1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Psy i koty w domu - jak pielęgnować swoich „futrzanych” przyjaciół?

Psy i koty w domu - jak pielęgnować swoich „futrzanych” przyjaciół?

Odpowiednia higiena i pielęgnacja domowych zwierząt przekłada się również na komfort właścicieli. (fot. iStock)
Odpowiednia higiena i pielęgnacja domowych zwierząt przekłada się również na komfort właścicieli. (fot. iStock)
Pies i kot - nasi czworonożni pupile, którzy wymagają codziennej opieki. Na co zwrócić uwagę przy ich pielęgnacji i żywieniu?

Poniżej kilka podstawowych informacji.

Kąpiele

Nie ma żelaznych reguł, jak często kąpać psa. Wszystko zależy od tego, jaką ma sierść, jaka jest aktualnie pogoda i czy podczas głaskania odczuwasz dyskomfort. Psa należy myć szamponami przeznaczonymi do pielęgnacji sierści lub łagodnymi szamponami dla dzieci, najlepiej wieczorem, po ostatnim spacerze. Przed kąpielą można rozczesać sierść, a uszy zabezpieczyć kulką z waty (woda, która dostaje się do uszu, może wywołać stan zapalny). Trzeba też uważać, aby szampon nie podrażnił oczu. Po kąpieli należy osuszyć sierść ręcznikiem, rozczesać i ewentualnie wysuszyć suszarką (nie zapomnij wyjąć wacików z uszu).

Kotów się nie kąpie!

Czesanie

Psy i koty zazwyczaj lubią być czesane. Trzeba to jednak robić cierpliwe i delikatnie, zwłaszcza, gdy zwierzak ma długą lub skręconą sierść. Czesana systematycznie psia lub kocia sierść to mniej wypadających włosów, mniej przykrego zapachu i mniej problemów z kołtunami.

Psy krótkowłose trzeba czesać raz w tygodniu miękką szczotką, psy o gęstych włosach – co drugi dzień twardą szczotką, natomiast psy długowłose wymagają codziennego czesania szczotką o metalowych końcach (przydają się też przeznaczone do tego grzebienie).

Zaletą codziennych zabiegów pielęgnacyjnych jest budowanie więzi z opiekunem.

Strzyżenie

Warto strzyc nie tylko psy rasowe, ale też kundelki – na ostrzyżonym psie łatwiej dostrzeżemy wszelkie zmiany skórne, a także niechcianych lokatorów – pchły i kleszcze. Strzyc można samemu, ale fachowo zrobi to psi fryzjer. Latem ostrzyżonemu zwierzakowi będzie mniej gorąco, na jesienne i zimowe dni warto zostawić sierść nieco dłuższą. Przystrzyżenie długowłosego kota też ułatwia pielęgnację jego sierści.

Czym karmić psy i koty?

Pies

Ponieważ ma szczękę drapieżnika, powinien dostawać pokarm do gryzienia. Mięso najlepiej, aby było podgotowane, ale twarde, nie powinno być jednak jedynym składnikiem jego diety. Trzeba pamiętać o węglowodanach (ryż, makaron, płatki owsiane). Gotowane jarzyny dostarczą psu witamin, można też od czasu do czasu podawać jabłka i kiszoną kapustę. Ostrożnie z kośćmi do podgryzania – zbyt wiele może powodować zaparcia. Nie podawaj psu kości kurczaka czy indyka – ich ostre krawędzie mogą uszkodzić przewód trawienny. Nie używaj przypraw i nie dawaj mu resztek swojego obiadu. Nie karm też psa fasolą ani innymi wzdymającymi potrawami. Jeśli decydujesz się na podawanie karmy z puszki – możesz ją łączyć z ryżem albo z kaszą i z warzywami. Dobrym wyborem jest sucha karma – zbilansowana i wygodna, ale pies będzie pił dużo więcej wody, a co się z tym wiąże – częściej musiał wychodzić na spacer.

Kot

Najlepiej karmić go gotowymi karmami uznanych firm. Kot rzadko lubi urozmaicenia w diecie, więc jak już coś polubi – trzymaj się tego. Z czasem, po siódmym roku życia, kot powinien jeść coraz mniej mięsa (białka zwierzęcego), bo może powodować ono nadwagę, która obciąża serce i stawy, a także może się przyczynić do choroby nerek, częstej u starszych kotów. Kotów także nie karm resztkami z „pańskiego stołu”. Bazuj na suchej karmie, ale nie wyłącznie, bo – podobnie jak psy – koty powinny wówczas pić o wiele więcej wody, a koty, z natury, jako potomkowie zwierząt pustynnych, piją bardzo mało i trzeba je do tego zachęcać. Jeśli będą pić za mało wody, grozi im choroba pęcherza lub nerek.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Dlaczego warto mieć zwierzaka?

Uważny i serdeczny kontakt ze zwierzętami rozwija naszą empatię, zdolności socjalne. (Fot. Getty Images)
Uważny i serdeczny kontakt ze zwierzętami rozwija naszą empatię, zdolności socjalne. (Fot. Getty Images)
Zwierzęta na prawach przyjaciół albo domowników? To jest możliwe. Coraz częściej dzielimy się z nimi przestrzenią, jedzeniem i miłością. Przygarniamy je ze schronisk, ratujemy przed okrucieństwem innych. Czyżbyśmy stali się bardziej empatyczni? A może siebie oszukujemy? Psychologa Pawła Droździaka pyta Renata Mazurowska.

Zwierzęta na prawach przyjaciół albo domowników? To jest możliwe. Coraz częściej dzielimy się z nimi przestrzenią, jedzeniem i miłością. Przygarniamy je ze schronisk, ratujemy przed okrucieństwem innych. Czyżbyśmy stali się bardziej empatyczni? A może siebie oszukujemy? Psychologa Pawła Droździaka pyta Renata Mazurowska.

Przez lata zmieniał się nasz stosunek do zwierząt. Choć w środowiskach wiejskich zwierzę wciąż pełni rolę usługową, użyteczną – pomaga w pracy, strzeże obejścia, jest źródłem jedzenia – to już w mieście psy i koty nie tylko mają imiona i stałą opiekę lekarską, ale też fryzjera, ubrania, bogatą w minerały karmę… To coraz bardziej aktywny ruch, gdzie zwierzę staje się towarzyszem rodziny. A nawet rodziną jako taką.

Jest też i drugi biegun reprezentowanej przez człowieka postawy wobec zwierząt, gdzie zwierzęta są porzucane, bestialsko traktowane… Czyli mamy dwa różne i skrajne zjawiska dotyczące traktowania zwierząt, które jednak coś łączy. Co? Ano to, że nie umiemy poradzić sobie z faktem, że zwierzę co prawda posiada jakieś życie psychiczne, ale jednocześnie pozostaje inne od nas. Albo przypisujemy zwierzętom ludzkie uczucia i cechy, albo odbieramy im jakiekolwiek uczucia w ogóle, i traktujemy jako przedmioty. Coraz częściej też w zbiorowej świadomości pojawia się obraz zwierzęcia jako ofiary do uratowania. To postać będąca uosobieniem niewinności i bezbronności, wykorzystywana przez ludzi niemających empatii. Ale oto my, mocą naszej miłości, ratujemy zwierzę z opresji. Odtwarzając tę opowieść, odczuwamy mieszaninę wzruszenia i oburzenia. Zwierzę i jego ludzcy nieliczni stronnicy reprezentują tu dobro, zaś ludzkość jako całość uosabia zło. Walka dobra i zła, jak w bajce. Zresztą z bajką ma to sporo wspólnego: grupą, która naturalnie jest zainteresowana życiem zwierząt, są dzieci – dla nich to są pieseczki, koteczki, kaczuszki, słoniki. A w bajkach często te zwierzątka mają ludzkie cechy i przeżywają ludzkie przygody.

Wystarczy przypomnieć filmy „Gdzie jest Nemo” czy „Król Lew”… W „Gdzie jest Nemo” tatuś szuka synka, a synek za nim tęskni – tyle tylko że to zjawiska ze świata ludzi, nie zwierząt. W świecie ryb ojciec nawet by nie wiedział, kto jest jego synem. Ale w świecie bajek przebieramy człowieka za zwierzę, a zwierzę za człowieka, na dodatek wszystkie nieszczęścia zwierzęcego bohatera są efektem ludzkich działań. Dziecko solidaryzuje się z bajkowymi zwierzętami, bo widzi, że są one równie bezradne wobec świata dorosłych jak ono. Zwierzę, można powiedzieć, jest czystą emocją i to emocje decydują o jego reakcjach. Nie kryje uczuć, od razu je okazuje (no, może poza szympansami, które potrafią udawać) – zatem dziecku łatwiej się ze zwierzęciem identyfikować, bo i u niego emocje decydują o reakcjach.

Dlaczego, Paweł, masz dwa koty, dlaczego ja mam psa? Mam koty, bo moja dziecięca część ma koty.

Współczując zwierzętom, cofamy się do etapu dziecka? Współczując nie, ale już utożsamiając zwierzęta z ludźmi – tak. To, co nas odróżnia od zwierząt, to myślenie, nadawanie sensu przeżyciom. Zwierzęta tego nie robią, one tylko przeżywają. Dlatego jeśli twierdzimy, że między nami a nimi nie ma żadnej różnicy, odcinamy to górne piętro. Dziś stało się to modne. To, że ktoś „tak czuje”, stało się nawet argumentem w dyskusjach. Mało tego, wskazanie, że emocja nie jest wystarczającą racją, może wręcz skutkować posądzeniem o brak empatii. A to mniej więcej tak, jak dawniej być podejrzanym o ateizm.

A może ten świat jest tak skomplikowany, że ratujemy się relacjami ze zwierzętami, ponieważ są oparte na szczerości i bezinteresowności? Pies cię nie porzuci, co najwyżej człowiek porzuci psa… Może to jakiś ratunek przed tymczasowością, zmiennością, nieprzewidywalnością? W życiu wielu z nas przychodzi taki moment, kiedy ponosimy porażkę w świecie międzyludzkich relacji. Czasem bywa to na tyle bolesne, że mamy dość i nie chcemy tego doświadczenia powtarzać. Co nie oznacza, że nie mamy emocjonalnych potrzeb. No i wtedy w sukurs przychodzi relacja ze zwierzakiem, z którym wszystko jest prostsze. Wielu osobom to pomaga. Coraz częściej zwierzęta są używane do tego, by można uchylić się od budowania relacji rodzinnych. Bo to krępuje człowieka, umieszcza w jakiejś strukturze, której on nie chce, każe stać się dorosłym na jakiś bardzo typowy sposób – więc człowiek odrzuca społeczne oczekiwania, przyjmując zwierzę za swoje symboliczne dziecko. To niekiedy ma zastąpić rodzinę, której nie daje się zbudować, ale czasem przeciwnie – i to szczególnie ciekawe – jest to forma buntu przeciwko przymusowi jej tworzenia.

Jednak – chciałbym to podkreślić – relacja ze strony zwierzęcia nie jest bezinteresowna. Psy towarzyszą ludzkości od setek tysięcy lat z powodu kości, najpierw przypadkowo, a później już celowo pozostawianych wokół ludzkich siedzib. Z czasem oba gatunki nauczyły się wspólnie polować i walczyć. W końcu pies nauczył się czegoś, czego żadne zwierzę nie potrafi. Odczytuje pewne elementy ludzkiego zachowania, podąża spojrzeniem za naszym wzrokiem, umie odczytać gest pokazania czegoś ręką, reaguje na nasz wzrost czujności, w nieznanym otoczeniu czeka ze swoją reakcją na naszą reakcję, trafnie odczytuje hierarchię w ludzkiej grupie… Nawet szympansy tego nie umieją. Niestety, początkiem tej wspólnej historii jest mięso, nie miłość. Dziś swoje domostwa chronimy już w inny sposób, ale nauczyliśmy się wykorzystywać psy w całkiem nowym celu. Często stają się one substytutem rodziny. Czymś w rodzaju naszych dzieci.

Ale dziś można nie mieć dzieci bez społecznego potępienia, a poprzez relacje ze zwierzętami realizować na przykład potrzebę opieki. Moim zdaniem coraz szerszy ruch w kierunku ochrony zwierząt wynika w dużej części ze wzrastającej świadomości tego, w jaki sposób traktuje się zwierzęta w masowej, przemysłowej hodowli. To zwierzęcy holokaust – myślę tu na przykład o „fabrykach mięsa”, w których zwierzę nie ma żadnych praw. Więc żeby nie zwariować, próbujemy „wyrównać emocje”, adoptując zwierzaki ze schronisk, przestając jeść mięso. Przemysłową hodowlę trudno przyjąć do wiadomości, jeśli się ją zobaczy. Większość ludzi jest zbyt wrażliwa na to, żeby trzymać zwierzaka w pojemniku nieruchomo przez całe jego życie, a jednak milcząco czerpiemy korzyści z takich działań. Można próbować to rozumieć jako próbę znieczulenia się.

Wiemy na przykład, że dzieci potrafią spontanicznie znęcać się nad zwierzętami i bawić się uśmiercaniem ich, ale potrafią też równie spontanicznie nimi się opiekować. O dziwo, czasem to są te same dzieci, tylko innego dnia. Niektórzy celowo zabijają w sobie całą empatię, żeby wyzbyć się oporów i ograniczeń. Tak chcą zyskać siłę, która ma ich ochronić.

Na przykład po to, by przywiązać psa do drzewa w lesie? I nic w związku z tym nie czuć? Niektórzy wiele robią, by nic nie czuć. Zabijają w sobie wrażliwość, bo w czymś przeszkadza. I teraz rodzi się pytanie, na ile to masowe zabijanie zwierząt – na skórę, na jedzenie, klej do tapet – ma rzeczywiście ekonomiczne uzasadnienie, a na ile można na to patrzeć jako na próbę usunięcia uczuć albo nawet problemu istnienia śmierci. Traktujemy zwierzę jak rzecz, bo rzecz nie może być zabita. Może robimy to, by uciec od strachu wywołanego wiedzą, że sami jesteśmy śmiertelni?

Od czasów nazizmu wiemy, że całkiem normalni ludzie, niezdolni do okrutnych czynów w kontakcie bezpośrednim, mogą przyczynić się do zła, jeśli działają w ramach instytucji, której są częścią. Częściowość własnego udziału, rozproszenie odpowiedzialności na „zbiorowego nikogo”, brak bezpośredniego kontaktu z tym, do czego się przykłada rękę, pewna abstrakcyjność obiektu, który jest jakby nigdzie. To wszystko sprawia, że można w tym uczestniczyć bez poczucia winy. Czyli można mieć pełną szafę skórzanych rzeczy i jednocześnie na Facebooku określać się jako przeciwnik polowań. Tak działa umysł. Reagujemy emocjami na to, co widzimy, a jak czegoś nie widzimy, to tego dla nas nie ma. Żeby opiekować się psem, kupujemy mu pokarm ze świni albo krowy i nie zastanawiamy się nad tym. Realność byłaby trudna do zniesienia. Szczególnie realność niemożliwa do zmiany.

Ale może fakt, że empatyzujemy ze zwierzętami, świadczy o tym, iż stajemy się coraz wrażliwsi? Nie jestem pewien, czy zawsze, kiedy mówimy, że empatyzujemy, to faktycznie empatyzujemy. Odnoszę wrażenie, że dość często, choć oczywiście nie zawsze, na przykład za restrykcjami dotyczącymi diety bezmięsnej kryje się nie tyle współczucie dla zwierząt, ile pragnienie zbudowania pewnej bariery między sobą a resztą ludzi. Podobnie jest z niektórymi przypadkami dość specyficznego traktowania zwierząt domowych – jako czegoś w rodzaju dziecka czy partnera życiowego. Myślę, że to nie zawsze empatia, bo empatia wobec psa czy kota polegałaby raczej na pozwoleniu mu, by psem albo kotem pozostał i żył w swym psim czy kocim świecie. Czasem chodzi o to, by tym zwierzęciem stworzyć jakąś barierę między sobą a innymi ludźmi, coś zastąpić, zanegować. A o cóż wówczas gramy? O wolność. O to, by się nie dać dookreślić jakkolwiek. To bardzo współczesny styl.

