1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Zaproś las do domu - na czym polega idea skogluft?

Zaproś las do domu - na czym polega idea skogluft?

Zaproś las do domu - na czym polega idea skogluft?
Zaproś las do domu - na czym polega idea skogluft?
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Jeśli chcesz niewielkim kosztem sprawić, by twoje mieszanie stało się oazą spokoju, zdrowia i dobrej atmosfery – spodoba ci się koncepcja skogluft.

Skogluft (norw. leśne powietrze) – to termin stworzony przez JØrna Viumdala, norweskiego inżyniera, który pracuje z roślinami od ponad 30 lat. Kryje się pod nim koncepcja mądra i prosta: chodzi o wprowadzenie do pomieszczeń, w których najczęściej przebywasz, roślin i światła. Konkretnych roślin i konkretnego światła. Viumdal przekonuje, że przyczyną większości naszych chorób, w tym także psychicznych, jest znikomy kontakt z naturą. Zamknięci w domach z betonu i szklanych biurach, cierpimy na deficyt natury – schorzenie, które stwierdza się już nawet u małych dzieci. Jego najczęstszymi objawami są: bóle głowy, zmęczenie i zapalenie śluzówek. I nic dziwnego, że tak reagujemy, bo jak pisze w książce „Skogluft. Mieszkaj zdrowo” (wyd. Znak), to las – nie miasto – jest naszym naturalnym środowiskiem. Co więcej, jesteśmy stworzeniami o trybie dziennym, które potrzebują jasnego, białego światła, żeby móc właściwie funkcjonować. Niestety współczesne czasy zmusiły nas do życia w trybie, który nie jest dla nas zdrowy: nocne dyżury, przyjęcia czy oglądanie do późna seriali na Netfliksie. Można temu jednak zaradzić. Jak? Konstruując w domu ściankę roślinną i montując w jej pobliżu oświetlenie o spektrum światła dziennego. 

Patrz na kelwiny, nie waty

Światło o pełnym spektrum jest jak najbardziej podobne do naturalnego światła słonecznego. W takim świetle lepiej funkcjonuje roślinność, ale i człowiek. Barwę światła oznaczamy w kelwinach (K). Szukaj tego oznaczenia na opakowaniu żarówki (najlepiej zdecydować się na te typu LED). Światło chłodne o pełnym spektrum ma temperaturę około 5000 K lub wyższą. Jeśli chodzi o rośliny, światło o takiej barwie możesz zostawić im nawet w nocy; jeśli chodzi o ciebie, lepiej by dawało ci poczucie, że przebywasz na łonie natury w środku dnia, nawet jeśli z różnych powodów musisz przebywać w pomieszczeniu. Zatem wieczorem możesz wybrać światło o barwie ciepłej, przyciemnionej, a do czytania lub pracy – światło o barwie neutralnej. Chłodna jest najlepsza jako punktowe oświetlenie.

Jedna roślina, wiele możliwości

Zdaniem Viumdala skogluft daje takie same właściwości jak kąpiele leśne, oczywiście w pomieszczeniach (wprowadza nas w stan spokoju i zadowolenia oraz redukuje stres). Jeśli więc nie możesz udać się do lasu, sprowadź go do domu. Dodatkowa korzyść jest taka, że rośliny – a zwłaszcza ich niektóre gatunki – oczyszczają powietrze z potencjalnie szkodliwych składników. Takim gatunkiem jest epipremnum złociste – roślina o długich pnączach, która, choć przybyła do nas z wysp na Pacyfiku, świetnie czuje się w naszym klimacie i jest bardzo łatwa w uprawie. No i idealnie nadaje się do stworzenia ścianki roślinnej. Potrzebujesz do tego około dwudziestu roślin, po cztery w pionie i pięć w poziomie, ustawionych tak, aby tworzyły kwadrat o wielkości metr na metr.

Epipremnum złociste. (Fot. iStock)  Epipremnum złociste. (Fot. iStock) 

Możesz ułożyć je w systemie ramowym –  składa się na niego stelaż podwieszany na ścianie za pomocą kilku wkrętów oraz cztery skrzynki na kwiaty, które przymocowujesz do tej ramy. Poszukaj takiego modułu w sklepach ogrodniczych lub w Internecie. Inną opcją są pojedyncze skrzynki kwiatowe, które zawieszasz na ścianie jedna pod drugą oraz obok siebie – lub stawiasz je na półkach. Są również systemy automatyczne – bardziej skomplikowane – montowane czasem we wnętrzach budynków użyteczności publicznej. Mają one zintegrowane podlewanie, prąd i odpływ, ale są znacznie droższe. Tańsza wersja w zupełności ci wystarczy. Co istotne, epipremnum podlewasz tylko raz na trzy tygodnie. 

Spodziewane efekty

Wysiłek i wydatek niewielkie, a przynoszą znaczące korzyści. Viumdal przetestował swoją koncepcję w mieszkaniach i biurach i stwierdził następujące efekty u korzystających z niej osób: znaczne zwiększenie chęci do życia oraz żywotności, obniżenie poziomu odczuwalnego stresu, podwyższenie odporności organizmu, zmniejszenie dolegliwości bólowych, szybszy powrót do zdrowia po chorobie, znaczna poprawa koncentracji oraz większe poczucie spokoju. Plus czystsze powietrze w domu. (Dokładne wyniki przedstawia w swojej książce). W dodatku – jak pięknie to wygląda!

 

JØrn Viumdal,„Skogluft. Mieszkaj zdrowo” (wyd. Znak) JØrn Viumdal,„Skogluft. Mieszkaj zdrowo” (wyd. Znak)

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Las na receptę

Wszyscy pochodzimy z lasu. Dlatego często, niejako automatycznie, zaczynamy się odprężać, kiedy tylko wchodzimy między drzewa. (Fot. Katarzyna i Kamil Simonienko)
Wszyscy pochodzimy z lasu. Dlatego często, niejako automatycznie, zaczynamy się odprężać, kiedy tylko wchodzimy między drzewa. (Fot. Katarzyna i Kamil Simonienko)
Dawniej podczas zarazy królowie polscy mieli zwyczaj zjeżdżać do Puszczy Białowieskiej. Teraz znów to robimy, wracamy do lasu – mówi Katarzyna Simonienko, doktor psychiatrii, przewodniczka kąpieli leśnych, autorka książki „Lasoterapia”.

Co pani czuje, gdy wchodzi do lasu?
To zależy, z jaką głową tam wchodzę. Kiedy jestem bardzo zapracowana, idę do lasu, by na chwilę się zresetować, odpocząć. Wnoszę więc do niego mnóstwo splątanych myśli, stopniowo robi się ich coraz mniej, aż pojawia się spokój. Innym razem już od początku czuję energię i zaciekawienie, bo mam wolny dzień, dobry humor i wchodzę do lasu z nastawieniem: co mnie dziś zaskoczy? Czasem przepełnia mnie radość, czasem – refleksyjność. Las też się zmienia... Parafrazując – nie można wejść dwa razy do tego samego lasu. Mam wrażenie, że nawet ten sam las i ta sama w nim ścieżka, którą idę, nigdy nie są takie same.

Obręb Ochronny Rezerwat Białowieskiego Parku Narodowego. (Fot. Katarzyna i Kamil Simonienko)Obręb Ochronny Rezerwat Białowieskiego Parku Narodowego. (Fot. Katarzyna i Kamil Simonienko)

Wiele osób boi się lasu. W literaturze i kinie las jawi się jako złowrogi, można się tu zgubić. Z jakimi reakcjami spotyka się pani najczęściej?
Na szczęście wśród osób, z którymi wybieram się na leśne wyprawy w ramach lasoterapii, strach pojawia się najrzadziej, ale się pojawia. Przychodzą na przykład osoby, które mają niewiele wspólnego z lasem, a chciałyby się przełamać i go lepiej poznać. Takie podejście zwykle wiąże się z tym, co nam się wpaja na temat lasu w dzieciństwie lub późniejszym życiu – że to miejsce niebezpieczne i że może nas tam spotkać wiele złego zarówno ze strony przyrody, jak i ludzi. Jeśli najbliższe środowisko nasiąka taką niechęcią do przyrody – że to tylko kleszcze, komary i inne choroby – w dziecku pojawia się opór lub niechęć. Choć niekiedy dzieje się też odwrotnie – na zasadzie buntu i tego, że zakazane pociąga.


Jeżeli las jest czymś, czego nie znamy i nie rozumiemy, to rzeczywiście może przerażać. Nie tylko dzieci. Kiedy byłam na zjeździe International Forrest Therapy Days w Finlandii, pojawił się nawet pomysł, by relaksować się w lesie, rozstawiając namiot z wydrukiem drzew od środka. Wielu uczestników w ogóle nie miało doświadczenia kontaktu z lasem naturalnym, dzikim, jakim jest nasza Puszcza Białowieska. Było dla nich nie do pojęcia, że u nas są żubry i wilki. Moja koleżanka Basia Bańka, też przewodniczka po Białowieskim Parku Narodowym, powiedziała wtedy: „Ale nie da się nauczyć pływać, jeśli człowiek się nie zamoczy”. To nic, że las jest dziki, on ma swoje zasady. Wystarczy je poznać – mam tu na myśli choćby zwyczaje mieszkających w nim zwierząt – i nie ma co bać się ataku wilka czy żubra, przy zachowaniu odpowiedniego dystansu i szacunku są to fantastyczne spotkania. Nie warto też rezygnować z bycia w przyrodzie z powodu obaw przed złapaniem kleszcza, którego spotkać można także w mieście. Lepiej zapoznać się z profilaktyką.

Bory Tucholskie i Zalew Koronowski z lotu ptaka. (Fot. iStock)Bory Tucholskie i Zalew Koronowski z lotu ptaka. (Fot. iStock)

Część z nas wchodzi do lasu jak do świątyni. Część wchodzi do niego jak do siebie, do domu. Dla pani las to dom czy świętość?
Osobiście łączę oba podejścia. Dziś czuję się tu bardzo swobodnie, choć doskonale pamiętam moment, kiedy jako już dorosła osoba po raz pierwszy weszłam do Puszczy Białowieskiej i miałam wrażenie, że nie jestem u siebie. Dobrze znałam lasy hodowlane, w których bioróżnorodność jest skromna i gdzie niewiele mnie mogło zaskoczyć, natomiast w puszczy poczułam ogromny respekt i szacunek do przyrody. Pojawiła się chęć, by zgłębiać ten ekosystem. Im więcej się dowiadywałam na temat puszczy, tym mniej się jej obawiałam i bardziej się zaprzyjaźniałyśmy.

Las iglasty, czyli bór. Wydziela więcej olejków eterycznych niż las liściasty. (Fot. iStock)Las iglasty, czyli bór. Wydziela więcej olejków eterycznych niż las liściasty. (Fot. iStock)

Las to dziś moje miejsce pracy i relaksu, ale też świątynia. Bywa, że nadal czuję się w niej jak mrówka. Dla nas, ludów praindoeuropejskich, symbol drzewa czy gaju zawsze był święty i pojawiał się w bardzo wielu kulturach. U Słowian wierzono w święte drzewo, wokół którego powstał świat. Tak samo było w kulturach nordyckich, gdzie czczono ogromny jesion Yggdrasil, który był osią świata i łączył różne rzeczywistości – ludzi, duchów i istot nadprzyrodzonych. Jest nawet termin axis mundi – „oś świata”, w wielu kulturach wyobrażana przez drzewo, które gałęziami wrasta w niebiosa, a korzeniami w świat podziemny, łącząc je ze sobą oraz z ziemią, czyli światem doczesnym.

Borsuk europejski, występuje w lasach liściastych w całej Polsce. (Fot. iStock)Borsuk europejski, występuje w lasach liściastych w całej Polsce. (Fot. iStock)


W kulturze chrześcijańskiej jest ogród rajski, a w nim drzewo poznania dobra i zła. Słowianie wierzyli, że wśród drzew, w świętych gajach, słuchają nas bogowie, chrześcijanie – że las jest dziełem Stwórcy, czyli jest doskonały taki, jaki jest. W naszym kręgu kulturowym, który jest nie tylko słowiański, lecz także chrześcijański, mamy więc możliwość obcowania z prawdziwym sacrum.

W książce „Lasoterapia” pisze pani, że już jako dziewczynka czuła pani więź z lasem, którą wzmagały opowieści o Robin Hoodzie. Dla niego las był schronieniem, ale i ucieczką. Dziś, w czasach pandemii, las znów pełni te funkcje. Nigdy nie bywałam tak często w lesie jak ostatnio.
Wielokrotnie w różnych kryzysowych sytuacjach uciekaliśmy do lasu. Robin Hood to piękna legenda z czasów średniowiecza, ale przypomnijmy sobie choćby naszych partyzantów w trakcie drugiej wojny światowej. W dawniejszych czasach, kiedy panowała zaraza, królowie polscy mieli zwyczaj zjeżdżać do Puszczy Białowieskiej, żeby nie zachorować. I teraz znów to robimy.

Pióropusznik strusi – tę paproć można spotkać w wielu polskich lasach, między innymi w Puszczy Augustowskiej i Boreckiej.(Fot. iStock)Pióropusznik strusi – tę paproć można spotkać w wielu polskich lasach, między innymi w Puszczy Augustowskiej i Boreckiej.(Fot. iStock)

Las nam daje poczucie bezpieczeństwa, i to są atawistyczne, czyli bardzo pierwotne reakcje, które przypływają do naszej świadomości z przyczyn ewolucyjnych. Jako gatunek wychowaliśmy się na sawannie, potem przenieśliśmy się do lasu i właściwie wyprowadziliśmy się z niego dopiero około 200 lat temu do dużych miast. My wszyscy pochodzimy z lasu. Dlatego kiedy tylko do niego wracamy, pojawiają się w nas sygnały, że nasze podstawowe potrzeby zostaną zaspokojone: od wyżywienia, przez to, że będzie woda, po drewno, które da nam schronienie i ciepło ogniska. Naturalnie gdyby ktoś z nas zmuszony był nagle, z godziny na godzinę, zacząć żyć w lesie, prawdopodobnie nie wiedziałby, jak się do tego zabrać, ale gdzieś głęboko w naszej podświadomości jest informacja, że to jest możliwe. Nic dziwnego, że niejako z automatu zaczynamy się odprężać, gdy tylko wchodzimy między drzewa.
A skoro jesteśmy przy temacie pandemii – las jest bezpiecznym miejscem także dlatego, że jest tu mniejsze ryzyko zakażenia się koronawirusem. Po pierwsze, swobodnie można zachować dystans, nawet mimo tego, że obecnie w lasach są tłumy. Po drugie, jest świeże powietrze, a po trzecie, drzewa i roślinność wydzielają substancje antywirusowe wzmacniające naszą odporność.

Paproć długosz królewski, roślina objęta w Polsce ochroną gatunkową, występuje między innymi w Puszczy Niepołomickiej. (Fot. iStock)Paproć długosz królewski, roślina objęta w Polsce ochroną gatunkową, występuje między innymi w Puszczy Niepołomickiej. (Fot. iStock)

Jest pani lekarzem psychiatrą, przyrodniczką i przewodniczką kąpieli leśnych. Co te perspektywy wnoszą do pani wiedzy na temat wpływu lasu na nasze samopoczucie?
Punktem stycznym tych profesji jest praca ze stresem. Jako psychiatra i jako przyrodnik mam tym większą świadomość tego, jak kojąco przyroda wpływa na nasz system nerwowy. Obecnie to ogólnie dostępna wiedza naukowa, nie tylko intuicyjna.
Dziś, jeśli z różnych przyczyn nie mogę wysłać pacjentów na zorganizowane treningi relaksacyjne, mogę po prostu wysłać ich do lasu, bo wiem, jak wiele dobrego kontakt z przyrodą robi dla odporności, psychiki oraz wielu innych systemów i układów w naszym ciele. Las nigdy nie zastąpi leków, zwłaszcza jeśli mamy do czynienia z kliniczną depresją. Nie wyleczy ze wszystkich chorób, ale może być świetną profilaktyką, uzupełnieniem klasycznego leczenia oraz narzędziem rehabilitacji. W dodatku jest za darmo i nie powoduje żadnych niekorzystnych interakcji. Jeśli traktujemy dziką przyrodę z odpowiednim szacunkiem i wiedzą.

Lasoterapia, Katarzyna Simonienko, doktor nauk medycznych, psychiatra, certyfikowany przewodnik kąpieli leśnych, związana z Puszczą Białowieską. Swoim pacjentom przepisuje las na receptę. (Fot. materiały prasowe)Lasoterapia, Katarzyna Simonienko, doktor nauk medycznych, psychiatra, certyfikowany przewodnik kąpieli leśnych, związana z Puszczą Białowieską. Swoim pacjentom przepisuje las na receptę. (Fot. materiały prasowe)

  1. Styl Życia

Kolory lata w dodatkach do domu

Fot. https://unsplash.com/
Fot. https://unsplash.com/
Mocne barwy i wyraziste wzory królują nie tylko w letniej modzie. Także wystrój wnętrz, zmienia się w lecie, przyciągając uwagę soczystymi kolorami i roślinnymi motywami, które wprowadzają beztroski charakter wakacji.

Kolorowe dodatki do domu – co jest modne tego lata?

Poszewki na poduszki w kolorze koralowym, czy intensywnej żółci, to coś, co na pewno ożywi nasze wnętrze latem i sprawi, że już od progu będziemy w dobrym humorze. A jeśli do tego na poszewce pojawi się kolorowa papuga – wakacyjny nastrój murowany.

Myślisz, że nic nie jest w stanie ożywić twojego szarego salonu? Nie wypróbowałeś żółtych poduszek z Pepco z motywem kwiatów, które zestawione ze stolikiem kawowym w tym samym kolorze mogą zupełnie odmienić twoje wnętrze i wnieść do niego prawdziwy powiew lata. Nie masz ochoty kupować nowego stolika? Nie szkodzi. Zawsze możesz położyć na stół żółtą matę, która go rozjaśni. Do tego dokup pokrowce na krzesła i zobacz, jak twój salon rozkwita, a wraz z nim wzrasta poziom twojego dobrego humoru. Kolor żółty podniesie nie tylko twój nastrój, ale i poziom dobrej energii. Jest on bowiem tą barwą, która ożywia i aktywizuje do działania. Jeśli czujesz, że po pracy najchętniej leżałbyś tylko na kanapie, postaw na słoneczny kolor w dodatkach (w nadmiarze, np. położony na wszystkich ścianach – mógłby cię przytłoczyć). Jasna, ale niezbyt intensywna żółć pozytywnie będzie działać na twój system nerwowy, wzmocni go a ciebie pobudzi do działania.

Z czym jeszcze kojarzy się nam lato? Z morzem, a więc kolorem niebieskim. W mieszkaniu doskonale komponuje się on z białą barwą. Gdy zaaranżujemy nasze wnętrze w biało-niebieskich kolorach możemy uzyskać albo marynistyczny efekt lub też nawiązać do greckich wysepek, chociażby Santorini, której białe domki na tle niebieskiego Morza Egejskiego znane są z pocztówek i zdjęć w folderach na całym świecie. Kochasz Grecję? Spróbuj więc za pomocą sprytnych trików przenieść ją do domu. Śródziemnomorskie klimaty to powiewne jasne tkaniny, moskitiery, połączone z prostymi, wyrazistymi w kolorze meblami barwy białej lub niebieskiej. Do tego idealnie pasuje niebieski dywanik pod kanapą lub lekka, półprzezroczysta zastawa w kolorze błękitu. Jeśli planujesz letnie przyjęcie, tego typu zestaw naczyń, z barwionego szkła, przyda ci się nie tylko, jeśli urządzasz domówkę. Równie pięknie będzie prezentował się on na ogrodowym party, na jasnym stole, do którego przysunięte zostaną np. wiklinowe krzesła.

Fot. https://unsplash.com/Fot. https://unsplash.com/

Kiedy żar leje się z nieba, dobrze ukryć się w zacienionym salonie i uciąć sobie małą drzemkę. A jeśli drzemka ta odbywa się w prawdziwej dżungli – relaks zapewniony. Aby stworzyć sobie tego typu dżunglę, zwykle potrzeba dużej liczby roślin. Nie każdy ma jednak czas i umiejętności, by przez cały rok doglądać zieleni w doniczkach. Rozwiązaniem są tu sztuczne roślinki, które do złudzenia przypominają prawdziwe, a przy tym nie wymagają podlewania. Poza tym tropikalną roślinność można stworzyć sobie jeszcze w inny sposób – za pomocą dodatków w postaci tekstyliów z nadrukowanymi liśćmi palm oraz egzotycznymi ptakami. Motywy roślinne wciąż nie wychodzą z mody, dlatego w sklepach nie brakuje poduszek z tropikalną roślinnością ani też ozdobnych pudełek, na których widnieją papugi. Nie brak też dekoracyjnych figurek w kształcie egzotycznych zwierząt typu nosorożec, czy też innych ozdób nawiązujących do atmosfery gorącej Afryki.

>> W najnowszej kolekcji Pepco żar tropików bez problemu znajdziesz wszystkie niezbędne dodatki do domu.

Akcesoria do domu i na balkon – czyli jak urządzić letnią imprezę w najlepszym stylu

Fot. https://unsplash.com/Fot. https://unsplash.com/

Marzy ci się mini-party na balkonie, ale nie wiesz, jak zaaranżować przestrzeń, żeby wszyscy czuli się komfortowo, a beztroski nastrój udzielił się już od wejścia? Wypróbuj sprawdzone patenty na wprowadzenie dużej liczby poduch, na których przyjemnie będzie się oprzeć w wiklinowym fotelu lub na składanym krześle. Do tego zapewnij gościom prawdziwą ucztę dla oczu w postaci kolorowych akcesoriów, które będą tak soczyste w barwie jak owoce królujące na stołach letnią porą. W tym celu wybierz obrus z ceraty z motywem tropików lub jednolity obrus, który obciążysz, dla lepszego efektu i zabezpieczenia przed sfrunięciem – kolorowymi obciążnikami w postaci różowych flamingów czy też żółtych cytryn. Do tego dobierz kolorowe naczynia – różnobarwne szklanki do soku oraz duży, szklany słój na wodę (lub inny napój) z motywem tropikalnej dżungli (dostępny w najnowszej kolekcji Pepco).

Nie zapominaj o detalach takich jak barwne otwieracze do butelek, czy mieszadełka do drinków w najróżniejszych odcieniach. Co jeszcze nada twojej imprezie bardziej wakacyjnego tonu? Oczywiście lody w cukierkowych opakowaniach albo w formie kolorowej tuby lub też przezroczystych pojemniczków z patyczkami w kształcie różowego flaminga lub niebieskiego misia (wszystko dostępne w najnowszej kolekcji Pepco). Metalowy koszyk na owoce też powinien działać na wyobraźnię. Dlatego nie kupuj go w jakimś mdłym kolorze, lecz pójdź w róż lub inny odcień, który podkreśli zabawowy charakter całego przyjęcia.

>> Najciekawsze propozycje znajdziesz na stronie Pepco

Dekoracja do domu na lato? Kwiaty w wazonie

Nic tak nie ozdobi wnętrza twojego mieszkania w lecie jak kwiaty. Świeżo ścięte, ustawione w wazonie są najlepszą dekoracją domu. Dzięki nim wprowadzisz do domu powiew świeżości i zadbasz o przyjemną atmosferę. Kiedy ty i domownicy potrzebować będziecie energii i zapragniecie odrobiny słońca w mieszkaniu, wstaw do wazonu żółte mieczyki, a kiedy najdzie cię na odrobinę romantyzmu, wybierz czerwone róże. Jeśli ścinasz kwiaty z własnego ogródka, pamiętaj, że najlepiej robić to wczesnym rankiem. Przed włożeniem należy jednak łodygi przyciąć pod kątem i najlepiej pod strumieniem bieżącej wody. Dlaczego? Bo to zapobiegnie przedostawaniu się do rośliny pęcherzyków powietrza i opóźni proces więdnięcia. Jaka woda będzie najkorzystniejsza do wazonu? Letnia, czyli w temperaturze 30 stopni. Jeśli chcesz przedłużyć żywotność kwiatów, wstaw do wazonu specjalne substancje pokarmowe oraz substancje dezynfekujące, które nabędziesz w kwiaciarni.

Fot. https://unsplash.com/Fot. https://unsplash.com/

A co zrobić kiedy nie masz talentu do hodowania kwiatów, a bardzo chcesz ozdobić nimi pokój? Możesz zdecydować się na sztuczne kwiaty, które do złudzenia będą przypominać te prawdziwe. W Pepco możesz już zakupić kwiat kwitnącej magnolii lub gałązkę chryzantemy, która przepięknie będzie wyglądać w szklanym wazonie. Można tam nabyć również bukiet wiosennych kwiatów z dekoracyjnymi dodatkami lub tulipanów w najróżniejszych kolorach. Kiedy umieścisz te kwietne kompozycje na stole, sprawisz, że całe wnętrze się ożywi i będzie ci przypominać, że trwa najpiękniejsza pora roku – czyli lato – i warto z jej uroków korzystać.

  1. Psychologia

Potęga nicnierobienia - zamiast liczyć minuty, delektuj się nimi

Najlepszym pierwszym krokiem do powolnego, leniwego życia jest zmiana przekonań. Zrozumienie, że życie to nie wyścig, a czas to nie pieniądz. (Fot. iStock)
Najlepszym pierwszym krokiem do powolnego, leniwego życia jest zmiana przekonań. Zrozumienie, że życie to nie wyścig, a czas to nie pieniądz. (Fot. iStock)
Próżnowanie – szczególnie w promieniach słońca i na łonie natury – ma swoje dobre strony. Pozwala doładować baterie, co ma ogromne znaczenie dla zdrowia psychicznego i fizycznego. Na czym polega „zdrowe” lenistwo?

Carl Honoré – dziennikarz, pisarz, jeden z twórców ruchu Slow i jego rzecznik na całym świecie

Lenistwo czy nicnierobienie w naszym szybkim, uprzemysłowionym świecie jest postrzegane jako grzech. „Powolny” to pejoratywne określenie, synonim do „gnuśny”, „bezwolny”, a także... „głupi”. Dlatego nawet jeśli głęboko w kościach czujemy, że mocne przyhamowanie wyszłoby nam na dobre, boimy się to zrobić. A jeśli się już to zdarzy, zwykle mamy poczucie winy. Tymczasem próżnowanie ma swoje dobre strony. Jest okazją do odreagowania, uspokojenia myśli. Gdy zwalniamy, nasz umysł może swobodnie wędrować, a to jest warunkiem wszelkiej kreatywności. Leniuchując, zapominamy o troskach dnia codziennego i możemy udać się na poszukiwanie odpowiedzi na tak ważne pytania, jak „Kim jestem?” czy „Jaki sens ma moje życie?”. W takich pozornie mało znaczących momentach docieramy do sedna swojej istoty.

Ruch Slow nie nawołuje do robienia wszystkiego w zwolnionym tempie, tylko do robienia wszystkiego z odpowiednią prędkością. Namawia raczej do delektowania się godzinami i minutami zamiast ich liczenia. Do robienia wszystkiego tak dobrze, jak to możliwe, a nie tak szybko, jak to możliwe. Do przedkładania jakości nad ilość. Innymi słowy – jest zarówno „zdrowa”, jak i „niezdrowa” powolność. Podobnie jak jest „zdrowe” i „niezdrowe” lenistwo.

Najlepszym pierwszym krokiem do powolnego, leniwego życia jest zmiana przekonań. Zrozumienie, że życie to nie wyścig, a czas to nie pieniądz. Potem musisz zdobyć się na odwagę – by zgodnie ze zmianą przekonań zmienić swoje życie – oraz samodyscyplinę, by nie zejść z obranej drogi. I ćwiczyć, dużo ćwiczyć. Dobrze też brać przykład z ludzi, którzy robią wszystko w swoim czasie i nie mają z tego powodu wyrzutów sumienia.

Nie musisz nic robić

Większość konwencjonalnych metod psychologicznych i duchowych ścieżek przyjmuje, że uwolnienie negatywnych emocji, które powodują, że życie jest niesatysfakcjonujące, wymaga pracy i wysiłku: głębokiego wglądu w rodzinną przeszłość, przeżycia jej na nowo, przebaczenia i wyzwolenia przez katharsis (albo pewnych kombinacji wszystkich tych elementów). W kontraście do nich podejście niedualne, wywodzące się z dzogczen (buddyzmu tybetańskiego) i zen (buddyzmu, który swą rozwiniętą formę uzyskał w Chinach, Korei, Japonii), zakłada, że spod władzy zakłócających spokój emocji można wyzwolić się przez nierobienie niczego.

Naucz się kontemplować

Praktyka ta jest odpowiednia dla każdego niezależnie od tego, czy kiedykolwiek medytował. Kontemplacja, zwana także „samym siedzeniem”, polega na: odcięciu się od silnych zewnętrznych stymulacji, takich jak towarzystwo innych ludzi, telewizja, książki czy komputer, siedzeniu lub leżeniu we względnie nieruchomej pozycji, pozostawaniu w ciszy i byciu świadomym, codziennie około 20 minut. Przede wszystkim zapewnij sobie spokój – to najważniejsze. Możesz siedzieć na krześle, kanapie albo poduszce medytacyjnej. Możesz nawet leżeć na plecach. Jedynym wymogiem jest pozostawanie w jednym miejscu około 20 minut. Wybierz wygodną pozycję i bądź przytomna. Stosując się do tych wymogów, po prostu rób to, co zwykle robisz. Myśl, co myślisz, odczuwaj, co odczuwasz, doświadczaj tego, czego doświadczasz. Możesz obserwować oddech, mówić mantrę czy modlitwę, ale nie musisz. Nie jest też konieczne, abyś swoją percepcją podążała za myślami. Oczy możesz mieć zamknięte lub otwarte. Nie ma też znaczenia, czy jesteś skoncentrowana, czy rozproszona. Nie ma możliwości popełnienia błędu.

  1. Styl Życia

Sprawdzone sposoby na udekorowanie wnętrz

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Dekorowanie jest ostatnim szlifem wieńczącym prace aranżacyjne. To dzięki dodatkom i akcesoriom przestrzeń nabiera charakteru, wyrazu i indywidualności. Wnętrza bez dodatków są pozbawione klimatu, dlatego zobacz co zrobić, aby w nowo urządzonym lokum zapanowała wyjątkowa atmosfera.

Urządzanie wnętrz - co warto wiedzieć?

Na wizualizacjach wszystkie projekty prezentują się perfekcyjnie, jednak gdy przychodzi do ich realizacji, pojawia się często jeden problem - zbyt patetyczny i pozbawiony życia wygląd. Wybawieniem okazują się wtedy dodatki, z których pomocą można szybko odczarować niekorzystną aurę. Często słyszane hasło: „czegoś mi tu brakuje” można z powodzeniem wyrzucić ze swojego słownika, o ile zdecydujemy się na dobór odpowiednich akcesoriów. I wcale nie muszą to być zbędne bibeloty, które są jedynie pożywką dla gromadzącego się kurzu. W tej roli genialnie spisują się bowiem rozmaite tekstylia, które, choć pozornie nie odgrywają pierwszych skrzypiec, to wspaniale ożywiają przestrzeń. Oprócz dywanów, czy miękkich koców, na uwadze warto mieć zasłony okienne. Nie dość, że dodają przestrzeni przytulności, to są przy okazji funkcjonalne - ograniczają dostęp słońca i chronią przed wzrokiem z zewnątrz.

Co zrobić, aby wnętrze nabrało charakteru?

Jeśli chcesz, aby w Twoim domu pojawił się niepodrabialny klimat, nie nastawiaj się na odwzorowywanie. Wybierając dodatki i akcesoria stawiaj wyłącznie na to, co jest w pełni zgodne z Tobą i Twoimi upodobaniami. Jeśli nie chcesz malować ścian na kolorowe odcienie, wykorzystaj zasłony okienne. Nie tylko staną się oryginalnym akcentem pomieszczenia, ale także pomogą określić panujący we wnętrzu styl. Razem z kwiecistymi poduchami w pastelowych kolorach sprawią, że sypialnia nabierze iście romantycznego ducha. Ciemne kotary to must have w salonie typu loft, ale też dobry pomysł w przypadku stylizacji zaczerpniętych z glamour lub stylu nowojorskiego. Z kolei zasłony okienne w zygzaki lub pionowe pasy otaczające minimalistyczną sofę pomogą natychmiast przywołać aranżację skandynawską, bez konieczności dekorowania ścian krzykliwymi tapetami. Aby poczuć się luksusowo, nie trzeba wcale importować połyskujących na złoto ramek. W zupełności wystarczą zwiewne firany, dzięki którym poczujesz nutę elegancji i dworski sznyt.

Charakter wnętrza tworzą przede wszystkim te rzeczy, które nie tylko dobrze się prezentują, ale przy okazji służą też innym celom. Jeśli w otaczających nas akcesoriach można więc dostrzec jakąś dodatkową funkcjonalność, znaczy to, że są warte uwagi.

  1. Styl Życia

Lekarstwo i choroba są w nas – co mówi buddyzm na temat samouzdrawiania?

Kiedy jesteś całkowicie sobą, nic nie może cię dotknąć, wpłynąć na ciebie. Ale kiedy próbujesz być kimś innym, wtedy to wymaga od ciebie ogromnego nakładu energii i pracy nad utrzymaniem tej innej tożsamości. (Fot. iStock)
Kiedy jesteś całkowicie sobą, nic nie może cię dotknąć, wpłynąć na ciebie. Ale kiedy próbujesz być kimś innym, wtedy to wymaga od ciebie ogromnego nakładu energii i pracy nad utrzymaniem tej innej tożsamości. (Fot. iStock)
Chorujemy, kiedy tracimy prawdziwy kontakt z samym sobą – tłumaczy Tenzin Wangyal Rinpocze, mistrz tradycji bon, rdzennej religii Tybetu, założyciel i duchowy przewodnik Instytutu Ligmincza, autor książki „Prawdziwe źródło uzdrowienia”. W rozmowie z Katarzyną Kazimierowską wyjaśnia, że lekarstwo na ból, tak jak i sam ból, jest już w nas.

Jak pan rozumie ból, cierpienie? Bo to o cierpieniu jest właśnie pana książka.
Ból może być objawem fizycznej choroby, a może być też reakcją na to, że nasze uczucia są zablokowane, bo nie mamy szansy siebie wyrazić. Z perspektywy filozofii, ale też religii – ból to manifestacja braku połączenia z samym sobą. Jeśli jesteśmy w pełni świadomi siebie, mamy poczucie wewnętrznej realizacji, to ból nie pojawi się, nie uderzy.

Co to znaczy, że możemy zerwać połączenie z samym sobą, utracić kontakt? W czym to się przejawia?
Jako ludzie stoimy wszyscy przed jednym pytaniem, a przynajmniej wydaje nam się, że przed nim stoimy. To pytanie dotyczy szczęścia, bo przecież wszyscy go szukamy. Ludzie próbują znaleźć je w związkach, w bogactwie, w pięknie, w przedmiotach – nigdy w sobie samych, zawsze gdzie indziej. Zapominają, że równowaga nie płynie z zewnątrz, tylko ze środka. To wewnętrzne piękno, bogactwo nazywam wewnętrznym źródłem. Kiedy nie korzystamy z naszych zasobów, kiedy o nich zapominamy, wtedy tracimy kontakt ze sobą, z naszą duszą. W efekcie nie czujemy się pewnie sami ze sobą, nie mamy poczucia stałości i bezpieczeństwa w pracy czy relacji z drugą osobą. Jeśli ponownie połączymy się z naszą duszą, odzyskamy siebie, naszą stabilność.

Co odciąga nas od tego wewnętrznego źródła?
Na pewno kultura, w jakiej żyjemy, która bardzo koncentruje się na świecie materialnym. Nawet duchowość stała się bardzo materialistyczna, wiąże się z siłą, władzą, kontrolą i bogactwem. Nie tylko na Zachodzie tak się dzieje. Także na Wschodzie rozumienie duchowości, jej waga zmieniły się na niekorzyść. Wiąże się to z tym, że coraz rzadziej korzystamy z tradycyjnego wsparcia, jakie zawsze dawali nam mentorzy, nauczyciele, przyjaciele, ludzie, których obdarzaliśmy zaufaniem.

Pisze pan, że to również wina fałszywych tożsamości, jakie często nieświadomie przyjmujemy. Jak odróżnić fałszywą tożsamość od prawdziwej?
To głęboki filozoficzny koncept, który spróbuję wyjaśnić w jak najprostszy sposób. Kiedy jesteś całkowicie sobą, nic nie może cię dotknąć, wpłynąć na ciebie. Ale kiedy próbujesz być kimś innym, wtedy to wymaga od ciebie ogromnego nakładu energii i pracy nad utrzymaniem tej innej tożsamości. Jedno kłamstwo pociąga kolejne, bo musisz wkładać wiele wysiłku w to, by utrzymać, obronić i uwiarygodnić to pierwsze. A te kłamstwa nie tyle dotykają ciebie, co wszystkich dookoła.

Dziś mówi się o epidemii depresji. Jakie są jej źródła według pana?
Myślę, że depresja historycznie zawsze była obecna w społeczeństwie i w jednostkach, z różnych powodów, ale dziś poziom jej intensywności jest dużo wyższy. Jedną z przyczyn może być to, że ludzie są bardziej zagubieni i zmęczeni – nie tylko szukaniem drogi wyjścia, ale też niewiedzą o tym, czego szukają. Są także zmęczeni różnymi bodźcami, które non stop wysyła świat zewnętrzny. Kolorowe magazyny bez przerwy podpowiadają, jaką markę samochodu kupić, żeby poczuć się lepiej, jak wyglądać, kogo przypominać, jak żyć i w jakim otoczeniu. Ale nikt nie mówi, że to ty sam jesteś bogactwem, ty jesteś pięknem. Kiedy spojrzymy trzeźwym okiem na nasze wyimaginowane potrzeby, to okaże się, że nie stać nas na taki samochód czy dom i nie możemy wyglądać jak ktoś inny, bo przecież jesteśmy sobą. Ci wszyscy, którzy próbują mieć to co inni, wyglądać jak inni, być jak inni, byle być lepszymi, są w beznadziejnej sytuacji.

Jak się uleczyć? Wspomina pan, że ważne jest otwarcie na ból, na trudne emocje, także na cierpienie.
Trudno jest zaprosić do siebie ból, ale przecież on już w nas jest, po prostu ignorujemy jego obecność. Dlatego zawsze powtarzam: jeśli masz z kimś trudną relację, nie ignoruj tego, działaj, bo to może być ostatnia szansa na rozwiązanie czegoś, naprawienie. Zaakceptuj ten problem, dostrzeż go, pogódź się z tym, bo wtedy właśnie go uwalniasz. Wyzwalasz się z tego.

Namawia pan do bliższego i częstszego kontaktu z przyrodą. Mieszkańcy dużych miast mają trochę utrudnione zadanie.
Jeśli dla kogoś priorytetem jest kontakt z naturą, to nie będzie szukał wymówki. Gdy byłem kiedyś w Arizonie, spotkałem człowieka z Szanghaju. Przebył długą drogę tylko po to, by zobaczyć Wielki Kanion i przez pięć dni wędrować po okolicy. Czyli można. Natura jest święta, drzewa są święte, ziemia jest święta. Mój przyjaciel zawsze opiera swój rower o drzewo, zamiast przypinać go do barierki – mówi, że drzewa lepiej zadbają o jego rower, bardziej im ufa.

Jest pan też zwolennikiem... nicnierobienia.
Kiedy ktoś nas pyta, co robimy, a my odpowiadamy: „nic” – zwykle spotykamy się z ogromnym zaskoczeniem. Za to jeśli mówimy, że jesteśmy bardzo zajęci, odpowiedź spotyka się z aprobatą – wszyscy zgadzają się, że kiedy coś robimy, możemy uznać swoje życie za dobre i wartościowe. Ludzie nie doceniają prawdziwej wartości nicnierobienia. Mówiąc „nicnierobienie”, mam na myśli bycie spokojnym, wyciszonym, ale też niewykonywanie żadnej aktywności. Chodzi o to, żeby nic nie robić i naprawdę się tym cieszyć, dać sobie prawo do wyciszenia, ucieczki od szumu, który nas otacza. Dopiero wtedy mamy szansę usłyszeć siebie. Pójdźmy do kawiarni i napijmy się kawy w samotności, w spokoju, i po prostu przeżyjmy dobry dzień.

Ludzie nie cenią zwykłych rzeczy, bo uważają, że istnieją jedynie poprzez innych, są widzialni tylko poprzez uwarunkowania towarzyskie. A nasze prawdziwe „ja” objawia się w ciszy i spokoju, dopiero wtedy jesteśmy w stanie wejść w to bycie, kiedy nasz umysł jest otwarty, ale niebodźcowany w sytuacjach towarzyskich czy społecznych. A tak wygląda na co dzień nasze życie. Ludzie jadą na wakacje, by nic nie robić i odpocząć, ale są tak zestresowani tą sytuacją, że zachowują się tak jak zawsze, czyli gonią od jednej atrakcji do drugiej.

W swojej książce pisze pan o tzw. trzech cennych pigułkach. To cisza, przestrzeń i bezruch.
Odczucie bezruchu ciała to drzwi do wewnętrznej przestrzeni. Dzięki połączeniu się z ciszą łączymy się z głębszym odczuciem spokoju i spełnienia. A poprzez doświadczenie przestrzeni otwieramy drzwi wewnętrznego ciepła i radości, wewnętrznego schronienia, czyli schronienia bezwarunkowego. Nie jesteśmy naszym ciałem. Gdy dotyka nas ból, to dotyka on naszego ciała, nie przestrzeni w środku nas. A właśnie tej przestrzeni w nas każdy potrzebuje i każdy ją ma. Na pewno warto jak najczęściej zażywać trzy pigułki, ale wystarczy też po prostu usiąść na 10–15 minut, zwłaszcza wtedy, kiedy czujemy, że się zgubiliśmy i potrzebujemy pomocy. Pamiętajmy, że zawsze możemy sami sobie pomóc, bo wszystko, czego potrzebujemy, jest już w nas.

Fot. materiały prasowe z Kursu organizowanego w Polsce w 2016 roku przez Ośrodek Cziamma Ling.Fot. materiały prasowe z Kursu organizowanego w Polsce w 2016 roku przez Ośrodek Cziamma Ling.

Tenzin Wangyal Rinpocze, mistrz tradycji bon, rdzennej religii Tybetu. Założyciel i dyrektor Instytutu Ligmincza. W Polsce jego uczniowie skupieni są w Związku Garuda. Autor m.in. „Cudów naturalnego umysłu“, „Przebudzenia świętego ciała“ i „Prawdziwego źródła uzdrowienia”.

Poniżej wykład mistrza Rinpocze na temat spontanicznej kreatywności: