1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Babski chillout

Babski chillout

Zobacz galerię 6 Zdjęć
Uciekła z korporacji, założyła własny biznes. Dziś wydaje gazetę bezpłatną gazetę dla korpoludków „Korpo Voice”, samodzielnie wychowuje syna i uczy się wypoczywać. Do tego ostatniego zachęca też koleżanki, które jak ona kiedyś, uważają, że bez nich świat na pewno się zawali.

Sądzisz, że naprawdę kobiety dziś muszą uczyć się wypoczywać?

Justyna Szawłowska: Jestem o tym przekonana. Sama zresztą stanowię tego najlepszy przykład. Jeśli przez parę czy nawet paręnaście lat działasz na najwyższych obrotach, a tak dziś funkcjonują kobiety, które starają się połączyć wiele obowiązków naraz: pracę w korporacji, wychowywanie dzieci, dbanie o siebie, o dom, bycie dobrą żoną, kochanką, córką. To później bardzo trudno zwolnić, złapać równowagę. Do tego dochodzą też rozmaite przekonania, wyniesione z domu, które później, w konfrontacji z rzeczywistością, robią kobietom mętlik w głowach. Ostatnio właśnie tłumaczyłam mojej znajomej dlaczego nie jest grzechem wynajęcie raz w tygodniu pani do sprzątania.

A uważa, że to grzech?

 W jej przekonaniu urasta to do takiej skali. Dziewczyna pochodzi ze wsi. Udało jej się wybić, pracuje w międzynarodowej korporacji, dobrze zarabia. Z pewnością stać ją na pomoc domową. Ale to nie kwestia pieniędzy, tylko przekonania właśnie, że nie powinna. Jej matka całe życie sama prowadziła dom i nigdy w życiu nie „skalałaby się” oddaniem części obowiązków komuś obcemu. Tyle, że jej matka nie wychowywała samotnie dzieci, nie dojeżdżała codziennie 1,5  godziny w jedną stronę do pracy, nie pracowała piątek, świątek i niedziela w permanentnym stresie, w ciągłej gotowości, z wielkimi finansowymi zobowiązaniami na głowie, nie musiała spłacać kredytu, itd. Tymczasem ta moja koleżanka, przy takim nawale spraw, jakie codziennie ma na głowie, kryguje się przed poproszeniem o pomoc, choć przecież pada na nos i widać, że ciągnie resztką sił.

Dlaczego kobiety tak się „zarzynają”?

Tak jak mówiłam trochę to wina stereotypów, od których nie potrafią się odciąć, a trochę efekt równouprawnienia. Wywalczanie sobie swoich praw, jest mozolną i ciężką pracą. Doświadcza tego wiele kobiet, które muszą wybijać sobie na różne sposoby dziurę w szklanych sufitach. Jeśli już uda im się coś wywalczyć, okazuje się, że owszem daje im równość w pewnych sferach, ale i przysparza nowych obowiązków, a starych nikt im z głów nie zdejmuje. Dziś więc kobiety jak mężczyźni pracują zawodowo, ale także nadal to na nich głównie spoczywa wychowanie dzieci czy prace domowe. Równouprawnienie nie przyniosło jeszcze na razie równego podziału ról między płciami. Przybyło zatyranych kobiet i zagubionych facetów, którzy nie wiedzą kim są i do czego właściwie zostali stworzeni, siedzą więc na kanapie i czekając na odpowiedź, grając w play station.

Jesteś przeciwniczką równouprawnienia? 

Absolutnie nie, ale widzę jak to teraz nierówno wygląda. Niestety obawiam się, że jeżeli kobiety znów same nie wywalczą sobie, choćby właśnie czasu dla siebie, nie spasują trochę z ambicji, to za chwilę będą ustawiać się w kolejkach do psychiatry, z nerwicami, depresjami, rozstrojem nerwowym i chronicznym zmęczeniem. Zresztą pomału już tak się dzieje.

To stąd twój pomysł na imprezę „Korpowoman na chilloucie” ?

Kiedy rzuciłam pracę w korporacji, myślałam, że zwolnię, że w końcu będę miała więcej czasu dla siebie, dla dziecka. Ale rozkręcanie własnego biznesu to nie lada przedsięwzięcie, zwłaszcza jak postanowisz wziąć się za wydawanie ogólnopolskiej gazety dla korpoludków, więc znów był pęd i praca, praca, praca. Problem w tym, że ja mam strukturalnie gdzieś wbudowaną w siebie potrzebę częstej zmiany miejsca. Jak za długo siedzę w jednym, to mnie nosi. Muszę wyjechać choćby na dobę, odetchnąć innym powietrzem, zobaczyć inny krajobraz, przespać się w hotelu i wtedy mogę wracać na stare śmieci. Tak się resetuję. Pomyślałam więc, że może innym kobietom dałoby to równie duże wytchnienie jak mnie. Dlatego postanowiłam organizować takie wspólne babskie wyjazdy dla czytelniczek Kopro Voice. Tym bardziej, że moje dawne koleżanki z korpo non stop skarżyły mi się, że mają już wszystkiego dość, że w ogóle nie mają czasu dla siebie, że od 5 lat nie były na urlopie. Pomyślałam , że zrobię coś dla siebie i dla innych

Jak więc udaje Ci się namówić je na taki dwu, trzydniowy wypad?

Gdy znajdę jakieś fajne miejsce na taki krótki pobyt, a w Polsce jest naprawdę masę świetnych miejsc, wrzucam posta na FB i informuję o imprezie w mailingu. I wtedy zwykle… cisza. Żadna się nie odzywa. Robię to więc parę razy, czasem dzwonię. I wtedy słyszę: „nie mam z kim zostawić dziecka”, „muszę posprzątać”, „mam ważny raport do zrobienia na poniedziałek”, „zapomnij, mam kocioł w pracy”. Zwykle trzeba im więc przypomnieć, że po pierwsze, mają prawo odsapnąć, mają prawo zrobić coś dla siebie. Poza tym uświadomić im, że w ciągu dwóch czy trzech dni bez nich świat nie zginie: dziecko nie dostanie choroby sierocej, mąż nie umrze z głodu, a korporacja nie splajtuje. Niestety większość kobiet żyje w przekonaniu, że muszą wszystko zrobić same i do końca, bo inaczej będzie tragedia. To oczywiście iluzja.

W zasadzie weekendy mogłyby przecież wykorzystywać dla siebie. Dlaczego tego nie robią?

Weekendy są dla rodziny. W weekendy rodzice wariują, starając się za wszelką cenę wynagrodzić dzieciom to, że tak mało ich było dla nich w ciągu tygodnia. Jest więc bieg przez płotki z przeszkodami: zoo, papugarnia, lego, lody, hula-kula i inne atrakcje. Kończą weekend z wywieszonymi ze zmęczenia językami, a tu już poniedziałek i znów pęd. Chodzi o to, by zatrzymać ten maraton, by skupić się na sobie.

Ok, więc mniej więcej raz na kwartał organizujesz takie imprezy, na których kobiety mają czas tylko dla siebie, ile uczestniczek udaje ci się zgromadzić na takim wyjeździe?

Zwykle jest nas około 20. Zależy nam na tym by było kameralnie, a nie hurtowo, więc tej liczby staramy się nie przekraczać. Wyjeżdżamy w piątek rano, wracamy w niedzielę po południu. Niektóre z uczestniczek dobijają dopiero w piątek wieczorem, bo nie udaje im się wziąć wolnego dnia w pracy. Z innymi umawiamy się na kilka samochodów. Ostatnio wioząc cztery uczestniczki, nie mogłam się nadziwić, jak trudno im oderwać się od codzienności. W drodze jeszcze wysyłały maile, dzwoniły wydając dyspozycje podwładnym w pracy, członkom rodziny. A to przecież miał być czas dla nich.

No właśnie, zatem kiedy udaje się opanować to szaleństwo?

Pierwsze tzw. odpięcie wrotek następuje w piątek wieczorem. Kiedy wszystkie uczestniczki są już na miejscu, za oknem cisza, spokój, przyroda. W środku chilloutowa muzyka, winko. Dziewczyny się zapoznają i zaczynają dzielić tym, co im leży na wątrobach. Piątkowa noc to zwykle pogaduchy do rana. Na tapetę idą wszystkie możliwe tematy, dzieci, praca, zdrady mężów, problemy z szefami. Wylewają radości i żale. W sobotę budzą się i po raz pierwszy dochodzi do nich, że od rana nic nie muszą. Mają czas na spacer, na drzemkę. Są też zajęcia z coachem, nauka technik relaksacyjnych, joga , zajęcia taneczne itp. W niedzielę około 15.00 powrót. Niektóre z uczestniczek już wtedy nie wytrzymują i znów sięgają po smartfony, sprawdzają wiadomości i od razu się spinają, i już ich nie ma. Uaktywnia się syndrom stresu  przed poniedziałkowego.

Dla niektórych zapewne w ogóle bycie sam na sam ze sobą musi być trudne?

Oczywiście, bo tego trzeba się nauczyć… albo do tego dojrzeć. Dawniej sama tego nie umiałam. Gdyby jeszcze 5 lat temu ktoś mi powiedział, że będę się relaksować przy dźwiękach gongów tybetańskich, popukałabym się w głowę. Teraz szukam ciszy, szukam okazji do pobycia sam na sam z przyrodą, z własnymi myślami. Na jednych z zajęć z coachem, dostałyśmy z uczestniczkami zadanie. Włożyć do ust rodzynkę i przez 5 minut nic nie robić, skupić się na niej. Potem miałyśmy opowiadać o swoich wrażeniach z tym związanych. Zgadnij ile z nas potrafiło faktycznie przez 5 min. skupić się tylko na rodzynce (śmiech).

Syndrom ciągłej aktywności…

Dokładnie. Jedną ręką myjesz zęby, a drugą wrzucasz pranie do pralki. Non stop na wysokich obrotach, bo chwila bezczynności sprawia, że wpadasz w panikę, że ze wszystkim nie zdążysz, że tracisz czas. Koń na Krupówkach jak się zmęczy ponad siły, to pada, kobieta nawet ledwo żywa ze zmęczenia, będzie się uśmiechać, bo wydaje jej się, że tego od niej oczekują, a ona jako grzeczna dziewczynka, powinna przecież spełniać oczekiwania innych.

Grubymi nićmi to wszystko szyte.

Dlatego właśnie odpoczynek, który pozwala też wejrzeć w głąb siebie, skontaktować się z własnymi potrzebami, wyciszyć się jest szalenie ważny. I kobiety muszą sobie na niego pozwolić, choćby właśnie takimi wyjazdami od czasu do czasu albo zaangażowaniem w sport, pobytami w spa, czymkolwiek, co będzie wyłącznie dla nich. Wierzę, że takie „odcięcia się” od trosk dnia powszedniego działa profilaktycznie, zapobiegając wszystkim tym bolesnym następstwom zagonienia, zapracowania, perfekcjonizmu, nadmiaru ambicji. Pozwalając sobie na czas dla siebie, chronimy się przed doprowadzaniem się do takiego stanu, że pewnego dnia obudzimy się i nie będziemy miały ani sił, ani chęci wstać z łóżka. A w ciągłym pędzie niestety ten moment łatwo przegapić.

Towarzystwo innych towarzyszek „niedoli” chyba też, w przypadku takich wyjazdów jak te organizowane przez ciebie, również działa terapeutycznie?

Działa i to bardzo. Przestają być same ze swoimi problemami, widzą, że nie są to problemy wyabstrahowane, że z podobnymi mierzą się i inne kobiety. Nawet jeśli nie znajdą na nie w danej chwili rozwiązania, zdobywają przestrzeń na myślenie o nim. Naprawdę rozmawiając z uczestniczkami tym moich imprez, widzę ile wśród nich jest prawdziwych heroin. Są niesamowite. Dźwigają na swoich barkach gigantyczne ciężary, potrafią ogarnąć tysiące spraw naraz. Dają radę mimo wielu przeciwności jakie spotykają na drodze. Niestety płacą też za to wysoką cenę. Co tym bardziej przekonuje mnie do tego, że kobiety kobietom powinny sobie nawzajem pomagać.

 

 

Z Justyną Szawłowską redaktor naczelną bezpłatnej gazety dla pracowników korporacji „” rozmawiała Izabela Marczak

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Po prostu napij się herbaty

Wyrafinowany sposób parzenia herbaty, zwany gong fu cha (herbata pracochłonna), pochodzi z południowo-wschodnich Chin. (Fot. iStock)
Wyrafinowany sposób parzenia herbaty, zwany gong fu cha (herbata pracochłonna), pochodzi z południowo-wschodnich Chin. (Fot. iStock)
Ta codzienna czynność może być rytuałem, sztuką i głębokim przeżyciem. Filiżanka herbaty to świetny sposób na odnalezienie spokoju ducha.

Chińczycy parzą herbatę od tysięcy lat. Rozróżniają picie herbaty - he cha i jej kosztowanie - pin cha. Pijąc, zaspokajasz pragnienie, ale aby jej naprawdę skosztować, zatrzymaj się, poddaj temu urokowi.

Popatrz na suche liście - zauważ ich kolor, zwinięcie, potem wrzuć je do rozgrzanego czajniczka i wąchaj przed zalaniem wrzącą wodą. Zaparz kilkakrotnie. Sącząc gorący płyn, zwracaj uwagę na jego kolor, zapach i smak. Na koniec wyjmij liście na talerzyk i obejrzyj raz jeszcze. Jeden pęd herbaciany to zwykle jeden pąk xin i trzy liście ye. Xin to po chińsku także serce.

Sztuka herbaty

Wyrafinowany sposób parzenia herbaty, zwany gong fu cha (herbata pracochłonna), pochodzi z południowo-wschodnich Chin. Podstawowe przybory używane do jej przygotowania to tzw. cztery skarby: duży ceramiczny czajnik do gotowania wody, piecyk opalany węglem drzewnym, czajniczek do parzenia z purpurowej kamionki i porcelanowe lub kamionkowe czarki.

Pierwsze parzenie: jeżeli trwa krótko, zaledwie kilka sekund, nazywane jest „budzeniem herbaty”. Napar z niego można wylać, a jeśli tego nie robimy, dajmy herbacie więcej czasu (co najmniej 30 sekund). Najsilniejszym i najwartościowszym jest z reguły napar z drugiego parzenia. Kolejne powinny być dłuższe, ponieważ herbata staje się coraz słabsza.

Kosztowanie herbaty może prowadzić do cha yi (biegłości, doskonałości warsztatowej), dalej do cha dao (sztuki, tworzenia piękna), by w końcu stać się drogą do samodoskonalenia i duchowego rozwoju.

Cztery obszary tej sztuki to: mei - piękno naczyń oraz innych towarzyszących ceremonii dzieł oraz otoczenia, jian - zdrowie, zarówno duszy, jak i ciała, xing - kształtowanie charakteru i moralności, oraz lun - podtrzymywanie kontaktów międzyludzkich. Są one podstawą harmonijnego życia.

Piękno codzienności

Herbata pomaga oderwać się od trosk, doświadczyć spokoju i dostrzec piękno rzeczy małych. Ma też dobroczynny wpływ na zdrowie. Jeśli nauczymy się pić herbatę w skupieniu, będziemy umieli w skupieniu zajmować się również innymi sprawami. Wtedy nawet krótkie spotkanie przyniesie dobrą zmianę. Bo herbata mówi: „zatrzymaj się”. Przywraca naturalny porządek rzeczy, pokazując, jak niewiele potrzeba, by takim się stał. Wystarczą woda, liście, czajniczek i czarka.

Usiądź i napij się herbaty. Nie rób nic innego. Skup się na tej chwili. Zaproś przyjaciół, przygotuj ładne naczynia i nastrojową muzykę. Herbatę dobrze jest kosztować godzinę po jedzeniu lub pół godziny przed, tak, by w pełni jej posmakować. Zadbaj, by była to herbata dobrej jakości, ładne naczynia, piękne otoczenie i przyjazne osoby.

Jeśli cieszysz się taką chwilą w samotności, rozgrzej najpierw wrzątkiem czajniczek i kubek, filiżankę lub czarkę. Powąchaj suche liście, zobacz, jakie mają kolory i kształty. Potem wylej wrzątek, a do gorącego czajniczka (lub kubka z zaparzaczem) wrzuć liście. Zamknij go i po chwili sprawdź, jak się zmienił ich zapach. Następnie zalej herbatę lekko przestudzoną wodą (odpowiednio do rodzaju herbaty: zieloną - ok. 70 st. C, białą - 80, żółtą - 85, turkusową – 85-90, czerwoną - 90, czarną - 95). Odczekaj około pół minuty (czas zależy od rodzaju herbaty, ilości liści, temperatury wody i tego, jaką moc naparu chcemy otrzymać). Przelej  płyn do naczynia, zobacz, jaki przybrał kolor, poznaj jego smak i zapach. Pomyśl, z czym miłym ci się kojarzy. Gdy wypijesz, zalej tę samą herbatę ponownie wodą. Powtarzaj wszystkie czynności parzenia tak długo, jak długo będziesz mieć na nie i na smak herbaty ochotę.

 

Herbata a filozofia

Jako pierwsi herbatę zaczęli uprawiać mnisi buddyjscy. Cenili ją za to, że orzeźwiała, rozpraszała senność i pomagała wytrwać w medytacjach. Z czasem niektóre jej właściwości zaczęto traktować jako symbole wyrażające pewne myśli buddyjskiej filozofii. Jej gorzki smak kojarzył się z cierpieniem i goryczą, nierozerwalnie związanymi z ludzką egzystencją, a spokój i skupienie, towarzyszące rytuałowi picia herbaty, były podobne do stanu umysłu podczas medytacji.

Prawdziwe kosztowanie herbaty wymaga oderwania myśli od trosk codziennego życia, od przeszłości i przyszłości, od wszystkiego, co może nas rozpraszać. Istnieje nawet takie powiedzenie: „medytacja i herbata mają ten sam smak”. Bo tak jak początkowo gorzki napar zmienia się po chwili w słodki, tak i w medytacji - choć wydaje się trudna i niezrozumiała - można się po pewnym czasie rozsmakować.

Wyraźny wpływ na estetykę herbaty wywarło taoistyczne umiłowanie natury i prostego piękna. Taoiści postulowali dążenie do zatarcia różnicy między „ja” a światem zewnętrznym, co pomagało osiągnąć jedność z naturą. Ta postawa wu ji stała się jedną z najważniejszych myśli związanych ze sztuką parzenia herbaty, która jest towarzyszeniem jej w ciągłych przemianach. Uważana była przez taoistów za drogę do harmonii z naturą, a także za panaceum na wszelkie choroby, a nawet za środek zapewniający nieśmiertelność.

Sztuka parzenia herbaty jest związana z konfucjańską koncepcją „drogi środka”, szukania umiaru i niepopadania w skrajności. Była ulubioną rozrywką wielu konfucjanistów, towarzyszyła spotkaniom artystów i uczonych. Ceniono ją między innymi za to, że nie prowadziła do upojenia. Rytuał picia herbaty sprzyjał także podtrzymywaniu więzi międzyludzkich, kształtował charakter, uczył lojalności, troskliwości, przyjaźni i wzajemności.

6 rodzajów herbaty

Zielone - niefermentowane. Ich liście zachowują zielony kolor i właściwości najbardziej zbliżone do świeżych liści herbacianych. To najstarszy i najpopularniejszy rodzaj herbaty w Chinach.

Białe - lekko fermentowane. Wytwarzane przeważnie z najmłodszych liści i nierozwiniętych pąków liściowych, pokrytych drobnym, białym puszkiem, któremu zawdzięczają swoją nazwę. Ich napar ma słomkowy kolor, delikatny smak i zapach.

Żółte - lekko fermentowane w specjalnym procesie, zwanym fermentacją nieenzymatyczną. Bardzo rzadkie, produkowane wyłącznie w Chinach.

Turkusowe (nazywane też wulongami) - różnorodna grupa herbat częściowo fermentowanych: od lekko fermentowanych o właściwościach zbliżonych do herbaty zielonej, po mocno fermentowane podobne do herbaty czerwonej. Najbardziej popularne w Chinach południowo-wschodnich i na Tajwanie.

Czerwone - całkowicie fermentowane, na Zachodzie zwane czarnymi. Najpowszechniejszy obecnie na świecie rodzaj herbaty pochodzącej z Chin. Wytwarza się ją również w krajach Azji, Afryki i Ameryki Południowej.

Czarne - na Zachodzie nazywane niekiedy czerwonymi. Są to herbaty dojrzewające, poddawane procesowi fermentacji, który nadaje im bardzo ciemny, niemal czarny kolor i specyficzny ziemisty smak. Najbardziej znaną z tej grupy jest herbata Pu’er.

  1. Styl Życia

Sposoby na chandrę - nie daj się jesieni

Ruch na świeżym powietrzu to antidotum na jesienną ospałość. (Fot. Getty Images)
Ruch na świeżym powietrzu to antidotum na jesienną ospałość. (Fot. Getty Images)
Jesienna chandra, osłabienie, życiowy marazm, bierność, apatia. Któż z nas jej nie doświadcza, szczególnie teraz? Jak jej przeciwdziałać? Co zrobić, aby nasze samopoczucie nie przypominało mglistej, deszczowej aury?

Dostosuj dietę

W okresie jesienno-zimowym szczególnie powinniśmy zadbać o jedzenie produktów bogatych w żelazo, cynk, miedź, magnez, fosfor i potas. Ich bogatym źródłem są rośliny strączkowe takie jak: soczewica, ciecierzyca, fasola czy bób. Dodatkowo, posiadają one wysoką ilość białka, które sprawia, że dłużej jesteśmy syci, tym samym nie kusi nas, aby podjadać między posiłkami. Pamiętajmy, że sporo cennych składników mineralnych znajduje się również w ziarnach i nasionach – pestki dyni, słonecznik, siemię lniane, sezam, chia sprawdzą się rewelacyjnie zarówno jako dodatek do porannej owsianki jak i obiadowej kaszy. Do menu warto również włączyć gorzkie kakao i czekoladę (min.70%). Alternatywą dla słodyczy niech będą bakalie – morele, śliwki, daktyle, żurawina, jagody goji, a także owoce, np. banany (wybierajmy raczej te twarde i mniej dojrzałe, gdyż posiadają one niższy indeks glikemiczny niż „miękkie”). Nie zapominajmy o orzechach – prawdziwej kopalni mikro- i makroelementów. Warto zwrócić uwagę na migdały, pistacje oraz orzechy nerkowca, włoskie, brazylijskie, laskowe.

Ruszaj się na świeżym powietrzu

Gros z nas rezygnuje jesienią z wszelkiej formy aktywności fizycznej, zastępując spacer czy poranny jogging kanapą i telewizorem. Tymczasem wysiłek związany z ruchem i uprawianiem sportu dotlenia mózg i stymuluje go do produkcji „hormonów szczęścia”. Już 30 minut aktywności doda nam sił witalnych i energii do działania. Uprawiany regularnie sport odwdzięcza się z nawiązką. Organizm uodparnia się na infekcje, a ociężałość i ospałość ustępują miejsca witalności. Dodatkowym bonusem jest poprawa sylwetki.

Regeneruj się

Osłabienie, spadek odporności, a także ospałość, której często doświadczamy w tym czasie, spowodowane są zaniedbaniem naszej potrzeby wypoczynku. Wracając po urlopie do pracy, zapominamy, że potrzeba regeneracji towarzyszy nam permanentnie i nie jest zarezerwowana tylko dla okresu wakacji. W natłoku codziennych obowiązków łatwo jednak o niej zapominamy, często zauważając ją dopiero wówczas, gdy okazuje się, że miarka już dawno została przebrana. Podstawą dobrego wypoczynku jest umiejętne wygospodarowanie czasu tylko dla siebie, w którym robimy coś, co wewnętrznie nas odświeża. Ważnym elementem efektywnego wypoczynku jest zadbanie o odpowiednią ilość i jakość snu. Istotnie wpływa ona na nasze samopoczucie i funkcjonowanie następnego dnia. Pamiętajmy o stworzenie odpowiednich warunków do snu:
  • sypialnia ma służyć tylko jako miejsce relaksu
  • optymalna temperatura to 19-21 st. C
  • przed snem należy koniecznie wywietrzyć pokój
  • półmrok ułatwia zasypianie
  • przed snem warto zrobić sobie ciepłą kąpiel, która uspokoi ciało i wyciszy umysł
  • używanie wieczorem telefonu, komputera czy tabletu uaktywnia gałkę oczną, która stymuluje mózg do niepotrzebnej pracy
  • co najmniej raz w miesiącu warto wymieniać pościel.

  1. Psychologia

Jak prawdziwie wypocząć podczas wakacji?

Żeby odpocząć, potrzebujemy uspokoić głowę, objąć czułą świadomością ciało oraz dostroić się do rytmu natury i życia. (Fot. Getty Images)
Żeby odpocząć, potrzebujemy uspokoić głowę, objąć czułą świadomością ciało oraz dostroić się do rytmu natury i życia. (Fot. Getty Images)
Rozgorączkowany, nawykowy umysł pragnie nowych wrażeń, wciąż i wciąż, nie sposób go zadowolić, nasycić. Żeby odpocząć, potrzebujemy uspokoić głowę, objąć czułą świadomością ciało, dostroić się do rytmu natury, życia. Wrócić do wewnętrznego domu. Odzyskać spokój i radość.

Wyjazd na wakacje może być wydarzeniem mocno frustrującym. Czy dojedziemy bezpiecznie? Czy na miejscu zastaniemy wszystko tak, jak sobie wyobrażaliśmy? Czy nie ulegniemy wypadkowi? Czy nas nie okradną? Jakie będzie jedzenie? Czy nie utyjemy? Czy w hotelu nie będzie zbyt głośno? I tak dalej, i tak dalej. To stres także dlatego, że – na ogół – mamy ogromne wymagania; po miesiącach intensywnej pracy chcemy odpocząć naprawdę.

Na użytek tego tekstu odpytałam wiele osób o wspomnienia z wakacyjnych wyjazdów. Było za zimno albo za gorąco, uciążliwe sąsiedztwo, zatłoczone drogi i zatłoczone plaże, owady, hałas, nuda, zmęczenie. Częściej niż na co dzień kłóciliśmy się z bliskimi, bo wakacje to szczególny czas, gdy problemy niezauważalne w ciągu roku dają o sobie znać ze zdwojoną siłą. Bywało i tak, że po urlopie czuliśmy większe zmęczenie niż przed! Utyliśmy! No i wydaliśmy niemało pieniędzy.

Jakie momenty wspominamy najmilej? „Gdy siedziałam w kawiarni, leniwie popijałam sok grejpfrutowy i obserwowałam ludzi, ich gesty, uśmiechy, zmrużenie oczu, ekspresję ciała, ich stroje… Byli tacy barwni…” „Patrzyłam na wiewiórkę w parku zachwycona jej lekkością, zwinnością, wdziękiem. To tak, jakby tańczyła swoje życie, precyzyjnie, doskonale. Wiewiórki nie tyją!” „Najpiękniejsza podróż? Gdy przystaję i przyglądam się dzieciom, jak każdego dnia się zmieniają”. No i oczywiście wspominamy romantyczne chwile z tymi, których kochamy; gdy patrzymy sobie w oczy, śmiejemy się, rozmawiamy, jesteśmy na luzie. I ucztowanie z przyjaciółmi.

Są jeszcze zabytki. Piękne miejsca, piękne miasta, pałace, katedry, muzea. O nich jednak – na ogół – wspominamy rzadziej. Wakacyjne chwile szczęścia to momenty zatrzymania, kontemplacji, zachwytu. Wiele lat temu czytałam reportaż Anny Grigo o Jacku Kuroniu. Zapamiętałam tytuł: „Najpiękniejsze wyspy świata”. Tak o Jacku mówiła jego druga żona Danuta.

