fbpx

Klara w Teatrze Powszechnym – recenzja

"Klara"
fot. materiały prasowe Teatr Powszechny

O „Klarze” w Teatrze Powszechnym pisano już od dawna. Jeszcze przed premierą spektakl budził wiele emocji. Powieść Izy Kuny była literackim przebojem. Tymczasem Edyta Olszówka, grająca tytułową bohaterkę, a prywatnie przyjaciółka pisarki, wróciła właśnie na ekrany brawurowo zagraną rolą Poli w serialu TVN „Przepis na życie”.

"Klara"
Teatr Powszechny/więcej w galerii

Oprócz tego dużo teraz gra w teatrze i widać, że jest w świetnej artystycznej kondycji. Zgrabna, szczupła, znerwicowana, ze swoim charakterystycznym, niskim głosem potrafiła unieść ponad dwie godziny nieustannej, intensywnej obecności na scenie bez jednego fałszywego tonu.

Reżyserka Aleksandra Popławska zyskała już miano świetnego fachowca. Jej spektakle – „Kompleks Portnoya” i „Generał” – zbierały zasłużone laury i entuzjastyczne recenzje. Popławskiej udało się także zgromadzić znakomitą obsadę. Poza tytułową rolą, jakby specjalnie napisaną dla Edyty Olszówki, zobaczymy Marka Kalitę jako niewiernego męża i kochanka Klary – Aleksa. Rolę matki zagrała Joanna Żółkowska – od lat gwiazda Teatru Powszechnego. Pojawiła się również – dawno niewidziana na scenie i ekranie – posągowa i jakby duchem nieobecna Agnieszka Krukówna, jako żona Aleksa. Nie zabrakło także legendarnej Elżbiety Kępińskiej jako wzruszającej Ciotki Maryni. Młodzi aktorzy: Piotr Ligenza (Nurek, Kelner, Malte, Jan, Dżin), Michał Sitarski – jako Piotr i Aleksandra Bożek – jako Wronka, dopełnili reszty zespołu.

Punkt wyjścia mamy więc w „Klarze” świetny: zgrany team dobrych aktorów oraz znany tekst ze świetnymi dialogami. Książka Izy Kuny, która stała się podstawą dla spektaklu, zawiera w sobie pełne dowcipu i sarkazmu obserwacje środowiska 40-letnich singli, mieszkających w wielkim mieście i rozpaczliwie poszukujących miłości. Kuna z właściwym sobie talentem potrafiła ubrać je w słowa i zarazem, nie krzywdząc swoich bohaterów, bezlitośnie je obnażyć. Jedyne, czego mi zabrakło i w spektaklu, i w adaptacji, to …samej dramaturgii.

Przedstawienie toczy się gładko, aktorzy mają kilka naprawdę świetnych, wygranych scen (znakomite duety: Olszówka – Kalita czy Żółkowska – Olszówka). Scenografia, autorstwa także Marka Kality i Aleksandry Popławskiej, jest przerysowana, niemal kiczowata, co daje znakomite tło dla gorzkiego poczucia humoru bohaterki dramatu i jej gości nieustająco odwiedzających miejską samotnię Klary. Podobnie działają dobre kostiumy i podwodne zdjęcia oraz instalacje video towarzyszące spektaklowi, które dynamizują akcję. No właśnie, skoro o akcji już mowa – wszystko toczy się tu linearnie w jednym, choć szalonym rytmie. Nie wiemy, do czego dążymy, co nam umknęło i czym wreszcie historia Klary się kończy. Niby jest tak jak w życiu, ale niedosyt pozostaje.

Oby jeszcze młodzi aktorzy dorównali z czasem doświadczonym kolegom i potrafili z równą precyzją porozumieć się na scenie. Widać wyraźnie, że jest to dla nich cel możliwy do osiągnięcia. Ale tego wieczoru, gdy na pobliskim stadionie toczył się mecz Polska – Ukraina, zabrakło im i koncentracji, i umiejętności zespołowej pracy na scenie. A to przecież podstawa.

Mimo to, gorąco zachęcam do obejrzenia „Klary”. Dla samej kreacji Edyty Olszówki warto wyjść z domu, aby spędzić z rozterkami Klary interesujący wiosenny wieczór w teatrze.

„Klara”, reż Aleksandra Popławska, premiera 21 marca 2013, Teatr Powszechny w Warszawie

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze