fbpx

Kalina w Teatrze Polonia

Kalina w Teatrze Polonia
Teatr Polonia, fot. Ola Grochowska

Ostatnia premiera „Teatru Polonia” przypomina Kalinę Jędrusik. Katarzyna Figura, która wcieliła się w tę postać, wraz z reżyserką Małgorzatą Głuchowską znalazły doskonały sposób interpretacji – Figura nie imituje legendarnej aktorki, lecz opowiada własną-wspólną obu artystkom historię.

Przyznam, że gdy usłyszałam o tym, że to Katarzyna Figura ma zagrać Kalinę Jędrusik, byłam pełna obaw. Kalina to legenda. Figura jako nasza naczelna seksbomba wtłaczana była na siłę i moim zdaniem niesłusznie, w role na miarę polskiej, biedniejszej wersji Marylin Monroe. Nie ma bowiem nic nudniejszego niż seksbomba grająca symbol seksu. A właściwie kopię tego symbolu. Bardzo trudno było jej udowodnić to, że potrafi być także świetną aktorką. Przypomnijmy chociażby jej kilkakrotnie nagrodzoną kreację w filmie „Żurek” Ryszarda Brylskiego czy równie docenioną postać Matki w sztuce „Alina na zachód” w reżyserii Pawła Miśkiewicza w Teatrze Dramatycznym, gdy na potrzeby roli wahania ogoliła głowę na łyso i stała się brzydką, grubą i bezkształtną kobietą.

Dlatego zapewne reżyserka spektaklu Małgorzata Głuchowska wybrała jedyny możliwy sposób na Kalinę w interpretacji Figury. Bez wątpienia najlepszy. Katarzyna Figura wspomina na scenie legendarną aktorkę, opowiadając przy okazji także własną historię. Na naszych oczach przebiera się, zmienia peruki i z młodej dzierlatki staje się dojrzałą kobietą o rozkołysanych biodrach i wiecznym emocjonalnym niedosycie. Rozpaczliwie pragnie miłości, bliskości i zawodowego sukcesu. Płacze po straconym dziecku. W dynamicznym związku z pisarzem Stanisławem Dygatem jest samotną i ciągle walczącą o jego akceptację aktorką, żoną i kochanką. Rozliczne romanse i mocne słownictwo, jakim się posługuje, mają to ukryć. Bez powodzenia. Wieczne niespełnienie nadaje je postaci tragizmu i wielowymiarowości. W tym momencie bardzo bliskim samej aktorce, której życiorys także wart jest spisania.

Figura w trakcie tej arcytrudnej teatralnej próby co chwilę zbliża się do postaci Kaliny, ale ani na chwilę do końca się nią nie staje. I to właśnie czyni ten monodram niezwykłym. Jej interpretacje piosenek legendy kina Bye Bye Baby”, „La valse du mal” , „Patrzę na ciebie” czy najsłynniejszej „Bo we mnie jest seks” są więc próbą, a nie imitacją słynnych przebojów. Figura, grając, opowiada nam także swoje mroczne historie. Walkę Kaliny z wizerunkiem femme fatale, nazywanej potocznie „szmatą” lub „dziwką”, która stała się chwilami również udziałem samej aktorki. Podobnie jak nieszczęśliwe miłości i głośne rozstania obu artystek. Oglądając spektakl przy pełnej widowni dzień po premierze, widziałam, jak ludzie płakali.

Dobrym pomysłem jest udział Piotra Fronczewskiego jako głosu z off-u Stanisława Dygata. Dzielnie wspiera aktorkę, która przez półtorej godziny bez przerwy jest na scenie. Jedynym, co budzi moje wątpliwości, jest wykorzystanie po raz kolejny tylnej projekcji filmowej dla pokazania upływu czasu. Zdjęcia filmowe Figury są przestylizowane. Wolałabym, aby po prostu była na planie filmowym, niczego nie „dogrywając”, bo mocny tekst i charakteryzacja znakomicie rysują postać Kaliny przed kamerą. Tu warto dodać, że scenografia i kostiumy, dzięki którym wyeksponowana jest oszałamiająca figura aktorki, są znakomitym dopełnieniem koncepcji spektaklu, który nazwałam dosadnie „Babą w babie”.

Po obejrzeniu tego monodramu jestem pewna, że nikt inny nie mógłby tak sugestywnie opowiedzieć i zrozumieć historii Kaliny, jak uczyniła to na moich oczach Katarzyna Figura.

„Kalina”, Teatr Polonia w Warszawie, scen. Małgorzata Głuchowska, Justyna Lipko-Konieczna, reż.Małgorzata Głuchowska , oprawa muz. Maria Rumińska, scenografia i kostiumy: Ewa Machnio, choreografia: Maciej Zakliczyński. W roli głównej Katarzyna Figura

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze