Rozmowa: Matt Damon

FOT: MAARTEN DE BOER/CONTOUR/GEETTY IMAGES/GALLO IMAGES.

Rewelacyjny „Suburbicon” już w kinach. Na planie spotkali się dwaj aktorscy giganci, prywatnie znajomi, tym razem po różnych stronach kamery. Matt Damon opowiada, jak współpracowało się z George’em Clooneyem, ale i o własnych planach na najbliższy rok.

Możemy zacząć od ploteczek? Skoro wystąpił pan w filmie reżyserowanym przez Clooneya, jestem ciekawa samych początków waszej znajomości. Trochę czasu jednak minęło.

Poznałem George’a ponad 17 lat temu, ale to było raczej przelotne spotkanie. Tak naprawdę mieliśmy czas się sobie przyjrzeć dopiero na planie „Ocean’s Eleven: Ryzykownej gry” Stevena Soderbergha. Pierwsze, co pomyślałem, to to, że medialny wizerunek Clooneya nie pasuje do tego, jaki jest naprawdę.

No tak, wtedy był postrzegany jako amant, seksowne ciacho.

Mówiło się o nim jako o przystojniaku z serialu „Ostry dyżur”. A przecież był już wtedy partnerem produkcyjnym samego Soderbergha.

Zwykle to kobieta potrzebuje odpowiedniego partnera, by zaczęto ją postrzegać jako istotę myślącą, a nie tylko dobrze wyglądającą. W przypadku Clooneya mamy do czynienia z podobnym krzywdzącym stereotypem: tak naprawdę dopiero związek z Amal Alamuddin odczarował jego wizerunek przystojniaczka.

Pamiętajmy, że kiedy George spotkał Amal, miał na koncie sześć nominacji do Oscara w różnych kategoriach. Nie wiem, czy ktokolwiek w historii powtórzył ten wyczyn. Ale nie ulega wątpliwości, że Amal miała na jego życie niesamowity wpływ, ponieważ jest niezwykłą osobą. Jako świetna specjalistka od praw człowieka, prawa karnego i ekstradycji ma kryształową reputację wśród najlepszych prawników Londynu. A to, jak George’a postrzega się dziś, jest o wiele bliższe prawdy. Producent, reżyser, scenarzysta i aktor, intelektualista, człowiek wielu talentów.

Swoją drogą pamiętam, że w podobnej sytuacji co George znajdował się na przykład Ben Affleck. Pomimo że był najmłodszym w historii zdobywcą Oscara za scenariusz oryginalny [za napisanego wspólnie z Damonem „Buntownika z wyboru” – przyp. aut.], ludzie postrzegali go jako mydłka z kinowych hitów. Po latach jego „Operacja Argo” dostała Oscara za najlepszy film. I dziś Ben jest postrzegany jako ciekawy intelektualnie twórca.

(…)

Więcej w grudniowym numerze magazynu Zwierciadło.

Wydanie 12/2017 dostępne jest także w wersji elektronicznej.