Wystawa w Muzeum POLIN: U króla Maciusia

Janusz Korczak posłużył się postacią małego króla, żeby wyjaśnić swoim wychowankom, jak działa państwo. Z okazji setnej rocznicy odzyskania niepodległości Polski Muzeum POLIN zachęca dzisiejszych dorosłych do równie poważnego traktowania dzieci. O wystawie „W Polsce króla Maciusia” opowiadają jej kuratorki, Anna Czerwińska i Tamara Sztyma rozmawia Monika Stachura

 

 

W zbiorowej pamięci zachowała się figura Janusza Korczaka prowadzącego dzieci z getta na Umschlagplatz. A przecież był to człowiek, który miał bardzo wiele twarzy, i jego praca pedagogiczna zaczęła się wiele lat wcześniej. Kim więc był Korczak, zanim trafił na rampę kolejową?

Tamara Sztyma: Janusz Korczak jest postrzegany przez pryzmat tego symbolicznego męczeńskiego gestu, który przesłania całą wcześniejszą historię jego życia. Stał się mitem, a był człowiekiem. Człowiekiem, który wyprzedzał swoje czasy. Prekursorem nowoczesnej pedagogiki, praw dziecka, wielkim zwolennikiem partnerstwa w wychowaniu. Co więcej, był nie tylko pedagogiem, ale i wizjonerem społecznym. Na naszej wystawie chcemy właśnie uchwycić jego myślenie społeczne.

Anna Czerwińska: A przede wszystkim był praktykiem i badaczem. Przez całe życie koncentrował się na pracy z dziećmi i obserwacji dziecka z perspektywy skrupulatnego badacza. I dlatego właśnie te obserwacje są uniwersalne. Zależy mi na tym, żeby to zaakcentować, ponieważ pisma Korczaka, choć napisane nieco archaicznie, bardzo barwnym i kwiecistym językiem, są nadal aktualne. To właśnie on zainicjował ruch, w którym po raz pierwszy w ogóle zauważono dziecko i zaczęto badać jego etapy rozwoju.

T.Sz.: Tak, u Korczaka teoria zawsze szła w parze z praktyką. Był człowiekiem czynu. Ale jego historia nie zaczęła się od pedagogiki. Był wrażliwy społecznie, więc w konfrontacji z biedą, podobnie jak późniejszy Król Maciuś, zastanawiał się, co można zrobić, żeby na świecie było lepiej. Mówił, że trzeba się skupiać na swoim małym ogródku, więc wybrał jeden główny obszar, czyli pracę z dziećmi, w którym mógł coś zrobić.

A.Cz.: To widoczne jest także w czasie, gdy pracował jako lekarz, głównie pediatra. W pamiętnikach przyznaje się do tego, że zamiast leczyć dzieci otaczane opieką w zamożnych rodzinach, woli przeznaczyć ten czas dla bardziej potrzebujących pacjentów. Myślę, że to przekonanie z roku na rok nasilało się u niego, aż w końcu postanowił w całości poświęcić się osamotnionym dzieciom. Nie tylko jako lekarz, ale jako opiekun od rana do wieczora.

T.Sz.: Janusz Korczak zaczął od pracy w Warszawskim Towarzystwie Dobroczynności, wyjeżdżał jako wychowawca kolonijny, pomagał prowadzić czytelnię dla dzieci i wreszcie objął kierownictwo sierocińca. Był bardzo konsekwentny w tym, co robił.

Najważniejsze w jego podejściu do wychowania było postrzeganie relacji między dzieckiem a opiekunem na zasadzie partnerstwa. Do dziś niektóre myśli Korczaka są nowatorskie, bo w ramach autonomii i wolności wyborów przyznawał dzieciom prawo do doświadczania trudności życia. Mówił o tym, że nie wolno ich chronić za wszelką cenę przed niedogodnościami. Poza tym zajmowała go wizja budowania wspólnoty. Właśnie w sierocińcach starał się realizować model demokratycznej wspólnoty w mikroskali, stąd m.in. jego wychowankowie mieli własny sąd, parlament, gazetę.

To, co robił Korczak, obecnie nazywamy budowaniem podmiotowości dziecka. To było niezwykle odkrywcze, bo dopiero dziś podkreśla się, jak ważne jest dawanie głosu grupom wykluczonym.

A.Cz.: Nie zapominajmy też o Stefanii Wilczyńskiej, która współprowadziła Dom Sierot. Razem tworzyli ten system. Janusz Korczak zostawił nam swoje pisma, więc wiemy o nim więcej, ale we wspomnieniach dzieci Wilczyńska jest bardzo obecna. W jednej z biografii pojawia się nawet takie zdanie, że to ona była ojcem, a Korczak był matką.

Ale w przypadku pedagogiki Korczaka nie możemy mówić o bezstresowym wychowaniu: odrywaniu dziecka od świata, wyręczaniu go, izolowaniu go od życiowych doświadczeń…

A.Cz.: Od doświadczeń, ale i od obowiązków. Nie, on nawet najmłodsze dzieci zachęcał do organizowania życia wspólnoty. W Domu Sierot nie było osób sprzątających, to wychowankowie dbali o porządek. Obowiązywał system zasad, dyżurów i nagród. Wspieranie tej aktywności było bardzo ważne. Ale nic w tym dziwnego, bo Korczak traktował dzieci poważnie…

T.Sz.: Widzimy w tym system partycypacji, czyli to, o czym mówimy dzisiaj: że wspólnotę możemy zbudować tylko wtedy, jeśli wszyscy są w nią zaangażowani, mają poczucie sprawczości i własności. Na tej zasadzie Korczak tworzył sierocińce, więc obowiązki dzieci były ważne.

W Muzeum POLIN wkrótce zostanie otwarta wystawa „W Polsce króla Maciusia. 100-lecie odzyskania niepodległości”. Skąd taki pomysł na wystawę rocznicową?

T.Sz.: Ponieważ wiedzieliśmy, że z tej okazji będzie wiele wydarzeń, postanowiliśmy zrobić wystawę dla dzieci, która w przystępny sposób będzie tłumaczyła tak skomplikowane pojęcia, jak wolność, demokracja, państwo. Początkowo nie planowaliśmy budować jej wokół Janusza Korczaka i dopiero w pewnej chwili przyszło nam do głowy, że przecież mamy „Króla Maciusia”!

A.Cz.: Nie chcieliśmy świętować tej rocznicy tylko z perspektywy bohaterów wojennych, żeby uciec od kultu walki, zabaw w wojnę. Woleliśmy zwrócić się w stronę wspólnoty, która musiała się po latach połączyć, i ku wyzwaniom, które przed nią stanęły. To wydawało nam się znacznie bardziej uniwersalne i ważniejsze do dyskusji z dziećmi.

Dla kogo przeznaczona jest przede wszystkim ta wystawa?

T.Sz.: To wystawa zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. O poważnych zagadnieniach mówimy w niej językiem zrozumiałym dla najmłodszych, ale mamy nadzieję, że będzie ona również interesująca dla dorosłych, bo nam tylko wydaje się, że tak wiele wiemy o świecie, a faktycznie giniemy w gąszczu pojęć i definicji. Dopiero kiedy rozmawiamy z dzieckiem i musimy mu coś wyjaśnić w bardzo przystępny sposób, docieramy do autentycznego znaczenia pewnych sformułowań.

Dopiero przekazując wiedzę komuś innemu, możemy przekonać się, na ile sami rozumiemy to, o czym mówimy.

A.Cz.: Nauczyciele wiedzą o tym najlepiej…

Jakie założenia Korczaka przyświecają tej wystawie?

T.Sz.: Korczakowi zależało na tym, by dzieci były traktowane jako członkowie społeczeństwa, by były świadome tego, co się wokół nich dzieje. Żeby to osiągnąć, szukał zrozumiałego języka, odwołującego się do ich doświadczeń. Gdy w 1918 roku Polska odzyskała niepodległość i państwo budowało się na nowo, Janusz Korczak zaczął pisać „Króla Maciusia”, który ukazał się w 1923 roku, i poprzez fikcję literacką, która jest właściwie powiastką filozoficzną, starał się pokazać dzieciom, jak trudno jest rządzić i jaka odpowiedzialność spoczywa na rządzących. Warto pokreślić, że on nie daje gotowych recept, a zachęca do namysłu i szukania własnych odpowiedzi. Na naszej wystawie podążamy jego śladami i 100 lat później zapraszamy dzieci do podobnego namysłu. Wprowadzamy pojęcia demokracji, demokratycznej wspólnoty, zastanawiamy się, czy da się zadowolić wszystkich. W narracji przeplatają się trzy warstwy: warstwa historyczna, świat fikcji literackiej „Króla Maciusia” i przestrzeń edukacyjna do współczesnej refleksji, gdzie poprzez gry i zabawy stawiamy pytania.

Jak to zostanie pokazane?

T.Sz.: Widzowie będą prowadzeni przez trzy różne przestrzenie. Na wstępie będzie wprowadzenie historyczne adresowane do dzieci. Bardzo prostym językiem opowiadamy w nim o tym, co się wydarzyło w 1918 roku. Wykorzystujemy do tego ikonografie i autentyczne obiekty z życia codziennego, takie jak czapka legionisty, melonik, puszka PKO. Mamy nadzieję, że będzie to przyczynek do rozmów i pytań, do czego te przedmioty służyły, kto z nich korzystał. Głównym narzędziem narracji będzie w tym miejscu 2,5-minutowy film animowany, który przedstawia tło historyczne.

A.Cz.: Film został przygotowany specjalnie na tę wystawę i animuje obiekty, zdjęcia, grafiki, które są na niej pokazywane. W muzeum cały czas robimy badania młodych odbiorców i okazuje się, że często pojawia się wśród nich pragnienie podróży w czasie, i autentyczny przedmiot jest w tym kontekście bardzo ważny.

T.Sz.: W tej animacji wprowadzamy też postać Janusza Korczaka jako wychowawcy dzieci i autora książki o małym królu. Następnie wchodzimy już w świat Króla Maciusia, przechodzimy przez fragmenty narracji. Wszystkie wybrane cytaty będzie można nie tylko przeczytać, ale i odsłuchać. Towarzyszą im ilustracje Iwony Chmielewskiej, inspirowane naszym odczytaniem książki. Tworząc je, artystka sięgnęła po fotografię 10-letniego Korczaka, która znalazła się w pierwszym wydaniu powieści. Tę część wystawy uzupełniamy o elementy sensoryczne, żeby dzieci mogły na coś wejść, coś pociągnąć. Zależało nam jednak, by nie było ich za dużo, by nie odciągać uwagi od narracji, ponieważ cytaty podkreślają dylematy Maciusia i chcemy, żeby dzieci poczuły takie dylematy.

Zakończenie tej przestrzeni jest bardzo symboliczne, bo przecież król chciał tak dobrze, a jednak ponosi porażkę… Jako ostatni cytat pojawia się pytanie „Maciusiu, coś ty narobił?”, a ilustracja przedstawia okno, za którym widok się zmienia: raz jest to wiwatujący tłum, a chwilę potem ten sam tłum krzyczy: „Precz z Maciusiem”.

A.Cz.: Wybór cytatów stanowił wyzwanie, nie mogły one być za długie, ale chcieliśmy, by odzwierciedlały to, co dla Korczaka było najważniejsze, czyli także włączanie innych w działanie, bo parlamentaryzm dziecięcy jest w tym wypadku bardzo silny.

T.Sz.: Wystawa kończy się strefą gier i zabaw. Chcemy, by dzieci mogły wejść w buty Króla Maciusia, więc w tym miejscu przez zabawę uczymy, czym jest państwo, na czym polega wspólnota, jakie prawa w niej obowiązują, w jaki sposób możemy podejmować decyzje, jakie są trudy rządzenia, skąd wziąć pieniądze. W tej części znalazły się też wątki historyczne zaprezentowane na ośmiu planszach. Przedstawiamy kontekst powstawania II RP oraz mówimy więcej o wizji i praktyce pedagogicznej Janusza Korczaka, która kształtowała się pod wpływem tamtej rzeczywistości. To informacje dla dorosłych, ale tablice także są ilustrowane fotografiami z okresu międzywojennego i obiektami z życia codziennego, takimi jak piórnik, torebka, kałamarz. Liczymy, że to znów może pobudzić dzieci do zadawania pytań i rozmowy z dorosłymi.

A.Cz.: Poprzez angażujące zadania i gry: maszynę do głosowania, bajkowy kalejdoskop, wagę z wydatkami państwa Ω dzieci, ale też ich opiekunowe poszukają odpowiedzi na pytania związane z trudami rządzenia i demokracją: czy łatwo jest coś stworzyć? Podjąć wspólnie decyzję? Skąd wziąć na to środki? Kto dba o państwo?

T.Sz.: Podobnie jak Janusz Korczak, pisząc „Króla Maciusia”, chciał skłonić do refleksji, tak i my przez tę wystawę zachęcamy do zastanawiania się nad rzeczywistością, do uświadomienia sobie, że życie we wspólnocie wymaga ciągłej pracy od wszystkich.

 

Tamara Sztyma

historyczka sztuki, kuratorka wystaw w Muzeum POLIN; pracowała w zespole przygotowującym wystawę stałą muzeum jako współkuratorka galerii międzywojennej

Anna Czerwińska

historyczka sztuki, kierowniczka sekcji edukacji szkolnej i rodzinnej w Muzeum POLIN, twórczyni programu dla rodzin w miejscu edukacji rodzinnej „U króla Maciusia”

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »