1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Pomoc potrzebna od zaraz

Pomoc potrzebna od zaraz

W Singapurze, Chinach, Hongkongu czy bajecznie bogatych Emiratach Arabskich prawie każda kobieta ma pomoc domową. W najzamożniejszych domach zazwyczaj na stałe, mieszkającą z rodziną i mającą swój własny pokój. Tam nikt nie uważa, że to oznaka słabości. I tego, że kobieta nie radzi sobie z byciem mamą czy zajmowaniem się domem.

Zatrudnienie pomocy domowej czy niani to nie wstyd i nie świadczy o tym, że nie radzisz sobie z obowiązkami. Wręcz przeciwnie. Sprawdź, co możesz dzięki niej zyskać.

Dla mężów, rodziców, teściowych to naturalne, że potrzebuje czasu dla siebie oraz na to, żeby zadbać o relację z partnerem, rozwijać się, kontynuować karierę. To przejaw akceptacji faktu, że żadna kobieta nie jest Wonder Woman i jej doba też ma tylko dwadzieścia cztery godziny. I nie ma powodu, aby poświęcała swoje szczęście, dobre samopoczucie czy zdrowie dla próby sprostania nierealnym i sztucznie wykreowanym ideałom.

Dodatkowy miesiąc w roku

Arytmetyka jest prosta. Codzienne sprzątanie, gotowanie, pranie, prasowanie nie trwa sekundy. Średnio, według badań, spędzamy na nich dwie godziny i piętnaście minut dziennie. Nie wliczając w to nawet zakupów i opieki nad dzieckiem. Jak wyliczyli w tym roku naukowcy z Wielkiej Brytanii to o połowę więcej niż poświęcają na te same czynności nasi partnerzy. Tygodniowo to prawie piętnaście godzin, rocznie wychodzi ponad miesiąc. Nic dziwnego, że w tym wirze domowych obowiązków, musisz żonglować karierą, opieką nad dzieckiem czy sportem. I desperacko próbujesz znaleźć jeszcze czas na chwilę relaksu dla siebie, zadbanie o swoje ciało i umysł. Na odpoczynek, który zbyt często umieszczasz na ostatnim miejscu. Właśnie dlatego powinnaś pomyśleć o pomocy domowej. Nie musi spędzać przecież z tobą ośmiu godzin dziennie, siedem dni w tygodniu. Jeśli nie masz na to funduszy, nie musisz zatrudniać jej w ogóle na stałe, ale tylko dorywczo, gdy akurat potrzebujesz chwilowego wsparcia. Na przykład do umycia okien, posprzątania raz na jakiś czas w mieszkaniu, ugotowania obiadu dla całej rodziny gdy ty będziesz relaksować się w wannie, pomocy w ogrodzie. Wtedy możesz zrobić to przez portal internetowy, na którym zaznaczasz jaka usługa i w jakim mieście cię interesuje, na przykład . Trwa to chwilę i jest całkowicie bezpieczne.

Pomoc idealna

Przed zatrudnieniem pomocy domowej nie powstrzymują cię finanse, ale straszne historie jakich nasłuchałaś się od znajomych? Kradzieże, ogołocona lodówka po każdej wizycie, a w najgorszym wypadku źle posprzątane mieszkanie. Owszem takie rzeczy się zdarzają, dlatego musisz podejść do tego, jak do szukania nowego mieszkania - w pełni profesjonalnie. Odpowiedź na ogłoszenie wywieszone na drzwiach supermarketu czy klatki schodowej albo dorywcze zatrudnianie żony portiera to słaby pomysł. Zacznij od podpytania znajomych. Zaufane osoby, z którymi pracują od lat, będą najlepszą rekomendacją. Albo skorzystaj z profesjonalnych portali internetowych, ale takich, które weryfikują ogłaszające się osoby i na których możesz potem ocenić usługę, jak na . W ten sposób będziesz mieć gwarancję, że zatrudnisz wiarygodną osobę, której będziesz mogła powierzyć bez stresu swój dom, nie obawiając się, że pod twoją nieobecność urządzi w nim np. imprezę.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Praca i partnerstwo – jak sobie radzić, gdy oboje pracujemy z domu? Co pokazują badania?

Wspólna praca pod jednym dachem wymaga nowych rozwiązań. (fot. iStock)
Wspólna praca pod jednym dachem wymaga nowych rozwiązań. (fot. iStock)
Kwarantanna, społeczny dystans, praca zdalna – nowa, zwykle dość trudna rzeczywistość dla większości z nas to skutek epidemii Covid-19. Jedyne, co nam pozostaje, to najczęściej przebywanie w towarzystwie najbliższej rodziny, partnera i domowników. Nigdy wcześniej nie byliśmy zmuszeni do tak intensywnego łączenia pracy z życiem rodzinnym. Dla wielu par to prawdziwe wyzwanie, aby na niewielkiej wspólnej przestrzeni połączyć swoje życia zawodowe z rodzinnymi i domowymi obowiązkami.

Niegdyś praca zdalna traktowana była jako benefit. Jednak, upragnione przez niektórych, przeniesienie życia zawodowego do domu może obfitować w wiele negatywnych skutków. Trudności z rozdzieleniem domowych i zawodowych czynności, które się obecnie pojawiają nie dotyczą nas indywidualnie (chyba, że mówimy o singlach). Przekładają się one coraz bardziej na nasz związek i rodzinę.

Jak w czasie pandemii radzą sobie pary w Polsce? Jak zareagowały na nagłą konieczność pracy zdalnej? Jak radzić sobie skutecznie z tymi nowymi wyzwaniami? – Zjawisku przyjrzał się dokładniej zespół badaczek z Uniwersytetu SWPS. Pierwszą część badań zrealizowano w ramach projektu „Pary w pandemii: radzenie sobie z konfliktami praca-dom i dom-praca w warunkach dystansu społecznego.”

- Okazało się, że z tą nagłą i wymuszoną pracą zdalną wiąże się cały wachlarz psychospołecznych konsekwencji. Z jednej strony badani podkreślali jej korzystne aspekty, jak oszczędzanie czasu związanego z dojazdami do firmy, poczucie mniejszego pośpiechu w ciągu dnia, czy pogłębienie relacji z partnerem lub partnerką. Z drugiej strony okazało się, że praca w firmie ma też sporo korzyści. Naszym rozmówcom brakowało codziennych rytuałów (jak ubieranie i malowanie się do pracy), czy kontaktów „na żywo” ze współpracownikami. Częstym problemem było poczucie ciągłego bycia w pracy i trudności w „odłączeniu się” od niej – podsumowuje dr Anna Studzińska.

Nigdy nie wychodzę z pracy… Konflikty praca-dom

Czego możemy się spodziewać przy połączeniu tych dwóch różnych światów? Otóż, jak zaznaczają autorzy badania „połączenie strefy zawodowej i domowej może prowadzić do pojawienia się lub nasilenia dwóch konfliktów: praca-dom i dom-praca.
  1. Konflikt praca-dom zachodzi, gdy wymagania i napięcia związane z pracą oddziałują na zdolność pracownika do wywiązywania się z obowiązków rodzinnych.
  2. Natomiast konflikt dom-praca odzwierciedla sytuację, w której wymagania związane z życiem rodzinnym ograniczają możliwość wykonywania obowiązków zawodowych.”
W obecnej sytuacji epidemicznej oba te konflikty zwykle się przenikają i jedno zadanie odbywa się kosztem innego. W sytuacji, gdy do obowiązków domowych dodamy jeszcze opiekę nad dziećmi, siłą rzeczy przeważał będzie konflikt dom-praca. W tej grupie badanych stosowanie różnych strategii wymaga albo dużej elastyczności, albo jest zwyczajnie niemożliwe. Rodzice, zamiast zajmować się planowaniem czasu i przestrzeni, po prostu reagują na sytuację na bieżąco.

Z kolei wiele par, nie obarczonych opieką nad dziećmi, wypracowało sobie konkretne modele działania. Ekspertki wskazały tutaj na dwie strategie radzenia sobie z konfliktem między pracą a domem: separacja oraz integracja. W pierwszej grupie badani wyznaczali ostre granice między pracą a domem, co dotyczyło zarówno fizycznego oddzielenia przestrzeni (zaadoptowanie nowej przestrzeni z przeznaczeniem na biuro) jak i psychologicznego rozdzielenia tych obszarów (przykłady? – wyznaczenie stałych godzin pracy i nieprzekraczanie wyznaczonego czasu, czy nawet nierozmawianie na tematy służbowe po zakończeniu służbowych obowiązków). Tymczasem w drugiej grupie, tak zwanych integratorów, oba światy dość płynnie przeplatały się ze sobą. Nie tylko nie przeszkadzał im taki stan rzeczy. Integratorzy doceniali nawet, że mogą planować działania zawodowe w czasie wykonywania obowiązków domowych (np. w trakcie sprzątania, gotowania) lub zrobić sobie przerwę w pracy kiedy tego potrzebują i poświęcić ją na chwilę odpoczynku.

- Wymagania, z którymi musimy radzić sobie na co dzień – zarówno te zawodowe, jak i związane z obowiązkami domowymi – wymagają od nas wysiłku, dlatego wyczerpują nas fizycznie i psychicznie. Wypracowane przez pary strategie to sposoby na redukowanie obciążeń, zarówno wprost, przez zmniejszanie ich natężenia, jak i pośrednio – poprzez dostarczenie zasobów do lepszego radzenia sobie z nimi – tłumaczy dr Ewelina Smoktunowicz.

Jak wygląda domowa „pandemiczna” regeneracja?

Część strategii, które wypracowało sobie wiele par, dotyczyło tego, w jaki sposób skutecznie odpoczywać i regenerować siły. Jak wymieniają psycholożki „sport, kontakt z naturą (gdy pozwalały na to obostrzenia epidemiologiczne) czy hobby były sposobem na relaks, ale również odreagowaniem niepewności wywołanych zmieniającą się rzeczywistością. Podobną funkcję spełniało poszukiwanie wsparcia bliskich lub specjalistów, a także pogłębianie i rozwijanie relacji z partnerem lub partnerką. Częstą praktyką było także redukowanie nadmiaru obowiązków, np.: poprzez robienie zakupów przez Internet, ograniczanie liczby spotkań czy nawet zmniejszenie wymiaru etatu.”

- Kobiety są bardziej obciążone zadaniami w domu niż mężczyźni. Dodatkowo rola pracy w ich życiu jest postrzegana jako mniej centralna. W naszym kolejnym badaniu przyjrzymy się temu, w jaki sposób strategie podziału obowiązków pomagają parom w radzeniu sobie z konfliktami ról, gdy obie osoby pracują z domu. (…) – przewiduje dr Marta Roczniewska.

Źródło: mat. pras. SWPS. na podstawie badań zrealizowanych, w ramach projektu „Pary w pandemii: radzenie sobie z konfliktami praca-dom i dom-praca w warunkach dystansu społecznego. Intensywne badanie podłużne w diadach”, przez dr Martę Roczniewską, dr Ewelinę Smoktunowicz, Ewę Makowską-Tlomak  z Uniwersytetu SWPS oraz dr Annę Studzińską z Akademii Ekonomiczno-Humanistycznej w Warszawie.

  1. Styl Życia

Praca zdalna. Czy będziemy pracować lepiej? - Wyniki badań

Z pewnością plusem jest to, że praca zdalna wyklucza stanie w korkach i pozwala zaoszczędzić czas, który przeznaczaliśmy na dojazd do biura. (fot. iStock)
Z pewnością plusem jest to, że praca zdalna wyklucza stanie w korkach i pozwala zaoszczędzić czas, który przeznaczaliśmy na dojazd do biura. (fot. iStock)
Kiedyś benefit, obecnie odpowiedź na pandemię, w przyszłości prawdopodobnie standardowa i powszechna forma pracy. Praca zdalna – jak powinniśmy się do niej przygotować? – wyjaśnia Malwina Puchalska-Kamińska, psycholożka i trenerka biznesu Uniwersytetu SWPS.

Dla wielu osób praca zdalna to duże wyzwanie i konieczność przeorganizowania całego życia (opieki nad dziećmi, codziennych obowiązków). Dla innych taka forma pracy jest wymarzonym wręcz rozwiązaniem. Mogą pracować w pełnym skupieniu w domowym zaciszu, na działce lub na pięknie urządzonym balkonie – wybór scenerii w letnim okresie zależy już tylko od nich. Obojętnie jak na to patrzymy i jaką mamy sytuację w domu – praca zdalna stała się, póki co, koniecznością.

Większość korporacji oficjalnie ogłosiła, że do końca roku pracownicy utrzymają zdalny charakter pracy. W niektórych firmach padły już deklaracje, że i po pandemii praca zdalna pozostanie główną formą wykonywania obowiązków zawodowych.

Jakie niesie to konsekwencje dla pracowników? Przed jakimi wyzwaniami stoją pracodawcy? Zdaniem psycholożki Malwiny Puchalskiej – Kamińskiej warto zwrócić uwagę na kilka aspektów.

Praca zdalna a poczucie satysfakcji z wykonywanej pracy

Badania przeprowadzone przez IBM (International Business Machines Corporation) w kwietniu 2020 roku w Stanach Zjednoczonych ujawniły, że 54% pracowników chętnie pracowałoby głównie zdalnie, nawet po zakończeniu pandemii. Badania Owl Labs i Global Workplace Analytics z 2019 roku, a więc jeszcze sprzed czasu pandemii, pokazały, że praca zdalna niesie za sobą wiele korzyści. Taka praca to szansa na, m.in.: większą wydajność i koncentrację, mniejszy poziom stresu oraz lepszy balans między życiem prywatnym a zawodowym. Warto dodać, że pracownicy, którzy pracowali na cały etat zdalnie deklarowali aż o 22% większe zadowolenie z pracy niż ci pracujący wyłącznie z biur. Jednak korzyści z pracy zdalnej, według autorów badania, ukazują się przede wszystkim wtedy, gdy pracownicy otrzymują wsparcie w tym zakresie i są przeszkoleni z takiej formy aktywności.

Nowe realia – nowe wyzwania

Jak wyjaśnia psycholożka: - Nie wszystkie organizacje i managerowie radzą sobie z zarządzaniem pracą w formie zdalnej. Z moich obserwacji wynika, że polscy szefowie często obawiają się utraty kontroli nad pracownikiem, gdy nie widzą go w biurze. W niektórych firmach pracownicy odbierają telefony od swoich przełożonych co godzinę, gdyż ci chcą sprawdzić, czy pracownicy na pewno wykonują swoje obowiązki. Taka forma kontroli nie tylko potęguje stres pracownika, ale i zmniejsza efektywność pracy. Badania prowadzone nad open space już dawno wykazały, że środowisko pracy bogate w dystraktory i pozbawione intymności obniża efektywność pracowników. Co prawda korporacyjny open space w domach nam nie grozi, ale notoryczne przerywanie pracy owszem, jeżeli zabraknie jasnych i wspierających pracę zdalną reguł. W niektórych firmach, przy zgodzie managera, zespoły umówiły się między sobą na „godziny ciszy”. Każdy z pracowników raz w tygodniu może wybrać przedział czasowy, w którym skupia się jedynie na indywidualnej i wymagającej skupienia pracy. W tym czasie współpracownicy nie bombardują go telefonami ani mailami i, co więcej, zastępują takiego pracownika w kontaktach z klientami zewnętrznymi. Kolejną praktyką, która sprawdza się w pracy zdalnej i zapobiega konfliktom, jest jawne ustalenie czasu pracy i przerw (np. ustalenie przedziału czasowego, w którym nie organizuje się telekonferencji). Takie rozwiązania z jednej strony są elastyczne i pozwalają pracownikom dostroić pracę do życia domowego, z drugiej strony dają poczucie bezpieczeństwa, ponieważ wyznaczają jasne granice w pracy.

Wirtualne przerwy na kawę

Coraz więcej badań nad pracą w czasie pandemii pokazuje, że pracownikom „zdalnym” brakuje kontaktów społecznych. Dlatego dobrą praktyką w obszarze dbania o relacje są rytuały i zwyczaje, które wynikają z oddolnej inicjatywy pracowników. Przykładem mogą być on-linowe przerwy na kawę, czyli czas, w którym pracownicy łączą się ze sobą o stałej porze, np. o 11.00-11.15, żeby porozmawiać o wszystkim, tylko nie o pracy. Taka norma wspólnych wirtualnych spotkań pozwala zastąpić to, co do tej pory spontanicznie wydarzało się w kuchni. W jednym z eksperymentów prowadzonych pod kierunkiem Alexa Pentlanda z Massachusetts Institute of Technology pokazano, że rytuał wspólnych przerw kawowych w pracy wpływa nie tylko na relacje, ale i efektywność pracowników. Co prawda eksperyment ten odbywał się w biurze w czasie przed pandemią, lecz mimo wszystko pokazał, jak ważny jest czas na nieformalne kontakty w pracy.

Praca zdalna to często wydłużony czas pracy

Badania zrealizowane przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie Gumtree w kwietniu 2020 roku ujawniły, że ponad dwie trzecie osób pracujących zdalnie przyznaje, że przekracza standardowe godziny pracy. Wśród najczęściej wymienianych przyczyn takiego stanu rzeczy ankietowani wymienili: wykonywanie dodatkowych, niezwiązanych z pracą czynności (46%), zbyt długie przerwy (30%), z kolei 17% respondentów wskazało, że powodem nadgodzin są problemy ze skonsultowaniem tematów z przełożonymi czy współpracownikami. Szczególnie ma to znaczenie dla pracowników młodych stażem, którym w obecnej sytuacji trudniej jest pozyskać wsparcie od współpracowników. Co ważne, powyższe wyniki nie oznaczają, że pracownicy podczas home office pracują mniej – natomiast pokazują, że mają oni większą trudność w osiąganiu efektywności, rozumianej jako sprawne wykonywanie swojej pracy w założonym czasie. W biurze bardziej się mobilizujemy. Większość osób, po wyjściu z pracy, biegło do swoich domowych obowiązków i opuszczenie biura oznaczało dla nich odcięcie się od służbowych obowiązków. Praca zdalna, którą wykonujemy w domu, nie daje nam często tego komfortu.

„Work smart not hard”

Nawiązując do wspomnianych wcześniej badań nad pracą zdalną z 2019 roku, warto przypomnieć, że pracy z domu można się nauczyć. Z jednej strony taka praca wymaga przejrzystych i elastycznych zasad, z drugiej strony sprawdza się, gdy pracownicy mają w tym obszarze kompetencje, np. związane z planowaniem i radzeniem sobie z dyrektorami. Może więc pandemia będzie czasem, gdy zdamy sobie większą sprawę z tego, że potrzebujemy pracować mądrze i efektywnie, a nie dużo i ciężko. Wspierać mogą nas w tym nie tylko nowoczesne narzędzia pracy i transparentne zasady, ale i inwestycje w rozwój takich kompetencji u pracowników, jak samodzielność i samoorganizacja – podkreśla Malwina Puchalska-Kamińska.

Źródło: Uniwersytet SWPS

  1. Psychologia

Praca zdalna - jak to wygląda naprawdę

Praca zdalna - jak to wygląda naprawdę (Fot. iStock)
Praca zdalna - jak to wygląda naprawdę (Fot. iStock)
W czasie pandemii koronawirusa świat przestawił się na pracę zdalną – w tych wszystkich zawodach, w których jest to możliwe. A nawet w tych, w których dotąd wydawało się to niemożliwe. Jak sobie z nią poradzić. Opowiem wam, jak to wygląda w rzeczywistości.

W czasie pandemii koronawirusa świat przestawił się na pracę zdalną – w tych wszystkich zawodach, w których jest to możliwe. A nawet w tych, w których dotąd wydawało się to niemożliwe. Jak sobie z tym poradzić? Opowiem wam, jak to wygląda w rzeczywistości.

Ja pracuję zdalnie od wielu lat. Teraz jeszcze zdalnie studiuję, bo uczelnie zawiesiły tradycyjne zajęcia i przeszliśmy w tryb online. Sama wychowuję dwie córki (obecnie uczą się zdalnie w szkole podstawowej i liceum), mam w domu psa i kota (zwykle aktywizują się w czasie moich spotkań na wideoczatach).

Czasami, kiedy czytam teksty pełne porad, jak zorganizować sobie czas podczas pracy z domu, by zachować dobre zdrowie psychiczne, ogarnia mnie niepohamowana wesołość. Chcę być dobrze zrozumiana: wiele z tych rad brzmi sensownie, jeśli ktoś mieszka sam, w pełni kontroluje swój rozkład zajęć, ma odpowiednie cechy osobowości i żadnych problemów technicznych ze sprzętem (komputer, router itp.).

Moja rzeczywistość jest inna. Podobnie opisują sprawy moi znajomi – ludzie z dziećmi, niewielkimi mieszkaniami, obowiązkami domowymi, pracujący twórczo, potrzebujący do wykonywania zadań choć odrobiny spokoju.

Dlatego wszystkim, którzy czują, że praca zdalna ich przerasta, chcę powiedzieć, że:

- to nie jest twoja wina, jeśli pracowanie z domu źle idzie. Bardzo trudno jest nagle przestawić się taki tryb wykonywania zadań, a jednocześnie zajmować się rodziną

– bo siłą rzeczy w domu trudno odciąć się od partnera, dzieci, domowych zwierzaków. Nie myśl, że coś jest z tobą nie tak. Inni (np. twoi koledzy, koleżanki) też tego nie ogarniają, zapewniam;

- to jest normalne, że dzieci domagają się uwagi i zaspokajania swoich potrzeb. Popularna w mediach społecznościowych grafika Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o tym, żeby dzieciom dać puzzle i zachęcić do cichej zabawy, gdy rodzice pracują, jest oderwana od rzeczywistości. Rodzic pracuje 8 godzin dziennie. Jeśli jakiś kilkulatek jest w stanie bawić się cicho i samotnie przez 8 godzin dziennie, to zaniepokoiłabym się jego rozwojem emocjonalno-społecznym.

- wielu rodziców pisze w mediach społecznościowych o tym, że zamiast pracować zmieniają się w nauczycieli swoich dzieci, bo tak dużo trudnego materiału dostają w ramach zajęć online uczniowie. Mam głębokie przekonanie, że taka sytuacja nie jest normalna i warto się nad nią zastanowić. Z nauczycielem też da się spokojnie porozmawiać i powiedzieć, jak sprawa wygląda z punktu widzenia rodzica. Wielu nauczycieli twierdzi, że po to wysyłają dużo zadań, by zająć czymś dzieciaki, gdy ich rodzice zdalnie pracują. Wygląda więc na to, że wszyscy chcą dobrze, ale może nie do końca się dogadali. Warto pozwolić dziecku na pracę samodzielną i na popełnianie błędów. Nauczyciele, z którymi pracuję zawodowo, mówią, że praca domowa wykonana przez rodzica to duże utrudnienie w procesie nauczania. Jeśli dziecko popełnia błędy, nauczyciel widzi, czego nie rozumie i nad czym trzeba popracować. Tylko taka wiedza daje możliwość współpracy i rozwoju.

- nie ma uniwersalnych rad, jak poradzić sobie ze zdalną pracą i zachować równowagę psychiczną. Bo też każdy z nas czego innego potrzebuje do zachowania owej równowagi. Introwertyk pracując w skupieniu nad raportem lub tekstem będzie całkiem zadowolony. Ekstrawertyk bez przerw na telefon do znajomych z pracy, bez chwili rozmowy z kimś bliskim, kto rozumie jego położenie, będzie się czuł jak lew uwięziony w klatce. Osoba lękowa może mieć duży problem z utrzymaniem w ryzach niepokoju, jaki wywołuje epidemia. Ktoś, kto do dobrego samopoczucia potrzebuje mocnych wrażeń, może się w sytuacji zagrożenia czuć pełen energii. Jesteśmy bardzo różni i na każdego działa co innego. Warto zaufać sobie i zamiast słuchać dobrych rad, posłuchać swojego wewnętrznego głosu. „Czego teraz potrzebuję? Co mnie regeneruje? Co mi przeszkadza?” Niech odpowiedzi na te pytania będą wskazówką.

- czytałam tekst, w którym radzono, by nie siadać do pracy w piżamie i szlafroku. I brzmi to sensownie, warto dbać o rozgraniczenie strefy relaksu i pracy. Tylko jest wielu rodziców, dla których jedyną szansą na spokojne wykonanie obowiązków jest pobudka o piątej rano i cichutkie włączenie komputera, zanim się dzieci obudzą. Dlatego nauczyłam się pracować także w piżamie i nie robić sobie z tego powodu wyrzutów. Dzielę zadania na takie, które wymagają skupienia (robię to bladym świtem lub w nocy) i takie, przy których domownicy mogą się kręcić wokół mnie. Ustaliłam z dziećmi, że są takie chwile, kiedy nie należy do mnie mówić, bo nie udzielę sensownej ani wiążącej odpowiedzi, za to się zdenerwuję. Mamy swój sygnał – podnoszę rękę i otwartą dłonią przekazuję sygnał: „Stop”. Staram się pamiętać o tym, że ktoś czegoś ode mnie chciał i gdy moment skupienia mija, pytam, o co chodziło. Zaskakująco często nie chodziło o nic ważnego i właściwie osoba pytająca sama znalazła rozwiązanie.

- niektórzy radzą, żeby wydzielić sobie do pracy spokojne miejsce i nie jeść tam posiłków. To też ma sens, jeśli ktoś posiada dom z jadalnią i gabinetem. W moim blokowym mieszkaniu nie ma takich warunków. Przy tym samym stole pracuję, córka odrabia lekcje, a potem jemy obiad. Nie mam siły za każdym razem sprzątać ze stołu wszystkich naszych notatek i książek. Pilnuję tylko, by nigdy nie stał między nami komputer ani nie leżał telefon. Te chwile bliskości są potrzebne, idealny porządek mniej.

- jako dziennikarka często prowadzę przez telefon czy wideoczat rozmowy, podczas których naprawdę trzeba móc zebrać myśli. Gdybym miała dobry zasięg w łazience, to pewnie tam bym się zamykała. Znajoma, mama trójki dzieci, ostatnio prowadziła duży wywiad zamknięta w pralni. Ja zwykle rozmawiam na poważne tematy pomiędzy przytulankami w pokoju córki. Czasami podczas rozmowy kot próbuje przegryźć mi kabel od słuchawek albo huśta się na zasłonie. Dlatego mam zawsze przy sobie spryskiwacz do kwiatków i w podbramkowej sytuacji odstraszam zwierzaka (nie wypada, by mój rozmówca słyszał to, co mam ochotę powiedzieć kotu). To nie jest trudniejsze niż praca w open-space, tylko wymaga treningu. Mnie pomaga ćwiczenie uważności (mindfulness).

