1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Drzewa, istoty ponad czasem - rozmawiamy z Adamem Wajrakiem

Drzewa, istoty ponad czasem - rozmawiamy z Adamem Wajrakiem

Adam Wajrak od 20 lat mieszka w Puszczy Białowieskiej (Fot. Adam Wajrak/Agencja Gazeta)
Adam Wajrak od 20 lat mieszka w Puszczy Białowieskiej (Fot. Adam Wajrak/Agencja Gazeta)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
To jest schizofrenia: instytucja mająca chronić lasy zarabia na ich wycince. Nie da się tego pogodzić. Nie chodzę już na te wycinki, to dla mnie zbyt mocne przeżycie, omijam takie miejsca. To tak jakby ktoś mi zbombardował dom. Stare drzewo jest jak zabytek. Jest świadkiem lepszym niż mury budowli, bo żywym – mówi uzależniony od puszczy przyrodnik i dziennikarz Adam Wajrak. 

To jest schizofrenia: instytucja mająca chronić lasy zarabia na ich wycince. Nie da się tego pogodzić. Nie chodzę już na te wycinki, to dla mnie zbyt mocne przeżycie, omijam takie miejsca. To tak jakby ktoś mi zbombardował dom. Stare drzewo jest jak zabytek. Jest świadkiem lepszym niż mury budowli, bo żywym – mówi uzależniony od puszczy przyrodnik i dziennikarz Adam Wajrak. 

Żoliborz za oknem. Spójrz: pełno zieleni, krzewy, stare drzewa. Zieleń kipi. No, pięknie jest. Z jednej strony pięknie, z drugiej – niepięknie. Przeżyłem niedawno pewien szok, zaskoczenie, dotyczące właśnie żoliborskiej zieleni. Tuż przy domu przy Mickiewicza, w którym się wychowałem, tutaj, obok, za kościołem Stanisława Kostki, kiedy byłem mały, był taki wycinek świata, który był całkowicie opanowany przez dziką przyrodę. Kiedy biegałem tam jako dziecko, nazywaliśmy to miejsce „park Stary”. Do niedawna myślałem, że to było po prostu kilka zapuszczonych działek, których właściciele gdzieś zaginęli na skutek historycznych zawirowań, jakie nad miastem szalały. Ta zielona dżungla w środku dzielnicy była dla mnie bardzo ważnym miejscem, które jakoś mnie ukształtowało. 

I już go nie ma. Tak. Na początku pogodziłem się z jego utratą, bo w latach 90. powstało tam zamknięte osiedle, jeden, drugi luksusowy dom (to nie są takie wielkie bloki, raczej jednorodzinne). Niedawno spytałem na Facebooku moich czytelników, czy może słyszeli, jaka była historia tego miejsca, tego zapuszczonego kiedyś skrawka, tej działki lub kilku działek. I dostałem odpowiedzi razem z przedwojennymi planami miasta: otóż kiedyś był to park! Miejski park. Poczułem się okradziony. Okazało się, że nawet na zielonym Żoliborzu, już w wolnej Polsce, można było zamienić przedwojenny park ze starymi pięknymi drzewami na zamknięte, ogrodzone płotem osiedle wyłożone kostką. Ktoś sprywatyzował mój kawałek zielonego świata. 

Na szczęście akurat na Żoliborzu to wyjątek, nie reguła. Tak, na szczęście, ta dzielnica jest nie tylko zielona, ale też trochę dzika. 

Nie masz na myśli ludzi, mam nadzieję. Myślę o przyrodzie, choć i z ludźmi wszędzie różnie bywa. Są dzikie okolice Cytadeli, tam właściwie w wielu miejscach prawie nie ingeruje się w przyrodę, jak najrzadziej kosi się trawę, bo naprawdę przyroda najlepiej się czuje, kiedy jest pozostawiona sama sobie. 

W mieście to niemożliwe. Okazuje się, że w puszczy… także nie. W ogóle ostatnie lata mijają pod znakiem wielkiej wycinki drzew. Dopóki Puszcza Białowieska i inne puszcze będą we władaniu Lasów Państwowych – nic się nie zmieni. To instytucja zarabiająca na wycinaniu drzew. To dlaczego miałaby „odpuścić”? Leśnicy zawsze będą szukać jakiegoś powodu do wycinki. Z lasami i leśnikami z Lasów Państwowych jest trochę tak jak z przemocą wobec kobiety: jest przemocowa rodzina, w której mąż bije żonę, a społeczeństwo się odwraca i mówi: „No tak, on teraz obiecał, że będzie ją bił trochę mniej, więc sytuacja jest lepsza”. 

W Puszczy Piskiej, w sercu Mazur, las jest wycinany takimi punktami: tutaj kilka hektarów, tam parę, powstają olbrzymie łaty… To fachowo nazywa się zrąb. Zrąb oficjalnie jest lasem i jako las będzie figurował w statystykach, chociaż może nie być na nim po wycince ani jednego drzewa. Dlatego w statystykach nam przybywa lasów i wzrasta wycinka. To schizofrenia: instytucja mająca chronić lasy zarabia na ich wycince. To się nie da pogodzić. Nazywanie wycinki drzew ochroną lasów… 

To oksymoron? Tak. Lasy nie potrzebują ani wycinki, ani sadzenia drzew. Mogą istnieć „uprawy drzew”, ale nie traktujmy uprawy jak prawdziwego lasu, puszczy. Skądinąd lasy przez długi czas nikogo nie obchodziły. Pokutuje, niestety, takie podświadome przeświadczenie, że coś, co jest państwowe, jest niczyje, a nie wspólne. W idealnym kraju państwo powinno chronić własność wspólną, patrząc całościowo, z perspektywy obywateli i mijającego czasu, nie powinno się kierować partykularnymi interesami ani politycznymi, ani jedynie gospodarczymi czy lokalnymi. Podejście całkowicie inne odbija nam się czkawką nie tylko przy ochronie przyrody, ale we wszystkich dziedzinach. 

Pamiętam twój tekst w „Gazecie Wyborczej” napisany po wycinkach – „Chodzę i płaczę, patrzę i nie poznaję”. Chodzisz jeszcze w te miejsca? Nie, nie chodzę na te wycinki, boję się. To dla mnie za mocne przeżycie, omijam te miejsca. To tak, jakby ktoś mi zbombardował ten Żoliborz. No, połowę życia tam przecież mieszkam. Smutek, jakieś złe emocje – bo chęć zemsty też… No, nie mogę. Czasem, kiedy zmuszą mnie jacyś dziennikarze, żeby ich zaprowadzić… Wracałem kiedyś nocą, widziałem w świetle księżyca takie sterczące pnie, bo taki harvester raz tnie przy ziemi, raz wyżej, jak jakaś obłędna maszyna, i w tej bladej poświacie ten las czy to, co po nim zostało, wyglądało jak ruiny, naprawdę. I od tamtej nocy w ogóle tam nie zaglądam. Życie człowieka jest krótkie, nie wiem, ile jeszcze pożyję, dlatego staram się unikać złych emocji.

Adam Wajrak czuje się uzależniony od lasu (Fot. Marcin Onufryjuk) Adam Wajrak czuje się uzależniony od lasu (Fot. Marcin Onufryjuk)

Coś się jednak zmienia, także w wymiarze lokalnym. Mieszkańcy Augustowa, którzy kiedyś pomstowali na ekologów broniących doliny Rospudy i opóźniających budowę obwodnicy, dzisiaj często przyznają, że nie mieli racji. Mieszkańcy Mazur protestują przeciw budowie szybkiej drogi z Ełku na zachód… Tam co parę kilometrów powinien być rezerwat, a najlepiej Mazurski Park Narodowy. Dzisiaj rezerwaty w Polsce to 1,4 proc. powierzchni lasów. Tyle co nic. Przy czym to nie są tylko rezerwaty ścisłe, więc można w nich często ciąć. W parkach narodowych można robić dużo, w parkach krajobrazowych – jak na Mazurach – wszystko. Ludziom „sprzedaje się” coś jako chronione, a to wcale chronione nie jest. Dobrze chronione w Polsce są właściwie tylko ścisłe rezerwaty i jako tako – te najbardziej znane parki narodowe, takie jak Białowieski.   

Może Polacy po prostu nie lubią drzew, „wśród tych pól malowanych zbożem rozmaitem…”. Nie, nie, chyba nie. Kiedy obowiązywało „lex Szyszko”, rzeczywiście część ludzi rzuciła się do cięć, wycinała drzewa na swoich działkach i posesjach „póki można”, furczały piły na przedmieściach, w gminach i dzielnicach, z drugiej strony – inna część społeczeństwa podniosła krzyk i zrobiła wielką awanturę. I politycy się ugięli, to prawo zostało zmienione. Pod naciskiem, bo przecież nie ze względu na miłość polityków do przyrody.

Ale drzew już nie było. Rosną sto lat, tnie się je kilka minut. To prawda. Prof. Malcolm Hunter [naukowiec z Uniwersytetu w Maine zajmujący się ochroną przyrody – przyp. red.] powiedział podczas konferencji, na której ostatnio byłem, rzecz oczywistą, ale nie uświadamianą: drzewo, które ma 200 lat, tnie się dwie minuty. 200 lat to jest ponad sto milionów minut. Stare drzewa, wielkie, rozłożyste, są właściwie takimi galaktykami w małej skali, dzieje się w nich masa rzeczy, są jakieś zakamarki wśród gałęzi i tak dalej. I w dwie minuty zabija się taki kosmos.   

Masz działkę, rośnie na niej drzewo, które uniemożliwia budowę garażu. Co robisz? Oczywiście, że rezygnuję z garażu. Co za pytanie! To jest dobro wspólne. I moje dzieci – gdybym je miał (a nie mam) – bardziej byłyby zadowolone ze starego drzewa niż z jakiegoś budynku. Przecież kiedy mieszkasz w zabytkowej kamienicy, nie możesz sobie robić wszystkiego, co chcesz, prawda? Więc ja właściwie nawet nie rozumiem tego pytania, to dla mnie abstrakcja. Dawno temu dokupiłem obok mojego domu w Teremiskach pod Białowieżą dużą działkę tylko po to, żeby mieć rosnące na niej stare drzewo, lipę, olbrzymią, prawdopodobnie z XIX wieku. Moja żona Nuria powiedziała: „Chciałabym, żeby ta lipa była nasza, żeby była bezpieczna”. Stare drzewo jest jak zabytek. Jest świadkiem lepszym niż mury budowli, bo żywym.

Jest istotą z innych czasów, właściwie spoza naszego czasu. Tak, drzewa nie przekładają się na naszą skalę czasową. Staję czasem przy takich dużych drzewach i myślę sobie, że ten dąb był już całkiem duży, gdy jeszcze nie było żadnych rzeczy, które są dla mnie oczywistą oczywistością: żarówki, telewizji, dżinsów, Stanów Zjednoczonych i rock and rolla. 

Może właśnie za to ludzie dzisiaj nie lubią drzew, za ten ich spokój, brak pośpiechu. To nie uchodzi w naszych czasach mieć tak na wszystko… Tak obok wszystkiego być. Możliwe! A jednocześnie drzewa są takie kruche. Bierzesz piłę i nie ma drzewa. A jak pilarzy jest setka… kawał puszczy znika. 

Czy buntują się tylko aktywiści? Widziałeś nowy mural Banksy’ego w Londynie? Dziewczynka otacza dłońmi roślinę. Napis pod obrazem: „Koniec rozpaczy, czas na taktykę”. W skali świata jest naprawdę coraz gorzej. Jeśli nic się nie zmieni, nadejdzie świat z „Mad Maxa”. Tak jak w Polsce dostrzegam, że jest pod pewnymi względami lepiej (może wyłączając węgiel), tak jeżeli chodzi o całą planetę – jestem pesymistą, niestety.

W Polsce aktywiści ekologiczni mają coraz szerszą bazę poparcia. I są coraz bardziej widoczni. Według badań 80 proc. Polaków chce nowych parków narodowych. Wyobrażasz sobie? Te wszystkie działania, to przykuwanie się do drzew, te manifestacje, wszystko, co pokazują potem media – to jednak jakoś działa. Może ludzie myślą o swoich dzieciach? Że powinny móc pójść do prawdziwego lasu, spotykać zwierzęta nie tylko w zoo i oddychać czystym powietrzem? Na marginesie: w Polsce żyje coraz więcej wilków, dużo żubrów, około jednej trzeciej całej populacji w Europie… Ludzie powoli chwytają, że przyroda jest wartością. Gdyby jeszcze pięć czy dziesięć lat temu ktoś mi powiedział, że znajdą się lokalsi, którzy będą bronić Puszczy Białowieskiej, to popukałbym się w głowę.

Masz w tym swój udział. Skromniutki. W Teremiskach mieszkam od 1999 roku, czyli 20 lat. 

I co te 20 lat w tobie zmieniło? Czuję, że jestem i z Żoliborza, i stamtąd, z puszczy. 

W mieście byłeś „tym panem od zwierzątek”, a teraz? Cały czas jestem „panem od zwierzątek”, mam masę młodych czytelników, ale i starszych. Bardzo wiernych. No gdzie ma pracować dziennikarz od przyrody? Przez lata uzależniłem się od tego lasu, który wciąga, fascynuje. Wyobraź sobie, to tak, jakby ktoś lubiący nurkowanie mieszkał cały czas na rafie koralowej. I ja mieszkam na takiej właśnie rafie – ten las, ta puszcza to moja rafa koralowa. 500 metrów od mojego domu obserwowałem tydzień temu wilki.    

To gdzie jeździsz na wakacje? Cały czas jestem na wakacjach. Tak się czuję. Dzięki puszczy.

Adam Wajrak, rocznik 1972; dziennikarz, działacz na rzecz ochrony przyrody i mieszkaniec Puszczy Białowieskiej. Jest autorem książek o tematyce przyrodniczej dla dzieci i dorosłych, m.in.: „Lolka”, „Wilków”, serii „Przewodnik prawdziwych tropicieli” oraz „Umarłego lasu” (z Tomaszem Samojlikiem).

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Lekcja długowieczności z Okinawy

Praca w ogrodzie zapewnia niezbędną dzienną dawkę ruchu i powietrza. I sprzyja długowieczności. (Fot. iStock)
Praca w ogrodzie zapewnia niezbędną dzienną dawkę ruchu i powietrza. I sprzyja długowieczności. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Okinawa to jedna z tak zwanych Niebieskich Stref  - miejsc, gdzie żyje wielu tak zwanych superstulatków. Czemu zawdzięczają swoją długowieczność mieszkańcy japońskiej wyspy? Podobno tradycyjnemu trybowi życia, hartowi ducha i specyficznemu poczuciu humoru. Oto kilka zasad, którymi kierują się na co dzień.

1. Znajdź swoje ikigai Ikigai to ważny element japońskiej filozofii życia. Tłumaczy się jako przyjemność i istotę życia. Japońskie iki to czasownik „żyć”, natomiast gai oznacza dosłownie „powód”. Filozofia ikigai opisywana jest jako system motywacji, który sprawia, że każdego dnia chce nam się wstawać z łóżka.

2. Stosuj roślinną dietę W diecie Okinawczyków przeważają warzywa, słodkie ziemniaki, tofu oraz owoce.

3. Jedz więcej soi Flawonoidy zawarte między innymi w ziarnach soi i przetworach z soi wspomagają układ krążenia, są również cenne dla kobiet w okresie menopauzy.

4. Uprawiaj ogródek Praca w ogrodzie zapewnia niezbędną dzienną dawkę ruchu i powietrza. Pozwala odreagować stres, działając kojąco na wszystkie zmysły.

5. Stwórz krąg moai Maoi to grupy przyjaciół którzy nawzajem angażują się w swoje życie i wspierają w trudnych chwilach zarówno emocjonalnie jak i finansowo. Tradycja silnych więzi społecznych jest jednym z czynników decydujących o długowieczności mieszkańców Okinawy.

6. Czerp energię ze słońca Wpływ słońca na samopoczucie jest nie do przecenienia, to nie tylko źródło witaminy D, dzięki której mamy mocne kości, ale również dawka pozytywnej energii i dobrego samopoczucia.

7. Utrzymuj aktywność Codzienna umiarkowana aktywność to klucz do dobrej kondycji fizycznej i psychicznej. Może to być zarówno gimnastyka czy spacer, jak i praca w ogrodzie czy domowe porządki.

8. Carper diem Okinawczycy nie myślą o przeszłości, cieszą się chwilą obecną i drobnymi przyjemnościami. Są sympatyczni i nawet w podeszłym wieku otaczają się młodymi ludźmi.

Źródło: Dan Buettner, „Niebieskie strefy. 9 lekcji długowieczności od ludzi żyjących najdłużej”

  1. Styl Życia

Siła spokoju - joga na odbudowanie wewnętrznej równowagi

Joga i medytacja oddziałuje na pracę mózgu i wpływa na poprawę zdrowia i samopoczucia. (Fot. iStock)
Joga i medytacja oddziałuje na pracę mózgu i wpływa na poprawę zdrowia i samopoczucia. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Gdy jesteśmy niespokojni i brakuje nam cierpliwości, aby zrozumieć to, co dzieje się wewnątrz i wokół nas, trudniej nam podejmować decyzje i dogadać się z innymi. Dlatego tak ważne jest odbudowanie wewnętrznej równowagi. 

Według filozofii jogi istnieje pięć podstawowych zasad, które pomogą nam zatroszczyć się o ciało i umysł tak, aby osiągnąć wewnętrzną równowagę.

Pierwszą zasadą jest prawidłowe odżywianie, czyli lekka dieta, która dostarcza niezbędnych składników odżywczych.

Druga zasada to odpoczynek pozwalający na zregenerowanie się całego organizmu i utrzymanie silnego systemu nerwowego.

Trzecia – ćwiczenia fizyczne. Dzięki nim utrzymujemy w dobrym stanie mięśnie, krążenie krwi i dostarczamy ciału energii. Gdy zestroimy ruch z oddechem oraz skoncentrujemy na nich całą uwagę, możemy doświadczyć jedności ciała i umysłu, a tym samym – spokoju, który jest naszą wewnętrzną siłą.

Czwartą zasadą jest używanie oddechu jako narzędzia, które pozwala zmieniać stan umysłu i emocji: uspokaja, ułatwia koncentrację, a nawet regenerację całego organizmu.

Ostatnia, piąta zasada to medytacja. Naukowcy od wielu lat prowadzą badania korzyści płynących z jej praktykowania. Ich wyniki potwierdzają to, czego jogini uczą od tysięcy lat: medytacja oddziałuje na pracę mózgu i wpływa na poprawę zdrowia i samopoczucia.

Wprowadzenie tych pięciu zasad w codzienne życie może wydać się trudne. Róbmy to więc stopniowo, zaczynając od świadomego wybierania tego, co i kiedy jemy, jak odpoczywamy, jak oddychamy. Ciało i umysł zaczną szybko wynagradzać nasze wybory. Po czym to poznamy? Odzyskamy spokój, który przejawiać się będzie nie tylko opanowaniem i wyciszeniem, ale też większą radością życia, głębszą świadomością własnej mądrości, intuicji i kreatywności.

Ćwiczenie

Podczas wykonywania ćwiczenia cały czas oddychamy głęboko i spokojnie przez nos, świadomie wydłużając każdy wdech i wydech. Stoimy w lekkim rozkroku, stopy są ustawione równolegle do siebie. Wyciągamy ramiona przed siebie na wysokości barków, łokcie są wyprostowane, ramiona równoległe do podłogi, wnętrze dłoni kierujemy do dołu. Powoli podnosimy ramiona, nie zginając łokci. Głowa jest lekko przechylona do tyłu, biodra lekko wysunięte do przodu. Pozostajemy w tej pozycji od 30 sekund do 2 minut. Płynnym ruchem robimy skłon do przodu, nie zginając łokci.

Zatrzymujemy się w momencie, gdy dłonie dotkną podłogi. Pozostajemy w tej pozycji od 30 sekund do 2 minut, pamiętając o oddechu. Następnie prostujemy powoli kręgosłup, ramiona są cały czas wyprostowane przed nami. Dochodzimy do pozycji wyjściowej i pozostajemy w niej ok. 30 sekund.

To proste ćwiczenie zmniejsza intensywność emocji wywołanych zmianami hormonalnymi przed miesiączką i menopauzą, więc każda kobieta powinna włączyć je do regularnej praktyki jogi.

  1. Styl Życia

Staffing w pracy - co to jest? Kiedy mamy do czynienia z tym rodzajem mobbingu?

Zespół ma wielką siłę, może nie tylko wspierać, ale również niszczyć ludzi, na szczęście każdy z nas może też stanąć po stronie osób, które są źle traktowane. (Fot. iStock)
Zespół ma wielką siłę, może nie tylko wspierać, ale również niszczyć ludzi, na szczęście każdy z nas może też stanąć po stronie osób, które są źle traktowane. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Wszyscy zapewne wiedzą, czym jest mobbing w pracy. Choć mam nadzieję, że nie poznali go na własnej skórze – zastrzega psycholożka Hanna Samson. Jej doświadczenie wskazuje jednak, że i pracownicy mogą nękać szefa czy szefową. Wtedy mamy do czynienia ze staffingiem.

Pamiętam z dzieciństwa dowcip o Jasiu, który bardzo nie chciał iść do szkoły. Skarżył się mamie, że nikt go tam nie lubi i wszyscy mu dokuczają, ale mama była nieugięta i kazała mu iść, na koniec pytając: – No pomyśl, Jasiu, jak wyglądałaby szkoła bez dyrektora?

A więc to tak? Szefowie też mogą się czuć nieakceptowani w swoim miejscu pracy? Mogą. I niekoniecznie dlatego, że nie nadają się na to stanowisko. Czasem splot okoliczności sprawia, że szczególnie na początku pracy zderzają się z niechęcią zespołu.

Jak do ściany

Elwira ma 47 lat, za sobą drogę pełną sukcesów, wszyscy mogliśmy ją podziwiać na ekranie, ale teraz wygląda, jakby była ciężko chora. – Nie jem, nie śpię, chyba powinnam rzucić tę pracę, ale się boję, bo w telewizji są na mnie obrażeni, że odeszłam, więc pewnie nie pozwolą mi wrócić. I co ja zrobię? – płacze.

A jeszcze dwa miesiące temu było zachwycona nowym wyzwaniem. Zaproponowano jest stanowisko redaktorki naczelnej w magazynie dla kobiet, który zawsze bardzo lubiła. Nie myślała o zmianie pracy, ale takich propozycji się nie odrzuca. Elwira jest ambitna, umie współpracować z ludźmi, przed telewizją pracowała w gazetach, merytorycznie czuła się przygotowana. Umówiono ją na spotkanie z prezesem wydawnictwa, byli sobą nawzajem zachwyceni, wszystko układało się świetnie.

– Prezes przedstawił mnie zespołowi, wygłosiłam entuzjastyczną przemowę, na którą zespół w żaden sposób nie zareagował, trochę to było dziwne, ale jeszcze nic nie przeczuwałam – opowiada. – Prezes wyszedł, zostałam z nimi sama, kilkanaście osób, kobiety i trzech mężczyzn. Chciałam z nimi nawiązać kontakt, pytałam, kto jest kim, co lubią w swojej pracy, a co chcą zmienić – odpowiadali półsłówkami, nikt nie odzywał się spontanicznie. Czułam ich niechęć, chciałam rozładować atmosferę, więc zapytałam, czy zawsze są tak wygadani, ale nadal nic. Zwróciłam się więc bezpośrednio do mojej zastępczyni, która została po poprzedniej naczelnej. W końcu zapytałam, czy zebrania zawsze tak wyglądają. Usłyszałam, że zebrania z Kasią były fantastyczne. A teraz nie ma Kasi... Kiedy zareagowałam, że przecież są oni i nie zamierzam sprowadzać swoich ludzi, chcę robić ten magazyn z nimi, czułam się, jakbym mówiła do ściany.

Persona non grata

Elwira musiała zrobić swój pierwszy numer, a czasu było mniej niż zwykle. Zaczęła współpracować z poszczególnymi osobami, każdy z nich wiedział, co ma robić, byli w tym dobrzy. Jednak kiedy coś proponowała, nikt nie wyrażał swojej opinii. Na kolejnym spotkaniu była bliska rozpaczy. – Znów zwróciłam się do mojej zastępczyni – opowiada dalej Elwira. – I usłyszałam, że skoro uważam, że to dobry pomysł, to OK. Bo przecież jestem naczelną... Czuję się odrzucona, wykluczona, wyobcowana. Mam iść do prezesa i powiedzieć, że zespół nie współpracuje? To znaczy, że nie umiem kierować ludźmi, on we mnie wierzy, nie chcę zawieść jego zaufania.

Pytam, jak długo już tam jest i okazuje się, że dwa miesiące.  I właściwie nic się nie zmienia. No poza tym, że sama Elwira czuje się coraz gorzej. Przed wyjściem do pracy wymiotuje, a wieczorem nie może zasnąć.

– Z nikim nie masz kontaktu? – upewniam się. – Z dziewczynami z fotoedycji udaje mi się normalnie pogadać, czasem się nawet śmiejemy. Ale na zebraniach one też milczą, pewnie wszyscy się namówili, że nie będą ze mną rozmawiać. – Dlaczego? Jak rozumiesz tę sytuację? – Wiem, że wszyscy bardzo lubili Kasię, poprzednią naczelną, razem z nią tworzyli tę gazetę od początku. Zwolnili ją, bo wyniki sprzedaży były coraz gorsze, i zatrudnili mnie. – Panią z telewizji, która spadła na nich jak z kosmosu i myśli, że zna się na gazecie, którą oni stworzyli – mówię, bo chcę, żeby to wyszło ode mnie. – No właśnie. Oni nie wierzą w moje kompetencje. Ten pierwszy numer wyszedł całkiem nieźle, ale to ich nie przekonało. Chyba najgorsza jest moja zastępczyni. Czuję, że patrzy na mnie z góry i czeka, aż mi się powinie noga. Nigdy nie mówi swojego zdania, tylko pozornie akceptuje moje. – Może warto z nią porozmawiać o waszej relacji? – Próbowałam, ale ona się wyślizguje – mówi Elwira. – Chciałam ją zaprosić na kolację, ale stwierdziła, że po pracy lubi wracać do domu. Powiedziałam, że jest mi trudno pracować w takiej atmosferze, a ona na to, że przecież sama chciałam być naczelną, a to niełatwy kawałek chleba. Zapytałam, czy chciała być naczelną po odejściu Kasi, odpowiedziała, że woli być druga, ale po osobie, którą ceni. Dotąd zawsze dogadywałam się z ludźmi, a teraz boję się chodzić do pracy, jeszcze chwila i wpadnę w depresję.

Próba sił?

Staffing tak samo jak mobbing może prowadzić do depresji. Wszyscy potrzebujemy akceptacji w swoim środowisku i szefowie nie są tu wyjątkiem, ale mają większe możliwości działania. Staffingu nie ma jeszcze w prawie pracy, więc nie mogą odwołać się do sądu, ale też nie są bezradni.

– Elwira, przecież to ty jesteś szefową, ty masz władzę. Upomnienia, nagany, premie lub ich brak, nawet zwolnienia pracowników zależą od ciebie. Czy jesteś tego świadoma? – pytam. – Ale ja nie chcę z tego korzystać! Chcę się z nimi dogadać! – Do tej pory próbowałaś się im podlizywać i nic z tego nie wyszło. Spróbuj się z nimi dogadać z pozycji mocy. Warto, żebyście wszyscy wiedzieli, że ją masz! Na przykład powiedz zastępczyni, żeby przygotowała 20 propozycji tematów do następnego numeru, zamiast oceniać twoje pomysły. Powiedz, że jeśli ktoś nie chce z tobą współpracować, to niech odejdzie za porozumieniem stron, bo inaczej ty wkrótce go zwolnisz. Niech zostaną tylko ci, którzy chcą. Zresztą ty pewnie lepiej wiesz, co im powiedzieć, bo to ty jesteś szefową!

Elwira przyszła do mnie po miesiącu. Wyglądała znów jak pani z telewizji, zadowolona kobieta sukcesu. – Nadal tam pracujesz? – zapytałam z niedowierzaniem. – O tak! Cudowne miejsce i wspaniali ludzie! Naprawdę mam świetny zespół! – śmieje się Elwira. – Jak tego dokonałaś? – Zaraz po naszym spotkaniu zwołałam zebranie na 9.00 rano, choć większość lubi przychodzić o 10.00. Powiedziałam, żeby ci, którzy nie chcą ze mną współpracować, odeszli za porozumieniem stron, bo inaczej ich zwolnię. Dodałam, że nie muszą od razu podejmować decyzji, bo od jutra z każdym będę rozmawiać indywidualnie i wtedy się dowiem. Mieli przychodzić do mojego gabinetu zgodnie z planem, który wysłałam mailem, a zastępczyni i szefom działów powiedziałam, żeby przynieśli propozycje tematów do następnych numerów. Podziękowałam za spotkanie i wyszłam – śmieje się Elwira. – Dużo mnie to kosztowało, ale było warto, dogadałam się ze wszystkimi! – Z zastępczynią też?

– I to jak! Chyba nawet już się lubimy. Powiedziała, że chce być moją zastępczynią, bo w końcu pokazałam, że nadaję się na naczelną!

Ta historia skończyła się dobrze, kiedy Elwira pokazała swoją moc. Jednak nie każdy szef ma takie możliwości, co nie oznacza, że ma się godzić na staffing.

Kiedy milczenie nie jest złotem

Agata ma 26 lat, po powrocie ze stażu w Holandii podjęła pracę w ośrodku wychowawczym, prowadzi grupę chłopców w wieku od 15 do 18 lat. Odkąd z nimi pracuje, chłopcy zaczęli się zmieniać. Chętniej współpracują ze sobą, rozwiązują konflikty bez użycia siły, oczywiście nie zawsze, ale tę zmianę dobrze widać, co zauważył również dyrektor. Wezwał Agatę, wypytał o metody pracy, których uczyła się w Holandii, docenił jej zapał i energię, i rzucił na głęboką wodę. Agata została szefową wychowawców, czym pozostali nie byli zachwyceni. Wszyscy byli od niej starsi, pracowali w ośrodku od lat i nie widzieli powodu, żeby uczyć się od Agaty.

„Ty masz pewnie jakąś misję, może chcesz zrobić doktorat, ale nie naszym kosztem! My chcemy spokojnie pracować, a nie chodzić na jakieś zebrania i słuchać nowinek” – taki mniej więcej przekaz płynął od kolegów, którzy ignorowali jej zaproszenia na spotkania i robili sobie z niej żarty. Tylko wychowawczyni grupy dziewcząt była zainteresowana jej metodami pracy, więc Agata współpracowała z nią i jej grupą. Dyrektorowi powiedziała, że będzie wprowadzać zmiany stopniowo w poszczególnych grupach, nie chciała skarżyć się na kolegów. Po kilku miesiącach dzieci z innych grup zaczęły pytać swoich wychowawców, dlaczego u nich nie ma takich fajnych zajęć jak u dziewczyn i starszych chłopaków. W końcu inni zainteresowali się tym, co robi Agata. Przyszli do niej i poprosili, żeby opowiedziała im o zajęciach, które robi z dziećmi, to może zaczną z nią współpracować. I naprawdę zaczęli.

Zespół ma wielką siłę, może nie tylko wspierać, ale również niszczyć ludzi, na szczęście każdy z nas może się z niego wyłamać. Stanąć po stronie osób, które są źle traktowane. Gdybyśmy potrafili ująć się za nimi, nie byłoby nie tylko staffingu, ale też mobbingu, na który zwykle pozwala milcząca większość.

Hanna Samson, psycholożka, terapeutka, pisarka. W Fundacji CEL prowadzi grupy terapeutyczne dla kobiet. Autorka takich książek, jak "Dom wzajemnych rozkoszy" i "Sensownik". 

[newsletterbox]

  1. Styl Życia

Wiosenne rośliny młodości

Od dawna znane są prozdrowotne właściwości wiesiołka, mało która roślina, a w zasadzie olej z jej nasion, tak sprzyja kobiecie. (Fot. iStock)
Od dawna znane są prozdrowotne właściwości wiesiołka, mało która roślina, a w zasadzie olej z jej nasion, tak sprzyja kobiecie. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Nasze prababki stosowały je z pożytkiem, pokolenia babek i matek uwierzyły farmaceutom. My znowu sięgamy do źródeł.

Słonecznik i dynia na pamięć i sprawność mózgu

By pamięć nie szwankowała, potrzebny jest cynk – znajdziemy go w pestkach dyni i nasionach słonecznika. Okazuje się, że lansowany przez wiele lat miłorząb jako „odmładzający” mózg zupełnie nie ma tych właściwości – w badaniach wykazano, że lepsze skutki przynosi nawet placebo. Ale już pestki słonecznika i dyni z rozmachem możemy dorzucać do wiosennych sałatek – nie tylko wzmocnią smak, ale i dobrze odżywią mózg. Na jego sprawność wpływają także inne nasiona i ziarna – niełuskany ryż, kasze i fasole – to węglowodany złożone, które są świetną pożywką dla mózgu, bo oprócz glukozy zawierają także błonnik, witaminy i minerały.

Wiesiołek - eliksir młodości

Od dawna znane są prozdrowotne właściwości wiesiołka, mało która roślina, a w zasadzie olej z jej nasion, tak sprzyja kobiecie – regularnie stosowany usprawnia gospodarkę hormonalną, ale także wygładza „od środka” i na zewnątrz zmarszczki, wpływa na wygląd i zdrowie cery, sprawia, że mamy lepszy nastrój. To zasługa nienasyconych kwasów omega-3 i omega-6, witaminy A i witaminy E, które zbawiennie wpływają na sprężystość i nawilżenie ciała. Ponadto witamina A, czyli retinol, jest silnym antyoksydantem, chroni przed szybkim starzeniem. Olej z wiesiołka najlepiej kupować ekologiczny, w ciemnych buteleczkach.

Rozmaryn i aloes na włosy i cerę

Rozmaryn lekarski także bardzo sprzyja kobiecie – pomaga na bolesne miesiączkowanie, ale wyciąg z jego liści dodany do kąpieli ujędrnia ciało, dobrze wpływa na cerę, a także wzmacnia włosy i przeciwdziała ich wypadaniu. Także aloes ma dobroczynne działanie na skórę głowy i cebulki włosowe – odżywia je, przyspiesza krążenie krwi w naczyniach znajdujących się na skórze dzięki czemu dostarcza im całe bogactwo swoich witamin i minerałów.

Awokado - jak dobry krem

A jednak dużo tańszy… Warto na stałe wpisać go do diety, a czasem nawet zastosować bezpośrednio na skórę. Awokado wpływa na odnowę komórek, zwalcza wolne rodniki, a więc spowalnia starzenie i obniża poziom złego cholesterolu. Pomimo że jest bogaty w tłuszcz, obniża w organizmie poziom innych tłuszczów, tych odpowiedzialnych za powstawanie cukrzycy. Zamiast masła kładź na pełnoziarnisty chleb żytni właśnie awokado. Regeneruje skórę, więc rozgniecione widelcem i położone na kwadrans jako maseczka na twarz wspaniale ją „wyprasuje”, dostarczając witamin i cennych kwasów omega-3.

Wiosna, a więc kiełki!

Kiełki rzodkiewki czy fasoli mung to witaminowy zastrzyk młodości i energii – w kiełkach jest wszystko, co roślina potrzebuje do życia i do wzrostu, oprócz witamin mają też sporo białka, a białko buduje mięśnie, także mięsień serca. Kiełki dodawane codziennie do zup i sałatek podniosą odporność nieco nadwerężoną zimą.

Aby powyższe składniki mogły zadziałać, ważna jest dyscyplina – powinniśmy z bogactw natury korzystać regularnie, stale, najlepiej pamiętając, że to, co możemy zjeść, z reguły równie dobrze odżywi nas od zewnątrz. Unikajmy chemii, bo wcieranie jej czy konsumowanie dzień po dniu kumuluje się i odkłada w postaci toksyn, z którymi organizm sobie nie radzi. Niech już lepiej odkłada nam się tylko to, co naturalne, co nas karmi, odżywia, w efekcie dodaje urody i usuwa toksyny, by dłużej cieszyć się zdrowiem i młodym wyglądem

  1. Styl Życia

Rower dla ciała, ducha i środowiska - poznaj zalety jazdy na rowerze

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Jazda na rowerze cieszy się szczególnie wielką popularnością w okresie wiosny i lata. Od dawna dostrzegane są niewątpliwe zalety spędzania wolnego czasu i odpoczynku właśnie na tym dwukołowych pojeździe. Choć słyszy się o tym, jak jazda na rowerze pomaga spalać kalorie, często nie zdajemy sobie sprawy, że wybór tego pojazdu jest niezwykle cenny dla organizmu. Jazda na rowerze jest coraz częściej wybierana jako środek transportu przyjazny środowisku. Co więc powinniście wiedzieć o zaletach, jakie płyną z przerzucenia się na rower?

Jazda na rowerze a odchudzanie i wzmacnianie ciała

Ogromny wpływ jazdy na rowerze na wasz organizm dostrzec możecie przy wspomnianym spalaniu kalorii. Co za tym idzie, rower przyczynia się do zrzucenia zbędnych kilogramów. Jednak nie jest to jedyny powód, dla którego warto usiąść za kierownicą roweru. Regularna jazda na rowerze pozwala na znaczącą poprawę wydajności pracy serca. Niezależnie od tego, czy wybierzecie rower damski, czy jakikolwiek inny, z pewnością przekonacie się o tym, wzmocnicie zarówno swoje serce, jak i cały organizm oraz mięśnie. Co więcej, damka sprawdzi się w przypadku osób mających problemy ze stawami. Dzięki spokojnej, nieprzeciążającej jeździe na rowerze możliwe jest włączenie stawów do ruchu w sposób absolutnie nieinwazyjny. W ten sposób będziecie aktywni, a nie dość, że nie obciążycie swojego organizmu, wręcz zaczniecie go wzmacniać. Dzięki jeździe na rowerze jesteście w stanie znacząco zwiększyć pojemność płuc, a także zadbacie o lepsze dotlenienie krwi.

Jazda na rowerze pomaga przy redukcji stresu

Wyraźny wpływ na zdrowie, jaki gwarantuje wam jazda na rowerze, dostrzec możecie nie tylko w kontekście poprawy kondycji naszego organizmu. Przede wszystkim to właśnie jazda na rowerze traktowana jest jako znakomite panaceum na wiele dolegliwości dotykających waszego ducha i psychiki. Mowa oczywiście o walce ze stresem i napięciem. Oba te czynniki wyraźnie potrafią przeciążyć organizm, a to sprawia, że nie tylko czujecie się źle wewnętrznie, ale i wewnętrznie. Wielu ludzi właśnie dlatego sięga po rower, ponieważ chce zaradzić temu problemowi. Co więcej, faktycznie są w stanie to robić. Faktem jest, że regularna jazda na rowerze potrafi długotrwale poprawiać humor, a także przyczyniać się do większego zrelaksowania się osób uprawiających ten właśnie sport.

Oszczędność pieniędzy, czasu i środowiska

Niewątpliwe wartości, jakie płyną z jazdy na rowerze, dostrzec można w przestrzeni miejskiej. Różnego rodzaju opłaty parkingowe, a także opłaty na paliwo to nieraz niekończące się źródło, w które wrzucacie swoje ciężko zarobione pieniądze. Rower w mieście jest znakomitym rozwiązaniem, co docenią również ci, którym zbrzydły już długie postoje w korkach. Rower to rozwiązanie, które z powodzeniem możecie wybrać, aby zaoszczędzić swój czas. Nie dość, że zazwyczaj szybciej dostaniecie się do pracy, jednocześnie zagwarantujecie sobie lekki, a jednocześnie dobrze wpływający na organizm wysiłek. Jeśli zależy wam na dbaniu o środowisko, rower będzie idealną opcją. Dzięki ograniczeniu emisji dwutlenku węgla nie tylko zaoszczędzicie tlen, ale i ochronicie środowisko przed pojawieniem się szkodliwych spalin, które samochody i tak wydzielają w nadmiarze. Jeśli szukacie dobrych jakościowo rowerów, sprawdźcie ofertę sklepu sportowego decathlon.pl.