1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Retro
  4. >
  5. Mela Muter - wielka postać kobieca współczesnego malarstwa

Mela Muter - wielka postać kobieca współczesnego malarstwa

Mela Muter w swojej pracowni w Paryżu, 1966. (Fot. Keystone Pictures USA/Zuma Press/Forum)
Mela Muter w swojej pracowni w Paryżu, 1966. (Fot. Keystone Pictures USA/Zuma Press/Forum)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Malarka bardziej polska czy francuska? Na pewno nie brakowało jej silnej artystycznej osobowości. „Droga Przyjaciółko – pisał do niej poeta Rainer Maria Rilke – z pewnością pewnego dnia zrobi Pani mój portret, mimo że mam wstręt do pozowania, do ściągania ostatniej skóry, która jest powłoką naszej widzialnej powierzchni. Jakże nie ustąpić przed Pani temperamentem!”.

Miała 24 lata, kiedy namalowała swój pierwszy duży wizerunek zatytułowany „Autoportret w świetle księżyca”. Drobna, smukła, ciemnooka, z zaróżowionymi policzkami, w białej sukni. W tym delikatnym dziewczęciu krył się jednak mocny charakter i determinacja. Już za kilka lat znany francuski poeta i krytyk sztuki André Salmon napisze, że „wspaniale przysłużyła się malarstwu polskiemu poprzez najbardziej świadome, jak tylko można sobie wyobrazić, potwierdzenie swojej własnej osobowości”. Na potwierdzenie jej osiągnięć jest długa lista wystaw, nagród i nazwisk sławnych ludzi, którzy przychodzili jej pozować. W dwudziestoleciu międzywojennym należała do towarzyskiej i intelektualnej elity Paryża, a przez jej pracownię przewinęły się znakomitości epoki. Sławę przyniosły jej również wzruszające sceny macierzyństwa, martwe natury, pejzaże Hiszpanii, małe portowe wioski rybackie Bretanii, gaje oliwne. A jednak po wojnie, na wpół ślepa z powodu katarakty, żyła w zapomnieniu, a dziesiątki jej płócien walało się w składzie węgla na przedmieściu Paryża.

Szkicownik

W okazałym mieszkaniu Zuzanny i Fabiana Klingslandów w kamienicy na warszawskim Lesznie spotykali się młodzi pisarze, poeci, artyści, krąg liberalnych, dobrze wykształconych Żydów. Fabian Klingsland, znany przemysłowiec i kupiec, właściciel domu handlowego przy Marszałkowskiej 129, miał słabość do literatury i sztuk pięknych. Chętnie mecenasował licznym pięknoduchom – wspierał Reymonta, Staffa, Kasprowicza. Na portrecie z 1907 roku pędzla jego córki Meli Muter siedzi spokojny, poważny 70-letni pan o siwej brodzie i jasnych, błękitnych oczach. Ten portret musiał być zwieńczeniem jego artystycznych aspiracji. Kupiec Fabian był dumny z dzieci, które spełniły jego  marzenia o świecie sztuki dalekim od dusznego światka ksiąg handlowych. Syn Zygmunt został cenionym krytykiem sztuki i dyplomatą – radcą ambasady polskiej w Paryżu. Córka była utalentowaną malarką.

Maria Melania urodziła się 26 kwietnia 1876 roku. Uchodziła za małą intelektualistkę – maturę w gimnazjum rosyjskim zdała z odznaczeniem, prywatnie uczyła się rysunku i gry na fortepianie. Długo nie mogła się zdecydować, czy wybrać muzykę, czy sztukę, bo wybitni profesorowie przepowiadali jej karierę pianistki. Ale kiedy odkładała nuty, zaraz sięgała po szkicownik. Godzinami przesiadywała w kuchni, gdzie malowała dwie ubogie dziewczynki, które schodami dla służby przychodziły do eleganckiego domu po miskę ciepłej zupy i kilka kopiejek. Ostatecznie Mela postanowiła poświęcić się malarstwu. A ponieważ wstęp do Akademii Sztuk Pięknych mieli wówczas tylko mężczyźni, studiowała przez kilka miesięcy w prywatnej Szkole Rysunku i Malarstwa dla Kobiet profesora Miłosza Kotarbińskiego. Potem po wyjeździe do Paryża w 1901 roku na krótko trafi na zajęcia do Académie Colarossi i Académie de la Grande Chaumière. Ale i tak do końca życia będzie podkreślać, że jest samoukiem. I chyba rzeczywiście tak było.

Mela Muter, 'Portret kobiety w białej sukni'. (Fot. Jankilevitsch Collection) Mela Muter, "Portret kobiety w białej sukni". (Fot. Jankilevitsch Collection)

Paryż, moja miłość

„Rozkoszna wydawała mi się zawsze opowiastka o umizgach niewiernego Michała Mutermilcha, narzeczonego Meli Klingsland, przyszłej malarki Meli Muter – pisze Joanna Olczak-Ronikier w książce „W ogrodzie pamięci”. – Michał ogromnie ją kochał, zresztą z wzajemnością. A jednak podczas któregoś z wieczorków towarzyskich u rodziców Meli po kryjomu wsunął w rękę mojej przyszłej babki bilecik. Ach, słodkie, niewinne czasy. Poczuła się znieważona. Była przecież najbliższą przyjaciółką jego narzeczonej. Za kogo ją uważał, łamiąc tak brutalnie zasady przyzwoitości?

Ponoć Mela podarła ostentacyjnie karteczkę na drobne kawałki. A jednak się jej nie pozbyła. Skrawki włożyła ukradkiem do torebki, a po powrocie do domu złożyła puzzle w jedną całość. Ujawnił się miłosny wiersz, który musiał zrobić na niej wrażenie, bo zapamiętała słowa na zawsze.

Olczak-Ronikier dodaje, że Mela „czasem dawała się uprosić i troszkę zawstydzona, troszkę dumna, powtarzała głośno poetyckie wyznanie sprzed lat. Wiarołomca niedługo potem ożenił się z Melą, zamieszkali w Paryżu i parę lat później się rozwiedli. Ona zasłynęła jako bardzo dobra malarka. On zmienił nazwisko na Merle i został komunistą”.

17 maja 1899 roku w warszawskiej synagodze na Tłomackiem stanęli pod ślubnym baldachimem Melania Klingsland i Michał Mutermilch, krytyk sztuki. Niedługo potem urodził się ich jedyny syn Andrzej.

Ale Mela ma też inną miłość: „To Paryż dał mi wszystkie elementy, które składają się na moją sztukę – mówiła po latach w jednym z wywiadów. – Tu odnalazłam nawet mój słowiański charakter, którego w Polsce nawet bym zapewne nie zauważyła, a który tu wszyscy chętnie zauważają w moich płótnach. I w tym jest, jak sądzę, wielka siła Paryża; wszystkie przeróżne surowce, jakie przywozimy tu ze sobą, ulegają tu wzmocnieniu i przetapiają się w jednolity stop, rodzaj solidnego i jednorodnego metalu”. Była zauroczona miastem, które jest „tak wielorakie, tak bogate, że każdy jego mieszkaniec ma swój Paryż, Paryż dla siebie”. Odkrywała Francję krok po kroku. Podczas pierwszych wakacji w Bretanii poznała malarzy z École de Pont-Aven, zaprzyjaźnia się z Władysławem Ślewińskim. Już w 1902 roku zaczęła wystawiać w Polsce i we Francji. Była najstarsza z polskich twórców École de Paris i jako pierwsza z nich zamieszkała nad Sekwaną, przyjmując obywatelstwo francuskie. Inspirowało ja malarstwo Cézanne’a, van Gogha, artystów z Pont-Aven skupionych wokół  Paula Gauguina, ale wypracowała własny mocny styl – jej obrazy chwalił m.in. Henri Matisse.

„Wraz z Luizą Hervieu i Marie Laurencin Mela Muter jest jedną z wielkich postaci kobiecych współczesnego malarstwa. Twórczość Luizy jest wyrazem namiętności, Marii – wdzięku i delikatności, zaś Meli – niezmąconej i olśniewającej siły” – pisali krytycy.

Siły i odwagi, także w opowiadaniu o sobie. W tle malowanego w 1903 roku portretu Leopolda Staffa umieściła gipsową twarz muzy i nadała jej własne rysy. Taka maska to był wówczas czytelny symbol zmysłowej i niespełnionej miłości. Kilka miesięcy później przedstawiła męża i ukochanego pochylonych nad partią szachów. Leopolda Staffa znała z czasów kulturalnych wieczorków w rodzinnym domu. Ale romans nawiązali dopiero w Paryżu. Sądząc choćby po tych malarskich motywach, Mela raczej nie starała się utrzymać ich związku w tajemnicy. Chciała odejść od męża, marzyła o życiu ze Staffem. Symboliczna, pełna napięcia „Gra w szachy” miała pewnie rozstrzygnąć o losach trójkąta. Do mediacji rodzice Meli nakłonili zaprzyjaźnionego z rodziną Jana Kasprowicza, który rozsądnie zalecał bohaterom dramatu „sześć miesięcy zastanowienia w samotności”. Na pamiątkę po mężu i kochanku zostały jej obrazy, bo i małżeństwo nie przetrwało kryzysu, i romans ze Staffem się skończył.