Działanie bez działania

To, czy wypoczniemy, czy wrócimy z wakacji jeszcze bardziej zmęczeni, zależy, oczywiście, od stanu naszego umysłu i serca, od naszego połączenia z naturą, z rytmem życia. Benjamin Hoff w książce „Tao Kubusia Puchatka” pisze, że najpopularniejszy miś świata z powodzeniem może być naszym przewodnikiem po życiu pełnym przyjemności i odprężenia. Puchatek, czyli Miś o Bardzo Małym Rozumku, jest kwintesencją taoizmu, wschodniego systemu filozoficznego nastawionego na spokój wewnętrzny, harmonię, radość, poczucie humoru i pogodę ducha. Puchatek jest właśnie ucieleśnieniem tych cnót, a także czegoś, co w wakacje potrzebne jest nam najbardziej – działania poprzez niedziałanie. Im więcej wysiłku, tym więcej kłopotów, mówi Laozi, twórca taoizmu. Działanie w harmonii z okolicznościami życia (a nie walka z tymi okolicznościami) sprawia, że uczymy się postrzegać to, co negatywne, jako pozytywne; wszystko nas uczy. Warunkiem takiej harmonii jest cichy, spokojny, refleksyjny umysł zwierciadło. Puchatek mimo swojego bardzo małego rozumku jest bardzo skutecznym misiem, ponieważ jego umysł taki jest – prosty. Puchatek ma tę rzadką, a tak bezcenną umiejętność; cieszy się tym, co proste, naturalne i oczywiste. Gdy Puchatek szuka domu, nie przejmuje się tym, że błądzi, bo może błądząc, znajdzie coś, czego wcale nie szuka, i może to będzie właśnie to, czego naprawdę szuka. Jak to się ma do naszych wakacji? Prosty wypoczęty umysł mówi: „Wszystko jest dobre, nie muszę przywiązywać się do tego, jak powinno być, mogę się odprężyć, zrelaksować i powitać wszystko, co się pojawia. Mogę być szczęśliwa”.

Nasz miś – bagatela! – nie zna arogancji i komplikacji, czyli wszystkiego, co wchodzi nam w paradę, uniemożliwiając doświadczanie tej prostej i mistycznej tajemnicy: życie jest radosne. Puchatek cieszy się, że ktoś go zaprosi w samą porę, żeby przekąsić jakieś małe co nieco, i że będzie miał z tego powodu miły dzionek. Albo że odwiedzi przyjaciół z powodu tego, że dziś jest czwartek: „Będziemy chodzić i życzyć każdemu Bardzo Szczęśliwego Czwartku”.

Puchatek nie walczy i nie zwycięża. Nie oczekuje nagrody. Nie narzeka. Robi rozmaite głupstwa, ale zawsze wychodzi mu to na dobre, nie przytrafia mu się nic złego. Także wokół niego wszystko właściwie się układa, mimo że sprawy czasami przybierają dziwny obrót. Cieszy się sobą i własną niepowtarzalnością. Miś umie polegać na sobie, wie, co jest dla niego najlepsze. Dlatego to on, a nie myślący Królik, narzekający Kłapouchy czy Przemądrzała Sowa, wyprowadza przyjaciół z tarapatów, bohatersko ratuje z opresji. Może to zrobić, ponieważ kieruje się sercem, troską i współczuciem. Właśnie serdeczność, przepływ dobrych uczuć naznaczają nasze udane wakacje i udane życie.

Taoistyczny ideał to działanie bez działania, czyli bez „powodowania” czy „zmuszania”. W praktyce znaczy to bez wścibskiego, nachalnego, egoistycznego wysiłku. Niedziałanie to słuchanie własnej intuicji, wewnętrznego głosu i bycie wrażliwym na okoliczności, na naturalny rytm rzeczy. Nasz codzienny umysł funkcjonuje zupełnie inaczej – bardzo się stara, za wszelką cenę chce osiągnąć cel. Dlatego tak szybko ulega zmęczeniu i w końcu staje się słaby. Taki umysł, nawet jeśli inteligentny, nie jest wydajny, ponieważ nie potrafi się skoncentrować. Jesteśmy z dzieckiem, ale planujemy zakupy. Jesteśmy na wakacjach, ale myślimy o służbowych mejlach. I tak dalej, i tak dalej. Żyjemy oddzieleni od rzeczywistości, od świata praw natury, w którym wszystko ma swój porządek i rytm; zasiewów, wzrastania, owoców, odpoczynku.

Miś ze swoim zadowoleniem z tego, kim jest, radością i spokojem przekracza uwarunkowany umysł, jakby powiedzieli taoiści, sięga wprost do źródła, do czystego umysłu. To dlatego działa bez wysiłku.

Nasz miś jest zawsze radosny przed rozpoczęciem jedzenia miodu. Jak nazwać ów moment? Pragnieniem? Oczekiwaniem? Raczej świadomością. Jest to ta chwila, często tylko ulotny moment, kiedy stajemy się szczęśliwi i uświadamiamy to sobie. Ale przecież tę świadomość możemy rozciągnąć. I… dobrze bawić się cały czas, jak Puchatek, bez względu na okoliczności.

Tao, czyli radości, szczęścia i harmonii, nie można zbadać w laboratorium pod mikroskopem. Trzeba wyjść na łąkę i do lasu. Na szczęście mamy lato, wakacje i urlopy.

Jak najprościej

W jaki sposób uspokoić nawykowy, rozgorączkowany umysł, który nieustannie czegoś chce: nowych wrażeń, atrakcji, niezwykłości, czegoś wyjątkowego, ekstra, nie wiadomo czego? W jaki sposób w prostocie odnaleźć spokój i radość, i… odpocząć? Jak pisze Dominique Loreau („Sztuka prostoty”, „Sztuka umiaru”, „Sztuka minimalizmu”): „Spacerowanie bez konkretnego celu, tylko dla przyjemności czucia, że żyjemy, położenie się na łące i patrzenie w obłoki, przypatrywanie się wodzie w rzece, czy jest coś ważniejszego?”. Niech przyroda będzie naszą nauczycielką. Zanurzmy się w niej, poczujmy jej pulsowanie w sobie, rytm życia istniejący poza niecierpliwym umysłem. Poczujmy, że na tym głębszym, pierwotnym poziomie wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni. Poczujmy ulgę i odprężenie płynące z tego połączenia.

Możemy na przykład zaprzyjaźnić się z drzewem. Drzewo od pradawnych czasów jest symbolem wzrostu, siły, stabilności i wiecznego odnawiania się życia w cyklu przyrody. Artyści, filozofowie i poeci odpoczywali wśród nich, ale też czerpali inspirację i siły twórcze przy „swoich” drzewach. Dla wielu z nas najpiękniejsze, najszczęśliwsze wspomnienia z dzieciństwa to te, gdy mogliśmy przebywać wśród ich gałęzi, chodzić po konarach, budować na nich gniazda lub domki.

Co dzieje się z nami, gdy przebywamy w pobliżu drzew, gdy nawiązujemy z nimi kontakt? Drzewo jest ogromną pulsującą kulą energii życiowej. Przy drzewie niejako podłączamy się do tej energii, co wzmacnia ciało i oczyszcza umysł, który staje się pobudzony, przejrzysty i przewidujący. Dla naszego myślenia, działania i odczuwania otwierają się nowe, nieznane dotąd przestrzenie twórcze, łączymy się z inteligencją serca. Znów czujemy się częścią większej całości, znika odizolowane, cierpiące „ja”. Stąd las od pradawnych czasów uchodził za „studnię młodości” ludzi.

„Znajdź swoje drzewo, a odzyskasz siły”, powiedziała mi mądra kobieta. Odtąd zaprzyjaźniłam się z pewną brzozą. Być może w wakacje zechcemy wybrać sobie drzewo i odwiedzać je. Być może poczujemy wówczas subtelny świat energii, w którym wszystko i wszyscy są zanurzeni. Jak pisali taoiści, drzewo, roślina czy kamień to nic innego jak skrystalizowana energia życiowa. To dlatego nasi przodkowie traktowali drzewa jako żywe, bliskie istoty. Jeszcze nie tak dawno w polskich pałacach, dworkach i wiejskich chatach sadzenie drzewa w podwórku czy ogrodzie, gdy rodziło się dziecko, należało do świętego rytuału. Ta tradycja znana jest we wszystkich niemal kulturach.

Poobserwujmy świat natury wokół nas, zachwyćmy się tym nieprawdopodobnym bogactwem życia, form, barw. Profesor Konrad Lorenz, austriacki przyrodnik, laureat Nagrody Nobla, mieszkał pod jednym dachem ze zwierzętami, rozmawiał z nimi, bo rozumiał ich język. W swoich książkach pisał o tych bliskich mu istotach z wielką czułością. Na przykład o gęsiach: „Kiedy spoglądam za gęsiami, które lecą nisko nad wodą i znikają za zakrętem rzeki, ogarnia mnie nagle zdumienie, że są mi tak bliskie. Pozostaję w zażyłych stosunkach z ptakiem żyjącym na wolności i fakt ten napawa mnie szczególną radością, odnoszę wrażenie, jakbym doznał małego zadośćuczynienia za wypędzenie z raju”. (z książki Konrada Lorenza „…Rozmawiał z bydlętami, ptakami, rybami…”).

Nie żyjemy jak profesor z dzikimi, wolnymi zwierzętami, ale możemy je spotkać w lesie, na łące i spróbować poczuć, że wszyscy żyjemy w rodzinie różnych stworzeń, bliskich i równie ważnych. Ta świadomość przywraca wewnętrzną równowagę.

Chodzenie boso

I jeszcze chodzenie boso. To najlepsze, co możemy sobie dać – donoszą dziś eksperci od geofizyki, biofizyki, elektrotechniki, medycyny (m.in. w książce C. Obera, S. Sinatry, M. Zuckera „Jak czerpać zdrową energię z Ziemi. Uziemienie”). To dzięki nim wiemy, że energia elektryczna Ziemi utrzymuje ład i porządek w częstotliwościach pól naszego własnego ciała, zupełnie niczym dyrygent, który kontroluje rytm i spójność dźwięków w muzyce orkiestry. Zapomnieliśmy, że ziemia pod naszymi stopami to ocean potężnej, bezkresnej, leczniczej energii. Co się dzieje, gdy przez pół godziny chodzimy, stoimy lub siedzimy boso na ziemi, trawie czy piasku? Ciało chłonie wszechobecną, uzdrawiającą energię matki Ziemi, zostaje wręcz skąpane w ujemnie naładowanych wolnych elektronach, co natychmiast przynosi uczucie spokoju i dobrego samopoczucia. Wystarczy przejść się po polu trawy połyskującej poranną rosą, aby poczuć ożywienie, pulsowanie energii i ciepło. Takie uziemienie przywraca i utrzymuje najbardziej naturalny stan elektryczny naszego organizmu, działa kojąco, wzmacniająco, oczyszczająco i uzdrawiająco na systemy naszego organizmu: sercowo-naczyniowy, oddechowy, trawienny, odpornościowy. Przywraca do życia.

„Podróżować jest bosko”, mawia moja przyjaciółka, która z podróży w nieznane czerpie wiele radości. Ja jednak tegoroczny urlop spędzę pod brzozą rosnącą niedaleko mojego niewielkiego domku, w otulinie Puszczy Kampinoskiej. Będę rozmyślać, czytać taoistów, patrzeć na szumiące osikowe liście podświetlone zachodzącym słońcem. Będę wodzić wzrokiem za motylami, zbierać maleńkie ziarnka wiesiołka, robić bukiety z polnych kwiatów, jeździć na targ i kupować zioła, kwiaty, warzywa, owoce, leśne borówki i grzyby. Będę gotować proste jedzenie, ucztować, świętować z mężem i z przyjaciółmi. Może zrobię dietę arbuzową, po której czuję, jakbym odpoczęła do szpiku kości. Będę chodzić boso. Wieczorem rozpalę ognisko, popatrzę w ogień i w gwiazdy. Będę się włóczyć po polach, słuchać koncertu żab i świerszczy. Pojadę na rowerze do Pola Mocy Dębów i poleżę na Słonecznej Polanie wśród maków i chabrów. Będę obserwować synogarliczki, które uwiły gniazdo na świerku w ogródku. Pójdę na wędrówkę po puszczy żwawym krokiem, ale też – innym razem – powolutku, ostrożnie stawiając nagie stopy w puszystym mchu.

Książki o Kubusiu Puchatku kończą się w zaczarowanym miejscu na skraju lasu. Możemy tam pójść. Zaczarowane miejsce jest tam, gdzie my jesteśmy.

  1. Psychologia

Wypoczynek dla umysłu - jak uspokoić gonitwę myśli?

Praktyka uważności to jeden z najlepszych prezentów dla ciała i umysłu (fot. iStock)
Praktyka uważności to jeden z najlepszych prezentów dla ciała i umysłu (fot. iStock)
Wizja leniuchowania, byczenia się na plaży czy nicnierobienia napawa niektórych radością. Innych, zwłaszcza mocno aktywnych zawodowo, myśl o urlopie, nawet bardzo krótkim, przyprawia jednak o frustrację.

Zwykle przed długim weekendem czy wakacjami zajmujemy się planowaniem wyjazdu, a w trakcie urlopu myśleniem o powrocie do domu. Byle nie zatrzymać się na chwili obecnej. Większość ludzi ma problem z odczuwaniem pełnej radości z wolnego czasu. Co tak naprawdę dzieje się z naszym umysłem, kiedy zatrzymujemy działanie?

Przystanek w biegu

Jedną z głównych przyczyn, która sprawia, że urlop zamiast rozluźniać i relaksować, wprawia w poczucie dyskomfortu i stres, jest gonitwa myśli. Gdy spowalniamy działanie, zaczynamy słyszeć swój wewnętrzny dialog. W chwilach, kiedy ograniczamy koncentrację na tym, co na zewnątrz, coraz głośniej słyszymy głos z wewnątrz. Atakuje natłok myśli, powodując złe samopoczucie. Stąd skojarzenie: urlop = spięcie + złe samopoczucie.

Kiedy zdecydujemy się wyjechać na długo oczekiwane wakacje, wbudowany w procesie wychowania krytyk zadręcza nas: „Nie poradzą sobie bez ciebie...”, „Nikt nie zrobi tego tak jak ty...”, „Ludzi nie można zostawić bez kontroli...”, „Po powrocie będę miała zaległości...”. Dziesiątki myśli, których zadaniem jest odciągnięcie od pełnego bycia tu i teraz.

Dlaczego jesteśmy tak mocno uwarunkowani na działanie? Kiedy pytam osoby na co dzień mocno zabiegane: „Co trudnego jest w zatrzymaniu się?”, najczęściej słyszę odpowiedź w postaci przekonania: „nicnierobienie jest okropne”. Jeśli podrążymy głębiej, okazuje się, że ludzie bardzo aktywni określają swoją tożsamość poprzez to, czym zajmują się zawodowo, i często nicnierobienie kojarzy się z byciem nic niewartym.

Lęk sygnałowy

Kiedy jesteśmy na urlopie, leżymy na gorącym piasku owiani morską bryzą, nasze myśli stają się coraz głośniejsze – zaczynamy słyszeć sygnały płynące z ciała, które są źródłem niepokoju. Każdy z nas ma wewnętrzną listę myśli i uczuć, które uważa za złe, wyobrażeń, które sprawiają, że zamartwiamy się o przyszłość (swoją drogą umysł wykazuje ciekawą reakcję na wyłaniające się myśli i uczucia, których chcemy się pozbyć – to, czemu się opieramy, powraca ze zdwojoną siłą). Ciągłe działanie sprzyja utrzymaniu tych myśli poza świadomością. W końcu jednak znajdują przestrzeń na zwrócenie uwagi na siebie – dzieje się to zazwyczaj wtedy, kiedy zatrzymujemy działanie i wypoczywamy. I nagle stajemy się niespokojni. W psychologii taki stan nazywamy lękiem sygnałowym, został on szczegółowo opisany przez Freuda. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że pożywką dla lęku jest właśnie opór. Co możemy zrobić, żeby poczucie winy, zamartwianie się i trudne emocje wynikające z napływu myśli nie zepsuły nam wolnego czasu lub wakacji?

Obserwacja myśli

Jeśli chcemy wypocząć, ale natłok spraw nie pozwala na podjęcie decyzji o urlopie, polecam zgłosić się do specjalisty, który pomoże rozpoznać szkodliwe przekonania. Warto je sobie uświadomić, ponieważ ciało ma wbudowany system samoobrony, i jeśli sami się nie zatrzymamy, to ono znajdzie sposób, aby zmusić nas do refleksji. Polecam zwłaszcza terapię poznawczo-behawioralną lub coaching.

Jeśli jesteśmy na urlopie i zauważamy, że nasze ciało jest spięte, a myśli pełne niepokoju, możemy zastosować tzw. technikę zauważania. Praktyka uważności, zamiast obalać destrukcyjne myśli, uczy patrzeć na nie jak na fale rozchodzące się po wodzie. Kiedy zorientujesz się, że w twoim umyśle pojawiają się myśli, których celem jest walka z tym, co czujesz (najczęściej z lękiem), daj sobie czas, aby emocja, z którą walczysz, stała się intensywna, zostań przy niej i czekaj, aż się uspokoi. Nie oceniaj tego, co czujesz. Idealnym momentem do stosowania tej metody są właśnie wakacje.

Polecam również ćwiczenie obserwowania własnych myśli. Możesz zacząć od kilkuminutowej koncentracji na swobodnym oddechu. Jeśli czułaś niepokój, niebawem pojawią się myśli dotyczące właśnie tego problemu. Daj im powoli rozwinąć się, być może zobaczysz całą historię z nimi związaną. Obserwuj, jak pojawiają się i odchodzą, dając miejsce kolejnym, pozwól im przychodzić bez oceniania – są, a za chwilę ich nie ma. Wyobraź sobie, że jak dmuchawce unoszą się na wietrze lub pękają jak bańki mydlane i tworzą się na nowo, po to, żeby znów zniknąć.

W tej metodzie nie chodzi o to, żeby zmienić myśli, ale by się z nimi nie identyfikować. Kiedy nabierzesz trochę wprawy, dialog wewnętrzny nie zepsuje ci magicznego wakacyjnego czasu, a jeśli przyłożysz się solidnie do tego ćwiczenia, jest spora szansa, że twoje życie zacznie przypominać wieczne wakacje.

Dorota Hołówka, psycholożka, terapeutka pracy z ciałem, certyfikowana terapeutka pracy z traumą.

  1. Psychologia

Doceń swoją kobiecość

Wiosna to doskonały czas nie tylko na domowe i mentalne porządki, ale również na to, aby obudzić swoją kobiecość. (fot. iStock)
Wiosna to doskonały czas nie tylko na domowe i mentalne porządki, ale również na to, aby obudzić swoją kobiecość. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
W tym roku wiosenne porządki zacznijmy od siebie i swojego podejścia do kobiecości.  Dom, wymiana garderoby, zmiana fryzury, dieta cud i siłownia trzy razy w tygodniu - wszystko bardzo fajnie, ale gdzie w tym wszystkim jesteśmy my? 

Dom, wymiana garderoby, zmiana fryzury, dieta cud i siłownia trzy razy w tygodniu - wszystko bardzo fajnie, ale gdzie w tym wszystkim jesteśmy my? W tym roku wiosenne porządki zacznijmy od siebie i swojego podejścia do kobiecości.  

 

Krok pierwszy: skonfrontuj się z bałaganem

Najpierw tym na zewnątrz, czyli z mitami na temat kobiecości i tego, jakie mamy być. Emocjonalna (często miewa fochy), uległa w seksie, słabsza fizycznie, empatyczna, niewiele oczekująca, za to zawsze gotowa do tego, by zaopiekować się, zatroszczyć, współczuć, zrozumieć i przede wszystkim grzecznie dopasowująca się do obrazu kobiecości, który w dużej mierze stworzyli mężczyźni… Jak ci się to podoba? Nie masz ochoty tupnąć nogą i powiedzieć: „Dość tych bzdur, wcale taka nie jestem”? Zrób to! Na początek przed lustrem, w samotności. Zmarszcz czoło, nadmij usta, zaciśnij pięści. Czujesz swoją moc? Skąd ona płynie, z jakiej części ciała? Z mocnych nóg, silnych bioder, miękkiego, ciepłego brzucha? Właśnie tak! Być może na początku twoje poczucie mocy bardziej będzie płynąć z głowy niż ciała. To nic, nie przejmuj się. Popatrz w lustrze na swoją bojową postawę, dobrze ją zapamiętaj. Najmądrzejsi tego świata kładą nam do głowy, że zmianę należy zacząć od środka – miej to w nosie. Tym razem zrób inaczej, po swojemu. Nie czekaj, aż objawi się w tobie siła, która sprawi, że będziesz mocno stąpać po ziemi i mówić zdecydowanym głosem, po prostu „zaprogramuj się” na nią i zacznij właśnie tak mówić i chodzić. Nie bój się, puść kontrolę, skończ ze wszystkimi: „nie wypada”, „nie potrafię”, „ośmieszę się”. Popatrz: ziemia jest kobietą, budzi się na wiosnę bez względu na aurę za oknem, pokazuje swoją moc. Powiedz: „Tak, jestem emocjonalna, bo kobiecość to ruch, zmiana, emocje. Jestem słabsza fizycznie od mężczyzny, ale to ja noszę w swoim brzuchu nowe życie, posiadam moc tworzenia. Dość mam spełniania wyłącznie cudzych oczekiwań, za to mam prawo oczekiwać od innych. Szacunku od partnera, docenienia od szefa, bliskości w relacjach miłosnych i przyjacielskich. I to ja wiem, co jest dla mnie najlepsze”.

