1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Retro

Po co kobiecie diamenty? Tamara Łempicka we wspomnieniach prawnuczki Marisy de Lempickiej

Tamara Łempicka tuż przed wyjazdem do Stanów (ok. 1938) (Fot. Tamara de Lempicka Estate LLC, kolekcja prywatna Anny i Richarda Paddy)
Trudno znaleźć drugą tak popularną malarkę jak ona – królowa art déco i symbol kobiecej niezależności, który ponad cztery dekady od jej śmierci ani trochę nie stracił na aktualności. O Tamarze Łempickiej opowiada jej prawnuczka Marisa de Lempicka.

Jak dobrze pamiętasz swoje pierwsze spotkanie z prababcią?
Miałam wtedy pięć lat. Zaprosiła nas do swojej willi w Cuernavace w Meksyku, gdzie mieszkała pod koniec życia. Podróż z Argentyny, w której dorastałam, trwała prawie dobę. Z lotniska odebrał nas jej szofer Isidoro. Podobnie jak cała jej pięcioosobowa służba był z nią silnie związany. Po przyjeździe ja i moja młodsza siostra musiałyśmy się umyć i przebrać. Dopiero wtedy można było nas oficjalnie przedstawić Tamarze.

Rozumiem, że także w domu, tak jak opisywali jej współcześni, była niezwykle stylowa?
Wyszła nas przywitać w jednej ze swoich kolorowych, pięknych tunik, które sama projektowała, na głowie miała ogromny kapelusz. Szczególną uwagę zwróciłam na jej biżuterię: wielkie złote bransoletki z diamentami i wyrazisty naszyjnik. Otaczał ją zapach francuskich perfum, a jej makijaż – idealnie równe kreski na powiekach i czerwona szminka – był perfekcyjny. Myślałam wtedy, że wygląda jak królowa. Nigdy wcześniej ani później nie spotkałam nikogo podobnego. Na przywitanie powiedziała nam, że mamy do niej mówić chérie, kochanie. Tak też nazywały ją nasza mama i babcia.

W opublikowanym niedawno albumie „Łempicka. Malarstwo” piszesz, że dostałyście wtedy od Tamary sukienki, które sama zaprojektowała.
Tak, chérie miała problem z fizycznym okazywaniem miłości, ale uwielbiała projektować dla nas rzeczy. Kiedy ją poznałam, była już starszą panią – miała 76 lat. A mimo to najpierw poszła z pokojówką kupić materiały: jeden w duże niebieskie kropki, drugi w różowe paski, po czym sama z nich uszyła sukienki i zrobiła nam nakrycia głowy. Akurat z ich powodu nie byłyśmy szczególnie szczęśliwe, bo były bardzo niewygodne, ale nosiłyśmy je, żeby sprawić jej przyjemność.

Artystka z mężem Tadeuszem Łempickim (1924) (Fot. Tamara de Lempicka Estate LLC, kolekcja prywatna Anny i Richarda Paddy)
Z aktorką Virginią Field (1941) (Fot. Tamara de Lempicka Estate LLC, kolekcja prywatna Anny i Richarda Paddy)
Marisa z młodszą siostrą Cristiną w strojach uszytych przez prababcię (1976) (Fot. Tamara de Lempicka Estate LLC, kolekcja prywatna Anny i Richarda Paddy)

Widziałaś kiedykolwiek, jak maluje?
Tamara zmarła, kiedy miałam dziewięć lat. Oprócz tego pierwszego spotkania odwiedziłyśmy ją jeszcze trzy razy w trakcie wakacji. Ale tak, pamiętam, jak zaprosiła mnie kiedyś na noc do swojego pokoju, w którym stały dwa ogromne łóżka i unosił się zapach olejnej farby. Tamara malowała aż do śmierci i także tej nocy poprawiała jeszcze jakiś obraz. Opowiadała mi wtedy o swoim życiu.

Urodziła się jako Maria Gurwik-Górska. Wychowana przez matkę i dziadków w Warszawie; była bardzo młoda, kiedy trafiła do Petersburga, i to tam wzięła ślub z prawnikiem Tadeuszem Łempickim.
Jako 19-latka musiała opuścić Petersburg i uciekać z niczym, bo władzę w Rosji przejęli bolszewicy. Straciła wtedy dom, przyjaciół i pieniądze. Musiała zaczynać od nowa w Paryżu, gdzie została malarką. Zarabiała, żeby przeżyć. Mówiła mi, że zdecydowała się zostać najlepszą portrecistką w Paryżu. Obiecała też sobie, że będzie pracować tak długo, aż kupi sobie diamentowych bransoletek od nadgarstka do łokcia. I kiedy oglądamy teraz na zdjęciach jej niesamowitą biżuterię, widzimy, że udało jej się to osiągnąć. Teraz myślę, że poza zamiłowaniem do piękna i traktowaniem biżuterii jako symbolu sukcesu myślała o niej w sposób praktyczny. Już raz musiała uciekać z kraju, kolejnym razem chciała być przygotowana i móc zabrać ze sobą coś poręcznego i cennego. Diamenty były dla niej gwarancją bezpieczeństwa. I miała rację, bo czekała ją jeszcze jedna ucieczka. Na początku drugiej wojny światowej wyjechała z drugim mężem do Stanów. On był Żydem, ona zresztą także miała żydowskie pochodzenie.