Poza tym generalnie mamy inną perspektywę, bo nie jesteśmy zagrożeni w naszym przetrwaniu i jesteśmy bardzo bogaci w porównaniu do naszych przodków. To sprawia, że dostrzegamy problemy, na których zauważenie naszym przodkom w ich ciężkim życiu nie starczyłoby miejsca. Można więc na nas spojrzeć albo jak na istoty wrażliwsze, bo dużo bardziej od swych przodków rozwinięte, albo jak na bardziej rozpieszczone przez nierealnie bezpieczne warunki. Zależy, co wolimy.

A pokusiłbyś się o odpowiedź, w czym świat ludzki i zwierzęcy jest podobny? Wydaje mi się, że jednak więcej nas łączy niż dzieli… Istnieje, oczywiście, wiele podobieństw, ale jedno jest szczególnie zaskakujące. Otóż okazuje się, że na przykład szympansy wykazują skłonność do czegoś, co chyba musimy nazwać mistycyzmem. U ludzi jest tak, że wyznają różne kulty. Nawet tam, gdzie nie ma żadnego, istnieje jakiś kult wodza i jest w tym coś na tyle charakterystycznego, że jeśli nie wiesz nic o kulturze danego kraju czy plemienia, to kiedy znajdziesz obiekt kultu, od razu widzisz, że to „to”. No i okazuje się, że żyjące dziko szympansy mają coś podobnego! Wybierają w lesie potężne drzewa, daleko od miejsc, w których mieszkają, i znoszą tam wielkie kamienie. Przychodzą tam, siedzą jakiś czas bez ruchu i odchodzą. Czasem przynoszą nowy kamień, żeby go dołożyć do kopca. To zupełnie niezwykłe, dosyć nowe odkrycie. Podobieństwo tych miejsc do pierwotnych miejsc kultowych ludzi, w których oni układali stosy kamieni, jest uderzające. W Internecie są już zdjęcia. Warto zobaczyć.

Moc terapeutyczna zwierząt - kilka argumentów na rzecz zaproszenia pod swój dach czworonoga

  • Uważny i serdeczny kontakt ze zwierzętami rozwija naszą empatię, zdolności socjalne (ile znajomości zawieranych jest w parkach z innymi właścicielami psów!), troskę o innych, otwartość, ufność i uważność na to, co dzieje się tu i teraz.
  • Kontakt z domowym futrzakiem, a zwłaszcza dotyk, przytulanie się z nim, głaskanie, stymuluje wydzielanie endorfin, hormonu, który nas nastraja pozytywnie i pobudza odporność organizmu, a także obniża poziom kortyzolu, hormonu stresu.
  • Od zwierząt otrzymujemy też bezwarunkową miłość i akceptację, ale to niejedyna terapeutyczna korzyść, jaka się wiąże z bezpośrednim kontaktem ze zwierzęciem.
  • Okazuje się, i zbadali to Sam oraz Elizabeth Corson, małżeństwo amerykańskich psychiatrów, że pacjenci, którym pozwalano na kontakt z psem, nabrali większej pewności siebie i stali się bardziej niezależni.
  • Jako terapię wspomagającą chętnie wykorzystuje się dziś kontakt z końmi, delfinami czy psami w leczeniu lub rozwijaniu m.in. funkcji poznawczych, słownictwa, pamięci długo- i krótkotrwałej, motoryki, koncentracji uwagi, koordynacji ruchowej, a także niwelowania lęków, podnoszenia samooceny, nauki relaksacji czy rozwijania empatii i umiejętności współdziałania w grupie. Asystę zwierząt wykorzystuje się wspomagająco w rehabilitacji dzieci z mózgowym porażeniem dziecięcym, ADHD, zespołem Downa, nerwicami i autyzmem. W ramach terapii z udziałem zwierząt możemy mówić o dogoterapii (psy), hipoterapii (konie), felinoterapii (koty), delfinoterapii (delfiny) i pet therapy – terapii związanej z obecnością różnych zwierząt, nawet chomików. Warunkiem koniecznym we wszystkich przypadkach jest dobrowolny udział zwierząt i ich dobre zdrowie psychiczne (m.in. pewność siebie, brak lęków).
  • Koty mają zbawienny wpływ na osoby z zaburzeniami psychicznymi i ruchowymi, na dzieci nadpobudliwe, ale także na osoby nieśmiałe. Dobre efekty uzyskuje się w pracy w asyście kotów lub psów z osobami uzależnionymi i więźniami.

  1. Styl Życia

Nowoczesny towarzysz – kot

(Fot. materiały partnera)
(Fot. materiały partnera)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
W co trzecim polskim domu jest kot. Dlaczego wybieramy koty i jak uzupełniają naszą przestrzeń życiową? Wszystko co musisz wiedzieć o kocie w pigułce.

Kociara, czyli starsza samotna pani otoczona kotami to mocno nieaktualny stereotyp. Okazuje się, że młodzi ludzie - millenialsi wolą koty. Co więcej badania potwierdzają, że miłośnicy kotów mają lepsze wykształcenie, są ciekawsi życia i bardziej kreatywni.

Kot najlepszym przyjaciele

Ponad 80% młodych opiekunów kotów, podkreśla że kot pasuje do ich stylu życia. Ponad połowa uważa kota za swojego najlepszego przyjaciela. Zważywszy że pokolenie millenialsów nie śpieszy się do zakładania rodziny, kot jako towarzysz spełnia potrzebę bliskości. Co więcej posiadanie kota jest świetnym tematem do dzielenia się w social mediach – z czego korzysta aż 2 na 5 opiekunów.

Niezależny i mniej wymagający towarzysz

Przy otwartym, niezależnym stylu życia – kot doskonale się wpisuje w grafik, ze względu na brak konieczności wyprowadzania na spacery, tak jak pies. Co więcej koty millenialsów w 2/3 są domatorami. Aby jednak ustrzec się od niemiłych niespodzianek zapachowych oraz niepożądanych zachowań, zdecydowana większość kotów domowych jest poddawana zabiegowi sterylizacji lub kastracji.

Jaki pan, taki kram…

Millenialsi są znani ze swojego zamiłowania do dbania o aktywność i są uważani za pokolenie najbardziej „fit”. A tymczasem, koty po zabiegu kastracji lub sterylizacji, są przeważnie mniej aktywne. Może się to przekładać na tendencję do tycia, szczególnie gdy mają nieograniczony dostęp do jedzenia i mało ruchu. A gruby kot, to większe ryzyko wielu chorób, niestety... Dlatego aby zadbać o zdrową sylwetkę i zapewnić wszystkie niezbędne składniki odżywcze dla kota po zabiegu, podawaj mu regularnie karmę Purina® PRO PLAN® Adult Sterilised suchą lub mokrą z zastrzeżoną formułą OPTIrenal®, która wspomoże zdrowie kociego układu wydalniczego.  Nie zapominaj o regularnej zabawie ze swoim kotem, której potrzebuje równie mocno co Ty. W końcu 88% z opiekunów kotów między 18 a 34 rokiem życia, uważa się za podobnych do swoich kotów, twierdząc że są bardziej przyjaźni i otwarci – tak jak one.

Czytaj więcej: Badanie online Purina przeprowadzone w grupie 1000 millenialsów - osób między 18 a 34 rokiem życia, w USA między 16-22.10.2015 przez Penn Schoen Berland z Washington, D.C.  https://www.purina.pl/poznaj-marke-purina/o-nas

  1. Zdrowie

Zwierzęta domowe - sposób na zdrowie

Iwona Wierzbicka, autorka książki
Iwona Wierzbicka, autorka książki "Odporność" ze swoimi psami (Fot. materiały prasowe)
Zwierzęta mają na nas dobroczynny wpływ, na co wskazuje ogromna ilość badań. Jeśli nie masz alergii, rozważ posiadanie psa lub kota albo chociaż rybek.

Dzięki psu z pewnością zwiększysz liczbę przechodzonych kroków i już nigdy pogoda nie będzie wymówką, by zostać w domu, natomiast kot to idealny towarzysz dla osób, które z powodu ograniczeń podwórkowych czy metrażowych nie mogą mieć psa. Oczywiście posiadanie psa nie wyklucza kota. Ja mam dwa psy – berneńskie psy pasterskie i trzy koty adoptowane ze schroniska.

Coś dla psiarzy

Zalety z posiadania psa:
  • Pies uczy człowieka miłości i łagodzi złość.
  • Pies składa się z miłości i ogona, ale głównie z miłości.
  • Zawsze się cieszy na twój widok.
  • Zawsze ma dobry dzień.
  • Zawsze cię wysłucha.
  • Pomoże nawiązać ci relacje międzyludzkie.
  • Zwiększysz liczbę przechodzonych kroków.
  • Już nigdy pogoda nie będzie dla ciebie wymówką, by nie iść na spacer.
  • Zawsze możesz się przytulić.
  • Wyliże twoje rany.
Badania pokazują, że pies może być terapeutą dla osób z zaburzeniami psychicznymi, poprawia nastrój, interakcje społeczne, zdolność uczenia się, a u dzieci koncentrację, wspomaga zdrowie i dobre samopoczucie u osób starszych, poprawia odporność organizmu między innymi poprzez wyzwalanie hormonów szczęścia i przywiązania, w tym oksytocyny. Głaskanie psa obniża poziom kortyzolu, poprawiają się relacje międzyludzkie i zwiększa zaangażowanie w rozmowę, częściej też dochodzi do kontaktu z innymi osobami (nie potwierdziły tego jednak badania wśród właścicieli groźnych psów, na przykład rottweilerów, bo ludzie raczej nie chcieli z takimi osobami rozpoczynać rozmów), ponadto zmniejszają się dolegliwości bólowe i stany zapalne, reguluje się ciśnienie krwi oraz gospodarka hormonalna. Naukowcy podkreślają także zbawienną rolę oksytocyny, która wytwarza się podczas głaskania własnego psa czy kota, ale również – co warto przypomnieć – podczas przytulania innej osoby, trzymania jej za rękę oraz podczas seksu, a także podczas karmienia piersią czy stymulacji sutków. Oksytocyna sprawia, że jesteśmy optymistycznie nastawieni do świata i ludzi, podwyższa nasze poczucie własnej wartości, wspiera proces budowy zaufania i pomaga przezwyciężyć zahamowania i lęki społeczne. Badania pokazują, że może być skuteczna w leczeniu nieśmiałości, pomagać ludziom pełnym niepokojów dotyczących relacji społecznych i zaburzeń nastroju. Istnieją także dowody na to, że może pomóc osobom cierpiącym na stres pourazowy. Oksytocyna może być pomocna w leczeniu ran i chorób zapalnych czy autoagresywnych dzięki swoim właściwościom przeciwzapalnym. Badania wykazały, że hormon ten może łagodzić rozmaity ból. Oddziałuje na obniżenie poziomu stresu, zmniejszając stężenie kortyzolu w organizmie oraz stabilizując ciśnienie krwi. Korzystnie wpływa na trawienie, które stres często mocno zaburza. Poprawia perystaltykę jelit i zmniejsza zapalenie jelit. Kilka badań dowodzi korzystnego wpływu kotów i psów na dzieci z autyzmem lub zaburzeniami rozwoju, a także na dzieci, które były wykorzystywane seksualnie (terapie innymi zwierzętami również są bardzo skuteczne). U dzieci z zaburzeniami rozwojowymi, zaburzeniami mowy bądź też zamkniętymi w sobie psy i koty poprawiają umiejętności komunikacji.

Coś dla kociarzy

Zalety płynące z posiadania kota:
  • Naukowcy zajmujący się chorobami naczyniowymi na uniwersytecie w Minnesocie dowiedli, że właściciele kotów przejawiają mniejsze skłonności do zawałów (30 procent mniej zawałów w porównaniu z grupą kontrolną), zmniejsza się u nich również ryzyko śmierci z powodu udarów czy innych chorób kardiologicznych.
  • Koty, które drzemią w ciągu dnia, mogą być dla nas świetnym przykładem! Badania pokazują, że osoby, które w ciągu dnia robią sobie 20 minut drzemki, są bardziej spostrzegawcze, mają lepszą pamięć, kreatywność i nastrój.
  • Bądź jak kot! Jeśli coś ci się nie uda – spróbuj jeszcze raz! Kot po każdej nieudanej akcji polowania na muchę, ponawia próbę, czasami odpocznie, zbierze siły, ale nigdy się nie poddaje. Wie, że mała porażka nie przekreśla jego szansy na sukces. Podziwiaj jego zaciętość i motywuj się do działania.
  • Kocie mruczenie o częstotliwości 20–140 Hz ma zbawienny wpływ na nasze ciśnienie i nastrój. Nasz organizm odbiera te częstotliwości i się synchronizuje. Kto miał mruczącego kota na sobie, wie, jak to uspokaja i poprawia zdrowie.
  • Koty często powodują u nas śmiech. Czy jest ktoś, kto oparł się śmiesznym filmikom na YouTube z kotem w roli głównej? Śmiech to zdrowie, to rozładowywanie trudnych emocji, to poprawa pracy całego organizmu i wzmocnienie odporności.

Dlaczego jeszcze warto mieć kota? Cytując za „Newsweekiem”: „Dzieci i dorośli, którzy cierpią na autyzm, mają problemy, by rozmawiać z innymi ludźmi. Barierę tę pomagają przezwyciężyć zwierzęta, z którymi chorzy czują głębszą więź. Potwierdzają to badania francuskich naukowców z 2012 roku. Obserwowali oni 40 dzieci z autyzmem. Okazało się, że te, które miały w domach zwierzęta, w tym koty, były spokojniejsze i łatwiej się komunikowały z otoczeniem niż dzieci bez domowych pupili. Owa otwartość u dzieci ma związek ze wzrostem poziomu oksytocyny (hormonu szczęścia), która wydziela się podczas głaskania futra. Pieszczoty wzmacniają też uczucie zaufania i miłości. Dlatego warto kupić lub adoptować kota dla swojego dziecka”.

Kontakt z kotem jest dobroczynny zwłaszcza przy takich chorobach i zaburzeniach, jak: ADHD, autyzm, choroba Alzheimera, zespół Downa, depresja, choroby psychiczne, choroby autoimmunizacyjne, stany zapalne, dolegliwości bólowe, nieśmiałość, wycofanie społeczne. Oczywiście warunkiem zdrowia jest brak alergii na kota!

Iwona Wierzbicka, dietetyczka z wieloletnią praktyką, autorka bloga ajwendieta.pl. i kanału na YouTubie, gdzie wspólnie z zespołem dietetyków dzieli się wiedzą. Jest autorką książki "Jak wzmocnić odporność" wydanej przez wydawnictwo Zwierciadło. Prywatnie jest mamą, żoną, posiadaczką 3 kotów i 2 psów. Każdy wolny czas spędza na pogłębianiu wiedzy klinicznej i na realizowaniu hobby, takich jak fotografia, podróże, wycieczki rowerowe i ogrodnictwo.

 

  1. Styl Życia

Jakie korzyści daje jazda konna?

Konie uczą między innymi sztuki porozumiewania się, ale też stanowczości i cierpliwości. (Fot. iStock)
Konie uczą między innymi sztuki porozumiewania się, ale też stanowczości i cierpliwości. (Fot. iStock)
Wydaje się, że na koniu nic się nie robi − wystarczy siedzieć. Ale to pozory. Robi się dużo, lecz i koń robi mnóstwo dla nas. Trenuje nie tylko naszą sylwetkę, ale i umysł. Uczy stanowczości i time managementu. Co jeszcze możemy zyskać w tej relacji?

Jazda konna wydaje się dyscypliną lekką i przyjemną. Wystarczy wdrapać się na siodło (w stajniach są ułatwiające to schodki), chwycić za wodze albo grzywę, i gotowe. Kto zaliczył choć jedną lekcję, wie, że lekko i przyjemnie jest, ale dopiero po wielu godzinach ćwiczeń. Najpierw trzeba przezwyciężyć lęk wysokości, znaleźć równowagę i nie spaść, gdy zacznie kołysać i trząść. A potem jeszcze przekonać zwierzę, które waży czasem nawet pół tony, żeby poruszało się w takim kierunku i tempie, jak chcemy. Następnego dnia mocno czujemy zakwasy przywodzicieli, mięśni głębokich brzucha i tych, o których istnieniu wcześniej nie wiedzieliśmy. Jeśli zdarzy się upadek –  dochodzą siniaki i obolałe ego. Na szczęście zalety jazdy konnej są w stanie zrekompensować wszystkie te trudności. Wzmocnione mięśnie (zwłaszcza brzucha, nóg, ramion i pleców), lepsza kondycja i lepsze samopoczucie (endorfiny). Ale do korzyści fizycznych i psychicznych dochodzą jeszcze te społeczne.

Czego uczą konie

Wiele sportów uprawiamy w samotności: narty, pływanie, gimnastyka w domu. Jest trochę sportów w parach, jak taniec i tenis, czy wręcz zespołowych, ale w każdym teamie są tylko ludzie. Tu partnerem jest dużo większy od człowieka koń, z którym nie tylko trzeba się jakoś komunikować, ale też skłonić go do współpracy. Kto oglądał „Zaklinacza koni”, „Wicher” albo oldschoolowy serial „Karino”, wie, o czym mowa.

Ewa Hadała-Mikołajczuk, instruktorka jazdy konnej i trenerka wyznaje, że dopiero ucząc się jazdy konnej, poznała świat zwierząt, wcześniej prawie nie miała z nimi kontaktu. − Stwierdziłam, że całkiem nieźle sobie z nimi radzę, co dodało mi wiary w siebie. Nie podejrzewałam, że będę z takim zaangażowaniem jeździć na lekcje do stajni – mówi. Skupiona na nauce, odkryła, że jazda konna sprawia jej ogromną przyjemność, do tego była chwalona za sposób, w jaki sobie radzi na koniu i z koniem. A to sztuka.

− Koń ma inteligencję trzyletniego dziecka − tłumaczy Ewa Hadała-Mikołajczuk. – To oznacza, że sporo rozumie, ma niezłą pamięć, ale to jednak trzylatek. W dodatku dużo od nas silniejszy − dodaje. Teraz sama prowadzi jazdy dla dzieci i współorganizuje warsztaty, na których konie pomagają ludziom zdobywać różne kompetencje, np. menedżerskie czy rodzicielskie i ogólnie być uważnym w relacjach z innymi. Swoimi uczniami stara się tak kierować, by byli w stanie skłonić konia do współpracy. Namówić, nie zmusić − bo to spora różnica. − W tej parze to człowiek decyduje o kolejnym kroku, ale nie wymusza tego siłą − podkreśla.

Konie uczą sztuki porozumiewania się, ale też stanowczości i cierpliwości. Efekty nie przychodzą od razu, czasem trzeba nawet kilkunastu treningów, żeby koń zaczął nas słuchać. Co nie znaczy, że będzie tak zawsze, bo też ma swoje upodobania i humory. Są wierzchowce bardziej skłonne do współpracy, inne lubią postawić na swoim.

Precyzyjne komendy oraz umiejętność radzenia sobie w trudnych sytuacjach (np. gdy koń się przestraszy) – to kolejne miesiące nauki. Ale opłaca się zainwestować czas w tę relację. Satysfakcję, jaką czujemy, gdy duże, silne, a czasem przestraszone albo uparte zwierzę z radością zaczyna wykonywać nasze polecenia, można porównać do zejścia poniżej czterech godzin w maratonie…

Zarządzanie sobą i czasem

Jazda konna to sport dla ludzi bystrych i wrażliwych, którzy potrafią zatroszczyć się o siebie. Takie odniosłam wrażenie, nie tylko sama jeżdżąc konno i obserwując treningi mojej 12-letniej córki Igi, ale też słuchając Ewy Hadały-Mikołajczuk. A jeśli ktoś nie dba o siebie − konie go tego nauczą, a dodatkowo wzmocnią inteligencję.

− Samo czyszczenie, siodłanie, a potem rozsiodływanie i zakładanie derki wymaga zapamiętania wielu sekwencji ruchów. I zapanowania nad czasem − wylicza instruktorka. – Jedną z ważniejszych rzeczy, których uczą się dzieci, jest właśnie świadomość czasu. Na jazdę muszą przyjść odpowiednio wcześnie, by zdążyć przygotować konia, potem punktualnie wyjść na ujeżdżalnię. Po zejściu z konia też jest szereg czynności do wykonania. To bywa trudne dla młodszego pokolenia, które zwykle nie nosi zegarków, tylko sprawdza godzinę w telefonie.

Każda kolejna lekcja to nauka koncentracji, uważności i empatii. Z czasem zaczynamy zwracać coraz większą uwagę na to, jak się ubrać, jak rozciągnąć po jeździe, kiedy zjeść, żeby obiad nie przeszkadzał nam w galopach. Ale też tego, że spocony koń na mrozie może się przeziębić, więc trzeba go przykryć, że nie można go karmić w dowolnym momencie i czymkolwiek, że należy zwracać uwagę, czy nie kuleje, nie ma przeciętej skóry albo nie jest brudny. Empatia, uważność, porozumienie, nawiązywanie relacji… – mogłabym wymieniać bez końca. Najfajniejsze jednak jest, że to, czego nauczyliśmy się podczas treningu, nie zostaje wykasowane z naszego mózgu. Zyskujemy większą pewność siebie, jesteśmy w lepszym kontakcie ze sobą i światem – po prostu mądrzejsi. A przypływ endorfin po galopie w lesie to tylko skutek uboczny. Nieziemsko przyjemny dodatek do tego sportu.

Coaching z końmi

Od zwierząt możemy się wiele nauczyć. Nie tylko o nich, ale i o sobie. Dlatego coraz więcej coachów i trenerów wykorzystuje konie do szkoleń. Ich uczestnicy na ogół nie potrafią jeździć, ale też nie muszą. Ze zwierzęciem pracują z ziemi: obserwują zachowania w stadzie, ale także próbują nawiązać kontakt z koniem. Warto spróbować.

  1. Styl Życia

Tydzień tygrysa - za co kochamy te zwierzęta?

 Jeszcze 120 lat temu ogromne obszary Azji zamieszkiwało ok. 100 000 tygrysów, dziś populacja światowa liczy jedynie około 3900 osobników. (fot. iStock)
Jeszcze 120 lat temu ogromne obszary Azji zamieszkiwało ok. 100 000 tygrysów, dziś populacja światowa liczy jedynie około 3900 osobników. (fot. iStock)
29 lipca przypada wyjątkowy dzień - Dzień Tygrysa, jednego z najpiękniejszych i najdzikszych kotów zamieszkujących naszą planetę. Specjalnie na jego cześć, WWF Polska ogłosiło tzw. Tydzień Tygrysa, podczas którego na różnych kanałach medialnych Fundacji będą pojawiały się artykuły, posty, filmy i zdjęcia przybliżające wszystkim ten wspaniały gatunek.

Choć na co dzień niewiele mówi się na temat tych wyjątkowych zwierząt w innym kontekście, niż ich niezwykle ciężka sytuacja wynikająca z nieodpowiedzialnej gospodarki człowieka, okazuje się, że jest wiele powodów, dla których powinniśmy mówić i dbać o nie w o wiele większym stopniu niż dotychczas.

Jak podaje WWF Polska tygrysy są gatunkiem, który chroni słabszych i należy do tzw. gatunków parasolowych - ochraniających inne zwierzęta i niosących im pomoc. "Terytorium zajmowane przez dorosłego samca ma zazwyczaj powierzchnię aż kilkuset kilometrów kwadratowych, w związku z czym jest także domem dla wielu innych zwierząt – często zagrożonych wyginięciem. Dobrym przykładem jest Sumatra, gdzie wszystkie nosorożce sumatrzańskie i orangutany żyją na terenach zamieszkanych przez tygrysy. Z kolei w lasach Dawna Tenasserim w Mjanmie (dawna Birma) tygrysy dzielą terytorium m.in. ze słoniami indyjskimi. Chroniąc królestwa tych wielkich kotów, zapewniamy przetrwanie także innym dzikim zwierzętom" - analizuje WWF Polska.

Tygrysy biorą także udział w walce ze zmianą klimatu oraz pomagają chronić niezbędne do życia zasoby, takie jak np. woda. "Dzięki ochronie naturalnych siedlisk tygrysów, dbamy o zachowanie i utrzymanie w dobrym stanie rzek, mokradeł i zbiorników wodnych. Z wody pochodzącej z obszarów występowania tygrysów korzysta aż 830 milionów ludzi" - wskazuje WWF Polska.

W wyniku nieodpowiedzialnej, rabunkowej gospodarki człowieka, liczba tygrysów żyjących na wolności spadła o ponad 95%. (fot. iStock) W wyniku nieodpowiedzialnej, rabunkowej gospodarki człowieka, liczba tygrysów żyjących na wolności spadła o ponad 95%. (fot. iStock)

Ponadto, postrzegane często jako zagrożenie dla ludzi, tygrysy - wręcz przeciwnie, stanowią niekiedy źródło ich "utrzymania". Przykładem może być m.in tygrysica Machali, która odegrała kluczową rolę w odbudowie populacji tygrysów bengalskich pochodzących z północnych Indii, obszaru Parku Narodowego Ranthambore, zdobywając przy tym dużą popularność wśród turystów odwiedzających park. Machali otrzymała tytuł jednego z najczęściej fotografowanych tygrysów w historii. "Szacuje się, że dzięki Machali park zarobił ponad 130 mln dolarów (opłaty za wstęp do parku, zakwaterowanie odwiedzających i inne usługi oraz podatki). Ta niezwykła tygrysica zapewniła tym samym miejsca pracy dla ok. 3 000 przedstawicieli lokalnej społeczności, a żadne z nich nie było związane z nieetyczną rozrywką, jaką oferują komercyjne ogrody czy farmy tygrysów. Ponadto obszary chronione, w których żyją tygrysy są chętnie odwiedzane przez turystów, co sprawia, że mieszkańcy przyległych terenów mogą prowadzić działalność zarobkową opartą na turystyce" - podaje WWF Polska.

Gatunek ten jest niezwykły pod wieloma względami i stanowi nieodłączny element kultury azjatyckiej. Jak wskazuje WWF Polska, ich społeczne znaczenie jest podkreślane w wyznaniach i opowieściach ludowych większości krajów, w których występują. "Te dzikie koty stanowią nieodłączny element jednej z najstarszych cywilizacji na Ziemi. Chroniąc tygrysy, ratujemy nie tylko przyrodę, ale też tradycyjne kultury, święte miejsca i tożsamość rdzennych ludów Azji, nierozerwalnie związane z dzikimi kotami. Tygrysy powinny dalej inspirować kolejne pokolenia, a nie być tylko wspomnieniem na dawnych obrazach czy rzeźbach."