1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Stan flow: czy potrafisz odpoczywać od pracy?

Stan flow: czy potrafisz odpoczywać od pracy?

Chcąc osiągnąć stan flow musisz doświadczyć pełnego zaangażowania w to, co robisz i czerpać z tego radość. Symptomy, które blokują stan flow to apatia, ciągłe zmęczenie i senność.  (fot. iStock)
Chcąc osiągnąć stan flow musisz doświadczyć pełnego zaangażowania w to, co robisz i czerpać z tego radość. Symptomy, które blokują stan flow to apatia, ciągłe zmęczenie i senność. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Choć może to wyglądać na paradoks, to bez zaangażowanego podejścia nie mamy co liczyć na pełen relaks. A że angażują nas różne rzeczy, tak i nie ma jednego idealnego sposobu na odpoczynek... Jedno jest jednak pewne: każdy z nas go potrzebuje, więc warto wyćwiczyć własny sposób na łapanie dystansu.

Amerykański psycholog węgierskiego pochodzenia Mihály Csíkszentmihályi prowadził wieloletnie badania nad źródłem szczęścia i zaobserwował, w jaki sposób ludzie kreatywni doświadczają stanu pełnego zaangażowania, który nazwał przepływem – flow. Ponieważ w tym stanie mózg nie ma wystarczających mocy przerobowych na utrzymanie uwagi na innych czynnościach niż te, które nas pochłaniają, stan flow nie pozostawia miejsca na zajmowanie się takimi rzeczami, jak problemy w relacjach, niezapłacone rachunki, przedłużający się remont torowiska albo kłopoty z szefem. Przestajemy niemal zauważać nasze ciało, nie czujemy głodu ani zmęczenia, to wszystko niejako znika z naszej świadomości.

Jakie wnioski płyną z tej wiedzy dla zmęczonego człowieka? Ano takie, że aby mózg mógł się skupić na odpoczynku, także potrzebne jest całkowite zaangażowanie w zajęcie, które sprawia przyjemność. A że każdy lubi co innego, to nie jest prawdą, że istnieje jeden idealny model odpoczynku. Ktoś zrelaksuje się podczas rozmowy z przyjacielem, ktoś inny przy gotowaniu, a jeszcze ktoś przy zwiedzaniu pięknych miejsc.

Apatia blokuje stan flow

Aby dana aktywność mogła dostarczyć pełnego zaangażowania, musi sprawiać frajdę – to już wiemy. Drugi warunek zaistnienia stanu flow – aktywność powinna być rozwojowa, czyli wymagać odrobiny wysiłku i choć w niewielkim stopniu wyrywać ze strefy komfortu. Kiedy dłużej pozostajemy w stanie, który w pełni kontrolujemy, pojawia się wprawdzie rozluźnienie, ale zaraz potem znudzenie – a to uruchamia potok myśli i uniemożliwia wejście w stan przepływu. Znudzenie wywołuje więc w efekcie awersyjne odczucia: niechęć, niepokój, stres. Może pojawić się też apatia – jedna z najbardziej oddalających od odpoczynku emocji. Mamy poczucie, że nie wykorzystujemy swoich umiejętności, a jednocześnie blokujemy naszą motywację i energię do działania.

Skoro nie zawsze odpoczywamy, nic nie robiąc albo robiąc niewiele, to ślicznie wyglądające na obrazku wakacje z katalogu mogą zamiast odpoczynku przynieść nam wyczerpanie. Dlatego wszelkie urlopy, weekendy, a nawet popołudnia warto wykorzystać na to, żeby nauczyć się odpoczywać w nowy sposób: poprzez zaangażowanie się w pełni w aktywności inne niż te codzienne, np. poznawanie nowych ludzi, miejsc i smaków.

Czy wiesz, że prokrastynacja może wynikać z przemęczenia i znużenia? Stres, który się wówczas pojawia blokuje nasze działanie. Dlatego najlepszymi lekarstwami na zmęczenie i apatię będą nowe wyzwania i aktywności. (fot. iStock) Czy wiesz, że prokrastynacja może wynikać z przemęczenia i znużenia? Stres, który się wówczas pojawia blokuje nasze działanie. Dlatego najlepszymi lekarstwami na zmęczenie i apatię będą nowe wyzwania i aktywności. (fot. iStock)

Prokrastynacja może być skutkiem zmęczenia i apatii

Mało kto wie, że tak potępiana prokrastynacja, czyli ciągłe odkładanie na później, może brać się właśnie z apatii i zmęczenia. Ciekawy pogląd na ten temat przedstawiła Mel Robbins, autorka znakomitej książki „Reguła 5 sekund. Masz wszystko, czego potrzebujesz, aby odmienić swoje życie” (wyd. Galaktyka 2018). W jednym z wykładów opisała następujący mechanizm: pochłonięty myślami o zadaniach i zbliżających się terminach z ciężarem na ramionach przychodzisz do pracy, gdzie czeka cię 15 rozmów telefonicznych do przeprowadzenia. Twój mózg buntuje się na samo wyobrażenie tej pracy i podsuwa rozwiązanie: „Potrzebuję przerwy! Może pooglądam przez chwilę filmiki z kotami?”. Chwila niepostrzeżenie staje się dwiema godzinami, a ty jesteś coraz bardziej przerażony, patrząc na listę numerów telefonicznych, z których żadnego jeszcze nie wykręciłeś.

Wszyscy znamy ten stan, bo badania pokazują, że każdy w jakimś stopniu prokrastynuje. Na czym więc polega nowatorstwo spojrzenia Robbins? Chodzi o to, że według niej problemem jest nie prokrastynacja, tylko stres. Odkładasz pracę, bo umysł wyraźne sygnalizuje, że jest bardzo zmęczony i potrzebuje odpoczynku. I najgorsze, co możesz wtedy zrobić, to zacząć obwiniać się z tego powodu. Zamiast tego powiedz sobie: „Wiem, że nawalam, ale zrobię wszystko, co będę w stanie zrobić”. Postaraj się uchwycić ten moment, w którym stres blokuje cię przed jakimkolwiek działaniem i zrób sobie wtedy świadomą przerwę. Przez pół godziny zajmij się czymś, co zaangażuje cię w pełni, zatrzyma potok czarnych myśli i wprawi w stan flow. Na przykład idź na spacer wokół budynku i rób zdjęcia tych elementów krajobrazu, których dotychczas nie zauważyłeś. A jeśli nie możesz odejść od biurka, wykorzystaj technologię: posłuchaj muzyki na komputerze albo fragmentu ciekawej audycji, napisz zaległy mail do przyjaciela albo zrób selekcję zdjęć z wakacji.

Zdaniem Mel Robbins schemat stres–prokrastynacja jest nawykiem, a każdy nawyk można zmienić. Najważniejsze to uspokoić umysł, bo w odpoczywaniu najważniejsza jest nie pozycja ciała, wygodne łóżko ani nawet atmosfera wokół, lecz uciszenie kotłujących się w głowie myśli.

Jak powiedział Lama Ole Nydahl, nauczyciel buddyzmu tybetańskiego: „Kiedy umysł gna bezustannie, będziemy ciągle zmęczeni nawet wtedy, gdy ciało pozostaje w spoczynku”.

Czy wiesz jak odpoczywać?

Możesz się tego nauczyć. Długotrwały stres bardzo wyczerpuje. Warto więc czasami trochę odpuścić. Oto dwa sposoby, które pomogą ci złapać dystans:

Powiedz sobie: „Znów czuję stres, ale to normalne, każdy tak ma. Dlatego zrobię tylko troszeczkę z tego, co mam do zrobienia, np. będę dzwonić tylko przez pięć minut”. Wypracowujesz w ten sposób rytuał początku, który delikatnie rozrusza cię do działania.

Zmień taktykę i zajmij się czymś zupełnie innym, niż to, co masz zrobić. Na jakiś czas (zacznij od kilku minut i stopniowo przedłużaj to ćwiczenie) wyłącz telefon albo komputer, wstań z fotela i zrób cokolwiek, co mieści się poza twoją strefą komfortu, czyli jest trochę ponad twoje obecne umiejętności – rozwija nowe kompetencje, wyrywa cię z rutyny. Zajmij się tym z zaangażowaniem.

Aneta Pietrzak: coach, trenerka, doradza firmom w zakresie zarządzania talentami.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Sposoby na chandrę - nie daj się jesieni

Ruch na świeżym powietrzu to antidotum na jesienną ospałość. (Fot. Getty Images)
Ruch na świeżym powietrzu to antidotum na jesienną ospałość. (Fot. Getty Images)
Jesienna chandra, osłabienie, życiowy marazm, bierność, apatia. Któż z nas jej nie doświadcza, szczególnie teraz? Jak jej przeciwdziałać? Co zrobić, aby nasze samopoczucie nie przypominało mglistej, deszczowej aury?

Dostosuj dietę

W okresie jesienno-zimowym szczególnie powinniśmy zadbać o jedzenie produktów bogatych w żelazo, cynk, miedź, magnez, fosfor i potas. Ich bogatym źródłem są rośliny strączkowe takie jak: soczewica, ciecierzyca, fasola czy bób. Dodatkowo, posiadają one wysoką ilość białka, które sprawia, że dłużej jesteśmy syci, tym samym nie kusi nas, aby podjadać między posiłkami. Pamiętajmy, że sporo cennych składników mineralnych znajduje się również w ziarnach i nasionach – pestki dyni, słonecznik, siemię lniane, sezam, chia sprawdzą się rewelacyjnie zarówno jako dodatek do porannej owsianki jak i obiadowej kaszy. Do menu warto również włączyć gorzkie kakao i czekoladę (min.70%). Alternatywą dla słodyczy niech będą bakalie – morele, śliwki, daktyle, żurawina, jagody goji, a także owoce, np. banany (wybierajmy raczej te twarde i mniej dojrzałe, gdyż posiadają one niższy indeks glikemiczny niż „miękkie”). Nie zapominajmy o orzechach – prawdziwej kopalni mikro- i makroelementów. Warto zwrócić uwagę na migdały, pistacje oraz orzechy nerkowca, włoskie, brazylijskie, laskowe.

Ruszaj się na świeżym powietrzu

Gros z nas rezygnuje jesienią z wszelkiej formy aktywności fizycznej, zastępując spacer czy poranny jogging kanapą i telewizorem. Tymczasem wysiłek związany z ruchem i uprawianiem sportu dotlenia mózg i stymuluje go do produkcji „hormonów szczęścia”. Już 30 minut aktywności doda nam sił witalnych i energii do działania. Uprawiany regularnie sport odwdzięcza się z nawiązką. Organizm uodparnia się na infekcje, a ociężałość i ospałość ustępują miejsca witalności. Dodatkowym bonusem jest poprawa sylwetki.

Regeneruj się

Osłabienie, spadek odporności, a także ospałość, której często doświadczamy w tym czasie, spowodowane są zaniedbaniem naszej potrzeby wypoczynku. Wracając po urlopie do pracy, zapominamy, że potrzeba regeneracji towarzyszy nam permanentnie i nie jest zarezerwowana tylko dla okresu wakacji. W natłoku codziennych obowiązków łatwo jednak o niej zapominamy, często zauważając ją dopiero wówczas, gdy okazuje się, że miarka już dawno została przebrana. Podstawą dobrego wypoczynku jest umiejętne wygospodarowanie czasu tylko dla siebie, w którym robimy coś, co wewnętrznie nas odświeża. Ważnym elementem efektywnego wypoczynku jest zadbanie o odpowiednią ilość i jakość snu. Istotnie wpływa ona na nasze samopoczucie i funkcjonowanie następnego dnia. Pamiętajmy o stworzenie odpowiednich warunków do snu:
  • sypialnia ma służyć tylko jako miejsce relaksu
  • optymalna temperatura to 19-21 st. C
  • przed snem należy koniecznie wywietrzyć pokój
  • półmrok ułatwia zasypianie
  • przed snem warto zrobić sobie ciepłą kąpiel, która uspokoi ciało i wyciszy umysł
  • używanie wieczorem telefonu, komputera czy tabletu uaktywnia gałkę oczną, która stymuluje mózg do niepotrzebnej pracy
  • co najmniej raz w miesiącu warto wymieniać pościel.

