1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Retro
  4. >
  5. "Ania z Zielonego Wzgórza" była zmorą jej życia. Lucy Maud Montgomery

"Ania z Zielonego Wzgórza" była zmorą jej życia. Lucy Maud Montgomery

Lucy Maud Montgomery w 1891 roku. (Fot. BEW PHOTO)
Lucy Maud Montgomery w 1891 roku. (Fot. BEW PHOTO)
Całe życie kojarzona była z jedną książką, która przyniosła jej sławę, ale na zawsze przypięła łatkę pisarki dla dzieci. Tą książką była „Ania z Zielonego Wzgórza”, a pisarką Lucy Maud Montgomery, która o swojej bohaterce pisała, że to zmora jej życia.

Kilka lat temu firma CreateSpace postanowiła zarobić na fakcie, że prawa autorskie do najsłynniejszej książki dla dzieci – „Ani z Zielonego Wzgórza” – wygasły i wydała I tom „Ani...” z nieco „odświeżonym” wizerunkiem. Na okładce książki zamieściła zdjęcie blondwłosego, powabnego dziewczęcia, w niczym nieprzypominającego rudowłosej 11-letniej chudziny, którą wszyscy znamy. W Kanadzie – kraju ludzi z natury raczej spokojnych i niezainteresowanych skandalami – zawrzało. Krytycy literaccy nie pozostawili suchej nitki na wydawcach, linczując ich za mijanie się z prawdą, seksualizację dzieci i bezwzględny marketing. Jeden z nich, Nick Mount, napisał wprost, że „jeśli istnieje jakakolwiek książka, która jest wspólna dla wszystkich Kanadyjczyków, wliczając w to nawet najmłodsze pokolenie, to właśnie "Ania z Zielonego Wzgórza", i naruszanie tego wizerunku jest proszeniem się o kłopoty”. Skandal zadziałał jak dobra reklama, a Ania raz jeszcze, podobnie jak ponad sto lat temu, rozpaliła wyobraźnię czytelników na całym świecie. Tym razem jednak nie było autorki, która mogłaby wypowiedzieć się w imieniu dziewczyny z Avonlea.

Zresztą o samej Montgomery, choć regularnie wspominają ją pisarze takiego formatu jak Alice Munro, wiemy nieporównywalnie mniej niż o jej najsłynniejszej bohaterce. Mimo dzienników, mimo zachowanych listów do najbliższych przyjaciół.

Nie mogę tego pamiętać

Urodziła się 30 listopada 1874 roku w małej miejscowości Clifton, na Wyspie Księcia Edwarda, w małym biało-zielonym domku. „Miałam 22 miesiące i nie mogłam tego pamiętać. Ale pamiętam moją mamę w trumnie” – napisze po latach w swoich dziennikach. W innym miejscu zanotuje: „Z wiekiem coraz bardziej zdaję sobie sprawę z tego, jak niewiele uczucia zaznałam w dzieciństwie. Wychowywało mnie dwoje starszych ludzi, którzy nawet w najlepszych chwilach nie okazywali mi zrozumienia i którzy mieli ciasne umysły”.

Kiedy Clara Montgomery umarła na gruźlicę, jej mała córeczka Lucy Maud została oddana przez zrozpaczonego ojca pod prawną opiekę teściów mieszkających w rybackiej wiosce w Cavendish. To właśnie Cavendish pisarka uwieczni w książkach, tworząc najwspanialsze opisy przyrody, jakie znaleźć można w kanadyjskiej literaturze.

Ojciec na początku regularnie ją odwiedzał, ale po kilku latach postanowił osiedlić się na zachodzie kraju. Dopiero w wieku 15 lat zobaczy go ponownie. Ale wówczas będzie miał on nową żonę i dzieci, a dla Maud – poniewieranej i wykorzystywanej do prac domowych przez macochę – zabraknie miejsca w jego domu. Jedynym miłym wydarzeniem podczas tego pobytu była wiadomość, że pismo „Patriot” opublikuje jej wiersz „On Cape LeForce”. Pierwsza poważna publikacja młodziutkiej autorki.

Maud, nie Lucy. Już jako dziecko nienawidziła tego imienia. Gdy wyda pierwszą powieść, powie wydawcy, by na okładce napisał tylko inicjały. Tak autorka „Ani...” zaistnieje jako L.M. Montgomery. Będzie się śmiała w liście do przyjaciela, że od jakiegoś czasu pisze do niej liściki zakochana czytelniczka z Australii, która myśli, że Maud jest mężczyzną.

Co jeszcze wiadomo o Montgomery z czasów „sprzed Ani...”? Od zawsze uwielbiała się uczyć. Ale nie uczyć innych. Po szkole powszechnej trafiła na dwuletni kurs dla nauczycieli w Prince of Wales College. Kurs zrobiła w rok, uzyskując dyplom nauczycielski pierwszej klasy. Szybko okaże się, że nie przepada za pracą z wiejskimi dzieciakami, narzeka na uczniów. Do 1898 r. trafia kolejno do trzech szkół poza wyspą: Bideford, Belmont i Lower Bedeque. Pobyt w Belmont zaowocuje zaręczynami, których będzie zawsze żałować, posada w Lower Bedeque – miłością, o której nigdy nie zapomni.

