To oficjalne: „I tak po prostu...”, kontynuacja kultowego „Seksu w wielkim mieście”, zakończy się po trzecim sezonie. HBO potwierdziło, że losy Carrie Bradshaw i jej przyjaciółek po 27 latach dobiegają końca – tym razem definitywnie.
Michael Patrick King, twórca serialu, podzielił się wiadomością za pośrednictwem Instagrama, zdradzając, że pisząc ostatni odcinek, poczuł, iż „to może być idealny moment, by się pożegnać”. I choć wielu z nas marzyło, by Carrie jeszcze długo przechadzała się w szpilkach Manolo po nowojorskich ulicach, wszystko wskazuje na to, że przyszedł czas, by zamknąć ten rozdział.
Serial „I tak po prostu...” zakończy się na 3. sezonie
Tytuł serialu, będący ukłonem w stronę charakterystycznej frazy Carrie „I tak po prostu...” (ang. „And just like that...”) od początku oddziaływał przede wszystkim na poziomie sentymentu. Produkcja śledziła losy trzech z czterech oryginalnych bohaterek (Samantha, jak wiemy, wybrała własną ścieżkę), ukazując ich życie po pięćdziesiątce – związkowe zawirowania, przyjaźnie, pracę, samotność, radość i chaos codzienności. Wszystko to z perspektywy kobiet, które wreszcie nie muszą niczego udowadniać, ale wciąż szukają własnych odpowiedzi.
Kadr z serialu „I tak po prostu...” (Fot. materiały prasowe HBO Max)
Przed nami jeszcze dwuczęściowy finał, ale decyzja o zakończeniu serialu już zapadła. Twórcy przyznają, że celowo zwlekali z ogłoszeniem, by nie zepsuć widzom przyjemności z oglądania bieżącego sezonu słowem „finał”.
Sarah Jessica Parker, odtwórczyni roli Carrie, zamieściła w mediach społecznościowych wzruszający kolaż zdjęć z planu. „Carrie była rytmem mojego zawodowego serca przez 27 lat. Ten rozdział jest już zakończony” – napisała. Dodała, że praca przy „I tak po prostu...” była „czystą radością, przygodą i najpiękniejszym z możliwych wyzwań – w otoczeniu niesamowitych ludzi”. Kristin Davis, czyli serialowa Charlotte, nie kryła emocji: „Jest mi głęboko smutno”. I choć wielu fanów miało cichą nadzieję, że uniwersum „Seksu w wielkim mieście” będzie rozwijane dalej – być może w formie kolejnego spin-offu czy miniserialu – Michael Patrick King oświadczył jasno: „ciąg dalszy opowieści z tego świata już nie nastąpi”.
Finał „I tak po prostu...” to symboliczny koniec pewnej epoki
Cała saga zaczęła się od felietonów Candace Bushnell, by następnie przerodzić się w kultowy serial, dwa kinowe filmy, prequel „Pamiętniki Carrie”, a na końcu trzy sezony „I tak po prostu...” .
Co prawda kontynuacja nie zdobyła już takiej uwagi jak pierwowzór. Jak podaje BBC, według danych Samba TV oglądalność serialu spadała z sezonu na sezon. Pierwszy odcinek przyciągnął 1,1 miliona widzów w USA, podczas gdy najnowsze epizody gromadziły mniej niż połowę tej liczby. Krytyka serialu również nie cichła. Chwalono próbę wprowadzenia różnorodnych bohaterów, ale część widzów uznała ją za zbyt nachalną i nienaturalną. Fani zauważyli liczne nieścisłości fabularne, kontrowersje wzbudzała również postać Che Diaz, określana przez niektóre media mianem „najgorszej postaci w historii telewizji”.
Kadr z serialu „I tak po prostu...” (Fot. materiały prasowe HBO Max)
Czy mimo wszystko będziemy tęsknić? Oczywiście. Bo Carrie, Miranda, Charlotte i Samantha to przyjaciółki, z którymi przeżywałyśmy pierwsze złamane serca, wielkie miłości, rozczarowania i sukcesy. W komentarzach pod postami aktorek fani nie kryją żalu: „Chciałam, by ten serial trwał aż do momentu, gdy bohaterki zamieszkają w domach spokojnej starości w Palm Beach” – pisze jedna.
Pozostaje mieć nadzieję, że ostatnie dwa odcinki będą godnym pożegnaniem. A jeśli nie – cóż, i tak po prostu... zostaniemy z tym, co dla nas było w tej kultowej serii najlepsze.