Pamiętaj: Chińska starożytna mądrość głosi, że każda z nas ma tylko jedną ważną rzecz do wykonania w życiu: wchłaniać w siebie, gromadzić i przechowywać energię. To jest nasze kobiece przeznaczenie. Mamy wielką misję do wypełnienia: być niewyczerpanym, energetycznym źródłem radości, optymizmu, piękna i miłości dla wszystkich, a przede wszystkim dla samych siebie. Dlatego nie pozwól, żeby inni robili ci w głowie bałagan i nadawali kierunek twojej energii.

Kobiecość to hasło, które obrosło w wiele mitów. Niestety, często same definiujemy siebie przez ich pryzmat. (fot. iStock) Kobiecość to hasło, które obrosło w wiele mitów. Niestety, często same definiujemy siebie przez ich pryzmat. (fot. iStock)

Krok drugi: odróżnij to, co twoje, od tego, co cudze

Zacznijmy od seksu, tej sfery, w której podobno mamy być uległe. Daniel Bergner w swojej książce „Czego pragną kobiety. O kobiecym pożądaniu w przełomowych badaniach seksuologów” cytuje przede wszystkim badaczki kobiety, i chwała mu za to. Ze wszystkich przedstawionych badań jasno wynika, że kobiece pożądanie w większości przypadków wcale nie jest wyzwalane ani podtrzymywane przez bliskość emocjonalną i poczucie bezpieczeństwa. Motyle w naszych brzuchach najsilniej budzą fantazje o seksie z nieznajomym. Nasze pożądanie ma zwierzęcą naturę. Owszem, ważne są dla nas relacje czy trwałość związku, ale wynika to bardziej z rozsądku i nakazu społecznego niż z natury naszego pożądania. Lubimy seks tak samo jak mężczyźni, tylko nie zawsze mamy odwagę się do tego przyznać. Podniecają nas silni, niezależni mężczyźni, nieco apodyktyczni i wyraźnie mówiący o tym, co ich w nas pociąga. Chcemy faceta, który nas podziwia i zachwyca się naszą mocą, a nie pielęgnuje jak bezradną dziewczynkę. Bywa, że zaprzeczamy sile naszego pożądania, nie dlatego, że nie mamy kontaktu z ciałem, ale dlatego, że tak wypada.

My, kobiety, zwykle myślimy o sobie w rolach (matki, żony, kochanki, pracownicy itp.) i w relacjach. Zapytane o to, w czym potrzebujemy pomocy, opowiadamy o problemach, które mają z nami inni: „źle wychowuję dzieci”, „szef uważa, że nie zasługuję na awans”, „mąż mnie zdradza, bo twierdzi, że odmawiam mu seksu”. Ale kim jest ta osoba, która tak bardzo zawodzi innych? No właśnie. Dlatego stań jeszcze raz przed lustrem i powiedz mocno i dobitnie: „Ja jestem”. Czujesz moc tego stwierdzenia? Ono daje korzenie, osadzenie, dotarcie do rdzenia kobiecości. Tego, co twoje, nie innych.

Pamiętaj: Kobieta zmysłowa i akceptująca swoją energię seksualną – wbrew temu, co mówią i myślą inni – nie musi uprawiać seksu kilka razy dziennie. Możesz być akurat w takim momencie życia, kiedy nie masz stałego partnera i nie uprawiasz seksu, a mimo to jesteś w kontakcie ze swoją mocą: piszesz wiersze, malujesz, tańczysz albo gotujesz pyszną wiosenną zupę. I innym nic do tego.

Krok trzeci: obudź swoją wewnętrzną kobietę

Gdzie w ciele najmocniej czujesz esencję swojej kobiecości? Większość zapytanych o to pań wskazuje brzuch. Mnie kobiecość kojarzy się symbolicznie ze zwiniętym wężem leżącym w kołysce miednicy, na samym dnie, trzy palce poniżej pępka. I nie chodzi mi wyłącznie o seksualność, ale o kobiecą energię życia.

Chcesz ją obudzić, poczuć, wpuścić do dusznego pomieszczenia odświeżający powiew? Na początek możesz wykonać następujące ćwiczenie: Stań przed lustrem i wykonaj ruch/gest przebudzenia; rozprostuj ciało, przeciągnij się, poczuj swój brzuch, biodra, miednicę. Co się dzieje? Czy twoje ciało czuje się bezpieczne w pozycji otwartej: szeroko rozłożone ramiona, otwarta klatka piersiowa, odsłonięty brzuch? A może masz ochotę skulić się, objąć ramionami albo usiąść, założyć nogę na nogę, zakryć twarz dłońmi? Jeśli tak czujesz, zrób to, przyjmij pozycję jak najbardziej bezpieczną dla siebie. Teraz ponownie skieruj uwagę w okolicę brzucha, bioder. Co tam się dzieje? Posłuchaj uważnie, aż poczujesz jakiś ruch, delikatne ciepło w okolicy podbrzusza albo łaskotanie, a może jedynie ledwie odczuwalne drgnięcie. Tam mieszka twoja wewnętrzna kobieta, która na wiosnę czuje zew przebudzenia. Nawet jeśli to doznanie jest bardzo delikatne, pełne niepewności, a sama myśl o przebudzeniu, poruszeniu go napawa cię lękiem, poczuj je wyraźnie.

Krok czwarty: przyjmij postawę mocy

Kobieta, która nie jest świadoma swojej mocy, odczuwa słabość w nogach: miękkość w kolanach, napięcie w udach, drętwienie, mrowienie, bóle w stopach. A siła nóg uzależniona jest od świadomości miednicy. Miednica to centrum naszej stabilności, z którego wychodzi każdy ruch. Spróbuj ją sobie wyobrazić jako naczynie z wodą, w której pływają drobinki – drogocenne kryształki, ale także opiłki zanieczyszczeń. Te opiłki to twoje zamrożone, niechciane, niepoczute i nieprzeżyte uczucia. Zamrażając je – usztywniasz miednicę. Twoje biodra zamierają, a w brzuchu nie ma ruchu.

Pamiętasz poprzednie ćwiczenie polegające na obserwacji doznania w brzuchu? Wróć do tego, ale tym razem skoncentruj się na wykonaniu kołysania miednicą. Usiądź na brzegu krzesła, połóż stopy płasko na podłodze, staraj się siedzieć w miarę prosto i swobodnie. Poczuj ciężar pośladków na siedzeniu. Poczuj swój kręgosłup i zwróć uwagę na pozycję głowy. Skoncentruj się na oddechu. Poczuj swoje stopy. Połóż prawą rękę na dolnej części brzucha, a lewą z tyłu na dolnym odcinku pleców. Teraz bardzo delikatnie zacznij wypychać brzuch do przodu, a potem w druga stronę: plecy wypchnij do tyłu. Wykonaj ten ruch kilkakrotnie, ale bardzo delikatnie i powoli. Zaobserwuj, co dzieje się z twoim ciałem.

Pamiętaj: Postawa mocy to silne stopy, ruchliwa miednica, silne biodra i czujący brzuch. Ta pozycja to ugruntowane w ciele przekonanie: „Ja jestem”. Płynie z niego kobieca mądrość, spontaniczność i autentyczność, umiejętność puszczenia kontroli, seksualność i tęsknota za prawdziwą męską energią. Cała TY – w swoim najlepszym wydaniu. Witaj na wiosnę!