fbpx

W męskim świecie: Skrzypce Rotszylda/ Gracze w Operze Bałtyckiej

Gracze, Andrzej Chyra, Opera Bałycka
Opera Bałycka

Opera Bałtycka w Gdańsku zaprezentowała w styczniu swoją najnowszą, długo oczekiwaną produkcję „Skrzypce Rotszylda/ Gracze”. Projekt jest już sam w sobie interesujący z uwagi na patchworkową formę i nazwiska twórców.
„Skrzypce Rotszylda” to opera Benjamina Fleischmanna, która z powodu śmierci autora na froncie II wojny światowej została dokończona przez jego wybitnego nauczyciela, Dymitra Szostakowicza. Ten z kolei zdążył jedynie rozpocząć prace nad „Graczami, których ukończeniem zajął się Polak, Krzysztof Meyer. Z tego tytułu oba utwory postanowiono zestawić ze sobą w ramach jednego wieczoru. Reżyserią „Skrzypiec Rotszylda” zajął się Marek Weiss. Inscenizacją „Graczy” zajęli się: Andrzej Chyra oraz Małgorzata Sikorska-Miszczuk, która podjęła się współpracy dramaturgicznej. Do tej listy należy również dodać Gogola i Czechowa, jako autorów literackich pierwowzorów.

„Skrzypce Rotszylda” to niespełna godzinna opowieść o człowieku, którego, parafrazując innego mistrza, gryzie mól zakryty. Yakov to typ o zdecydowanie melancholijnym usposobieniu, które jest dość często spotykane wśród postaci Czechowa. Dręczy go niemoc i przeświadczenie o źle wykorzystanym życiu. Nawet wybrana przez niego praca producenta trumien związana jest z życiowym credo bohatera: śmierć przynosi zyski, a życie straty.

Akcja rozgrywa się w starej świetlicy, charakterystycznej dla czasów komunizmu, ale w tę przestrzeń wkracza chór przywodzący na myśl jeszcze starsze czasy. Anachroniczna stylizacja nie wydaje się znajdować usprawiedliwienia, co zakłóca percepcję widza. Yakova (Piotr Nowacki) poznajemy na próbie zespołu muzycznego jako człowieka jednocześnie wymagającego i wybuchowego, który w akcie furii łamie instrument młodemu Rotszyldowi. Połamanie skrzypiec jest jednym z najbardziej ekspresyjnych gestów budujących napięcie w spektaklu i stanowi kontrapunkt dla występu tancerzy tworzących oniryczną aurę wizji pijanego Yakova.

Nie to wydaje się jednak najciekawsze. Tym, co zwraca uwagę, jest kameralna scena między chorą żoną (Ewa Marciniec) a Yakovem oraz wykonanie końcowego solilokwium bohatera, który dopiero po śmierci żony konfrontuje się z samym sobą i wypartymi niegdyś emocjami. Przyznaje, że nigdy nie potrafił okazać Marfie ciepła i miłości, którymi ją darzył. Nowacki ukazuje swoją postać jako człowieka wrażliwego i cierpiącego z powodu własnej słabości, nieumiejącego okazywać emocji i targanego kumulowaną latami agresją. To wewnętrzne rozliczenie powoduje zmianę nastawienia bohatera, czego symbolicznym wyrazem jest ofiarowanie skrzypiec Rotszyldowi. Siłą tego utworu wydaje się jednak bardziej artyzm Czechowa i sama opera niż reżyserski pomysł inscenizacyjny.

Drugi utwór z pierwszym łączy osoba kompozytora oraz to, że pozostajemy w kręgu męskich postaci. Bohaterami „Graczy” są szulerzy – zespołowi i indywidualni – oraz ich współpracownicy. Na scenie ani nawet w warstwie fabularnej nie pojawia się żadna postać kobiety. Pierwiastek żeński funkcjonuje jedynie jako męski fetysz – Ichariew nazywa swoją idealnie znaczoną talię kart ukochaną Adelajdą, jednym zaś z rekwizytów jest plastikowa, ozdobiona czerwonymi detalami lalka rozkraczonej, półnagiej kobiety. Scenografia „Graczy” przypomina zresztą rupieciarnię z męskimi gadżetami. Oprócz damskiego manekina znajduje się tam szerokie, wystawne łoże, stół do gry w karty, elementy militarnego ubioru i – najbardziej rzucający się w oczy – Wielki Ptak (rzeźba drapieżnika). Ten zdecydowanie ironiczny gest towarzyszy również rysunkom postaci.

Andrzej Chyra jako reżyser tworzy z powodzeniem galerię męskich bohaterów. Ichariew to człowiek rozedrgany, nie wzbudzający zaufania ani swoim zaniedbanym wyglądem, ani nerwowym zachowaniem. W tej roli Jacek Laszczykowski pozostaje w ciągłym ruchu: drepcze w miejscu, podskakuje, chichocze, co w połączeniu ze zdezelowanym garniturem, trampkami, zarostem i pobieloną twarzą tworzy groteskowy obraz prowincjonalnego spryciarza. Gracze, których spotyka bohater, są bardziej dystyngowani, opanowani, lepiej ubrani, a jak się okaże – również lepiej przygotowani do oszukańczej gry. Utieszitielnyj (Leszek Skrla), kierownik szajki, jawi się jako osobnik inteligentny i wyważony. Zdobywa zaufanie Ichariewa, przez co stopniowo osłabia jego czujność. Łechce ego bohatera, okazując podziw dla jego szulerskiego kunsztu. Ichariew nieświadomie uczestniczy w przygotowanej dla niego inscenizacji, a jego naiwność prowadzi do łatwego do przewidzenia finału.

Twórcy zadbali również o rysunki postaci drugoplanowych i epizodycznych. Przykładowo: Tomasz Rak jako młody Głow tworzy obraz zniewieściałego młodzika o rozkosznie głupawym uśmiechu, którego łatwo podpuścić do gry o wielkie pieniądze. Daniel Borowski w roli małomównego, zdystansowanego gospodarza równoważy pozostałe postaci, zwłaszcza Głowa i Ichariewa.

Na potrzeby projektu Opery Bałtyckiej skrócono partyturę i libretto „Graczy” do utworu trwającego dziewięćdziesiąt minut. Trudno jednak nie odczuć znużenia w momencie rozwoju intrygi ku przewidywalnemu zakończeniu i stwierdzeniu, że trafiła kosa na kamień. Choć metafora świata jako teatru i życia ludzkiego jako elementu gry wielkiego reżysera jest zawarta w tekście, to nie wydaje się dość eksploatowana inscenizacyjnie. Pęd Ichariewa do niebezpiecznej gry, pogoń za adrenaliną, czy ostatecznie śmiercią, zdają się być formą ucieczki od rzeczywistości lub próbą przejęcia kontroli, dowartościowania siebie. Nawiązania do pojedynku totalitarystów, które towarzyszyły Szostakowiczowi, są tu bardzo subtelne, zawarte głównie w militarnych akcentach przewijających się w kilku scenach. Dzięki temu opowieść zyskuje wymiar nieco bardziej uniwersalny, który wciąż wydaje się mocno osadzony w świecie męskich rozgrywek o władzę i pieniądze.

Tekst jest przedrukiem artykułu w portalu Teatralia.

Opera Bałtycka w Gdańsku, „Skrzypce Rotszylda/ Gracze”, reżyseria: Marek Weiss/Andrzej Chyra