1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Joga - sposób na stres i przepracowanie

Joga - sposób na stres i przepracowanie

Joga pomaga uporządkować wiele spraw w umyśle, w ciele i tym samym w życiu. (fot. iStock)
Joga pomaga uporządkować wiele spraw w umyśle, w ciele i tym samym w życiu. (fot. iStock)
Każdy chciałby umieć zarządzać swoją energią: być wydajnym w pracy, ale też umieć się zatrzymać i zrelaksować. Tego wszystkiego możesz nauczyć się na macie

.

Podobno jogę najchętniej uprawiają ludzie z wielkich miast. Ci, którzy żyją intensywnie, a w pracy mierzą się z wyzwaniami związanymi z dużymi pieniędzmi, dużą kreatywnością i dużym stresem. – Szacuje się, że w Polsce praktykuje jogę 100–150 tys. osób i zainteresowanie nią rośnie. W Stanach Zjednoczonych uprawia ją około 30 mln ludzi, na czele z gwiazdami, celebrytami oraz prezydentową Michele Obamą. Sam Barack Obama zabierał głos w publicznych dyskusjach na jej temat na łamach tak poczytnych gazet jak „The Guardian” czy „Washington Post” – mówi Przemek Nadolny, nauczyciel jogi ze szkoły Yoga Republic. – To wielka rzecz, która może pomóc ludzkości w wielu problemach. Docenił ją nawet ONZ.

Tymczasem jeszcze na początku XX wieku w Indiach istniało tylko siedem szkół jogi. Obecnie – za sprawą popularności na Zachodzie – joga rozkwita również w Indiach. Także tam na jej zajęcia trafiają wykształceni mieszkańcy wielkich miast, szukając remedium na stres. – Na nasze kursy i zajęcia przychodzą ludzie pracujący w korporacjach i uprawiający wolne zawody. Aktywni, ambitni, poszukujący sposobu na skuteczne odstresowanie – mówi Przemek Nadolny. Dlaczego? Nasza kultura nie uczy, jak się rozluźnić, zrelaksować. Dlatego wielu sięga w tym celu po dyscypliny sportu, które w większości oparte są na rywalizacji, dodatkowej stymulacji, podnoszeniu adrenaliny. – Wydaje nam się, że po pracy potrzebujemy iść na aerobik, siłownię, piłkę nożną. Ten sposób jednak pomaga tylko na chwilę, bo nadal pozostajemy w napięciu. Zostaje ono w naszych mięśniach, stawach, postawie ciała. Nie wiemy, jak radzić sobie ze skutkami stresu na co dzień. Joga jest tym remedium – mówi Przemek Nadolny. Wbrew obiegowej opinii joga nie jest tylko filozofią, a konkretną wiedzą praktyczną, która zaczyna być doceniana nie tylko jako recepta na bóle kręgosłupa dla coraz szerszej populacji tzw. corpo sapiens.

Jak joga może pomóc ci w codziennych zmaganiach w przestrzeni zawodowej? Odpowiedzi jest kilka.

Świadomość ciała

Siedzący tryb życia, stres, brak ruchu – sprawia, że prawie wszystkich bolą plecy, a to oznacza, że jesteśmy odcięci od ciała. Żyjemy w przekonaniu, że nasz umysł funkcjonuje niezależnie od niego. – Tymczasem mamy nie tylko intelekt, ale także inteligencję emocjonalną i fizyczną. Powinny one być ze sobą w równowadze, bo każda z nich jest pochodną pozostałych. – Integracja tych trzech inteligencji jest warunkiem dobrego samopoczucia – mówi Przemek Nadolny. – Świadomość ciała, zdrowia i dobrego samopoczucia jest czymś innym niż wiedza na te tematy. Niby wiemy, że nie jest zdrowo sięgać po używki, wpadać w złość czy zajadać stres, ale to robimy. Podobnie wiemy, że nie służy nam przepracowywanie się i życie w ciągłym napięciu. Osoba w dobrym kontakcie ze sobą nie będzie uciekała do tego typu zachowań, bo szybciej odczuje ich negatywne skutki. Nasze ciało wie, co jest dla niego dobre, tyle że my słabo je rozumiemy albo ignorujemy jego potrzeby. Joga uczy kontrolowania energii życiowej, by płynęła swobodnie, nie marnowała się na niekorzystne zachowania, ale była oszczędzana dla wyższych celów, takich jak bycie w dobrych relacjach ze sobą i z otaczającymi nas ludźmi czy przyrodą.

Dystans do życia

– Oddech spaja wszystkie techniki jogi. Jest kluczem do ich zrozumienia. Jest tą czynnością, która utrzymuje uwagę w „tu i teraz”, wyprowadza nas z tego, czego nie ma – z iluzji umysłu – mówi Przemek Nadolny. – Uczy nas być dokładnie w tym miejscu, w którym jesteśmy, a nie w tym, w którym chcielibyśmy być. Uczy być zadowolonym z tego, co jest. Uczy dystansu, czyli tego, żeby nie wchodzić w stany emocjonalne, w myśli, które pojawiają się mimowolnie, a nie są potrzebne w danym momencie.

Nasz umysł w większości działa na podstawie wyuczonych automatycznych programów. W jodze uczymy się rozwijać wyższy umysł – refleksyjny, zwany inteligencją rozróżniającą. Dzięki regularnej praktyce możemy w każdym momencie zawiesić umysł automatyczny, podwyższyć uważność i cieszyć się teraźniejszością. A to przydaje się w pracy, zwłaszcza gdy dopadają nas znużenie i stres, prowadzące ku funkcjonowaniu na poziomie automatyzmów umysłu. Sterowani w ten sposób reagujemy zawsze podobnie – wchodzimy w konflikty albo robimy uniki, nieświadomie używamy swoich zwyczajowych strategii. Joga pozwala odbierać jasno i reagować świeżo. Regularna praktyka chroni przed nadmiernym zmęczeniem, podkręcaniem się za pomocą kolejnej kawy, by jakoś funkcjonować. Dobry kontakt ze sobą jest jak kompas, który powie, kiedy czas na odpoczynek, relaks, odpuszczenie sobie i innym, a kiedy jesteśmy w najlepszej formie, aby nasza praca była wydajna, łatwiejsza i bardziej satysfakcjonująca.

Wewnętrzna moc i lepsze zarządzanie czasem

– Współcześnie psychologia wyróżnia dwie skrajne postawy ciała. Pierwsza to postawa pewności siebie, zwana „postawą mocy”, kiedy kręgosłup jest wyprostowany, talia wąska, klatka piersiowa otwarta, ramiona, szyja oraz kark rozluźnione, przepona uwolniona. Udowodniono, że taka pozycja obniża poziom hormonów stresu, buduje pewność siebie, budzi uważność i otwartość na otoczenie – tłumaczy Przemek Nadolny. – Jej przeciwieństwem jest „postawa nie-mocy”, gdy fizycznie, psychologicznie i energetycznie zapadamy się w sobie – wówczas poziom hormonów stresu dramatycznie rośnie, długofalowo rozwija to depresję.

W pracy mamy do czynienia z sytuacjami, które mogą zaburzać naszą postawę ciała. Ludzie ćwiczący jogę lepiej radzą sobie ze stresem, bo szybko odbierają pierwsze sygnały i nie ulegają im – mają duże poczucie wartości siebie, nie działają z poziomu lęku i wycofania, dlatego nie tak łatwo wchodzą w stresogenne sytuacje czy toksyczne układy. Kiedy widzą, że coś złego się dzieje – współpracownik jest nieuczciwy, a szef mobbinguje, szybciej będą umieli wyjść z takiej sytuacji.

Szefowie i współpracownicy chcą mieć spokojnych, zrelaksowanych, pewnych siebie, zdystansowanych pracowników. Oni tacy są: opanowani, nie wpadają w skrajne emocje. Potrafią też zatrzymać się w odpowiednim momencie. Skończyć pracę, wyjść i się odstresować. Lepiej zarządzają czasem i energią. Często i szybko stają się liderami. Nawet gdy jest kiepska pogoda albo zła atmosfera, adepci jogi pozostają w dobrej formie i nie obniżają lotów. Bo tak naprawdę praca powinna być przyjemnie stymulująca i rozwijająca. Zależy to tylko od umiejętności zarządzania aktywnością – tego uczymy się poprzez kontakt z ciałem, który zyskujemy, praktykując jogę. Uczymy się, by ciało i umysł pozostawały jednocześnie aktywne i rozluźnione. W ten sposób nie zużywamy nadmiernie energii fizycznej i psychicznej, nawet w sytuacjach stresowych. Joga oswaja z  powolnym procesem, powolnym rozwojem. Szybki efekt, szybka kariera, szybka nagroda są bardzo wypalające. Bo chodzi o to, by cieszyć się drogą, a nie celem.

Joga - sposób na kryzys

Na jogę często trafiają ludzie w momencie skrajnego przestymulowania, kiedy na swojej ścieżce kariery dochodzą do ściany i pojawia się frustracja. Bo dłużej się nie da pracować, więcej się nie da zrobić, pojawiają się ograniczenia. W pracę wkładamy coraz więcej czasu i energii, a efekty są coraz mniejsze. Przestajemy czuć się pewnie, dręczy nas niepokój. – Zauważam, że jogę zaczynają osoby w wieku 30–50 lat – mówi Przemek Nadolny. – Według psychologii jungowskiej przeżywają oni wówczas intensywnie czas indywidualizacji, kiedy potrzebują odnaleźć kontakt ze sobą, stać się bardziej wewnątrzsterowni. Normy społeczne, oczekiwania szefa, dotychczasowa ścieżka kariery mniej ich już wtedy obchodzą. Szukają tego, co jest zgodne z nimi.

Joga to proces do wewnątrz. Jung powiedział piękne zdanie: „Ten, kto patrzy na zewnątrz, śni, ten, kto patrzy do wewnątrz, jest przebudzony”. Żyje świadomie. Joga jest drogą do siebie prawdziwego.

Ekspert Przemek Nadolny: socjoterapeuta, założyciel szkoły jogi YogaRepublic.pl. Pisze na portalu BosoNaMacie.pl, działa w stowarzyszeniu Porozumienie Szkół Jogi - PorozumienieJogi.pl

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Medytacja jest jak niedziela

Czy umysł lubi medytację, czy postrzega ją jako zagrożenie? (fot. iStock)
Czy umysł lubi medytację, czy postrzega ją jako zagrożenie? (fot. iStock)
Medytacja nie przychodzi tak lekko. Wymaga wielu ćwiczeń. Początki bywają trudne. Umysł stawia opór. Medytacja dla wielu osób jest wyzwaniem, którego umysł często nie chce podejmować. Jednak regularna praktyka przynosi duże efekty, pozwala spojrzeć na wiele spraw z innej perspektywy, a przede wszystkim jest świętem – świętujemy połączenie ze swoim duchowym wnętrzem – przekonuje Katarzyna Chustecka, instruktorka jogi.

Siedzę na poduszce. Nogi skrzyżowane. Obserwuję oddech. Wdech, wydech, wdech... Ciekawe, jak poszło w szkole córce... No nie, stop: wdech, wydech, wdech... A to świnia! Jak on tak mógł się do mnie odezwać?! A może to ja go sprowokowałam? Akurat. Oj. Zaraz... wdech, wydech, wdech... Rany, jak mi się nic nie chce... Wdech, wydech, wdech... Co ja w ogóle robię, mam za dużo czasu, czy co? Spokojnie...Wdech, wydech, wdech...

Jak umysł reaguje na medytację?

Medytacja skupiona na oddechu polega na obserwacji oddychania. Nie używa się tu żadnej werbalizacji, dźwięków ani mantr. Nie nadajesz nawet określeń - wdech, wydech - a jedynie zauważasz przepływ oddechu, śledzisz go uważnie na poziomie czucia.

Kiedy zaczynasz uczyć się medytacji, otwiera się istna puszka Pandory umysłu. Uchylasz drzwi, za którymi twój umysł wyprawia, co mu się żywnie podoba. Ponieważ zapewne nigdy przedtem tam nie zaglądałeś, będziesz w szoku! Umysł jak żywioł kompletnie puszczony samopas zalewa cię falami myśli o przeszłości bądź przyszłości. A więc albo analizuje, co się wydarzyło i przeżywasz to ponownie, zmieniasz wersje swoich wówczas zachowań, słowem nurzasz się w przeszłości lub też lawiruje w przyszłości - jak zrobisz to czy tamto, kiedy już przyjdzie czas i co powiesz Iksińskiej, jak ją wreszcie spotkasz, itd, itp. Uff. Ile zamieszania, a wszystko to kompletnie niepotrzebne. Przyszłość minęła bezpowrotnie i nic tego nie zmieni, przyszłość nigdy nie nadejdzie, bo taka jest jej natura, a jedyne co masz, to ta chwila, teraźniejszość. Ale na jej temat wiemy oczywiście bardzo mało, bo tak rzadko w niej bywamy. Trudno się jednak dziwić, skoro umysł bez końca przerabia przeszłość bądź tworzy miraże przyszłości.

Umysł jest jak jeden z wielu narządów czy części ciała. Wyobraź sobie, że jest to taka sama część ciebie jak powiedzmy mięsień czworogłowy uda. To bardzo ważny mięsień, dzięki któremu możliwych jest wiele ruchów, a bez którego niemożliwe byłoby chodzenie. Następnie wyobraź sobie, że mięsień ten postanowił całkowicie uniezależnić się od twojej woli, w związku z czym nie słucha cię, lecz po prostu prowadzi, dokąd sam chce. Co więcej, w tajemniczy sposób udało mu się ciebie przekonać, że on to ty! Koniec końców idziesz tam, dokąd zaprowadzą cię nogi, bez względu na to, czy ci to rzeczywiście służy czy nie, i jeszcze sądzisz że są to twoje własne wybory. Szaleństwo. Niewola. Ale tak właśnie stało się i dzieje się z umysłem. Ta część ciebie, która miała służyć ci wtedy, kiedy jej potrzebujesz, a następnie wypoczywać, cieszy się niesłychaną autonomią i jeszcze podszywa się pod właściciela. Bo ostatecznie właściciel zapomniał, kim naprawdę jest... Mało tego, to miotanie się umysłu i produkcja nawałnic myśli kosztuje cię sporo energii - wygenerowanie myśli to energia, a zajmowanie się nimi - kolejny koszt. Tak więc koniec końców biegasz całe dnie wewnątrz siebie za rozpuszczonym małym tyranem - swoim własnym umysłem. Nie ma innego wyjścia niż stanąć z nim oko w oko i przejąć ster.

Medytacja jest jak niedziela – świętujesz kontakt ze sobą

Wiedz, że nikt dobrowolnie nie rezygnuje z przywilejów, tak więc na początku czeka cię walka i to podjazdowa. Bądź pewien, że twój umysł zastosuje mnóstwo chwytów, aby odwieść cię od prób zdyscyplinowania go. Nie daj się nabrać, bądź nieprzejednany, ale życzliwy dla siebie i swoich usiłowań. Z czasem pojawi się dystans do pojawiających się myśli i coraz dłuższe okresy koncentracji na oddechu. Nie reagując na pojawiające się myśli, zrozumiesz, że myśli to nie ty, że możesz się bez nich obejść, a kiedy zaczną pojawiać się momenty pustki pomiędzy jedną myślą a drugą, zauważysz że istnieje zupełnie nieznany wymiar doświadczenia. Odzyskasz też wreszcie swoją pozycję właściciela domu, w którym mieszka twoja Dusza. Być może usłyszysz, co ma ci do powiedzenia.

Dzięki temu, że nauczysz się puszczać myśli, będziesz mógł wreszcie naprawdę zatrzymać się i odetchnąć. Możesz wtedy zauważyć, że ten świat całkiem nieźle radzi sobie bez ciebie, że przez te pół godziny czy więcej możesz odpuścić sprawowanie kontroli i odkryjesz, świat się nie zawalił. Popatrz - ty siedzisz i niby nic nie robisz, a świat kręci się nadal. To leczy z nadmiernej odpowiedzialności. Medytacja pozwala odsunąć się z wymiaru działania w wymiar bycia. To jest najważniejszy moment działania - niedziałanie. To jest czas, dzięki któremu działanie może istnieć. Gdyby było tylko działanie, nie moglibyśmy go docenić. Tak jak nie moglibyśmy docenić nocy bez istnienia dnia.

Dlatego właśnie medytacja jest jak niedziela. Jak święto - czas, w którym pozwalasz sobie zostawić to, co ziemskie, zamknięte w ziemskim wymiarze czasu i przestrzeni, i oddać się świętym sprawom swojego wnętrza.

Więc może ten świat nie jest tak beznadziejny, skoro trwa sam! A gdy już nie musisz się nim zajmować, twoja uwaga dotychczas skupiona na czynnościach, na wybranych częściach rzeczywistości, rozluźnia się obejmując i ogarniając wszystko - całość, której ty sam jesteś częścią. Ty jesteś całość, a całość to ty. Świat jest w porządku i ty też jesteś w porządku. Nie pozostaje nic innego, niż przeżyć to życie w radości i zgodzie ze sobą, skoro wreszcie złapałeś ze sobą kontakt. I spijać słodki smak tej prawdy, który sączy się z każdą chwilą medytacji.

A umysł? Spoczywa cicho jak węgielki tlące się w piecu, cały czas gotowe, by ich użyć, kiedy zajdzie potrzeba.

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się

  1. Psychologia

Rozładuj swój stres - 19 sposobów

Doskonałą metodą rozluźnienia wewnętrznych napięć są proste medytacje i gry wyobraźni, nazywane wizualizacjami. (Fot. iStock)
Doskonałą metodą rozluźnienia wewnętrznych napięć są proste medytacje i gry wyobraźni, nazywane wizualizacjami. (Fot. iStock)
Denerwujące sytuacje zdarzają się nawet w najpogodniejszy dzień wiosny. Nie unikniemy napięcia, cała sztuka polega na tym, by je rozładować. Wystarczy pół minuty!

Budzik nie zadzwonił w porę, twoja życiowa połówka złości się na cały świat, a dzieci poruszają jak muchy w smole… A przecież wszyscy jesteście spóźnieni! Potem jakiś niedzielny kierowca zajechał ci drogę, a w pracy szef wezwał na dywanik. Choć za oknem piękna pogoda, musisz jeszcze zostać po godzinach… Wszystko układa się nie tak, jak powinno. Mały stres goni większy.

Zrelaksuj się

Istnieje wiele sposobów uporania się ze stresem. Można dobierać je zależnie od tego, ile mamy czasu. Niektóre ćwiczenia poleca się wykonywać tylko w domowym zaciszu, inne można robić nawet w biurze, autobusie czy na spacerze. Wypróbuj ich jak najwięcej i przekonaj się, które najlepiej cię odprężają. Dobrze jest ćwiczyć regularnie, traktując je jako środek zapobiegawczy, a nie tylko pogotowie stresowe. Już pół minuty wystarczy, żebyś uporał się z kilkoma fizycznymi objawami stresu.

Doskonałą metodą rozluźnienia wewnętrznych napięć są proste medytacje i gry wyobraźni, nazywane wizualizacjami. Na początku wielu osobom z trudem przychodzi wyobrażenie sobie czegokolwiek. Nie trzeba się jednak zrażać, to kwestia treningu. Brytyjski terapeuta Colin Tipping, twórca metody Radykalnego Wybaczania, radzi, by zacząć od przywołania w pamięci twarzy dziecka lub małżonka. To chyba każdy potrafi! A potem przestawić wyobraźnię na inne obrazy.

Pół minuty

Chwila gimnastyki

Strach lub złość sprawiają, że garbisz się i chowasz głowę w ramionach. Najważniejsze: wyprostować się! Wtedy ciało daje sygnał psychice i automatycznie poprawia się też nastrój.

Napięte plecy rozluźnisz, przeciągając się jak kot. Potem rozruszaj ramiona i barki, zrób parę kółeczek ramionami i ściągnij je do tyłu. Podnieś brodę, wyciągnij szyję, wypnij pierś i schowaj brzuch. Zrób serię 10 głębokich oddechów. Zaczerpnij jak najwięcej powietrza do płuc i powoli je wypuszczaj. Skupiaj się jedynie na oddychaniu, a nie tym, co cię zdenerwowało.

Zbawcza nuda

W stresie zaciskasz szczęki w podświadomym geście obronnym. Odblokujesz je, ziewając jak najszerzej 10 razy. A jeśli jesteś w towarzystwie, lekko naciśnij językiem na podniebienie, tuż za przednimi zębami. Nikt tego nie zauważy, a rozluźnisz szczęki i skronie.

Magiczne dłonie

Zaciśnięte powieki to kolejny objaw stresu. Usiądź przy stole, opierając łokcie o blat. Zamknij oczy i zasłoń je dłońmi. Zrób serię kilkudziesięciu mrugnięć.

Coś z jogi

Uklęknij opierając się dłońmi o podłogę. Zrób wdech i unieś miednicę tak, by ciało tworzyło odwróconą literę V. Opieraj się o podłoże całymi dłońmi i stopami, oddychaj powoli i głęboko. Staraj się wyciągnąć jak najwyżej miednicę, utrzymując idealnie proste plecy i nogi. Wytrzymaj w tej pozycji 20 sekund. Zrób głęboki wydech, usiądź na piętach, podnieś głowę i wstań po 10 sekundach.

Akupresura

10 razy lekko uciśnij palcem wskazującym punkt znajdujący się dokładnie pośrodku między brwiami. Możesz też uszczypnąć się kilka razy w zagłębienie między kciukiem a palcem wskazującym.

Jedna minuta

Terapia One Brain – Carol Hontz

W stresie krew odpływa z czoła na tył głowy. Zapobiegniesz temu, kładąc jedną dłoń na czole, a drugą z tyłu głowy, na potylicy. Spokój i zdolność jasnego myślenia odzyskasz, masując trzema palcami kość ogonową. Drugą rękę kładziesz na splocie słonecznym (nad pępkiem).

Akupresura

Z boku twarzy, między policzkiem i płatkiem usznym jest maleńkie wgłębienie, bolesne przy ucisku. Mocno naciskaj palcami wskazującymi te punkty po obu stronach głowy.

Narysuj coś

Usiądź wygodnie na krześle, wyprostuj plecy i skrzyżuj nogi w kostkach. Wyobraź sobie, że twoja stopa jest pędzlem, którego zakończeniem jest duży palec. Rysuj nim litery i figury geometryczne. Powtórz to drugą stopą.

Dwie minuty

Stymulacja półkul mózgowych

Usiądź wygodnie, z wyprostowanymi plecami, zdejmij buty. Ręce oprzyj na kolanach. Delikatnie przytupuj najpierw lewą nogą, potem prawą. Osoby leworęczne muszą zmienić kolejność. Powtórz kilka razy.

Ćwiczenia Jacobsona

Podczas ich wykonywania, głęboko oddychaj:

  • unieś dłonie przed siebie na wysokość brwi. Szybko i mocno pocieraj nimi o siebie,
  • złącz dłonie czubkami palców na wysokości piersi, łokcie odciągnij jak najdalej na boki. Dociskaj z całej siły czubki palców,
  • złącz dłonie, przedramiona i łokcie przed sobą. Palce obu dłoni odchylaj jak najdalej od siebie,
  • wyciągnij przed siebie złączone ręce, zegnij w łokciach i zaciśnij pieści tak, by widzieć kciuki,
  • uciskaj punkt po punkcie małżowiny uszne, zaczynając od płatka ucha.

Akupresura

Usiądź, uginając lekko lewe kolano. Lewą rękę połóż na rzepce. Rozłożonymi palcami obejmij kolano. Nieco poniżej końca palca serdecznego znajdziesz miejsce bolesne przy ucisku, tuż pod rzepką. Czubkiem palca wskazującego masuj je na odcinku około 2 cm szybkimi ruchami skierowanymi w dół. Po minucie zajmij się prawym kolanem.

Złote światło

Usiądź wygodnie, rozluźnij ramiona, odetchnij głęboko i wyobraź sobie, że złote światło wpływa do twojego ciała przez czubek głowy jak rwąca rzeka i wypłukuje napięcie.

Pięć minut

Gimnastyka dla każdego

Połóż się na podłodze i nie odrywając pleców od ziemi, podnieś wyprostowane nogi do góry. Energicznie kładź je po lewej i po prawej stronie ciała. Powtórz to 10 razy, a następnie z pozycji leżącej unoś tułów, nie odrywając bioder od podłogi. Zrób serię 10 skłonów w lewą i w prawą stronę. Na zakończenie połóż się i chwilę głęboko oddychaj.

Poczuj świat

Rozejrzyj się wokół siebie, nazwij pięć rzeczy, które masz w zasięgu wzroku. Skoncentruj się na dźwiękach i określ 5 z nich. Wsłuchaj się w swoje ciało i pomyśl, co czujesz (np. swędzenie, ucisk, napięcie, zesztywnienie itd). Teraz skoncentruj się na czterech rzeczach, które widzisz, słyszysz i czujesz, następnie trzech, dwóch i jednej.

Kwadrans

Trening autogenny

Zasłoń okna, wyłącz telefon. Połóż się na plecach z głową na małej poduszce. Wyprostuj nogi, ręce odsuń od tułowia i lekko zegnij w łokciach. Oddychaj powoli i głęboko i mów w myślach: „Leżę spokojnie, oddycham wolno i równo. Koncentruję się na prawej ręce (leworęczni najpierw na lewej). Dłoń jest ciężka, ciężar przenosi się na przedramię i ramię. Cała ręka jest ciężka”. Potem to samo mówisz o drugiej ręce, obu nogach (ciężar przenosi się od stopy w górę) i tułowiu. Wywołaj w całym ciele uczucie ciężaru i ciepła (tylko głowa pozostaje chłodna). Po paru minutach powiedz w myślach: „Leżę spokojnie, całe moje ciało jest ciężkie i ciepłe, tylko głowa jest chłodna. Oddycham spokojnie, jestem odprężony. Do rąk wraca siła, poruszam palcami, do nóg wraca siła, poruszam palcami stóp. Biorę głęboki oddech, do całego ciała wraca siła”. Potem przeciągnij się, zegnij nogi w kolanach i powoli usiądź.

Gimnastyka izometryczna

Połóż się wygodnie, napnij całe ciało na kilka sekund, a potem rozluźnij kolejno mięśnie łydek, ud, brzucha, klatki piersiowej i ramion. Chwilę odpocznij i powtórz to ćwiczenie co najmniej 5 razy. Zakończ, leżąc przez minutę spokojnie i głęboko oddychając.

Tęczowa medytacja

Usiądź lub połóż się, zamknij oczy, weź głęboki oddech i wyobraź sobie, że kolejne barwy wypełniają twój umysł. Widzisz tylko kolor, nic więcej:

czerwień – piękna czerwień róży, wiśni, która stopniowo przeobraża się w...

pomarańczowy – promienny i energetyczny kolor owoców pomarańczy i mandarynek

żółty – świetlisty, wypełnia ciepłem całe ciało

zieleń – intensywna, jak soczystej trawy i liści

błękit – uspokajający, w odcieniu czystego nieba w słoneczny dzień

fiolet – nasycony, odprężający, w odcieniu dojrzałego bakłażana.

Pełny oddech jogi

Połóż się wygodnie i wypuść całe powietrze z płuc, wciągając brzuch. Ułóż dłoń na brzuchu tuż pod żebrami. Zaczerpnij powietrza przez nos i pozwól, żeby najpierw wypełniło brzuch, potem przeponę i dopiero na końcu dotarło do szczytów płuc. Gdy już płuca będą wypełnione, wypuszczaj powietrze, również przez nos, ale w odwrotnej kolejności: najpierw ze szczytów płuc, a na końcu z brzucha. Oddechy powinny być powolne i płynne, bez wysiłku. Zacznij od 4 pełnych oddechów, potem możesz stopniowo zwiększać ich liczbę aż do 10. Na początku może ci się zakręcić w głowie, wtedy przerwij na chwilę.

Technika Huny

Gdy już nauczysz się głęboko oddychać, przy wdechu wyobraź sobie, że patrzysz w niebo, obserwujesz chmury lub gwiazdy. Natomiast podczas wydechu kieruj uwagę jak najniżej, na ziemię pod swoimi stopami. Pięć oddechów niebo–ziemia doskonale cię wyciszy.

  1. Psychologia

Mówię „tak”, myślę „nie” – dlaczego robimy dobrą minę do złej gry?

Pozór dobrej miny do złej gry to polityka zabójcza dla naszego zdrowia i spokoju wewnętrznego. (Fot. iStock)
Pozór dobrej miny do złej gry to polityka zabójcza dla naszego zdrowia i spokoju wewnętrznego. (Fot. iStock)
Dlaczego wiele kobiet, mówiąc np. „Wszystko w porządku”, „Jasne, możesz iść do pubu”, nie zawsze właśnie to ma na myśli? Dlaczego nie mówi prawdy?
  • Nie mówi wprost, gdyż w młodości nikt ich nie uczył, że może bezpiecznie pokazywać swoje emocje – te negatywne również.
  • Dziewczynki są wychowywane na to, żeby były grzeczne i żeby wczuwały się w emocje innych.
  • Kobieta nie chce wprowadzić negatywnych emocji, więc ukrywa je.
  • Z drugiej strony bardzo się męczy, więc „po fakcie” robi awanturę lub wybucha, czasem żałując tego i winiąc się.
  • Kobieta może odczuwać niepokój związany z tym, że mężczyzna wychodzi, podoba mu się ktoś inny itp. To są normalne emocje, ale nie dla kobiety, która czuje się bezsilna.
  • Poczucie bezsilności wynika z tego, że nikt nie liczył się z nią jak była mała, nie było ważne, czy chce czy nie chce, żeby mama wyszła czy została. Nie miała wpływu na to, czego chciała lub czego nie chciała.
  • Bezsilność też ma dużo wspólnego z poczuciem wartości. Kobieta cały czas może bać się o swojego mężczyznę, o to, że coś go porwie i już do niej nie wróci. Chce, żeby on się domyślił, czego ona naprawdę chcą. Już sama taka propozycja, że on chce iść gdzieś sam czy np. do klubu, obraża ją. Bo przecież ona zawsze z nim! Co ona mówi naprawdę? „Nie idź! Nie chciej iść, zostań ze mną lub weź mnie ze sobą”. Kobieta mówi też „A ja?”, „A ja co mam ze sobą zrobić?”, „Jak ty wybierasz inne rzeczy, to ja nie mam wartości”.
  • Globalnie kobiet nie zachęca się do rozwoju i samodzielności, więc w takich sytuacjach czują się niechciane.Dlatego tak ważne są dla kobiet warsztaty i szkolenia, które mają je wyciągnąć ze stereotypów.
  • Kobiety myślą, że są po coś, dla niego, muszą mieć wartość serwisową, więc jak facet ma swoje plany, to czują się niepotrzebne.
  • Kobieta pracująca nad sobą ucieszy się, że facet wychodzi i ma czas dla siebie... ma przecież tyle do zrobienia.
  • Jeżeli facet za często mówi o innej kobiecie i jest nią zachwycony, to zdrowa kobieta powie: „Słuchaj, mówisz o tej Ewce, że ona taka fajna, a mnie się przykro robi. To ja jestem twoją kobitką, pamiętasz? - oczywiście szczerym i miłym tonem.

Długo miałam kłopot z takim przekazem i przykładem, jaki płynął od mojej mamy pt. trzeba robić dobrą minę do złej gry. Znaczy – kobieto, nie pokazuj prawdy o sobie, bo znajdziesz się na straconej pozycji. Wobec kogo? Ano oczywiście, przede wszystkim wobec faceta, ale też właściwie wobec wszystkich. Bo wyjdziesz na tę głupią co to się przejmuje, odsłania się, słowem – nie radzi sobie.

Długie lata pokutowało i ciągle w wielu kręgach pokutuje przekonanie, że radzić sobie to albo nie czuć przykrych uczuć, albo ich nie pokazywać. Jestem przekonana, że ludzie w to głęboko wierzyli i niektórzy wciąż wierzą, że tak jest dla nich lepiej. Myślę, że moja mama też. Już jej darowałam i ogromnie się cieszę, że sama mogę żyć inaczej. Że żyję w czasach, w których o człowieku dowiadujemy się coraz więcej. Że sama też się mogę ludźmi i sobą w taki nowy, autentyczniejszy sposób zajmować.

Dwie nowożytne wojny światowe, a szczególnie ta druga, przeorały świat. W owym słynnym czasie „przed wojną” świat szczycił się uporządkowaniem, postępem, rozwojem. Ludzie mieli dość wyraźnie przypisane sobie miejsca w hierarchii społecznej i dość jasne role do odegrania. Jeśli sprawdzali się w rolach i akceptowali swoje miejsce, mieli poczucie sensu życia. Mogli się oczywiście przemieszczać między poziomami społecznymi, to nawet mogło być „coś”. Przemieszczanie do góry związane było z uznaniem, do dołu z politowaniem. Ale było dość rzadkie, wyraziste, wybijające się z tła.

Tło obowiązywało. I było jasne, gdzie góra, gdzie dół. Po wojnie już nic nigdy nie było takie samo.

Może się wam wydaje, że uderzyłam w zbyt wysoki ton, no bo gdzie damski fałsz do wojny. Zawsze „się wiedziało”, że kobitki umieją prowadzić grę. Tak, i ta gra była częścią tego porządku przedwojennego. Te flirty, minki, uwodzenia to był program do odegrania przed ślubem lub romansem. Panowie byli od zdobywania, panie od ulegania, po uprzednim wykonaniu odpowiednich kroków.

Wojna pokazała ludzkie masowe okrucieństwo, zło i obojętność na taką skalę i tak w środku naszego uporządkowanego świata, że ten porządek stałości społecznej runął.

Okazało się, że na nic nie ma gwarancji. Nastąpił chaos. Ale ludzie zaczęli powoli odbudowywać poczucie bezpieczeństwa, przenosząc je coraz bardziej do środka. Do swego wnętrza. Człowiek zaczął także sensu życia szukać bardziej w sobie niż na zewnątrz. Przywróciliśmy wartość jednostce. Skoro państwa, przywódcy, idee nas nie ratują – musimy ratować się sami. Wydaje mi się, że to pomogło kobietom wzmóc falę równouprawnienia. Kobieta jest jednostką ludzką, człowiekiem, osobowością, obywatelką, twórczynią. Jednak tam gdzie fala się wznosi – inna opada. Kiedy coś tak bardzo się zmienia, następuje też opór starego. Kobiety patriarchalne chcą zachować stary porządek. Miały w nim może poślednią rolę, ale miały zapewnienie bytu przez mężczyzn. Nie musiały być za siebie odpowiedzialne. Poza tym ktoś inny wtedy jest winien jeśli coś z życiem, ze światem się psuje. Nie one.

Żyjemy w naszych czasach, wpływa na nas cała sytuacja ogólnoświatowa, krajowa, regionalna, a rodzinna i osobista jest tego wszystkiego wypadkową. Część kobiet walczy o prawa do odpowiedzialności za siebie, widzą w tym ogromną wartość dla swego prawdziwego ludzkiego wzrostu, a nie dla odgrywania ról, część się od tego uchyla, bo niesie to ze sobą ryzyko osobiste i lęk.

Pojawiła się też po wojnie psychoterapia. Niegdyś nie przyszłoby ludziom do głowy chodzić do obcych świeckich po wysłuchanie, pomoc, poradę. Chodziło się ewentualnie do księdza. Teraz rośnie wiedza o ważności dzieciństwa, wychowania, traum życiowych, molestowania seksualnego, ale także o siłach człowieka, jego wspaniałym wyposażeniu i narzędziach, dzięki którym może sobie radzić z bólem i cierpieniem. I teraz już wiemy, że pozór dobrej miny do złej gry to polityka zabójcza dla naszego zdrowia i spokoju wewnętrznego. Uczymy się, choć powoli (ale to dobrze, że powoli) tego jak być sobą, tego co to znaczy, tego aby dbać o swoje prawa, szanując też prawa innego. Kobiety są w niezwykłej, wspaniałej i jednocześnie bardzo trudnej sytuacji, budzą się do nowego stylu życia i bycia z radością i naturalnie, ale i z obawą i świadomością, że patriarchat nie chce ustąpić. Wewnątrz jednostek też odbywa się podobny proces. Znamy najlepiej to, co już było. Stare i zasiedziałe, co broni się przed zmianą, podczas gdy zmiana już otworzyła nowe drzwi. W sprzyjających warunkach łatwiej być sobą, w trudnych wracamy do starych sposobów. Pojawia się fałsz, uniki; wewnętrzna obrona, żeby za bardzo nie kosztowało lub nie bolało.

Jeśli chcemy prawdy, sami ją stosujmy, pamiętając o asertywności: dbam o swoje prawa, nie przestając pamiętać i o twoich. Jeśli obie strony to egzekwują – budujemy porozumienie oparte o solidne podstawy. Solidne, bo prawdziwe.

  1. Zdrowie

Medycyna chińska – czym różni się od zachodnich sposobów leczenia?

W medycynie chińskiej oprócz leczenia lekarze starają się moderować również styl życia pacjenta. (Fot. iStock)
W medycynie chińskiej oprócz leczenia lekarze starają się moderować również styl życia pacjenta. (Fot. iStock)
Widzę, słucham, pytam i badam - to cztery filary diagnozowania w medycynie chińskiej. Orina Krajewska pyta dr. Yaira Maimona o to, jakie problemy zdrowotne można odkryć już na pierwszym etapie diagnozy.

Jak wygląda zdrowy człowiek?
W medycynie chińskiej nie mówimy o zdrowiu ani chorobie. Mówimy o równowadze lub jej braku. Zdrowie to równowaga wszystkiego w tobie, a choroba to stan, kiedy tej równowagi nie ma. Jako lekarze chcemy zrozumieć, co w nas straciło równowagę i jak znaleźć najlepszy sposób na jej ponowne osiągniecie. Można powiedzieć, że wszystko we wszechświecie podróżuje w kierunku osiągnięcia tego stanu. Zimą wkładasz więcej warstw, ubierasz się ciepło, ponieważ chcesz zrównoważyć temperaturę w ciele. Latem zdejmujesz ubrania i chętniej przebywasz w cieniu. Jeśli komuś jest zawsze gorąco, nawet zimą wychodzi na zewnątrz w krótkich spodenkach, a jego skóra ma odcień czerwonawy, rozgrzany - to powiedziałabym, że zawsze ma dostęp do ciepła. Będziemy więc szukać leczenia, które zredukuje jego wewnętrzne ciepło. Komuś, komu zawsze jest zimno, damy coś, co to wewnętrzne ciepło wzmocni. Mogę takiemu pacjentowi powiedzieć, by wypił imbirową lub cynamonową herbatę lub coś, co normalnie ludzie piją lub jedzą zimą.

W jaki sposób ten stan braku wewnętrznej równowagi zdiagnozować? Przypuszczam, że nie zawsze jest to tak oczywiste, jak szorty przy ujemnych temperaturach.
Medycyna chińska opiera się na czterech filarach diagnozy. Pierwszy to "widzę" i "obserwuję". Drugi to "czuję" (odnosi się do tego, co czuje pacjent, ale też lekarz) i "słucham". Mam tu na myśli to, co jako pacjent mówisz i w jaki sposób to mówisz, a także to, czego nie mówisz. Trzeci to "pytam", czyli moment, kiedy jako lekarz zadaję pytania. Ostatni do "badam". Zawiera się w tym badanie pulsu i ciała, gdy sprawdzam różne obszary ciała i dotykam konkretnych punktów w celu zbadania, czy są na przykład bolesne. Określamy też jakość skóry i wszelkie nieprawidłowości.

Najciekawsze dwa filary to widzenie i słuchanie. Ucząc przyszłych lekarzy, zawsze mówię, że poprzez obserwację mają zdobyć większość informacji o stanie zdrowia pacjenta. Słuchając - jeszcze więcej, ale generalnie na etapie "widzę" i "czuję" powinni zebrać do 50-80% diagnozy. Następnie zadajemy pytania, aby wyjaśnić to, co już zobaczyliśmy i poczuliśmy, a na koniec badamy ciało, aby domknąć diagnozę. Oczywiście dzisiaj do pełnej diagnozy używamy także technik medycyny zachodniej. Ponieważ leczę wielu pacjentów z nowotworami i innymi skomplikowanymi chorobami, zawsze proszę ich o przyniesienie wszystkich wyników badań medycznych.

Na co dokładnie pan patrzy, obserwując pacjenta?
Przede wszystkim na cerę, rozpoznaję jej koloryt i jakość. Jeśli ktoś jest zbyt blady, to znaczy, że brakuje mu energii zwanej w chińskiej medycynie qi. Jeśli w niektórych miejscach jest trochę czerwony - jest w nim zbyt dużo ciepła. Kobieta w okresie menopauzy będzie miała czerwone policzki, a dzieci dostaną nagłych wypieków w przypadku nawracających infekcji. Jest wiele rodzajów czerwieni, rozpoznanie ich wiąże się z bardzo rozległą wiedzą. Na przykład kobieta, która ma problemy z miesiączką lub innymi kwestiami ginekologicznymi, może mieć nieco fioletowe usta. Ktoś, kto ma trudności z trawieniem, może nawet mieć wokół nich zielony obszar. Pacjent o słabych nerkach będzie miał z kolei czarne cienie pod oczami.

Obserwujemy twarz i oczy na różne sposoby, nie tylko po to, by zobaczyć stan narządów, ale także tzw. jakość ducha. Jasne i błyszczące oczy oznaczają, że stan ducha pacjenta jest dobry. Patrzymy na białko - czy jest trochę żółtawe, na tęczówki i źrenice, na zewnętrzne i wewnętrzne części oka. Czasami ludzie przychodzą do mnie zatroskani czymś konkretnie, na przykład stanem swoich oczu, bo zaobserwowali plamkę lub niepokojący kolor. Dobrą stroną bycia lekarzem jest to że mogę ich uspokoić. Moje doświadczenie mówi, że w 80% przypadków ludzie są zaniepokojeni nie tymi rzeczami, co trzeba. Interesujące jest to, że to również będzie częścią diagnozy - dlaczego coś ich niepokoi.

Wracając do obserwacji, dobry lekarz umie podsumować wszystko, co zaobserwował. Nie patrzy na jeden kawałek układanki. Diagnoza jest jak rozwiązywanie łamigłówki lub układanie puzzli. Musisz zebrać wiele elementów i zbudować z nich jeden obraz. Lekarz, który tworzy diagnozę, opierając się tylko na jednym obszarze, traci z pola widzenia osobę. W zachodniej medycynie jeśli masz problem ze skórą, idziesz do specjalisty od skóry, jeśli problem z żołądkiem - do gastrologa. Kończy się na tym, że diagnozuje cię wiele osób, ale żadna z nich nie jest zainteresowana diagnozą innych specjalistów. A przecież wszystko jest połączone.

W jaki sposób?
Chociażby w taki, że to wszystko dotyczy jednej osoby. Nie możesz podzielić jej na kawałki. Nawet jeśli pewne kwestie czy problemy nie są bezpośrednio połączone, gwarantuję, że są połączone pośrednio i trzeba spojrzeć na tę połączenia - inaczej tracimy osobę. Im więcej ułożymy puzzli w układance, tym bliżej nam do ujrzenia całego obrazu. Rola specjalistów jest niezwykle ważna, dzięki nim możemy uzyskać wiele detalicznych informacji na temat stanu zdrowia pacjenta, ale jeśli nie umieścimy ich z powrotem w układance, nie zestawimy z poprzednimi - to błędnie postawimy diagnozę. Na przykład może się zdarzyć, że w przypadku wielu problemów skórnych otrzymujemy te same wyniki i ostatecznie wszystkie przypadki leczymy kortyzolem. A w rzeczywistości nie leczy on przyczyny problemu, a jedynie tłumi objawy. Jeśli widzimy cały obraz, możemy leczyć dokładnie i przede wszystkim indywidualnie.

Na czym polega największa różnica między chińskim a zachodnim sposobem diagnozowania? Chodzi o to, że diagnoza chińska używa innych metod niż zachodnia, która opiera się na badaniach? Wszystko musi być naukowo udowodnione...
Rozróżnieniem, którego szukasz, jest to, że medycyna zachodnia jest medycyną kwalifikowaną, a chińska - jakościową. Zachodnia poszukuje odpowiedzi w ilości, na przykład sprawdzając, ile masz krwinek, co pokazuje zdjęcie rentgenowskie lub jest konkretnym, policzalnym wynikiem badania. I ta tendencja postępuje. Dawniej lekarze sprawdzali puls i osłuchiwali pacjenta - w ten sposób byli w stanie wyczytać wszystko o stanie jego serca. Dzisiaj wysyłają cię na testy EKG, całkowicie polegające na maszynie. W laboratorium może się okazać, że masz 1000 białych krwinek, ale nie dowiesz się, ile z nich jest aktywnych. W medycynie chińskiej sprawdzamy przede wszystkim ich aktywność, czyli ich jakość. Wszystkie zachodnie testy sprawdzają tylko ilość. Tymczasem możesz mieć bardzo mało białych krwinek, ale są one tak aktywne, że nigdy nie chorujesz.

Na co wiec zwracać uwagę, jeśli nie na wyniki badań?
Załóżmy, że człowiek wstaje rano i czuje się dobrze, je śniadanie, jest pełen sił witalnych, klarownie myśli, ma dobrą energię. Nie jest mu zimno. Ale pod koniec dnia nagle zaczyna wyglądać na bardzo zmęczonego. Nie może się skoncentrować, jest blady i czuje, że jest mu zimno. Jeśli wykona badanie krwi rano i wieczorem - wyniki wyjdą dokładnie takie same, ale jest przecież oczywiste, że czegoś mu brakuje. W medycynie chińskiej powiemy, że brakuje mu qi (energii) i ma niedobór w jakości tej energii. Każdy może to diagnozować - patrzysz i mówisz "och, wglądasz na zmęczonego, idź spać", a rano mówisz: "wyglądasz świeżo". To już diagnoza. My cały czas w ten sposób naturalny się diagnozujemy. Od razu wiemy, czy ktoś czuje się dobrze czy nie, czy jest w depresji lub zmaga się z jakimś dyskomfortem.

W jaki sposób leczy się w medycynie chińskiej ten brak jakości?
Medycyna chińska ma kilka ścieżek leczenia. Odpowiednie pożywienie może być jedną z nich. Jeśli masz zbyt dużo gorąca, nie powinnaś jeść pikantnych rzeczy i pić za dużo kawy. Kolejne ścieżki to akupunktura i ziołolecznictwo. Podam przykład. Jeśli cierpisz na migrenowe bóle głowy, zachodnia medycyna wyśle cię na wiele badań, aby wykluczyć potencjalne przyczyny bólu. To jest jak najbardziej dobra strategia, ale w 90% przypadków nic nie zostanie wykryte i ostatecznie pacjent nie dostanie przepisanego przyczynowego leczenia. W medycynie chińskiej bardzo szybko diagnozujemy przyczynę - dowiemy się, dlaczego masz bóle głowy, których nie powinnaś mieć. Poszukiwania zaczniemy od zadawania pytań: Czy bóle głowy pojawiają się rano czy wieczorem? Po stresie? W weekendy czy bardziej po dniu pracy? Czy występują głównie na skroniach czy w okolicy oczu? Czasami mogą nawet pojawić się podczas urlopu. Próbujemy dowiedzieć się, co i kiedy traci równowagę. W medycynie chińskiej będziemy zwracali uwagę na napięcia, które są związane z bólami głowy. Napięcia ujawniają się nie tylko w okolicy twarzy i oczu, ale także w sposobie, w jakim trzymasz ramiona czy jak chodzisz. Całe ciało może być tak napięte, że nie sposób go zrelaksować, a mięśnie nie poruszają się swobodnie. Mówimy, ze coś w osobie nie może się odprężyć. Kiedy napięcie wreszcie może zostać uwolnione, w weekend lub pod koniec dnia, powoduje to ból głowy.

Świat zbudowany jest na zasadzie dwóch ruchów - zaciskania i odpuszczania. Wszystko najpierw się zaciska, a potem uwalnia. W przypadku bólu głowy działa ta sama zasada. Ktoś bardzo dobrze zna mechanizm zaciskania, ale nie wie, jak odpuścić. Przyczyna może leżeć nie w ciele, lecz w psychice, na przykład nadmiernej potrzebie kontroli. Po jakimś czasie, gdy ta osoba jest zbyt długo zaciśnięta, zatrzymana energia nagle się uwalnia, bo bezpośrednio prowadzi do wzrostu ciśnienia w głowie. To wytwarza ciepło, na tej samej zasadzie jak ciepłe robi się coś, co trzymamy przez dłuższy czas w dłoni. Może to doprowadzić do zapalenia w ciele i wysokiego ciśnienia. Taka osoba będzie bardzo spragniona, a jej skóra może mieć czerwony odcień.

Kiedy już wiemy, że problem jest związany ze stagnacją energii i zaciskiem, używamy określonych punktów akupunkturowych lub ziół, aby uwolnić tę energię i zmniejszyć ciepło wytworzone w ciele. Po postawieniu diagnozy projektujemy całościowe leczenie zgodnie z postawioną diagnozą. Oprócz leczenia staramy się zawsze moderować styl życia pacjenta.

Co to znaczy?
Jeśli jest zbyt spięty, możemy doradzić mu uprawianie sportu lub pomóc znaleźć inne techniki relaksacyjne. Jednej osobie powiem "biegaj regularnie", drugiej "idź na spacer", a jeszcze innej "medytuj". Diagnoza doprowadzi mnie do różnych porad dotyczących stylu życia.

Czy istnieje jakaś hierarchia przepisywania zabiegów: dieta jest najważniejsza? Czy może sen?
Zdradzę ci dwie tajemnice dotyczące medycyny. Pierwsza polega na tym, że dobry lekarz zawsze będzie leczyć pacjenta tak, by ten mógł za tym leczeniem podążać. Patrzę na to jak na drzwi i często widzę, że niektóre drzwi nie są jeszcze dla mnie otwarte. Mam pacjentów chorych na raka, których pytam: "Czy chcesz zmienić dietę" a oni mówią "Nie". Nie osądzam tego. Nie chcą lub nie są teraz na taką zmianę otwarci. Wymuszając cokolwiek na nich, popchnę jedynie leczenie w niewłaściwą stronę. Ostatecznie pacjent nie zrobi tego, co mu zalecę, a jedynie wprowadzę stres i poczucie winy, a to zdecydowanie nie będzie dobre dla jego zdrowia. I może przyczynić się do rozwoju choroby. O wiele ważniejsze jest ogólne zadowolenie z tego, co robisz, niż podążanie za pewną tak zwaną ścieżką zdrowia, ale w stresie i niepokoju. Dobra rada medyczna jest radą osobistą, nie możesz mieć żadnej z góry przyjętej strategii. Dla niektórych osób pierwszym krokiem będzie po prostu brak poczucia winy. Traktowanie siebie lepiej i kochanie siebie - to ważniejsze niż cokolwiek innego.

A druga tajemnica?
Ma ona związek z tak zwanym obieraniem cebuli. Musisz obrać warstwę po warstwie. Podczas leczenia nigdy nie leczę wszystkiego naraz. Krok po kroku, powoli dochodzimy do lepszego zdrowia. Jeśli udzielę pacjentowi 10 porad, to prawdopodobnie to nie zadziała, ponieważ będzie on gotowy na wdrożenie tylko dwóch. Czasami leczysz pierwszą warstwę, przepisujesz na nią jedną radę i nagle cała reszta naprawia się sama. Ludzie, którzy przychodzą z problemami ze skórą, zaczynają nagle obserwować, że mają lepsze ciśnienie lub pozbyli się problemu z oczami, który im wcześniej dokuczał. Czasami zaczynamy od warstwy zewnętrznej i kierujemy się do wewnątrz, czasami od wewnętrznej na zewnątrz, ale w generalnej strategii zwykle skupiam się najpierw na jednej określonej warstwie, zamiast na wszystkim jednocześnie. Ciało ma zdolność do równoważenia się - na tym opiera się cała medycyna naturalna. Robisz minimum, alby pomóc ciału się uleczyć. Potencjał samoleczenia jest ogromny. Leczę ludzi z ciężkimi chorobami takimi jak rak. Czasami nie stosuję tak silnej interwencji a pacjenci dochodzą do zdrowia.

