1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Retro

Jane Bowles – talent, którego się bała i nienawidziła

Portret Jane Bowles autorstwa Maurice Grosser, 1937 (Fot. Granger/Granger History Collection/Forum)
Pierwowzór bohaterki książki „Pod osłoną nieba”. Prywatnie żona jej autora, nie mniej zdolna od męża. Problem w tym, że talent literacki Jane Bowles był jak przebłysk w trakcie burzy. Mąż stawał na głowie, żeby odciągnąć ją od alkoholu, hord przyjaciół, toksycznych kochanek. Udało mu się jedno: Jane pozostawiła po sobie jedyną przezabawną, przejmującą do szpiku kości powieść.

Niewiele brakowało, a do ich spotkania w ogóle by nie doszło. Trudno o dwie równie chybotliwe natury. Jane Auer słynna była z niezdecydowania. Paul Bowles, delikatny i refleksyjny, nagminnie wspomagał się w podejmowaniu decyzji rzucaniem monetą. Jeszcze na studiach udręczony życiem zastanawiał się, czy wypić butelkę trucizny, czy pojechać do Paryża. To los (w tym przypadku rzut monetą) zadecydował o wyjeździe. I o tym, że po powrocie do Nowego Jorku w 1937 roku Paul usłyszał od przyjaciela Johna LaTouche: „Ta dziewczyna… po prostu fantastyczna, musisz ją poznać!”.

Z burzą krótkich pofarbowanych henną włosów, wydatnymi zmysłowymi ustami i wywrotową inteligencją wywarła na Paulu ogromne wrażenie. Nigdy wcześniej kogoś takiego nie spotkał. Jane, wówczas 20-latka o „świetlistych jak u elfa oczach”, zdobywała serca nowojorskich kręgów artystycznych swoim wariackim poczuciem humoru. Starszy o sześć lat Paul mógł uchodzić za jej przeciwieństwo. Notatki Jane zdradzają, że w tym zdystansowanym i przystojnym muzyku dostrzegła coś złowieszczego i że na jego widok powiedziała do przyjaciółki: „On jest moim wrogiem”. Kilka dni później na wieczorku u E.E. Cummingsa, kiedy przysłuchiwała się planom Paula podróży do Meksyku z grupą przyjaciół, palnęła, że jedzie razem z nimi. Zaraz potem poszła zadzwonić. Poprosiła Paula do telefonu. Po drugiej stronie słuchawki czekała matka Jane. „Słyszałam, że zabiera pan moją córkę w podróż”. Zanim wyjechali do Meksyku, musiał wpaść do domu Jane z kurtuazyjną wizytą.

Mężczyzna papuga

Urodzona w 1917 roku w Nowym Jorku, w rodzinie niepraktykujących Żydów, Jane od dziecka była ekscentryczką o wybujałej wyobraźni. Dom rodzinny zaludniały liczne siostry matki, która wołała na swoją ukochaną córkę „moje maleństwo warte milion dolarów”. Ojciec, o wiele bardziej pragmatyczny i  surowy, zmarł nagle, kiedy Jane miała 13 lat. Drugim wstrząsem w jej życiu był upadek z  konia. Po dwuletnim pobycie w  sanatorium w  Szwajcarii 18-letniej Jane unieruchomiono kolano, przez co kulała i  z  typowym dla siebie humorem mawiała o  sobie: „Kulawa żydowska lesba”. Paul? Dzieciństwo autora „Pod osłoną nieba” było brutalniejsze. Babka zaświadczała, że ojciec chciał zabić go jako noworodka, wystawiając nagie dziecko w oknie na mrozie. Paul nigdy nie bawił się z  innymi dziećmi, a  matka zastraszana przez męża nie mogła nic poradzić na jego tyranię.

I  tak oto w 1937 roku „fantastyczna dziewczyna” i  „wróg” wyruszyli w  podróż do Meksyku. Już w  autobusie do Nowego Orleanu Jane była zakochana. Paul nie był jej pierwszą miłością, ale wcześniej przeżywała głównie zauroczenia kobietami. Aktorka Judith Anderson uznała ich za najbardziej szaloną parę, jaką widziała. „Ona miała jedną spódnicę, dwa płaszcze i  walizkę z dziurą. On był elegancko ubrany i z  pasującym bagażem. Byli sobie bardzo oddani”. W  opinii znajomych stworzyli wyjątkowo bliski związek. Co nie przeszkadzało Jane we flirtach. Uwielbiała wypróbowywać swoje erotyczne moce, nie kryła się z  tym przed Paulem, choć sama była o  niego wyjątkowo zazdrosna. Na przyjęciach potrafiła kolejno siadać facetom na kolanach i  kiedy któryś domagał się, żeby przyszła do niego, wołała przez pół pokoju: „Chwileczkę, jeszcze nie skończyłam z  Bobem!”. Wystarczało jedno jej słowo, żeby towarzystwo zataczało się ze śmiechu.

W tym układzie Paul musiał przywyknąć do jej pociągu do kobiet i  późnych powrotów do domu, niekiedy bez butów. Reżim jego pracy twórczej legł w  gruzach. Wiele nocy czekał, aż ona wróci, uważając, że jeśli chce się być z  drugim człowiekiem, bierze się go takim, jakim jest.

Bawili się oboje myślą, jak to wszystkich, a zwłaszcza szacowne rodziny, przeraziłby ich ślub! „Ale, oczywiście, nie weźmiemy ślubu” – powtarzali sobie, aż pewnego dnia stwierdzili: „A dlaczego by nie? Zróbmy to!”.

Pod koniec lutego 1938 roku wyruszają w  podróż poślubną. Najpierw Panama, potem Paryż. To w  jej trakcie kupują papugę Budupple, której zawdzięczają swoją ulubioną grę. Paul wchodził w  rolę niepokornego mężczyzny papugi, który na nic się nie zgadza, a  Jane jako matka zaganiała go do klatki. Ich niezwykłe porozumienie fascynowało ludzi wokół, jednak już we Francji doszło do spięć. Mimo obietnicy, że jako małżonkowie będą wolni, Paula dręczyło, że Jane była wiecznie otoczona ludźmi. W trakcie jednej z  kłótni uderzył ją. Ona miała mu wybaczyć, ale kiedy dwa lata później sytuacja się powtórzyła w  nowojorskim hotelu Chelsea, przestała z nim sypiać. Pozostali sobie oddani, ale zadra została. Według Paula od tego momentu Jane zaczęła rozsypywać się psychicznie.

Żona pisarza

„Widzisz te kobiety?” – spytała swojego przyjaciela Boo Faulknera. Był rok 1940. Siedzieli w  barze w Taxco w  Meksyku, po kilku miesiącach spędzonych w Acapulco. „Zmienię ich życie”.

Jedną z tych kobiet była Helvetia Perkins, pochodząca ze Szwajcarii 45-letnia rozwódka o surowym wyrazie twarzy. Podróżowała z  córką i  pod konserwatywnym przebraniem skrywała coś, co zaintrygowało młodą pisarkę. To było wyzwanie – uwieść zdyscyplinowaną Helvetię. Zimą kobieta przyjechała za Jane do Nowego Jorku. Przez następne lata Jane miała dzielić swoje życie między męża i  kochankę. Oprócz tego miewała poboczne romanse, ale tylko z  kobietami – ze względu na uczucia Paula. Już wtedy rosła słabość Jane do alkoholu, podobnie jak jej problemy z  pisaniem. Mawiała: „Muszę pisać i  nie mogę pisać”.

Paul mobilizował ją: potrafił docenić jakość jej prozy, w  której zaskakujące poczucie humoru stapia wątki grzechu i zbawienia, potęgi seksu i  duchowości, rozkoszy bezpieczeństwa i  przymusu wystawiania się na zagrożenie. Niektórzy przyjaciele brali jej blokadę twórczą za lenistwo. Jej słynny brak zdecydowania i odkładanie spraw na później podsycane były dziwacznymi fobiami, na które cierpiała już od śmierci ojca. Bała się jeździć windą, nienawidziła burzy, gdy słyszała zbliżające się pioruny, od razu sięgała po drinka.

Podobnie jak bohaterka swojej powieści opowiadała, że chciałaby zostać przywódcą religijnym, a zaraz potem wybuchała śmiechem. Trudno było odgadnąć, kiedy się zgrywa. O niej samej krążyły skrajne opinie – postrzegana była jako zjawiskowo odważna albo lękliwa, matczyna bądź dziecinna. Biografka Bowlesów Millicent Dillon twierdzi: „Tylko w trakcie pisania wiedziała, że nie gra. Z drugiej strony – im bardziej wyzbywała się swoich zabawnych sztuczek, tym bardziej była zblokowana”.

Wiosną 1942 roku podcięła sobie nadgarstki. Paul uważał, że Helvetia, typ perfekcjonistki, miała destrukcyjny wpływ na Jane. Starsza kochanka, jakkolwiek wszechstronnie wykształcona, nie pojmowała aktu tworzenia. Sam wytrwale pomagał żonie w  redakcji jej jedynej powieści „Dwie poważne damy”. Niestety, wydane w 1943 roku dzieło, którym zachwycili się przyjaciele, m.in. Truman Capote i  Tennessee Williams, spotkało się z  niezrozumieniem krytyki.

Kolejne lata tylko nasiliły u Jane trudności z  podejmowaniem najprostszych decyzji. Z  wiekiem to pozorne przekomarzanie się z  losem obnażyło rysy nadciągającej choroby psychicznej. Jane uparła się, że szaleństwo Kit, wzorowanej na niej samej bohaterki „Pod osłoną nieba”, to rodzaj proroctwa. Paul nie umiał wybić jej tego z  głowy. Sukces wydanej w  1949 roku powieści męża przyjęła ambiwalentnie, tym bardziej że jej sztuka „W  letnim domku” wystawiona dwa lata później została skrytykowana. Kochała Paula, ale myślenie o  sobie jako o  „żonie pisarza” i  zależność finansowa były dla niej źródłem upokorzeń.

Czarownica

Pierwszy raz popłynęła do Maroka w  1948 roku. Dołączyła do Paula przebywającego w Tangerze nieświadoma odkrycia, jakim będzie dla niej krąg marokańskich kobiet. To mąż przedstawił ją Cherifie, 19-letniej analfabetce handlującej na targu w  wielkim kapeluszu na głowie. Dziewczyna siedziała w małej budce okolona długimi, lśniącymi czarnymi włosami i  od czasu do czasu wybuchała dzikim śmiechem, pokazując złote zęby. Mówiono, że była lesbijką i  lubiła wypić. Po tym, jak zaproponowała Jane miseczkę zupy, ta była już zakochana po uszy. Według biografki Dillon Cherifa miała być spełnieniem marzenia Jane o kobiecie szalonej. Grupa marokańskich wieśniaczek oczarowała pisarkę. Przy nieznajomości arabskiego jej podchody trwały miesiącami. Od początku było jasne, że Cherifa i  jej podobne kobiety zobaczyły w Jane sponsorkę, ale jej samej to nie przeszkadzało.

„Najdroższy Bup – pisze w momentach rozłąki w  liście do Paula – […] w dalszym ciągu kocham Tanger – może z powodu poczucia bycia na granicy czegoś, co pewnego dnia przekroczę. Myślę, że nie czułabym tego, gdybym nie znała Cherify […]”. W  dalszej części listu obnaża swoją zależność od męża: „Zastanawiam się też, czy zawracałabym sobie głowę tym wszystkim, gdyby ciebie nie było. Nie wiem […]”.

Paul poznał w tym czasie młodego marokańskiego malarza Ahmeda Yacoubiego, który od początku przestrzegał Bowlesów przed Cherifą. Bał się jeść cokolwiek, co przygotowała, uważał ją za czarownicę. Po tym, jak Jane – głucha na dobre rady – zwabiła kochankę do siebie (z  Paulem mieszkali osobno), malarz namówił Bowlesa, żeby ten nie odwiedzał kobiet w  ich domu. W  kulturze marokańskiej niektóre kobiety egzekwowały władzę, uciekając się do magii – podrzucały pod poduszkę tajemnicze zawiniątka, które były w stanie rzucić na ofiarę urok: mogły równie dobrze rozkochać kogoś do szaleństwa, ale i zabić. Pod wpływem Yacoubiego Paul również zaczął obawiać się kochanki Jane. Żona z  kolei była zazdrosna o  kontakty Paula z  nowym przyjacielem, mimo że wielokrotnie zapewniał ją, że nie ma między nimi relacji seksualnej (do dzisiaj zresztą niewyjaśnione są pogłoski o  homoseksualnych skłonnościach Bowlesa). Jane przeżywała chwile paniki, a  jednocześnie ciągnęła swoją relację z Cherifą.