- gdy muszę się zmobilizować do wydajnej pracy, wyłączam WiFi w komputerze. W przeciwnym razie powiadomienia, które co chwila pojawiają się na ekranie, wprowadzają chaos w myślach. Naukowcy wyliczyli, że przestawienie się uwagi zabiera około 20 minut czasu, dlatego tak wiele wysiłku kosztuje zajrzenie „na chwilę” do poczty albo na portal społecznościowy.

- warto zadbać o przerwy w pracy. O moje dba pies. Sprawdziłam na sobie to, czego dowodzą badania – rzeczywiście dziesięciominutowy spacer znacznie lepiej pobudza umysł niż kawa czy batonik. Bez psa też można się poruszać – otworzyć okno, zrobić kilka ćwiczeń. U mnie w domu stoi mały steper, kiedyś miałyśmy trampolinę – te sprzęty pomagają pobudzić krążenie krwi, dotlenić mózg (ale nie są konieczne, poskakać można i na podłodze).

- to, co najtrudniejsze w pracy z domu (przynajmniej dla mnie) to rozdzielenie: kiedy pracuję, a kiedy odpoczywam. Przy wysokiej sumienności wpadam w pułapkę pracy od świtu do późnej nocy. To bardzo drenuje z energii, a przecież każdy z nas potrzebuje regeneracji. Staram się o określonej porze założyć słuchawki i krzątając się po kuchni wysłuchać serwisu informacyjnego (nie puszczam go w telewizji ani w radio, bo nie chcę windować poziomu lęku w dzieciach). Sprzątam, robię kolację. To jest moja granica między pracą a domem, mój powrót z szychty. Pewnie każdy może mieć na to swój pomysł.

Joanna Szulc, dziennikarka, autorka książek „Sama mama”, „Sensoryczne niemowlę”, „Jest z nami dziecko"

  1. Styl Życia

Dziś Światowy Dzień Oceanów

Morze Bałtyckie (Fot. Wojciech Radwan/ Program Naturalnie Bałtyckie)
Morze Bałtyckie (Fot. Wojciech Radwan/ Program Naturalnie Bałtyckie)
8 czerwca to doskonała okazja, by przypomnieć o konieczności ochrony mórz i oceanów, bo ich kondycja w dużej mierze zależy od działalności człowieka. Organizator akcji społecznej Naturalnie Bałtyckie podpowiada co każdy z nas może robić, byśmy mogli cieszyć się ich naturą i w pełni korzystać z dobrodziejstw ich zasobów.

Jak mogę chronić wody i zasoby mórz i oceanów?

Morza i oceany zajmują ponad 70% powierzchni naszej Planety. Produkują większość dostępnego tlenu, regulują klimat oraz stanowią ważne źródło pożywienia dla ponad 3 mld ludzi na Ziemi. Dziś z powodu nieodpowiedzialnej działalności człowieka ekosystemy morskie są zagrożone. Żeby zahamować i odwrócić ten proces potrzebne są zdecydowane działania, te odgórne, systemowe, ale także i nasze codzienne nawyki mogą wspierać i chronić wody mórz i oceanów.

Wszechobecny plastik

Jednym z największych, globalnych problemów mórz i oceanów są ogromne ilości plastikowych śmieci. Co roku blisko 10 milionów ton plastiku dostają się do wód. Z powodu plastikowych odpadów rocznie ginie ponad milion morskich ptaków i sto tysięcy morskich ssaków, a mikroplastik staje się wszechobecny także w naszym pożywieniu. Dla dobra środowiska i nas samych musimy ograniczyć zużycie plastiku na rzecz tworzyw biodegradowalnych. Dlatego nie kupujmy wody w plastikowych butelkach, tylko pijmy tę z kranu, korzystajmy z bardziej ekologicznych wielorazowych opakowań, a na zakupy zabierajmy ze sobą woreczki wielorazowe na warzywa i owoce, czy torbę bawełnianą zamiast plastikowej reklamówki. Segregujmy także odpady – w szczególności te, które mogą być poddane recyklingowi.

Morze Bałtyckie (Fot. Wojciech Radwan/ Program Naturalnie Bałtyckie)Morze Bałtyckie (Fot. Wojciech Radwan/ Program Naturalnie Bałtyckie)

Ocieplenie klimatu

Olbrzymim zagrożeniem dla ekosystemów morskich są zmieniający się klimat i rosnące temperatury, wynikające z działalności człowieka. Cieplejsze wody oceanów to coraz mniej tlenu, mniej składników odżywczych i zmieniający się skład chemiczny wody. To powoduje, że wiele organizmów morskich zmuszonych jest do migracji, porzuca swoje dotychczasowe siedliska, co zaburza funkcjonowanie łańcuchów pokarmowych. Zmieniają się typowe rozmieszczenia populacji dzikich ryb, co także pogarsza warunki życia lokalnych społeczności związanych z rybołówstwem. Każdy stopień wyżej średniej temperatury atmosferycznej to blisko 3 mln ton ryb mniej. Według ekspertów z powodu zmian klimatycznych roczne połowy mogą zmniejszyć się nawet o 50 %. Dlatego jednym z podstawowych zadań współczesnego człowieka jest zmniejszenie emisji dwutlenku węgla. Każdy z nas może zmniejszyć jego emisję wybierając komunikację miejską lub rower, zamiast samochodu, czy zmniejszając spożycie mięsa, bo przemysłowa produkcja mięsa jest odpowiedzialna za emisję 18% gazów cieplarnianych, to więcej niż wszystkie środki transportu (statki, samochody, samoloty itp.)