Artystka ustawia modelkę Cecilię Myers do obrazu „Suzanne w kąpieli”, Los Angeles (1940). (Fot. Tamara de Lempicka Estate LLC, kolekcja prywatna Anny i Richarda Paddy)
Obraz „Młoda kobieta w rękawiczkach” (1929/1930) (Fot. Tamara de Lempicka Estate LLC, kolekcja prywatna Anny i Richarda Paddy)
„Różowa (czerwona) tunika” (1925). Obraz niedawno wylicytowano za 13,4 miliona dolarów. (Fot. Tamara de Lempicka Estate LLC, kolekcja prywatna Anny i Richarda Paddy)

Osiągnęła wielki sukces. Po przyjeździe do Paryża stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych malarek i kobiet epoki. Miała niezaprzeczalny talent, ale przecież w każdej epoce jest wielu zdolnych malarzy, a nie każdy robi tak wielką karierę jak Twoja prababka. Co ją wyróżniało?
Wiedziała, że jako artystka musi być wyjątkowa pod każdym względem. Rozwinęła rozpoznawalny styl malarski, który idealnie pasował do epoki. Wcześniej jako mała dziewczynka jeździła z babcią Klementyną do Włoch i oglądała z nią renesansowe obrazy. Fascynował ją manieryzm, potrafiła jednak też czerpać z nowoczesnych nurtów, takich jak neokubizm. Na swoich obrazach pokazywała silne kobiety i nowoczesne budynki. To ludzi fascynowało. A równocześnie wiedziała, jak ważna jest marka osobista, na długo przed tym, kiedy to pojęcie zostało wymyślone. Zwracała uwagę na to, jak się ubiera, dbała, żeby zdjęcia robili jej najlepsi fotografowie – a potem wysyłała je reporterom. To wszystko kreowało wokół niej aurę sukcesu. Nie miała menedżera, całą tę pracę wykonywała sama, dodatkowo negocjując ceny swoich obrazów i organizując ich wystawy w swoim atelier. Urządzonym między innymi przez jej siostrę Adriannę Górską – jedną z pierwszych architektek z dyplomem uczelni wyższej.

Masz swój ulubiony obraz Tamary?
„Autoportret w zielonym bugatti”. Bardzo podoba mi się to, jak Tamara kreuje na nim swój wizerunek, bo przecież jeździła tak naprawdę żółtym renault. Tymczasem namalowała siebie w najdroższym na świecie samochodzie, w kolorze podkreślającym jej urodę. Wygląda tu bosko: kobieta niezależna, patrząca w przyszłość, wychodząca naprzeciw swojemu przeznaczeniu. Obraz namalowała w 1929 roku i dalej, prawie 100 lat później, jest symbolem dla nowoczesnych kobiet.

„Autoportret w zielonym bugatti” (Fot. Marek Skorupski/Forum)

Nieraz pisano, że prywatnie była trudna, nie znosiła sprzeciwu, podporządkowywała sobie innych. Ile, Twoim zdaniem, w tych opiniach prawdy, a ile środowiskowej zawiści?
Tamara była tym typem człowieka, którego się albo kocha, albo nienawidzi. Trudne emocje brały się z jej silnego charakteru, miała zdecydowane opinie na każdy temat i nie bała się ich wyrażać. Z drugiej strony – potrafiła być czarująca, zawsze miała wiele ciekawych historii do opowiedzenia, a w gronie rodzinnym nieraz pokazywała swoją delikatną stronę. W jej świecie wszystko musiało być perfekcyjne. W domu zawsze były świeże kwiaty, jedliśmy posiłki na zastawie sprowadzanej z Francji – białej ze złotymi wykończeniami. Sam stół zaś codziennie wyglądał inaczej. Jednego dnia przystrojony był na niebiesko, innego na żółto, zawsze w wyraziste meksykańskie kolory. Pokojówki też codziennie inaczej układały serwetki – raz tak, by przypominały ptaka, raz kwiaty… Wszystkie te detale były dla Tamary bardzo istotne.

