fbpx

Każdy musi kiedyś umrzeć Porcelanko, czyli rzecz o Wojnie Trojańskiej – recenzja

Każdy musi kiedyś umrzeć
fot. materiały prasowe Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Podczas realizacji swojego najnowszego projektu Agata Duda-Gracz postanowiła zainspirować się „Troilusem i Kresydą”, zapomnianą tragedią Williama Szekspira. Spektakl burzy przykurzoną wizję starożytności, nie pozwalając się nudzić.
Przed rozpoczęciem przedstawienia widzowie losują, po której stronie usiądą: Greków czy Trojan. Scena zostaje przeniesiona na środek sali teatralnej. Widownia otacza miejsce akcji zupełnie jak trybuny na zawodach, jest również podzielona na sektory kibiców Grecji i Troi. Na środku ustawiono stragan z napojami i pamiątkami z pola bitwy. Jeden skraj sceny obrazuje zgliszcza Troi zasnute nagrobkami przeznaczonymi dla żyjących jeszcze wojowników, co zwiastuje klęskę już na samym początku. Po przeciwnej stronie rozstawiono obóz dumnych Greków z namiotami wojennymi. Widz „Każdy musi kiedyś umrzeć Porcelanko, czyli rzecz o Wojnie Trojańskiej”znajduje się w środku wydarzeń niczym obserwator starożytnych igrzysk. Na scenie porozstawiano składane krzesła z imionami bohaterów, co przywołuje skojarzenia z hollywoodzkimi planami zdjęciowymi. Pojawiają się postaci konferansjerów zapowiadających wydarzenie, w tych rolach występują Fortuna i Tersytes.

Bohaterowie wykreowani przez Agatę Dudę-Gracz są przerysowani, sparodiowani, natomiast tekst dramatu Szekspira posłużył zaledwie do zarysowania akcji, scenariusz został napisany na nowo. Trojanie są doświadczeni wojnami, okrutni, dumni. Helena okazuje się starszą kobietą o bardzo wyolbrzymionej wizji swojej kobiecości. Pewna swojego powodzenia u mężczyzn wdzięczy się do widzów, lecz okazuje się pustą blondynką. Z wiekiem nie przybywa jej życiowej mądrości ani doświadczenia, jest bardzo męczącą postacią. Podobnie przedstawia się Parys – podstarzały podrywacz, groteskowa postać w złotej przepasce, na dodatek obsypany brokatem. Nikt w obozie Trojan nie ma pojęcia, po co im Helena i ta cała wojna. Jedynie Troilus zdobywa się na odwagę i zadaje pytanie, które dręczy wszystkich: Czy nie można zakończyć tego sporu i oddać Helenę? Chyba wszyscy byliby zadowoleni, mogąc pozbyć się nużącej branki Parysa (z nim włącznie). Hektor tłumaczy Troilusowi, że w tym sporze nie chodzi o Helenę, lecz o ich dumę i honor. Grecy zostali przedstawieni w gorszym świetle. Pewni swojej wyższości i siły nie odznaczają się zbytnią elokwencją ani prezencją. Wzorcowy Grek to przygłupi osiłek i zadowolony ze wszystkich swoich działań narcyz.

Taki właśnie jest Ajaks, który, gdy stanie do ostatecznego pojedynku z arystokratycznym Hektorem, doskonale unaoczni kontrast pomiędzy Grekami a Trojanami. Młody wojownik przez cały spektakl pręży się, robi pompki, podciąga się. Wszystko jest jednak na pokaz. Chce wyglądać na bardziej wyczerpanego, więc prosi sługę, aby spryskał go wodą. Co w tym czasie dzieje się z dumą Greków – boskim Achillesem? Oddaje się rozkoszom ciała wraz ze swoim ukochanym Patroklesem, którego nazywa czule swoją „Porcelanką”. Achilles wyleguje się całymi dniami w namiocie, naśmiewając się z parodiującego Menelaosa i Agamemnona Patroklesa. Agata Duda-Gracz nie pozostawia na Grekach suchej nitki, przedstawiając ich jako gnuśnych, przygłupich, mściwych pieniaczy. Za ich działaniami nie stoją żadna głębsza idea ani uczucia, tylko chęć zemsty i może to, że Menelaos chce wreszcie pozbyć się rogów ze swojej głowy, które dla żartu są mu przyprawiane, gdy tylko się odwróci lub zaśnie.

Reżyserka tworzy nową wizję antyku, nie przypudrowaną, porcelanową, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni, lecz bardziej prawdziwą, pozbawioną harmonii, podniosłych idei i klasycznych wyznaczników piękna. W mowie Greków na próżno szukać kwiecistego rytmu heksametru. Za to pojawia się pełno przekleństw i współczesnego słownictwa. Dzięki temu bohaterowie wydają się bardziej ludzcy. W spektaklu pojawia się interesująca warstwa muzyczna, za którą odpowiadają Kasandra i Druid. Kasandra wykonuje lamenty przy akompaniamencie wiolonczeli i innych instrumentów strunowych. Pieśni wieszczki, doskonałe w brzmieniu, stanowią idealne dopełnienie akcji, ale gdy wsłuchać się w słowa, ujawnia się ich uboga treść. Dopełnieniem jest ostatnia, bardzo obrazowa scena przedstawiająca sens wojny zamknięty w malutkim drewnianym koniku trojańskim, który okazuje się zwykłą zabawką w rękach dzieci.

„Każdy musi kiedyś umrzeć Porcelanko, czyli rzecz o Wojnie Trojańskiej”, scenariusz, reżyseria i scenografia: Agata Duda-Gracz, Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze