1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Dobra kawa pomoże ci zwolnić – slow life od podszewki 

Dobra kawa pomoże ci zwolnić – slow life od podszewki 

Zobacz galerię 5 Zdjęć
Jak odróżnić jakość od bylejakości? Jak żyć pełnią życia, a nie na pół gwizdka? Skąd wiedzieć, że barwy naszej codzienności są wystarczająco intensywne, a kurtuazji nie zastąpiła jeszcze chłodna obojętność?

Wbrew pozorom, odpowiedzi jest wiele – wszystkie równie nieskomplikowane. Koncentracja. Detale. Drobne gesty. Ładny zapach. Mocna kawa. Szczera rozmowa. Dobre życie składa się z prostych rzeczy, ale wcale nie jest proste – pęd codzienności przyzwyczaja nas do rezygnacji z kolejnych elementów tej układanki. Jak się temu nie poddać? Co zrobić, by żyć dobrze i mądrze?

Slow life zaczyna się, zanim otworzysz oczy

Slow life to idea, która powstała w kraju chłodu i dystansu – Norwegii. Świetnie koresponduje z innymi skandynawskimi koncepcjami dobrego życia, jak szwedzkie lagom czy duńskie hygge. Nawet rozkrzyczane i radosne włoskie la dolce vita mówi w istocie o tym samym. Umiar, wygoda, wolne tempo i drobne przyjemności to recepta na szczęście, jaką odkryli niezależnie od siebie ludzie żyjący na najróżniejszych szerokościach geograficznych.

Idea slow life skupia się przede wszystkim na tym, by żyć wolniej i uważniej. Możesz zamienić powrót z pracy autobusem na długi spacer przez miasto i już zyskujesz pół godziny bycia tu i teraz. Możesz też zaprosić slow life do każdego aspektu codzienności. Wówczas każdego ranka, jeszcze zanim otworzysz oczy, poczujesz miękkość pościeli i jej przyjemny, świeży zapach. Później twoim oczom ukaże się minimalistyczne, ale przytulne wnętrze twojej sypialni. Miękkie tkaniny, pastelowe barwy, funkcjonalność – bo przecież ma być wygodnie, a nie tylko wyglądać. Śniadanie możesz celebrować świeżym pieczywem i dobrą kawą w towarzystwie tych, którzy są ci bliscy i z którymi możesz zarówno śmiać się do rozpuku, jak i milczeć bez potrzeby przerywania ciszy.

Dalsza część dnia nie musi być slow – ważne jednak, by umieć znaleźć chwilę oddechu. By kwadrans przerwy był czasem, w którym nie myślisz, nie analizujesz, nie przedyskutowujesz, lecz w którym po prostu jesteś i chłoniesz świat. Czy da się tak przeżyć całe życie? Jeśli od lat pędzisz na oślep przed siebie, początki mogą być trudne. Co ci jednak szkodzi, aby zacząć od jednego takiego dnia w tygodniu?

Jakość to nie pusty frazes – slow life to wszystko, co cię otacza

Nie chodzi o to, by szpanować marką, świecić kruszcem po oczach biedniejszych i zza zadartego nosa nie widzieć już świata. Wprost przeciwnie, aby zwolnić, warto zacząć przyglądać się temu, co nas otacza na co dzień. Zarówno ludziom, jak i przedmiotom. Nie zaśmiecać sobie życia ani codziennej przestrzeni niczym, co jest brzydkie, tandetne czy bezużyteczne. Dotyczy to naszych myśli, słów, gestów. Dotyczy to również rzeczy, których używamy.

Lepiej mieć jedną marynarkę z wysokogatunkowej wełny niż pięć tanich marynarek, które po pierwszym użyciu tracą swój fason, a po trzecim mają już sprutą podszewkę. Lepiej zamienić płytkie lub toksyczne relacje na jedną, prawdziwą, głęboką przyjaźń. Wypić jedno mocne, gęste i czarne espresso niż całe wiaderko taniej lury. Pięć kiepskich wspomnień zamienić na jedno cudowne i niezapomniane. Dlaczego? Bo życie składa się z doświadczeń, a nie z przedmiotów. I dlatego ważne jest, by rzeczy, którymi się otaczasz, służyły właśnie temu – generowaniu najpiękniejszych doświadczeń. By codzienność była przyjazna i rozpieszczała wszystkie zmysły.

To jak? Nadal twierdzisz, że pościel to tylko pościel, jedzenie to tylko jedzenie, a kawa to tylko kawa?

Slow life na talerzu i w filiżance

Jedną z najważniejszych lekcji płynącej z filozofii slow life jest to, że warto celebrować posiłki tak często, jak tylko możemy. Dania nie muszą być wyszukane czy skomplikowane. Czasem świeża bułka z masłem może sprawić więcej przyjemności niż wykwintne danie. Wszystko zależy od okoliczności – gdzie, z kim, a nawet na czym spożywasz posiłek. Zwracanie uwagi na pozornie nieważne detale doskonale wpisuje się w nurt wolnego życia. Talerz w twoim ulubionym, butelkowo- morskim odcieniu nie zmieni świata, ale z takich drobnych, ledwo zauważalnych drobiazgów buduje się dobry dzień, a z dni – dobre życie.

Jeśli chodzi o celebrowanie posiłków i najlepszą kawę, mistrzami świata są bezsprzecznie Włosi. To właśnie przy posiłkach spotykają się często, niezobowiązująco, spontanicznie. Chociaż swoje kultowe espresso piją raczej w biegu, wieczorem odkładają na bok obowiązki i troski, by wyjść do ludzi, wspólnie coś przekąsić i zamienić chociaż parę słów. Czysta kurtuazja nie jest dla nich jedynie grą towarzyską – to sposób na budowanie relacji z sąsiadem, przechodniem czy baristą z ulubionej kawiarni. Metoda na to, by dać znać drugiemu człowiekowi, że się go widzi i dostrzega, a nie traktuje jak nic nieznaczący element krajobrazu. I chociaż pośpiech pozornie nie pasuje do slow life¸ to włoska kawa – nawet pita w biegu – jest właśnie tą chwilą wytchnienia, celebrowania momentu. Mocna, aromatyczna i piekielnie dobra. Jej wypicie może trwać dwie minuty, ale te dwie minuty mają znaczenie.

Dobry smak czujemy nie tylko na języku. Slow life to codzienne wybory

Wiesz już, że warto postawić na dobrą jakość i przekuć ją na jakość życia. Nie tylko wytrzymałość czy wartość materialna są jednak istotne. Liczy się też dobry styl. Wzrok to kolejny zmysł, który warto rozpieszczać każdego dnia. Nawet najdroższe zasłony nie upiększą twojego salonu, jeśli nie pasują do reszty wystroju albo są po prostu brzydkie. Uważasz, że ubiór nie ma znaczenia? To ubierz się kiedyś tak, by wyglądać jak milion dolarów. Poczuj się, jak ktoś, kto wygląda tak na co dzień. Ubiór nie czyni cię kimś innym, niż jesteś, ale pokazuje, kim chcesz być.

Nie musisz szukać kompromisów. Nawet wyposażenie twojej kuchni może być jednocześnie najwyższej jakości, przyjazne w użyciu i piękne. Zawsze masz wybór, musisz tylko na chwilę zatrzymać codzienny pęd i zastanowić się, czego właściwie oczekujesz. Może niektóre sprawy są dla ciebie naprawdę bez znaczenia. Ale może inne drobiazgi są niezwykle istotne? Nie odpuszczaj, zanim się nie przekonasz.

Przygotowuj posiłki nie tylko zdrowe czy pyszne, ale i apetycznie wyglądające. Urządzaj swój dom, tak by było w nim komfortowo i pięknie. Ubieraj się tak, by obserwując kątem oka swoje odbicie w sklepowej witrynie, wiedzieć, że jest dobrze i że jesteś tym, kim chcesz.

Nie zadowalaj się byle czym, bo nie musisz. Otaczaj się tymi, którzy są dla ciebie ważni i dla których ty jesteś ważny. Nie chciej za dużo, ale nie zgadzaj się na za mało. Wtedy zawsze znajdziesz czas na to, co jest naprawdę istotne.

Artykuł powstał we współpracy z włoską marką De’Longhi - liderem wśród producentem ekspresów do kawy

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Życie w biegu, wieczny pośpiech. Jak się zatrzymać?

Biegniemy, bo boimy się zatrzymać, rozejrzeć dookoła i zobaczyć, jak naprawdę wygląda nasze życie, uciszyć myśli, poczuć ciało…(Fot. iStock)
Biegniemy, bo boimy się zatrzymać, rozejrzeć dookoła i zobaczyć, jak naprawdę wygląda nasze życie, uciszyć myśli, poczuć ciało…(Fot. iStock)
Z jednej strony wyznajemy szczytną ideologię slow, z drugiej nie umiemy zwolnić nawet na chwilę. Czasami dopiero jakieś przykre wydarzenie uzmysławia nam, że przez ten bieg coś zgubiliśmy po drodze, straciliśmy bezpowrotnie. Co się musi stać, żebyśmy się zatrzymali?

"Współczesny świat biegnie w szalonym tempie” – zgadzasz się z tym zdaniem? OK. A teraz podejdź do okna i wyjrzyj przez nie. Popatrz na drzewa, niebo, słońce albo deszcz (jeśli aura akurat jest kapryśna). Widzisz, świat się nie zmienił. Funkcjonuje w swoim rytmie: zmiany pór roku, dni, tygodni. A w jego tle: pędzące samochody, nerwowi kierowcy w ulicznych korkach, sąsiadka głośno poganiająca psa, jakaś matka nawołująca rozbrykanego malca: „Szybko, bo się spóźnimy”. Gdzie jesteś w tym szalonym pędzie?

W pogoni ,,za”, w ucieczce ,,od”

Nie tłumacz, że wszyscy jesteśmy zabiegani, że takie czasy, że może kiedyś, na emeryturze zwolnisz tempo. Przecież sama w to nie wierzysz. Pomyśl, dlaczego dziś ciągle jesteś w biegu. A może to ucieczka „od”: problemów, codziennych kłopotów, porażek czy nawyków? Albo pogoń „za”: iluzją lepszego jutra?

Moi pacjenci to ludzie bardzo zabiegani. Mam gabinet w małym, przytulnym mieszkanku, zawsze proponuję herbatę, zdarza się, że pytam, czy pacjent nie jest głodny albo zmęczony, bo w ciele człowieka siedzącego przede mną wyraźnie widzę pośpiech. Niektórzy mówią tak szybko, że z trudem nadążam za ich narracją. Inni często wzdychają – to skutek hiperwentylacji: oddychania górnymi partiami klatki piersiowej. Stąd się biorą bóle i zawroty głowy, ucisk w klatce piersiowej, gula w gardle. „Pierwszorazowi” pacjenci zwykle siadają na brzegu kanapy czy fotela. Zupełnie jakby gotowi byli w każdej chwili zerwać się i wybiec z pokoju.

– Mamy czas, nie spiesz się, odsapnij – tłumaczę. – Tak, wiem, ale jestem trochę zdenerwowana, to taka niecodzienna sytuacja.

Co jest niecodzienną sytuacją? To, że wreszcie po całym dniu biegania masz okazję spokojnie usiąść, w wygodnym fotelu, napić się dobrej herbaty, może nawet posiedzieć w milczeniu i poczuć, co się w tobie dzieje?

Niedawno przyjechała do mnie pacjentka z daleka. Widziałam, że jest zmęczona. Kiedy zaproponowałam, żeby położyła się na kanapie, najpierw uśmiechnęła się, ale zaraz dodała: – Lepiej nie, bo się odprężę i nie będę chciała od pani wyjść. Biegniemy, bo boimy się zatrzymać, rozejrzeć dookoła i zobaczyć, jak naprawdę wygląda nasze życie, uciszyć myśli, poczuć ciało…

Ciało wystawi nam rachunek

No dobrze, mnie także zdarzają się okresy totalnego zabiegania; kiedy wezmę sobie na głowę za dużo, kiedy nie dojem, nie dośpię, ulegnę prośbie kolejnego pacjenta, żeby przyjąć go jak najszybciej. Wtedy do akcji wkracza… mój samochód. Ostatnio byłam tak zakręcona, że dwa razy zostawiłam auto na włączonych światłach. Efekt? Akumulator rozładowany do zera i przymusowe zatrzymanie w oczekiwaniu na pomoc. Wyciągnęłam cenną lekcję i… zwolniłam, bo wiem, co by się stało dalej. Tak, tak, ciało upomniałoby się o zatrzymanie. Oto najczęstsze konsekwencje zabiegania:
  • tzw. syndrom pogorszenia pamięci i spadku koncentracji, tzn.: zgubione kluczyki do samochodu, zapomniane urodziny kogoś ważnego, przegapiona wizyta u kosmetyczki (a przecież to miał być relaks), zawieruszone okulary itp.;
  • drobne wypadki – choćby siniaki (nawet nie wiesz, kiedy i o co się uderzyłaś);
  • bezsenność – od wczesnego wieczora byłaś padnięta, a kiedy wreszcie się położyłaś – sen uleciał;
  • dolegliwości ze strony układu pokarmowego: bóle żołądka, zgaga, nadwrażliwe jelito: ciało wyraźnie daje ci do zrozumienia, że nie jesteś w stanie tego wszystkiego „strawić”;
  • sztywność kręgosłupa i napięciowe bóle głowy – twoje ciało próbuje dogonić głowę, ale nie daje rady.
Mogę wymieniać dalej, ale nie o to chodzi. Ważniejsze jest to, co robisz z tymi symptomami. Kolejna kawa, ziołowe tabletki na poprawę koncentracji albo nastroju. Drobna awanturka z kimś, z kim czujesz się bezpiecznie – jako cudowny podnośnik poziomu adrenaliny i sposób na obniżenie napięcia. Obietnice, że odpoczniesz w weekend albo na urlopie. Mam rację? To twoje życie i możesz zrobić z nim, co chcesz. Jeśli szczerze wierzysz w to, że nie da się inaczej, bo: kredyt, materialne apetyty, lęk przed tym, że przegapisz swoją szansę, no i przekonanie, że wszyscy tak żyją – OK. Odłóż magazyn, nie czytaj dalej, szkoda czasu. Przecież tyle masz jeszcze dziś do zrobienia.

Nie musisz żyć na pustelni

Nie musisz wywracać swojego życia do góry nogami, żeby zwolnić tempo. Nie musisz rzucać pracy, wyprowadzać się na bezludną wyspę ani nawet być w stu procentach slow. Pierwsze, co warto zrobić, to… zatrzymać się na chwilę, fizycznie – stanąć w bezruchu, zamknąć oczy, poczuć stopy oparte na podłożu, poczekać, aż ciało przybierze najbardziej wygodną postawę. Najpierw pojawi się delikatny ruch: zacznie cię bujać albo poczujesz drżenie w nogach. Spokojnie, to zupełnie naturalne. Następnie prawdopodobnie przyjdzie lęk: przed tym, że upadniesz albo rozpłyniesz się w powietrzu – znikniesz, przestaniesz istnieć. Jest duża szansa, że w tym momencie włączy się głowa: pojawią się obsesyjne myśli o tym, co jest do zrobienia, o kłopocie, który ostatnio spędza ci sen z powiek, itp. Przeczekaj to, spokojnie oddychaj, wszystko minie. Jeśli uda ci się wykonać to ćwiczenie raz dziennie, jesteś na dobrej drodze do uświadomienia sobie własnego zabiegania i podjęcia decyzji, czy i co chcesz z tym zrobić.

Większość znanych technik zwolnienia tempa życia koncentruje się na zatrzymaniu głowy: świadomym zmniejszeniu ilości zaplanowanych zadań czy medytacji. Jeśli metody te działają na ciebie, super. Jeśli nie, albo masz ochotę spróbować czegoś innego, znajdź swój sposób na zatrzymanie, spowolnienie ciała, a nie głowy.

1. Rano tuż po obudzeniu się zrób rytuał powitania poszczególnych części swojego ciała. Zacznij od brzucha, tam jest twoja moc; pomasuj go, pogłaszcz czule, kilka razy wciągnij i wypuść. Potem powitaj swoją twarz: wykonaj kilka ćwiczeń jogi twarzy (znajdziesz je w Internecie albo możesz opracować własne). Dalej kolej na porozciąganie kręgosłupa; wystarczy, że poprzeciągasz się jak kot. Teraz stopy i dłonie; możesz tupać, zaciskać pięści, stukać dłonią w podeszwę stopy albo je pomasować.

2. Wstawaj z łóżka dwa razy. Kiedy weźmiesz prysznic i zjesz śniadanie, wskocz pod kołdrę jeszcze na pięć minut, pokokoś się w pościeli, poprzeciągaj, pomrucz.

3. Kiedy dojedziesz do pracy albo do domu po pracy, wyłącz silnik samochodu, odepnij pasy, ustaw siedzenia tak, by było ci wygodnie, możesz zdjąć buty i włączyć sobie jakąś miłą muzyczkę. Posiedź tak pięć minut.

4. Rób przerwy w trakcie rozmowy. Kiedy kogoś słuchasz, to zanim się odezwiesz – policz w myślach do 10. W czasie mówienia też kontroluj oddech.

5. Przynajmniej raz dziennie wykonaj ćwiczenie rzeźby – stań przed lustrem i wyobraź sobie, że jesteś rzeźbą przedstawiającą np. spokój albo ciszę. Pokaż to ciałem.

6. Naucz się czuć swoje zmęczenie: co dzieje się wtedy z twoim ciałem? Czy odczuwasz je bardziej w głowie, czy w ciele? Trudniej ci się myśli czy raczej „padasz z nóg”?

7. Kiedy czujesz spadek energii, nie poganiaj się sztucznie. Usiądź spokojnie i poczekaj, aż energia się pojawi.

  1. Styl Życia

Jak przetrwać kryzys i żyć dalej - list do czytelniczek i czytelników od Wojciecha Eichelbergera

Fot. Szymon Szcześniak/LAF
Fot. Szymon Szcześniak/LAF
Drogie Czytelniczki i drodzy Czytelnicy „Zwierciadła” i „Sensu”, Trwająca od kilku miesięcy pandemia koronawirusa sprawia, że przyszłość stała się niepewna.

Drogie Czytelniczki i drodzy Czytelnicy „Zwierciadła” i „Sensu”, Trwająca od kilku miesięcy pandemia koronawirusa sprawia, że przyszłość stała się niepewna. W dodatku jesteśmy karmieni nadmiarem alarmujących informacji płynących z używających terminologii wojennej mediów i patrzymy na obrazy przypominające krajobrazy bitewne z filmów SF: ratowników i lekarzy wyglądających jak astronauci przebywający na nie nadającej się do życia planecie, wstrząsające opowieści chorych i ozdrowieńców, ciężarówki załadowane trumnami i hektary pandemicznych cmentarzy.  Wszystko to generuje w nas nadmiarowy, nieadekwatny, długotrwały stres, który w dodatku poważnie osłabia nasze szanse w spotkaniu z wirusem. Dlatego, aby dobrze przygotować się na nieuchronną próbę naszej odporności i przetrwać pandemiczny kryzys bez uszczerbku dla naszej psycho-fizycznej kondycji, musimy potrafić opanować lęk.

Mityguj lęk

Gdy budzimy się każdego ranka z poczuciem zagrożenia, jakby w świecie ogarniętym przez wojnę, to jednocześnie nasz organizm też przestawia się w tryb wojenny. Autonomiczny system nerwowy mobilizuje tryb walka lub ucieczka. W sytuacji rzeczywistego, nagłego zagrożenia taka mobilizacja jest jak najbardziej pożądana, bo służy ratowaniu zdrowia i życia. Ale w sytuacji długotrwałego oczekiwania na zagrożenie, które nie wiadomo kiedy nastąpi, jest nie tylko przeciw skuteczna z punktu widzenia efektywnej obrony przed patogenami, lecz wręcz groźna dla organizmu - i to co najmniej z trzech powodów. Najważniejszym jest zablokowanie przez tryb walka/ucieczka układu odpornościowego na skutek wysokiego poziomu adrenaliny i kortyzolu we krwi. Drugim – spowodowanym przez ten sam mechanizm, jest zablokowanie możliwości przełączania się organizmu w tryb regeneracji i związane z tym zagrożenie nadmiernym zużyciem energii życiowej/wypaleniem. Trzecim jest zagrożenie cukrzycą odstresową na skutek zbyt wysokiego poziomu cukru spowodowanego wyrzucaniem do krwi, przez pracującą w trybie walka/ucieczka wątrobę, nadmiernych ilości glikogenu, którego nie spalamy proporcjonalną pracą mięśni. Tak więc obniżanie poziomu lęku i związanego z nim poziomu mobilizacji stresowej jest z punktu widzenia właściwego przygotowania do konfrontacji z koronawirusem sprawą nadzwyczaj ważną.

Odreaguj ruchem

Odpowiednia dawka dziennego ruchu to najskuteczniejsze antidotum na wszystkie trzy zagrożenia związane z lękiem i długotrwałym stresem. Ruch wypłukuje bowiem z organizmu adrenalinę i kortyzol, spala nadmiar cukru, odblokowuje układ odpornościowy i tryb regeneracji. Dlatego dzień warto zacząć lekką poranną rozgrzewką. Za to wieczorem (min. 2-3 godziny przed snem po wczesnej, lekkiej kolacji albo rezygnując z kolacji) zafundować sobie minimum 20 minut dowolnego intensywnego ruchu w jednym kawałku (może to być bieg na zewnątrz lub w miejscu, taniec, podskoki, inne ćwiczenia aerobowe), aby na koniec sesji mieć na liczniku dwukrotność tętna spoczynkowego, około 120-140 uderzeń na minutę. (Uwaga: Ale nie więcej! Z wyjątkiem tych, którzy regularnie i intensywnie ćwiczą). Po takiej dawce ruchu trzeba uzupełnić płyny i nie jeść już nic dużego i ciężkiego. Pełny, trawiący żołądek uniemożliwia skuteczną nocną regenerację.

Przełączaj się oddechem w tryb regeneracji

Oddychanie bezpośrednio wpływa na stan naszego ciała i umysłu. W naszej kulturze oddychamy tak by jakoś przeżyć, a nie po to, by żyć w pełni. Tymczasem efektywne oddychanie umożliwia nam życie na wyższym poziomie energetycznym i mentalnym. W trybie walka/ucieczka, któremu nie towarzyszy intensywny ruch oddychanie staje się płytkie (bowiem nie angażuje przepony i mięśni brzucha), a w rezultacie nie dostarcza organizmowi potrzebnych ilości tlenu. Wówczas pojawia się dotleniający i przełączający organizm w tryb regeneracji, odruch oddechowy zwany ziewaniem. Dzięki tym funkcjom, w sytuacji długotrwałego stresu, ziewanie może ratować organizm przed wypaleniem energetycznym. Już nawet po jednym ziewnięciu zmienia się wyraźnie nasze odczuwanie ciała: robi się ciepło, luźno, miękko i otwiera się brama do snu. To znaczy, że organizm zdołał przełączyć się w tryb regeneracji. Dlatego w sytuacji długotrwałego stresu częste ziewanie trzeba włączyć do naszego programu budowania wydolności odpornościowej.

Hartuj ciało

Nieuchronność spotkania z wirusem wymaga zdyscyplinowanego treningu wydolnościowego. W trybie pracy domowej jest to znaczne trudniejsze niż w życiu sportowca, ale mimo to zdecydowanie powinniśmy ten trening podjąć. Pomagają w tym symboliczne gesty i procedury:
  • W dni robocze wstawaj wcześnie rano, zawsze od tej samej godzinie i pościel łóżko.
  • Po porannej rozgrzewce weź zimny prysznic i zmień ubranie na dzienne/wyjściowe.
  • Jedz produkty dobrej jakości, ale tylko wtedy, gdy czujesz wyraźny głód i nigdy do syta. Wstawaj od stołu z uczuciem lekkiego głodu. Bliskość domowej kuchni i lodówki sprzyja nadwadze, a ta bardzo obniża naszą odporność.
  • Jeden dzień w tygodniu przez 24 godziny powstrzymaj się od jedzenia.
  • Często wietrz pomieszczenie, w którym pracujesz. Obniżaj jego temperaturę. Nie przegrzewaj się. Niech będzie trochę chłodno.
  • Najpóźniej dwie godziny przed snem daj sobie min. 20 minut wymagającego ruchu.
  • W nocy obniżaj temperaturę w sypialni nawet do 15C. Wszystko to, co powyżej stanowi znakomite sposoby na zwiększanie pojemności i trwałości baterii w komórkach twojego ciała zwanych mitochondriami. Na tym w istocie polega hartowanie organizmu, a tym samym podnoszenie jego odporności. Nie twórz wokół siebie inkubatora o zawsze stałych parametrach. Daj szanse swojemu organizmowi na mierzenie się z koniecznością dostosowywania się do zmiennych warunków otoczenia. Wtedy nic go nie zaskoczy.

Ćwicz obecność/koncentrację

Sportowiec, który przygotowuje się do ważnej próby, oprócz tego, że systematycznie trenuje, to musi jeszcze zachować koncentrację i spokój umysłu - po to, by nie wybiegać myślami w przyszłość, nie wizualizować i nie przeżywać w wyobraźni przyszłej walki. Wie bowiem, że traciłby przez to sporą część skumulowanej dzięki treningowi energii, a tym samym obniżał poziom swojej wydolności. Dlatego umiejętność angażowania uwagi/świadomości w to, co jest naszym udziałem tu i teraz, to podstawowy cel treningu mentalnego, niezbędnego w perspektywie czekającej nas trudnej próby.

Pomogą ci w tym rozwieszone w kilku miejscach domu kartki z następującym tekstem:

Jestem tutaj, nigdzie się nie spieszę, na nic nie czekam - to, co teraz robię, jest najważniejsze.
Przy każdej okazji koncentrujemy całą uwagę na tym, co teraz jest naszym udziałem na zasadzie: Jak pracuję, to tylko pracuję. Jak jem, to tylko jem. Jak ćwiczę, to tylko ćwiczę. Jak odpoczywam, to tylko odpoczywam. Jak bawię się z dziećmi, to tylko bawię się z dziećmi. Koncentrację można też ćwiczyć z pomocą procedur czerpanych z tradycji SLOW, które sprzyjają wyhamowaniu, wyłączeniu się z gonitwy myśli i multitaskingu.

Koncentracji służą także: medytacja, kontemplacja, modlitwa, małe domowe ceremonie i rytuały (np. wspólne dla wszystkich domowników posiłki czy herbata). Koncentracja nie tylko pozwala oszczędzać energię i podnosić wydolność, lecz oczyszcza i otwiera umysł, co sprzyja dostrzeganiu wszystkiego co potrzebne do podejmowania szybkich, kreatywnych i trafnych decyzji. W sytuacji kryzysu i towarzyszących mu zmian te możliwości bardzo się przydadzą.

Odpoczywaj/regeneruj się

Podobnie jak ruch, odpoczynek jest konieczny i zbawienny dla twojego organizmu. Szczególnie odpoczynek nocny, we śnie. Wtedy bowiem organizm regeneruje się najgłębiej i najskuteczniej dzięki czemu twój układ immunologiczny ma następnego dnia mniej zadań a tym samym większą wydolność w walce z patogenami.

Ale UWAGA: Bez przestrzegania zasad odreagowania, oddychania i obecności, efektywny odpoczynek jest niemożliwy. Jeśli jednak o nie zadbasz, twój organizm odpłaci ci głębokim, regenerującym snem. Pomoże ci w tym również wczesne chodzenie spać (najpóźniej godz. 22), także 20-minutowa drzemka w okresie twojego, dziennego dołka energetycznego i krótkie 10-minutowe przerwy po każdym 90-minutowym okresie koncentracji.

Dzięki stosowaniu na co dzień, wszystkich powyższych, prostych zasad, bez wątpienia uspokoisz swoje lęki, doładujesz baterie swojej życiowej energii i wydolność układu odpornościowego – co jeszcze bardziej uspokoi twojej lęki i pozwoli doładować baterie.

Pozdrawiam, Wojciech Eichelberger 

Ps. Strach pomyśleć czym to się skończy :)

PS.PS. Jeśli chcesz zapoznać się w pełni z sygnalizowanymi w powyższym liście procedurami pracy z lękiem i budowaniem odporności - a także z procedurą eliminowania głębokich, uporczywych lęków to kliknij na gdzie znajdziesz moje warsztaty on-line: 4xOdporność na lęk oraz Uwolnij się od lęku.

  1. Psychologia

Pomyśl o sobie i znajdź dla siebie czas

fot. iStock
fot. iStock
Jak mawiała Colette, trudno jest zadowolić jednocześnie wszystkich i samą siebie. Praca, rodzina i codzienne obowiązki zabierają ci cały czas? Może już pora, abyś pomyślała o sobie?

Jeśli będziesz zaniedbywała siebie, odbije się to na twoim samopoczuciu, kondycji psychicznej i relacjach z innymi. Możesz być ciągle rozdrażniona i prowokować kłótnie z najbliższymi. Twoje ciało, umysł, serce i dusza domagają się uwagi. I tylko ty możesz im ją dać. Codziennie dostajesz od życia 24 godziny. Od ciebie zależy, jak je zagospodarujesz. Oto nasze propozycje:

1. Twoje mieszkanie

Kiedy wracasz z pracy do domu lub pracujesz w domu, wyobraź sobie, że wchodzisz do niezwykłej przestrzeni, wolnej od stresów zawodowych. Przestrzeni, w której już samo przebywanie może cię zrelaksować. Zadbaj o to, aby były w niej elementy kojarzące ci się z czymś pozytywnym, skłaniające do relaksu, jak również do budzenia kreatywności. Wybierz też miejsce w domu, w którym czujesz się dobrze. Usiądź tam i przez kilka chwil po prostu bądź i świadomie oddychaj. Poczuj, że jesteś „tu i teraz”. Właśnie tak!

2. Zrób przegląd dnia

Tę praktykę najlepiej stosować wieczorem. Przypomnij sobie jak najwięcej zdarzeń z minionego dnia, od momentu obudzenia się aż do chwili obecnej. Które zdarzenia były najważniejsze? Jakie emocje i uczucia im towarzyszyły? Jakie ważne rozmowy przeprowadziłaś? Co dzisiaj zrobiłaś tylko dla siebie? Na koniec wróć w pełni do „tu i teraz”. Podziękuj w myślach za ten dzień. Cokolwiek się wydarzyło, było okazją do tego, abyś lepiej poznała siebie.

3. Wpatrywanie się w jeden punkt

Praktyka ta pomoże ci zatrzymać szalony bieg myśli, poprawi również twoją koncentrację. Usiądź wygodnie. Zrób kilka długich wdechów i wydechów. Znajdź w otoczeniu jeden punkt, na którym zatrzymasz swój wzrok przez kolejne trzy minuty. Wpatruj się w ten punkt, spokojnie oddychając. Staraj się jak najmniej poruszać powiekami. Twój wzrok jest stabilny. W wyniku zawężenia pola widzenia poprawi się twoja zdolność koncentracji, a umysł się zregeneruje. Poczujesz się bardziej sobą.

4. Tylko ty

Twórcza wizualizacja jest techniką, która umożliwia zwiększenie aktywności prawej, czyli kreatywnej półkuli. I szybko poprawia samopoczucie. Wyłącz telefon. Usiądź wygodnie i zamknij oczy. Wyobraź sobie piękne miejsce na łonie natury. Zobacz siebie w tej scenerii. W tej przestrzeni możesz robić wszystko, na co masz ochotę, np. położyć się na ziemi i zrelaksować, tańczyć, biegać, siedzieć i kontemplować przyrodę. Zobacz też radość promieniującą z twojej twarzy. Mózg nie odróżnia obrazów, które widzimy przed sobą, od tych, które sobie wyobrażamy. Zatem, jeśli wyobrażasz sobie pozytywne obrazy, mózg aktywizuje ośrodki związane z pozytywnymi emocjami.

5. Powolność i kontemplacja

Slow life to postawa, która namawia do wyhamowania w życiu i celebrowania chwili. Zastanów się, kiedy ostatnio się czymś delektowałaś. Z szeregu czynności, które codziennie wykonujesz, wybierz jedną, którą mogłabyś każdego dnia kontemplować. To może być świadome picie pysznej herbaty albo słuchanie na słuchawkach ulubionych utworów. To czas tylko dla ciebie – żadnego odpisywania na SMS-y i e-maile czy myślenia o sprawach zawodowych.

6. Oczyszczający czas menstruacji

To okazja do uważnego pobycia samej ze sobą i wsłuchania się w potrzeby ciała, ale również serca. Rdzenne kultury wierzą, że podczas miesiączki kobieta oczyszcza się na poziomie fizycznym, emocjonalnym oraz duchowym. To właśnie wtedy jest bardziej uwrażliwiona na swoje prawdziwe pragnienia serca. Skorzystaj z tego czasu. Pozwól sobie na ekspresję twórczą w postaci malowania, śpiewania, pisania, rzeźbienia. Nie zmuszaj się do niczego i słuchaj swojego ciała.

7. Kreatywne pisanie

To kolejna okazja, by skontaktować się ze sobą. Tuż przed wyjściem do pracy zapisz na kartce wszystkie myśli, jakie pojawiają się w twojej głowie. Nie analizuj i nie oceniaj tych treści. To świetna praktyka, aby oczyścić umysł i rozpocząć dzień z głową otwartą na kreatywność.

8. Czas na relaks

Sztuka relaksu polega na stopniowym odpuszczaniu napięcia ciała i umysłu. Ta technika pomaga poczuć lepiej swoje ciało. Jednym z najskuteczniejszych sposobów pozwalających na głębokie odprężenie jest relaksacja w pozycji leżącej. Jeśli chcesz ją praktykować, kup płytę z rozluźniającą muzyką, a najlepiej z prowadzoną przez lektora sesją. Przeznacz dla siebie co najmniej 20 minut.

Wyłącz telefon. Połóż się wygodnie na łóżku (nogi rozluźnione i ręce w pewnej odległości od ciała). Zrób kilka głębokich wdechów i długich rozluźniających wydechów. Wsłuchuj się w spokojną muzykę lub słowa lektora.

W efekcie praktyki uspokoi się twój oddech, obniży się poziom hormonów stresu we krwi, spowolni tętno, zregeneruje układ nerwowy, wzmocni odporność organizmu. Ta technika pomoże ci również spojrzeć z nowej perspektywy na trudne sytuacje.

9. Otwórz się na wdzięczność

Przypomnij sobie jedną pozytywną rzecz, jaka ci się ostatnio przytrafiła. Jeśli nic takiego się nie wydarzyło, to sięgnij pamięcią w przeszłość. Jedna mała rzecz, np. ktoś na ulicy się do ciebie uśmiechnął, byłaś w lesie i czułaś się dobrze, zobaczyłaś piękny kwiat, przyśnił ci się przyjemny sen.

Odtwórz uczucie wdzięczności w swoim sercu. Wyobraź sobie, że jest niczym światło, które emanuje ze środka klatki piersiowej, następnie rozprzestrzenia się na całe ciało. Światło przyjemnie cię rozluźnia. Czujesz się dobrze. Powiedz na koniec jakieś miłe słowo swojemu ciału.

  1. Styl Życia

Kaligrafia na wyciszenie

Odkrycie piękna litery i rządzących nim zasad wzmacnia poczucie estetyki i wrażliwość na otoczenie. Poza tym daje wyciszenie i spokój. (Fot. iStock)
Odkrycie piękna litery i rządzących nim zasad wzmacnia poczucie estetyki i wrażliwość na otoczenie. Poza tym daje wyciszenie i spokój. (Fot. iStock)
Moda na kaligrafię jest odpowiedzią na nasze tęsknoty za spokojniejszym, bardziej analogowym życiem. Wyraża chęć wyrwania się spod presji efektywności. Mocno wpisuje się w trend slow life. Odkrycie piękna litery i rządzących nim zasad wzmacnia poczucie estetyki i wrażliwość na otoczenie. Poza tym daje wyciszenie i spokój. Nic dziwnego, że coraz więcej osób od nowa uczy się pięknie pisać. 

Kiedy Steve Jobs po pół roku zrezygnował z prawa na Reed College, żeby nie trwonić dalej oszczędności rodziców na studia, które go nie interesowały, trafił na kurs kaligrafii.

– Dowiedziałem się tam o czcionkach szeryfowych i bezszeryfowych, o odstępach pomiędzy kombinacjami różnych liter oraz o tym, co cechuje doskonałą typografię. Było to piękne, historyczne oraz artystycznie subtelne. Nauka nie potrafi tego tak uchwycić. I to mnie zafascynowało – wspominał w 2004 roku w mowie wygłoszonej na Uniwersytecie Stanforda. Jak przyznał, nie sądził, że znajdzie jakiekolwiek praktyczne zastosowanie dla tej wiedzy. A jednak wykorzystał ją 10 lat później, projektując Maca. – To był pierwszy komputer z naprawdę piękną typografią – stwierdził.

– Myślę, że Jobs dzięki kaligrafii nauczył się dostrzegać uniwersalne piękno, poznał zasady, jakie nim rządzą, dowiedział się, dlaczego jedna litera jest piękna, a inna nie i z czego to wynika – a potem przeniósł to na design swoich produktów – mówi Ewa Landowska, która kaligrafią zajmuje się od 20 lat. Stworzyła Muzeum Kaligrafii i Historii Pisma, a razem z Barbarą Bodziony napisała podręcznik „Piękna litera”. Wspólnie prowadzą też szkołę kaligrafii w Krakowie.

– Jeżeli zdobywamy umiejętność przekładania zasad, które rządzą na przykład konstrukcją pięknej litery, na inną dziedzinę życia, to tak jakbyśmy zyskiwali trzecie oko. Potrafimy znaleźć piękno tam, gdzie inni go nie widzą. Jesteśmy trochę jak poszukiwacze skarbów – stwierdza i dodaje, że pasjonatów kaligrafii jest w Polsce coraz więcej. Kiedy zaczynała prowadzić kursy w 2006 roku, ciężko było zebrać 10-osobową grupę. Dziś w jej rocznej szkole miejsca są zajęte już dwa lata do przodu.

Podobne obserwacje ma Grzegorz Barasiński, założyciel Krakowskiej Szkoły Kaligrafii, Iluminatorstwa i Dziedzin Pokrewnych oraz prezes Polskiego Towarzystwa Kaligraficznego, autor podręczników „Copperplate” oraz „Kaligrafia”. Wzrost zainteresowania zauważa nie tylko w coraz większej liczbie uczestników jego warsztatów, ale także klientów sklepu z akcesoriami do pisania, który prowadzi, oraz tych, którzy zamawiają usługi kaligraficzne, na przykład odręcznie wypisane zaproszenia na ślub.

Są już też amatorzy ręcznie przepisywanych i pięknie oprawionych książek. W tworzeniu manuskryptów specjalizuje się m.in. Wojciech Patro, który ma już na swoim koncie „Pana Tadeusza” i Nowy Testament. Jego dzieła kosztują kilkanaście tysięcy złotych i są wystawiane na aukcjach antykwarycznych. Obecnie praktycznie w każdym większym polskim mieście można znaleźć warsztaty, na których dorośli lub dzieci mogą uczyć się pięknie pisać.

Zawijasy i bazgroły

Ewa Landowska uważa, że dzisiejszy wzrost popularności kaligrafii łacińskiej jest bardziej widoczny w Polsce niż w innych europejskich krajach, bo my w pewnym sensie startowaliśmy od zera. Kilkadziesiąt lat temu sztuka pięknego pisania praktycznie u nas umarła. – W wielu krajach była nieprzerwanie kultywowana. U nas uznano ją za niepotrzebną – wyjaśnia i dodaje, że jakby tego było mało, polska tzw. litera elementarzowa, czyli ta, której uczą się dzieci, ma niepoprawną konstrukcję. Ekspertka tłumaczy, że oceniając literę i krój pisma, bierze się pod uwagę nie tylko kształt wyrysowany np. piórem, ale też powierzchnię, która zostaje obrysowana, tzw. biel litery. Ona pełni podobną rolę co pauza w utworze muzycznym. Ważne są także spójne zasady łączenia liter, powtarzalne charakterystyczne elementy, harmonia, która jest widoczna, gdy spojrzymy na całe wyrazy. To wszystko w polskiej literze wypada słabo.

Sytuacja zaczęła się zmieniać na początku XX w. Wcześniej w europejskich szkołach uczono litery bazującej na kursywie angielskiej, czyli copperplate script. Dzisiaj jest to zresztą jeden z najczęściej uczonych krojów pisma. Większość z nas gdzieś się z nim zetknęła. To ten elegancki, lekko pochylony, z zawijasami – jak się go często opisuje. – Nasza litera elementarzowa po raz pierwszy przestaje przypominać kursywę angielską w elementarzu stworzonym przez Mariana Falskiego w 1910 roku. Autor zrewolucjonizował metodykę czytania i pisania, ale też zlecił kaligrafowi, z którym współpracował, wiele znaczących zmian w estetyce i konstrukcji litery. Nie wszystkim się nowe litery podobały. Dodatkowo te, które powstały później na ich bazie, zawierają wiele błędów – mówi Landowska.

Ekspertka do pewnego stopnia usprawiedliwia tych, którzy strasznie bazgrzą, bo jej zdaniem nauka pisania z wykorzystaniem liter z naszego elementarza przypomina naukę gry na rozstrojonym instrumencie. Nawet wieloletnie ćwiczenie kaligrafii nie jest w stanie naszego zwykłego pisma poprawić. Ale też nie to jest dziś jego celem.

Grzegorz Barasiński, który uczy kaligrafii od 10 lat, dzieli uczniów na trzy grupy: – Jedna to ci, którzy lubią zdobywać różne nowe umiejętności. Druga to osoby chcące wykorzystać tę kompetencję w swojej pracy, np. graficy, florystki wypisujące szarfy czy cukiernicy, którzy chcą lepiej ozdabiać torty. Pozostałym zależy przede wszystkim na przyjemnym spędzeniu czasu, relaksie i własnym rozwoju, także duchowym. Organizujemy bowiem również kaligraficzną lectio divina, czyli rozważanie słowa Bożego podczas kaligrafowania Biblii. Te rekolekcje odbywają się w klasztorze w Hebdowie, gdzie prowadzimy też letnią międzynarodową szkołę kaligrafii – podczas pierwszego turnusu zajęcia odbywają się w języku polskim, podczas drugiego – w angielskim – mówi.

Klasztory są zresztą jedną z ulubionych „miejscówek” miłośników pięknego pisania. Można znaleźć m.in.  ofertę pleneru w Karczówce, letniej szkoły w Perugii czy wrześniowych warsztatów pod Awinionem. W takim otoczeniu zgłębianie tajemnic dawnych krojów pisma, np. powstałej w XI wieku na terenie dzisiejszej Francji tekstury gotyckiej czy popularnej w XIV wieku rotundy – ma zupełnie inny wymiar.

Witajcie w skryptorium

Ewa Landowska uważa, że do rozpowszechnienia się kaligrafii w Polsce najbardziej przyczynił się Internet, a szczególnie media społecznościowe. I rzeczywiście w sieci czeka na nas ogromne bogactwo pięknie wypisanych tekstów czy filmów, które pokazują, jak stawiać litery w najróżniejszych stylach i za pomocą najróżniejszych narzędzi, np. gęsich piór, ołówków, pędzli czy patyków lipowych maczanych w tuszu. Każdy chyba może znaleźć coś, co go szczególnie urzeknie.

Mnie zauroczyły zwłaszcza ambigramy Kamila Bachmińskiego (wyrazy wykaligrafowane w taki sposób, żeby po ich odwróceniu do góry nogami można było odczytać ten sam lub inny wyraz) oraz krój o nazwie „starsza kursywa rzymska”. Natomiast obejrzenie wideoinstrukcji, z których można dowiedzieć się, jak pisać brush penem, czyli specjalnym pisakiem zakończonym pędzelkiem lub gąbką, sprawiło, że zapragnęłam pójść na kurs brush letteringu. I mówię to ja, która nawet do prowadzenia dziennika wykorzystuję specjalny program komputerowy, a rysowanie szlaczków w podstawówce wspominam ze zgrozą...

Dlaczego więc ciągnie nas do kaligrafii? Na pewno jest ona odpowiedzią na nasze tęsknoty za spokojniejszym, bardziej analogowym życiem, wyraża chęć wyrwania się spod presji efektywności. Mocno wpisuje się w trend slow life i jest związana z popularnością medytacji czy rękodzieła.

– Człowiek dziś coraz częściej pragnie, by coś wychodziło spod jego ręki – stąd też coraz większe zainteresowanie kursami decoupage’u, szycia czy pisania ikon – mówi Grzegorz Barasiński. Co ciekawe, uczestnicy kaligraficznych warsztatów często zwracają uwagę na to, że dostarczają one więcej pozytywnych emocji niż można się tego spodziewać. Nawet jeśli ktoś liczy na to, że się zrelaksuje i wyciszy, to rzadko sądzi, że efekt będzie tak szybki.

– Przez przypadek trafiłam na 1,5-godzinną lekcję kaligrafii i uwierz mi – kiedy zaczynasz się bawić literami, skupiać na nich, to czujesz się tak, jakbyś była na porządnej sesji jogi. Jeśli chcesz robić to dobrze, nie możesz myśleć o niczym innym – opowiada mi 41-letnia Anna, reporterka. – Na co dzień żyję w dużym stresie i pędzie, ale podczas zajęć błyskawicznie się wyciszyłam. Wiem, że to brzmi banalnie, ale to naprawdę było jak medytacja.

Niemałe zaskoczenie przeżyli też więźniowie męskiego zakładu karnego w Kluczborku, dla których warsztaty prowadziła Ewa Landowska. – Chętnych było wielu, ale większość przyszła z chęci zabicia nudy. Wielu na początku chojrakowało, zachowywało się bardzo głośno, rzucało różne żarty. Ale po dwóch godzinach wszyscy pracowali w całkowitym milczeniu. Mężczyzna, który na początku warsztatów najbardziej przeszkadzał, powiedział potem, że chyba nigdy w życiu nic tak bardzo go nie uspokoiło jak pisanie liter – mówi Landowska.

Grzegorz Barasiński jest przekonany, że kaligrafia nas zmienia. Lubi powtarzać, że do skryptorium nie wchodzi się bezkarnie. – Na pewno poszerzamy tu swoje horyzonty. Poznajemy historię, przeglądamy stare manuskrypty, sięgamy do łaciny, ale też stajemy się bardziej wrażliwi i spostrzegawczy – widzimy źle zaprojektowany napis, doceniamy ten, który jest piękny, i potrafimy rozpoznać krój pisma widoczny na jakimś szyldzie – wylicza.

Jednak zaznacza, że to uwrażliwienie pojawia się zwykle dopiero, kiedy nabierzemy pewnej swobody w kreśleniu liter. A na to potrzeba mniej więcej 2–3 lat pracy na zajęciach oraz w domu. Wtedy też w naszym piśmie zaczyna być widoczny indywidualny rys. – Teoretycznie zachowane są wszystkie zasady danego kroju, jednak znawcy dostrzegą w literach coś, co nas wyróżnia. To tak jak z utworem muzycznym. Wielu pianistów może grać Chopina, wszystko niby jest w nutach, ale jednak interpretacje będą się między sobą różnić – tłumaczy Ewa Landowska. Uważa, że dopiero wtedy, gdy doświadczony kaligraf zaczyna świadomie dodawać coś od siebie, można powiedzieć, że naprawdę tworzy sztukę.

  1. Psychologia

Moda na slow life - czym dla Polaków jest życie w rytmie slow?

Coraz częściej męczy nas skupienie na karierze, wzrasta natomiast zainteresowanie życiem w duchu slow. (Fot. iStock)
Coraz częściej męczy nas skupienie na karierze, wzrasta natomiast zainteresowanie życiem w duchu slow. (Fot. iStock)
Moda na slow life zaczęła się ponad dekadę temu. Ale czy naprawdę przeniknęła do naszego życia? Mamy pierwszy raport. Wiemy, czym dla Polaków jest życie w rytmie slow. Także w wielkim mieście.

Domowe urządzenia, które uruchamiamy smartfonem, kiedy w korku wracamy z pracy do domu, zegarek dla dynamicznej kobiety i lakier do włosów, który zadba o fryzurę przez całą dobę. Reklamy krzyczą: musisz to zrobić szybciej, idealnie i najlepiej za pomocą jednego przycisku! Na Instagramach szafiarek, fitblogerek czy supermam obserwujemy ich perfekcyjne życie składające się z ciągłych podróży, ćwiczeń, testowania kremów i prezentowania ubrań. Próbujemy im dorównać, zapominając, że za bohaterkami zdjęć stoi sztab ludzi, a świat, który pokazują, nie do końca jest prawdziwy.

Coraz częściej męczy nas skupienie na karierze, wzrasta natomiast zainteresowanie życiem w duchu slow. Dowodem są badania przeprowadzone w kwietniu 2018 roku przez Mobile Institute dla marki Naturativ. Wynika z nich, że pojęcie slow life jest znane 27 procentom Polaków. Definiują je jako życie bez pośpiechu, przeżywanie tu i teraz, osiągnięcie równowagi między pracą a obowiązkami, życiem prywatnym a odpoczynkiem. 34 procent uważa, że z takim podejściem wiąże się zdrowe odżywianie. Na kolejnym miejscu znalazło się obcowanie z naturą (27 procent).

– W naszym społeczeństwie doskonale funkcjonuje mit wiejskiej idylli – wyjaśnia socjolog dr Sylwia Urbańska. – Ale nie wszyscy chcą uciekać na wieś. Wiele osób ceni sobie szerszy dostęp do kultury czy bliskość dobrej szkoły dla dziecka. Za to marzy o komfortowym i niespiesznym życiu w mieście – dodaje. Dlatego pojawia się mnóstwo oddolnych inicjatyw. Wystarczy spojrzeć na fenomen budżetów partycypacyjnych. Ludzie chcą decydować o tym, jaka będzie ich dzielnica i jak mogą spędzać czas – są to często pomysły zaskakujące. Na przykład na placu Hallera w Warszawie otworzono tężnię solankową. Okoliczni mieszkańcy przychodzą tu, by oddychać zdrowym powietrzem, nawiązują kontakty, a miejsce zaczyna żyć. W wielu miastach Polski zaczynają kiełkować kwietne łąki. Za moment zachwycą kolorami i zapachem, zwabią owady, ale też pozwolą na oszczędności. W przeciwieństwie do trawnika nie trzeba ich podlewać i wystarczy skosić dwa razy w roku. Poza tym tłumią hałas i pomagają walczyć ze smogiem. W Krakowie w ubiegłym roku w przestrzeni publicznej miasta powstało 100 tys. metrów kwadratowych łąk. To powierzchnia 14 boisk piłkarskich. Przybywa tras rowerowych i siłowni pod chmurką. Buduje się domki dla owadów czy stawia ule na dachach. Przywracanie natury w miastach jest procesem widocznym i coraz bardziej powszechnym.

Wraz z rozwojem cywilizacji typu fast food, ze standaryzacją produkcji i jej metod, wzrasta zainteresowanie żywnością ekologiczną. 26 procent Polaków zwraca uwagę na to, skąd pochodzą kupowane przez nich produkty, a prawie połowa czyta skład na etykietach.

– Wróciła moda na ogródki działkowe. Często kilka osób czy rodzin korzysta w ramach spółdzielni z jednej działki – komentuje socjolog. Spotykają się, wspólnie uprawiają warzywa, robią grilla, zapraszają przyjaciół. Brak kawałka ziemi może zastąpić balkon zastawiony donicami z sałatą, ziołami, pnącymi pomidorami czy truskawkami. Grupy ludzi skrzykują się na FB, aby wspólnie szukać dzikiego bzu czy innych jadalnych roślin. – Z badań wynika, że Polacy wyjątkowo lubią hodować w mieszkaniach rośliny doniczkowe. Jedna z rozmówczyń, 20-latka, przyznała, że ma większą radość z sadzenia w domu sanseverii – rośliny anty-smogowej – niż z chodzenia po galeriach handlowych – opowiada dr Urbańska.

Wzrosła świadomość ekologiczna i poczucie ryzyka. Przeraża nas smog, z niepokojem czytamy o śmieciowej wyspie na Pacyfiku, pięć razy większej niż Polska. Może to rezultat popularności segregacji śmieci. Robi to już 39 procent z nas.

W duchu slow zaczęliśmy też podróżować. Zamiast wylegiwać się na egzotycznych plażach, szukamy wrażeń związanych z jedzeniem i piciem lokalnie – w lubuskich winnicach, Stawach Milickich czy na Małopolskim Szlaku Owocowym. Delektujemy się smakami tradycyjnych potraw, studiujemy przepisy, uczestniczymy w kursach gotowania. Nawet jeśli nie odwiedzimy producentów żywności, to oni odwiedzą nas. Stąd tak duża popularność targów śniadaniowych w miastach. A mieszczuch, który nie rusza na weekend na wieś, może na przykład śledzić relacje z gniazda bielików w Nadleśnictwie Kutno. Zapewne też skomentuje na forum zachowania zwierząt, podyskutuje, dokąd poleciały i na jak długo, i czy młode dadzą sobie radę same. Może zrezygnuje nawet z obejrzenia kolejnego odcinka kultowego serialu.

Kosmetyki? Coraz częściej myślimy nie tylko o tym, żeby były skuteczne. Dla 25 procent Polaków ważne jest, by były naturalne. I jesteśmy w stanie zapłacić za nie więcej. Sprawdzamy skład, pilnujemy, żeby w kremach czy balsamach nie było chemii. – Czytanie etykiet kosmetyków jest bardziej skomplikowane niż produktów spożywczych. Nie mamy wskazówki w postaci zielonego listka, unijnego certyfikatu, jak w ekojedzeniu – tłumaczy Magdalena Hajduk, właścicielka marki Naturativ. Jeśli połowa emulsji to woda, drugą połowę powinny stanowić substancje naturalne lub naturalnego pochodzenia i dozwolone w kosmetykach naturalnych konserwanty identyczne z tymi używanymi w artykułach spożywczych. – Wydaje mi się, że eko w pielęgnacji ciała wzięło się z dbałości o styl życia i jego jakość. Skoro nie służy nam wysokoprzetworzona, bezwartościowa żywność, to podobnie jest z kosmetykami, które mają przecież kontakt z ciałem – dodaje Hajduk.

Różne oblicza slow life

Działanie w rytmie slow przenosi się na różne, często nieoczekiwane dziedziny. W pędzącym świecie trudno wyobrazić sobie program rozrywkowy, który trwa pięć dni bez przerwy, nie ma fabuły, scenariusza, grama dramatyzmu, a odnosi sukces. A taki właśnie program zrealizował producent filmowy Thomas Hellum dla norweskiej telewizji publicznej. Nakręcił dokument o statku płynącym wzdłuż fiordów i pokonującym 3 tys. kilometrów. Kamery w czasie rzeczywistym pokazywały, co dzieje się na brzegu. Widzowie mogli więc zobaczyć bajkowe krajobrazy, pasące się krowy i mnóstwo ludzi machających do kamer z flagami czy transparentami. W narodową zabawę machania nad wodą włączyła się nawet jej wysokość królowa Norwegii. Film oglądało, oczywiście we fragmentach, 3,2 mln telewidzów – jak na pięciomilionowy naród to niezły wynik. Na fali sukcesu tej pierwszej w historii slow TV Thomas Hellum zrealizował kolejne wielogodzinne programy – o połowie łososia, rąbaniu drewna i paleniu w kominku czy robieniu na drutach. Jak reżyser tłumaczy swój sukces? Kiedy obraz zmienia się powoli, dopowiadamy własne historie. Zastanawiamy się, kim jest chłopiec stojący na brzegu, wyobrażamy sobie złowienie ogromnej ryby albo spotkanie przy ognisku.

Japończycy z kolei mają ciekawy pomysł na slowterapię. Być może jest to odpowiedź na karoshi (śmierć z przepracowania), poważny problem tego kraju. Aby się wyciszyć, obniżyć poziom stresu, ale też podleczyć przeróżne choroby, od astmy po nadciśnienie, zażywają kąpieli leśnych (shinrin-yoku). Są one, jak tabletki, przepisywane na receptę. Jej realizacja odbywa się w dziesięciu przebadanych naukowo lasach. Pozbawieni komórek pacjenci wysyłani są po prostu na spacer. Mają słuchać śpiewu ptaków, szumu liści, podziwiać kolory zieleni, identyfikować zapach, dotykać drzew i głęboko oddychać. Już po dwóch godzinach poczują się lepiej. Dr Qing Li, autor przetłumaczonej niedawno na język polski książki „Shinrin-yoku. Sztuka i teoria kąpieli leśnych”, uważa, że nawet spacer po parku może zdziałać cuda, a jeśli i na to nie mamy czasu, wdychajmy olejek sosnowy, który oczyszcza umysł.

W slow life wpisuje się duńskie hygge, szwedzki lagom czy francuskie joie de vivre. Słowa te mają wiele znaczeń – od rozmowy z przyjaciółmi, bycie serdecznym i uważnym gospodarzem, budowanie nastroju bliskości, przez jedzenie ciasteczek, po lekcję tańca. Nawet jeśli uczymy się rock and rolla.

Slow life - teoria i praktyka

  • 24% badanych nie wyobraża sobie dnia bez chwili relaksu. Ale... aż 30% miewa czasem podczas wypoczynku wyrzuty sumienia.
  • 50% Polaków stara się celebrować ważne chwile z bliskimi. Jednocześnie przyznają, że zdarza im się pracować w wolnym czasie.
  • 30% oddaje potrzebującym rzeczy, których nie potrzebuje. Niestety jedna czwarta z nas je wyrzuca.
Źródło: Mobile Intitute dla Naturativ