A kontrowersje wokół jej życia uczuciowego? Jej miłosnych przygód, partnerów i partnerek…
Jeśli się przyjrzeć temu, co działo się w tamtych czasach w Paryżu w środowisku artystycznym, życie Tamary wcale nie wydaje się takie kontrowersyjne. To był dziki czas, ludzie organizowali wiele imprez, wdawali się w romanse i z kobietami, i z mężczyznami. Podobnie robiła Tamara. Właśnie skończyła się pierwsza wojna światowa – najbardziej krwawy konflikt zbrojny, jaki ludzkość w tamtych czasach znała. Jednocześnie powszechnie uważano, że to ostatnia wojna w dziejach. Było co świętować!

Warto też pamiętać, że był to czas, kiedy kobiety zyskiwały coraz większą wolność i niezależność. Po raz pierwszy mogły prowadzić samochody, założyć konto w banku. Tamara była bardzo młoda, kiedy przyjechała do Paryża, niedługo potem się rozwiodła. Korzystała z życia, eksperymentowała – była prawdziwą przedstawicielką swoich czasów.

Co Cię najbardziej porusza w jej życiorysie?
Jej odporność na zmiany oraz odwaga. Kiedy w Petersburgu wybucha rewolucja, jej mąż zostaje aresztowany w środku nocy, a pozostała rodzina ucieka do Paryża. Tamara jednak decyduje się zostać i uwolnić ukochanego. Udaje jej się to. On niestety nigdy po tym aresztowaniu nie doszedł do siebie. Nie mógł się też odnaleźć w Paryżu, to ona musiała martwić się o utrzymanie. I doskonale dała sobie z tym radę.

Córka Łempickiej – Maria Krystyna (Kizette) Łempicka Foxhall z pierwszym wydaniem książki o matce „Passion by Design”, Houston (1987) (Fot. Tamara de Lempicka Estate LLC, kolekcja prywatna Anny i Richarda Paddy)
Tamara Łempicka w Cuernavace (ok. 1978) (Fot. Tamara de Lempicka Estate LLC, kolekcja prywatna Anny i Richarda Paddy)

Jak jej postać wpłynęła na historie kobiet w Twojej rodzinie?
Co ciekawe, w linii płynącej od Tamary rodziły się tylko kobiety. Sama miała jedną córkę, Kizette. Mąż Kizette uwielbiał teściową, chociaż robiła wiele, by nie dać się polubić. Chérie potrafiła przyjechać do nich do domu i nie pytając nikogo o zgodę, zmieniała cały wystrój wnętrza – zarządzała malowanie, kupowała meble i dodatki. Kizette i Tamara miały bliską relację, lubiły się, ale dla Tamary zawsze na pierwszym miejscu stała sztuka. Przede wszystkim była artystką, dopiero potem – matką. Mimo to Kizette poświęciła jej swoje życie zawodowe: zbierała archiwa, pisała za nią listy, dbała o jej interesy.

Moja mama i jej siostra spędzały z Tamarą dużo czasu, brała je na wycieczki do Europy, gdzie pokazywała im sztukę. Otwierała przed nimi nowe horyzonty. Same mieszkały w tym czasie w Houston, a wtedy było to bardzo prowincjonalne miasto. Moja mama mówi, że Tamara była dla nich jak wróżka chrzestna. Także dlatego, że płaciła za ich edukację, dzięki niej mogły iść do najlepszych szkół. Ja i moja siostra spędziłyśmy z nią tylko kilka chwil, ale także na nas wywarła duży wpływ. Moja rodzina prowadzi fundację Tamara Łempicka Estate. Dbamy o jej dziedzictwo, prowadzimy archiwa i zarządzamy tym, co po niej zostało – obrazami, notatkami, zdjęciami, ale też sukienkami i biżuterią. Chcemy popularyzować jej sztukę, urządzamy wystawy, wydajemy książki. Teraz w Polsce wyszedł pierwszy album z obrazami Tamary, w którego przygotowaniu brałyśmy udział. W przyszłym roku planujemy jego kolejną, o wiele bardziej okazałą edycję.

Zastanawiam się, czy bycie prawnuczką tak znanej i wyrazistej kobiety nie jest czasem przytłaczające?
W fundacji pracuję od ponad 12 lat. Wcześniej miałam inne życie zawodowe, studiowałam zarządzanie, zajmowałam się hotelami i dalekomorskimi rejsami, wiodłam bardzo udane życie. A jednak, kiedy moja mama przeszła na emeryturę, pomyślałam, że to wielki zaszczyt przejąć po niej tę funkcję i dzielić się z ludźmi dziedzictwem Tamary. Daje mi to dużo satysfakcji.

Czego współczesne kobiety mogą nauczyć się od Twojej prababci?
Odwagi, żeby podążać za swoimi marzeniami, i ciężkiej pracy. A także – co nam, kobietom, jest szczególnie potrzebne – wiary w siebie, w swój talent i umiejętności. Tamara nigdy w siebie nie wątpiła.

Marisa de Lempicka (Fot. Tamara de Lempicka Estate LLC, kolekcja prywatna Anny i Richarda Paddy)

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze