1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Co warto wiedzieć o płytkach wielkoformatowych?

Co warto wiedzieć o płytkach wielkoformatowych?

fot. materiały klienta
fot. materiały klienta
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Zastanawiasz się nad doborem odpowiednich materiałów do wykończenia swojego wymarzonego mieszkania? Tradycyjne rozwiązania wydają Ci się zbyt oczywiste i mało funkcjonalne, a Twój dom posiada dużo wolnej przestrzeni, którą trzeba zagospodarować? W takim przypadku powinnaś przyjrzeć się płytkom wielkoformatowym, które nie tylko prezentują się efektownie i nowocześnie, ale również wyróżniają się nietypową formą, stwarzając jednocześnie wyjątkowy efekt lustrzanego odbicia i elegancji. Warto dodać, że z łatwością można utrzymać je w czystości.

Zastanawiasz się nad doborem odpowiednich materiałów do wykończenia swojego wymarzonego mieszkania? Tradycyjne rozwiązania wydają Ci się zbyt oczywiste i mało funkcjonalne, a Twój dom posiada dużo wolnej przestrzeni, którą trzeba zagospodarować? W takim przypadku powinnaś przyjrzeć się płytkom wielkoformatowym od marki Maxfliz, które nie tylko prezentują się efektownie i nowocześnie, ale również wyróżniają się nietypową formą, stwarzając jednocześnie wyjątkowy efekt lustrzanego odbicia i elegancji. Warto dodać, że z łatwością można utrzymać je w czystości. Wiele takich rozwiązań znajdziesz w ofercie Maxfliz.

Wielozadaniowe płytki wielkoformatowe

Płytki wielkoformatowe to elementy, których chociaż jeden z boków ma długość 30 centymetrów. Według ekspertów, wymiary tego typu wielkoformatowych produktów powinny mieć więcej niż 45 × 45 cm, a prostokątne – minimum 30 × 60 cm. Wielkowymiarowość połączona z minimalizmem stała się nowym trendem w projektowaniu wnętrz, które wykorzystasz zarówno na ścianie, jak i na podłodze. Na szczególną uwagę zasługują płytki wielkoformatowe Atlas Concorde. Ta włoska firma, znana i ceniona za innowacyjność w projektowaniu i produkcji płytek ceramicznych, wyróżnia się wyrafinowaną estetyką, w której przeważają naturalne kolory. Włoskie płytki Atlas Concorde produkuje się z najcenniejszych materiałów kamiennych, wykazujących odporność na uszkodzenia. Płytki XXL znajdą swoje zastosowanie, zarówno w łazience, kuchni, jak i nowoczesnym salonie. Do aranżacji tychże wnętrz polecamy kolekcję Marvel. To seria inspirowana szlachetnym marmurem, która stanowi połączenie elegancji tego cenionego materiału z funkcjonalnością. Dzięki dużym rozmiarom możesz śmiało ograniczyć zastosowanie fug pomiędzy płytkami.

fot. materiały klienta fot. materiały klienta

Zastosowanie wielkoformatowych płytek Atlas Concorde w mieszkaniu

Płyty wielkoformatowe Marvel doskonale komponują się z minimalistycznymi wnętrzami, podkreślając ich nowoczesny charakter. Niemniej, dobrze współgrają również z rustykalnymi aranżacjami, a nawet stylistyką glamour. Przy użyciu dużych płytek możesz uzyskać gładką, bezspoinową powierzchnię, która pasować będzie do każdego wystroju. Należy jednak pamiętać, że płytki wielkoformatowe nie mogą zdominować całej aranżacji. Stosuje się je przede wszystkim w większych, przestronnych wnętrzach.

fot. materiały klienta fot. materiały klienta

Płytki wielkoformatowe od Maxfliz posiadają wiele korzyści

Trzeba pamiętać, że ułożenie płytek wielkoformatowych stanowi większe wyzwanie niż układanie małych. W przypadku dużego formatu niestety nie da się ukryć ani zatuszować nierówności, braku wypoziomowania czy przesunięć. Niemniej, wielkoformatowe rozwiązania stwarzają możliwość uzyskania jednolitej powierzchni, która optycznie powiększy pomieszczenie. Różnorodne formy płytek można wykorzystywać zarówno na podłodze, jak i ścianie, tworząc inspiracje do ciekawych pomysłów aranżacyjnych. Warto zauważyć, iż wielkoformatowość kojarzona jest ze szlachetnymi, pełnymi luksusu pomieszczeniami, dlatego też płytki Atlas Concorde same w sobie stanowią aspekt dekoracyjny urządzanego wnętrza.

fot. materialy klienta fot. materialy klienta

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Bunt wobec powtarzalności

Salon ma wszystko to, co lubi Ola: przestrzeń, wysokie okna i kolory. Nad kanapą – kilim, powieszony całkiem niedawno. Stworzyła go Ana Clerici, argentyńska artystka. (Fot. Celestyna Król)
Salon ma wszystko to, co lubi Ola: przestrzeń, wysokie okna i kolory. Nad kanapą – kilim, powieszony całkiem niedawno. Stworzyła go Ana Clerici, argentyńska artystka. (Fot. Celestyna Król)
Zobacz galerię 8 Zdjęć
Aleksandra Kaliszan z Aleksandrii koło Kalisza… Brzmi bajkowo. I słusznie. W mieszkaniu Oli we wrocławskiej kamienicy też jest jak w bajce. Kolorowo, energetycznie, magicznie. – Kiedy przekraczam jego próg, wszystko, co złe, zostaje na zewnątrz. To moja oaza, mój własny mikrokosmos – mówi.

Kamienice lubiłam od zawsze. Kiedy gdzieś wyjeżdżałam, pierwszym punktem zwiedzania był spacer po dzielnicach kamienicznych, odnajdywałam przedwojenne kafelki i robiłam im zdjęcia. Dziś zajmuję się organizowaniem podróży służbowych w firmie programistycznej, ale przez lata pracowałam w Luft­hansie, w obsłudze klienta, dużo latałam po świecie. Kiedy przyszedł czas, żeby gdzieś osiąść na stałe, wybrałam Wrocław, spodobał mi się ze względu na niesamowity klimat.

Wiedziałam, że tam, gdzie kiedyś zamieszkam, muszą być duże okna, ma być wysoko i przestronnie. I życie tak się cudownie potoczyło, że dwa lata temu znalazłam to mieszkanie. W kamienicy z 1904 roku, w dzielnicy Nadodrze, na drugim piętrze. Szukałam go pół roku, powoli tracąc nadzieję. Mieszkania w kamienicy, zwłaszcza we Wrocławiu, to zwykle rudery, są w strasznym stanie i wymagają generalnego remontu, a jak się już trafia coś ciekawego, to ma astronomiczną cenę i przeważnie mieści się w wyremontowanej, bezosobowej, prywatnej kamienicy.

Półeczka nad kaloryferem też jest całkiem świeża. Wstążeczki, które z niej zwisają, miały być tylko na święta, ale zostały, bo świetnie tu pasują, do tego mienią się i ruszają pod wpływem podmuchów ciepła z grzejnika. Wszystkie obrazki na ścianach są albo z podróży, albo z domu rodzinnego – każdy ma jakieś znaczenie. Ola jest też zwolenniczką układania książek kolorami. (Fot. Celestyna Król) Półeczka nad kaloryferem też jest całkiem świeża. Wstążeczki, które z niej zwisają, miały być tylko na święta, ale zostały, bo świetnie tu pasują, do tego mienią się i ruszają pod wpływem podmuchów ciepła z grzejnika. Wszystkie obrazki na ścianach są albo z podróży, albo z domu rodzinnego – każdy ma jakieś znaczenie. Ola jest też zwolenniczką układania książek kolorami. (Fot. Celestyna Król)

Tymczasem moja kamienica ma charakter. Stoi blisko Odry, tuż pod oknem są wały spacerowe, jest spokojnie i cicho – tak jak lubię.

Ludzie mówią, że pierwsze mieszkanie jest eksperymentem, wprawką, dopiero potem kupuje się kolejne, w którym się już wie, co i gdzie ma stać. Ja mam zamiar tu zostać i nigdy się nie wyprowadzać, ale postanowiłam, że moje mieszkanie będzie moim kreatywnym placem zabaw. Zwłaszcza teraz, podczas lockdownu, kiedy stale w nim siedzę – ciągle mam ochotę coś zmieniać.

Tamborek z wróbelkiem – wykonanie własne. (Fot. Celestyna Król) Tamborek z wróbelkiem – wykonanie własne. (Fot. Celestyna Król)

Moimi sprzymierzeńcami są targi staroci, sklepiki vintage, ale też OLX, Allegro czy zakładka Marketplace na Facebooku. Wolę korzystać z czegoś, co już zostało stworzone, w imię idei recyklingu i less waste. Wszystkie meble – oprócz kanapy i szafki pod telewizor – są z drugiej ręki. Odnawialiśmy je w domu moich rodziców na wsi, a trafiły do mnie od bliskich i znajomych albo od ludzi sprzedających je w Internecie. Starałyśmy się z mamą je oszlifować i odnowić na tyle, na ile potrafimy. Pewnie mogłyby wyglądać lepiej, ale mnie się podobają takie, jakie są. Poza tym lubię robić coś sama.

Szafka-kwietnik kupiona na Facebooku. Jest drewniana, antyczna i ozdobiona ręcznie motywem kwiatowym przez pewnego studenta ASP. (Fot. Celestyna Król) Szafka-kwietnik kupiona na Facebooku. Jest drewniana, antyczna i ozdobiona ręcznie motywem kwiatowym przez pewnego studenta ASP. (Fot. Celestyna Król)

Tapeta w nyży

Odkąd pamiętam, pociągały mnie kolory, szukałam ich podczas każdej podróży, długo prowadziłam bloga chasingcolors.pl. W różnych miejscach na świecie szukałam street artu lub kolorowych detali. Nawet idąc zwykłą ulicą, od razu dostrzegam kolorowe rozwiązania, małe detale. To samo robię w domu. Chciałam wprowadzić tu dużo kolorów, ale staram się jednocześnie, by nie były zbyt męczące. Kiedy koleżanka doradziła mi, żeby zrobić granatową ścianę w sypialni, pomyślałam: „Dlaczego by nie pociągnąć tego na drzwi?”, a że z mieszalnika można stworzyć teraz każdy odcień, udało mi się zgrać je idealnie. I teraz na moim koncie na Instagramie (@ola_sweethome) ściana zbiera mnóstwo pozytywnych komentarzy.

Korytarz malowałam latem, chciałam dać tam ciemniejszy kolor, szczególnie na suficie, który jest wysoki i dobrze byłoby go przybliżyć optycznie. Wybór padł na szmaragdowy. W urządzaniu wnętrz kieruję się psychologią kolorów, mam na ten temat wiele książek. Lubię niebieski, zielony, pomarańczowy i różowy, a najbardziej – połączenie niebieskiego z pomarańczem.

Słynna granatowa ściana w sypialni i szafka w stylu art déco. Na lampę z pawiem długo polowała, ostatecznie znalazła ją na wyprzedaży w TK Maxx. Oko na ścianie na deseczce ze sklejki namalowała koleżanka Oli, która prowadzi na Instagramie konto @na_ha_ku. (Fot. Celestyna Król) Słynna granatowa ściana w sypialni i szafka w stylu art déco. Na lampę z pawiem długo polowała, ostatecznie znalazła ją na wyprzedaży w TK Maxx. Oko na ścianie na deseczce ze sklejki namalowała koleżanka Oli, która prowadzi na Instagramie konto @na_ha_ku. (Fot. Celestyna Król)

Tapety stanowią u mnie efektowny dodatek lub tło. Tę w ptaszki do sypialni znalazłam w małym sklepiku na Allegro. Z kolei w kuchni mam tapetę z motywem haftu opolskiego, kupiłam ją w sklepie Folkstar, który skupia się na promowaniu kultury polskiej z każdego regionu.

Tapeta w kuchni oraz w korytarzu. (Fot. Celestyna Król) Tapeta w kuchni oraz w korytarzu. (Fot. Celestyna Król)

Kuchnia jest zrobiona w starej nyży dla służby, czyli małym pomieszczeniu bez okien, w którym mieściło się kiedyś tylko łóżko. W miejscu, gdzie mogłoby się znaleźć okno, są teraz tapeta i stoliczek, przy którym jem śniadanie.

Co mówi stolik?

Co musi mieć mebel lub bibelot, żeby znalazł się w moim domu? Musi do mnie mówić. Czyli po prostu być inny, niepowtarzalny, wyjątkowy. Ważne są oryginalna forma i kształt. Liczy się też jego historia. Gdy odbieram od kogoś mebel, zawsze pytam, gdzie wcześniej był, u kogo, jak długo. Lubię wyjątkowe rzeczy, które przypadkiem zgrywają się z resztą. W ten sposób chyba buntuję się przeciwko powtarzalności różnych wzorów czy rozwiązań we wnętrzach. Ja wolę kombinować. Niektóre rzeczy sprzedaję i znajduję w ich miejsce nowe, lubię się wymieniać i kupować okazyjnie.

I znów ptaszki. Tym razem w postaci uchwytów w szafce nocnej, gdzie zastąpiły te mosiężne, oraz na tapecie nad łóżkiem. (Fot. Celestyna Król) I znów ptaszki. Tym razem w postaci uchwytów w szafce nocnej, gdzie zastąpiły te mosiężne, oraz na tapecie nad łóżkiem. (Fot. Celestyna Król)

Mój styl to połączenie secesji, motywów roślinnych, wywijasów i art déco, najbliżej mi zatem do eklektyzmu i stylu modern bohemian. Pociągają mnie obłe i okrągłe formy, komfortowe dla oka. Ale lubię też cepeliadę i folkowe motywy. Mam wiele dodatków i naczyń od babci, które były modne, kiedy kupowała je do domu, i wciąż są.

Serwis do herbaty od babci, babcia ma nowy, Ola ma ten. (Fot. Celestyna Król) Serwis do herbaty od babci, babcia ma nowy, Ola ma ten. (Fot. Celestyna Król)

Lockdown pomógł mi spojrzeć na nowo na to, czego potrzebuję w życiu. Kiedy człowiek jest w codziennym pędzie i do domu wraca tylko po to, by się przespać i odpocząć, funkcjonalność wnętrza się zaciera. Dopiero teraz ustawiłam meble tak, jak mi to odpowiada. Wróciłam do starych pasji, zaczęłam znów malować. Zrozumiałam, że nie mogłabym żyć w totalnie minimalistycznym biało-beżowo-ziemistym wnętrzu i z pustymi ścianami. Najlepiej się czuję z bogatymi galeriami na ścianach (ramki pomaga mi wybierać zaprzyjaźniona wrocławska marka @oprawiamy_w_ramy), w otoczeniu, które coś do mnie mówi.

  1. Styl Życia

Zapas dobrej energii

Fot. Anita Suchocka
Fot. Anita Suchocka
Przypomina anioła i ma takie jak anioł zadanie, być stróżem w moim domu – mówi wokalistka Natalia Grosiak o drewnianym gołąbku.

Prawda, że przepiękny? Zobaczyłam go w São Paulo, w sklepie z rękodziełem ludów zamieszkujących północną Brazylię. Nigdy w te rejony nie dotarłam, co mi się marzy, bo to ziemie, gdzie rzadko docierają turyści. Do tego sklepu zaprowadziła mnie Fernanda Cardoso, producentka muzyczna, którą poznałam na Red Bull Academy w Melbourne w 2006 roku. Potem dwukrotnie odwiedziłam ją w São Paulo, razem nagrywałyśmy muzykę, do tej pory się przyjaźnimy.

Gołąbek od razu przykuł moją uwagę. Dostojny, cały w koronie z promieni. Przypomina anioła, a nawet ukrzyżowanego Chrystusa. Jest dowodem na to, jak pięknie mieszają się kultury, ile w nich jest podobieństw. Od Fernandy dowiedziałam się, że rzeźby gołębi w kulturze brazylijskiej służą do tego, żeby wieszać je na ścianach, ponieważ odganiają złe duchy. Dlatego ten gołąb przyjechał ze mną do Polski i przez dziesięć lat wisiał w moim mieszkaniu przy ulicy Wesołej we Wrocławiu. Niedawno przeprowadziliśmy się do domu na Biskupinie. I pierwsze, co zrobiłam, zanim przywieźliśmy rzeczy, to dokładnie pozamiatałam całą przestrzeń, w każdym rogu postawiłam słoik z wodą i z solą, potem rozpaliłam białą szałwię i okadziłam nią cały dom. Następnie było długie wietrzenie. Wiem, że niektórzy mogą się z tego śmiać, ale dla mnie to takie rytualne przywitanie się z domem i wyproszenie starej, dla mnie obcej energii. Chodzi o to, żeby wejść do domu, który jest energetyczną białą kartką. Bo ja mocno wierzę w energię, wszyscy jesteśmy z niej zbudowani.

Tak więc, po całej dobie przygotowań, pierwszym mieszkańcem naszego domu został gołąb. Wisi zaraz przy wejściu, jest pierwszą rzeczą, którą widzi się po przekroczeniu progu. Powierzyłam mu zadanie czuwania nad domem. Wierzę, że dba o nas, że odgania wszystkie złe duchy. Dzięki niemu – jestem o tym przekonana – złe energie mają do nas wstęp wzbroniony.

Magiczne myślenie? Raczej pozytywne. Wydaje mi się, że najważniejsze, co może nas uratować, zwłaszcza teraz, w tych strasznie trudnych czasach, to właś­nie pozytywne myślenie, dobre intencje oraz wspieranie i przyjmowanie wsparcia. Także od takich magicznych gołąbków.

Natalia Grosiak, wokalistka, autorka tekstów, członkini zespołu Mikromusic. (Fot. Anita Suchocka) Natalia Grosiak, wokalistka, autorka tekstów, członkini zespołu Mikromusic. (Fot. Anita Suchocka)

  1. Styl Życia

Zaklęte w szkle

Im prościej, tym czytelniej. Samo szkło jest już wystarczająco dekoracyjne.
Niewiele potrzeba, by nim zachwycić. (Fot. Karolina Lewandowska/Projekt Pracownie
Im prościej, tym czytelniej. Samo szkło jest już wystarczająco dekoracyjne. Niewiele potrzeba, by nim zachwycić. (Fot. Karolina Lewandowska/Projekt Pracownie
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Szkło jest szlachetne, trwałe i praktyczne. A szklane dekoracje pięknie odbijają światło, zwłaszcza jeśli to światło świec czy lampek, które chętnie wieszamy w domu nie tylko w czasie świąt, ale również jesienią i zimą.

Maku, pracownia szkła Matyldy Makulskiej, mieści się przy ulicy Koziej w Warszawie, a właściwie nad tą ulicą, bo znajduje się dokładnie w łuku łączącym dwie przeciwległe kamienice, tuż obok gwarnego i turystycznego Krakowskiego Przedmieścia. Zaciszna, wybrukowana Kozia ma klimat i magię dawnej Warszawy, mimo że – jak większość zabudowań na Starówce – została zniszczona i odbudowana po wojnie. Pracownia też jest zaciszna, a i proces, który się tu odbywa, można porównać do magii, bo wygląda jak ożywianie lodowych tafli.

Przejrzystość

Szkło wraca do łask, a przecież jeszcze kilka lat temu wszystkim wydawało się, że zostanie całkowicie zastąpione przez tani i praktyczny plastik. Tymczasem znowu jadamy ze szkła, przechowujemy w nim drobne przedmioty, zapasy, ozdabiamy nim wnętrza i zewnętrza. Z pozoru kruche, w rzeczywistości jest bardzo wytrzymałe i odporne, może nam służyć latami. – Ja najbardziej lubię szkło z powodu jego przejrzystości. Nie ma drugiego materiału, który dawałby taki efekt. Może poza pleksi i plastikiem, ale to nie są szlachetne materiały – zaznacza Matylda. – Szkłem otaczamy się na co dzień i nawet nie dostrzegamy, jak bardzo jest piękne i wyjątkowe. Mnie daje tyle możliwości, że ciągle coś w nim wymyślam i produkuję. Zakochała się w szkle podczas zajęć w pracowni szkła i witrażu w liceum plastycznym w Dąbrowie Górniczej. Po liceum wybrała Akademię Sztuk Pięknych we Wrocławiu. To jedyna wyższa uczelnia w Polsce, która ma wydział szkła i ceramiki. Pracownię założyła pod koniec studiów. Zaczynała z jednym małym piecem, który nadawał się tylko do wyrobu biżuterii. Dziś, już na Koziej, ma dwa duże piece (mają nawet swoje imiona: Stefan i Teodor), a w ofercie oprócz biżuterii – talerze, podstawki, zawieszki. Zwłaszcza te ostatnie zdominowały produkcję, na biżuterię zostaje mniej czasu. Nadal jednak można kupić u niej kolczyki jak sople lodu, zrobione z kawałków lustra, czy malowane i wydrapywane. Wykonuje je ze szkła z recyklingu, czyli ze ścinków, które dostaje od szklarzy albo które zostają jej samej po wycięciu na przykład talerzy.

Szklana miseczka, cena 120 zł Szklana miseczka, cena 120 zł

Kształt

Podczas pracy trochę się kurzy, dlatego większość obróbki wykonuje się w wodzie. – Pod tym względem ceramicy mają o wiele gorzej – śmieje się Matylda. – