1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Sport kształtuje charakter! - ćwiczenia fizyczne na asertywność

Sport kształtuje charakter! - ćwiczenia fizyczne na asertywność

Nie ulega wątpliwości, że trening fizyczny hartuje nie tylko nasze ciało, ale też osobowość. Jakie części ciała warto wzmocnić, aby poczuć się pewniej? (fot. iStock)
Nie ulega wątpliwości, że trening fizyczny hartuje nie tylko nasze ciało, ale też osobowość. Jakie części ciała warto wzmocnić, aby poczuć się pewniej? (fot. iStock)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Czy wiesz, jaka jest przewaga ciała nad umysłem? Taka, że trenując ciało, rozwijamy jednocześnie umysł, a trenując umysł, nie jesteśmy w stanie rozwinąć ciała. Dzięki treningowi zyskujemy nie tylko lepszą wydolność i smukłą sylwetkę, ale także mocniejszą osobowość i hart ducha.

Powiedzmy, że chcesz nauczyć się robić salto. Jakie nowe umiejętności będziesz musiała posiąść? Na pewno wyćwiczyć sam obrót w powietrzu, ale także wypracować w sobie cierpliwość, systematyczność, być może przełamać strach – czyli rozwinąć też pewne cechy charakteru.

Wszelkie ćwiczenia, które są dla ciebie nowe, sprawiają, że trenując ciało, jednocześnie stymulujesz mózg, pobudzasz do działania neurony, a zatem rozwijasz się w dwóch obszarach – zarówno fizycznym, jak i psychicznym. Co więcej, nawet jeżeli wychodzimy po raz dziesiąty na ten sam tor i biegniemy ten sam dystans, to za każdym razem jest to inny trening – bo inaczej się czujemy, są inne warunki, inne założenia treningowe, na czym innym się koncentrujemy. Pracując nad swoim ciałem, kształtujemy osobowość – te dwie rzeczy są nierozerwalne, trening fizyczny jest szlifowaniem psychiki, a zarazem zdobywaniem informacji na temat tego, jak funkcjonuje nasze ciało – każdy sportowiec jest chodzącym kompendium wiedzy na temat mechanizmów rządzących człowiekiem. Zresztą sam fakt, że możemy ćwiczyć, rozwijać się – już powinien być dla nas powodem do radości – bo to oznacza, że jesteśmy zdrowi, że jesteśmy na tyle świadomi, że potrafimy w tym zapędzonym świecie znaleźć chwilę dla siebie, że chcemy pracować nad sobą i mamy na to czas.

W poprzednich odcinkach wytrenowaliśmy już mięśnie stabilizujące, mięśnie nóg i mięśnie grzbietu, jesteśmy więc na najlepszej drodze do wypracowania silnej sylwetki i silnej osobowości. Zwieńczeniem tej pracy będzie wyćwiczenie mocnych ramion, po to, aby móc zdecydowanie i w pełni świadomie wziąć sprawy w swoje ręce – metaforycznie i dosłownie.

Zobacz pierwszy odcinek serii "Trzymiesięczny trening":

Prawość

Ktoś kiedyś powiedział, że odwaga i prawość to kapitał człowieka, który procentuje przez całe życie – i ja się z tym zgadzam. Prawość to bardzo szlachetna cecha, którą możemy w sobie wypracować i której nikt nam nie może odebrać. Jak ją zdefiniować? W moim odczuciu to jest nie tylko uczciwość, ale też nierzucanie słów na wiatr, czyli dotrzymywanie zobowiązań – wobec siebie i wobec innych. I to działa nie tylko w przypadku treningu fizycznego, ale przekłada się też na inne sfery życiowe – jeżeli umawiam się sam ze sobą, że o 17.00 robię trening, to tego dotrzymuję. Jeśli obiecuję komuś, że do jutra do 15.00 wyślę e-maila, to staram się z tego zobowiązania wywiązać. Czyli przekładając to na język aktywności fizycznej – gdy zaczynam trenować i decyduję przed samym sobą, że wystartuję np. w biegu na 10 kilometrów, to zapisuję się na bieg i próbuję odpowiedzialnie i odważnie stanąć na linii startu. Czyli podejmuję decyzję i przechodzę do działania. Jestem autentyczny. Nie szukam wymówek, tylko sposobów.

Zobacz drugi odcinek serii "Trzymiesięczny trening" - o radzeniu sobie z wymówkami:

Prawość to także umiejętność życia w zgodzie ze sobą – jeśli masz plan, to się go trzymasz, jeżeli się do czegoś przygotowujesz, to to realizujesz. Jeżeli umiesz żyć według tych zasad względem siebie, to gdziekolwiek się znajdziesz, ten kapitał będzie stanowił o twojej wartości. Bo możesz stracić pracę czy zostać sama po rozwodzie, ale postawy życiowej nikt ci nie odbierze.

Asertywność

Ostatni filar poczucia własnej wartości to po prostu poważne traktowanie siebie, czyli przyjaźń z samym sobą. Później to się oczywiście przekłada na stosunek do innych i do świata. Ważny jest tu również aspekt umiejętności walki – o swoje marzenia, pragnienia, przekonania czy wartości. Chodzi tu o umiejętność sięgania po to, co jest dla nas ważne, bez ranienia innych. Choć to może zabrzmi banalnie, to mamy prawo dbać o siebie, mamy prawo mieć zgrabną sylwetkę – nikt nam tego nie może zabronić.

Myślę, że na drodze do budowania własnej wartości właśnie te dwie cechy – prawość i asertywność – są najważniejsze. Obie mogą nam pomóc w życiu, także w kwestii sportu – uświadamiamy sobie, że mamy prawo dbać o siebie i jesteśmy wobec siebie uczciwi, zwłaszcza w dotrzymywaniu obietnic.

To już końcówka naszego trzymiesięcznego treningu. Dostałaś na tacy sześć kompetencji, sześć filarów poczucia własnej wartości – teraz już wszystko leży w twoich rękach. Masz narzędzia, aby stać się silną, energiczną i piękną kobietą, a więc działaj! Gdy wyćwiczysz te wszystkie kompetencje, zbudujesz w sobie siłę, nie tylko zewnętrzną, ale przede wszystkim tę wewnętrzną.

