1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Retro
  4. >
  5. Herman Hesse – wilk stepowy

Herman Hesse – wilk stepowy

Herman Hesse przy swoim biurku w Montagnoli w 1960 roku. (Fot. BEW Photo)
„Jestem tak samo bezradny i przytłoczony okrucieństwem życia jak Pan, wierzę jednak, że można to zwalczyć, nadając swojemu życiu sens. Myślę, że nie jestem odpowiedzialny za to, co się dzieje z tym światem, ale jestem odpowiedzialny za to, co zrobię z moim własnym, niepowtarzalnym życiem” – napisał do czytelnika. Życie Hermanna Hessego to ciągła walka między odczuwaniem a rozumem, potrzebą samotności a potrzebą akceptacji, próba wyrwania się z „epoki techniki i pieniądza, wojen i chciwości”.

Montagnola w szwajcarskim kantonie Ticino, parę kilometrów od Lugano. Majestatyczne Alpy, jezioro, las. To wciąż oaza spokoju, a co dopiero w 1919 roku, kiedy osiedlił się tu Hermann Hesse. Niemiecki pisarz, autor kultowych powieści „Siddhartha” i „Wilk stepowy”, spędził we włoskojęzycznej Montagnoli 40 lat. W miejscowym muzeum można zobaczyć parę przedmiotów, jakie po nim zostały: maszynę do pisania Smith, kufer podróżny, parasol, kapelusz, książki, pióra, figurkę Buddy, okulary, farby, zdjęcia, arras... Przemierzyć trasę z oznakowanymi stacjami: dwa domy, w których mieszkał noblista: Casa Camuzzi i Casa Rossa, zapierający dech widok na górę San Salvatore, leśne alejki kryjące ulubioną piwnicę z winem. Cmentarz Sant’Abbondio z grobami pisarza i jego ostatniej żony.

Kiedy Hesse trafił do Ticino, miał 42 lata. Uciekał przed gwarem miasta i trudami małżeństwa. Uciekał przez całe życie. Ze szkoły, od rodziców. Potem z pracy, z Europy, od żon i dzieci. Od polityki. Od wielbicieli. Od świata. Od siebie.

Dusza tyrana

Marzec 1892 roku. 14-letni Hermann ucieka z seminarium duchownego. Bez pieniędzy i płaszcza... Wędruje po polach, spędza mroźną noc pod gołym niebem... Kara: osiem godzin karceru. W liście do rodziców wyznaje, że opanowała go niezwykła słabość („moje stopy są zawsze lodowate, podczas gdy głowa rozpalona”). Rodzice zabierają go ze szkoły i wysyłają na leczenie – do egzorcysty. Ma mu „wyjąć diabła z ciała”. Rezultat? Hesse próbuje się zabić, ale rewolwer się zacina. Kolejne rozwiązanie to szpital dla nerwowo chorych. Miesiące udręki. Pisze do ojca: „Szanowny Panie! Jako że okazuje się Pan wyjątkowo skłonnym do poświęceń, pozwolę sobie poprosić Pana o 7 marek albo o rewolwer. Po tym, jak doprowadził mnie Pan do rozpaczy, zapewne zechce Pan uwolnić mnie od niej, a siebie ode mnie”.

Nie chce być pastorem, nie chce być pietystą. Pietyzm, nurt niemieckiego protestantyzmu, wymagał ascezy, kultywowania pobożności, moralności, odrzucenia wszystkiego, co ziemskie. Takie wartości wyznają dziadkowie i rodzice Hessego. Fakt, są też erudytami, zwłaszcza dziadek ze strony matki Hermann Gundert, który przetłumaczył na język malajalam Nowy Testament. W domu, gdzie w 1877 roku przychodzi na świat, w szwabskim Calw, nie brakuje dobrej literatury i muzyki, zatrzymują się goście ze świata, mieszają różne kultury. Brakuje za to wyrozumiałości i czułości, uczucia zastępuje dyscyplina. W tym domu ceni się poetów, a jednocześnie uznaje sztukę za puste piękno. Dzieci wychowywane są na chwałę Boga i na pożytek społeczeństwa. Obie siostry wiodą bogobojny żywot, bracia rezygnują z kariery artystycznej (najmłodszy popełni samobójstwo). Temperament i fantazja małego Hermanna budzą niepokój. „Ten chłopiec ma ogromnie silną, wręcz potężną wolę, a przy tym niezwykłą inteligencję jak na swoje cztery lata” – notuje matka w dzienniku. „Dokąd to zmierza? Prawdziwie wyniszcza mnie ta wewnętrzna walka z jego duszą tyrana, z jego gwałtownymi uczuciami burzy i naporu...”