Chrońmy Morze Bałtyckie

Przy okazji Światowego Dnia Oceanów warto także pochylić się nad problemami naszego dobra narodowego, jakim jest Morze Bałtyckie. Bałtyk jest zbiornikiem półzamkniętym. Wymiana jego wód zachodzi jedynie z Morzem Północnym, za pośrednictwem wąskich i płytkich Cieśnin Duńskich. Pełna wymiana wód trwa do 30 lat. Dlatego wszelkie zanieczyszczenia będą zalegały w nim przez lata.

Jednym z najpoważniejszych negatywnych zjawisk Bałtyku jest eutrofizacja oznaczająca przeżyźnienie środowiska wodnego, które zachodzi na skutek zbyt dużych ilości związków azotu i fosforu (biogeny) w wodzie powodujących masowy zakwit glonów i sinic. Obumierające glony opadają na dno zbiornika, gdzie ulegają rozkładowi tworząc pustynie beztlenowe tzw. martwe strefy, w których zamiera życie. Biogeny pochodzą ze ścieków, z przemysłu, ale aż w 50% z rolnictwa. Rolnictwo masowo wykorzystuje w swojej działalności nawozy sztuczne, które wodami gruntowymi, wpływają do rzek, a następnie do Bałtyku. Dlatego kupując warzywa i owoce wybierajmy te uprawiane naturalnie, bez użycia nawozów sztucznych, co będzie zdrowsze nie tylko dla nas samych, ale także korzystniejsze dla wód Morza Bałtyckiego.

Morza i oceany możemy chronić także podejmując właściwe decyzje przy zakupie ryb do konsumpcji. Kupując ryby, wybierajmy te, które wyławiane są w naszym kraju. Wspieramy w ten sposób rodzime rybołówstwo, ale także przyczyniamy się do zmniejszenia śladu węglowego. Ryby łowione poza Bałtykiem, muszą być transportowane tysiące kilometrów, a to wiąże się ze znacznie większym zużyciem paliwa.

Aby mieć pewność, iż sposób połowu ryb nie ma wpływu na stan dzikich populacji stawiajmy na mniej popularne gatunki. Wysoki popyt na niektóre ryby może prowadzić do przetrzebienia stad. Dlatego spróbujmy mniej popularnych ryb bałtyckich i do tego takich, których populacja nie jest zagrożona np.: storni (popularnie zwanej flądrą), czy szprota.

9 nawyków, które chronią morza i oceany

  1. używaj mniej plastiku
  2. pij wodę z kranu
  3. segreguj śmieci
  4. nie śmieć na ziemię, bo każdy odpad kanalizacją, a potem rzekami może trafić do morza
  5. przesiądź się na rower lub korzystaj z transportu publicznego,
  6. jedz mniej mięsa
  7. kupuj naturalne warzywa i owoce
  8. używaj naturalnych środków czyszczących, detergentów i kosmetyków
  9. kupując ryby wybieraj te ze zrównoważonych łowisk
  1. Styl Życia

Flow Joga – przyjemność bycia w ciele

Flow Joga stwarza idealne warunki sprzyjające pojawieniu się stanu przepływu, a tym samym potencjalnej transformacji i wewnętrznej integracji. (Fot. iStock)
Flow Joga stwarza idealne warunki sprzyjające pojawieniu się stanu przepływu, a tym samym potencjalnej transformacji i wewnętrznej integracji. (Fot. iStock)
Flow Joga to powrót do naturalności, do tego, za czym tęsknimy, nie tylko w jodze, także w życiu. Powrót do stanu jedności ciała, duszy i umysłu.

Nie można nauczyć się Flow Jogi, ale można sobie przypomnieć, że „już nią jesteśmy", można przypomnieć sobie, jak wielka przyjemność płynie z bycia w swoim ciele, w stanie flow. Wtedy tracimy poczucie czasu, jesteśmy totalnie zaabsorbowani wykonywaną czynnością.

Płynąc na fali, mamy poczucie bycia w kontakcie ze swoją prawdą, ze swoją naturą, a jednocześnie czujemy się częścią pulsującego życiem świata, częścią wspólnoty ludzkości.

Flow to naturalny stan umysłu. Pojawia się on wtedy, gdy wykonujemy jakąś czynność dla samej przyjemności wykonywania jej. Dysponujemy wówczas wysokim poziomem energii, otwieramy się na swobodny przepływ kreatywności i radości z życia. Każdy kiedyś tego doświadczył, jednak osoby, które na co dzień, w życiu prywatnym i w pracy są w stanie przepływu, należą do rzadkości.

Flow Joga stwarza idealne warunki sprzyjające pojawieniu się stanu przepływu podczas zajęć, a tym samym potencjalnej transformacji i wewnętrznej integracji. Im częściej doświadczamy flow na zajęciach jogi, tym większe prawdopodobieństwo, że flow spontanicznie zacznie pojawiać się w codziennym życiu. Wykorzystujemy do tego celu rytm, muzykę, naturalny oddech, ruch oraz uważność.

Czego uczy Flow Joga?

Flow Joga uczy, jak płynąć z nurtem życia, jak stawiać czoła wyzwaniom, nie tracąc wewnętrznego spokoju i kontaktu ze sobą na co dzień i w obliczu kryzysu. Płynięcie z nurtem życia to umiejętność stawiania czoła wyzwaniom oraz zachowanie wewnętrznego spokoju wobec zmian, jakie przynosi życie.

Swami Satchitananda powiedział: „Życie to zmiana, naucz się surfować”. Dlatego na zajęciach Flow Jogi uczymy się płynnych przejść z jednej asany w drugą, a sekwencje ruchu budowane są w taki sposób, aby każdy kolejny cykl był okazją do rozwoju (np. silniejsze mięśnie brzucha lub spokojniejszy umysł). Ważnym elementem jest też naturalny ruch, zsynchronizowany z oddechem. Ewolucyjny rozwój to budowanie pojedynczej asany, a także cyklu zajęć - etapami, krok po kroku. Uczestnicy mogą sami wybrać odpowiedni dla siebie wariant ruchu, co wiąże się i z pogłębianiem świadomości ciała, i z przyjmowaniem odpowiedzialności za nie. Zajęcia są okazją do budowania kontaktu z ciałem, zarówno poprzez asany (o sztywno określonej formie z precyzyjnym ustawieniem ciała), jak poprzez spontaniczną ekspresję, poszukiwania swojego ruchu.

We Flow Jodze kluczową rolę odgrywa oddech. Nie chodzi jednak o dążenie do oddychania w konkretny sposób (choć klasyczne pranayamy także się pojawiają), ale raczej o nabieranie szacunku do oddechu jako siły życiowej, która inicjuje każde działanie i ruch we Flow Jodze. Oddech jest traktowany jak specjalny gość, który odwiedza nasz dom (ciało). Nie będziemy mu mówić, gdzie ma usiąść i co ma zjeść. Zapraszamy go do środka, dając swobodę i uważnie słuchając.

Najprzyjemniejszym chyba elementem Flow Jogi jest stwarzanie warunków sprzyjających pojawieniu się stanu „przepływu” (z ang. flow), czyli stanu zjednoczonej świadomości. Termin może brzmieć tajemniczo, ale od dawna funkcjonuje chociażby w psychologii i opisuje sytuację, kiedy jesteśmy w pełni zaabsorbowani wykonywaną czynnością. Tracimy twedy poczucie czasu, wzrasta nasza kreatywność i efektywność działania, pojawia się radość i uważność. W jodze efektem „ubocznym” takiej praktyki jest przyjemność, poczucie bycia na fali i piękno ruchu.

Flow Joga nie mieści się na macie – choć mata niewątpliwie jest przydatna i wygodna, to może stać się ograniczeniem. Flow jest odmianą jogi, która pozwala wyjść poza utarte schematy. Ciało porusza się naturalnie, w swobodny sposób. W efekcie pojawia się poczucie wolności i przyjemność bycia obecnym w ciele. Bezpieczeństwo ćwiczącego jest uwarunkowane przestrzeganiem zasad praktyki, czyli jogicznego BHP. Piękny taniec wolności z ograniczeniami.

Flow Joga jest narzędziem poszerzania i pogłębiania świadomości. Prowadzi ku integracji wewnętrznej. Jest drogą i celem. Stwarza przestrzeń dla tego, co ludzkie i tego, co boskie, łącząc sprzeczności. Transformuje, uzdrawia, przywraca wiarę w siebie, swoją siłę i uwalnia pełnię potencjału każdego człowieka. W konkretny sposób – poprzez ciało.

Czym Flow Joga różni się od innych stylów jogi?

Joga często bywa prowadzona mechanicznie. Na polecenie: z wdechem unieś ręce do góry, większość uczestników zajęć równocześnie unosi ręce do góry, próbując dopasować oddech do wykonywanego ruchu. We Flow Jodze jest odwrotnie, ruch jest inicjowany przez oddech. Dzięki temu jesteśmy w kontakcie ze sobą i czujemy się bardziej zintegrowani. We Flow Jodze bardzo ważne są także płynne przejścia pomiędzy pozycjami oraz uszanowanie każdej fazy cyklu ruchu: wstępu, szczytowego momentu oraz zakończenia. Taki rodzaj pracy pomaga nam być w lepszym kontakcie z ciałem oraz naturą, ponieważ wszystko, co istnieje w świecie, podlega prawom natury i ma cykliczny charakter.

Dla Flow jogi charakterystyczny jest także zmysłowy, pełen gracji, spontaniczny ruch, który przypomina taniec. Ciało nie porusza się jak maszyna, ale raczej jak ciało dzikiego zwierzęcia. To szczególnie cenny element praktyki, który pozwala odblokować zastałą energię, pobudza kreatywność, ekspresję oraz pozwala nam doświadczyć wolności i przyjemności bycia w ciele.

Dla kogo nadaje się Flow Joga?

Flow Joga jest stylem jogi dostępnym i przyjaznym większości osób. Zajęcia ogólnodostępne mogą być nieodpowiednie dla ludzi z poważniejszymi problemami zdrowotnymi lub urazami. Dla nich najlepszym wyjściem może okazać się podejście indywidualne. W przypadku wątpliwości najlepiej skonsultować się z lekarzem prowadzącym oraz nauczycielem jogi.