1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Ćwiczenia oddechowe na koncentrację - 20 oddechów oczyszczających

Ćwiczenia oddechowe na koncentrację - 20 oddechów oczyszczających

Ilustracja iStock
Ilustracja iStock
Praca zdalna i skumulowane emocje - to i wiele innych elementów naszej obecnej rzeczywistości wpływa na fakt, że coraz częściej nie możemy się skupić. A najlepszym lekarstwem na problemy z koncentracją są ćwiczenia oddechowo-koncentracyjne, znane najczęściej pod nazwą pranajama. Nauczyciel jogi Maciej Wielobób prezentuje jedno z takich ćwiczeń, idealne na dobry początek dnia.

Praca zdalna i skumulowane emocje - to i wiele innych elementów naszej obecnej rzeczywistości wpływa na problemy z koncentracją. A najlepszym lekarstwem na umiejętność skupienia są ćwiczenia oddechowo-koncentracyjne, znane najczęściej pod nazwą pranajama. Nauczyciel jogi Maciej Wielobób prezentuje jedno z takich ćwiczeń, idealne na dobry początek dnia.

Oddech dla mistyka jest czymś więcej niż tylko czynnością fizjologiczną – jest prądem, który niesie ze sobą nasze emocje, postawy, myśli, działania. Niekontrolowany oddech to brak kontroli nad sobą. Dlatego właśnie mistrzowie tyle uwagi poświęcają oddechowi. Jak pisał suficki mistyk Bahauddin Nakshbandh: Im bardziej ktoś jest świadomy swojego oddechu, tym silniejsze jest jego życie wewnętrzne.

Pranajama o poranku

Choć jest wiele rodzajów pranajamy, wszystkie sprowadzają się do połączenia pracy z oddechem z określonym przedmiotem koncentracji, np. mantrą, wizualizacją, zogniskowaniem uwagi na jakimś miejscu w ciele. Ja postanowiłem zaprezentować prostą, ale jednocześnie bardzo głęboką oddechową technikę sufich, znaną pod nazwą „20 oddechów oczyszczających”. To ćwiczenie wykonuję codziennie jako jeden z elementów mojej praktyki od ponad 20 lat. Najlepiej zacząć rano, zaraz po przebudzeniu i skorzystaniu z toalety, w przewietrzonym pomieszczeniu. Oczywiście, jeśli poranny czas nie sprzyja skupieniu, dostosuj czas praktyki do siebie. To ćwiczenie służy pracy nad umysłem, a wykonywane rano poprawia koncentrację w dalszej części dnia.

Oddech krok po kroku

  • Przyjmij wygodną pozycję, stabilną i wyprostowaną, siedzącą lub stojącą.
  • Zamknij oczy i daj sobie chwilę na wejście w neutralny, zrelaksowany stan umysłu. Bądź uważny, pozwalaj na przepływ myśli, emocji, wrażeń zmysłowych, ale nie oceniaj ich, nie nazywaj, nie wypieraj ani nie „dokarmiaj” ich. Pozwalaj im przepływać, pozostając uważny, lecz obojętny.
  • Gdy ugruntujesz się w tym stanie, możesz zacząć pranajamę.
  • Składa się ona z czterech etapów. Na każdym wykonuj świadomy, dosyć pełny, ale komfortowy wdech, na 1–2 sekundy zatrzymuj powietrze, po czym w sposób świadomy, lekko wydłużony (ale nie siłowy) wydychaj je.
  • Z wdechem powtarzaj w myślach (synchronizując myśl z oddechem) zdanie: „Wdycham boskie życie i światło” lub po prostu: „Wdycham życie i światło”, a z wydechem: „I promieniuję tym samym”. Jeśli to możliwe, wizualizuj również wdychanie jasnego światła z wdechem, a z wydechem wypromieniowywanie go.
Na pierwszym etapie wykonuj według powyższej instrukcji pięć oddechów, oddychając nosem zarówno przy wdechu, jak i przy wydechu. W drugiej fazie pranajamy wdech rób nosem, a wydech ustami, ale w taki sposób, by powietrze wychodziło nimi wąskim strumieniem (również pięć oddechów). Na trzecim etapie oddychaj odwrotnie – jednolity strumień wdechu ustami, a wydech nosem (pięć powtórzeń), by w ostatnim stadium pranajamy wdychać i wydychać ustami (ponownie pięć razy).

Na zakończenie zostań jeszcze 3–5 min w ciszy z zamkniętymi oczami, obserwując, jak wykonana technika wybrzmiewa w tobie.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Praca z oddechem - poszukaj spokoju w sobie

Wchodząc w kontakt ze sobą podczas sesji oddechowych, zaczynasz rozumieć, co cię tworzy, a co jest tylko gadżetem, który nie powinien budzić jakichś nadmiernych emocji. (Fot. iStock)
Wchodząc w kontakt ze sobą podczas sesji oddechowych, zaczynasz rozumieć, co cię tworzy, a co jest tylko gadżetem, który nie powinien budzić jakichś nadmiernych emocji. (Fot. iStock)
Coaching oddechu jest rozwiązaniem dla tych, którzy nie mają predyspozycji do medytacji, a chcą pokonać trudne emocje i cieszyć się chwilą. Rozmowa z life coachem Joanną Godecką. 

Czym jest oddech?
Oddech jest jak nasze paliwo. Bez jedzenia i wody przez jakiś czas przeżyjemy. Ale bez powietrza, którym oddychamy, nie damy rady. Wydaje nam się, że oddech jest czymś całkowicie naturalnym. Natomiast nie zdajemy sobie sprawy, że jest jednocześnie czymś magicznym.

Mało uwagi poświęcamy własnemu oddechowi…
Gdybym cię spytała, czy umiesz oddychać, spojrzałabyś na mnie ze zdziwieniem i stwierdziła, że jak można nie umieć. A jednak… Malutkie dzieci oddychają w płynny, delikatny sposób. Gdybyśmy narysowali ten oddech, byłaby to lekko wznosząca się i opadająca fala. Taki oddech mają też ludzie dorośli w głębokiej fazie snu. Wówczas wdech i wydech są prawie niedostrzegalne. Natomiast na jawie, szczególnie w sytuacjach stresowych, oddech staje się szybki, urywany. Jest to jeden z naszych mechanizmów obronnych. Jeśli nie chcesz czegoś czuć, instynktownie zatrzymujesz powietrze. Nie chcesz się rozpłakać, wybuchnąć złością – wciągasz powietrze i je przytrzymujesz. Robimy tak często, bo w codziennym życiu jest wiele sytuacji, w których nie chcemy ujawnić emocji. Etykietujemy je, nazywając złymi, i tłumimy. Ale one wcale w tajemniczy sposób nie znikają. My je tylko kontrolujemy, robiąc mikropauzy między wdechem a wydechem. I żyjemy jakby z wielkim balonem w środku, wypełnionym emocjami, którym nie pozwoliliśmy zaistnieć. Żeby nie uleciał w powietrze, cały czas musimy stosować nacisk. I dlatego oddech z płynnego zmienia się w urywany i dodatkowo się spłyca. Najczęściej nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Co możemy zrobić, żeby to zmienić?
Przede wszystkim trzeba wyjść od zrozumienia, że wszystkie emocje, które odczuwamy, niosą ze sobą ważną dla nas jakość. Nie dzielą się na dobre i złe. Gdybyśmy wzięli kartkę papieru i spisali to, co lubimy czuć, to pewnie pojawiłyby się na niej: miłość, wdzięczność, entuzjazm, radość. To są emocje, które dają nam fajne samopoczucie. I jest cała gama takich, od których kurczymy się w środku. To: obawa, poczucie odrzucenia, zazdrość, strach, melancholia… można by je mnożyć. Gdybyśmy się tak na spokojnie zastanowili, skąd się biorą pozytywne stany, znaleźlibyśmy dla nich wspólny mianownik – jest nim miłość. A dla trudnych emocji – lęk. Bo i niezadowolenie, i smutek, i niechęć, i poczucie osamotnienia – to wszystko gdzieś ma u podłoża lęk. Boimy się, że czegoś nie mamy, że coś stracimy, że coś nam się nie uda, że będzie jakaś negatywna interakcja między nami a światem. A z miłości biorą się w nas: radość, przyjemność, dobroć, uczucie, że jesteśmy blisko.

Jeżeli przestalibyśmy dzielić te emocje na lepsze i gorsze i zaczęlibyśmy wszystkie je przyjmować, i wszystkich ich doświadczać, okazałoby się, że każda z nich jest posłańcem. Niesie jakąś informację o stanie naszego ducha. Tylko o ile nie mamy problemu z przyjmowaniem posłańców, którzy niosą wszelkie przejawy miłości, o tyle mamy ochotę zamknąć drzwi przed nosem tym, którzy mówią, że coś wymaga naprawy i zmiany. Trudnym emocjom, które zapraszają do szukania czegoś głębiej, najczęściej stawiamy opór. Kombinujemy, jak by tu nie czuć: „może do kogoś zadzwonię, może kupię sobie szminkę, a może wyjdę na spacer lub zjem czekoladkę…”. Pojawiają się kompulsywne zachowania, których celem jest uniknięcie konfrontacji z emocjami. Na planie fizycznym zaczynamy oddychać płytko, bo tracimy kontakt ze sobą. Jakąś część siebie próbujemy zablokować. Do tego doprowadza nas lęk.

Pokonamy go, gdy spojrzymy mu prosto w oczy?
Kiedy pracuję z klientami, którzy bardzo się czegoś boją, zapraszamy lęk, wyzywamy go na ubitą ziemię. Niech przyjdzie i zrobi te straszne rzeczy, które ma zrobić. Otwieramy lękowi drzwi i okazuje się, że on jest iluzją. Lęk jest jak wyimaginowany psychopata, który nas goni, a jak się odwracamy, to się okazuje, że go nie ma. Nasz opór i lęk przed lękiem stanowią dla niego źródło zasilania. Kiedy mówimy: „OK, zjedz mnie”, wyciągamy wtyczkę z kontaktu.

Coachingowe sesje oddechowe pomagają odczuwać własne emocje?
Celem procesu, przez który przechodzimy na sesjach oddechowych, jest dopuszczenie tego wszystkiego, czego przez długi czas unikaliśmy. Trzeba się na to odważyć. To musi być świadoma decyzja, zresztą jak każda wizyta u terapeuty czy lekarza. Powinna też łączyć się z postanowieniem, że chcę się zmienić. Ale to nie tak, że nagle otworzy się puszka Pandory, uwalniając pokłady złości i nienawiści z całego życia, zmiatając nas z powierzchni ziemi.

Istotą sesji oddechowych tak naprawdę jest spotkanie ze sobą na głębokim poziomie. Dochodzimy do tego stopniowo, w zgodzie ze swoją naturą, powoli uwalniając trudne emocje, które oddzielają nas od własnego „ja”. Gdy świadomie oddychamy, można powiedzieć, że wracamy do domu, do siebie. Oddech sam w sobie niesie ożywczy zastrzyk prawdy. Następnym krokiem jest złapanie kontaktu ze sobą, skoncentrowanie się nie na głowie, a na sercu.

Zaczyna się praca nad dotarciem do własnej prawdy, do autentyczności. Na czym ona polega?
Drugi etap wcale nie jest taki prosty. Nasze ego, które cały czas jest aktywne, nie chce oddać kontroli. Leżysz sobie, oddychasz i myślisz: „muszę kupić sól, a tak w ogóle, to czy ja zamknęłam drzwi na górny zamek…?”. Robimy coś, co sprawia, że nasz cel się oddala. Trzeba po prostu cierpliwie ponawiać te próby wyjścia z umysłu. Nie tak łatwo wyłączyć ego i myślenie. Pierwsze próby mogą być zniechęcające, bo mózg cały czas „gada”. Ale, jeśli będziemy konsekwentni i jeśli naprawdę będziemy tego chcieli, to w pewnym momencie pojawi się wyciszenie i nowy rodzaj świadomości. Wtedy wchodzimy w inny sposób kontaktu ze sobą i światem – zaczynamy łapać te chwile, kiedy czujemy się inaczej niż w codziennym życiu, kiedy to ciągle myślimy, niepokoimy się czymś, działamy. Nagle czujemy, że świat nie jest wrogiem, że nie musimy ciągle ścigać się i kogoś przechytrzać, żeby coś osiągnąć. Jeśli ktoś naprawdę wierzy w to, że potrzebuje gdzieś dojść czy coś osiągnąć – tak się stanie. Na zasadzie pokojowego współistnienia i dogadania się ze światem.

Wchodząc w kontakt ze sobą podczas sesji oddechowych, zaczynasz rozumieć, co cię tworzy, a co jest tylko gadżetem, który nie powinien budzić jakichś nadmiernych emocji. Stan „przepływu” to poczucie, że do prawdziwego szczęścia nie potrzebujesz wiele. Urealniasz swój stosunek do świata zewnętrznego i jego materialnych darów, chociaż nie zostajesz przecież ascetą. Przestajesz tylko pożądać, zaczynasz świadomie wybierać. Ta zmiana postrzegania już jest ogromnym krokiem na drodze do szczęścia. Bo wiele naszej energii, czasu i zaangażowania tracimy na rzeczy, które szczęścia nie przynoszą.

A czasem odkrywamy, że szczęście daje nam wcale nie to, za czym gonimy.
Jeżeli cały czas delegujemy swoje szczęście w bliżej nieokreśloną przyszłość, w której będziemy mieli to i to – nigdy go nie osiągniemy. Zmiana samochodu z czerwonego na zielony i domu z dużego na jeszcze większy też nic nam nie da. Praktyka obecności Colina P. Sissona lub Eckharta Tolle’a uczy, że szczęśliwą możesz być tylko tu i teraz. Jeśli nie umiesz dzisiaj cieszyć się życiem, nie łudź się, że kiedyś się to zmieni. Sesje uczą nas być w „teraz” i już dziś odczuwać to, co zamierzamy odczuwać w przyszłości, kiedy spełnimy określone warunki. Szczęśliwą możesz być tylko jako ta osoba, którą jesteś w tej sekundzie czy minucie. Może z małą sumą pieniędzy na koncie i akurat nieumytymi włosami. To, co można odkryć w sesjach oddechowych, jest pewnego rodzaju umiejętnością odnajdywania szczęścia w nas samych. Niestety, tracimy zdolność życia chwilą. Dziecko, bawiąc się znalezionym patykiem, nie myśli, czy kiedyś w przyszłości będzie szczęśliwe. Ono już teraz odczuwa szczęście. Dla nas „dzisiaj” jest czymś, czego nie szanujemy. Nie zauważamy tego, że jesteśmy.

Coaching oddechu kieruje ludzi bardziej ku sercu?
Ku odczuwaniu tego, że jesteś. To może być bardzo odkrywcze, kiedy nagle fizycznie poczujesz swoją obecność. Wracasz do pierwotnego czucia ciała, które oddycha, a krew w nim krąży. Może się wydawać, że to banał, a jednak jest w tym zaklęty sens. Jeżeli czujesz swój oddech, swoje ciało, swoje serce – to bardziej świadomie odbierasz zapachy, kolory, smaki. Jeśli z takim nastawieniem wstaniesz rano, to podczas picia porannej kawy czy herbaty poczujesz całą zmysłową przyjemność, która się z tym łączy. Coaching oddechu jest dla każdego, kto jest ciekawy siebie, kto chciałby nadać swojemu życiu nową jakość, a zwłaszcza dla osób zestresowanych, które zaczynają popadać w uzależnienia. Robią coraz więcej, a nie cieszy ich to, co osiągają. To jest dzwonek alarmowy, żeby zatrzymać się i spotkać ze sobą. I dopiero z tego punktu wyruszyć w kolejną wędrówkę. Później można już praktykować świadomy oddech bez przewodnika, jakim jest na początku coach.

Co się dzieje podczas sesji?
Pojawiają się różne emocje, stany w ciele, obrazy, wizje. One nie są logiczne, płyną z serca. Kiedyś poczułam, że choć leżę na poduszce, to coś mnie gniecie. W wizji zobaczyłam buteleczkę perfum z haftowanymi fiołkami. Identyczną jak ta, którą dostałam od chłopaka jako 15-latka. Tak naprawdę gniotła mnie jakaś relacyjna sprawa, z jakiegoś powodu te fiołki do mnie „przyszły”. Innym razem poczułam lęk z powodu tego, że nie wiem, kim jestem i gdzie jestem, ale gdy weszłam w ten stan głębiej, miałam mistyczne doznanie spokoju płynącego z połączenia ze wszechświatem. Poczułam się bezpiecznie, gdy porzuciłam opór płynący z tego, że zawsze muszę się jakoś określać. Otwartość polega na tym, żeby zanegować to, co się wydaje najbardziej oczywiste. Tego uczy właśnie coaching oddechu.

Joanna Godecka terapeutka TSR – ukończony I i II stopień certyfikowanej szkoły terapeutycznej LETSR, członkini Polskiego Stowarzyszenia Terapeutów Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach, dyplomowany life coach – absolwentka Studiów Podyplomowych z akredytacją ICF uczelni Collegium Civitas, coach oddechu (absolwentka Nowej Szkoły Oddechu) z tytułem Diploma Master Practicioner.

  1. Psychologia

Oddech pomaga sterować emocjami i energią - mówi Wojciech Eichelberger

Właściwy oddech pomoże nam uwolnić się od napięcia. (fot. iStock)
Właściwy oddech pomoże nam uwolnić się od napięcia. (fot. iStock)
Życie ludzkie mierzymy od pierwszego do ostatniego tchu. Nie ma nic bardziej naturalnego niż oddech. A jednak niewiele o nim wiemy. A już na pewno nie umiemy nim zarządzać i za jego pomocą sterować swoją fizjologią i emocjami. Warto się tego nauczyć, przekonuje psychoterapeuta Wojciech Eichelberger.

Pierwsze z ośmiu O w twoim programie radzenia sobie ze stresem to oddech. Czyżby coś było nie tak z naszym oddychaniem? Oddychamy, to prawda. Ale jak? Okazuje się, że w naszym kręgu kulturowym większość ludzi oddycha tak, jakby chciała jakoś przeżyć, lecz nie po to, aby żyć w pełni i realizować swój życiowy potencjał. Zwykle nie zwracamy na oddech uwagi. Nie uczymy się prawie niczego o oddychaniu. Chyba że śpiewamy w chórze, gramy na instrumencie dętym, uprawiamy sporty wytrzymałościowe albo chodzimy na zajęcia w szkole rodzenia. Tylko tam możemy się dowiedzieć, że oddychanie jest co prawda naturalne, ale trzeba i można je doskonalić.

Co konkretnie? Możemy na przykład oddychać głębiej. Gdy oddychamy płytko, nie wykorzystujemy naszego potencjału oddechowego i jesteśmy niedotlenieni. A tlen to nie tylko główny napęd metabolizmu, lecz też zasilanie mózgu. Ważący nieco ponad kilogram mózg pobiera aż 25 procent tlenu z krwi. Im skuteczniej oddychamy, tym lepiej pracuje nasz mózg, żywiej krąży krew, wszystko działa dużo lepiej. Jakby nam ktoś włożył nowe baterie. Właściwe oddychanie korzystnie wpływa także na nasze emocje i zdolność do kierowania własnym zachowaniem. Jeśli jesteśmy niedotlenieni, tlenu wystarcza tylko na podtrzymanie podstawowych funkcji życiowych, ale już nie na efektywne działanie pod presją, na cierpliwość, empatię, żywy i znaczący kontakt z ludźmi. Także twórcze myślenie i działanie wymagają dużych ilości paliwa oddechowego.

A gdy brakuje energii na to, by sprostać życiowym wyzwaniom i potrzebom, pojawia się stres... Dlatego oddech w profilaktyce i leczeniu stresu ma znaczenie podstawowe. Terapia jest tańsza, bo lekarstwo jest bezpłatne, bez recepty, niewyczerpane, dostępne w każdej chwili i dla każdego. Sposób oddychania to pierwsza rzecz, na jaką odpowiednio przeszkolony terapeuta zwraca uwagę. Szczególnie gdy widzi, że klient nie ma kontaktu z własnym ciałem i emocjami. To zwykle idzie w parze z płytkim oddechem.

Właściwe oddychanie to tylko kwestia głębokości? To nie takie proste. Aparat oddechowy jest niesłychanie wrażliwy na wszelkie negatywne bodźce, które nas niepokoją, obciążają. Wtedy odruchowo spłycamy lub zatrzymujemy oddech. Dzieje się tak, bo przepona napina się i blokuje pod wpływem stresu. Wtedy pozostaje nam oddychanie klatką piersiową. Takie oddychanie nazywamy stresowym. Oddychając płytko i szybko, nasilamy poziom naszego stresu. W trudnej sytuacji potrzebujemy bowiem więcej tlenu. Kiedy mamy go mniej, sytuacja zaczyna nas przerastać jeszcze bardziej niż na początku.

Skoro w stresie potrzebujemy więcej energii, dlaczego fizjologia nas od niej automatycznie odcina? Dziś stres przeżywamy głównie na siedząco i w bezruchu. Na przykład w mejlu wyświetla nam się informacja, że mamy na wczoraj zrobić to, co mieliśmy zrobić na pojutrze. Reagujemy na nią tak samo, jak zareagowalibyśmy kiedyś na spotkanego w lesie drapieżnika. Zamieramy w bezruchu, całe ciało się usztywnia, a wraz z nim blokuje się oddech. To reakcja „szoku adrenalinowego”, która  przy silnym zagrożeniu jest niezbędna, by zmobilizować wszystkie siły, skoncentrować się, pokonać strach i sprężyć do ucieczki lub ataku. Po takiej mobilizacji następowało więc intensywne rozładowanie fizyczne, które automatycznie odblokowywało oddech. Intensywny ruch po prostu wymusza głębokie, efektywne oddychanie i spala nadmiar hormonów oraz innych substancji związanych z silną mobilizacją. W dzisiejszych warunkach fizyczne rozładowanie ogromnej energii mobilizacji i odblokowanie oddechu nie następuje. Pozostajemy przy swoim biurku w fazie szoku adrenalinowego, z napiętymi mięśniami, zablokowanym oddechem i nadmiarem adrenaliny we krwi.

 
Czyli w takiej sytuacji powinniśmy coś zrobić? Na przykład zatańczyć? Żeby odblokować oddech i ruszyć ciało, powinniśmy poskakać albo z krzykiem pobiec przez korytarz lub walnąć parę razy w worek treningowy (w każdej firmie powinny być miejsca służące do odreagowywania nadmiernego stresu na bieżąco). W przeciwnym razie nieodreagowana mobilizacja kumuluje się w organizmie w postaci nadmiernego, trwałego napięcia mięśni i przeradza w stan chronicznego napięcia całego organizmu. Po wyjściu z pracy szukamy okazji, żeby to jakoś z siebie zrzucić, często obrywają dzieci albo współmałżonkowie. Co oczywiście prędzej czy później też się na nas skrupi.

A jakbyśmy w takiej sytuacji świadomie głębiej pooddychali? By dobrze radzić sobie w stresujących sytuacjach, potrzebujemy przede wszystkim świadomości oddechowej. Np. wielu ludzi prawie nie oddycha, gdy prowadzi samochód w trudnych warunkach. A przecież gdy siedzimy w bezruchu, na bezdechu, to gorzej widzimy, gorzej słyszymy i kojarzymy.

Przepraszam, zaczęłam głębiej oddychać i natychmiast ziewam. Ziewanie jest odruchem ratunkowym organizmu, który próbuje rozluźnić spiętą przeponę i obniżyć napięcie. Gdy ciało jest zmobilizowane i spięte, nie może uruchomić procesów regeneracyjnych. Organizm jest bowiem tak skonstruowany, że albo się mobilizuje, albo regeneruje. Ziewanie odblokowuje choć na parę chwil mechanizm regeneracji organizmu.

Po co nam świadomość tego, jak oddychamy? Możemy zacząć się uczyć zarządzać oddechem. Oddychanie jest niezwykłą funkcją organizmu – ma podwójne sterowanie. Z jednej strony działa automatycznie. Z drugiej – mamy możliwość świadomego nim kierowania. Każdy to potrafi: spłycić oddech, pogłębić go, przyspieszyć, zwolnić, wstrzymać na wdechu, na wydechu... Ponieważ oddech poddaje się świadomej kontroli, a jednocześnie podłączony jest do autonomicznej części układu nerwowego, który zarządza naszą fizjologią, otwiera nam drogę do świadomego wpływania na tę fizjologię. Sygnał o tym, co się dzieje z oddechem, natychmiast dociera do wszystkich części organizmu i niesie podstawową informację: mobilizować się czy odpuścić. Jeśli więc w walce, w zagrożeniu i przeciążeniu nauczymy się świadomie zarządzać oddechem, będziemy mogli skutecznie obniżać stan napięcia stresowego w całym organizmie.

Organizm dostaje informację: oddech nie jest spłycony, więc sytuacja jest w normie. Nie ma stresu? I to jest cała tajemnica. Za pomocą oddechu można naprawdę zmienić fizjologiczny stan organizmu i zmniejszyć siłę reakcji stresowej. Czyli podnieść próg reakcji stresowej. Oddech ma dwa podstawowe tory: przeponowy (albo brzuszny) i piersiowy. Najważniejszy z punktu widzenia zmniejszania napięcia jest oddech brzuszny, a więc umiejętne sterowanie przeponą. Nazywa się to effortless abdominal breathing. Jest wiele badań pokazujących, jak ów bezwysiłkowy oddech brzuszny korzystnie wpływa na fizjologię i stan umysłu. Ale przeciętny człowiek nie posiada ani czucia przepony, ani wiedzy na temat jej działania. A przecież przepona jest potężnym mięśniem szkieletowym, czyli takim, który możemy kontrolować. Takim samym jak mięśnie rąk i nóg. Naprawdę warto nauczyć się nim świadomie zarządzać i wpływać na stan swego ciała, serca, umysłu i… ducha.

Ducha? Oddech działa na wszystkich poziomach: fizjologicznym, biochemicznym, emocjonalnym, mentalnym i duchowym. W tradycjach Wschodu jest ważnym narzędziem samodoskonalenia. Niestety, w naszej kulturze nie ma takiego szacunku dla oddechu. Niemniej jest pewne i potwierdzone przez wieki doświadczeń bardzo wielu ludzi, że ten, kto chce stać się duchowo rozwiniętym człowiekiem, musi nauczyć się oddychać.

W medytacji oddech to podstawowe narzędzie uczenia się bycia tu i teraz. Dobrze, że o tym wspominasz. Dzięki oddechowi, po nabraniu wprawy, łatwo możemy się odblokować i przywołać do rzeczywistości. Praktykując codziennie uważne doświadczanie oddechu, możemy z czasem odkryć absolutny, duchowy wymiar rzeczywistości.

 

Ćwiczenia budujące świadomość oddechową i uwalniające od nadmiernego napięcia

Ziewanie

Staraj się ziewnąć za każdym razem, gdy czerwone światło lub korek zatrzyma cię w ruchu ulicznym. Ziewanie jest zbawiennym odruchem ratunkowym organizmu. Gdy nasza fizjologia jest „przegrzana” zbyt długą jazdą wymagającą natężonej uwagi, organizm ziewa, czyli odruchowo wykorzystuje każdą chwilę względnego bezpieczeństwa na szybką regenerację. Nawet jedno ziewnięcie otwiera oddech, dotlenia mózg i ciało, rozciąga i rozluźnia najbardziej napięte mięśnie, nawilża oczy i wprowadza w bardziej przyjazny światu nastrój.

Ziewając na czerwonym świetle, uczymy się prawdziwie mistrzowskiego zarządzania własną energią i fizjologią w sytuacji walki albo wyścigu, jakim w coraz większym stopniu staje się jazda samochodem po naszych ulicach i drogach. Dzięki temu ćwiczeniu będziemy z czasem potrafili wykorzystywać na niezbędną regenerację każdą, nawet najkrótszą przerwę w codziennym zabieganiu. Ponadto ziewnięcie jest doskonałym modelem prawidłowego, pełnego wdechu. Zaczyna się od uruchomienia (najczęściej zablokowanej w stresie) przepony, która z całą mocą, prąc w dół, każe się rozluźnić oraz unieść brzuchowi i pozwala wykorzystać płucom 60 proc. ich wdechowej pojemności. Potem wdech jest pogłębiany przez uruchomienie mięśni klatki piersiowej, co pozwala wykorzystać pozostałe 40 proc. pojemności płuc. Krótko mówiąc, ziewnięcie to rozkoszny, relaksujący „oddech pełną piersią”.

Pompki przeponowe  

Leżąc na brzuchu na twardym i płaskim podłożu, staraj się oddychać wyłącznie przeponą, czyli w miarę nabierania oddechu pozwól unosić się brzuchowi i biodrom. Nie dopuszczaj jednak do unoszenia się i rozszerzania klatki piersiowej. Gdy poczujesz, że głębiej odetchnąć „do brzucha” się już nie da – zatrzymaj oddech na 2–3 sekundy i dopiero wtedy zrób wydech. Wdychaj powietrze przez nos, a wydychaj przez usta. Po 10 wdechach i wydechach odpocznij, uważnie doświadczając przez kolejne 10 wdechów i wydechów naturalnego dla ciebie oddychania. Ćwiczenie najlepiej robić bezpośrednio przed snem lub/i zaraz po przebudzeniu się, a także w okresach wypoczynku w ciągu dnia.

