Aleksandra Waliszewska – Potwornie smutne

materiały prasowe

To nie jest horror z pięknymi wampirzycami, których szminka miesza się z krwią. Prace Aleksandry Waliszewskiej pokazują strach, który czai się w naszych głowach.
Artystka ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie. Dyplom obroniła z wyróżnieniem w pracowni prof. Wiesława Szamborskiego w 2001 roku. Jej twórczość docenił również Minister Kultury, przyznając jej kilkakrotnie stypendium. Współpracuje z warszawską Galerią Leto i z międzynarodową grupą Frederic.

– Przede wszystkim, maluję dla samej siebie. Nie mam zamiaru nikogo szokować. Jeśli już, to chciałabym być może kogoś przygnębić – powiedziała Aleksandra Waliszewska w rozmowie ze znanym włoskim artystą Maurizio Cattelanem.

Jej świat jest mroczny, pełen bólu. Nie, nie chcielibyście tak żyć, nie chcielibyście tak śnić. Balibyście się. Krajobrazy są ponure, panuje noc, wędrujemy przez las, za rogiem czai się zło. Czasami zębate potwory atakują, wkoło leżą porozrzucane ciała. W mieszku zamiast dukatów schowana jest krew. W tym świecie pojawia się mała wylękniona dziewczynka, jak Alicja z krainy czarów, a może to Aleksandra?

Powtarzającym się motywem są rytuały, jest kozioł, wokół którego tańczą kobiety, służą złu, hołdują okrucieństwu. Same są przedmiotem tej celebry. Widzimy opartą o drzewo czarnowłosą dziewczynę, wokół niej stoją dziwne postacie, aniołek podlatuje bliżej, by szczypcami zadać ból. Naga blondynka jest uwięziona pomiędzy dwoma filarami. Tuż za nią czają się oprawcy. Ale najczęściej kobiety cierpią w samotności. Jedna z nich wykrzywia twarz, żałośnie ściska poduszkę. Dziewczyny zamiast nóg mają korpus owada. Pająki mogą zjeść ciało i duszę. Jest w tym wszystkim erotyka. Katujemy się, a może lubimy być katowane? Rudowłosej piękności w łóżku towarzyszy śmierć.

Dominują kobiety – nie w sensie siły, raczej liczbowo – ale coraz częściej Waliszewska pokazuje mężczyzn. – Bardzo podoba mi się styl ubierania angielskich skinheadów z lat 70. Kiedy maluję mężczyznę, który nie jest ani skinheadem, ani kibicem, wychodzi mi jakaś niesatysfakcjonująca zniewieściała postać. Może powinnam spróbować z kulturystami, ale jednak są dla mnie nieco zbyt komiczni – opowiada.

Na wielu jej obrazach widzimy twarze z czerwonymi naroślami, są też głowy pozbawione fragmentów skóry, widać zęby i węzły mięśni. Chciałoby się te twarze zakryć dłońmi, osłonić przed niebezpieczeństwem. W głowie zostaje pies z głową dziewczyny, który gryzie się w nogę. Czerwona postać, na czystym białym tle.

Do 6 maja w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej można zobaczyć wystawę „Przykre dziecko”. Nazwa pochodzi z niedokończonej powieści autobiograficznej Zbigniewa Uniłowskiego „Dwadzieścia lat życia”. Pisarz zmarł nagle na zapalenie opon mózgowych w 1937 roku. Waliszewska jest pierwszą artystką, której prace możemy oglądać w ramach Bank Pekao SA Project Room, projektu, który ma na celu promocję młodej sztuki. Co dwa tygodnie, w poniedziałek o godz. 18.00, odbywać się będzie kolejny wernisaż.

Waliszewska ma już niezły dorobek. CSW wylicza miejsca, gdzie publikowane były jej prace: My Dance The Skull, Fukt, United Dead Artists, Les Editions Du 57, Drippy Bone Books, Editions Kaugummi. Na początku malowała na płótnie, inspirowała ją sztuka włoskiego Quattrocenta, nawiązywała do motywów pochodzących z dzieł piętnastowiecznych mistrzów. Teraz koncentruje się na gwaszach, w CSW pokazuje ich siedemdziesiąt, w formacie kartki A4.

Prace Waliszewskiej można też zobaczyć TUTAJ.