Mela Muter, 'Dwa wieki'. (Fot. Jankilevitsch Collection) Mela Muter, "Dwa wieki". (Fot. Jankilevitsch Collection)

Żałoba

Jest 40-letnią rozwódką, kiedy poznaje Raymonda Lefebvre’a. Wkrótce ze sobą zamieszkają. Spotkali się wiosną 1917 roku na jednym ze spotkań socjalistów. On – młodszy od niej o 15 lat pisarz i dziennikarz – ma głowę pełną lewicowych idei. Lefebvre pochodził ze starego arystokratycznego rodu, ale przeżycia pierwszej wojny światowej zmieniły go w pacyfistę, a następnie komunistę. Przy okazji mocno podupadł na zdrowiu. Mela pielęgnowała chorego na gruźlicę przyjaciela, jeździła z nim na kuracje do sanatoriów. Zaangażowała się w działalność polityczną i społeczną, robiła pacyfistyczne ilustracje dla lewicowej prasy, weszła w krąg pisarzy i socjalistów sympatyzujących ze „związkiem intelektualistów całego świata”, powszechnie nazywanym Międzynarodówką Myśli. 7 sierpnia 1920 roku Lefebvre wyjeżdża do Moskwy na kongres III Międzynarodówki. Mela w tym czasie maluje piękne leśne pejzaże w Aumont na Lazurowym Wybrzeżu i czeka na wieści. Dopiero po kilku miesiącach do Paryża dociera wiadomość, że Lefebvre wraz z towarzyszami zginął w niewyjaśnionych okolicznościach na Morzu Białym koło Murmańska. Dzisiaj wiadomo, że statek, którym płynął, został zatopiony na rozkaz Stalina.

Dla Meli to tragiczny okres żałoby: w tym samym czasie umiera jej ojciec, niedługo potem syn Andrzej, który zmarł nagle w kąpieli. Już wcześniej dużo czytała na temat religii,  a teraz załamana utratą najbliższych szuka pocieszenia i postanawia przejść na katolicyzm. Na rodziców chrzestnych poprosiła Lili i Władysława Reymontów.

Bardzo dotknie ją też śmierć Rilkego. Widzieli się zaledwie kilka razy, ale po tej przyjaźni pozostał plik listów i dedykowane Meli wiersze. Od dawna znała i podziwiała jego poezje, ale spotkali się dopiero wiosną 1925 roku na podwieczorku muzycznym u znajomej pani Dubost, której salon skupiał znakomitości epoki. Już następnego dnia Rilke wysłał do niej pierwszy „z tych listów tak drogocennych, tak pięknych we wszystkich swych aspektach”. Poeta był już wtedy chory na białaczkę i większość czasu spędzał na kuracjach w sanatoriach lub w swojej samotnej baszcie w Château de Muzot w pięknej dolinie w Alpach Walijskich, ale korespondowali ze sobą regularnie. „Zdradzę panu – pisała Mela – ja także tęsknię za kultem przyjaźni, zupełnie sponiewieranym od czasu wojny, a tak cennym…”. Rilke umiera 29 grudnia 1926 roku w sanatorium w Szwajcarii. Tego samego dnia Mela przesyła mu z Paryża kwiaty. Zasuszony bukiet trafi do berneńskiego muzeum poety. Do końca życia będzie żałować, że nie namalowała jego portretu. Zdążyła mu tylko napisać: „Och, jakże żałuję, że nie poprosiłam pana o kilka seansów pozowania w czasie, kiedy Pan tu był! Nie śmiałam zabierać panu tak cennego czasu. Ale potem zobaczyłam reprodukcje kiepskiego Pana portretu i to wzbudziło we mnie chęć zrobienia lepszego – namalowania Pana, Pańskiej twarzy, całej rasy, którą widać w pańskiej sylwetce. W czasie następnej wizyty w Paryżu niech się Pan strzeże mojej palety!”.

Lata mijają, Mela Muter jest coraz starsza. Drugą wojnę światową przetrwała w Awinionie, ucząc rysunku. Po wojnie w Polsce przez wiele dziesięcioleci będzie traktowana po macoszemu, pozostając w cieniu innych polskich malarzy związanych z École de Paris. W Paryżu w 1953 roku zorganizowano jej pierwszą retrospektywę w Cercle Volney. Ale trudno mówić tu o blasku sławy, w jej życiu dominowała samotność.

Mela Muter, 'Portret Henryka Sienkiewicza'. (Fot. Jankilevitsch Collection) Mela Muter, "Portret Henryka Sienkiewicza". (Fot. Jankilevitsch Collection)

Kobieta z portretu. Ostatni akt tej historii

„Jak tylko sięgam wspomnieniami – pisał artysta i kolekcjoner sztuki Bolesław Nawrocki – w moim rodzinnym domu znajdował się przyciągający szczególnie moją uwagę portret pięknej kobiety w kapeluszu ozdobionym piórami, wykonany przez mojego ojca w Paryżu w 1903 roku. Już jako dziecko byłem zafascynowany tym właśnie obrazem. Mój ojciec wyjaśnił mi, że była to jego sąsiadka z paryskiego osiedla artystów 65 Boulevard Arago, gdzie znajdowała się jego paryska pracownia […]. Obraz ten cudownie ocalał ze zniszczeń ostatniej wojny światowej, nie został skradziony przez nazistów jak wiele innych wspaniałych płócien należących do moich rodziców. […] Grałem na fortepianie i wpatrywałem się w tę piękną nieznajomą, w której byłem prawie zakochany […]. Zadawałem sobie często pytanie, czy piękność przedstawiona na moim ulubionym płótnie przeżyła okropności ostatniej wojny? Nie marzyłem wtedy, że uda mi się ją spotkać”.

Nawrocki spotkał kobietę z portretu w 1956 roku, gdy jako stypendysta przyjechał do Paryża. Mieszkała teraz w odległej XIII dzielnicy, w ciasnej wilgotnej pracowni. Swoją modernistyczną willę przy rue Vaugirard, zaprojektowaną przez Perreta, wynajęła w czasie wojny Jeanowi Dubuffetowi – wówczas handlarzowi winem i zbożem, który później zasłynął jako twórca art brut. Potem latami starała się o eksmisję Dubuffeta, sama wegetując w nędznych warunkach. Pomoc i opieka Nawrockiego okazały się nieocenione – odnalazł i uporządkował jej prace niszczejące w magazynie z opałem, namówił do pisania pamiętników, do podpisania starych obrazów i z zapałem zaczął gromadzić kolekcję jej prac. Starsza pani przejdzie operację katarakty, odzyska wzrok i sporo ze swojej dawnej siły.

„Pomimo swych wówczas 82 lat życia, jej twarz zachowała ślady urzekającej piękności – wspominał na 11 lat przed śmiercią Meli Muter Nawrocki. – Mieszkając w tym okresie w Paryżu, stosunkowo blisko atelier artystki, mogłem ją często odwiedzać, robić dla niej zakupy żywności na targu usytuowanym przy słynnej ulicy Mouffetard […]. Muter wprowadzała mnie w zaczarowany świat paryskiej cyganerii. Opowiadała mi niezwykle barwnie po polsku o swych kolegach z École de Paris, zwłaszcza polskiego pochodzenia, ciesząc się, że ma okazję odświeżyć znajomość ojczystego języka, którego nie zapomniała pomimo ponad 60-letniego pobytu za granicą”.

Pewnie miło jej było powrócić do minionych czasów, przypomnieć sobie, jak na koniec występu w słynnej szopce Towarzystwa Artystów Polskich w Paryżu w 1912 roku mówiła o sobie:

Ja jestem piękna Mela Z bulwaru Montparnasse Muza, co rozaniela Najzłośliwszego z was…
Korzystałam m.in. z: „W ogrodzie pamięci” Joanny Olczak-Ronikier, wyd. Znak, Kraków 2001; „Mela Muter. Kolekcja Bolesława i Liny Nawrockich” – katalogu wystawy w Muzeum Narodowym w Warszawie (1993); „Mela Muter. Malarstwo/Peinture” pod red. Mirosława A. Supruniuka, Muzeum Uniwersyteckie w Toruniu (2010).

Tekst pochodzi z archiwalnego numeru "Zwierciadła". 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).