Już przystępując do konfirmacji, Hermann jest sceptycznie nastawiony do religii, pobożność rodziców wydaje mu się podejrzana, uciążliwa. Jednocześnie zadręcza się wyrzutami sumienia, że „nie pasuje do domu, gdzie panuje miłość i uprzejmość”. Już w wieku 12 lat wie, że zostanie poetą „albo w ogóle nikim”. „Nie wiem, do jakiego świata należę, i bardzo chciałbym być innym i by rzeczy były innymi, ale nie wiem, jak to zrobić” – pisze do matki z Cannstatt, z gimnazjum, w którym mieszkał samotnie na strychu, nie chcąc dzielić pokoju z kolegami.

Z księgarni w Esslingen, gdzie zostaje przyjęty na staż, ucieka po trzech dniach. Włóczy się po ulicach, pije, zaciąga długi. Wreszcie wraca do Calw, zatrudnia się w fabryce zegarów wieżowych. A w wolnych chwilach studiuje literaturę. Pisze wiersze. Planuje ucieczkę do Brazylii... Wreszcie wyjeżdża do Tybingi: praktyka w księgarni, 10–12 godzin dziennie na stojąco. Zarobione pieniądze wydaje na książki i fotografie podziwianych przez siebie mężczyzn. Jest ich ponad stu: Goethe, Nietzsche, Chopin... Stają się jego towarzyszami, przyjaciół nie ma. Kobiet też nie. Od nich również ucieka.

Bez więzi

Pierwszą żonę, Marię Bernoulli, Szwajcarkę, poznaje podczas podróży do Włoch. Niektórzy biografowie twierdzą, że do złudzenia przypominała jego matkę: z wyglądu, z imienia, z zamiłowania do muzyki. Jest od niego o dziewięć lat starsza. Hesse chce się żenić. Ale jej rodzice są niechętni, brakuje mu środków do życia. Wydany w 1904 roku „Peter Camenzind” zostaje dobrze przyjęty, Hesse może wreszcie uważać się za pisarza („zwyciężyłem w tej długiej, upartej walce ze światem”). Po śmierci matki, pod nieobecność ojca Marii, żeni się. Ma jeszcze jedno pragnienie – „żyć w zapadłej włoskiej wiosce, z dala od całego zamieszania współczesnego świata”.

Na razie trafia do zapadłej dziury w Niemczech, w Gaienhofen. Najbliższa stacja oddalona o parę godzin, nie ma sklepów, prądu, kanalizacji... Ale jest żona, są synowie: Bruno, Heiner, Martin. Znów pojawia się pragnienie ucieczki. Jedzie do wegetariańskiej kolonii w Szwajcarii, w Asconie. Mieszka w szałasie, chodzi nago. Nie chce stabilizacji, w domu, z rodziną czuje się jak „w kraju filistrów”.

Wyrusza do Indii. Ale Daleki Wschód rozczarowuje go (brud, kolonializm, dewocja), źle znosi klimat, przerywa podróż. Niemiecka wieś też już mu nie odpowiada, wyjeżdża z rodziną do Szwajcarii, do Berna. To bardzo trudny okres: wybucha pierwsza wojna światowa, umiera ojciec, żona trafia do szpitala psychiatrycznego, choruje najmłodszy syn. Hermann nie może sobie znaleźć miejsca – chce pójść na front, ale ma poważną wadę wzroku – stąd częste bóle głowy. Wpada w depresję, nie jest w stanie zajmować się synami – trafiają pod opiekę znajomych. Pisarz uznaje swoją porażkę jako ojciec i mąż. A niedługo potem... żeni się. Znów ze Szwajcarką, tym razem młodszą o 20 lat malarką i śpiewaczką liryczną Ruth Wenger. Niemal przez cały czas mieszkają osobno. Trzy lata później znów rozwód, znów depresja. Trzecia żona jest Żydówką austriackiego pochodzenia, historykiem sztuki. Korespondują ze sobą od czasu, kiedy 14-letnia Ninon Ausländer zachwyciła się „Peterem Camenzindem”. Uwielbia go na odległość. Gdy się wreszcie poznają, chce być blisko – nie zważając na to, że jest mężatką, a on przeciwnikiem związków, wilkiem stepowym. W Montagnoli na początku mieszkają w oddzielnych mieszkaniach, potem, już we wspólnym domu, mają osobne wejścia. Spędzają razem 30 lat. Ninon jest nieocenioną towarzyszką, dba o spokój męża, czyta mu, żeby mógł oszczędzać oczy. Pomaga przechodzić kryzysy.

A te wciąż powracają. Objawieniem okazuje się dla pisarza psychoanaliza. Korzysta z terapii u ucznia Junga, doktora Langa, potem u samego Junga. Za radą tego pierwszego, mając 40 lat, zaczyna malować. Ma teraz dodatkowy powód, by wypuszczać się na wyprawy, przysiadać na skraju lasu, wpatrywać się w horyzont. „Wszystkie moje wędrówki, wszystkie podróże w gruncie rzeczy były i są tylko ucieczką – przyznaje. – Stanowią próbę wyrwania się z obecnych czasów, z epoki techniki i pieniądza, wojen i chciwości, epoki mającej nawet swój urok, wdzięk i wielkość, której jednak mimo najlepszych chęci nie potrafię zaaprobować ani polubić”.

Świat daleki i śmieszny

Kiedy wybucha pierwsza wojna, występuje przeciw niemieckiemu nacjonalizmowi, antysemityzmowi i duchowi walki, broni „godności i miłości do człowieka, którymi żyli najlepsi niemieccy myśliciele i artyści”. Dostaje etykietkę zdrajcy, człowieka bez zasad. Nacjonaliści mają mu za złe, że nie stanął po stronie wojującego narodu, opozycjoniści – że nie tworzy tzw. literatury zaangażowanej. Zarzuca mu się, że formalnie jest obywatelem Szwajcarii. Przestaje być wydawany w Niemczech – liczy się z tym, że zostanie „lokalnym poetą szwajcarskim”.

Nie jest obojętny na to, co się dzieje na świecie. Pracuje na rzecz jeńców wojennych, zaopatrując biblioteki obozowe. Zakłada pismo literackie. W Montagnoli przyjmuje niemieckich uchodźców – Brechta, Manna, z którym się zaprzyjaźnia... Cierpi z powodu światowych dramatów, obraźliwych listów, nagonki. Ale nie chce zajmować się polityką czy ekonomią. Uważa świat za „daleki i śmieszny”. Świat ma o nim podobne zdanie. W leksykonie literatury wydanym w Niemczech w 1945 r. opisany jest jako „samotny, zdziwaczały, rozmiłowany w estetyzmie poeta”. Rok później zostaje uhonorowany literacką Nagrodą Nobla. Nie jedzie do Sztokholmu z powodu wątłego zdrowia.

Popularność sprawia, że czuje się „jak małpa przebrana za generała”. Kiedy do jego domu zaczynają pielgrzymować wielbiciele, wywiesza na bramie tabliczkę z prośbą o ominięcie jego drzwi. Codziennie dostaje tysiące listów z prośbą o pomoc, wskazówkę. Odpisuje szczerze, czasem twardo: „Nie mogę Panu odpowiedzieć na żadne pytanie, tak samo jak nie potrafię odpowiedzieć na moje własne pytania. Jestem tak samo bezradny i przytłoczony okrucieństwem życia jak Pan, wierzę jednak, że można to zwalczyć, nadając swojemu życiu sens. Myślę, że nie jestem odpowiedzialny za to, co się dzieje z tym światem, ale jestem odpowiedzialny za to, co zrobię z moim własnym, niepowtarzalnym życiem”.

Nie interesuje go Kościół, państwo, społeczeństwo, tylko człowiek – stojący ponad instytucjami, dogmatami. Broni jego wyjątkowości, talentów, prawa do własnych wyborów, odkrywania siebie. To boli. Zwłaszcza gdy ktoś, jak Hesse, wciąż przeżywa wewnętrzny konflikt – między duchem i materią, odczuwaniem i rozumem. „Miał wiele twarzy – wspomina go przyjaciel – i często miałem wrażenie, że więcej niż jedną duszę. Był rozdwojony, rozstrojony, stokrotny, potrafił się gwałtownie zmieniać”. Taki jest jego najsłynniejszy bohater, wilk stepowy, Harry Haller, rozdarty między swoją dziką naturą a tą wytresowaną przez społeczne wymogi. Jak Harry Hermann nie znosi filistrów, ich ciasnego świata. Wciąż towarzyszą mu podobne odczucia: wrażenie rozdźwięku, niezadowolenie, niezgoda. I samotność. Ukrywa się we własnym domu. Przyznaje, że jest dziwakiem, że bardziej zależy mu na niezależności niż na uznaniu świata, który i tak go nie zrozumie. A potem dusi się od nadmiaru wolności, zazdrości filistrowi „stabilnego fundamentu jego życia”, cierpi z powodu izolacji, ale gdy gdzieś się zadomowi, zaczyna odczuwać niepokój. Żałuje, że przez większą część życia wielbił kobiety, nie zbliżając się do nich, że zaniedbał zmysły.

Umarł w 1962 roku jako 85-latek na wylew, we śnie. Jego twórczość to wielka autobiografia, jego powieści to „historie duszy”, która „przedstawia w miniaturze kawałek rozwoju ludzkości” i której „każde najmniejsze drgnienie w nas jest tak samo ważne jak wojna i pokój w zewnętrznym świecie”. Wyczulony na te drgnienia w sobie staje się terapeutą dla innych. Jego antidotum to synteza przeciwieństw, życie oznacza dla niego płynność między dwoma skrajnymi biegunami: „Pragnę nieustannie i z zachwytem wskazywać na błogą różnorodność świata i wciąż przypominać, że podstawą tej różnorodności jest jedność”. W tej pełni jest miejsce na duchowość i zmysłowość, uczuciowość i intelekt. Bez uciekania.

Korzystałam m.in. z książek: Bernhard Zeller „Hermann Hesse”; Katarzyna Nowakowska „Hermann Hesse w poszukiwaniu własnej tożsamości”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze