1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Nie warto odkładać marzeń na potem. Rozmowa z Anną Kosmowską, która rzuciła miasto dla Bieszczad

Nie warto odkładać marzeń na potem. Rozmowa z Anną Kosmowską, która rzuciła miasto dla Bieszczad

Anna Kosmowska, rękodzielniczka i właścicielka biżuteryjnej marki Kundelinchi. (Fot. @kundelinchi)
Anna Kosmowska, rękodzielniczka i właścicielka biżuteryjnej marki Kundelinchi. (Fot. @kundelinchi)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Anna Kosmowska - rękodzielniczka i właścicielka biżuteryjnej marki Kundelinchi, zrobiła to, o czym wielu z nas marzy od lat. Porzuciła miejskie wygody i z Wrocławia przeprowadziła się do najbardziej dzikiego zakątka Bieszczad.

Co wydarzyło się w twoim życiu, że postanowiłaś przeprowadzić się w dzikie góry? Od wielu lat wiedziałam, że kiedyś chciałabym rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady. Gdy się już z życiem ogarnę, gdy zrealizuję cele, gdy będę w szczęśliwym związku, gdy zarobię pieniądze na wymarzony mały, drewniany domek, gdy spełnię te wszystkie oczekiwania wobec siebie. Lata mijały, a cele nadal pozostawały niezrealizowane. W życiu osobistym nie układało mi się najlepiej, zaczęłam też chorować na depresję – wówczas jeszcze nie zdiagnozowaną. Osuwałam się w swoją prywatną otchłań, i odcinałam od wszystkich bliskich mi ludzi. W pewnym momencie dotarło do mnie, że muszę jakoś się ratować. Wbrew temu, co sądzi wiele osób, to nie była ucieczka. To był powrót. Powrót do korzeni, do mojego miejsca, do marzeń. Pozwoliłam sobie na luksus zaprzestania odkładania życia na wieczne potem. Miałam rację, to pomogło. Nie od razu, i przyznaję, że nadal zdarzają się dni, gdy nie jest mi łatwo, ale czuję się dużo lepiej, niż jeszcze rok temu. Wiem, że jestem na właściwej drodze.

"Mam na imię Anna i jestem jakby życiowym nieudacznikiem. Czarną owcą w rodzinie". W ten sposób przedstawiłaś się swoim obserwatorom na Instagramie. Faktycznie, napisałam tak pod jednym z postów. Moje życiowe wybory nigdy nie były zbyt popularne. Młodzieńczy bunt przechodziłam burzliwie – w discmanie płyty z deathcoreową muzyką, na twarzy kolczyki, na głowie dredy, a w głowie… ogromny bałagan. Wiele osób z najbliższego otoczenia nie potrafiło zaakceptować mnie taką, jaką byłam. Zacierali tylko ręce, wyczekując momentu aż dorosnę i znormalnieję. Nie doczekali się. Od tamtej pory wiele się zmieniło, nie noszę już dredów i nie słucham ostrej muzyki, jednak w środku nadal jestem tym samym człowiekiem – osobą, która zawsze podąża własną ścieżką, gdziekolwiek by ona prowadziła. A zazwyczaj prowadzi w mało popularne miejsca. Liceum plastyczne zamiast ogólniaka, studia biologiczne zamiast medycznych, praca rękodzielnicza zamiast etatu, a teraz - bieszczadzkie pustkowie zamiast miasta.

To góry określają zasady i zdejmują z człowieka konieczność bezustannego dokonywania wyborów. (Fot. @kundelinchi) To góry określają zasady i zdejmują z człowieka konieczność bezustannego dokonywania wyborów. (Fot. @kundelinchi)

Napisałaś również "nie mam tego wszystkiego, czego oczekuje ode mnie świat". Czego oczekiwał od ciebie świat albo rodzina? Tej tzw. normalności. Studiów, po których możesz znaleźć dobrze płatną pracę na etacie, rodziny, męża i dzieci, domu na kredyt. Jestem kobietą po trzydziestce, a nadal tego wszystkiego nie mam – umówmy się, taki scenariusz nie wpisuje się w oczekiwania większości. Na szczęście bardzo szybko zrozumiałam, że moim życiowym celem nie jest spełnianie cudzych oczekiwań. Skupiam się na własnych. Jednak i one potrafią przytłoczyć – nasze własne oczekiwania wobec siebie często najwięcej ważą. Jeszcze do niedawna oczekiwałam od siebie bardzo dużo – o wiele więcej, niż byłam w stanie udźwignąć. Ciągle chciałam się rozwijać, doświadczać nowych rzeczy, zwiedzać świat, być wszędzie i robić wszystko. To chyba częsta przypadłość w naszych czasach. W pewnym momencie czara się przelała.

"Anna, kobieta, która odpuściła". Co odpuściłaś, a co dały ci Bieszczady? Odpuściłam własne wyśrubowane oczekiwania wobec siebie. Przestałam od siebie ciągle wymagać, pozwoliłam życiu po prostu płynąć. I, o dziwo, dopiero wówczas zaczęły się dziać piękne rzeczy, dopiero wtedy zaczęłam stawać się szczęśliwym człowiekiem. Co mi dały Bieszczady? Dały mi przestrzeń, by to mogło się zadziać. „Bieszczady cię nie uzdrowią”- często słyszałam te słowa przed przeprowadzką. Odpowiadałam wtedy: Ależ wiem, że mnie nie uzdrowią. Ale za to dadzą mi przestrzeń, warunki do tego, bym mogła uzdrowić się sama. Nie myliłam się.

Porozmawiajmy o miejscu, w którym teraz mieszkasz, czyli twoim nowym domu. Czy łatwo znaleźć lokum do wynajęcia w Bieszczadach? Nie jest łatwo. Miejsca, w którym mogłabym zamieszkać, szukałam ponad rok. Bieszczady są słabo zaludnione, a więc domów czy działek na sprzedaż jest relatywnie mało, natomiast takich do wynajęcia – nie ma wcale. Nieruchomości są tutaj niebotycznie drogie, wiedziałam więc, że kupno czegokolwiek nie wchodzi w moim przypadku w rachubę. Poruszyłam niebo i ziemię, szukając miejsca, gdzie mogłabym zacząć wszystko od nowa – przeglądałam lokalne portale, serwisy z ogłoszeniami, fora internetowe i grupy na Facebooku. Na jednej z takich grup w końcu udało mi się trafić na kogoś , kto znał kobietę, która chciała wynająć swój dom. I takim właśnie sposobem trafiłam do wioski u podnóża Otrytu.

Od października 2019 roku Anną Kosmowska wynajmuje dom pod Otrytem, niedaleko miejscowości Chmiel. (Fot. @kundelinchi) Od października 2019 roku Anną Kosmowska wynajmuje dom pod Otrytem, niedaleko miejscowości Chmiel. (Fot. @kundelinchi)

Anna mieszka razem z kundelkiem o imieniu Kundelsien i kotką Podchmieloną Otrysią. (Fot.@ubojnia_motyli)  Anna mieszka razem z kundelkiem o imieniu Kundelsien i kotką Podchmieloną Otrysią. (Fot.@ubojnia_motyli) 

Odcisk niedźwiedziej łapy (Fot. @kundelinchi)  Odcisk niedźwiedziej łapy (Fot. @kundelinchi) 

Po przeprowadzce na wieś wiele osób odkrywa, ile rzeczy trzeba robić samodzielnie wokół domu, brakuje sklepu za rogiem i okazuje się, że życie poza miastem nie jest sielanką. Czy coś zaskoczyło cię po przeprowadzce w Bieszczady, czy przygotowywałaś się do tego wyjazdu? Szczerze, nic mnie szczególnie nie zaskoczyło. Chociaż całe dorosłe życie mieszkałam w jednym z największych miast Polski, to nie jestem typem mieszczucha. Zawsze ciągnęło mnie do natury, do dzikości. Do prostego życia. Doskonale zdawałam sobie sprawę, z czym się to wiąże na tak głębokiej prowincji. Na początku ciężko było się przestawić z kontekstu miejskiego na ten bieszczadzki. Wszystko w życiu musisz sobie ustawić tutaj od nowa. Gdy robisz się głodna, nie wyskoczysz na miasto na pizzę. Ba, nie podskoczysz nawet do tego przysłowiowego sklepu za rogiem. Gdy masz ochotę obejrzeć film, to nie pójdziesz do kina. Czasami nie odpalisz nawet Netflixa, jeśli akurat wichura uszkodzi sieć telekomunikacyjną. To wymaga zmiany nawyków, ale przede wszystkim – zmiany podejścia. W mieście wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Ale dzięki temu tylko pozornie życie wydaje się prostsze.

Dlaczego pozornie? To bogactwo możliwości komplikowało moje życie – miliony ścieżek, którymi mogłam podążać. To, co na pierwszy rzut oka może wydawać się niedogodnością związaną z życiem w Bieszczadach, ja odbieram jako ułatwienie. Te góry określają niejako zasady, zdejmują z człowieka konieczność bezustannego dokonywania wyborów. Nie musisz ich dokonywać, ponieważ często po prostu żadnego wyboru nie masz. Życie staje się wówczas dużo prostsze. Wiem, że brzmi to paradoksalnie, ale tutaj żyje mi się dużo łatwiej, właśnie dlatego że jest trudniej.

Przybliżasz swoim obserwatorom na Instagramie bieszczadzkie życie i tutejszą przyrodę. Zaczęło się od publikacji pięknych zdjęć i relacji z wycieczek po okolicy, teraz pojawił się "Serial przyrodniczy". Jestem rękodzielniczką, ale przede wszystkim przyrodnikiem. Skończyłam studia biologiczne, marzyła mi się nawet kariera naukowa. Przyroda jest moją największą miłością, dlatego zależało mi, by zawsze być blisko niej. Tworzę naturalną biżuterię, wykonaną z piór, kwiatów, liści. Jednak nie chciałam ograniczać się tylko do czerpania z ukochanej przyrody zysków. Pragnęłam dać jej też coś od siebie. Tak właśnie narodził się pomysł tworzenia treści mających na celu popularyzację wiedzy przyrodniczej. Staram się ją przemycać w swoich postach, relacjach na stories, od niedawna zaczęłam prowadzić wspomniany przez Ciebie serial przyrodniczy. W przyszłości planuję też inne działania – warsztaty, może obozy, blog tematyczny lub książka. Kto wie? Jedno jest pewne, jesteśmy u progu wielkiego kryzysu ekologicznego, a katastrofie mogą zapobiec tylko zmiany na skalę globalną. Aby zaszły, konieczna jest znacznie większa świadomość ludzi. A ja wierzę w pracę u podstaw, co więcej – sprawia mi ona ogromną satysfakcję.

Pamiętam Bieszczady z czasów licealnych, w porównaniu do innych pasm górskich w Polsce, były dzikie, a turystów na szlaku niewielu. Jak to wygląda dzisiaj z twojej perspektywy? Wiele się w tej kwestii zmieniło. Turystów z roku na rok przybywa, w sezonie letnim na szlakach można spotkać o wiele więcej ludzi, niż jeszcze kilka lat temu. Poza sezonem sytuacja wygląda zupełnie inaczej. W Bieszczadach nie ma typowych dla innych pasm górskich zimowych atrakcji - stoków czy tras dla narciarzy biegowych – co czyni je relatywnie mało ciekawymi dla większości turystów. Dlatego ja najbardziej kocham Bieszczady właśnie jesienią i zimą, kiedy są puste i ciche. Od stycznia nie byłam na żadnej z połonin – ruch turystyczny jest tam obecnie bardzo intensywny, wolę spacerować po bezludnych, dzikich lasach Otrytu.

Co byś poradziła osobom, które zastanawiają się nad przeprowadzką z miasta do miejsca takiego, jak twoje? Niech przestaną się zastanawiać, tylko to zrobią! Za dużo się nad wszystkim zastanawiamy, kalkulujemy, odkładamy na później. A życie sobie mija. Jeśli naprawdę wiesz, że to właśnie jest twoja droga, zrób ten pierwszy krok i wejdź na nią. Najpierw zastanów się, czy to jest na pewno właśnie to, czego pragniesz. Czy jesteś skłonna do tak dużej zmiany, do tych wszystkich wyrzeczeń? A także, odpowiedz sobie na pytanie, czy lubisz siebie. Bo w takim miejscu będziesz spędzać większość czasu w swoim własnym towarzystwie, a trochę głupio żyć na co dzień z kimś , kogo się nie lubi, prawda?

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Moda i uroda

Najsłynniejsze obrączki ślubne świata. Jak znaleźć ich odpowiedniki?

Z białego złota? Różowego? Bogato zdobione brylantami albo takie z grawerem? Idealne obrączki to te, które najlepiej podkreślą osobowość. Co więcej, wcale nie muszą być minimalistyczne! Ślubna klasyka interpretowana jest dzisiaj znacznie swobodniej, dodatkowo nieoczywisty design wybierają już nie tylko celebryci. Poszukujesz wyjątkowej biżuterii w swoim stylu? Poznaj więc najsłynniejsze obrączki świata i dowiedz się, jak znaleźć ich odpowiedniki!

Ślub zbliża się wielkimi krokami?

Czas najwyższy przemyśleć temat biżuterii. Tę kwestię dobrze jest dograć do końca, zanim pozostałe przygotowania ruszą pełną parą. Tuż przed ślubem jest się non stop w biegu i naprawdę trudno odwiedzić salon jubilerski. Szczególnie jeśli marzą się obrączki personalizowane na zamówienie, trzeba wziąć pod uwagę, że ich wykonanie również trwa dłużej.

Biżuterię ślubną najlepiej jest wybierać bez pośpiechu, więc rezerwacja czasu specjalnie na przymierzanie, to dobry pomysł. Różne grubości, typ profilowania oraz kolor złota? Najważniejsze, aby obrączki pasowały idealnie rozmiarem, a także stylem. Planujesz nosić biżuterię ślubną i zaręczynową na jednym palcu? Sprawdź więc koniecznie, jak różne modele prezentują się w duecie z zaręczynowym pierścionkiem.

Obrączki ślubne, czyli najważniejszy symbol małżeństwa

Tradycja wymiany obrączek między małżonkami ma korzenie chrześcijańskie, sięgając czasów średniowiecza. Co prawda na przestrzeni wieków sposób ich noszenia oraz design zmieniały się wielokrotnie, jednak od zawsze miały one przypominać o zawartym związku oraz symbolizować trwałe uczucie. Dziś biżuteria ślubna jest pamiątką o ogromnej wartości sentymentalnej, a przy okazji dodatkiem do codziennych stylizacji.

Co więcej, ciekawych obrączek jest obecnie tak wiele, że wybór tych wyjątkowych może być niekiedy sporym dylematem. Obok gładkich, minimalistycznych modeli znajdziesz te nowoczesne, czyli:

  • tworzone z białego, różowego lub wielokolorowego złota,
  • zdobione brylantami albo grawerem,
  • znacznie węższe lub szersze niż te klasyczne,
  • wyprofilowane w nietypowy sposób.

Ty również zastanawiasz się, jak spośród wielu projektów jubilerskich wybrać te najpiękniejsze? Koniecznie czytaj dalej!

Fot. materiał partneraFot. materiał partnera

Symbol małżeństwa na czerwonym dywanie

Jakie obrączki robią furorę na królewskim dworze lub wśród gwiazd show-biznesu? Poniżej znajdziesz garść ślubnych inspiracji prosto z czerwonego dywanu!

Wprost z królewskiego dworu

Biżuteria, którą wręczają sobie w dniu ślubu członkowie rodziny królewskiej, jest wyjątkowa. Powstaje z walijskiego złota.

Czy wiesz, że...

  1. ...jest ono prawdopodobnie najrzadszym, a przez to najdroższym złotem na świecie? Szacuje się, że jego wartość przewyższa około 30-krotnie cenę innych stopów.
  2. ...dzięki obecności miedzi w walijskich złożach ma naturalnie różowe zabarwienie?
  3. ...tradycja wręczania sobie różowej biżuterii ślubnej sięga na królewskim dworze 1923 roku? Właśnie wtedy po raz pierwszy takie obrączki wymienili między sobą Elizabeth Bowes-Lyon i George VI.

Walijskie złoto prezentuje się wyjątkowo efektownie – nie bez przyczyny od prawie 100 lat uważa się je za kruszec królewskich czy książęcych małżeństw. Jednak gdyby tak... zainspirować się królewską biżuterią? Wiele ciekawych projektów ślubnych z różowego złota znajdziesz obecnie w jubilerskich manufakturach, takich jak ACLARI. Tego typu obrączki są naprawdę uniwersalne! Genialnie zgraja się z diamentowym pierścionkiem zaręczynowym, a także większością ozdób z biżuteryjnej szkatułki.

Wybory gwiazd show-biznesu

Platynowa, wysadzana różnokolorowymi diamentami obrączka Katy Perry nie może pozostać niezauważona! Zwróć uwagę na biżuterię Nicole Kidman – szeroka, zdobiona w całości przezroczystymi brylantami zdecydowanie wpada w oko! Wasze obrączki ślubne również nie muszą być klasyczne ani nawet... identyczne! Coraz więcej par decyduje się wybrać różne modele albo odmienną personalizację. Często biżuteria Pana Młodego pozostaje wtedy gładka, a dla Panny Młodej ma zakuwany jeden lub kilka diamentów. Taka ozdoba fantastycznie prezentuje się solo, a jeszcze lepiej w duecie z zaręczynowym pierścionkiem z brylantem!

Fot. materiał partneraFot. materiał partnera

Pierścionek na bogato!

Czy wiesz, że Joe DiMaggio oświadczył się ikonie Hollywood Marilyn Monroe spontanicznie, w dodatku… bez pierścionka? Za to w dniu ślubu wręczył Ukochanej platynową obrączkę wysadzaną 36 diamentami! Dziś obrączkowe pierścionki zaręczynowe z wieloma brylantami to jeden z biżuteryjnych trendów nie tylko na czerwonym dywanie.

Nosisz właśnie taki pierścionek? Dobierz do niego minimalistyczną biżuterię ślubną bez dodatkowych zdobień, a zobaczysz, że efekt Cię zachwyci! Przy okazji koniecznie sprawdź też białe złoto palladowe. Taki stop świetnie imituje platynę pod każdym względem. Jest naturalnie wytrzymały oraz ma mocny, trwały połysk!

Znajdź swoją inspirację w ACLARI

To tylko kilka inspiracji. Sposobów, aby za pomocą ślubnej oraz zaręczynowej biżuterii podkreślić swój styl, jest znacznie więcej! Lubisz bawić się modą? Przy okazji ślubu zaszalej z designem! Najpiękniejsze obrączki ślubne z żółtego, białego i różowego złota – minimalistyczne oraz zdobione diamentami albo grawerem – zamówisz w ACLARI. Oprócz tego znajdziesz tutaj także diamentowe pierścionki zaręczynowe, kolczyki, łańcuszki czy zawieszki – sprawdź!

  1. Seks

Seks na łonie natury – dlaczego warto spróbować?

- Seks w lesie jest częścią życia, wszystkiego, co robimy. Możemy iść, zbierając jagody, poziomki, a potem położyć się gdzieś i tylko pocałować. Zjeść te poziomki i iść dalej. Potem usiąść na zwalonym pniu i zacząć się kochać, słuchając jednocześnie śpiewu ptaków - mówi botanik Łukasz Łuczaj. (Fot. iStock)
- Seks w lesie jest częścią życia, wszystkiego, co robimy. Możemy iść, zbierając jagody, poziomki, a potem położyć się gdzieś i tylko pocałować. Zjeść te poziomki i iść dalej. Potem usiąść na zwalonym pniu i zacząć się kochać, słuchając jednocześnie śpiewu ptaków - mówi botanik Łukasz Łuczaj. (Fot. iStock)
Nie kochałaś się nigdy pod drzewami? Może warto spróbować. Las wpływa na inną dynamikę miłości, wynikającą z tego, że seks jest tu elementem życia – mówi doktor Łukasz Łuczaj, biolog, autor książki „Seks w wielkim lesie”.

Czy kobiety wychowane w miastach, pracujące w korpo mają fantazje o seksie w lesie? A jeśli tak, to czy zrobiłyby to na mchu pod drzewami, na zwalonym pniu czy pochylonym drzewie, jak podpowiada pan w książce?
Kiedy składałem manuskrypt do kilku wydawnictw, pojawiły się właśnie takie obawy, że to nie jest książka dla kobiet, że to taka męska fantazja. Pamiętnik skauta. Ale ja zapewniłem Piotra Mareckiego z wydawnictwa Ha!art, który zdecydował się wydać tę książkę, że to są marzenia także kobiet i że przede wszystkim kobiety będą ją czytać. No i miałem rację.

Tak dobrze pan nas zna?
Po prostu lubię spotykać się z ludźmi i z nimi rozmawiać. Na przykład uczestnicy moich warsztatów dotyczących polskich roślin jadalnych wieczorami przy ognisku, przy jedzeniu i nalewkach, dużo opowiadają właśnie o fantazjach. Książkę też zaczynam od wspomnienia pewnej randki z byłą uczestniczką moich warsztatów. Zakończyła się tak, że kiedy zaproponowałem jej, żeby została u mnie na noc, usłyszałem: „Nie zostanę teraz u ciebie, ale mógłbyś mnie kiedyś zerż…ć na swojej łące kwietnej”.

Skończyło się tylko na propozycji?
Właśnie. Kobiety lubią fantazjować o tym, że są w lesie z atrakcyjnym samcem, który je do tego lasu porwał właśnie po to, żeby był seks. Ponieważ myślą o tym, zawsze można zaproponować: „Chodź, zabiorę cię do lasu!”. Kobiety to kręci, choć niewiele się na ten spacer zdecyduje. Znam jednak takie, które same chcą zabrać mężczyznę do lasu! Kobiety, które spotykam często w środowisku survivalowym, zaskakują swoją dzikością, jednością z naturą i otwartością. Nie mówię tylko o seksie, ale także o przyjaźni, o tym, jakimi są ludźmi. Znajomy lekarz medycyny chińskiej stwierdził, że kobieta różni się od mężczyzny tym, że mężczyzna jest twardy z wierzchu, ale miękki w środku, a kobieta odwrotnie. Dlatego gdy mężczyzna się złamie, to się złamie. Kobiety złamać do końca nie można. Mówię o tym, choć wolę podkreślać podobieństwa między płciami, po to, żeby kobiety nie myślały, że są słabe. Jesteście silne, choć inaczej niż mężczyźni.

I żebyśmy się nie bały kochać pod dębem na środku polany?
Zwłaszcza gdy możecie iść na tę polanę, pod to drzewo z kimś, kto ma doświadczenie w życiu. Komu ufacie i z kim macie więź emocjonalną. Taka osoba może bezpiecznie wprowadzić kobietę, która całe życie spędziła w mieście, w świat erotycznych doznań w naturze. Bo też obawy kogoś, kto nie zna lasu, są zawsze większe niż rzeczywistość. Najgorsze, co może nas spotkać, to ten kleszcz, meszki czy komary.

A jeśli odważymy się spróbować, to jaki las wybrać do miłości?
Jeśli chodzi o prawdziwy wielki las, to wybierajmy taki, który nie jest porośnięty jeżynami, gdzie nie ma pokrzyw, tarniny czy innych kolczastych roślin w miejscu, gdzie akurat się rozłożymy. Nie ma podrostu, czyli młodych drzewek. No i nie rośnie robinia akacjowa, która ma kolczaste gałęzie. Odpadają zakrzaczone, zaśmiecone lasy. To nie miejsca do miłości. Polecam Mazury! Znajdziemy tam często sosnowe lasy bez podszytu, otwarte. No, ale nie dają schronienia. I te komary… Kłopot będzie na Dolnym Śląsku, są tam przyjazne lasy świerkowe, ale ciemne i zimne. Uprawiałem seks w Sudetach, było fajnie, ale na randkę trzeba iść w swetrze. Najlepiej w słoneczny dzień. Najlepsze do miłości są lasy bukowe. Takie znajdziemy w Bieszczadach, w Beskidzie Niskim, na Pomorzu i na Śląsku.

Buk, robinia… Klucz do oznaczania roślin jako element gry wstępnej?
Klucze obrazkowe są proste w użyciu, a więc wędrowanie z nimi do miejsca, gdzie się pokochamy, może być edukacyjną zabawą. A tak ogólnie to preferuję lasy liściaste. Liście buka są miękkie, liście dębu pachną jak herbata. Pod drzewami nie ma ostrych szyszek, a wiosną, kiedy jeszcze nie ma liści, jest tam dużo cieplej niż na zewnątrz. Nawet nisko jeszcze wiszące nad horyzontem słońce ogrzewa pnie tak intensywnie, że między nimi gromadzi się ciepłe powietrze. Takie lasy to tak zwane pułapki cieplne. No i te kwiaty! W marcu lub kwietniu kwitną tam zawilce, przylaszczki, miodunki, kokorycze. Dlatego wiosenne lasy liściaste są idealnym miejscem do miłości. W terenie pagórkowatym warto wybrać południowy stok. Nawet jak będzie zacieniony akurat wtedy, kiedy tam dotrzemy, to i tak ściółka będzie tam suchsza niż gdzie indziej. Słońce tam intensywniej i dłużej pracuje.

Czyli od marca już możemy ruszać.
Tak – ciepły marzec, kwiecień, maj to są superterminy. W maju robi się już często wilgotno i deszczowo, kwiatów też już nie ma, ale jest zielono, bo pojawia się trawa. W maju zaczyna się więc kolejny piękny okres dla miłości w lesie. Dlatego warto mieć swoje miejscówki. Przyznam się pani, że mam takie intymne, tajemne miejsca w pobliżu Rzeszowa, Krakowa, Warszawy…

Opisuje pan w książce, jak po pewnym ważnym spotkaniu od razu pojechaliście ze znajomą do lasu.
Urwaliśmy się wtedy z konferencji naukowej i w tych białych koszulach znaleźliśmy się w złoto-purpurowym lesie. Była jesień. Cali w liściach wyglądaliśmy jak na prerafaelickim obrazie. I nie czuliśmy się brudni! Lasy naturalne nie brudzą. Bakterie, które tam żyją, które żyją w glebie, są dla nas przyjazne. To, co groźne, mamy w domu, w dywanie, w pościeli. Tam są te wszystkie roztocza i inne pasożyty przygotowane na atakowanie człowieka. W lesie żyją mikroorganizmy zajmujące się rozkładaniem ściółki, a jeśli zainteresowane są organizmami żywymi, to zwierząt, a nie ludzi.

Nadzy w lesie jesteśmy bezpieczniejsi niż we własnym łóżku?
Powiem tak: potrzebujemy kontaktu z tym, co żyje w glebie w lesie. Są nawet hipotezy, że jedną z przyczyn depresji jest brak kontaktu z promieniowcami, bakteriami glebowymi. Obcowanie z glebą, z gliną, kopanie w ziemi powoduje, że wdychamy te bakterie – i to poprawia nam nastrój.

Co jeszcze zyskamy, kochając się w lesie?
Na pewno zadrapania. Jestem intuicjonistą i po prostu wiem, że to jest dobre: wdychanie olejków eterycznych drzew, zapachu kwiatów, zapachu ciała partnerki lub partnera. Dobrze jest leżeć sobie w trawce i widzieć macierzankę, która rośnie w kępach i przypomina kobiecy wzgórek łonowy. Albo patrzeć na żółto-fioletowe bratki czy pszeńca gajowego, które w naszej kulturze ludowej uznano za rodzeństwo zaklęte w kwiaty za niedozwoloną miłość. Kiedyś ludzie osobiście odbierali przyrodę, a teraz my, kochając się na łące czy w lesie, możemy poczuć jedność z naturą, z tym miejscem, w którym jesteśmy. To niezwykłe odczucie. Czasem mnie nawet przeraża, jak potężna jest natura i jak potężną siłą jest seksualność człowieka. W lesie czujemy się bardziej gatunkiem biologicznym niż wytworem kultury, ale nie powinno nas to zniechęcać do dostrzeżenia duchowej strony jedności człowieka z przyrodą.

Mistyczny seks w polskim lesie?
W książce piszę często o tym, co sam przeżyłem, na przykład: seks na polanie w noc świętojańską. Leżałem nago razem z moją partnerką, obserwując zachód słońca, kiedy nagle zobaczyłem patrzącego na nas wilka. Przez moment miałem poczucie, że patrzyliśmy sobie z wilkiem w oczy. To był chyba najbardziej duchowy moment mojego kontaktu z naturą.

Pisze pan, że seks w lesie to seks przed grzechem pierworodnym.
Chciałem pokazać seksualność w sposób atrakcyjny, ale tak, jakbym malował akwarelą. Piękny kwiat bez detali. Tylko jego energia, jaką daje seks w lesie. Są ludzie, którzy czują się rozczarowani opisami w mojej książce, bo nie znaleźli w niej orgii pod drzewami po zjedzeniu psychoaktywnych roślin. Ale z tego też powodu moja książka wielu innym osobom się podoba.

Energia natury i seksualności w pana książce się przenikają.
W powieści Zbigniewa Nienackiego „Wielki las” jest ukryty wątek, wiara w to, że aby młodnik mógł rosnąć, musi się w nim odbyć seks. No więc leśniczy, któremu młody las nie rośnie, chce iść tam z żoną, ale ona odmawia. Rozgląda się więc za jakimś ratunkiem i znajduje ochotniczkę, koleżankę z pracy w Lasach Państwowych. Odbywają więc w młodym lesie parę stosunków i drzewa wreszcie zaczynają rosnąć. Ta opowieść to echa starych wierzeń i obrzędów magicznych. Co z nich zostało? Dziś wiem, że jeśli kobieta trafi do lasu z mężczyzną obeznanym z naturą, to jego męskość w jej oczach skoczy w górę. Dla niej on już zawsze będzie bardziej dziki, niezależny.

Seks w lesie to także urozmaicenie samej techniki.
Las wymusza oczywiście inne pozycje niż te, jakie ćwiczymy w sypialni. Nie mamy tu łóżka ani krzesła. Las to nie tylko seks na ziemi, ale też leżenie na zwalonym pniu drzewa, pokrytym mchem albo o gładkiej korze, jaką ma osika, brzoza czy buk. Ważniejsze jest jednak to, że seks w lesie jest częścią życia, wszystkiego, co robimy. Możemy iść, zbierając jagody, poziomki, a potem położyć się gdzieś i tylko pocałować. Zjeść te poziomki i iść dalej. Potem usiąść na zwalonym pniu i zacząć się kochać, słuchając jednocześnie śpiewu ptaków.

Potrzebne są nam jeszcze nasięźrzał i podejźrzon!
Mówi pani o kwiatach paproci. A więc o staropolskim folklorze. Nasięźrzał kwitnie w okolicach nocy świętojańskiej. Wytwarza dziwny, tajemniczy, inny niż pozostałe paprocie kłos zarodnionośny, brany dawniej za kwiat. Wygląda jak mała kalla, a więc budzi skojarzenia waginalne, erotyczne. Zapewne dlatego ta roślina trafiła do magii miłosnej w kilku regionach Polski. No, ale prawdziwe miłosne działanie ma inna roślina, przywrotnik. Znany w całej Europie jako sposób na zamaskowanie braku dziewictwa. Gęsty ekstrakt z tej rośliny powoduje obrzmienie ścian pochwy i robi się ciasno przy wejściu do niej. Stąd nazwa.

W pana książce znajdziemy także receptę na oziębłość: 40-minutowy spacer po lesie, a potem na zwalonym pniu drzewa usiąść i oprzeć się o jego ramię…
Nigdy nie można wszystkiego zaplanować, każda sytuacja jest inna, ale są pewne wzorce zachowań, które generalnie się sprawdzają. I ja sam zauważyłem, że jak się dużo chodzi, to potem się człowiekowi nic nie chce. Najwyżej zjeść coś albo napić. Ale też jak się chodzi po lesie za krótko, to się atmosfera nie zbuduje. Myślę więc, że 40 minut to akurat, aby znaleźć się w jakimś miejscu właśnie ze zwalonym pniem. Czyli trzeba wiedzieć, gdzie to będzie, znaleźć swoje miejsca.

Jest też coś dla singli, pisze pan o ekoseksualizmie, czyli o samotnej wyprawie do lasu i do sfery seksualnej.
Spotkałem wielu ludzi, którzy odczuwają podniecenie, kiedy znajdą się w przyrodzie, od tego, że twardnieją im sutki, po orgazm. Czasem podnieca sam śpiew ptaków. Prowadzi to często do masturbacji na szczytach gór czy w innych pięknych miejscach. Człowiek ociera się o drzewo i dodaje swoje nasienie naturze, nie poczynając nowego życia. I chwała mu za to, bo ludzi na Ziemi jest zbyt wielu.

Możemy sami stworzyć łąkę miłości?
Trzeba dodać do niej trochę drzew, bo my jesteśmy istotami sawanny. Kochać możemy się wtedy na skraju lasu. To taka atawistyczna tendencja, bo przed oczami mamy wtedy otwartą świetlistą przestrzeń, a siedzimy bezpiecznie na skraju lasu. Do orgazmu estetycznego potrzebujemy dużych połaci kwiatów, najlepiej niewysokich, poniżej kolan. Złocień zwyczajny, czyli margerytka, taki idylliczny kwiatek. Firletka poszarpana, robiono z niej eliksir miłości w średniowieczu. Potrzebne są też jaskry i świerzbnica polna. Dobrze, żeby na takiej łące był jeden rozłożysty dąb.

Po lekturze pana książki, kiedy zobaczę wzgórze porośnięte drzewami, pomyślę, że jakaś para się tam kocha…
I może tak być, sądząc po gigantycznym zainteresowaniu moją książką. Może wpłynie ona na miłosne zachowania Polaków?

Polecamy książkę: „Seks w wielkim lesie”, Łukasz Łuczaj, wyd. Korporacja Ha!art.Polecamy książkę: „Seks w wielkim lesie”, Łukasz Łuczaj, wyd. Korporacja Ha!art.

Dr Łukasz Łuczaj - biolog, popularyzator przyrody i działacz na rzecz jej ochrony, autor książek o dzikich roślinach jadalnych i „Seksu w wielkim lesie”.

  1. Moda i uroda

Najpiękniejsza biżuteria na lato

Fot. Imaxtree (Dior)
Fot. Imaxtree (Dior)
Biżuteria to stały element większości stylizacji. W najbliższych miesiącach polujemy przede wszystkim na tą delikatną, zmysłową, która sprawdzi się jako dodatek do zwiewnych, letnich sukienek i bikini.

Jedna z ulubionych kolekcji Polek od marki W. Kruk - Kwiaty Nocy doczekała się nowej odsłony. Kolekcja Kwiaty Nocy prezentuje niepowtarzalny urok kolorowych kwiatów w eleganckim wydaniu. Malowana emalią biżuteria to wyjątkowe wzornictwo nawiązujące do najnowszych trendów. Na pierwszy rzut oka najbardziej spodobały nam się łańcuszki wykonane z żółtego złota i pokryte różnobarwnymi kamieniami szlachetnymi. Po dłuższym namyśle dobieramy do nich idealnie pasujące pierścionki i długie kolczyki. Wyglądają przepięknie i zmysłowo do letnich stylizacji.

Fot. materiały prasowe W.KrukFot. materiały prasowe W.Kruk

Błękit letniego nieba, czy pudrowy róż płatków kwiatów to tylko niektóre kolory, które odnajdziecie w kolekcji Duro Trend od marki Sadva z wymiennymi eko skórkami. Unikatowa kolekcja składa się z idealnie współgrającymi z letnimi outfitami bransoletek, pozłacanych i srebrnych naszyjników oraz twarzowych kolczyków. Cała kolekcja dostępna jest w różnych wariantach kolorystycznych, a wszystko to za sprawą wymiennych eko skórek, które w zależności od upodobań możemy zmieniać i dobierać do stylizacji.

Fot. materiały prasowe SadvaFot. materiały prasowe Sadva

To co odległe, niecodzienne i różnorodne fascynuje nas od wieków. Nowe wzory Lilou to egzotyczne, energetyczne projekty biżuterii o wyrazistych detalach i stylu. To talizmany składające się z czterech zdobionych okręgów i symbolizujące energię oraz moc jaką niesie poznawanie świata i kultur. Model kolczyków i naszyjnika to pierwsze wzory z kolekcji Etno, która składać się będzie z wyrazistych bransolet, pierścionków i długich kolczyków. Na bransoletach i pierścionkach będzie można nanieść osobisty grawerunek.

Fot. materiały prasowe LilouFot. materiały prasowe Lilou

Fot. materiały prasowe LilouFot. materiały prasowe Lilou

Wszyscy kochający dalekie podróże zachwycą się kolekcją Anki Krystyniak inspirowaną starożytnym Egiptem. Choć uwielbiamy jej kultowe lunule i naszyjniki ze słońcem, w nowej kolekcji zakochałyśmy się równie szybko. Nową kolekcję tworzą naszyjniki, kolczyki oraz pierścienie. Symbole: Oka Horusa, Krzyża Ankh, Pierścienia Shen, Skarabeusza czy Solejki. Symbolika zamknięta w biżuterii to ucieleśnienie ciągłego trwania i nieustającego ruchu. I tak Oko Horusa – to strażnik bezpieczeństwa i zdrowia, Krzyż Ankh – to życiodajne ramiona, Pierścień Shen – wieczna ochrona, Skarabeusz – nieustający ruch, czyli stały rozwój, a Solejka to promienie dobra. Już wiemy, jaki kierunek obierzemy tego lata!

Fot. materiały prasowe Anka KrystyniakFot. materiały prasowe Anka Krystyniak

Najmodniejsze zegarki tego sezonu? Klasyczne na bransolecie lub na subtelnym skórzanym pasku w obłędnych kolorach - żywym pomarańczowym, klasycznym beżu bądź połyskującym granacie. Nowa linia zegarków Longines inspirowana słynnym włoskim hasłem "Dolce Vita" to hołd dla słodyczy życia. Świetny dodatek dla wszystkich, którzy cenią to co solidne, eleganckie i stylowe.

Fot. materiały prasowe LonginesFot. materiały prasowe Longines

Fot. materiały prasowe LonginesFot. materiały prasowe Longines

  1. Psychologia

Rewolucja w życiu zawodowym jest możliwa

Fot. materiały prasowe
Fot. materiały prasowe
Wiele osób myśli, że odkrywanie swojej drogi zawodowej odbywa się zaraz po szkole, kiedy zaczynamy życie zawodowe. Nic bardziej mylnego. Odkrywanie własnej drogi to proces, który powinniśmy przechodzić od nowa co kilka lat.

Świat zmienia się błyskawicznie. Jedne zawody znikają, inne powstają. Pojawiają się nowe możliwości i nowe okoliczności w których powinniśmy zadać sobie pytanie o to jakie aktualnie są moje wartości, moje talentu i jak w oparciu o nie prowadzić swoją dalszą drogę.

Wiele osób po latach doświadczenia zawodowego w ogóle nie wierzy, że zmiana kierunku jest możliwa. Wolą tkwić w czymś, co nie jest ich pasją, a potem dziwią się, skąd pojawia się u nich wypalenie zawodowe.

Bez względu na to jaki masz staż zawodowy zawsze możesz na nowo odkryć swoje talenty, aspiracje, wartości i w oparciu o to zbudować nowy pomysł na siebie. Nie tylko możesz - powiedziałabym nawet, że musisz. To nasza odpowiedzialność wobec nas samych, aby pracować z pasją, bo życie mamy tylko jedno - mówi Elżbieta Krokosz, autorka książki „Ty też to masz! Odkryj swoje talenty i zacznij robić w życiu to, co lubisz i potrafisz najlepiej”.

Poniżej publikujemy fragment tej książki, w którym jedna z uczestniczek autorskiego programy Elżbiety Krokosz opowiada o radykalnej zmianie, jakiej dokonała dzięki niemu w swoim życiu - zmieniła miejsce zamieszkania i odnalazła się w zupełnie nowym zawodzie.

Rewolucja w życiu zawodowym jest możliwa

Nic tak nie wspiera naszej odwagi do działania, jak przykład kogoś, kto dokonał tego, o czym my myślimy. I dlatego zaprosiłam tutaj do wywiadu osobę, która jest zdecydowanie przykładem tego, że obranie własnej ścieżki jest możliwe. Co więcej — możliwe jest kompletne przebranżowienie, zaczęcie na nowo po 12 latach pracy w innym zawodzie i osiągnięcie poczucia, że jest się w dobrym miejscu, we właściwej rzece. Przeczytaj, proszę, mój wywiad z Anią — szczerze wierzę, że jej historia może być dla ciebie dowodem, że i tobie starczy odwagi, aby dokonywać zmian, na jakie się zdecydowałeś. Ania realizowała kurs „Odkryj, co chcesz robić w życiu, i zbuduj swój plan”. W dużej mierze wykorzystuje on ćwiczenia, którymi podzieliłam się z tobą w tej książce. Możesz więc mieć pewność, że to, czego nauczyłeś się o sobie, o swojej drodze, czytając tę książkę, możesz całkowicie zastosować w swoim życiu, podobnie jak Ania.

Ela: Witaj, Aniu. Cieszę się, że zgodziłaś się na ten wywiad. Jesteś świetnym, żywym przykładem tego, że swoje życie można zmieniać, ot po prostu, na spokojnie. Mam wrażenie, że na ten temat krążą niepotrzebne legendy i mity.

Ania: To ja dziękuję za zaproszenie.

Ela: Zarówno ja, jak i moi czytelnicy chcielibyśmy poznać twoją historię trochę lepiej. Czy mogłabyś opowiedzieć nam trochę o sobie?

Ania: Prywatnie jestem mamą dwóch chłopców, żoną, a zawodowo przez 12 lat pracowałam w bankowości, zaczynając od recepcji. Potem byłam wsparciem doradcy klienta premium, a następnie trafiłam nagle na stanowisko analityka kredytowego, po jakimś czasie miałam przerwę związaną z urodzeniem dzieci. Praca jako analityk kredytowy nie do końca mi odpowiadała, a po twoim kursie jestem na zupełnie innym poziomie — praca daje mi satysfakcję. Obecnie pracuję jako specjalista ds. HR w firmie szkoleniowo-rekrutacyjnej.

Ela: Chciałabym zwrócić uwagę, że twój przykład jest bardzo ciekawy. Po 12 latach pracy w bankowości zmieniłaś swoje życie o 180 stopni. Zmieniłaś firmę i branżę. Zmieniłaś całkowicie zawód. Powiedz mi, proszę, ile miałaś lat doświadczenia w pracy w dziale HR?

Ania: W branży HR — zero.

Ela: Dokładnie! Zero. A ja non stop spotykam się z tym, że ludzie uważają, że jak pracują w jednej branży 10 czy 15 lat, to już nie ma dla nich szansy na zmianę. Kiedy przyszedł moment, że powiedziałaś sobie: „dość”?

Ania: Patrząc na to z perspektywy czasu, myślę, że cała ta sytuacja się po prostu nawarstwiała. Awans na analityka kredytowego, posadzenie mnie za biurko na 8 godzin, bez kontaktu z ludźmi zaczęło powodować dyskomfort. Po urodzeniu dzieci, po dłuższej przerwie i powrocie do pracy, nie mogłam wejść z powrotem w system korporacji, kiedy byłam przerzucana między jednym zespołem a drugim. Czułam się niedoceniana. A punktem kulminacyjnym były moje problemy zdrowotne. Miałam problemy z kręgosłupem, z biodrem, w pewnym momencie nie byłam w stanie chodzić. Myślę, że fakt, że nie byłam doceniana, wpłynął też negatywnie na mój stan zdrowia.

Ela: Chciałabym podkreślić, że to nie jest tak, że pewnego dnia ot tak stwierdzamy, że coś nam się nie podoba, tylko to jest proces. Tkwimy przez jakiś czas w danej sytuacji, która wydaje nam się później nieodpowiednia. Potrzebujemy czasu na zmianę. U ciebie było podobnie, nie stwierdziłaś po miesiącu, że tu nie pasujesz, bo nie masz kontaktu z ludźmi, tylko dopiero kiedy nałożyły się na siebie dodatkowe czynniki, złożyło się to wszystko na ostateczną decyzję.

Ania: Chciałabym podkreślić, że my naprawdę tkwimy w jakiejś sytuacji, mimo iż podświadomie wiemy, że nie do końca nam to pasuje. Dlaczego ja tkwiłam w tej sytuacji? Czułam, że moja praca jest stabilna, że jest umowa na czas nieokreślony, że może nie daje mi pełnej satysfakcji, ale dzięki niej moja rodzina może normalnie funkcjonować. Podejrzewam, że gdyby nie ta choroba, tkwiłabym w tej pracy do tej pory. Jestem o tym przekonana.

Ela: Podejrzewam, że tę satysfakcję życiową czerpałaś z rodziny, z innych aspektów, a zawodowo, gdzieś w głębi duszy się uspokajałaś, że przynajmniej jest praca, bezpieczeństwo, ta umowa. Gdyby jeszcze cię doceniali, prawdopodobnie nadal robiłabyś to, co może nie daje ci radości, ale jest bezpieczne, prawda?

Ania: Nawet większość dziewczyn z grupy z twojego programu potwierdzała to, że mocno w czymś tkwiły, dopóki się coś nie wydarzyło. My naprawdę lubimy bezpieczeństwo i stabilizację. I ja też tak to sobie tłumaczyłam, że może nie czuję się dobrze jako analityk, ale jest satysfakcja finansowa. Że może jeszcze się rozwinę, a jeśli nie, to przynajmniej jest to bezpieczeństwo.

Ela: Twoja historia przypomina mi moją, którą często wspominam. Ja sama, będąc w Irlandii, tkwiłam w nieodpowiednim miejscu
— dwa lata trwało, zanim zmieniłam swoją sytuację. Opowiedz mi, proszę, co było dalej. Wyjechałaś z Warszawy?

Ania: Tak. Po rozmowie z moim mężem, oboje doszliśmy do wniosku, że ta sytuacja to nie tylko aspekt zawodowy, ale także prywatny. Wpływało to negatywnie na naszą relację. Mąż kazał mi się zastanowić, jak długo jeszcze będziemy tkwić w takiej sytuacji, skoro źle to wpływa na nasze życie rodzinne, są kłótnie, pretensje —jak długo będziemy to wytrzymywać? Na szczęście miałam w nim wielkie wsparcie, był osobą, która mi to uświadomiła, która pociągnęła całą decyzję... i stało się. Postanowiliśmy, że się przeprowadzimy. I w tamtym momencie poczułam, że cały świat nam sprzyja. Wszelkie kroki, które musieliśmy podjąć — sprzedaż mieszkania, znalezienie nowego, miejsce w przedszkolu — wszystko udało się załatwić ekspresowo. Plusy i minusy, to nie jest bajka, lecz życiu.

Ela: Aniu, z perspektywy czasu, co po waszej przeprowadzce do Trójmiasta było super, a czego się nie spodziewałaś? Co okazało się trudne?

Ania: Na pewno super było znalezienie swojego miejsca. Wszystko nam się tam podobało i fakt, że w końcu mieliśmy czas na odbudowanie relacji rodzinnej, był bardzo na plus. Dzieci miały wakacje, a my czas, żeby z nimi pobyć. Natomiast ciężkie było nasze zderzenie z rzeczywistością, jeśli chodzi o rynek pracy. Ogólnie mówiąc, praca za najniższą krajową, umowy śmieciowe albo po prostu problem ze znalezieniem odpowiedniej pracy, która dawałaby satysfakcję, pieniądze i czas dla rodziny. Gdy zaczęłam jeździć na rozmowy kwalifikacyjne, zaczęły się także problemy. Brak pozytywnych odpowiedzi, kiedy to, po tylu latach doświadczenia, nie powinnam mieć w ogóle problemu ze znalezieniem zatrudnienia. Niestety rzeczywistość okazała się dość ciężka. Co ciekawe, mogę powiedzieć, że każda z tych rozmów coś mi uświadomiła. Coś, czego w głębi duszy nie chcę, coś, na co powinnam zwrócić uwagę. Ale tak to właśnie w życiu się zdarza, że ono samo czasem pokazuje i podpowiada, co jest dla nas dobre. Nie chciałam się godzić po raz kolejny na pracę, która nie będzie mi przynosić satysfakcji albo nie pozwoli odebrać dzieci z przedszkola.

Ela: Aniu, muszę cię jeszcze zapytać o kwestię finansową. Pewnie każdy z nas zastanawia się, jakie miałaś zaplecze finansowe
(i czy w ogóle), skoro i ty, i twój mąż mogliście sobie pozwolić, żeby nie pracować przez pewien czas, a jednocześnie mieć za co żyć.

Ania: Tak, to prawda. Mieliśmy mieszkanie na kredyt, które udało nam się sprzedać i wziąć kolejne na kredyt, tylko w tym momencie wzięliśmy je z „górką”, tzn. mieliśmy zapas pieniędzy, z których mogliśmy żyć. W tamtym momencie także, z powodu mojego stanu zdrowia, kiedy tak naprawdę nie wiedziałam jeszcze, co mi jest, miałam przyznane pieniądze z ZUS-u i pieniądze na świadczenie rehabilitacyjne.

Ela: Dziękuję ci, że o tym mówisz. Oczywiście nie chcę ci zaglądać do portfela, ale z doświadczenia wiem, że jeśli jesteśmy w sytuacji, w której nie mamy za co żyć, to ostatnie, o czym myślimy, to to, co chcemy robić w życiu. Bardzo często powtarzam, że jeśli masz naprawdę wszystkiego dość i chcesz trzasnąć drzwiami w swojej obecnej pracy, to wytrzymaj jeszcze trochę i zbuduj sobie poduszkę finansową. Poduszkę, która pozwoli ci coś zmienić i nie myśleć tak bardzo o finansach. Która da ci przestrzeń i możliwość poszukania odpowiedniej pracy. Inaczej, zamiast mieć otwarty umysł, znowu będzie-my się tylko martwić finansami i zgadzać na coś, co wewnętrznie jest dla nas nie do zaakceptowania.

Ania: Gdybym nie miała tej poduszki finansowej, to pewnie znowu zgodziłabym się na pracę poniżej moich oczekiwań. Zgodziłabym się na nią, wiedząc, że to nie jest „to”, i tylko po to, żeby mieć za co żyć i za trzy miesiące znowu poszukać innej. Tylko niestety ten czas byłby bardzo dla mnie ciężki, znowu wymagałby wyrzeczeń. Zaufanie do intuicji i działanie kluczem do sukcesu.

Ela: Przejdźmy do twojej obecnej pracy, bo to także jest bardzo ciekawy moment. Powiedz mi, kiedy zaczęłaś pracę z kursem „Odkryj, co chcesz robić w życiu”? Wiem, że wykonałaś pracę nad sobą, poznałaś swoje talenty, wartości... ale w którym momencie to się wydarzyło?

Ania: Kurs pojawił się, kiedy mieszkaliśmy już w Trójmieście, a kiedy byłam już po kilku rozmowach kwalifikacyjnych, po których nie pojawiły się odpowiedzi. W tamtym momencie podłamałam się już trochę psychicznie, wydawało mi się, że to będzie takie proste, że przecież zmiana pracy z moim doświadczeniem będzie łatwa. Dotarło do mnie, że muszę coś zmienić, skoro nadal nie mogę znaleźć pracy. Któregoś dnia wyświetliła mi się twoja reklama na Facebooku. Poczułam po prostu, że to jest znak. Znakiem było nowe mieszkanie, Gdynia i właśnie ten kurs. Po prostu poczułam, że muszę go zrobić. Mąż dowiedział się później, że go kupiłam, był nastawiony sceptycznie do niego, a ja po prostu wiedziałam, że potrzebuję pomocy. Skoro próbowałam sama, jeździłam na rozmowy i nadal coś się nie udawało, potrzebowałam coś zmienić.

Ela: Co dla ciebie było najistotniejsze w tym kursie? Co najbardziej ci pomogło?

Ania: Po tych wszystkich wydarzeniach, które mnie podłamały —odbudowanie pewności siebie, poznanie siebie lepiej i taki... wewnętrzny spokój.

Ela: A z czego to wynikało? Ta pewność siebie, spokój, przecież to właściwie nie jest kurs o pewności siebie. Czy możesz uściślić, z czego to u ciebie wynikało?

Ania: Bardzo ważny był dla mnie moduł o talentach, był dla mnie zaskoczeniem. Dowiedziałam się o sobie czegoś nowego. Tego, że talentem nie są tylko jakieś zdolności, np. te finansowe czy techniczne, tylko tak zwane „kompetencje miękkie”. Stwierdziłam, że całkowicie porzucam swoje dotychczasowe spojrzenie na siebie, bo mam zupełnie inne atuty. Na kursie odkryłam, że potrafię słuchać, że mam umiejętność szukania rozwiązań, łatwość nawiązywania kontaktów, a do tej pory w ogóle tego nie zauważałam! Dobry plan to dopiero początek,.

Ela: Aniu, chciałabym cię teraz zapytać o bardzo cenną rzecz. Powiedz mi, proszę, jak u ciebie wyglądał moment zaplanowania zmiany. Moment, kiedy już przerobiłaś pewne rzeczy i podjęłaś decyzję, że teraz czas na kolejny krok, co się wtedy wydarzyło?

Ania: To był bardzo ciężki moment. Pamiętam, że kiedyś, w którymś podcaście wspominałaś, że to planowanie jest najcięższe, i po-myślałam wtedy: Planowanie? Ale jak to? Przecież tak ciężko jest mi wydobyć z siebie te talenty! I faktycznie na planowaniu się zatrzymałam. Dałam sobie czas, potrzebowałam odpocząć od tego wszystkiego, bo takie „grzebanie” w sobie jest męczące, pozytywne, ale jednak męczące. Wiedziałam, że teraz nic nie wymyślę i potrzebuję odetchnąć. Zrobiłam sobie trzy tygodnie przerwy i wróciłam do tego wszystkie-go, zaczęłam działać. Zaczęłam chodzić na różne warsztaty, zaczęłam dostrzegać to, co zawsze mnie fascynowało, jak np. budowanie relacji, komunikowanie się ludzi w zespole, ale zupełnie nie patrzyłam na to jak na misję, którą miałam. Podświadomie poszukiwałam czegoś, co mi pokaże jakąś drogę. I tak właśnie było.

Ela: Chciałabym to jeszcze raz podkreślić, bo jest to szalenie istotne. Czasami coś nas blokuje przed działaniem, ale to nie szkodzi, bo na poziomie podświadomości my wiemy, o co nam chodzi, wiemy, co powinniśmy robić. Intuicyjnie idziemy w dobrym kierunku, by wszystko dobrze się potoczyło.

Ania: Wszystkim, którzy działają, a gdzieś się zatrzymali, chciałabym powiedzieć, żeby się nie poddawali. Nawet jeśli czasem nam się wydaje, że coś jest nieistotne, nieodpowiednie, zaskakujące — zaufajcie intuicji, bo w rezultacie gdzieś na końcu okazuje się, że to wszystko podpowiada nam, co robić.

Ela: Zazwyczaj są dwie strategie. Jedna, w której niektórzy mają tę łatwość, że po odkryciu swoich talentów po prostu potrafią zbudować plan. Zakładają, że po pięciu latach osiągną to czy tamto i wydaje nam się, że to jedyna droga. A jest przecież druga, którą ty poszłaś całkiem nieświadomie, że: Dobrze, może nie mam planu na całe pięć lat, ale wiem, co chcę zrobić jutro, intuicyjnie wiem, w jakie działania chcę zacząć wchodzić. Naprawdę polecam mimo wszystko nie zatrzymywać się, tylko zacząć po prostu działać w zgodzie z tym, co ci intuicja podpowiada. Aniu, powiedz nam w takim razie, gdzie te działania cię zaprowadziły?

Ania: To było bardzo ciekawe wydarzenie, ponieważ zupełnie bez jakiegokolwiek konkretnego zamiaru wzięłam udział w warsztatach grupowych, na których zgłosiłam się do przeprowadzenia sesji ze mną. Miałam wskazać obszar, z którym będę pracować, i wtedy po prostu powiedziałam, że ja się nie nadaję do bankowości, i zaczęły się pytania takie jak: Ale czego dokładnie nie chcesz robić w banku? Każda z tamtych osób miała zupełnie inne wyobrażenia na ten temat, a ja tak bardzo skupiłam się na swoich i na tym, że nie chcę pracować w sprzedaży w banku, że nie dostrzegałam tych innych dróg. Ten właśnie moment sprawił, że w mojej głowie w końcu zakiełkował jakiś pomysł, że może będę prowadzić blog, pisać o finansach i pomagać innym. Zaczęłam zmierzać w stronę, która bardziej mi odpowiada, zaczęłam rozumieć, że finanse to nie jestem „ja”, to nie jest „moje”, a bardzo mi zależało na pracy z zarządzaniem talentami. I cudownie na horyzoncie pojawił się staż. Tutaj zaczyna się moja historia. Gdybym nie pojawiła się wtedy na tych warsztatach, to pewnie nawet nie wiedziałabym, że taki pracodawca się pojawi.

Ela: Czyli wszystko jest po coś. A powiedz mi, czy ten staż był bezpłatny?

Ania: Niestety był bezpłatny, przez półtora miesiąca, a po tym czasie dostałam pensję o wysokości ledwo powyżej najniższej krajowej.

Ela: Chciałam tutaj podkreślić i pokazać, że twoja sytuacja była prawdziwa. To nie było tak, że z jednego superpłatnego kwiatka skoczyłaś na drugi, tylko był okres, że pracowałaś za darmo. Powiedz w takim razie, dlaczego się na to zgodziłaś?

Ania: Kiedy zaczęłam się przyglądać tej firmie, poczytałam wpisy na Facebooku, przeczytałam artykuły na blogu, ja w to po prostu wsiąkłam. Poczułam, że to jest „to”, co chcę robić. Te wartości, które zobaczyłam, były tak spójne ze mną, że po prostu nie wyobrażałam sobie pracować w innym miejscu.

Ela: Czyli zadziały się dwie sprawy: poczułaś, że to jest to, co chciałabyś robić, że to jest odpowiednie miejsce, i druga rzecz: poczułaś, że te wartości są spójne z tobą, tym, co dla ciebie jest ważne.

Ania: Nawet bardziej ta druga rzecz, że przychodząc na rozmowę, nie wiedziałam, co dokładnie chcę robić w tej firmie, tylko po prostu czułam bardzo mocno, że to, co oni robią, jest bardzo ze mną zgodne. Ich wartości i moje są ze sobą bardzo spójne. To było
dla mnie zaskoczeniem, że pierwszy raz w życiu na rozmowie kwalifikacyjnej przyznałam, że nie wiem, co chcę robić, ale wiem, że to właśnie w tej firmie chcę się rozwijać.

Ela: Jak przekonałaś do siebie tę firmę, kiedy nie miałaś właściwie żadnego doświadczenia związanego z HR?

Ania: Przedstawię tę odpowiedź z mojego punktu widzenia i z punktu widzenia pracodawcy. Według mnie na pewno ujęłam ich faktem, że wspomniałam o wartościach, które bardzo mi odpowiadały, następnie sama już zaczęłam działać w podobnym obszarze, bo udało mi się zrobić kilka webinarów o podobnej tematyce i wpisałam to w CV. Natomiast kiedy zapytałam o to samo pracodawcę, na potrzebę tego podcastu, to uwaga, usłyszałam, że podobał im się mój entuzjazm i uśmiech, po drugie duża pokora, którą się wykazałam, kiedy zdecydowałam się na bezpłatny staż i zaangażowanie 8 – 9 godzin dziennie. Kolejną rzeczą, która była bardzo ważna, było to, że przejęłam inicjatywę. Musisz wiedzieć, że mnie tak bardzo zależało na pracy w tej konkretnej firmie, że sama wysłałam do nich maila z zapytaniem, a trzy dni później z przypomnieniem. Kiedy nie dostałam odpowiedzi, zadzwoniłam, żeby się przypomnieć, i usłyszałam, że właściwie to dobrze, że dzwonię, bo oni nie zdążyli jeszcze przejrzeć kandydatur, ale mogę przyjechać na rozmowę, na której usłyszałam: Okej, bierzemy Panią.

Ela: Chciałabym zwrócić innym uwagę na jedną ważną rzecz. Ten pracodawca wybrał ciebie, bo widział ten twój entuzjazm, tę determinację i chęć, bo wiedziałaś, czego chcesz. A gdybyś tego nie wiedziała, na pewno twoja determinacja byłaby mniejsza. Naprawdę ważne jest, żeby odkryć to, co chce się robić w życiu, bo to niesamowicie zwiększa szanse na osiągnięcie swojego celu.
Często jestem pytana o to, jak zwiększyć swoje szanse w przypadku, kiedy nie ma się doświadczenia. twój przykład jest odpowiedzią. Ta determinacja, chęć i entuzjazm sprawiają, że pracodawca przymknie oko na jakieś braki, bo wie, że ty szybciej je nadrobisz. To jedna rzecz, a druga — nie możemy pominąć pracy, którą wykonałaś, żeby zwiększyć perspektywę swoich szans w tej firmie. Może nie miałaś doświadczenia, ale już poszłaś trzy kroki do przodu, zaczęłaś prowadzić webinary i budować swoją pozycję w obszarze kompetencji miękkich.

Ania: Bardzo długo patrzyłam na swoje doświadczenie przez pryzmat umiejętności specjalistycznych, a nie brałam pod uwagę np. kompetencji miękkich, które można wykorzystać w dowolnej dziedzinie. Takich jak np. elastyczność.

Ela: Ważna jest też ta pokora, o której wspomniałaś, bo wchodząc trochę w buty pracodawcy, trzeba się postawić w sytuacji, kiedy to on musi zainwestować w pracownika i na pewno zrobi to o wiele chętniej w przypadku osoby, która wykazuje chęć i zaangażowanie. Chciałabym się też ciebie zapytać, z jakimi lękami i sabotażystami miałaś do czynienia?

Ania: Jeśli chodzi o samą zmianę pracy, to pojawił się we mnie taki wewnętrzny lęk o to, czy sobie poradzę w pracy bez doświadczenia, oraz drugi taki ważny — kwestia finansowa. Bałam się, czy w ogóle damy radę wyżywić rodzinę, patrząc na to, że nasza poduszka finansowa powoli się kończyła. Na szczęście mój mąż bardzo mnie wspierał i ustaliliśmy, że warto jeszcze wytrzymać, że warto podjąć te wyrzeczenia na rzecz nowej pracy. Jednak cały czas musiałam sobie uświadamiać, że te wyrzeczenia to tylko na jakiś czas, że będzie lepiej.

Ela: Drugie pytanie z tych powoli kończących nasz wywiad to: jak się teraz czujesz? Co się w twoim życiu zmieniło? Gdzie jesteś teraz?

Ania: Jestem teraz osobą, która ma bardzo dużo satysfakcji. Dużo satysfakcji z pracy, satysfakcji z tego, że mam czas dla rodziny. Mam teraz bardzo duży wewnętrzny spokój, cieszę się, że to, co robię, jest tym, co lubię robić, że pomagam ludziom, czego wcześniej mi brakowało. Ważne jest też to, że umiem ładować energię. W poprzedniej pracy byłam wiecznie zagoniona, wiecznie zmęczona. Aktualnie jest spokojniej, cały tydzień wygląda spokojniej. Codziennie się rozwijam, codziennie rozwijam swoje kompetencje i w końcu zaczęłam żyć w zgodzie ze sobą.

Ela: Bardzo się cieszę, bardzo miło mi to słyszeć. Aniu, jeszcze na sam koniec, co byś poradziła osobom, które szukają swojej drogi?

Ania: Na pewno, żeby zaufać innym, bo ja zaufałam tobie, mogę śmiało polecić twój kurs, który mi dużo dał. Żeby dzielić się wątpliwościami z innymi, bo jeśli gdzieś utkniemy, jeśli z czymś nie będziemy mogli sobie poradzić, to może ta rozmowa z innymi osobami nas uwolni albo ktoś nam pomoże. Moja rada jest też taka, żeby nie odpuszczać i słuchać intuicji. Jeśli czujemy wewnętrznie, że potrzebujemy odpoczynku — to odpocząć, ale później zacząć działać. Nawet jeśli nie czujemy, że idziemy w dobrym kierunku, to ostatecznie działanie zaprowadzi nas tam, gdzie chcemy dojść, tylko jeszcze może o tym nie wiemy.

Ela: Zgadza się, nawet kiedyś Steve Jobs powiedział: Nie możesz połączyć kropek, patrząc do przodu; możesz je połączyć, patrząc wstecz. Musisz więc uwierzyć, że kropki w jakiś sposób się połączą w twojej przyszłości. I coś w tym faktycznie jest.
Aniu, ogromnie ci dziękuję za podzielenie się swoją historią.

Elżbieta Krokosz, Dyrektor Zarządzająca Talent Development Institute. Master Coach, Trener, Ekspert w obszarze przywództwa oraz rozwoju potencjału ludzi, Mówca TEDx, autorka książki pt. „Ty też to masz! Odkryj swoje talenty i zacznij robić w życiu to, co lubisz i potrafisz najlepszej” oraz podcastów: „O rozwoju ludzi profesjonalnie” i „TDI – School of Coaching”. Prekursorka self coachingu oraz autorka programu Self Coaching Program, w którym pomaga zostać najlepszym coachem dla samego siebie.

  1. Psychologia

Czas na zatrzymanie. Luksus, fanaberia czy potrzeba?

Pozostawiając za sobą na chwilę swoją codzienną rzeczywistość, rutynę, przyzwyczajenia – możemy łatwiej usłyszeć siebie. (Fot. iStock)
Pozostawiając za sobą na chwilę swoją codzienną rzeczywistość, rutynę, przyzwyczajenia – możemy łatwiej usłyszeć siebie. (Fot. iStock)
Zatrzymaj się, pomyśl, poczuj, odkryj sens, znajdź swoją misję, stwórz wizję... Jesteśmy zachęcani do zatrzymania się, zadawania sobie niewygodnych pytań i dzięki temu poznawaniu siebie. Po co przeszukiwać wnętrza naszych osobowości? Czy to moda, czy prawdziwa potrzeba?

Zatrzymaj się, pomyśl, poczuj – słyszymy, czytamy w wypowiedziach coachów, trenerów, psychoterapeutów czyli osób zajmujących się rozwojem osobistym. Jesteśmy zachęcani do wyjazdów w miejsca odosobnienia w kontakcie z naturą, podróży vision quest, medytacji, zadawania sobie często niewygodnych pytań: „kim jestem?”, „jaki jest sen moich działań?”. Po co mamy to robić? Po co mamy przeszukiwać wnętrza naszych osobowości, czyli – potocznie mówiąc: „grzebać w sobie”? Czy to moda, czy prawdziwa potrzeba?

Nie każdy tego potrzebuje i też nie na każdym etapie życia jest to niezbędne. Jeżeli zebrałeś już dość wiedzy i każda dodatkowa informacja przepełnia cię jak przysłowiowa herbata filiżankę – działaj. Ale może nie masz nawet czasu napełnić taczek, z którymi biegasz, nie wiedząc, co budujesz, komu i po co – zatrzymaj się. A może od dłuższego czasu leżysz na kanapie i nie sprawia ci to już przyjemności – zadaj sobie pytanie: co dalej?

Ale tak naprawdę, nic nie musisz zmieniać. Może twoją misją życiową jest właśnie bieganie z tą taczką. Może twoje leżenie na tej kanapie ma swój sens. Może nie potrzebujesz niczego więcej wiedzieć - wiesz, co robisz i co jest dla ciebie dobre. Ale jeżeli odczuwasz dyskomfort, to może warto się zatrzymać i sprawdzić, czy nie leżysz w objęciach wroga lub nie biegasz na jego usługi.

Jest czas na zadawanie pytań, czas na odpowiedzi, czas na działanie i czas na odpoczynek. Ale zbyt długie przebywanie tylko w jednym z tych okresów kończy się dyskomfortem, zniechęceniem, wypaleniem zawodowym lub nawet depresją - i wtedy może warto zatrzymać się i zadać sobie kilka ważnych pytań.

Kto jest wrogiem, a kto sprzymierzeńcem?

Carlos Castaneda, amerykański antropolog, wskazał czterech wrogów człowieka wiedzy: strach, jasność umysłu, moc, starość. Można na nich spojrzeć również jako na wrogów lub przyjaciół naszego rozwoju. Na podobnej zasadzie jak nasze cechy, które w niektórych sytuacjach mogą być naszymi zaletami, a w innych – wadami. Coś co w danej sytuacji jest dla nas sprzymierzeńcem, za chwilę może zmienić się we wroga. I odwrotnie. Przyjrzyjmy się więc bliżej sposobom ich działania.

Strach

Dzisiejszy świat oferuje nam ciągle nowinki. Można powiedzieć, że zmiana goni zmianę. Wychodzenie ze strefy komfortu pomału staje się codziennością. Naszą biologiczną reakcją na to, co nieznane, odziedziczoną po praprzodkach jest strach, bo kiedyś wiązało się to często z zagrożeniem życia. Odziedziczyliśmy więc w prezencie trzy reakcje: ucieczka, zastygnięcie lub walkę. To nas chroni przed nowym, innym, nieznanym, czyli tym, co narusza nasze dotychczasowe przekonania i związane z nimi poczucie bezpieczeństwa. Wolimy więc zaprzeczyć, wycofać się odmówić, ośmieszyć. Ale strach i tak jest z nami, a to są jego strategie, których celem jest – odciąć nas od wiedzy. I dlatego strach jest jednym z największych wrogów człowieka i tym samym pierwszym do pokonania na naszej ścieżce rozwoju. Sposobem na pokonanie go jest zyskanie świadomości: poszukiwanie informacji, zdobycie wiedzy na dany temat, poznanie punktów widzenia innych osób.

Jeżeli jesteś w tym miejscu, zadaj sobie pytania: Czym jest ta nowa sytuacja? Jak inni ją widzą? Na ile ta sytuacja jest zagrożeniem, a na ile szansą? Jaki mam wybór?

Gdy nieznane zostaje poznane, a nowe oswojone i zaprzyjaźnione z nami – strach znika.

Świadomość

Mamy już więc niezbędną wiedzę i własne zdanie na temat nowej sytuacji. Zyskujemy coraz większą pewność siebie, zaczynamy dzielić się naszą wiedzą z innymi. Ludzie słuchają nas z zainteresowaniem. Zaczynamy mieć poczucie omnipotencji, jesteśmy traktowani jako eksperci, coraz częściej widzą nas w roli lidera. Jeżeli jednak pozostajemy dłużej na etapie „gadającego guru”, nie tylko inni, ale też my sami wkrótce nie będziemy już chcieli siebie słuchać. Utkniemy w świecie naszych racji, poglądów, zaniedbując potrzebę sprawczości. Zaczniemy mieć wątpliwości, do głosu dojdzie krytyk podważający nasze kompetencje. Ratunkiem z tej sytuacji jest moc osobista i działanie.

Jeżeli jesteś w tym miejscu, zadaj sobie pytania: Jak chcę skorzystać z mojej wiedzy? Jakie są moje mocne strony? Jakie działania dają mi poczucie sensu? Co jest moją mocą osobistą?

Gdy mamy gotowość do działania, znika stagnacja, pojawiają się możliwości, propozycje.

Moc osobista

Mając wiedzę i kontakt z osobistą mocą, działamy, tworzymy w świecie nowe projekty. Rozwijamy się, inspirujemy innych, włączając ich do wspólnych działań. Świat nam na to odpowiada różnymi gratyfikacjami – finansami, uznaniem, awansem. Nabieramy poczucia, że nasze możliwości są nieograniczone, chcemy sięgać po kolejne wyzwania. Wiemy już jak to zrobić żeby osiągnąć sukces i osiągamy kolejny. Po pewnym czasie stajemy się cynicznym Midasem – wszystko jesteśmy w stanie przemienić w złoto. Co tracimy? Często poczucie wyższego sensu, bliskie relacje. Pojawia się poczucie pustki, którego nie jest w stanie wypełnić kolejna „zabawka”. Wyzwolenie często przychodzi w postaci zmęczenia, choroby, kryzysu albo jeszcze innej sytuacji, która zmusza nas do zatrzymania się, do konfrontacji ze swoją słabością, ze świadomością, że wszystko ma swój koniec, że nasze zasoby i nasz czas jest ograniczony. Zaczynamy nas coraz częściej myśleć o starości.

Jeżeli jesteś w tym miejscu, zadaj sobie pytania: Jaki świat chce zostawić moim dzieciom? Jakie były kiedyś moje marzenia? W co wierzę? Co chciałbym usłyszeć od bliskich na moje 80. urodziny? na własnym pogrzebie? Jaki jest w ogóle sens życia? Dokąd zmierza moje życie?

Starość

Mam na myśli starość nie tyle metrykalną co stan kontaktu ze swoją starością, a właściwie ze starszyzną w sobie. Czas, kiedy mamy za sobą już wiele osiągnięć, doświadczeń. Kiedy nie ogranicza nas strach, nie dajemy się uwieść władzy. Mamy świadomość swojej mocy i używamy jej rozważnie, w sprawach ważnych. Problemem jest zmęczenie i zniechęcenie. Szukanie odpowiedzi na wielkie pytania przytłacza nas niejednoznacznością i ambiwalencją, czujemy się wobec nich mali. Kanapa i ciepły kocyk ciągną coraz bardziej, szczególnie gdy mamy komfort finansowy. Można zasnąć, odejść, zniknąć…

Na szczęście budzi nas nasz przyjaciel strach! I tak ten cykl toczy się mniej lub bardziej dla nas świadomie.

Zadaj sobie pytania: Czy opisane tutaj sytuacje są ci znane? Ile cyklów jest już za tobą? Kto jest twoim największym wrogiem? Kto jest twoim sprzymierzeńcem? W której sytuacji bywasz najczęściej? W której jesteś teraz?

Powrót do natury

Samotność, post, modlitwa, medytacja i kontakt z naturą - to nieodłączne elementy rytuałów szamańskich ale też religijnych, które przez wieki towarzyszyły człowiekowi. Jeśli coś było dobre i potrzebne człowiekowi kiedyś, to może również teraz? Czy tak bardzo zmieniły się nasze potrzeby? A może wręcz przeciwnie, zostały te same, a my żyjemy w jeszcze trudniejszych warunkach, w odcięciu od natury i naszych biologicznych potrzeb. Spopularyzowana pod angielską nazwą metoda vision quest wywodzi się z tradycji indiańskiej, obecnie często jest elementem rozwoju osobistego (psychoterapia, coaching) w postaci różnych form warsztatów, medytacji, odosobnień w kontakcie z naturą, w celu uzyskania intuicyjnych odpowiedzi na pytania o sens, cel. Frank Grant światowej sławy praktyk w nurcie Wilderness & Adventure Therapy, zapytany o to jak głęboka jest praca metodą Vision Quest odpowiada: „Taka, na jaką jesteś gotowy”.

Pielgrzym również decyduje się na odosobnienie, nie tyle od ludzi, co od świata, jaki zna na co dzień, w którym nie ma zbyt wiele okazji i czasu na duchowe poszukiwania. Pielgrzymowanie z każdy krokiem oddala od tego, czym wypełniona jest nasza codzienność. Na drugi plan schodzi dom, rodzina, praca, obowiązki, najważniejsze staje się miejsce, do którego zmierzamy. Jest to jednocześnie intymna podróż w głąb siebie.

Pozostawiając za sobą na chwilę swoją codzienną rzeczywistość, rutynę, przyzwyczajenia – możemy łatwiej usłyszeć siebie. W naturze, której jesteśmy jednym z elementów, łatwiej jest szukać odpowiedzi na podstawowe pytania: „kim jestem?”, „jaki jest sens mojego istnienia?”.

Czas dla siebie – strata czy zysk?

Mówimy: „czas jest luksusem”, „najcenniejszą walutą jest czas”, tylko nikt nie wie, jaki jest dokładnie stan jego konta.

Może warto więc zastanowić się, na co go wydajemy, a może rozdajemy? Czy żyjesz na kredyt, rozrzutnie – na wszystko masz czas. A może oszczędzasz - odkładasz czas na ważne dla siebie sprawy na później. Może mówisz: „tracę czas na zatrzymywanie się”? A może właśnie wtedy go odzyskujesz?

Jak pisała Wisława Szymborska”: „Żyjemy dłużej ale mniej dokładnie i krótszymi zdaniami. Podróżujemy szybciej, częściej, dalej choć zamiast wspomnień przywozimy slajdy”.

Autorka jest coachem i właścicielką „Domu Pod Aniołami”, w którym z dala od zgiełku miasta towarzyszy osobom, które potrzebują się zatrzymać, spotkać ze sobą i znaleźć odpowiedzi na ważne dla siebie pytania.