fbpx

„Widoki” najnowsza powieść Agnieszki Lis. Rozmowa z autorką powieści

"Widoki" najnowsza powieść Agnieszki Lis. Rozmowa z autorką powieści
Agnieszka Lis (Fot. materiały prasowe)

Jak daleko można się posunąć, aby odnieść sukces? Kto ma prawo decydować o naszej przyszłości? I czy miłość naprawdę wszystko zwycięży? Najnowsza powieści Agnieszki Lis „Widoki”  to próba odpowiedzi na te pytania.

Widoki” to historia wielowątkowa, poruszająca szeroką problematykę, ale to, co opisujesz najczęściej, w „Widokach” oraz innych swoich powieściach, to relacje rodzinne. Czy pisanie o tak skomplikowanych zależnościach i emocjach jest trudne? To wciąż dla Ciebie wyzwanie?
Każda książka jest dla mnie wyzwaniem! Bez względu na tematykę 😉 Faktem jednak jest, że relacje, nie tylko rodzinne, ale szerzej – międzyludzkie – są dla mnie najbardziej interesujące. Bohater nie istnieje w próżni, łączą go różne więzy, czasem dla niego niszczące, czasem budujące. I na tym tle powinna w fabule następować przemiana owego bohatera – to jest dla mnie fascynujący  moment. 

I oczywiście, jest to trudne, ale uważam to za sedno pracy pisarza – przedstawienie motywacji bohatera, drogi do przemiany, wszystko w kontekście relacji z innymi ludźmi. Mam cały czas przekonanie, że dzięki temu bohater powinien stawać się Czytelnikowi bliski. 

Dla bohaterów Twoich powieści rodzina stanowi opokę i olbrzymie wsparcie, ale bywa również środowiskiem, które okazuje się toksyczne i nie do końca przyjazne. Czy pisanie o rodzinach z problemami jest trudniejsze niż zagłębianie się w szczęśliwe relacje międzyludzkie?
Pisanie w ogóle nie jest proste – natomiast uważam, że jest zajęciem arcyciekawym właśnie wtedy, gdy porusza jakiś problem. Pisanie o samych szczęśliwych wydarzeniach, obawiam się, byłoby dla mnie nudne, czyli paradoksalnie trudniejsze… 

„Widoki” to powieść do granic miejska i szalenie warszawska. Czym wobec tego dla Ciebie jest to miasto? Co symbolizuje?
Z Warszawą mam pewien problem… Przyjechałam do tego miasta na studia, zaraz po maturze. Zachłysnęłam się nim, ale szybko mi przeszło. Po kilku latach wyprowadziłam się na podwarszawską wieś i rzadko jeżdżę do miasta. Mam przeświadczenie, że jest głośne, męczące, brudne, przytłaczające. I do tego jeszcze nieustająco czuję, że Warszawa mnie odpycha, na przykład przez to, że mam tam poważne problemy z parkowaniem (a w mojej wsi komunikacja publiczna nie istnieje). Strażnicy miejscy są nieuprzejmi, jest tłoczno…  A przecież korzystam z uroków Warszawy, gdy tego potrzebuję. Kocham teatry i koncerty, lubię kawiarnie i muzea. Mam więc dość ambiwalentny stosunek do Warszawy i postanowiłam nad nim popracować.

W „Widokach” Warszawa stała się więc ukrytym bohaterem, tkanką miejską, która tętni życiem, zawłaszcza bohaterów, ale też daje im multum możliwości. To takie moje osobiste rozprawienie się z prywatnym mitem „niedobrego miasta”, które zaskutkowało na przykład zachwytem nad Pałacem Kultury. To miejsce pełne smaczków, z bogatą historią, arcyciekawą architekturą (tak! Kojarzący się z tym miejscem socrealizm to tylko fasada), legendami, śmiesznostkami i tragediami. Warte uwiecznienia.
Mówiąc inaczej – „Widoki” to moje przeprosiny dla Warszawy ;-). 

"Widoki" najnowsza powieść Agnieszki Lis. Rozmowa z autorką powieści
„Widoki” najnowsza powieść Agnieszki Lis. (Fot. materiały prasowe)

Sama przez wiele lat mieszkałaś w wielkim mieście, ale ostatecznie opuściłaś je na rzecz mniejszej miejscowości. Znacznie cichszej i spokojniejszej. W jaki sposób zmieniło to Twoje życie?
Diametralnie! Lubię swoje wiejskie życie, choć jest w tym określeniu trochę przesady. Faktycznie, żyję na co dzień w niewielkiej społeczności, ale nie ma to nic wspólnego z tradycyjnie pojmowaną wsią. Większość naszych sąsiadów jest ściśle związana z Warszawą i dojeżdża tam do pracy. Ja sama pracuję w szkole muzycznej jako nauczyciel gry na fortepianie, to też raczej miejska rozrywka. Nie uprawiam pola ani nie hoduję zwierząt, choć czasem myślę, że mogłoby to być atrakcyjne. Mam tu jednak coś, co cenię bardzo wysoko – względną ciszę, własny ogród, przestrzeń dla siebie i swojej rodziny. W tej chwili nie byłabym gotowa wrócić do miasta, chociaż – podobno – nigdy nie należy mówić nigdy 😉

Zatem pod Warszawą, w małej miejscowości, stoi uroczy dom. A w domu mieszka pisarka z mężem i dziećmi. No właśnie – matka, żona, pianistka, pisarka… Jak łączysz te wszystkie role?
Nie wiem! Nie mam pojęcia! Myślę, że gdzieś nieświadomie znalazłam magiczną pompkę do czasu i rozdmuchuję dobę, kiedy jest taka potrzeba 😉

A tak naprawdę – to kwestia dobrej organizacji. Uważam, że muzyka, którą zajmowałam się od dziecka, znakomicie ćwiczy systematyczność. Łapię się na tym, że nie rozważam, czy dam radę coś zrobić, tylko jak to zrobię. I co muszę poprzestawiać w grafiku, żeby wszystko zadziałało jak należy. Najbardziej nieprzewidywalnym „elementem” dnia są zajęcia związane z dziećmi. Jeden sprawdzian z matmy potrafi rozłożyć na łopatki cały misternie skonstruowany plan zajęć! Wtedy ciężko wzdycham i kombinuję dalej. Uważam że kluczem do sukcesu, w każdej działalności, jest dyscyplina i systematyczność. W pracy pisarza też, a może jeszcze bardziej niż w innych, nieartystycznych zawodach? Przecież pisarza nikt nie pilnuje, zawsze można się wytłumaczyć twórczymi mękami… ale nie tędy droga do napisania książki! I do pogodzenia wszystkich zajęć 😉

Czy realizowanie się w tych wszystkich rolach uczy Cię czegoś jako pisarki? Czy pomaga w tworzeniu Twoich historii?
Oj tak, bardzo! Ja w ogóle uważam, że codzienność potrafi być bardzo inspirująca i twórcza – oczywiście dla kogoś, kto zechce to zauważyć. Doszłam pewnego dnia do wniosku, że pisarz musi mieć rozwinięty dodatkowy zmysł – nazwijmy go, dla uproszczenia, zmysłem obserwacji. Elementy rzeczywistości, dla postronnych osób uwierające, nieprzyjemne, kłopotliwe, pisarz zwykle  potrafi przekuć na intrygującą historię. Jeśli tak podejdziemy do wszystkiego, co się dzieje wokół nas, to blisko jesteśmy stwierdzenia, że nic prostszego niż pisanie… 

Twój świat wygląda na bardzo zorganizowany, poukładany… Czy jest w nim miejsce na spontaniczność?
Oczywiście, że jest. Dziś chyba dzień samych twierdzących odpowiedzi, może powinnam popracować nad asertywnością… 😉 Wracając do pytania – w moim życiu są elementy stałe, z którymi nie chcę nawet dyskutować. Jest czymś takim, na przykład, codzienna liczba napisanych znaków. Ale poza tym – jak najbardziej, jest miejsce na spontaniczność. Choć chciałabym zdecydowanie, bym mogła pozwolić sobie na więcej owej swobody… pocieszam się jednak, że kiedy dzieci dorosną i obowiązek szkolny nie będzie już moją służbą (jak to jest swoją drogą, że dzieci chodzą do szkoły, ale to rodzice przejmują się bardziej?), to i spontaniczności będzie więcej. A może to tylko naiwne marzenia? 

Gdzie szukasz wytchnienia po intensywnym dniu? Co daje Ci ukojenie i uspokaja Twoje myśli?
Najchętniej – z książką w ręku. Miejsce jest mi wtedy dość obojętne. Kocham książki w każdej postaci, czytam nałogowo i z niemijającą atencją dla słowa pisanego. Do tego kubek mocnej czarnej herbaty… nic więcej mi nie potrzeba. 

„Widoki” to druga część serii „Czas na Zmiany”. Jak się czujesz, tworząc serię? Czy planujesz już, co zdarzy się w kolejnym tomie?
Na razie daję bohaterom odpocząć. Mam zarysowane wątki, pewne ogólne pomysły, ale szczegóły dopiero przyjdą. Żartuję trochę, że bohaterowie dopiero opowiedzą mi o tym, co ich spotka. Ale to tylko trochę żarty. Rzeczywiście bowiem tak jest, że w pewnym momencie bohater i jego osobowość prowadzą mnie przez opowieść, czuję się tylko ręką, która zapisuje czyjąś historię. To jest przepiękny moment w tworzeniu – ta chwila, gdy bohater wstaje z kartki i zaczyna żyć własnym życiem. Oczywiście, zanim usiądę do pisania, mam pewne wątki zaplanowane, nawet większość, ale nie wszystkie. Zostawiam przestrzeń dla wyobraźni, dla swojej, a może też dla wyobraźni moich postaci? Kto to wie? Obydwa rozwiązania są równie fascynujące.

"Widoki" najnowsza powieść Agnieszki Lis. Rozmowa z autorką powieści
„Widoki” najnowsza powieść Agnieszki Lis. (Fot. materiały prasowe)