Jego systematyczne wykonywanie będzie ci stopniowo przywracać czucie przepony i pełną nad nią kontrolę. Jednocześnie – dzięki systematycznej pracy – siła i objętość przepony będą wzrastać. Tym samym wzrastać będzie twoja sprawność oddechowa. Przepona jak każdy mięsień może i powinna być używana i ćwiczona. Kiedy jest silna i sprawna, umożliwia prawidłowe, głębokie oddychanie nie tylko w sytuacjach przyjemnych, lecz także podczas walki, przeciążenia, zagrożenia i silnego pobudzenia emocjonalnego. Dzięki temu możemy się nauczyć optymalizować poziom naszej mobilizacji w sytuacjach stresowych, likwidować objawy tremy, spięcia, zablokowania i kontrolować emocje oraz zyskać większe poczucie oparcia w sobie.

Medytacja oddechu

Gdy znajdziesz wolne 5–10 minut – np. gdy jesteś w podróży albo na kogoś lub na coś czekasz, chwilę przed zaśnięciem lub tuż po przebudzeniu – skieruj swoją uwagę na oddech. Zacznij robić każdy wdech tak, aby przypominał ziewnięcie, a każdy wydech tak, aby przypominał westchnienie. W utrzymaniu uwagi pomaga liczenie w wyobraźni kolejnych wydechów seriami po pięć.

  1. Zdrowie

To, jak oddychamy, wpływa na nasze życie

Od kondycji płuc zależy, czy długo będziemy cieszyć się życiem. (Ilustracja: Getty Images)
Od kondycji płuc zależy, czy długo będziemy cieszyć się życiem. (Ilustracja: Getty Images)
Od tego, w jaki sposób oddychamy i co wdychamy, zależy jakość naszego życia. Możemy ją poprawić. Duże znaczenie ma tu kondycja płuc – zwracają uwagę specjaliści.

Dr Marek Bardadyn, naturoterapeuta

Kondycja płuc w dużej mierze zależy od tego, czy oddychamy czystym powietrzem. Jeśli musimy przebywać w środowisku zapylonym, nie wstydźmy się nosić masek ochronnych. Nie stosujmy w domu toksycznych farb, nie palmy papierosów ani nie bądźmy biernymi palaczami. W aucie co pół roku wymieniajmy filtr powietrza. Nie lekceważmy kaszlu trwającego dłużej niż 2–3 tygodnie, stanów podgorączkowych, przewlekłego zmęczenia, bo objawy te mogą świadczyć o schorzeniach oskrzeli i płuc, także tych bardzo poważnych.

W wielu dolegliwościach poprawę przynoszą leki homeopatyczne - między innymi w chorobach, którym towarzyszy osłabienie i trudności w odkrztuszaniu, takich jak zapalenie płuc czy oskrzeli lub astma. Co więcej, im jesteśmy starsi, tym bardziej powinniśmy „trenować” płuca, np. regularnie wykonując ćwiczenia oddechowe. W ten sposób zapobiegniemy zmniejszaniu się pojemności płuc.

Profilaktyka w parze z babką

Dla poprawienia kondycji płuc warto pić napar z mieszanki ziół: kwiatu rumianku, korzenia prawoślazu, liścia babki lancetowatej, ziela krwawnika i ziela lebiodki (po 50 g). 2 łyżki mieszanki zalewamy 2 szklankami wrzątku i parzymy pół godziny. Przecedzamy i popijamy przez cały dzień. Kuracja powinna trwać 2–3 tygodnie (można ją powtórzyć po tygodniu–dwóch tygodniach przerwy).

Dr n. med. Ocz Batyn, specjalista chorób wewnętrznych i medycyny orientalnej

Wraz z pierwszym oddechem zaczerpniętym po urodzeniu pojawia się podział krążenia krwi na płucne i ogólnoustrojowe (płód ma jeden krwiobieg). Zostaje też uruchomiony samodzielny system przemiany materii, który przestanie funkcjonować wraz z naszą śmiercią. Wewnętrzna równowaga organizmu, poziom dotlenienia i odżywienia tkanek, a także usuwanie z nich toksyn zależą przede wszystkim od prawidłowego funkcjonowania płuc, krążenia krwi i właściwego metabolizmu.

Żywiołem płuc jest Metal − syn Ziemi (opiekuje się śledzioną, żołądkiem i trzustką). Dlatego osoby dobrze odżywiające się, bez problemów trawiennych mają mocne płuca i odporne na choroby jelito grube. Ponieważ Metal uderza w Drewno (podlega mu wątroba), ci, którzy często zapadają na dolegliwości dolnych dróg oddechowych, nierzadko uskarżają się również na wątrobę. Płuca są też połączone podobną zależnością m.in. z nosem oraz skórą. Katar, uczucie zatkania nosa, krwawienia z niego, stany zapalne zatok czy szarawy, szorstki naskórek i krostki zwykle świadczą o problemach z płucami, które jeszcze nie dały wyraźnych objawów. Najczęściej mają je osoby z przewagą czynnika badghana, czyli flegmy.

Aby przywrócić harmonię tkankom, należy nieco zakwasić organizm (pod warunkiem jednak, że nie cierpimy na nadkwasotę). Jedzmy więc szpinak, kapustę pekińską, wołowinę. Każdy powinien spożywać wysokiej jakości oleje roślinne. Pamiętajmy, że dieta musi być urozmaicona i zawierać dużo błonnika, co uchroni nas przed zaparciami. To ważne, bo są one jednym z największych wrogów zdrowia, a zwłaszcza płuc.

Konieczna jest też gimnastyka oraz ćwiczenia oddechowe (siadamy po turecku i przez 5 minut oddychamy, tak by słyszeć szmer oddechu, a co trzeci wydech wypuszczamy powietrze aż z „dna” brzucha). Szczególnie powinniśmy dbać o płuca jesienią, bo to czas największej aktywności tego narządu. Wtedy też jest w Polsce wietrznie, wilgotno i chłodno, a takiej aury ten organ nie lubi.

Ochronny ucisk

Zakończenia meridian płuc znajdują się na czubkach kciuków oraz na liniach biegnących od czubków (wzdłuż paznokcia) po obu stronach: w kierunku nasady palca wskazującego oraz aż do łokcia. Kilka razy dziennie, przez 5 minut, pocierajmy te linie, od szczytów kciuków w dół, aż skóra dobrze się rozgrzeje. Warto także często masować ręce tuż poniżej nadgarstków (w miejscu wyimaginowanego zegarka). Obejmujemy rękę drugą dłonią i mocno rozcieramy obrotowymi ruchami. Gdy skóra się zaróżowi i rozgrzeje, zmieniamy ręce.

Dr Partap S. Chauhan, specjalista medycyny ajurwedyjskiej

Oddychanie jest pobieraniem życiodajnej energii, to, jak oddychamy, wpływa na to, jak żyjemy. Od kondycji płuc zależy, czy długo będziemy cieszyć się życiem. Aby tak było, powinniśmy przestrzegać kilku reguł.

Na płuca niekorzystnie działa krótki i płytki oddech, dlatego, zwłaszcza jeśli przebywamy na łonie przyrody, oddychajmy „przeponą”, jak najgłębiej. Unikajmy wyczerpujących ćwiczeń fizycznych, przetworzonej żywności, stresu, a także tłumienia naturalnych potrzeb ciała (jak głodzenie się, pracowanie nocą itd.). Według ajurwedy za blokady w płucach i obniżenie ich sprawności odpowiada również zwiększenie doszy kapha. Dlatego powinniśmy jadać lekkostrawne pokarmy, np. zupy warzywne, gotowane warzywa, owoce (oprócz bananów) świeże i suszone. Używajmy kminu, kolendry, imbiru, kurkumy, pieprzu, cynamonu, goździków, bazylii i kardamonu, bo te przyprawy obniżają kapha. Przed snem pijmy filiżankę „Złotego mleka”, czyli ciepłego mleka zmiksowanego z 1/4 łyżeczki kurkumy. Z kolei picie herbatki imbirowej i naparu z mięty pomaga płucom oczyścić się ze śluzu i toksyn. Nie mniej skuteczna jest także vamana (terapia oczyszczająca), szczególnie godna polecenia osobom cierpiącym na przewlekłe schorzenia płuc.

Olej na klatce

Polecam zabieg, który doskonale pobudza krążenie i sprzyja oczyszczaniu się płuc. Łyżeczkę startego imbiru i łyżeczkę zmiażdżonego czosnku gotujemy w 100 ml oleju sezamowego. Gdy przyprawy się zmacerują, olej filtrujemy przez gazę i odstawiamy, by lekko przestygł. Należy go wcierać 5–7 minut w klatkę piersiową z przodu i z tyłu. Zabieg będzie skuteczniejszy, jeśli potem wejdziemy do sauny.

  1. Psychologia

Nawyki, które pomogą nam zachować zdrowie psychiczne

Dobre nawyki są nam potrzebne do właściwego funkcjonowania. Ważne, aby wykształcić w sobie szczególnie te, które są niezbędne dla zdrowia psychicznego. (Fot. Getty Images)
Dobre nawyki są nam potrzebne do właściwego funkcjonowania. Ważne, aby wykształcić w sobie szczególnie te, które są niezbędne dla zdrowia psychicznego. (Fot. Getty Images)
Rutyna ma złą prasę. W powszechnym przekonaniu jest główną przyczyną nudy, wypalenia zawodowego czy rozpadu związków. A jednak bez niej każdego dnia musielibyśmy uczyć się wszystkiego od nowa, nawet podstawowych czynności. Nie rozwijalibyśmy się, nie doskonalili, ale też nie umieli zachować równowagi. Współczesna nauka mówi jasno: dobre nawyki są nam potrzebne do właściwego funkcjonowania. Podpowiadamy, które z nich warto w sobie wykształcić. Zacznijmy od tych niezbędnych dla zdrowia psychicznego.

Nasza psychika jest bardzo krucha. Czasem drobne na pozór zdarzenie może doprowadzić do kryzysu nerwowego. Dlatego tak ważna jest profilaktyka zdrowia psychicznego, przez psychologów zwana działaniem proaktywnym – czyli budowanie wewnętrznych zasobów, do których możemy odwołać się w trudnej sytuacji. W tym właśnie pomoże nam konsekwencja i codzienna rutyna oraz świadomość, że to zadanie na lata.

To, na co mamy wpływ

– Mamy dużą praktykę w zajmowaniu się swoim zdrowiem fizycznym, bo nauczyły nas tego wieki medycyny i innych nauk, natomiast dbać o swoją psyche, o dobre samopoczucie – uczymy się dopiero niewiele ponad 100 lat. To całkiem niedługo, jednak jesteśmy na dobrej drodze – mówiła niedawno dr Agnieszka Mościcka-Teske, psychoterapeutka i interwentka kryzysowa z Uniwersytetu SWPS podczas webinaru zorganizowanego przez Strefę Psyche USWPS.

Czym właściwie jest zdrowie psychiczne? Psycholożka przytacza dwie definicje. Pierwsza z nich to tracąca znaczenie tzw. negatywna, zgodnie z którą zdrowie psychiczne oznacza stan braku psychopatologii. Druga opiera się na podejściu pozytywnym – co odpowiada ogólnemu trendowi w psychologii do podkreślania zasobów osobistych i rozwijania ich – i funkcjonuje od lat 50. XX wieku. Jej autorką jest austriacka psycholożka społeczna Marie Jahoda, według której zdrowa psychicznie osoba ma poczucie własnej wartości i szacunku do samej siebie, jest autonomiczna i niezależna w sensie podejmowania własnych decyzji, świadomości swoich odczuć, potrzeb i celów. Definicja podkreśla również zdolność do nawiązywania, utrzymywania i wzmacniania relacji międzyludzkich oraz funkcjonowania w społeczeństwie. Osoba zdrowa psychicznie stara się też realizować własny potencjał, czyli wykorzystuje swoje umiejętności, predyspozycje i intelekt. Wśród cech zdrowia psychicznego Marie Jahoda podkreśla również zdolność do realistycznego poznania, czyli krytycznego spojrzenia na siebie i na otoczenie.

Oczywiście nasz stan psychiczny zależy od wielu czynników, m.in. genetyki, osobistej historii, sytuacji ekonomicznej, środowiska fizycznego, sytuacji społecznej czy zdrowia. O ile niektóre z nich, jak geny czy przykre doświadczenia z przeszłości, pozostają poza naszym zasięgiem, to na inne możemy wpływać. Dbanie o swoje zdrowie psychiczne warto zatem oprzeć na następujących czterech filarach.

Wsparcie społeczne

Badania i doświadczenia terapeutyczne wskazują, że najważniejszym zasobem wspierającym nasz dobrostan psychiczny jest sieć społeczna. Najczęściej rozumiana jest jako wsparcie emocjonalne, towarzyskie i wartościujące od rodziny i najbliższych przyjaciół, na którą składają się m.in. troska, empatia, słuchanie i pocieszanie, zaufanie, uznanie, akceptacja, pomoc w pełnieniu ról społecznych, pobudzanie do aktywności oraz wspólne spędzanie czasu. Oto, co w tej kwestii możesz zrobić:

Zdrowe nawyki społeczne

  •  dbaj o relacje z najbliższym otoczeniem: rodziną, przyjaciółmi, kolegami z pracy;
  •  rozszerzaj sieć społeczną na dalsze osoby: sąsiadów, mieszkańców dzielnicy, lokalnych sprzedawców i rzemieślników;
  •  nie zaniedbuj rozrywki i dbaj o czas na przyjemności;
  •  rozwijaj empatię i życzliwość w drobnych sprawach;
  •  dziel się swoimi planami – to działa mobilizująco;
  •  komunikuj się w modelu „Porozumienie Bez Przemocy”: mów o faktach, swoich uczuciach i potrzebach, proś, a nie żądaj, bądź otwarty na komunikat drugiej strony;
  •  jeśli przeżywasz trudną sytuację, nie izoluj się od ludzi: poproś o pomoc zaufaną osobę lub specjalistę – psychologa, psychiatrę, terapeutę, doradcę zawodowego;
  •  unikaj tzw. wampirów energetycznych.

Zarządzanie stresem

Wiele napisano już o zgubnych skutkach przewlekłego stresu, czyli przebywaniu przez dłuższy okres w stanie fizjologicznego alarmu w organizmie. Sam stres jest nam skądinąd potrzebny, bo mobilizuje organizm do działania w sytuacji zagrożenia, niekiedy znacznie przekraczającego nasze zwykłe możliwości, jednak przedłużające się napięcie może z czasem doprowadzić do poważnych problemów zdrowotnych. Jako skuteczny środek doraźnego wyjścia z tego stanu prof. Rafał Ohme w swojej książce „Emo Sapiens” zaleca proste ćwiczenia izometryczne, które nie wymagają ani specjalnego stroju, ani wiele miejsca, np. uciskanie piłki gumowej uniesionymi rękami czy „siad w powietrzu” z plecami opartymi o ścianę. W dłuższym terminie potwierdzone badaniami efekty w zakresie większej tolerancji stresu przynosi m.in. praktyka mindfulness i różne inne formy medytacji.  Skup się zatem na następujących kwestiach:

Zdrowe nawyki antystresowe

  •  naucz się relaksujących technik oddechowych;
  •  pamiętaj, że najbardziej odprężająca jest aktywność fizyczna w umiarkowanym tempie, np. szybki spacer lub slow jogging;
  •  buduj poczucie wartości oparte na wewnętrznych zasobach, np. samoakceptacji, asertywności, odpowiedzialności;
  •  bądź w tu i teraz – unikaj rozpamiętywania przeszłości i warunkowania swojego zadowolenia przyszłymi osiągnięciami, np. „kiedy schudnę, to na pewno wszystko się ułoży”;
  •  ćwicz wyrażanie wdzięczności;
  •  regularnie medytuj, módl się;
  •  ucz się wyrażania emocji;
  •  zamiast starać się wszystko zapamiętać – rób notatki i korzystaj z funkcji kalendarza w smartfonie, poczcie lub aplikacji do zarządzania czasem;
  •  ograniczaj stresory fizyczne: hałas, nadmiar sztucznego światła;
  •  dbaj o przyjazną przestrzeń wokół siebie, unikaj bałaganu.

Higiena życia codziennego

Organizm człowieka to system naczyń połączonych, zatem na naszą psyche wpływa też ogólny komfort fizyczny.  Na co dzień powinniśmy dbać o niego przede wszystkim przez odpowiednią dietę, zdrowy sen i aktywność fizyczną.

Zależności między odżywianiem a stanem nastroju to dość nowa dziedzina naukowa. Najwięcej badań przeprowadzono na temat tzw. diety śródziemnomorskiej (opartej przede wszystkim na warzywach, oliwie z oliwek) i pozwalają one stwierdzić jej dobroczynny wpływ w profilaktyce depresji i stanów lęków. Jesienią 2019 roku opublikowano również wyniki badań z zakresu psychiatrii żywieniowej przeprowadzonych na uniwersytecie w Göteborgu, podczas których zaobserwowano m.in. korelację między nadmiernym spożywaniem rafinowanego cukru a ADHD i hiperaktywnością oraz między niedoborami witaminy B12 a wzrostem skłonności do depresji.

Jeśli chodzi o znaczenie ćwiczeń dla zdrowia psychicznego i umiejętności radzenia sobie ze stanami depresyjnymi, to zdecydowanie przynoszą one wiele korzyści, choć mechanizm nie jest do końca znany. Niektórzy naukowcy dopatrują się efektu działania endorfiny i neuroprzekaźników z grupy monoaminowej, odpowiedzialnych m.in. za stany emocjonalne, inni podkreślają, że praca mięśni pozwala na korzystny dla mózgu „detoks” organizmu.  W przypadku osób cierpiących na depresję Światowa Organizacja Zdrowia zaleca aktywność fizyczną  trzy razy w tygodniu przez 45 minut. Oto, co możesz rozważyć:

Zdrowe nawyki fizyczne

  •  rób codziennie co najmniej 6 do 8,5 tys. kroków;
  •  chodź po schodach zamiast jeździć windą;
  •  po przebudzeniu wykonaj proste ćwiczenia rozciągające, np. kilka przysiadów, skłonów, wymachów rękami i nogami, pozycje z jogi;
  •  przed snem wyjdź na krótki spacer;
  •  pamiętaj o regularnych przerwach podczas pracy czy wykonywania jednostajnych prac domowy – co 1,5 godz. wykonaj kilka ćwiczeń rozciągających;
  •  unikaj palenia papierosów i spożywania narkotyków;
  •  ogranicz spożycie alkoholu;
  •  dbaj o zachowanie w codziennej diecie pięciu porcji warzyw i owoców;
  •  nie jedz na dwie godziny przed pójściem spać;
  •  podczas posiłków koncentruj się na jedzeniu i nie doprowadzaj do stanu wygłodzenia;
  •  śpij osiem godzin dziennie, najlepiej zgodnie z indywidualnym rytmem dobowym, unikaj odsypiania zaległości snu w weekendy;
  •  ogranicz picie napojów z dodatkiem kofeiny;
  •  dbaj o kontakt z naturą;
  •  rób badania okresowe odpowiednie dla twojego wieku.

Satysfakcja z pracy

Choć z sondażu przeprowadzonego w 2017 roku przez platformę badawczą badaniahr.pl wynika, że zadowolenie z pracy nie jest podstawową przesłanką szczęścia dla Polaków, to już brak satysfakcji zawodowej może mieć poważne konsekwencje zdrowotne dla pracowników oraz niekorzystne skutki ekonomiczne dla organizacji: mniejszą wydajność, wyższą absencję, niskie morale zespołów i złą reputację jako pracodawcy. Do odczuwania niezadowolenia z pracy prowadzi zwykle zakres obowiązków, obciążenie zadaniami, kontrolujący model zarządzania, stosunki interpersonalne w pracy oraz przemoc i nękanie. W niektórych sytuacjach najlepszym rozwiązaniem będzie zmiana pracy, ale – jak się okazuje – to niekoniecznie przełoży się trwale na poczucie satysfakcji, ponieważ generalnie motywacja maleje wraz ze stażem pracy. Dlatego tak ważne jest zachowanie zdrowego stosunku do pracy, zgodnie z zasadą good enough, czyli „wystarczająco dobrze”. To tym zdrowsza postawa, że osoby nadmiernie zaangażowane albo perfekcyjne są również bardziej podatne na wypalenia zawodowe. Dlatego niech poniższe zalecenia wejdą ci w nawyk:

Zdrowe nawyki w pracy

  •  określaj priorytety i działaj według planu: wyznacz sobie czas na bieżące czynności, rozmowy telefoniczne, odbieranie maili i odpowiadanie na nie;
  •  rób regularne przerwy i wykorzystuj je na wyjście z biura lub choćby chodzenie po schodach;
  •  dbaj o porządek – w zasięgu wzroku najlepiej pozostawić tylko przedmioty związane z aktualnie wykonanym zadaniem;
  •  regularnie czyść skrzynkę mailową;
  •  unikaj prokrastynacji, czyli odkładania na ostatnią chwilę;
  •  unikaj rozmów o pracy przy obiedzie czy w czasie przerwy kawowej;
  •  zadbaj o odpowiednią wysokość fotela oraz wysokość i odległość monitora;
  •  w miarę możliwości spersonalizuj przestrzeń: przyczep zdjęcie bliskich albo swojego zwierzaka, postaw kwiatek (najlepiej roślinę czyszczącą powietrze, jak skrzydłokwiat, paprotkę, bluszcz);
  •  wyłącz powiadomienia z mediów społecznościowych i prywatnej poczty;
  •  nie wykonuj pracy za innych;
  •  zachowaj równowagę między pracą a życiem po godzinach.

  1. Seks

Oddech a seks. Nasz wewnętrzny afrodyzjak

Oddech pozwala czuć, roztapia to, co w nas zamrożone, daje szansę na prawdziwe spotkanie z drugim człowiekiem. (Fot. iStock)
Oddech pozwala czuć, roztapia to, co w nas zamrożone, daje szansę na prawdziwe spotkanie z drugim człowiekiem. (Fot. iStock)
Głęboki wdech, spokojny wydech – niby takie proste, a zależy od nich całe twoje życie, także seksualne. Im pełniej oddychasz, tym bardziej otwierasz się na spotkanie z partnerem i samą sobą, emocje oraz przyjemność. 

Energia seksualna jest najsilniejszą energią na Ziemi, i to nie tylko dlatego, że ma moc tworzenia nowego życia – mówi Grzegorz Pawłowski, coach i autor książki „Oddech. Oddychaj świadomie, żyj pełniej”. – To także energia twórcza, która ma największy potencjał, żeby dać człowiekowi przyjemność i poczucie spełnienia. Do jej wzbudzenia i działania potrzebny jest oddech. On pozwala czuć, roztapia to, co w nas zamrożone, daje szansę na prawdziwe spotkanie z drugim człowiekiem – tłumaczy.

Uczucia na wydechu

Gdy jesteś z kimś blisko, wasze oddechy automatycznie się synchronizują. Tę zależność warto wykorzystać w seksie. Połączenie miarowego oddechu z patrzeniem sobie w oczy buduje więź. Nie ma też wątpliwości, że im pełniej oddychasz, tym większą przyjemność ze zbliżenia odczuwasz. Głęboki oddech pobudza mięśnie dna miednicy oraz zakończenia nerwowe w całym ciele, kluczowe dla satysfakcji seksualnej. Krew staje się lepiej dotleniona, a energia seksualna może płynąć swobodnie. Jednak tym, co sprawia, że seks może być prawdziwie transformującym doświadczeniem, jest fakt, że w połączeniu z głębokim oddechem pozwala otwierać się na emocje.

Jak tłumaczy Grzegorz Pawłowski, spełnienie przez stosunek seksualny wymaga porzucenia kontroli. Dzięki temu możesz nie tylko osiągnąć orgazm, ale też skonfrontować się ze swoim cieniem. Seks pomaga wydobyć na światło dzienne to, co z powodu norm społecznych, traum czy dzieciństwa dotąd w sobie tłumiłeś. Dlatego płacz, złość, poczucie samotności lub przemożnego smutku po stosunku nie są niczym dziwnym. To znak, że twoje ciało, twój oddech odmroziły to, co pozostawało w uśpieniu. Zdaniem coacha nie warto tego tłumić, odpalając np. papierosa czy zasypiając, tylko lepiej, oddychając głęboko, pozwolić uczuciom w pełni wybrzmieć. Stopniowo, wraz z każdym świadomym oddechem, będą się coraz bardziej rozpuszczać, a ty poczujesz się od nich wolny. Jeżeli emocje pojawiają się u twojego partnera czy partnerki, swoją uważną obecnością będziesz towarzyszyć im w tym procesie. Akceptacja dla jego lub jej uczuć to najlepszy dar, jaki możesz im w tej sytuacji dać.

Jedną z dyscyplin rozwoju osobistego poprzez przyjemność jest wywodząca się z Indii tantra. Jej podstawą są właśnie oddech i wszelkie techniki jego kontrolowania. Dzięki świadomej koncentracji na nim, spowalnianiu go i rozluźnianiu ciała, praktykujący tantrę mogą transformować swoją energię seksualną. Akt zbliżenia staje się wtedy nie tylko drogą do jeszcze większej przyjemności, ale też pozwala na doświadczenia duchowe i poszerzanie świadomości. Poprzez fizyczną bliskość i dążenie do rozkoszy pozwala przepracować cienie i blokady.

To piękna droga do pełniejszego życia, ale wcale nie musisz nią podążać, by czerpać satysfakcję z seksu. Wystarczy, że będziesz… głęboko oddychać – przekonuje coach.

Etapy miłości

– Doskonałego kochanka można poznać nie po arsenale wyrafinowanych technik miłosnych, a po tym, jak oddycha – mówi Grzegorz Pawłowski. Nie da się ukryć, że seks to sesja oddechowa, o czym pisze we wspomnianej już książce „Oddech. Oddychaj świadomie, żyj pełniej”. W fazie gry wstępnej spokojny, długi, pogłębiony oddech pozwala rozsmakować się w spotkaniu z drugim człowiekiem. Rozpuszcza napięcia, buduje bliskość, prowadzi do rozluźnienia. Pomaga otworzyć się na dotyk i doznania zmysłowe, sprowadzić umysł do tu i teraz. Przesuwając dłońmi po ciele partnera, wyobrażaj sobie jednocześnie, że oddychasz miejscem, którego dotykasz.

Nie musicie się spieszyć do kolejnego etapu, w którym podniecenie zaczyna rosnąć. Wkrótce wasze oddechy i tak naturalnie przyspieszą, stając się coraz płytsze, często mogą wręcz przypominać dyszenie. Opóźnienie wytrysku przez mężczyznę  i odłożenie go w czasie potęguje obustronną ekstazę. Zamiast więc skupiać się na błyskawicznej przyjemności, lepiej jest znowu wrócić do oddechu, pogłębić go i spowolnić. Dajcie się nawzajem prowadzić, jak w tańcu, w którym kobieta może kilkakrotnie szczytować. Jego kulminacją będzie niezwykle intensywny wspólny orgazm.

Z książki dowiaduję się, że oddechem możemy wpływać również na sam orgazm. Gdy nadchodzi, bierzemy głęboki wdech i wydech. Potem oddech się wydłuża, choć niektórym z nas w ekstatycznym uniesieniu zdarza się wręcz zachłysnąć, spontanicznie go wstrzymując. W tym momencie pozwól sobie na pełną ekspresję i uwolnienie głosu, krzyk, a także wszelkie przejawy dzikości, bo bycie zbyt cichym może być blokadą dla przepływu energii, ekstatyczności, a w rezultacie przyjemności. Wreszcie na moment przenosisz się w inny wymiar. Gdy wracasz na Ziemię, pojawia się uczucie rozluźnienia. Poddaj się mu. Wszystkie emocje, które mogą się teraz pojawić, są elementem naturalnego procesu ozdrowieńczego.

Oddech przyjemności

Twoje życie seksualne może być pełniejsze dzięki konkretnym technikom oddechowym. Świadomy oddech pomaga lepiej osadzić się w ciele i zintensyfikować doznania. Jeśli jednak nigdy wcześniej go nie praktykowałeś, zacznij od prostego ćwiczenia solo: z zamkniętymi oczami przyglądaj się, jak oddech w ciebie wchodzi jak fala, wypełnia twoje ciało i jak fala wracająca do oceanu – wychodzi z niego. Dzięki tej prostej metodzie nauczysz się kontrolować oddech i możesz przejść do trudniejszych praktyk we dwoje.

Według kanadyjskiej seksuolożki dr Jessiki O'Reilly ważne jest, by w czasie seksu nie blokować głosu, ale i nie starać się naśladować dźwięków z filmów erotycznych. Modulowanie głosu ma efekt odwrotny od zamierzonego – oddech traci swój naturalny rytm, co negatywnie wpływa na przepływ krwi i dotlenienie mięśni, a tym samym może zakłócać odczuwanie spełnienia. Ekspertka zaleca również, by podczas gry wstępnej zbliżyć usta do skóry partnera, ale tak, by jej nie dotykać, i wydmuchiwać na nią powietrze. Takie „powietrzne pocałunki” to bardzo subtelna, a przy tym skuteczna metoda podkręcania atmosfery. Tuż przed orgazmem spróbuj zwolnić tempo oddechu (wdech i wydech powinny trwać około czterech sekund). Jeśli dodatkowo zaciśniesz mięśnie dna miednicy, przyjemność będzie jeszcze intensywniejsza. Możesz też przyjąć dokładnie odwrotną strategię – przyspieszając oddech na chwilę przed ekstazą.

Jak podkreśla dr O'Reilly, każdy z nas jest inny i reaguje na co innego, sprawdź więc, która metoda działa lepiej na ciebie.