  1. Psychologia

Chcesz działać skutecznie? Sprawdź, ile energii tracisz na sprawy z przeszłości

Stare, niezałatwione sprawy, trudne emocje z przeszłości - to wszystko daje o sobie znać. Gdy tego nie zamkniemy, tworzą się bariery w codziennym działaniu. (Fot. Getty Images)
Stare, niezałatwione sprawy, trudne emocje z przeszłości - to wszystko daje o sobie znać. Gdy tego nie zamkniemy, tworzą się bariery w codziennym działaniu. (Fot. Getty Images)
Jak może wyglądać lekcja skutecznego działania? - Czasem, aby zrobić krok do przodu, najpierw trzeba obejrzeć się w tył... Czyli raz na zawsze posprzątać i pozamykać stare sprawy.

Podstawą skutecznego działania wcale nie jest dobry plan, lecz przygotowanie startu. Jeśli od dłuższego czasu nie możesz ruszyć z miejsca, wciąż potykasz się i czujesz, że nie wykorzystujesz w pełni swojego potencjału, to znak, że najpierw powinnaś pozbyć się gruzów, wyrównać teren i dopiero wtedy przystąpić do nowej budowy. Wszystko jedno, czy chcesz znaleźć lepszą pracę, poprawić relacje z rodziną, czy wyjechać w Himalaje – zanim zaczniesz cokolwiek planować, obejrzyj się za siebie. Pominięcie etapu szeroko pojętych porządków w życiu to kotwica, która trzyma nas w miejscu. Dlatego jeśli chcesz skutecznie działać, najpierw pozamykaj stare sprawy.

Obwinianie prowadzi donikąd

„Rodzice nie nauczyli mnie pływać”, „To kolega wciągnął mnie w palenie”, „W Polsce nie ma szans na normalne życie”. Zrzucanie winy za własne problemy na innych ludzi lub okoliczności zewnętrzne to ogromna bariera w skutecznym działaniu. Bo czym tak naprawdę jest obwinianie? Lokowaniem energii życiowej w przeszłości! To gromadzenie twardych dowodów, że nie można ciebie pociągnąć do odpowiedzialności za twoje życie. Jeśli wciąż rozpamiętujesz własne upokorzenia czy traumy, to znaczy, że nie przestałaś czekać na zadośćuczynienie (najczęściej czyjeś przeprosiny), czyli uzależniasz się od zachowań innych ludzi. Czekasz na coś od ciebie niezależnego. Rzadko kiedy mamy szczęście i rzeczywiście ktoś wynagradza nam emocjonalnie wydarzenia z przeszłości. W większości przypadków jednak nic takiego się nie dzieje, a my tracimy energię – zamiast iść do przodu, oglądamy się za siebie i sprawdzamy, czy świat widzi, jak bardzo nas kiedyś skrzywdzono, jak nam podcięto skrzydła i uniemożliwiono zrobienie tylu ważnych rzeczy. Koniec z rozpamiętywaniem! Wybacz tym wszystkim, których wciąż źle wspominasz, skończ z użalaniem się nad sobą. A jeśli trzeba, skorzystaj z pomocy terapeuty, bo być może nadal nie potrafisz dokończyć budowy domu z powodu tego, co ci zrobiono w szóstej klasie podstawówki.

Kotwice przeszłości

Naprawienie półki w łazience, dokończenie pracy licencjackiej, uporządkowanie zdjęć z podróży – te sprawy tylko pozornie nie mają nic wspólnego z twoim planem na nowe życie. Sprawy niezałatwione zabierają energię i trzymają w miejscu. To kotwice przeszłości. Każdego dnia, kiedy przechodzisz koło nadal przekrzywionej półki w łazience, część twojej energii zostawiasz przy niej. Wszystko, co powinnaś skończyć, a czego nadal nie zrobiłaś (nawet rzeczy pozornie niezwiązane z tym, co teraz chcesz osiągnąć), to fatalny punkt wyjścia do skutecznego działania.

Często blokuje nas to, co zrobiliśmy w przeszłości, a zwłaszcza wstyd za dawne zachowania. Jeśli postąpiłaś w stosunku do kogoś niewłaściwie, skrzywdziłaś go, byłaś niesprawiedliwa, nie podziękowałaś, chociaż czujesz, że powinnaś, pożyczyłaś coś i nie oddałaś, a za każdym razem, gdy o tym pomyślisz, czujesz zażenowanie – rozlicz się. Warto wrócić do smutnych rozdziałów własnego życia i ostatecznie je zamknąć. Pomyśl, jakie niezałatwione sprawy z ludźmi wciąż wywołują w tobie wstyd, jakie myśli odganiasz zażenowana i o jakich epizodach z przeszłości nawet nie chcesz myśleć, bo nie możesz zrozumieć, jak mogłaś kiedyś tak kogoś skrzywdzić. Szczere przeprosimy lub podziękowania uwolnią ogromne rezerwy zablokowanej energii. Poczujesz, jak wielki ciężar spada z twoich pleców.

Symboliczne porządki

Masz w domu książki, płyty, które kiedyś pożyczyłaś i zapomniałaś oddać? Twoja komórka pełna jest numerów telefonów do osób, z którymi już od dawna nie masz kontaktu? W kuchni kilka naczyń jest wyszczerbionych, a miejsce w garderobie zabierają ubrania, których już od dwóch lat nie zakładałaś? Zrób porządki. Przeprowadzenie domowego remanentu (z naciskiem na wyrzucanie zepsutych i niepotrzebnych rzeczy) pomaga zastanowić się, w jakich okolicznościach kupiłaś buty, które dziś leżą w kącie szafy, kiedy wyszczerbił się talerz od lat przekładany z kąta w kąt, w jakim celu założyłaś te wszystkie foldery na pulpicie – przyjrzeć się przeszłości. I wreszcie ostatecznie się z nią rozprawić.

  1. Psychologia

Prokrastynacja - jakie mogą być skutki odwlekania zadań?

Coraz większy stres i niechęć do wykonywanej pracy, stany depresyjne, objawy psychosomatyczne - to tylko niektóre skutki prokrastynacji. Jak jeszcze ciążą nam niezałatwione sprawy? (Fot. iStock)
Coraz większy stres i niechęć do wykonywanej pracy, stany depresyjne, objawy psychosomatyczne - to tylko niektóre skutki prokrastynacji. Jak jeszcze ciążą nam niezałatwione sprawy? (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Co dzieje się z odwlekanymi w czasie zadaniami? Nie przestają istnieć, a wręcz przeciwnie – namnażają się, i to w przyspieszonym tempie. W końcu robi się ich tyle, że już na nic nie ma czasu.

Mira nie mogła wstać od biurka o własnych siłach. W ogóle nie mogła wstać. Próbowała na kilka sposobów, aż poddała się i zadzwoniła po sekretarkę. „Pani prezes, co się dzieje, czy mam wezwać pogotowie?” – zapytała Joanna, przestraszona jej wyrazem twarzy. „Po prostu pomóż mi wstać i dojść do samochodu. Muszę pojechać na jakiś zastrzyk przeciwbólowy, bo inaczej mi nie przejdzie” – wydusiła z siebie. Porażający ból pleców pojawił się nie po raz pierwszy, ale po raz pierwszy potrzebowała pomocy drugiej osoby, żeby się przemieścić. Ostrzeżenia lekarza stały się realnością, chociaż dotąd je lekceważyła, zakładając, że takim twardzielkom jak ona niedyspozycje się nie zdarzają. Jednak życie znowu pokazało swą beznamiętnie statystyczną naturę. Mira doświadczała właśnie „skutków długotrwałego stresu”, i jedyną paradoksalną zaletą tej sytuacji był fakt, że skupiona na bólu mogła przez chwilę zapomnieć o tych wszystkich sprawach do załatwienia, które ją do tego stanu doprowadziły.

Skutki odwlekania zadań? - Stres i oszukiwanie siebie

Od dłuższego czasu czuła, że sytuacja ją przerasta. Firma, którą zaczęła tworzyć kilkanaście lat temu, od kilku lat nie była już małym rodzinnym biznesem, zatrudnienie sięgało 200 osób i zarządzanie – szczególnie w czasie kryzysu – było coraz trudniejsze. „Stara ekipa”, w liczbie 20 osób, wcześniej funkcjonowała sprawnie, każdy wiedział, co i jak robić. A teraz – te wszystkie rozmowy kwalifikacyjne, które zajmują czas i niewiele dają, bo dopiero w praniu okazuje się, kto co jest w stanie zrobić. Ciągle ktoś czegoś od niej chce, ciągle piętrzą się zaległości. To wszystko rujnuje jej zdrowie. I chociaż dziś właśnie postanowiła odseparować się od tego rozgardiaszu i zajęła się czytaniem e-booka oraz planowaniem wiosennego wyjazdu – żeby zadbać trochę o siebie – to właśnie teraz kręgosłup postanowił wystawić jej rachunek.

Metodę, którą Mira zastosowała do „zadbania o siebie”, określa się często terminem prokrastynacja – odwlekanie w czasie rzeczy, które mamy do zrobienia. Nie da się jednak zrelaksować z oddechem niezałatwionych spraw na plecach. Takie działanie opiera się na dziecinnym mechanizmie – dzieci, zakrywając oczy dłońmi, są przekonane, że ich nikt nie widzi – tak jak w danym momencie one nie widzą nikogo.

Ilustracja: Joanna Gwis Ilustracja: Joanna Gwis

Kto ulega prokrastynacji?

Może prościej byłoby zapytać, kto nie ulega? Zjawisko odsuwania od siebie rzeczy, które powinno się zrobić, dotyczy tak naprawdę wszystkich, chociaż nie wszyscy to sobie w pełni uświadamiają, a sztandarowym przykładem mogą być studenci w czasie sesji. Według badań mechanizm odkładania na ostatnią chwilę dotyka ponad 80 proc. z nich. Wśród przyczyn wyjaśniających zjawisko „jestem bardzo zajęty robieniem rzeczy, których nie muszę robić, po to, aby uniknąć robienia czegokolwiek, co powinienem robić”, badacze podają styl wychowania i nauczania oparty na bardzo wysokich oczekiwaniach wobec dziecka. Kiedy dorośli ciągle spodziewają się więcej po dziecku, uczy się ono skupiać na chęci zadowolenia innych, co jest powodowane naturalnym dziecięcym lękiem przed odrzuceniem. W końcu traci kontakt samo ze sobą, ze swoimi własnymi potrzebami, zainteresowaniami i realnymi możliwościami, ulegając tendencji do perfekcjonizmu, wywołanej ciągłymi komunikatami, że stale musi być najlepsze. Taki utrwalony nawyk przenosimy później w dorosłe życie i lęk przed porażką (bo to jest przecież wypadnięcie za burtę bycia najlepszym) motywuje do działania na krótką metę. Wyczerpany organizm broni się depresją, prokrastynacją i innymi zaburzeniami, które postrzegamy jako niesprawiedliwie nas dotykające i przeszkadzające w normalnym życiu, gdy tak naprawdę są one często krzykiem zaniedbanego „ja” o usłyszenie, zrozumienie i współczucie.

Prokrastynacja, czyli ucieczka od przymusu

Kiedy odsuwamy od siebie sprawy, zostawiając je na ostatni moment, zazwyczaj w dużej mierze działamy pod presją takich słów, jak: „powinnam”, „muszę”, „trzeba”. Impuls do działania jest wówczas zewnętrzny, nie pochodzi ze środka nas – nie mamy więc poczucia, że wynika z naszego wyboru, zaś to, co nie jest wyborem – jest przymusem. Opór, który rodzi się pod wpływem poczucia przymusu, osłabia nasz zapał. Lęk przed porażką dokłada swoje, i jedyne, czego pragniemy, to „wymiksować się” z sytuacji, odsuwając ją od siebie jak najdalej w czasie. Jednocześnie ciągle żywe są w nas uczucia winy, wstydu i strachu przed konsekwencjami niezrobionych rzeczy i kiedy je zagłuszamy, wciągając się w robienie rzeczy, które chcemy i lubimy robić, te nieprzyjemne uczucia żyją ciągle na progu naszej podświadomości i świadomości, oddziałując na stan zdrowia psychicznego i w konsekwencji – fizycznego. W pewnym momencie plecy, żołądek, serce czy inna część ciała odmawiają współpracy, i jest to często ostatni moment, żeby zatrzymać się i odpowiedzieć sobie na pytania: „Co wybieram w tej sytuacji?”, „Za czym tęskni moje serce?”, „Jakie wartości w życiu chcę wspierać swoim działaniem?”.

Perfekcjonizm i prokrastynacja często idą w parze

Mira dotarła do takiego momentu w życiu, gdy zrozumiała, że od tego, jak rozwiąże sytuację, zależy przyszłość jej i firmy. Syndrom wzorowej uczennicy nie bardzo się przydaje w sytuacji zarządzania ludźmi. Odejście od perfekcjonistycznych metod działań zakorzenionych w przekonaniu: „muszę być najlepsza, więc to ja najlepiej wiem, co i jak powinno być zrobione”, czyli od ręcznego sterowania zespołem, pozwala odzyskać wiele czasu i energii, które można wykorzystać z pożytkiem dla siebie i innych.

Mira po zadbaniu o zdrowie fizyczne (lekarz, fizjoterapeuta, wykupienie karnetu na basen) zdecydowała się pod namową koleżanki na pracę nad sobą (warsztaty, coaching) i nad firmą (konsultacje, opracowanie i wdrożenie planu zmian). To, co najbardziej pomogło jej ruszyć z miejsca, to zmiana perspektywy widzenia pewnych spraw: dopóki myślała o pracownikach w kategoriach „spodziewania się po nich określonych rzeczy”, konieczność zarządzania ludźmi postrzegała jako orkę na ugorze. Odkąd pozwoliła samej sobie zaistnieć jako niepowtarzalna osoba z konkretnym potencjałem, który może rozwijać, pozostawiając innym bycie mistrzami świata w ich własnych dziedzinach, łatwiej jej było dostrzec w pracownikach ciekawych, różnorodnych ludzi, i dać im szansę na realizowanie siebie. To pozwoliło Mirze wreszcie być sobą w kontaktach z ludźmi, bo okazało się, że jej prawdziwa natura to raczej wspieranie innych w rozwoju potencjału niż promowanie perfekcjonizmu. Jednak najpierw sama musiała się uporać z tą skłonnością u siebie, żeby nią „nie zarażać” innych.

Zmiana prokrastynacyjnych nawyków

Mira w czasie swojej pracy z grupą na warsztatach i podczas indywidualnych spotkań z coachem wypracowała metody, które pomagają jej w radzeniu sobie z unikaniem nawyków prokrastynacyjnych. Ciągle uczy się dystansowania się do swojej skłonności, by zarządzać ludźmi na zasadzie „zrób to co ja”, oraz cierpliwości. Bonusem całej sytuacji jest zdecydowanie większe poczucie satysfakcji z tego, co robi, oraz świadomość różnicy jakości działania, kiedy robi się coś nie pod wpływem zewnętrznej presji, lecz pod wpływem impulsów płynących z własnych wewnętrznych potrzeb i wartości, które chce się realizować w życiu. Mira przyznaje, że dopiero od niedawna rozumie, co to znaczy, że życie potrafi cieszyć.

  1. Psychologia

Jak prawdziwie wypocząć podczas wakacji?

Żeby odpocząć, potrzebujemy uspokoić głowę, objąć czułą świadomością ciało oraz dostroić się do rytmu natury i życia. (Fot. Getty Images)
Żeby odpocząć, potrzebujemy uspokoić głowę, objąć czułą świadomością ciało oraz dostroić się do rytmu natury i życia. (Fot. Getty Images)
Rozgorączkowany, nawykowy umysł pragnie nowych wrażeń, wciąż i wciąż, nie sposób go zadowolić, nasycić. Żeby odpocząć, potrzebujemy uspokoić głowę, objąć czułą świadomością ciało, dostroić się do rytmu natury, życia. Wrócić do wewnętrznego domu. Odzyskać spokój i radość.

Wyjazd na wakacje może być wydarzeniem mocno frustrującym. Czy dojedziemy bezpiecznie? Czy na miejscu zastaniemy wszystko tak, jak sobie wyobrażaliśmy? Czy nie ulegniemy wypadkowi? Czy nas nie okradną? Jakie będzie jedzenie? Czy nie utyjemy? Czy w hotelu nie będzie zbyt głośno? I tak dalej, i tak dalej. To stres także dlatego, że – na ogół – mamy ogromne wymagania; po miesiącach intensywnej pracy chcemy odpocząć naprawdę.

Na użytek tego tekstu odpytałam wiele osób o wspomnienia z wakacyjnych wyjazdów. Było za zimno albo za gorąco, uciążliwe sąsiedztwo, zatłoczone drogi i zatłoczone plaże, owady, hałas, nuda, zmęczenie. Częściej niż na co dzień kłóciliśmy się z bliskimi, bo wakacje to szczególny czas, gdy problemy niezauważalne w ciągu roku dają o sobie znać ze zdwojoną siłą. Bywało i tak, że po urlopie czuliśmy większe zmęczenie niż przed! Utyliśmy! No i wydaliśmy niemało pieniędzy.

Jakie momenty wspominamy najmilej? „Gdy siedziałam w kawiarni, leniwie popijałam sok grejpfrutowy i obserwowałam ludzi, ich gesty, uśmiechy, zmrużenie oczu, ekspresję ciała, ich stroje… Byli tacy barwni…” „Patrzyłam na wiewiórkę w parku zachwycona jej lekkością, zwinnością, wdziękiem. To tak, jakby tańczyła swoje życie, precyzyjnie, doskonale. Wiewiórki nie tyją!” „Najpiękniejsza podróż? Gdy przystaję i przyglądam się dzieciom, jak każdego dnia się zmieniają”. No i oczywiście wspominamy romantyczne chwile z tymi, których kochamy; gdy patrzymy sobie w oczy, śmiejemy się, rozmawiamy, jesteśmy na luzie. I ucztowanie z przyjaciółmi.

Są jeszcze zabytki. Piękne miejsca, piękne miasta, pałace, katedry, muzea. O nich jednak – na ogół – wspominamy rzadziej. Wakacyjne chwile szczęścia to momenty zatrzymania, kontemplacji, zachwytu. Wiele lat temu czytałam reportaż Anny Grigo o Jacku Kuroniu. Zapamiętałam tytuł: „Najpiękniejsze wyspy świata”. Tak o Jacku mówiła jego druga żona Danuta.

Działanie bez działania

To, czy wypoczniemy, czy wrócimy z wakacji jeszcze bardziej zmęczeni, zależy, oczywiście, od stanu naszego umysłu i serca, od naszego połączenia z naturą, z rytmem życia. Benjamin Hoff w książce „Tao Kubusia Puchatka” pisze, że najpopularniejszy miś świata z powodzeniem może być naszym przewodnikiem po życiu pełnym przyjemności i odprężenia. Puchatek, czyli Miś o Bardzo Małym Rozumku, jest kwintesencją taoizmu, wschodniego systemu filozoficznego nastawionego na spokój wewnętrzny, harmonię, radość, poczucie humoru i pogodę ducha. Puchatek jest właśnie ucieleśnieniem tych cnót, a także czegoś, co w wakacje potrzebne jest nam najbardziej – działania poprzez niedziałanie. Im więcej wysiłku, tym więcej kłopotów, mówi Laozi, twórca taoizmu. Działanie w harmonii z okolicznościami życia (a nie walka z tymi okolicznościami) sprawia, że uczymy się postrzegać to, co negatywne, jako pozytywne; wszystko nas uczy. Warunkiem takiej harmonii jest cichy, spokojny, refleksyjny umysł zwierciadło. Puchatek mimo swojego bardzo małego rozumku jest bardzo skutecznym misiem, ponieważ jego umysł taki jest – prosty. Puchatek ma tę rzadką, a tak bezcenną umiejętność; cieszy się tym, co proste, naturalne i oczywiste. Gdy Puchatek szuka domu, nie przejmuje się tym, że błądzi, bo może błądząc, znajdzie coś, czego wcale nie szuka, i może to będzie właśnie to, czego naprawdę szuka. Jak to się ma do naszych wakacji? Prosty wypoczęty umysł mówi: „Wszystko jest dobre, nie muszę przywiązywać się do tego, jak powinno być, mogę się odprężyć, zrelaksować i powitać wszystko, co się pojawia. Mogę być szczęśliwa”.

Nasz miś – bagatela! – nie zna arogancji i komplikacji, czyli wszystkiego, co wchodzi nam w paradę, uniemożliwiając doświadczanie tej prostej i mistycznej tajemnicy: życie jest radosne. Puchatek cieszy się, że ktoś go zaprosi w samą porę, żeby przekąsić jakieś małe co nieco, i że będzie miał z tego powodu miły dzionek. Albo że odwiedzi przyjaciół z powodu tego, że dziś jest czwartek: „Będziemy chodzić i życzyć każdemu Bardzo Szczęśliwego Czwartku”.

Puchatek nie walczy i nie zwycięża. Nie oczekuje nagrody. Nie narzeka. Robi rozmaite głupstwa, ale zawsze wychodzi mu to na dobre, nie przytrafia mu się nic złego. Także wokół niego wszystko właściwie się układa, mimo że sprawy czasami przybierają dziwny obrót. Cieszy się sobą i własną niepowtarzalnością. Miś umie polegać na sobie, wie, co jest dla niego najlepsze. Dlatego to on, a nie myślący Królik, narzekający Kłapouchy czy Przemądrzała Sowa, wyprowadza przyjaciół z tarapatów, bohatersko ratuje z opresji. Może to zrobić, ponieważ kieruje się sercem, troską i współczuciem. Właśnie serdeczność, przepływ dobrych uczuć naznaczają nasze udane wakacje i udane życie.

Taoistyczny ideał to działanie bez działania, czyli bez „powodowania” czy „zmuszania”. W praktyce znaczy to bez wścibskiego, nachalnego, egoistycznego wysiłku. Niedziałanie to słuchanie własnej intuicji, wewnętrznego głosu i bycie wrażliwym na okoliczności, na naturalny rytm rzeczy. Nasz codzienny umysł funkcjonuje zupełnie inaczej – bardzo się stara, za wszelką cenę chce osiągnąć cel. Dlatego tak szybko ulega zmęczeniu i w końcu staje się słaby. Taki umysł, nawet jeśli inteligentny, nie jest wydajny, ponieważ nie potrafi się skoncentrować. Jesteśmy z dzieckiem, ale planujemy zakupy. Jesteśmy na wakacjach, ale myślimy o służbowych mejlach. I tak dalej, i tak dalej. Żyjemy oddzieleni od rzeczywistości, od świata praw natury, w którym wszystko ma swój porządek i rytm; zasiewów, wzrastania, owoców, odpoczynku.

Miś ze swoim zadowoleniem z tego, kim jest, radością i spokojem przekracza uwarunkowany umysł, jakby powiedzieli taoiści, sięga wprost do źródła, do czystego umysłu. To dlatego działa bez wysiłku.

Nasz miś jest zawsze radosny przed rozpoczęciem jedzenia miodu. Jak nazwać ów moment? Pragnieniem? Oczekiwaniem? Raczej świadomością. Jest to ta chwila, często tylko ulotny moment, kiedy stajemy się szczęśliwi i uświadamiamy to sobie. Ale przecież tę świadomość możemy rozciągnąć. I… dobrze bawić się cały czas, jak Puchatek, bez względu na okoliczności.

Tao, czyli radości, szczęścia i harmonii, nie można zbadać w laboratorium pod mikroskopem. Trzeba wyjść na łąkę i do lasu. Na szczęście mamy lato, wakacje i urlopy.

Jak najprościej

W jaki sposób uspokoić nawykowy, rozgorączkowany umysł, który nieustannie czegoś chce: nowych wrażeń, atrakcji, niezwykłości, czegoś wyjątkowego, ekstra, nie wiadomo czego? W jaki sposób w prostocie odnaleźć spokój i radość, i… odpocząć? Jak pisze Dominique Loreau („Sztuka prostoty”, „Sztuka umiaru”, „Sztuka minimalizmu”): „Spacerowanie bez konkretnego celu, tylko dla przyjemności czucia, że żyjemy, położenie się na łące i patrzenie w obłoki, przypatrywanie się wodzie w rzece, czy jest coś ważniejszego?”. Niech przyroda będzie naszą nauczycielką. Zanurzmy się w niej, poczujmy jej pulsowanie w sobie, rytm życia istniejący poza niecierpliwym umysłem. Poczujmy, że na tym głębszym, pierwotnym poziomie wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni. Poczujmy ulgę i odprężenie płynące z tego połączenia.

Możemy na przykład zaprzyjaźnić się z drzewem. Drzewo od pradawnych czasów jest symbolem wzrostu, siły, stabilności i wiecznego odnawiania się życia w cyklu przyrody. Artyści, filozofowie i poeci odpoczywali wśród nich, ale też czerpali inspirację i siły twórcze przy „swoich” drzewach. Dla wielu z nas najpiękniejsze, najszczęśliwsze wspomnienia z dzieciństwa to te, gdy mogliśmy przebywać wśród ich gałęzi, chodzić po konarach, budować na nich gniazda lub domki.

Co dzieje się z nami, gdy przebywamy w pobliżu drzew, gdy nawiązujemy z nimi kontakt? Drzewo jest ogromną pulsującą kulą energii życiowej. Przy drzewie niejako podłączamy się do tej energii, co wzmacnia ciało i oczyszcza umysł, który staje się pobudzony, przejrzysty i przewidujący. Dla naszego myślenia, działania i odczuwania otwierają się nowe, nieznane dotąd przestrzenie twórcze, łączymy się z inteligencją serca. Znów czujemy się częścią większej całości, znika odizolowane, cierpiące „ja”. Stąd las od pradawnych czasów uchodził za „studnię młodości” ludzi.

„Znajdź swoje drzewo, a odzyskasz siły”, powiedziała mi mądra kobieta. Odtąd zaprzyjaźniłam się z pewną brzozą. Być może w wakacje zechcemy wybrać sobie drzewo i odwiedzać je. Być może poczujemy wówczas subtelny świat energii, w którym wszystko i wszyscy są zanurzeni. Jak pisali taoiści, drzewo, roślina czy kamień to nic innego jak skrystalizowana energia życiowa. To dlatego nasi przodkowie traktowali drzewa jako żywe, bliskie istoty. Jeszcze nie tak dawno w polskich pałacach, dworkach i wiejskich chatach sadzenie drzewa w podwórku czy ogrodzie, gdy rodziło się dziecko, należało do świętego rytuału. Ta tradycja znana jest we wszystkich niemal kulturach.

Poobserwujmy świat natury wokół nas, zachwyćmy się tym nieprawdopodobnym bogactwem życia, form, barw. Profesor Konrad Lorenz, austriacki przyrodnik, laureat Nagrody Nobla, mieszkał pod jednym dachem ze zwierzętami, rozmawiał z nimi, bo rozumiał ich język. W swoich książkach pisał o tych bliskich mu istotach z wielką czułością. Na przykład o gęsiach: „Kiedy spoglądam za gęsiami, które lecą nisko nad wodą i znikają za zakrętem rzeki, ogarnia mnie nagle zdumienie, że są mi tak bliskie. Pozostaję w zażyłych stosunkach z ptakiem żyjącym na wolności i fakt ten napawa mnie szczególną radością, odnoszę wrażenie, jakbym doznał małego zadośćuczynienia za wypędzenie z raju”. (z książki Konrada Lorenza „…Rozmawiał z bydlętami, ptakami, rybami…”).

Nie żyjemy jak profesor z dzikimi, wolnymi zwierzętami, ale możemy je spotkać w lesie, na łące i spróbować poczuć, że wszyscy żyjemy w rodzinie różnych stworzeń, bliskich i równie ważnych. Ta świadomość przywraca wewnętrzną równowagę.

Chodzenie boso

I jeszcze chodzenie boso. To najlepsze, co możemy sobie dać – donoszą dziś eksperci od geofizyki, biofizyki, elektrotechniki, medycyny (m.in. w książce C. Obera, S. Sinatry, M. Zuckera „Jak czerpać zdrową energię z Ziemi. Uziemienie”). To dzięki nim wiemy, że energia elektryczna Ziemi utrzymuje ład i porządek w częstotliwościach pól naszego własnego ciała, zupełnie niczym dyrygent, który kontroluje rytm i spójność dźwięków w muzyce orkiestry. Zapomnieliśmy, że ziemia pod naszymi stopami to ocean potężnej, bezkresnej, leczniczej energii. Co się dzieje, gdy przez pół godziny chodzimy, stoimy lub siedzimy boso na ziemi, trawie czy piasku? Ciało chłonie wszechobecną, uzdrawiającą energię matki Ziemi, zostaje wręcz skąpane w ujemnie naładowanych wolnych elektronach, co natychmiast przynosi uczucie spokoju i dobrego samopoczucia. Wystarczy przejść się po polu trawy połyskującej poranną rosą, aby poczuć ożywienie, pulsowanie energii i ciepło. Takie uziemienie przywraca i utrzymuje najbardziej naturalny stan elektryczny naszego organizmu, działa kojąco, wzmacniająco, oczyszczająco i uzdrawiająco na systemy naszego organizmu: sercowo-naczyniowy, oddechowy, trawienny, odpornościowy. Przywraca do życia.

„Podróżować jest bosko”, mawia moja przyjaciółka, która z podróży w nieznane czerpie wiele radości. Ja jednak tegoroczny urlop spędzę pod brzozą rosnącą niedaleko mojego niewielkiego domku, w otulinie Puszczy Kampinoskiej. Będę rozmyślać, czytać taoistów, patrzeć na szumiące osikowe liście podświetlone zachodzącym słońcem. Będę wodzić wzrokiem za motylami, zbierać maleńkie ziarnka wiesiołka, robić bukiety z polnych kwiatów, jeździć na targ i kupować zioła, kwiaty, warzywa, owoce, leśne borówki i grzyby. Będę gotować proste jedzenie, ucztować, świętować z mężem i z przyjaciółmi. Może zrobię dietę arbuzową, po której czuję, jakbym odpoczęła do szpiku kości. Będę chodzić boso. Wieczorem rozpalę ognisko, popatrzę w ogień i w gwiazdy. Będę się włóczyć po polach, słuchać koncertu żab i świerszczy. Pojadę na rowerze do Pola Mocy Dębów i poleżę na Słonecznej Polanie wśród maków i chabrów. Będę obserwować synogarliczki, które uwiły gniazdo na świerku w ogródku. Pójdę na wędrówkę po puszczy żwawym krokiem, ale też – innym razem – powolutku, ostrożnie stawiając nagie stopy w puszystym mchu.

Książki o Kubusiu Puchatku kończą się w zaczarowanym miejscu na skraju lasu. Możemy tam pójść. Zaczarowane miejsce jest tam, gdzie my jesteśmy.

  1. Psychologia

Wypoczynek dla umysłu - jak uspokoić gonitwę myśli?

Praktyka uważności to jeden z najlepszych prezentów dla ciała i umysłu (fot. iStock)
Praktyka uważności to jeden z najlepszych prezentów dla ciała i umysłu (fot. iStock)
Wizja leniuchowania, byczenia się na plaży czy nicnierobienia napawa niektórych radością. Innych, zwłaszcza mocno aktywnych zawodowo, myśl o urlopie, nawet bardzo krótkim, przyprawia jednak o frustrację.

Zwykle przed długim weekendem czy wakacjami zajmujemy się planowaniem wyjazdu, a w trakcie urlopu myśleniem o powrocie do domu. Byle nie zatrzymać się na chwili obecnej. Większość ludzi ma problem z odczuwaniem pełnej radości z wolnego czasu. Co tak naprawdę dzieje się z naszym umysłem, kiedy zatrzymujemy działanie?

Przystanek w biegu

Jedną z głównych przyczyn, która sprawia, że urlop zamiast rozluźniać i relaksować, wprawia w poczucie dyskomfortu i stres, jest gonitwa myśli. Gdy spowalniamy działanie, zaczynamy słyszeć swój wewnętrzny dialog. W chwilach, kiedy ograniczamy koncentrację na tym, co na zewnątrz, coraz głośniej słyszymy głos z wewnątrz. Atakuje natłok myśli, powodując złe samopoczucie. Stąd skojarzenie: urlop = spięcie + złe samopoczucie.

Kiedy zdecydujemy się wyjechać na długo oczekiwane wakacje, wbudowany w procesie wychowania krytyk zadręcza nas: „Nie poradzą sobie bez ciebie...”, „Nikt nie zrobi tego tak jak ty...”, „Ludzi nie można zostawić bez kontroli...”, „Po powrocie będę miała zaległości...”. Dziesiątki myśli, których zadaniem jest odciągnięcie od pełnego bycia tu i teraz.

Dlaczego jesteśmy tak mocno uwarunkowani na działanie? Kiedy pytam osoby na co dzień mocno zabiegane: „Co trudnego jest w zatrzymaniu się?”, najczęściej słyszę odpowiedź w postaci przekonania: „nicnierobienie jest okropne”. Jeśli podrążymy głębiej, okazuje się, że ludzie bardzo aktywni określają swoją tożsamość poprzez to, czym zajmują się zawodowo, i często nicnierobienie kojarzy się z byciem nic niewartym.

Lęk sygnałowy

Kiedy jesteśmy na urlopie, leżymy na gorącym piasku owiani morską bryzą, nasze myśli stają się coraz głośniejsze – zaczynamy słyszeć sygnały płynące z ciała, które są źródłem niepokoju. Każdy z nas ma wewnętrzną listę myśli i uczuć, które uważa za złe, wyobrażeń, które sprawiają, że zamartwiamy się o przyszłość (swoją drogą umysł wykazuje ciekawą reakcję na wyłaniające się myśli i uczucia, których chcemy się pozbyć – to, czemu się opieramy, powraca ze zdwojoną siłą). Ciągłe działanie sprzyja utrzymaniu tych myśli poza świadomością. W końcu jednak znajdują przestrzeń na zwrócenie uwagi na siebie – dzieje się to zazwyczaj wtedy, kiedy zatrzymujemy działanie i wypoczywamy. I nagle stajemy się niespokojni. W psychologii taki stan nazywamy lękiem sygnałowym, został on szczegółowo opisany przez Freuda. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że pożywką dla lęku jest właśnie opór. Co możemy zrobić, żeby poczucie winy, zamartwianie się i trudne emocje wynikające z napływu myśli nie zepsuły nam wolnego czasu lub wakacji?

Obserwacja myśli

Jeśli chcemy wypocząć, ale natłok spraw nie pozwala na podjęcie decyzji o urlopie, polecam zgłosić się do specjalisty, który pomoże rozpoznać szkodliwe przekonania. Warto je sobie uświadomić, ponieważ ciało ma wbudowany system samoobrony, i jeśli sami się nie zatrzymamy, to ono znajdzie sposób, aby zmusić nas do refleksji. Polecam zwłaszcza terapię poznawczo-behawioralną lub coaching.

Jeśli jesteśmy na urlopie i zauważamy, że nasze ciało jest spięte, a myśli pełne niepokoju, możemy zastosować tzw. technikę zauważania. Praktyka uważności, zamiast obalać destrukcyjne myśli, uczy patrzeć na nie jak na fale rozchodzące się po wodzie. Kiedy zorientujesz się, że w twoim umyśle pojawiają się myśli, których celem jest walka z tym, co czujesz (najczęściej z lękiem), daj sobie czas, aby emocja, z którą walczysz, stała się intensywna, zostań przy niej i czekaj, aż się uspokoi. Nie oceniaj tego, co czujesz. Idealnym momentem do stosowania tej metody są właśnie wakacje.

Polecam również ćwiczenie obserwowania własnych myśli. Możesz zacząć od kilkuminutowej koncentracji na swobodnym oddechu. Jeśli czułaś niepokój, niebawem pojawią się myśli dotyczące właśnie tego problemu. Daj im powoli rozwinąć się, być może zobaczysz całą historię z nimi związaną. Obserwuj, jak pojawiają się i odchodzą, dając miejsce kolejnym, pozwól im przychodzić bez oceniania – są, a za chwilę ich nie ma. Wyobraź sobie, że jak dmuchawce unoszą się na wietrze lub pękają jak bańki mydlane i tworzą się na nowo, po to, żeby znów zniknąć.

W tej metodzie nie chodzi o to, żeby zmienić myśli, ale by się z nimi nie identyfikować. Kiedy nabierzesz trochę wprawy, dialog wewnętrzny nie zepsuje ci magicznego wakacyjnego czasu, a jeśli przyłożysz się solidnie do tego ćwiczenia, jest spora szansa, że twoje życie zacznie przypominać wieczne wakacje.

Dorota Hołówka, psycholożka, terapeutka pracy z ciałem, certyfikowana terapeutka pracy z traumą.