fbpx

Jerzy Nowosielski – Sam stał się ikoną

Materiały prasowe / Jerzy Nowosielski zmarł 21 lutego 2011 roku

W moim wypadku fascynacja Jerzym Nowosielskim przyszła wcześnie. I wcześnie się zakończyła. Śmierć artysty wyrywa jednak krytyka z letargu
obojętności. Rodzi pytanie o dziedzictwo Nowosielskiego.

Nie ma nic gorszego dla artysty, niż zostać klasykiem za życia. Nowosielski osiągnął pozycję tak bezdyskusyjną, że przestał być przedmiotem poważnej dyskusji. Nie miał wrogów wśród krytyków; podobał się każdemu. Zdarza się, że powszechna akceptacja przypomina obojętność. Czy dlatego, że uprzywilejowany długim życiem artysta nam się opatrzył? Chodzi chyba o coś więcej.

Problem duszy

W pokoleniu Nowosielskiego był malarz, którego wpływ na współczesną sztukę wciąż trudno przecenić. Myślę o Andrzeju Wróblewskim, na którego powołują się pokolenia polskich malarzy od generacji Gruppy i Nowych Dzikich z lat 80. aż po młodych artystów, którzy jak Róża Litwa dopiero co skończyli akademie. Urodzony w 1927 roku Wróblewski był o cztery lata młodszy od Nowosielskiego, ale nie żyje od ponad pół wieku. Nie zdążył mieć uczniów. Nowosielski, profesor krakowskiej ASP, wykształcił ich całe generacje. A jednak w odróżnieniu od Wróblewskiego w sensie artystycznym wydaje się w sztuce młodych nieobecny. Pisząc o absencji, pomijam szeregi epigonów i jałowych naśladowców. Nowosielski jest pozornie malarzem łatwym do naśladowania. Jego harmonijne i świetliste uniwersum to świat,
w którym wystarczy jeden nieostrożny ruch, aby z wysokości sztuki runąć w otchłanie banalnej dekoracyjności.

Czym jest to, co ma Nowosielski, a czego brak jego epigonom? Wszystko wskazuje na to, że chodzi o duszę. Jeżeli zaś w kontekście sztuki mówimy dziś o duszy, to mamy poważny problem.

Skrzyżowanie kultur

Najwięcej interesujących artystów rodzi się na styku kultur. Nowosielski nie jest wyjątkiem. I nie chodzi tu tylko o pogranicze kultury łacińskiej i greckiej, na którym funkcjonował artysta zaangażowany we wschodnią ortodoksję w monolitycznie katolickim kraju. Większą rolę odgrywa inne pogranicze – przestrzeń pomiędzy kulturą tradycyjną a nowoczesnością.

Wychował się w tradycji unickiej, jako młody człowiek zafascynował się prawosławiem. „Ja, malarz polski, duchowo narodziłem się w Ławrze Poczajowskiej”, pisał, wspominając inicjacyjne doświadczenie wizyty w sanktuarium na Wołyniu. To przeżycie natury duchowej uzupełnione zostało olśnieniem artystycznym, jeszcze przed wojną, w Muzeum Ukraińskim we Lwowie. Zobaczył tam wówczas Nowosielski ikony, które przesądziły jego los. Chciał być mnichem, wstąpił na krótko do prawosławnej ławry we Lwowie, ostatecznie został jednak malarzem. Przed debiutującym w latach 40. artystą otwierały się horyzonty modernizmu, które wówczas wyglądały na nieskończone. Nowosielski był blisko Tadeusza Kantora, wyczulonego na awangardowe estetyki. A z całym swoim pokoleniem został poddany brutalnej presji socrealizmu z jego konserwatywnym neoklasycyzmem zaprzężonym w służbę propagandy. Nowosielski należał do tych, którzy oparli się tej presji. Nie pozostał za to niewrażliwy na możliwości oferowane artyście przez modernizm i awangardę. Jego sztuka narodziła się jako hybryda dwóch porządków, których pogodzenie wydaje się niemal niemożliwe.

 

Fundamentalnym punktem odniesienia sztuki Nowosielskiego było pisanie ikon, praktyka, która wykracza poza formułę tworzenia sztuki, będąc bardziej ekspresją duchowości niż sposobem uprawiania malarstwa. Z drugiej strony język, w którym Nowosielski pisał swoje nieortodoksyjne ikony, nawiązywał do słownictwa zaczerpniętego z zasobów awangardy, XX-wiecznego malarstwa abstrakcyjnego, a zwłaszcza z surrealizmu.

Światło wewnętrzne

„Nowosielski miał początki nostalgii bizantyjskiej” – pisał Kantor. W istocie Nowosielski był duchowo zanurzony w świecie ortodoksji, sam pozostając nieortodoksyjnym wyznawcą. Jego malarstwo można interpretować w kategoriach sztuki religijnej, ale nie ma to nic wspólnego ze zinstytucjonalizowaną sztuką sakralną. Religijny wymiar twórczości Nowosielskiego ujawniał się w tak niekanonicznych tematach, jak akty czy martwe natury – i opowiadany był językiem abstrakcji i surrealizmu. Swoje spełnienie wymiar ten znajduje w wewnętrznym świetle emanującym z obrazów Nowosielskiego, w poszukiwaniu absolutnych jakości piękna, dobra i prawdy. To właśnie ten aspekt umyka naśladowcom Nowosielskiego, którzy mylą program jego sztuki z estetyczną konwencją. Transcendentalny sens tego malarstwa sprawia też, że jego twórczość zdaje się tak nieprzystawalna do współczesnej sceny artystycznej.

Przychodzi mi do głowy Paweł Althamer. Artysta, który swoją duchowość realizuje w sposób jeszcze bardziej nieortodoksyjny. Althamer, samozwańczy szaman i uzdrowiciel, usiłuje mediować między rzeczywistością społeczną a światem w jego materialnym i niematerialnym wymiarze. Formy, w jakich realizuje swoje misje, są dalekie od malarskiej praktyki Nowosielskiego. A jednak działalność Althamera, tak często redukowana w dyskursie krytycznym do kreatywnej formy inżynierii społecznej, prowadzona jest w transcendentalnej perspektywie. Tym samym Althamer staje się wyjątkiem potwierdzającym regułę, według której duchowość znalazła się poza polem zainteresowania sztuki.

Kiedy do tego doszło? Kiedy Marcel Duchamp zniszczył wyjątkowość sztuki, wystawiając jako dzieło pisuar? A może kiedy Andy Warhol demaskował sztukę jako jeszcze jeden towar na wielkim rynku totalnej konsumpcji? Kiedykolwiek się to stało, Jerzy Nowosielski należał do tych, którzy fakt śmierci duszy w sztuce zignorowali – to czyni go wyjątkowym, ale i dramatycznie niewspółczesnym.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>