5 praw Herberta Fensterheima

1. Masz prawo do robienia tego, co chcesz – dopóty, dopóki nie rani to kogoś innego. 2. Masz prawo do zachowania swojej godności poprzez asertywne zachowanie – dopóty, dopóki twoje intencje nie są agresywne. 3. Masz prawo do przedstawienia innym swoich próśb – dopóki uznajesz, że druga osoba ma prawo odmówić. 4. Istnieją takie sytuacje między ludźmi, w których prawa nie są oczywiste. Zawsze jednak masz możliwość przedyskutowania tego z drugą osobą. 5. Masz prawo do korzystania ze swoich praw.

Ćwiczenia na ramiona

Triceps

materiały prasowe: Jacek Heliasz materiały prasowe: Jacek Heliasz

Pozycja wyjściowa:

leżenie na ławce (może też być np. na macie), ręce wyciągnięte w górę przed siebie, w dłoniach hantle (1–2 kg).

Ruch:

ugięcia i wyprost w stawie łokciowym.

Biceps

materiały prasowe: Jacek Heliasz materiały prasowe: Jacek Heliasz

Pozycja wyjściowa:

stanie w lekkim rozkroku, hantle 1–2 kg trzymane w dłoniach.

Ruch:

zginanie i prostowanie w stawach łokciowych.

 

Barki

materiały prasowe: Jacek Heliasz materiały prasowe: Jacek Heliasz

Pozycja wyjściowa:

lekki rozkrok, hantle 1–2 kg trzymane w dłoniach.

Ruch:

unoszenia ramion w bok (łokcie lekko zgięte).

Krótki opis treningu: Rozgrzewka: 5 min (podskoki, bieg w miejscu, wszystko, co wprawi twoje ciało w ruch). Trening: biceps i triceps w superserii, czyli jedno po drugim w kombinacji 4 x 20, czyli 20 powtórzeń biceps i 20 triceps; przerwa ok. 30 s do minuty i tak 4 razy. Barki i brzuch w kombinacji 27 wznosów i 27 brzuszków (później najlepiej bez przerwy 21 powtórzeń, 15... 9... 6... 3). Call down: minuta na chillout.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Czy poczucie fizycznej atrakcyjności wpływa na karierę?

– Jeśli bezkrytycznie ulegamy trendom mody lub szaleńczo usiłujemy zrobić karierę w sposób niezgodny ze swoim wnętrzem, pokazujemy światu, że nie czujemy własnej unikalności – mówi Joanna Godecka. (Fot. iStock)
– Jeśli bezkrytycznie ulegamy trendom mody lub szaleńczo usiłujemy zrobić karierę w sposób niezgodny ze swoim wnętrzem, pokazujemy światu, że nie czujemy własnej unikalności – mówi Joanna Godecka. (Fot. iStock)
Tak, ponieważ wiąże się z nią poczucie własnej wartości, a z niej wynika to, jak zarządzamy własnym potencjałem, również w pracy.

"Jesteś piękna!”. Jak często słyszymy takie słowa na co dzień – od bliskich, znajomych, tych, których kochamy i z którymi pracujemy? Zdecydowanie za rzadko. Może dlatego mamy tak kiepskie zdanie o własnej atrakcyjności?

Po co ci szkolenie?

Joanna Godecka, life coach, uważa, że niską samoocenę, wynikającą także z tego, że nie czujemy się pięknie, staramy się kompensować na różne sposoby. W sferze zawodowej stosunkowo łatwo to osiągnąć: nadrabiamy inteligencją, pracowitością, podnoszeniem kwalifikacji oraz zawodowej rangi. Działanie takie nie jest złe samo w sobie, ale jeśli u źródła zapisywania się na kolejne kursy i szkolenia oraz pragnienia awansu czy posiadania władzy znajduje się kompensacja niskiego poczucia atrakcyjności, nie osiągniemy prawdziwego i trwałego spełnienia. Działamy bowiem w kierunku „od”, uciekamy od wewnętrznego dyskomfortu, ponieważ chcemy poczuć ulgę. To do niczego dobrego nas nie doprowadzi. Owszem, możemy wspiąć się na kolejny szczebel kariery, poprzez podniesienie kwalifikacji umocnić swoją wartość na rynku pracy, ale czy to będzie, po pierwsze, trwałe osiągnięcie, a po drugie, czy przyniesie nam wewnętrzną satysfakcję? Niekoniecznie. Zauważmy, że ten wyścig zaczyna się już w szkole, kiedy środowisko, w którym wyrastamy, popycha nas w kierunku bycia bardziej prymuską niż cieszącą się swoim unikalnym pięknem dziewczynką. Stwierdzenia typu: „Pięknością nie jesteś, więc ucz się i ciężko pracuj” kodują nas na długi czas. Gdy próbujemy zagłuszyć wewnętrzny ból płynący z niskiego poczucia własnej wartości, istnieje niebezpieczeństwo, że wpadniemy w pułapkę konieczności podejmowania coraz to bardziej wymagających wyzwań: zdobywania nowych umiejętności oraz wyższej pozycji. Zatrzyma nas dopiero wypalenie zawodowe, porażka, choroba, poczucie bezsensu życia. Jak temu zapobiec? Możemy zacząć od tego, że inaczej spojrzymy na samo piękno.

Kogo widzisz w lustrze?

– Pojęcie piękna, w tym szczególnie kobiecego, możemy rozpatrywać na wielu płaszczyznach – mówi Joanna Godecka. – Zdecydowana większość Polek kojarzy je przede wszystkim z aspektem urody: zgrabną sylwetką, pięknymi włosami czy rysami twarzy. Jeśli jednak zejdziemy na obszar mniej oczywistego piękna, przekonujemy się, że Polki zaczynają doceniać takie wartości, jak optymizm, osobowość, dobroć. Okazuje się bowiem, że dzięki takiemu spojrzeniu jest nam bliżej do akceptacji różnorodności. Wówczas lansowane agresywnie przez media trendy nie wpływają na nas destrukcyjnie.

Joanna Godecka podkreśla, że definicja piękna zmienia się wraz ze wzrostem świadomości. Odkrywamy, że liczą się nie tylko idealne proporcje i harmonijne rysy, ale także specyficzna aura, która wynika z poczucia wewnętrznej spójności, radości, swobody. I to jest przepis na wszelki sukces, też zawodowy. – Można powiedzieć, że świat kocha ludzi, którzy kochają świat, a za pięknych uważamy tych, którzy pięknem emanują – mówi Joanna Godecka. – Ten proces, czyli wymiana energii między nami i otoczeniem, zaczyna się od odkrycia w sobie potencjału, zasobów i zatroszczenia się o nie.

Jakie są te zasoby? Należą do nich między innymi:

  • osobowość, czyli unikatowość naszych cech sprawiająca, że jesteśmy tym, kim jesteśmy;
  • poczucie własnej wartości pozwalające na wyrażanie siebie w sposób autentyczny i empatyczny;
  • wynikająca z poczucia własnej wartości nienarzucająca się pewność siebie, która sprawia, że czujemy się atrakcyjne;
  • optymizm, ponieważ osoba, która szczerze się uśmiecha, automatycznie staje się piękna;
  • inteligencja emocjonalna powodująca, że umiemy nawiązywać wspierające relacje;
  • dbanie o siebie, które dowodzi, że cenimy i szanujemy siebie;
  • szeroko pojęta elegancja, czyli umiejętność podkreślania swoich walorów odpowiednim, gustownym strojem, a wynika ona ze świadomości, w czym dobrze się czujemy i wyglądamy.

To są składowe definicji piękna, którego odbiór staje się coraz bardziej indywidualną sprawą. A piękno zewnętrzne? – Poczucie bycia piękną możliwe jest tylko w sytuacji, w której doceniamy siebie i patrzymy w lustro z akceptacją – podkreśla Joanna Godecka. – Najważniejszy jest powód, dla którego codziennie spoglądamy w to lustro. Jeśli szukamy jedynie mankamentów, które uwypukla nasz Wewnętrzny Krytyk, wtedy swoje wysiłki skupiamy wokół prób uczynienia problemu mniej widocznym. A przecież nie o to właśnie chodzi. Chodzi o skupianie się na tym, co w nas jest piękne. To my same uczymy ludzi, jak mają na nas patrzeć. Jeśli my widzimy tam piękno, inni także je zauważą. Jeśli my go nie dostrzegamy, nie przekonamy o tym świata.

Wsparcie koleżanek zza biurka

Wiele kobiet przyznaje, że ważna jest dla nich opinia innych kobiet. Chętnie prosimy o pomoc w ocenie córkę, przyjaciółkę czy też mamę, licząc na ich szczerą opinię, bo trudno nam odnieść się do własnej atrakcyjności. W miejscu pracy, gdzie spędzamy przecież tak dużo czasu, tym bardziej możemy się wspierać.

– Chodzi o umiejętność dawania innym kobietom wsparcia w dążeniu do bycia najlepszą wersją samej siebie – podpowiada Joanna Godecka. – Nie wszystkie z nas zdają sobie sprawę z tego, jak ważna jest relacja pomiędzy kobietami w pracy, jak wiele może ona wnieść w nasz sposób postrzegania siebie. Może nam dodać skrzydeł, ale także je podciąć. Bo w zespole tworzymy wspólne wzorce.

Dlatego zamiast rywalizacji i wzajemnego oceniania warto postawić na współpracę oraz życzliwość. Poczucie emocjonalnego bezpieczeństwa w przyjaznym otoczeniu jest nieocenionym elementem sprzyjającym rozwojowi najlepszych cech. Wzmacnia odwagę bycia sobą. Gdy życzliwe koleżanki udzielają pozytywnej informacji zwrotnej, łatwiej nam uwierzyć w piękno własnego ciała oraz duszy. Wówczas poczucie własnej wartości ugruntowuje się. Zaczynamy traktować siebie z czułością i odrobiną dystansu. Tworzymy nowy, pozytywny wzorzec i dzielimy się nim z innymi.

Uczymy się od siebie także przez obserwację, dlatego starajmy się wzajemnie dostrzegać swoją indywidualność i ją podkreślać. Radość i poczucie piękna są zaraźliwe!

– Jeśli bezkrytycznie ulegamy trendom mody lub szaleńczo usiłujemy zrobić karierę w sposób niezgodny ze swoim wnętrzem, pokazujemy światu, że nie czujemy własnej unikalności – mówi Joanna Godecka. – Podczas gdy projektanci, kosmetolodzy oraz trenerzy motywacyjni zasypują nas komercyjnymi pomysłami, my skontaktujmy się ze sobą. Pielęgnujmy poczucie własnej wartości, dostrzeganie siebie jako wyjątkowej istoty ludzkiej, obdarzonej unikatowym pięknem.

A wtedy życie zawodowe nie będzie nam niczego rekompensować, a wprost przeciwnie – idealnie dopełniać.

Joanna Godecka, life coach, zajmuje się psychoterapią w nurcie pozytywnym, coachingiem oraz sesjami Integrującej Obecności i Synchronizacją Pozytywną.

  1. Zdrowie

Wskaźnik BMI – czy warto z niego korzystać? Co powinniśmy wiedzieć o swojej wadze?

Niektórzy traktują BMI jako wyznacznik prawidłowej masy ciała, ale obliczanie BMI nie przyniesie nam odpowiedzi na temat ilości tkanki tłuszczowej i mięśniowej w naszym ciele. (fot. iStock)
Niektórzy traktują BMI jako wyznacznik prawidłowej masy ciała, ale obliczanie BMI nie przyniesie nam odpowiedzi na temat ilości tkanki tłuszczowej i mięśniowej w naszym ciele. (fot. iStock)
Prawidłowe BMI to dla wielu osób świadectwo ich „szczupłości”. Takie podejście nie uwzględnia jednak wielu aspektów zdrowotnych, które wiążą się z masą ciała. Interpretacja BMI wcale nie jest prostą sprawą. Jak podkreśla dr Hanna Stolińska, dietetyczka kliniczna – Sam wskaźnik BMI niewiele nam mówi o kondycji naszego organizmu. Najważniejszy jest skład ciała.

Co to jest BMI?
BMI to jest tzw. Body Mass Index, czyli wskaźnik masy ciała, który mówi, czy mamy prawidłową masę ciała. Możemy mieć nadwagę, otyłość, różne stopnie otyłości, a także niedowagę. BMI tak naprawdę było kiedyś opracowane po to, żeby określić ryzyko chorób i zgonów. Zarówno osoby z bardzo wysokim jak i bardzo niskim BMI częściej umierają. Z kolei osoby, które mają środek tego wskaźnika – rzadziej. Taka właśnie była idea stworzenia BMI. Jednak wskaźnik nie mówi nam nic więcej o stanie naszego ciała.

Jak w takim razie interpretować BMI?
Ja bardzo nie lubię tego wskaźnika, bo on określa tylko i wyłącznie kilogramy. Nie bierze się tutaj pod uwagę składu ciała. Jeśli mamy mężczyznę silnie umięśnionego to on będzie miał wysokie BMI, a przecież nie jest otyły i nie ma problemu z masą ciała. Z kolei sam fakt, że widzimy osobę szczupłą nie oznacza, że nie ma ona problemu z tkanką tłuszczową. Gdy bierzemy pod uwagę skład ciała u takiej osoby to, przykładowo, może ona mieć sporo tkanki tłuszczowej, a niewiele mięśniowej, bo mało się rusza. I ta osoba będzie miała niskie BMI, mimo, że ma bardzo dużo „tłuszczu”… To jest tzw. „chudy grubas”. Dlatego ja na co dzień nie posługuję się wskaźnikiem BMI. Na BMI może zwraca się większą uwagę w ośrodkach zaburzenia odżywiania.

Czyli prawidłowe BMI nic nam nie mówi?
Kiedy mam pacjenta z nadwagą lub otyłością najważniejszy jest dla mnie właśnie skład ciała. Dlatego w pierwszej kolejności robię analizę tego składu, czyli bioimpedancję elektryczną. Polega to na tym, że pacjent wchodzi na specjalne urządzenie i bierze analizator w ręce. Nie jest to zwykła waga, którą posługujemy się w domu i która pokaże nam ilość wody, tłuszczu i mięśni. Musi być tutaj tzw. obieg zamknięty. Urządzenie musi mieć atest medyczny. Zawartość poszczególnych tkanek wylicza się na podstawie ich oporu względem przepływu prądu. Wtedy możemy zobaczyć, ile jest mięśni, ile tkanki tłuszczowej, jaki jest stosunek wody, kości. Widzimy cały skład ciała i na tej podstawie możemy ocenić czy pacjent jest otyły, czy ma problem z masą ciała.

Tkanka tłuszczowa odkładać się może w jamie brzusznej, co jest bardzo niekorzystne. Często właśnie szczupli mężczyźni, którzy są aktywni fizycznie, jednak bardzo źle się odżywiają, mają dużo takiej tkanki tłuszczowej, nie podskórnej, tylko narządowej (wisceralnej). Wszystko to widzimy na analizatorze składu ciała.

Wróćmy do tego przykładu osoby szczupłej z dużą ilością tkanki tłuszczowej. O czym to świadczy?
Duża ilość tkanki tłuszczowej wcale nie jest korzystna dla naszego organizmu. Kryją się za tym jakieś zaburzenia metaboliczne. Taka osoba ma niską przemianę materii. Przekłada się to na mały stopień regeneracji, na odwodnienie organizmu – pamiętajmy, że tłuszcz nie trzyma wody, tylko mięśnie ją kumulują. Taka osoba będzie więc odwodniona, będzie się słabiej regenerować i będzie miała trudności przy aktywności fizycznej – szybciej będzie się męczyć.

Czyli cierpiąc na nadwagę lub otyłość jesteśmy stale odwodnieni?
Tak, więcej tłuszczu to jest odwodnienie organizmu. Pacjent z dużą ilością tkanki tłuszczowej zawsze będzie miał zbyt małą ilość wody w organizmie.

Jaka więc powinna być zawartość wody? Czy są jakieś normy, które mogą informować o odwodnieniu?
Dobry poziom wody u mężczyzn to jest 50-65%, u kobiet 45-60%, a u dzieci 60 – 75%. Zawartość wody w organizmie nie wynika z tego, czy my dużo pijemy, tylko z tego, ile mamy tłuszczu i masy mięśniowej. Jak już wspomniałam: tylko tkanka mięśniowa kumuluje wodę. Natomiast jeśli nam spada tkanka tłuszczowa to od razu procent wody idzie do góry. Tymczasem wiele osób myśli, że jak wychodzi im mała ilość wody w organizmie to dlatego, że mało piją…

W jakim stopniu ten skład ciała przekłada się na nasze zdrowie?
Nieprawidłowy skład ciała przekłada się m.in. na insulinooporność, cukrzycę, policystyczne jajniki, wszelkiego rodzaju zaburzenia hormonalne, problemy z kośćmi, ze stawami (stawy muszą być obudowane masą mięśniową).

Czy osoba szczupła może rozpoznać, że ma nieprawidłowy metabolizm?
Takim osobom zwykle odkłada się tkanka tłuszczowa w jamie brzusznej i skóra na brzuchu też jest inna. Można to również dostrzec oglądając swoje ciało. Widać, że jest mniej mięśni, a więcej tkanki tłuszczowej. Ciało będzie bardziej wiotkie.

Z kolei osoby ze zbyt niskim BMI mogą być okazem zdrowia?
Tak, bo mają przy tym dobry skład ciała i wszystko z ich zdrowiem jest w porządku. Nie można wrzucać wszystkich do jednego worka. Ja sama jestem bardzo szczupłą osobą, ale mam tkankę tłuszczową na odpowiednim poziomie, buduję też masę mięśniową poprzez aktywność. Jeszcze raz podkreślam, że ważny jest odpowiedni skład ciała.

Jakie są idealne proporcje tłuszczu, mięśni, wody? Kiedy możemy powiedzieć, że skład ciała jest odpowiedni?
U mężczyzny przyjmuje się, że norma dla tkanki tłuszczowej wynosi od 8 do 21%. U kobiet od 21 do 33%. Wraz z wiekiem norma zmienia się u kobiet na 23 – 35%. Wiadomo, że w okresie menopauzy i po menopauzie te normy trochę się zmieniają. Mężczyzna ma zawsze więcej tkanki mięśniowej, dlatego te normy są zupełnie inne. Nie można więc (wagowo) porównywać kobiety do mężczyzny. Jak widać ta norma tłuszczowa dla kobiet jest prawie dwa razy wyższa, a obliczanie BMI wygląda tak samo u kobiet jak i u mężczyzn, więc nie jest to dla mnie wiarygodny wskaźnik. Osoby starsze też będą miały mniej masy mięśniowej i mniej wody. Takie proporcje sprawdza się więc na analizatorze składu ciała, a nie za pomocą jednego wskaźnika.

Czyli otyłość też najlepiej diagnozujemy poprzez skład ciała?
Ja zawsze pracuję z analizatorem. U każdego pacjenta, który przyjdzie do mnie na wizytę kontrolną, mogę sprawdzić z czego chudnie: czy zmniejsza się ilość tkanki tłuszczowej, czy mięśniowej. Dzięki temu możemy bardziej modyfikować dietę, albo zwrócić większą uwagę na aktywność fizyczną. Jeśli „lecą” nam mięśnie to warto zastosować więcej białka w diecie i włączyć ćwiczenia siłowe i aerobowe. Po to właśnie jest badany ten skład ciała, żeby na bieżąco patrzeć, jak wygląda proces chudnięcia u takiego pacjenta. Pacjent nie oszuka analizatora. Wszystko na nim widać: czy osoba właściwie prowadzi dietę i stosuje się do zaleceń.

No właśnie, jak wygląda kwestia diety, która jest tutaj kluczowa. Na ile analizator pozwoli ustawić odpowiednią dietę, żeby skład ciała poszedł we właściwym kierunku?
Głównie patrzymy na białko w diecie, na kwestie budowania tkanki mięśniowej i spalanie tłuszczowej. Jeśli chcemy dokładnie dobrać ilość składników odżywczych i wyselekcjonować odpowiednie dla nas produkty spożywcze to, pod względem podejścia naukowego, najbardziej wiarygodne będą testy genetyczne. Stają się one tzw. złotym standardem. Robimy wówczas wymaz z jamy ustnej i badamy geny pod kątem trawienia tłuszczów, białek, węglowodanów i różnych produktów spożywczych, ale też sprawdzamy trawienie glutenu, laktozy, fruktozy, nietolerancję kofeiny, soli, a także czynniki ryzyka różnych chorób. Na podstawie tego badania możemy już dokładnie dobrać dietę. Nutrigenetyka to jest przyszłość. Natomiast sam skład ciała na pewno powie nam wiele o aktywności fizycznej danego pacjenta i o zawartości białka, gdyż białko jest podstawowym budulcem dla mięśni.

Zwykle przyjmujemy, że tłuszcz jest dla nas niekorzystny, ale przecież musimy mieć pewne zapasy tłuszczu.
Musi być odpowiednia ilość tkanki tłuszczowej. To jest ważne szczególnie u kobiet. W tkance tłuszczowej kumuluje się i powstaje witamina D, ale też żeńskie hormony. Kobiety ze zbyt niską zawartością tkanki tłuszczowej mają zwykle problemy z miesiączkami. Mogą też mieć problemy z tarczycą.

A jak jest z grubością kości? Mówi się czasem, że dana osoba ma grube kości.
Nie można powiedzieć, że kości są grube, bo kości ważą bardzo mało. Nie ma czegoś takiego jak grube kości. Na analizatorze składu ciała podaje się mniej więcej ich gęstość (w kilogramach), ale to jest pobieżne.

Jak obliczyć BMI? Jakie BMI jest prawidłowe?

BMI to kilogramy, czyli masa ciała dzielona przez wzrost do kwadratu. Od 18,5 do 24,9 mamy normę. Powyżej 25 do 29,9 mamy nadwagę. Powyżej 30 mamy otyłość. Każdy kolejne 5 punktów w górę świadczy o kolejnych stopniach otyłości. Poniżej 18,5 to jest niedowaga.

Hanna Stolińska: dr n. o zdrowiu, dietetyk kliniczny, absolwentka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Prowadzi konsultacje i szkolenia żywieniowe dla dzieci i dorosłych. Autorka książek nt. leczenia dietą („Insulinooporność”, „Zdrowe stawy”, „Jelito drażliwe”)

  1. Styl Życia

Skuteczne odchudzanie i trening - jak utrzymać motywację?

To, że waga się zatrzymuje, nie oznacza, że popełniłaś jakiś błąd – to jest naturalny proces fizjologiczny i jeżeli trzymasz się planu, na pewno po krótkim przestoju waga znowu ruszy. (Fot. iStock)
To, że waga się zatrzymuje, nie oznacza, że popełniłaś jakiś błąd – to jest naturalny proces fizjologiczny i jeżeli trzymasz się planu, na pewno po krótkim przestoju waga znowu ruszy. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
W życiu jak na sali treningowej – często na półmetku przychodzi moment zwątpienia. Odzywa się wewnętrzny troll: „Nie dasz rady!”, „To nie ma sensu”. A ja mówię, że ci się uda! Musisz tylko przetrzymać tę najcięższą próbę. I najlepiej – na złość trollowi – właśnie teraz podkręcić jeszcze bardziej śrubę!

W życiu jak na sali treningowej – często na półmetku przychodzi moment zwątpienia. Odzywa się wewnętrzny troll: „Nie dasz rady!”, „To nie ma sensu”. A ja mówię, że dasz radę! Musisz tylko przetrzymać tę najcięższą próbę. 

Możesz mieć wrażenie, podczas diety i treningu, że efekt nie jest taki, o jaki ci chodziło. Ale spokojnie – wszystko idzie zgodnie z planem, ustalonym już wcześniej w artykule: Skuteczne odchudzanie – jak zaplanować trening i dietę?

Jesteśmy w ważnym momencie: zakładając, że podążasz za moimi wskazówkami, masz już za sobą cztery tygodnie treningu połączonego z dietą redukcyjną. I jako trener wiem, że właśnie teraz mogą zacząć się schody. Bo często właśnie na półmetku robi się trochę pod górkę – szczególnie na diecie redukcyjnej, na której, tak jak ustaliliśmy, mniej spożywasz niż spalasz, żeby bilans był zawsze ujemny, co po czterech tygodniach może owocować momentami zwątpienia, czyli: „Po co ja to robię?”, „Mam dosyć! Jestem zmęczona, jestem wkurzona i wkurzam wszystkich dookoła”. Do tego możesz gorzej wyglądać, bo po czterech tygodniach takiego wysiłku dla organizmu tak naprawdę nikt nie ma prawa jeszcze wyglądać super, za to pojawiają się pewne zmiany, które odbierasz jako negatywne, czyli wychudzona buzia, przekrwione oczy, mniejsze piersi i zmęczenie. Wiem, wygląda to fatalnie, natomiast nie ma innej drogi, żeby dojść do celu. To tak, jakbyś wyważyła pierwsze drzwi i poruszała się po ciemnym pokoju jeszcze po omacku. Ale wiesz już, gdzie jest światełko, do którego dążysz.

W tym momencie warto sobie włączyć następujący program: 1) tuningujemy dietę, 2) intensyfikujemy treningi, bo to jest właśnie ten moment, kiedy trzeba jeszcze bardziej podkręcić śrubę i 3) mentalnie pracujemy nad pewnością siebie.

Pomyśl, jak chcesz wyglądać, bo już jesteś blisko, to półmetek, cel masz już na wyciągnięcie ręki! To wyobrażenie pomoże ci się wzmocnić i obudzić wewnętrzną pewność siebie. Ta pewność siebie może zadziałać jak przyspieszacz. To będzie taki dodatkowy kop, motywacja dodająca ci sił w połowie górki, na której aktualnie się znajdujesz, żeby nie spaść w dół z lawiną, tylko się wspiąć jeszcze wyżej i dojść na szczyt.

Nie rezygnuj!

Zrobiliśmy już dużo – dzięki diecie redukcyjnej wyrzuciłaś ze swojego jadłospisu większość śmieci, czyli przekąsek, podjadaczy i cukru, ale właśnie po trzech, czterech tygodniach następuje też adaptacja organizmu. Wycisnęliśmy z niego, co mogliśmy, i przychodzi moment zatrzymania, który jest często odbierany jako sygnał, że już nam nie idzie. Tymczasem to, że waga się zatrzymuje, nie oznacza, że popełniłaś jakiś błąd – to jest naturalny proces fizjologiczny i jeżeli trzymasz się planu, na pewno po krótkim przestoju waga znowu ruszy. Wystarczy kontynuować dietę, aż organizm powie „dobra, wygrałaś, jadę dalej!”. Możesz w tym momencie – to wersja dla zaawansowanych, do której zachęcam – zintensyfikować ćwiczenia. Czyli plan minimum: dalej robisz swoje i za kilka dni zaczniesz zauważać nowe efekty. Plan maksimum: zwiększasz intensyfikację treningową, czyli robisz 2–3 razy w tygodniu po 2 treningi dziennie – np. rano przed pracą 45 min aerobów, a po pracy 30–40 min ćwiczeń wzmacniających.

Przykładem osoby, która uzyskała świetne wyniki dzięki takiemu systemowi treningowemu, jest Olga Bołądź, która przygotowując się do roli agentki w „Służbach specjalnych”, przeszła na dietę redukcyjną i trenowała przez trzy miesiące niemal każdego dnia po dwa razy dziennie, żeby osiągnąć tak piękną metamorfozę. I tu ukłony dla trenera, który Olgę zmotywował i wykonał z nią totalną pracę – wymagało to ogromnego rygoru, pilnowania diety i odpowiedniej motywacji.

W tym przypadku oczywiście trening jest inny, mniej intensywny, gdyż chodzi o to, żeby cały czas rozkręcać metabolizm i cały czas spalać. Nie ma odpoczynku. Przy tym cały czas pracujesz nad umysłem, czyli walczysz z dystraktorami – „zjadłabym coś słodkiego” itp.

Ważny jest trening aerobowy, który najlepiej wykonywać rano, bo wtedy osiągamy błyskawiczne efekty – po nocy, w fazie katabolizmu, najszybciej redukujesz tkankę tłuszczową, bo już nie ma węglowodanów, które spaliły się przez noc na tzw. podstawową przemianę materii. Kiedy rano dorzucasz jeszcze trening, to spalasz właśnie tłuszcz, a gdy robisz trening po południu, to przez pierwsze 20–30 min spalasz najpierw węglowodany, żeby dopiero do tego tłuszczu dotrzeć.

Trening 2 x dziennie - propozycja dla wytrwałych

Ćwicz w systemie pn., wt., czw., pt. i sb. po dwa razy dziennie, a śr. i ndz. – wolne. Pierwszy trening rób rano, tuż po obudzeniu, czyli przed pracą, zrobieniem śniadania dzieciom itp.

Jeśli to konieczne, wstań o 5 rano i zrób 45 min. aerobów, czyli spokojnego wysiłku (rowerek, trucht itp.).

Wskazówka: kontroluj tętno! Pamiętaj, aby podczas ćwiczeń nie przekraczało 65% maksymalnego tętna, co można wyliczyć ze wzoru: 220 minus wiek (to jest twoje maksymalne tętno) i z tego oblicz 65%. Czyli zakładając, że masz 40 lat, to ze 180 wyliczasz 65%.

Drugi trening (w ciągu dnia) to 45 min. treningu obwodowego.

  1. Zdrowie

Bezruch nam szkodzi – co zrobić, żeby ocalić stawy i kręgosłup?

Niewiele nam pozostaje: ćwiczenia w domu (pomocne mogą być treningi na YT, znaleźć można też jogę czy tai chi), aktywność sportowa w lesie lub w parku, rower... Warto na ruch poświęcić chociaż pół godziny dziennie. Nikt za nas nie odrobi tej lekcji. (fot. iStock)
Niewiele nam pozostaje: ćwiczenia w domu (pomocne mogą być treningi na YT, znaleźć można też jogę czy tai chi), aktywność sportowa w lesie lub w parku, rower... Warto na ruch poświęcić chociaż pół godziny dziennie. Nikt za nas nie odrobi tej lekcji. (fot. iStock)
Nie ma wątpliwości, że rok w pandemii przyniósł nam większe problemy zdrowotne i to niekoniecznie związane z samym koronawirusem. Zamknięcie w domu i ograniczona możliwość poruszania się mają negatywne skutki w różnych obszarach zdrowia, zarówno fizycznego jak i psychicznego. Mocno zaniepokojeni tym stanem są również lekarze.

Trudno znaleźć złoty środek. Z jednej strony chronimy się przed zarażeniem wirusem, z drugiej - zredukowaliśmy aktywność ruchową do tego stopnia, że ortopedzi i neurochirurdzy biją na alarm. Coraz więcej osób, w sile wieku, zaczyna wymagać leczenia u specjalistów, w tym leczenia operacyjnego. – Zaczęliśmy obserwować zupełnie nową sytuację. Młodzi ludzie, którzy mieli różne choroby kręgosłupa, ale mogli dobrze funkcjonować dzięki rehabilitacji lub aktywności fizycznej, w sytuacji, gdy zostali odcięci od dotychczasowej aktywności, zaczęli trafiać do gabinetów neurochirurgicznych – mówi dr nauk medycznych Michał Rutkowski, neurochirurg ze Szpitala Żagiel Med. w Lublinie.

Zamknięte baseny, siłownie, kluby fitness… Jednak problemem jest nie tylko brak dostępu do ośrodków sportu i rekreacji. Zmniejszyła się znacznie nasza codzienna aktywność, jak choćby to, że coraz więcej osób pracuje zdalnie i nie wychodzi prawie z domu. Skutek? – Coraz częstsze neuropatie obwodowe*. Do tych najbardziej popularnych możemy zaliczyć dyskopatie (choroby krążka międzykręgowego) szyjne i lędźwiowe. Po czym je rozpoznać? Dyskopatii odcinka szyjnego towarzyszą zwykle bóle promieniujące do ramion, karku, a nawet do potylicy (możemy więc odczuwać bóle głowy). Ponadto pojawia się drętwienie lub inne zaburzenia czuciowe, które odczuwane są w rękach. Możliwe jest nawet uczucie osłabienia kończyn.