W jej listach do męża pobrzmiewa tęskna „agonalna nuta”. Jane pogrążała się w alkoholizmie, łykała barbiturany, żeby zasnąć, i  potrzebowała pomocy w najprostszych codziennych sprawach. Paul i przyjaciele sprzątali po niej, bo jej samej nie przeszkadzał bałagan. Jeśli była w humorze, to gotowała, jeśli nie – piła od samego rana. Idea posiadania dzieci przerażała ją. „Po co wydawać więcej dzieci na ten świat? – pytała. – Dzieci, które się nie rodzą, są szczęśliwsze”.

Sama zachowywała się chwilami jak dziecko. Pewnego dnia zdziwił ją brak odpowiedzi na prośbę do banku w Tangerze o przesłanie pieniędzy. Brzmiała ona następująco: „Drogi Panie… Jeśli pieniądze nie dotrą do wtorku, to się zastrzelę”.

Próbowała pracować nad kolejnymi powieściami, ale jak to oceni po latach jej biografka: „Żeby być z innymi, przepuszczała swój talent. Talent, którego się bała i nienawidziła”.

Z Cherifą wkrótce przestały być kochankami, ale uczuciowe uzależnienie Jane tylko narastało. Traktowała Cherifę jak córkę i dawała jej niemal wszystko, o co ta poprosiła. Przekazała jej swój dom, mimo że mieszkały we wspólnym mieszkaniu, w którym oprócz magicznych zawiniątek znaleziono otrutą papugę Bowlesów. Tam też Marokanka usiłowała ponoć wyłupić Paulowi oczy.

Nie dla mnie

4 kwietnia 1957 roku, podczas ramadanu, Jane pościła razem z innymi muzułmanami do zapadnięcia zmroku. Potem pokłóciła się z Cherifą i wlała w siebie kilka lampek koniaku. Skończyło się wylewem. Lekarz w Londynie określi jego skutki jako „najskuteczniejszy sposób, żeby zrujnować umysł pisarza”. Hospitalizacja w Nowym Jorku i powrót z Paulem do Tangeru były początkiem żmudnej rehabilitacji. Jane co prawda nadal pisała, ale pisanie było dla niej czystą torturą. Mówiła, że „każde słowo przypomina kucie w granicie”. Błagała bliskich, żeby pomogli jej w samobójstwie. Gdy źle się czuła, potrafiła rzucać głośno oskarżenia, jakoby to Cherifa ją podtruwała. A jednak nie zerwała z nią kontaktów.

Na przełomie ’62 i ’63 roku Bowles na tyle wydobrzała, że zdążyła się jeszcze dwa razy zakochać, ale po drugim wylewie nie było już szans na powrót do zdrowia. Jakby tego było mało, trafiła do szpitala psychiatrycznego w Maladze, gdzie zdiagnozowano u niej cyklofrenię. Nieukończona przez nią powieść miała już taką pozostać.

W 1965 roku „Dwie poważne damy” oraz zbiór opowiadań Jane „Proste przyjemności” stały się dużym sukcesem. Uznanie przyszło w momencie, kiedy pisarka miała pełną świadomość swojej degradacji psychofizycznej. W książce odwiedzającego ją przyjaciela podpisała się jako „martwa Jane Bowles”.

Tak naprawdę zmarła osiem lat później, 4 maja 1973 roku. Miała ponoć powiedzieć gorzko o Tangerze: „W ciągu 20 lat tutaj napisałam jedynie dwa opowiadania i nic więcej. To miasto jest dobre dla Paula, nie dla mnie”.

Korzystałam m.in. z książek: Millicent Dillon „A Little Original Sin” oraz Jane Bowles „My Sister’s Hand in Mine”.

Tekst pochodzi z archiwalnego numeru „Zwierciadła”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze