1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Retro
  4. >
  5. Siergiej Rachmaninow - „komponuję tak, jak oddycham i jem”

Siergiej Rachmaninow - „komponuję tak, jak oddycham i jem”

Sergei Vasilyevich Rachmaninoff. (Fot. Universal History Archive/Universal Images Group/Forum)
Sergei Vasilyevich Rachmaninoff. (Fot. Universal History Archive/Universal Images Group/Forum)
„Naprawdę muszę?” – pytał, gdy rozentuzjazmowana publiczność domagała się na bis preludium cis-moll. Nie kokietował, wolał zagrać Liszta czy Chopina, własne preludium, o które Siergiej Rachmaninow był błagany, ilekroć zbliżył się do klawiatury, niemal znienawidził. Ale same występy uwielbiał.

Że był wielki – to przyznają także ci, których jego muzyka mało wzrusza. 193 cm wzrostu. Na zdjęciach z młodości można by go pomylić z… Romanem Giertychem. Do tego proporcjonalnie wielkie dłonie z długimi palcami, którymi z łatwością potrafił objąć na klawiaturze duodecymę – 20 klawiszy.

W związku z ponadprzeciętnymi wzrostem i rozpiętością dłoni niektórzy przypuszczają, że cierpiał na zespół Marfana. Długie kości i giętkie stawy to jego objawy obojętne, a negatywne – to chroniczna krótkowzroczność, kłopoty z sercem, bóle kręgosłupa i głowy. Brytyjskie Rachmaninoff Society argumentuje jednak, że kompozytor był raczej dalekowidzem, i to dopiero pod koniec życia, a sam zespół nie pojawił się ani u rodziców, ani u córek Siergieja. A powinien jako choroba dziedziczna. Zachłanne, długie dłonie oczywiście wiele ułatwiają, ale bez talentu i dyscypliny nie zdadzą się na nic. A trzeba wiedzieć, że młody Siergiej, choć utalentowany muzycznie, wcale na wirtuoza się nie zapowiadał.

Rodzina Rachmaninowów wywodziła swe korzenie od niejakiego Rachmana, osiadłego w Moskwie wnuka wielkiego hospodara Mołdawii Stefana III. Z czasem wskutek carskich ukazów skarbiec rodowy pustoszał: gdy 1 kwietnia 1873 roku w siole Siemionowo, nieopodal majątku rodzinnego Oneg pod Nowogrodem Wielkim, przyszedł na świat Siergiej Wasiljewicz, po fortunie pozostały już głównie wspomnienia. Co gorsza, ojciec przyszłego kompozytora był kobieciarzem i szaławiłą, szastał resztkami pieniędzy – finansował zarówno własne zachcianki, jak i niemal każdego żebraka.

Przekleństwo? Niekoniecznie. Niedostatek bywa impulsem do wielkich dokonań, o czym w dorosłym życiu Rachmaninow przekona się jeszcze nieraz.

Podrabiany Beethoven

Dorastał w rodzinie, w której muzykowali pradziadek i dziadek, mama dawała synkowi pierwsze lekcje gry na fortepianie. Wprawdzie jednym z pierwszych wspomnień Sierioży z dzieciństwa była kara, którą mu wymierzono – siedzenie pod fortepianem w czasie, gdy matka grała – jednak urazu na tym punkcie nie dostał.

Kiedy w 1882 roku Oneg poszedł na licytację, rodzina przeniosła się do mieszkania w Petersburgu. Rachmaninowowie mieli sześcioro dzieci, matka nie ogarniała całości gospodarstwa, więc Sierioża nie miał dostatecznej opieki. Tę zapewniała mu głównie dojeżdżająca z prowincji babcia po kądzieli. To jedna z największych pułapek, jakie los zastawił na przyszłego artystę – babcia rozpieszczała chłopca do niemożliwości, zabierała go na wieś w trakcie roku szkolnego i tolerowała jego nieróbstwo. On z kolei oprowadzał ją po wszystkich świątyniach stolicy, a potem grał z pamięci zasłyszane pieśni. Na wsi z wolna nasiąkał muzyką cygańską.

Niezłą ilustracją niefrasobliwego stosunku Siergieja do wielkiej muzyki jest oszustwo, jakiego regularnie dopuszczał się w wiejskim domu babci. Gdy zjeżdżali się goście, siadał do fortepianu, zapowiadał utwory Beethovena lub Chopina, po czym grał… własne improwizacje.

W szkole przez pewien czas podrabiał cenzurki. W końcu się wydało, a zaniepokojona słabymi ocenami syna matka zwołała naradę rodzinną. I tu pojawił się mąż opatrznościowy w osobie Aleksandra Zilotiego, brata ciotecznego Siergieja. Doradził, by chłopca odseparować od rodziny (zwłaszcza od babci) i oddać na nauki do Moskwy. Tak się stało – w 1885 roku Sierioża zamieszkał u profesora fortepianu Nikołaja Zwieriewa, fanatyka dyscypliny i pilności. Pod jego okiem Siergiej nabrał wielkiego kunsztu, zdobył stypendium i rozpoczął naukę w moskiewskim konserwatorium, wspólnie z Aleksandrem Skriabinem.

W niedziele u Zwieriewa bywała cała kulturalna Moskwa, między innymi Piotr Czajkowski (późniejszy profesor i egzaminator Rachmaninowa), a także wirtuoz fortepianu Anton Rubinstein, co wywarło ogromny wpływ na przyszłego twórcę. Wkrótce powstały jego pierwsze kompozycje. Potrzeba komponowania była u niego tak silna, że doprowadziła do ostrego konfliktu ze Zwieriewem – w domu profesora obydwa fortepiany stały w jednej sali, a Siergiej dopominał się nieustannego dostępu do instrumentu. Doszło do ostrej wymiany zdań, podobno także do rękoczynów; niektórzy badacze sugerują jednak, że przyczyną rozłamu mógł być też nieakceptowany przez uczniów homoseksualizm Zwieriewa. W każdym razie w wieku lat 17 Siergiej korzystał już z gościny stryjenki Warwary Satinej. To drugi punkt zwrotny w życiu osobistym kompozytora – za kilkanaście lat najmłodsza latorośl Satinów Natalia zostanie jego żoną.

Zanim to jednak nastąpi, Siergiej będzie zakochany w innej dziewczynie – Wierze, córce przyjaciół Satinów. Ich platoniczny, ale silny romans trwał ładnych parę lat pomimo kategorycznego sprzeciwu matki Wiery. Gdy westchnienia młodych i spacery za rękę wyszły na jaw, odseparowano ich od siebie. Teraz mogli już tylko pisywać do siebie ukradkowe listy.

Te listy odsłaniają wiele faktów z życia Rachmaninowa. Na przykład jego nikłą wiarę we własne kompozycje. Niemal zawsze pisał o nich z rezerwą, jakby nie doceniając ich wartości lub wręcz wstydząc się ich. W późniejszych latach będzie przelewał na papier rozterki co do tego, jaką drogą powinien podążać: jako kompozytor, dyrygent czy pianista. Z reguły optował za trzecią możliwością, zwłaszcza że okresy dużej płodności przychodziły doń na przemian z niemal całkowitą posuchą twórczą.

Miłość i depresja

Początki wydawały się doskonałe. Konserwatorium ukończył w 1892 roku ze złotym medalem, pisząc operę „Aleko”. Tytułową partię na stałe do swego repertuaru włączył rówieśnik i przyjaciel Rachmaninowa, wielki bas rosyjski Fiodor Szalapin, a sama opera raptem wyniosła młodego absolwenta na szczyty sławy – nie bez solidnego wsparcia jego profesora Piotra Czajkowskiego. Wkrótce jednak nastąpił kolejny okres depresji i niemożności.

Miewał je już wcześniej, szczególnie po śmierci dwóch kolejnych sióstr. Teraz doszła nagła śmierć mistrza Czajkowskiego, a także samotność – do ukochanej Wiery miał daleko, podobnie jak do najbliższej rodziny. Do ojca tęsknił i dawniej – ten podczas rzadkich kontaktów z dziećmi starał się wypaść jak najlepiej, bywał więc czuły i pobłażliwy. Kompozytor dopiero po latach zdał sobie sprawę, że uczuciami obdarzał rodziców niesprawiedliwie – więcej zawdzięczał wymagającej matce niż fircykowatemu ojcu, ale to jego częściej wspierał finansowo, gdy już mógł sobie na to pozwolić.

By zagłuszyć smutek, zaczął zapamiętale koncertować i poznał smak aplauzu. Jednak kolejny cios, po którym długo dochodził do siebie, właśnie miał nadejść. 28 marca 1897 roku w Petersburgu odbyła się premiera jego I symfonii, która okazała się klęską. Orkiestra była nieprzygotowana, dyrygent Aleksandr Głazunow ponoć pijany, a na pewno bez wiary w grane dzieło. Do tego doszedł antagonizm między Petersburgiem a Moskwą, z którą utożsamiano Rachmaninowa. Po latach kompozytor wspominał, że bliski był wówczas porzucenia kompozytorskiego fachu. Dodatkową przyczyną depresji mógł być romans z Anną Łodyżenską, zamężną śpiewaczką z cygańskiej rodziny, dla której napisana została wspomniana symfonia. Z różnych zapisków kompozytora można podejrzewać, że czuł się jak hrabia Wroński, a katastrofę w Petersburgu przyjmował jako karę za cudzołóstwo.

Nadzieja zaświtała mu półtora roku później, gdy rozgorzało uczucie do wspomnianej już Natalii Satinej, młodszej z sióstr ciotecznych Siergieja, z którymi od dawna spędzał każde lato w Iwanowce i sporo czasu w Moskwie. Wkrótce poprosił o rękę Nataszę, jednak Cerkiew powiedziała zdecydowane „nie” – po pierwsze, z powodu bliskiego pokrewieństwa, a po drugie, ponieważ Siergiej nie mógł wykazać się regularnym uczestnictwem w nabożeństwach. Muzyka cerkiewna i dzwony były jego ogromną inspiracją, sama liturgia niekoniecznie. Na niechętną zgodę władzy duchownej młodym przyszło czekać aż trzy lata, do 1902 roku, a i tak ich ślub odbył się w podmiejskiej cerkwi garnizonowej, w strugach deszczu i w obecności niewielkiej liczby gości.

Małżeństwo okazało się jednak zbawieniem dla Rachmaninowa, który w żonie (też pianistce) znalazł przyjaciółkę, matkę dwóch wspaniałych córek, wspólniczkę muzycznych zamierzeń i towarzyszkę na życiowych zakrętach. Choć i ich związku nie ominęły trudne chwile, jak romans Siergieja z młodą, ale zamężną sopranistką ukraińską Niną Koszyc. Równie gorący co krótki – wybuchł i zgasł w 1916 roku.

Daleko od Rosji

Największym zakrętem w ich życiu miała się okazać rewolucja październikowa. Zanim do niej doszło, Rachmaninow spędził dwa lata na prestiżowym stanowisku dyrygenta teatru Bolszoj (1904–1906). Uczył muzyki carskie dzieci, w tym tę najmłodszą, legendarną Anastazję. Podbił też świat jako kompozytor, między innymi II symfonii i arcytrudnego III koncertu fortepianowego. W filmie „Blask” III koncert staje się obsesją Davida Helfgotta, wybitnego, choć rozchwianego psychicznie australijskiego pianisty. Zagrać ten utwór to jak wejść na Everest życia artystycznego.

Wiele ze swych dzieł napisał w Iwanowce, w swoim majątku, który w 1916 roku został spalony przez włóczące się bandy. Rodzina zdołała w ostatniej chwili uciec do pobliskiego zagajnika, taszcząc tyle, ile mogła unieść. Mimo to kompozytor, już wcześniej z sympatią spoglądający na wypadki 1905 roku, z entuzjazmem powitał rewolucję lutową. Potrzebował czasu, żeby potężnie się rozczarować rządem Kiereńskiego, a zwycięstwo bolszewików uświadomiło Rachmaninowowi, że to początek końca świata, który kochał, w dodatku końca okrutnego.

Dzięki znajomościom udało mu się załatwić w grudniu 1917 roku koncerty w neutralnej Szwajcarii. W ten sposób z całą rodziną udał się na emigrację. Wolno im było wywieźć tylko 500 dolarów. Gdy poskarżył się koledze z konserwatorium, ten wskazał na dłonie Siergieja, mówiąc: „Niechże się pan nie zadręcza – oto pańskie zabezpieczenie finansowe”. Rachmaninowowie ruszyli w podróż, której ostatecznym celem były Stany Zjednoczone. Rosja sowiecka początkowo zezwalała na granie jego muzyki, wszystko zmienił jednak opublikowany w „New York Timesie” 15 stycznia 1931 roku list otwarty podpisany przez kompozytora, chemika Iwana Ostromyslenskiego i hr. Ilję Tołstoja, w którym czytamy: „Potępiamy nieopisane męki, jakim Sowiety poddają lud rosyjski od 13 lat… naznaczonych okrucieństwem, masowymi mordami i pospolitymi zbrodniami”. Kreml uznał Siergieja za wroga i burżuazyjnego dekadenta.

Oddalenie od Rosji, która była dlań niewyczerpanym źródłem inspiracji, wywołało kolejny kryzys twórczy. W Ameryce pozostawał przybyszem, w dodatku o mocno konserwatywnym guście. Pamiętajmy, że awangarda już kwitła, jego rodak Igor Strawiński miał za sobą pierwszy succès de scandale, jakim był „wyuzdany” balet „Święto wiosny”. W oczy Rachmaninowom zajrzała bieda. Decyzja była jedna: grać.

Tak jak oddycham

Zawsze podróżował w towarzystwie własnego stroiciela. Grał genialnie, a że przy tym nigdy się nie uśmiechał, przy swej posturze musiał robić wrażenie posępnego, majestatycznego posągu. Ale był uwielbiany. To właśnie w latach 20. i 30. XX wieku ugruntował się światowy fenomen Rachmaninowa pianisty.

Długie serie koncertów stanowiły dlań właściwie jedyne źródło zarobków – zresztą całkiem wysokich. Dzięki nim mógł wspierać finansowo innych emigrantów z Rosji, choćby Władimira Nabokowa, konstruktora śmigłowców Igora Sikorskiego czy innego genialnego pianistę Vladimira Horowitza, z którym połączyła go ogromna przyjaźń. Sam też w 1933 roku mógł sobie wreszcie pozwolić nie tylko na szybkie samochody i motorówki, które uwielbiał, lecz także na budowę willi pod szwajcarską Lucerną. Tam odzyskał spokój podobny do tego, jaki panował w Iwanowce. Po kilkunastu latach wrócił więc do pisania – do chwili, gdy nad Europą zebrały się kolejne chmury. W obliczu nadciągającej wojny Rachmaninowowie wyjechali do Los Angeles.

Agresja Hitlera na ZSRR była dla Rachmaninowa takim wstrząsem, że natychmiast zaangażował się w pomoc dla Armii Czerwonej, czemu zawdzięczał dość rychłą rehabilitację artystyczną w ojczyźnie. Jednak nawet gdyby chciał do niej wrócić, los mu to uniemożliwił. W listopadzie 1942 roku musiał przerwać trasę koncertową z powodu złego stanu zdrowia. Diagnoza – późno wykryty czerniak złośliwy – została przed nim zatajona. Poznały ją tylko żona i córki. W programie ostatniego recitalu w Knoxville z 17 lutego 1943 roku znalazła się II sonata Chopina z „Marszem żałobnym”… Kto chce tu widzieć symbol, nie ma przeszkód. Także w tym, że Rachmaninow otrzymał obywatelstwo amerykańskie dosłownie w ostatnich tygodniach życia. Zmarł na cztery dni przed 70. urodzinami.

Nadchodziły zresztą czasy, których pewnie by nie zrozumiał. „Nowi kompozytorzy pracują głową, a nie sercem. Myślą, zamiast przeżywać. Dlatego ich utwory stawiają problemy, ale nie unoszą słuchaczy” – określił swój stosunek do nowoczesnej muzyki, która zaczynała dominować w konserwatoriach. Z ogromną rezerwą odnosił się też do muzyki w radiu. W 1932 roku oznajmił:

„By docenić dobrą muzykę, trzeba być czujnym mentalnie i emocjonalnie chłonnym. A tego nie ma, gdy sobie leżysz w domu z nogami na krześle… Ludzie nie powinni czuć zbyt dużego komfortu podczas słuchania wielkiej muzyki”.

Miał swoiste szczęście, że nie dożył transmisji telewizyjnych, kompaktów, iPodów…

Ale może wcale by ich nie zauważył, nie potrzebował? W końcu i tak wszystko tworzył w duszy – potrafił pójść na spacer i wrócić z gotową symfonią w głowie. Do tego nie potrzeba technologii ani mediów. „Komponuję tak, jak oddycham i jem”. Nic prostszego, prawda?

Tekst pochodzi z archiwalnego numeru "Zwierciadła". 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).