Jak medycyna chińska zapatruje się na profilaktykę?
Głębokim celem medycyny chińskiej jest zapobieganie. Stara historia mówi, że kiedyś lekarz był odpowiedzialny za wioskę i wszyscy płacili mu comiesięczne wynagrodzenie. Jeśli ktoś był chory, przestawało się płacić, ponieważ obowiązkiem lekarza było utrzymane ludzi w zdrowiu. Druga wersja historii mówi, że każda osoba we wsi miała swoją szafkę z ziołami i jeśli ktoś zaczął używać ziół, to lekarz był odpowiedzialny za uzupełnienie jej z własnych zasobów.

Ta wioska to także metafora naszego organizmu. Dajmy na to że mamy łańcuch, którego wytrzymałość wynosi 100 kg. Kiedy obciążenie będzie większe, łańcuch zerwie się w najsłabszym miejscu. Dobra diagnoza identyfikuje najsłabsze ogniwo w organizmie, by wzmocnić je i utrzymać cały organizm w zdrowiu. Dla mnie podstawą diagnozy jest zrozumienie naszych słabości. One nie zmieniają się przez całe życie. Będą dokładnie takie same teraz i za 20 lat. Poza tym dobre leczenie utrzymuje zdrowie nie tylko ciała, dotyka umysł i ducha.

Są jakieś uniwersalne wskazówki, aby utrzymać najlepsze zdrowie?
Odniosę się do czegoś, co nie jest medycyną chińską, ale jest bardzo mądre i wspiera świadomość zapobiegania chorobom. W skrócie można to nazwać zasadą: 0-5-10-30-150.

Zero odnosi się do unikania, a jedną z rzeczy, których należy całkowicie unikać, jest tytoń. Jest niezaprzeczalnie szkodliwy dla zdrowia, powoduje nie tylko raka, ale wiele innych poważnych chorób. Pięć odnosi się do jedzenia co najmniej pięciu różnych rodzajów owoców i warzyw dziennie. Najlepiej różnokolorowych, ponieważ barwa niesie informację o konkretnych substancjach, zapobiegających nowotworom i stanom zapalnym. Dziesięć oznacza 10 minut ciszy dziennie, by zapewnić umysłowi spokój i relaks. Wydaje się, że to niewiele, ale ludzie czasami nie znajdują dla siebie nawet 10 minut. 30 to BMI. Wiemy, że nadwaga jest przyczyną wielu chorób, więc konieczne jest zmniejszenie masy ciała, jeśli zmagamy się z jej nadmiarem. 150 to liczba minut ćwiczeń w tygodniu. Cała formuła jest prosta, ale praktykowana świadomie i systematycznie może naprawdę wiele zmienić.

Orina Krajewska, aktorka, instruktorka teatralna, współzałożycielka i prezes Fundacji Małgosi Braunek "Bądź", autorka książki "Holistyczne ścieżki zdrowia".

Doktor Yair Maimon, autorytet z zakresu medycyny integracyjnej i chińskiej, posiada ponad 30-letnie doświadczenie kliniczne, akademickie i badawcze, jest dyrektorem Tal Center - Integracyjnego Centrum Badań Nowotworów, Instytutu Onkologii - Szpitala Sheba.

  1. Styl Życia

Joga na stres – krótkie ćwiczenie, które pomoże się odprężyć

W tej pozycji najważniejszy jest układ dłoni, prosty kręgosłup i koncentracja na oddechu. (Fot. iStock)
W tej pozycji najważniejszy jest układ dłoni, prosty kręgosłup i koncentracja na oddechu. (Fot. iStock)
Jak ograniczyć zgubny wpływ stresu na nasze ciało i psychikę? Ćwiczmy i odpoczywajmy – radzi Iwona Kozak, nauczycielka jogi kundalini i terapeutka reiki.

Praktyka jogi często kojarzona jest jedynie ze sposobami na uelastycznienie ciała i wyciszenie. Joga kundalini idzie o wiele dalej – pozwala sięgnąć do potężnych sił i zasobów, które w nas drzemią, i wykorzystać je dla własnego dobra. Na przykład do skutecznego radzenia sobie ze stresem.

Stres to silne napięcie spowodowane zachwianiem równowagi w organizmie i umyśle. Doświadczył go niejednokrotnie każdy z nas. Na poziomie ciała stres osłabia naszą odporność, podwyższa poziomu cholesterolu we krwi i przyspiesza proces starzenia się. Na poziomie psychiki powoduje, że stajemy się niecierpliwi, niespokojni. Stres może prowadzić do stanów lękowych, do nerwic i bezsenności. Wiemy, że stres to główna przyczyna chorób, a napięcie mentalne wpływa negatywnie na zdolność przyswajania wiedzy, kreatywne myślenie i pamięć. Wiemy też, że niestety stresujące sytuacje są w nasze życie wpisane. Ważna jest więc umiejętność sterowania naszym ciałem i umysłem tak, aby wpływ stresu ograniczyć.

Powinniśmy przede wszystkim wzmocnić system nerwowy oraz zharmonizować pracę gruczołów. W jodze kundalini wykonujemy w tym celu ćwiczenia, które pobudzają system nerwowy do wysiłku po to, aby następnie pozwolić całemu organizmowi na głębokie odprężenie. To przeplatanie się wysiłku i odpoczynku sprawia, że układ nerwowy wzmacnia się i uodparnia, a my potrafimy zachować spokój nawet w najbardziej napiętych sytuacjach. Nabieramy dystansu do tego, co dzieje się wokół, zwiększa się nasza zdolność do oceny sytuacji w sposób racjonalny, bez nadmiernego emocjonowania się. Mamy też więcej energii, dzięki której potrafimy stawić czoła wyzwaniom.

Gdy już dotrzemy do wewnętrznego źródła energii, nasze życie stanie się lżejsze, bogatsze, osiągniemy radość i harmonię. Możliwe jest wówczas doświadczenie wewnętrznej siły – spokoju i równowagi – dzięki której wiemy, że nic nie jest w stanie na przeszkodzie naszemu szczęściu i spełnieniu. Wszystko, czego potrzebujemy, jest w nas. Stres i niezadowolenie są zaś tylko przejawem tego, że oddaliliśmy się od tego źródła.

Ćwiczenie oddechowe

To znakomita medytacja na stres. Siedzimy z wyprostowanym kręgosłupem (najlepiej w pozycji lotosu lub w siadzie skrzyżnym), barki są rozluźnione. Mocno przyciskamy do siebie palce obu rąk. Kciuki skierowane są w stronę tułowia; oczy zrelaksowane, lekko otwarte – patrzymy na czubek nosa. Wykonujemy wdech przez nos. Wydech składa się zaś z ośmiu krótkich wydechów przez zaokrąglone usta; przy każdym wydechu dynamicznie wciągamy przeponę.

Zaczynamy od trzech minut i powoli wydłużamy czas ćwiczenia do 11 minut. Najlepsze efekty można osiągnąć, praktykując medytację codziennie przez 40 dni.