Ta wstrętna Ania

Ania pojawia się – najpierw tylko w głowie Maud – w 1905 roku. Trzy lata później pierwszy tom opowiadań o rudowłosej sierocie wydaje wydawnictwo w Bostonie w Stanach, które od razu podpisuje z autorką umowę na kolejne tomy (co ciekawe, w Kanadzie książkę opublikowano dopiero rok po śmierci pisarki). Ukazują się „Ania z Avonlea”, „Wymarzony dom Ani”, „Dolina Tęczy”. Zainteresowanie okazuje się tak duże, że lata później Maud musi dopisywać nieplanowane części, takie jak „Ania na Uniwersytecie” czy „Ania z Szumiących Topoli”. Fikcyjną postacią zachwycają się krytycy, sam Mark Twain napisze, że to „najwspanialsza i najbardziej czarująca bohaterka książek dziecięcych od czasów pamiętnej Alicji”.

Sama Montgomery nie podziela tego entuzjazmu: „Z chwilą gdy Ania przestała być natchnieniem, zaczęła prześladować mnie jak zmora”. Już po drugim tomie będzie mówiła o dziewczynce, która przyniosła jej sławę: „Ta wstrętna Ania”. Bohaterka przyrasta do Montgomery na dobre. Tej łatki nie pozbędzie się już nigdy, mimo że po drodze stworzy Emilkę, o wiele dojrzalszą psychologicznie postać. Wymyśli też Pat i Kilmeny.

Wydała ponad 20 książek, a jednak miała poczucie, że nie stworzyła tej jednej, najważniejszej. Zawsze pisała szybko, często na zamówienie, zawsze czuła się do czegoś zobowiązana. Wielokrotnie podejmowała próby ucieczki od literatury dla młodzieży. Wyszły jej świetne książki „Dzban ciotki Becky” czy „Błękitny zamek”. Co z tego, skoro traktowane były w najlepszym razie jak ambitniejsza proza dla podlotków. Maud żaliła się w listach, że wydawnictwa nie chcą jej drukować, jeśli opowieści nie zawierają w sobie morału. Ironia losu – kilkadziesiąt lat później krytycy będą piętnować Maud za tworzenie literatury infantylnej. Wcześniej pojawiały się też głosy, że niezwykle płodna autorka publikuje przede wszystkim dla pieniędzy.

Niemniej opinie krytyków nie wpłynęły na decyzję Królewskiego Towarzystwa Sztuk Pięknych w Wielkiej Brytanii, które w 1923 roku ogłosiło Montgomery swoją członkinią. Była pierwszą kobietą w historii Kanady, którą spotkało tak zaszczytne wyróżnienie.

Kara bogów

W liście do przyjaciela datowanym na 1927 rok stwierdza: „Kobiety, które bogowie chcą ukarać, zostają żonami pastorów”. Wychowana w surowej protestanckiej rodzinie Montgomery o miłości miała idealistyczne pojęcie. Zupełnie jak bohaterki jej książek. Z tą różnicą, że Ania czy Emilka nigdy nie zaznały gorzkiego rozczarowania. Maud owszem, ale zanim to nastąpiło, sama namieszała w cudzych głowach. Na jej liście złamanych serc znaleźli się: kuzyni, koledzy, bracia przyjaciółek i jeden nauczyciel.

W wieku 25 lat po raz pierwszy i ostatni postępuje nierozsądnie, zaręczając się z kuzynem Edwinem Simpsonem. Prawie natychmiast żałuje tej decyzji, ale z obowiązku bycia narzeczoną uda jej się wyzwolić dopiero po dwóch męczących latach. W tym samym czasie zakochuje się miłością szaloną i nieokiełznaną w Hermanie Leardzie, synu gospodarzy, u których mieszka, ucząc w szkole w Lower Bedeque. Maud nie jest pruderyjna, pozwala sobie na namiętność, choć rozsądek jej podpowiada, że z tym mężczyzną – niewykształconym i ubogim – nie będzie szczęśliwa. Z ciężkim sercem odrzuca miłość i sporo czasu upłynie, zanim uleczy złamane serce. Do końca będzie myślała o Hermanie, a jego śmierć kilka lat później ponownie nią wstrząśnie. 24 lipca 1899 roku wspomina go tak: „Herman Leard – nie żyje! […]. Łatwiej mi myśleć o nim jako o zmarłym należącym do mnie, tylko do mnie dzięki śmierci, tak jak nigdy nie byłby moim za życia [...]”.

Maud jest już po trzydziestce, nie zakłada zmiany stanu cywilnego, gdy niespodziewanie o rękę prosi ją początkujący w okolicy pastor Ewan Macdonald. Przyjmuje jego oświadczyny. Tym razem nie ma mowy o namiętności. Stara panna zdaje sobie sprawę, że nie utrzyma się jedynie z honorariów za opowiadania i wiersze. Na ślub musi czekać zresztą jeszcze pięć kolejnych lat, zobowiązana przez testament dziadka, który nakazuje jej opiekować się babcią aż do śmierci.

Ulga

To smutny czas w życiu Maud, spędza go głównie w Cavendish, dużo pisze. Babcia jest coraz trudniejsza w kontakcie, dom zaczyna się rozpadać, najbliższa rodzina, która tylko czeka na przejęcie spadku, utrudnia im obu życie. W dodatku Maud coraz częściej cierpi na niewytłumaczalne zapaści, silne migreny, całymi tygodniami snuje się po domu w poczuciu niemocy. Każda zima to męki walki z tajemniczą słabością, która omal nie doprowadza jej do szaleństwa. Dziś pewnie uznalibyśmy, że była to depresja, wówczas zalecano Montgomery ziółka.

Wiosna 1911 roku przynosi zmiany. Babcia umiera, wnuczka musi wynieść się z domu, w którym spędziła całe życie, by zostać panią pastorową. Dla osoby, która coraz krytyczniej podchodzi do religii, to prawdziwa ironia losu. Teraz musi stać się wzorem cnót, być zawsze życzliwa dla parafian i wyrozumiała dla męża, którego darzy szacunkiem, choć nie miłością.

Rodzi mu trzech synów. Chestera w roku 1912, Hugh (który zmarł po porodzie) w 1914, a ostatniego – Stuarta w 1915. Maud ma już wtedy 41 lat. Coraz częściej zaciska zęby, śpi coraz mniej, a od czasu do czasu musi poświęcać się opiece nad mężem. Jemu także nieobce są napady smutku. Jak potem podadzą biografowie, depresja Ewana wynikała z silnego przekonania, że po śmierci trafi do piekła. To dzięki żonie wizerunek pobożnej, kochającej się pastorskiej rodziny nie został naruszony.

Pisanie daje Maud wytchnienie. Nie tylko prozy. Daje upust swoim uczuciom w listach do przyjaciół. Pierwszy to poznany przez wspólnych znajomych młodszy od niej nauczyciel i początkujący pisarz Ephraim Weber, z którym zacznie korespondować w 1902 roku. Drugi to szkocki dziennikarz George Boyd MacMillan. Zaczęli do siebie pisać rok później. Spotkają się tylko raz, podczas jej podróży poślubnej w 1911 roku do Wielkiej Brytanii. Te przyjaźnie, choć listowne, okażą się najszczersze w życiu Montgomery. Gdy ukaże się tom opowiadań „Pożegnanie z Avonlea”, na którym wydawca zamierza zarobić, składając do kupy pojedyncze opowiadania Montgomery, ta pisze uprzejmie do MacMillana „Niech pan tego nie czyta”.

Bez happy endu

Mimo depresyjnych skłonności Maud nie była pesymistką. Wszyscy, którzy ją znali, znali też jej uroczy uśmiech. Postrzegano ją jako osobę, która potrafi cieszyć się z życia. Nigdy nie nauczyła się pływać, za to wytrwale brodziła we wszelkich zatokach. Uwielbiała fotografować, a listy z pozdrowieniami od siebie ozdabiała małymi kotkami. Kochała koty, zawsze miała je wokół siebie.

A jednak ostatnie lata jej życia kładą się cieniem na wierze Maud w szczęśliwe zakończenia. Mocno przeżywa pierwszą wojnę światową, jest przerażona tym, co czyta w prasie, coraz bardziej zamyka się w sobie. Jednocześnie zaczyna udzielać się społecznie, regularnie pojawia się na światowym kongresie kobiet w Toronto.

Starzeje się. W 1928 roku traci zęby. W kolejnych latach podupada fizycznie, w liście do Webera donosi, że strasznie utyła, ale nie ma czasu na zajęcie się swoim zdrowiem. Trosk dostarcza jej najstarszy syn, od którego w końcu odchodzi żona. Gdy wybucha kolejna wojna, Maud nie może w to uwierzyć.

W 1941 ląduje w szpitalu. Demony wojny, pogrążony w depresji mąż, sprawiający kłopoty syn, to nie jest świat – w jakim chciała żyć i w jakim chciała umrzeć. W pamiętniku pisze, że boi się umierać w bólu, ale jak na ironię, tak właśnie umiera – 24 kwietnia 1942 roku. Na zakrzepicę, choć jej wnuczka, Kate Macdonald Butler stwierdziła w 2008 roku, że Maud przedawkowała leki na depresję.

Przy jej łożu śmierci znaleziono list: „Straciłam rozum przez czary i nie śmiem myśleć, co mogę przez to uczynić. Co za koniec życia, w którym starałam się zrobić wszystko, co w mojej mocy”. Montgomery pochowano na cmentarzu w Cavendish. Rok później zmarł jej mąż.

Korzystałam m.in. z książki „Maud z Wyspy Księcia Edwarda” Mollie Gillen, Wydawnictwo Literackie.

Tekst pochodzi z archiwalnego numeru "Zwierciadła". 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).