Dyskopatie lędźwiowe występują statystycznie najczęściej. Towarzyszą im bóle promieniujące do kończyn dolnych, napady rwy kulszowej, zaburzenia czuciowe, a także trudności w chodzeniu – objawy i ich nasilenie zależą od zmian zwyrodnieniowych w danym odcinku kręgosłupa.

Niestety, do chorób kręgosłupa też możemy mieć predyspozycje genetyczne. Dlatego eksperci podkreślają, że ważne jest zachowanie higieny układu ruchu.

- Zamykanie się w domu i rezygnacja z jakiejkolwiek formy ruchu to prosta droga do neurochirurga – podsumowuje dr Rutkowski.

Jak wygląda obecnie leczenie osób, które z bólami kręgosłupa trafiają do lekarza specjalisty? – U pacjentów ze wczesnymi zmianami stosujemy leczenie objawowe. Nie tylko terapia ruchem jest teraz ograniczona. Zabiegi rehabilitacyjne, w tym zabiegi wodne, są ogólnie mało dostępne – mówi dr hab. nauk medycznych Jan Blacha, ortopeda ze Szpitala Żagiel Med. w Lublinie.

Ta sytuacja, zdaniem profesora, musi się zmienić poprzez edukację. Ruchu wymagają wszystkie zmiany zwyrodnieniowe. U osób z niesprawnością, które są unieruchomione, skutki będą jeszcze gorsze, niż u osób zdrowych.

Wielogodzinne siedzenie przed komputerem, telewizorem i obniżona aktywność ruchowa to nie tylko początek chorób kręgosłupa, ale również chorób zwyrodnieniowych stawów. Nasze stawy nie są odżywiane przez naczynia krwionośne – Chrząstka stawowa odżywiana jest przez płyn stawowy. To ruch stawowy powoduje, że ten płyn krąży i odżywia tkankę – tłumaczy prof. Jan Blacha.

Ruch w tym wypadku to najlepsza profilaktyka. Jakie formy ruchu poleca profesor, aby zapobiegać chorobom stawów i kręgosłupa? – Najpierw uplastycznianie, rozciąganie, potem siła mięśni. Joga, pilates są dobre do uelastycznienia. Rowerek stacjonarny też jest bardzo dobrym pomysłem, ale tutaj już ćwiczymy mięśnie.

To, przed czym najbardziej przestrzega ortopeda to nagłe, intensywne ruchy, które mogą łatwo doprowadzić do kontuzji. – Intensywny ruch może być bardzo niebezpieczny, najważniejsza jest fazowość przechodzenia – podkreśla. Jeśli siedzimy przez kilka godzin przed komputerem to nie pójdziemy od razu biegać. – Po każdym maratonie mam więcej pacjentów – dodaje – Musimy startować od niskiego poziomu, a potem przejść do intensywniejszej formy ruchu. Nie można wzmacniać mięśni bez odpowiedniego treningu. Zaczynamy od powolnego przysiadu, trzymając się krzesła, potem szybszy przysiad, jeszcze szybszy. Później robimy przysiady bez trzymania, a następnie delikatne skłony do przodu i do tyłu. Starajmy się unikać wielogodzinnego siedzenia i robić przerwy. Regularny trening i wzrastająca aktywność pomogą nam osiągnąć etap, który poprawi nasze funkcjonowanie.

Najważniejsze, żeby dostosować ruch i aktywność do swoich możliwości w danym momencie. Niestety, popadamy zwykle w dwa rodzaje skrajności. Jedna polega na „rzucaniu się” w aktywność fizyczną bez odpowiedniego przygotowania. Druga z kolei, bardziej zgubna w skutkach, wiąże się z tym, że w ostatnim czasie przyzwyczailiśmy się do bezruchu. Eksperci zaznaczają jednak, że to od nas zależy jak postąpimy w obecnej sytuacji. Czy dalsza „normalność” będzie wiązała się z poddaniem się i stagnacją, czy znajdziemy w tej „odmienionej” rzeczywistości motywację do aktywności fizycznej, która posłuży naszemu zdrowiu.

* Neuropatie to choroby nerwów obwodowych o podłożu neurologicznym. Mają najczęściej związek z uszkodzeniem lub stanem zapalnym nerwu. Jako jedne z przyczyn neuropatii wymienia się urazy mechaniczne, niedokrwienie i ucisk. Przykładem neuropatii może być zespół cieśni nadgarstka.

Źródło: materiały ze spotkania prasowego z ekspertami Żagiel Med.

  1. Psychologia

Portrety rozbieżne. Dlaczego postrzegamy siebie inaczej, niż widzą nas inni?

Na siebie samych patrzymy z perspektywy aktora - osoby, która robi pewne rzeczy i chce, żeby te rzeczy doprowadziły ją do pewnego celu. Inni natomiast patrzą na nas z perspektywy biorcy, czyli kogoś, kto może na naszym działaniu coś zyskać albo coś stracić. (Fot. iStock)
Na siebie samych patrzymy z perspektywy aktora - osoby, która robi pewne rzeczy i chce, żeby te rzeczy doprowadziły ją do pewnego celu. Inni natomiast patrzą na nas z perspektywy biorcy, czyli kogoś, kto może na naszym działaniu coś zyskać albo coś stracić. (Fot. iStock)
Myślisz o sobie: „silna i zdecydowana”. Inni o tobie: „wiecznie się waha, nie wie, czego chce”. Albo: „uparta, wymagająca”. Kto ma rację? Wszyscy!

Jak to jest, że postrzegamy siebie samych zupełnie inaczej, niż widzą nas inni? Nawet bardzo bliskie osoby? Bierze się to z fundamentalnej różnicy perspektyw. Mianowicie: na siebie samych patrzymy z perspektywy aktora, osoby, która robi pewne rzeczy i chce, żeby te rzeczy doprowadziły ją do pewnego celu. Inni, także bliskie osoby, patrzą na nas z perspektywy biorcy, czyli kogoś, kto może na naszym działaniu coś zyskać albo coś stracić.

Jest jeszcze jedna różnica: my patrzymy na swoje działania, znając cele, ale też intencje. Kiedy patrzą na nas inni, widzą tylko nasze zachowanie, a jeśli spytają o intencje czy cele, możemy im oczywiście o nich powiedzieć, ale nie muszą w to uwierzyć. Stąd ich ocena może diametralnie różnić się od naszej. Zderzenie obu perspektyw może powodować konflikty.

Ludzie, z którymi jesteśmy blisko, znają pewnie nasze intencje. Są zatem większe szanse, że odbiorą nas tak, jak chcielibyśmy być odebrani? Tak, ich zdanie może być znacznie bliższe temu, co sami o sobie sądzimy, ale zaznaczam, że pełna zgoda nigdy nie nastąpi. Kiedy patrzymy na kogoś bliskiego, spoglądamy na niego trochę jak na siebie, czyli też przyjmujemy perspektywę aktora. Trzymamy kciuki, żeby mu się udało, tak samo jak zwykle kibicujemy sobie.

Problemem jest to, że mamy tendencję do zniekształcania własnego obrazu. Lubimy myśleć o sobie jak najkorzystniej, wszelkie nasze potknięcia staramy się tłumaczyć na własną korzyść, żeby się nie załamać psychicznie i mieć siłę do dalszego działania. Dlatego, choć znamy siebie teoretycznie najlepiej, nie mamy pełnego i obiektywnego obrazu siebie samych. On będzie zawsze subiektywny. Tendencyjność to ludzka natura. Nawet jeśli sądzimy, że sami nie jesteśmy tendencyjni, to pewnie myślimy, że inni są. Tylko że to właśnie potwierdza naszą nieobiektywność.

A może problem polega na tym, że w obecności różnych osób różnie się zachowujemy? I tu pojawia się kwestia ról. Bo chociaż jesteśmy cały czas jedną i tą samą osobą, to jednocześnie jesteśmy wieloma różnymi osobami naraz. Rozmaite konteksty sytuacyjne oczekują od nas innych zachowań i postaw. Jakaś kobieta wstaje rano i jest opiekuńczą matką swojego dziecka – wszystkie czynności, które wykonuje, sprawiają, że tak może być właśnie postrzegana, zarówno przez siebie, jak i przez innych. Odwozi dziecko do przedszkola, jedzie kilometr dalej do pracy i nagle jest szefową – wymagającą i upartą. A przecież to cały czas ta sama osoba. Takie skrajne role mogą powodować pytania u innych, ale i wątpliwości w nas samych: „Jaka ja naprawdę jestem – opiekuńcza czy wymagająca?”.

Inni ludzie potrafią nas trafniej osądzać w danej roli. Nam samym może być trudniej, bo zdajemy sobie sprawę, że pełnimy wiele ról i nie zawsze udaje nam się je wszystkie oddzielić. Ktoś, kto nas zna z konkretnej roli, może lepiej nas określać jako osobno: żonę, matkę, przyjaciółkę, szefową.

Podobnie jak jedna opinia powtarzana przez dłuższy czas, zwłaszcza w dzieciństwie, potrafi ukierunkować myślenie o sobie na błędny trop. Zgadza się, najczęściej dzieje się tak we wczesnym okresie kształtowania się naszego charakteru. Małe dziecko, które w obecności nieznajomych chowa się za nogi rodziców i niewiele mówi, z pewnością często słyszy od nich, że jest nieśmiałe. Po pewnym czasie zaczyna tak o sobie myśleć: „Jestem nieśmiały, wstydliwy”, bo dostaje gotowe wytłumaczenie swojego zachowania, ale wcale nie musi być ono zgodne z prawdą.

Jak w takim razie odbierać opinie innych? Brać je do serca, rozważać, czy też nie przykładać do nich zbyt dużej wagi? Mówi się, że usłyszeć czyjąś opinię to dar, ale przyjąć ją to łaska. Czasem myślimy o sobie: „Ależ inteligentnie to rozegrałam”, a potem słyszymy od kogoś: „To miało być inteligentne?! To było po prostu wyrachowane!”. Informacja zwrotna jest darem w sytuacji, kiedy może zawrócić nas z błędnej drogi, bo inni ludzie biorą zwykle pod uwagę odmienne aspekty niż my sami i potrafią wskazać nam punkty, w których mogliśmy kogoś np. urazić. Dlatego wzięcie pod uwagę opinii innych może być bardzo rozwijające.

Oczywiście może się też tak zdarzyć, że inni ludzie usiłują nam powiedzieć coś, co wcale nie służy naszym interesom, ale ich. Dlatego trzeba być bardzo uważnym, przyjąć taką informację do wiadomości, ale też zastanowić się, na ile ona dotyczy nas, tego, co moglibyśmy zmienić w swoim zachowaniu, żeby stać się lepszym człowiekiem, a na ile ma służyć temu, by komuś innemu było lepiej czy wygodniej. Lepiej pomyśleć, o czym świadczy to, że dana osoba chce, żebym była taka, a nie inna, niż zmieniać się pod jej dyktando. Trzeba zachować umiar i trzeźwość umysłu. Trochę chronić siebie przed opiniami innych, a trochę jednak je rozważać, bo jeśli tego nie zrobimy, zatrzymamy się w rozwoju.

To chyba działa też w drugą stronę: trzeba być ostrożnym w wygłaszaniu sądów. Niekiedy lepiej ugryźć się w język i nie powiedzieć tego, co ciśnie nam się od razu na usta, a co jest nieprzemyślane. Zanim wytknie się komuś: „zachowujesz się zbyt śmiało, zbyt agresywnie” itp., trzeba pomyśleć, co by było, gdyby ktoś inny wygłosił na nasz temat taką opinię. Jak byśmy to przyjęli? Spytać siebie, czy gdyby moja przyjaciółka powiedziała mi właśnie to, co ja chcę jej przekazać, to pomyślałabym sobie: „To wredna małpa, a nie prawdziwa przyjaciółka” czy: „Czy ona jest ślepa, żeby tak o mnie myśleć?”, czy też: „A może ma rację, a ja czegoś nie widzę?”. Jeśli chcemy wyrzucić z siebie wyłącznie własną frustrację, to możemy to zrobić na milion innych sposobów, chyba że zależy nam na tym, by rzeczywiście dać komuś jakąś wskazówkę, wpłynąć na jego zachowanie. Wtedy trzeba postarać się o większą delikatność.

Dr Aleksandra Cisłak, psycholog, zajmuje się problematyką spostrzegania społecznego, SWPS.