fbpx

Godzilla i rewolucja dziewczynek

Godzilla i rewolucja dziewczynek
Forum / Japońskie nastolatki

Japonia to jedno ze źródeł kultury popularnej. Czerpie z niego cały świat. W czym tkwi siła Godzilli, Hello Kitty, anime i mangi? Profesor Norihiro Kato analizuje ten fenomen.
Na kolację jest zupa z brokułów i smażony łosoś. Rozmawiamy o japońskiej sztuce, drzeworycie, poezji. Honorowym gościem jest badacz sztuki masowej Norihiro Kato, profesor kulturoznawstwa z tokijskiego uniwersytetu Waseda, który ten rok spędza w Europie i USA. Wpadł na chwilę do Warszawy po gościnnym wykładzie w Oksfordzie. Na jego laptopie oglądamy zdjęcia, których używa podczas spotkań ze studentami. Są na nich obok siebie: Godzilla, cesarz Hirohito i Hello Kitty. Kiedy kilka lat temu profesor Kato wydał w Japonii książkę o tym, jakie znaczenie nosi w sobie Godzilla, wywołał tam burzę.

– Pierwszy raz zobaczyłam Godzillę w kinie „Przodownik” we Wrocławiu. Mama czytała mi napisy, bo sama nie mogłam nadążyć. Godzilla śnił mi się kilka razy, nawet wiele lat później. A pan, panie profesorze, kiedy pierwszy raz go zobaczył?

– Na początku 1955 roku. W podstawówce całą klasą zabrano nas na ten pierwszy film o Godzilli – „Godzilla, król potworów”. Miałem wtedy siedem lat. Wszyscy byliśmy strasznie biedni. Kraj był zrujnowany po wybuchu dwu bomb atomowych, a mimo to, a może właśnie dlatego, Japonia zaczęła robić coraz więcej filmów.

– I to o Godzilli, który niszczy Tokio.

– Tak, po filmie nie mogłem w nocy zasnąć. Ten pierwszy Godzilla, którego zawsze najbardziej lubiłem, budził grozę. Potem wizerunek Godzilli zaczął się zmieniać z każdym kolejnym filmem. W ciągu 50 lat nakręcono 28 sequeli. Pewnego dnia dowiedziałem się z telewizji, że Godzilli już nie będzie. To był rok 2004. Studio Toho, stworzone specjalnie do produkcji filmów o Godzilli, zrobiło badania, z których wynikało, że kolejny film nie zgromadzi już widzów, że seria straciła swój potencjał. Skończyło się na „Godzilli. Ostatniej wojnie”.

– Wtedy odkrył pan ukryte znaczenie Godzilli?

– Gdy zacząłem prowadzić seminarium po angielsku dla studentów z zagranicy na uniwersytecie Waseda, szukałem sposobu, żeby przekazać im to, co najistotniejsze w japońskiej popkulturze. Doszedłem do wniosku, że to właśnie Godzilla. W Japonii ukazało się już wtedy wiele książek o nim. Interpretowano go jako wyraz sprzeciwu wobec wojny atomowej, zbrojeń nuklearnych, zanieczyszczenia środowiska. Kiedy „Godzilla” został wyświetlony w USA, doczekał się takiej samej interpretacji. Ale ona nie tłumaczyła ważnej rzeczy: dlaczego Godzilla powraca przez 50 lat? Wyłania się z morza i rusza na Tokio. Pustoszy ulice i domy. Nigdy nie przekracza granicy pałacu cesarza. Widać to na mapie jego wędrówek. Gdyby to miał być film tylko antynuklearny, pacyfistyczny – zrobiono by jeden. Dlaczego Godzilla powraca? To było najważniejsze pytanie, jakie sobie wówczas postawiłem.

– Był pan już wtedy autorem głośnej książki o kulturze Japonii.

– Głównym tematem tej książki było wskazanie miejsca, jakie w strukturze kultury japońskiej zajmują polegli w czasie II wojny światowej japońscy żołnierze. Zazwyczaj żołnierze uważani są za bohaterów, bo bronili kraju przed obcym najeźdźcą. Jednak sytuacja żołnierzy japońskich była inna. Wojna, taka jak II wojna światowa, potrzebuje ideologii, która stoi ponad poszczególnymi grupami i interesami. Ideologii na poziomie państwa, narodu. Przegrana w tej wojnie oznaczała także utratę ideologii.

– Japonia brała udział w wojnie po stronie faszystowskich Niemiec. Można się więc domyślać, że ta ideologia była skupiona wokół nacjonalistycznych idei podboju Azji.

– Żołnierze japońscy walczyli w sprawie, która po wojnie okazała się sprawą złą. Cesarz Hirohito nigdy nie był sądzony. Nie został postawiony przed trybunałem wojennym. Ale po wojnie pod wpływem Amerykanów musiał zrzec się swojego boskiego statusu. A to zmieniło radykalnie strukturę społeczeństwa i kultury Japonii. Co więcej – ten, za którego wielu żołnierzy poległo, stał się przyjacielem Amerykanów.

Co zrobiła wówczas większość Japończyków? Poszła w ślady cesarza – zwycięskich Amerykanów witano na japońskich ulicach kwiatami. A więc ci, co polegli, zostali opuszczeni. Ich rodacy powiedzieli: „teraz są Amerykanie i jest demokratyzacja”. Między społeczeństwem i jego zmarłymi wyrosła bariera. Godzilla symbolizuje właśnie tych odrzuconych, zepchniętych do podświadomości żołnierzy, pełen sprzeczności stosunek, jaki Japończycy mają wobec nich. Oni są im jednocześnie bliscy, bo należeli do tego narodu i za niego walczyli, ale i obcy, bo okazało się, że walczyli w złej sprawie.

– Trudno zmierzyć się z ciemnymi stronami historii…

– Kiedy napisałem swoją książkę, inni intelektualiści forsowali taką ideę: powinniśmy zapomnieć o tych zmarłych, powinniśmy odrzucić ich i przeprosić Azję za te wszystkie zbrodnie, za Nankin [chińskie miasto, gdzie japońscy żołnierze wymordowali ok. 300 tysięcy ludzi, w tym kobiety i dzieci – dopisek red.] itd. Ale ja mówiłem, że możemy przeprosić Azję dopiero wtedy, kiedy opowiemy się za tymi odrzuconymi, przyznamy, że byli, i włączymy ich w naszą historię.

– Jak dowieść, że Godzilla jest wyrazem wojennej traumy Japonii?

– Pierwszy film o Godzilli powstał w 1954 r. A więc niespełna 10 lat po klęsce wojennej. Wspomnienia były wtedy bardzo świeże. Gdy wyłaniał się z wody, niszczył miasto, był straszny. A jednocześnie w jakiś niesamowity sposób wydawał się bliski, budził wzruszenie. Ta ambiwalencja oddaje prawdziwą twarz Godzilli – to przejaw konfliktu, jaki rozgrywa się w nieświadomości twórców i widzów. Zygmunt Freud jako pierwszy wskazał na znaczenie uczuć, które wydają się sprzeczne. Przerażający aspekt Godzilli wynika stąd, że jest on nam zewnętrznie obcy, nieznany, ale jednocześnie bliski.

Godzilli nie można też zabić, bo już jest martwy. Dlatego wciąż wyłania się z morza i rusza na Tokio. Przeraźliwie ryczy, bo szuka tu swojego miejsca. I nie może go znaleźć. Godzillę można by unicestwić tylko w jeden sposób, stając twarzą w twarz z traumą. Ale japońska kultura tego nie zrobiła. Przeprowadzano tylko różne egzorcyzmy nad Godzillą.

– Na czym one polegały?

– W kolejnych sequelach stopniowo wykluczano z Godzilli to, co straszne. Został więc rozdzielony na wiele innych potworów. Potem zaczął nabierać ludzkich cech. W jednym z filmów zostaje nawet ojcem, ma syna Minillę. Takahashi, aktor grający Godzillę w kostiumie z gumy, w jednym z wywiadów przyznał, że początkowo jego gra nie wymagała wielu środków aktorskich. Z czasem jednak stawała się coraz trudniejsza. Musiał bowiem wyrażać coraz więcej uczuć. Godzilla był też coraz zabawniejszy, tańczył. Ostatnim sposobem, w jaki kultura próbowała egzorcyzmować Godzillę, była metamorfoza, zamiana w coś słodkiego i miłego, czyli w przedmiot kawaii. O tym, że kawaii to trend kultury, która nie zmierzyła się ze swoimi traumami, tylko poszukuje sposobów na to, by je zasłonić, świadczy także to, że tak jak łagodniał Godzilla, łagodniał także wizerunek cesarza Japonii. Hirohito pojawiał się na zdjęciach już nie jako imperator, ale miły starszy pan bawiący się z dziećmi, sadzący drzewa itp. Kiedy umierał, pod jego pałacem zgromadziło się wiele dziewczyn. Czemu? Odpowiadały: „bo on jest taki kawaii”, czyli słodki.

– Słodki jak Hello Kitty, biała kotka z podniesioną łapką, która pojawia się na T-shirtach, samochodach, torebkach? Jak lolitki z mangi i anime?

– Hello Kitty to w sensie symbolicznym dziecko Godzilli. Godzilla ma jeszcze głos, ryczy. Ale nikt go nie słucha, nie próbuje zrozumieć. Hello Kitty nie ma już nawet ust. Nie ma swojego głosu. Ale my mimo wszystko powinniśmy spróbować ją zrozumieć. O czym mówi? O tym, że chce pozostać taka, jaka jest – dziecinna i słodka. Kultura japońska zaczęła mieć obsesję na punkcie zjawiska kawaii na początku lat 80. Wszystko zaczęło się od rewolucji kulturalnej młodych dziewcząt. Naruszyły one japońską świętość – pismo. Zaczęły pisać pamiętniki i listy od lewej do prawej, a nie z góry na dół, jak było zawsze. Zniekształcały też japońskie słowa tak, by przybierały kształty serduszek, wisienek. Wpisywały w nie angielskie słowa: „love”, „girl”, „boy”. Autorytety biły na alarm, bo pismo to ostoja tożsamości, coś nienaruszalnego. Ale rynek wykorzystał nowy trend i firma Sanrio zaczęła produkować przedmioty, jakie mogłyby się dziewczynom spodobać, np. papeterie ozdobione zwierzaczkami. Od rewolucji dziewczynek do dziś cała przestrzeń kultury została skawaiizowana: ulice, domy, reklamy. Nawet posterunki policji wyglądają jak chatki z piernika czy domki księżniczki. Na przykład logo tokijskiej policji jest myszka Pipo-kun.

Dziś główną postacią japońskiej kultury jest dziewczyna, doskonała konsumentka. Nastawiona na przyjemność i na to, żeby nigdy nie zmierzyć się z dorosłością. To tak jakby Japonia przestała być Godzillą, stała się lolitką, która ma przy telefonie komórkowym i przy torebce Hello Kitty.

– Wielu ludzi w Polsce jest zafascynowanych Japonią. Zbiera pokemony, mangi i ogląda anime. W czym tkwi moc tych wytworów popkultury?

– Te postaci służą do tego, by zasłonić się przed światem i nie patrzeć na to, co jest poza nimi. Ująłbym to tak: niedawno była rocznica zburzenia muru berlińskiego. Pisałem o tym dla japońskiej gazety „Asahi…”. Mur zbudowano w 1961 po to, by ludzie nie uciekali z Niemiec Wschodnich do Zachodnich. Był potrzebny także do tego, żeby po obu jego stronach ludzie mogli wierzyć w swoje porządki. Gdy mur się zawalił, wielkie marzenie o wolności ludzi ze Wschodu także upadło, bo wolność okazała się czymś zupełnie innym, niż się wydawało. Padło także przekonanie komunistów, że ich system społeczny był najwspanialszy. Poczucie niepewności, jakie odczuwają dziś młodzi patrzący na świat przez ekran laptopa, porównałbym do upadku muru. Japończycy mają bardzo wiele gadżetów, obiektów kawaii, które mogą służyć do zbudowania nowego muru, czyli stworzenia fikcyjnej, bezpiecznej przestrzeni w świecie, w którym stare porządki upadły.

– Czy sztuka popularna może nam pomóc tylko w ucieczce przed traumami, lękiem, brakiem czy także w ich pokonaniu?

– Jest w Japonii takie miejsce, świątynia Yasukuni, ubóstwiono tam zmarłych zbrodniarzy wojennych. Stali się tam kami, czyli bóstwami panteonu sinto. To centrum japońskiego nacjonalizmu. Gdybym robił ostatni film o Godzilli, sprawiłbym, aby zniszczył on Yasukuni. Polegli na wojnie przeciwstawiliby się w ten sposób nacjonalizmowi. To byłoby włączenie ich w naszą kulturę z odkupieniem grzechu nacjonalizmu.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze