystojniaka uwodzącego nastolatkę w „Zakochanej złośnicy”. Mógł został idolem młodego pokolenia, ale miał dużo większe ambicje. Rok później wystąpił u boku Mela Gibsona w „Patriocie”. Międzynarodowe uznanie przyniosła mu rola Ennisa Del Mar, kowboja i geja w filmie Anga Lee „Tajemnice Brokeback Mountain”. Zdobył za nią nominację do Oscara, Złotego Globu i nagrody BAFTA. „Znalazłem w tym scenariuszu coś, czego nie ma w niezliczonych kinowych romansach męsko-damskich – obraz miłości, która nie jest oparta tylko na seksie” – mówił w 2005 roku w Wenecji na konferencji prasowej promującej film. Podkreślał, że fascynowała go postać introwertycznego homofobicznego faceta, zakochanego w drugim facecie. Jego filmowym parterem był Jake Gyllenhaal, z którym szybko się zaprzyjaźnił. W 2006 roku aktorzy otrzymali MTV Movie Awards w kategorii „najlepszy pocałunek”. Rok później serwis Lovefilm.com uznał, że był to „najlepszy filmowy pocałunek wszech czasów”, w ten sposób Heath i Jake wyprzedzili w rankingu heteroseksualne pocałunki ze „Śniadania u Tiffany’ego” oraz „Pana i Pani Smith”. Poza tym, że rola w dramacie Anga Lee pokazała zakres możliwości aktora, umożliwiła mu poznanie Michelle Williams, jego filmowej, a później również życiowej partnerki (wcześniej spotykał się ze starszą o 11 lat Naomi Watts). Zapytany przez Oprah Winfrey o to, dlaczego znów przyjął rolę geja, Heath wyznał: „Wciąż jestem osobiście rozczarowany osobami, które postanawiają wyrażać swoją negatywną opinię albo obrzydzenie wobec tego, jak żyje dwójka ludzi, którzy po prostu się kochają”.

Heath Ledger i Jake Gyllenhaal w filmie „Tajemnica Brokeback Mountain: (fot. BEW)

Przekroczyć granicę

„Zajmuję się aktorstwem, ponieważ sprawia mi to przyjemność. Dzień, w którym przestanę się dobrze bawić graniem, będzie dniem, w którym zrezygnuję z tego zawodu” – mówił Heath w wywiadzie. Jego motorem był instynkt i podążanie za pasją.

Ze swobodą i pełnym zaangażowaniem stwarzał swoich, czasami skrajnie różnych, bohaterów. Przekraczał lęk, zachowując niezwykłe skupienie i powagę w pracy. Miał słabość do ciszy, czułości i muzyki. A szczególnie do Nicka Drake’a, brytyjskiego wokalisty, który zabił się w wieku 27 lat. Drake był przeraźliwie nieśmiały, w studiu nagrywał odwrócony od ściany, by nikogo nie widzieć. W swoim ostatnim, nagranym przed śmiercią utworze „Black Eyed Dog”, Drake śpiewa „Starzeję się i nie chce już wiedzieć. Starzeję się i chcę iść do domu. Czarnooki pies dzwoni do moich drzwi”. W sieci krążył film, w którym Heath leży w wannie i śpiewa ten fragment. Aktor podkreślał, że był zainspirowany twórczością i życiem muzyka. Żaden z nich nie doczekał swoich trzydziestych urodzin.

Odwaga w codzienności

Być sobą, aktorem i być graną rolą – czasami ta granica jest płynna. Bez względu na to, czy jest to rola mamy, syna, szefa czy bohatera filmowego. Kluczowe jest oddanie granej roli, intensywności, poświęcony czas. I wiara, przekonanie, że nie jesteśmy już tylko sobą, że rola nas określa. To właśnie dereizm. Można postrzegać go wyłącznie jako zaburzenie, rozpatrywać w kategoriach psychiatrii. Dotyka on statystycznie bardzo małej grupy ludzi, tych będących poza normą, poza zbiorowością. Ale to zazwyczaj ci, którzy mają odwagę opuścić swoją strefę komfortu albo zostali do tego zmuszeni, odkrywają nowy sposób patrzenia na świat, przecierają szlaki w nauce i szeroko rozumianej sztuce. Obłęd i szaleństwo twórców bywają niekiedy tożsame z obłędem i szaleństwem, które można zaobserwować na korytarzach szpitali psychiatrycznych. To zrozumiałe, że psychiatria kategoryzuje, definiuje, tworzy testy osobowości i dobiera leki, by przywrócić człowieka do normy, spokoju i porządku. Ten jednak nie jest trwały, często kształtują go wizjonerzy, myśliciele, szaleńcy właśnie, którzy uwierzyli, że mogą zmienić świat. Heath nie miał aż takich aspiracji. Często powtarzał, że chciałby pozostać ciekawy. „Nie jestem dobry w tworzeniu planów na przyszłość, teraz” – mówił w jednym z wywiadów. To podejście pomagało mu w pełni zanurzyć się w świat tworzonych przez niego postaci. Wielu z nas, siedzących na wygodnych fotelach, z winem w ręku, wzdycha nad przygodami, życiem pełnym ekscytacji, wybierając stałą pracę i iluzję bezpieczeństwa. Niektórzy decydują się na zapomnienie i oddanie pasji. O tym, gdzie jest granica pomiędzy pracą a życiem, pomiędzy pełnioną przez siebie rolą a codziennością – każdy musi zdecydować sam.

Heath Ledger i Michelle Williams podczas 78. gali wręczenia Oscarów (fot. BEW)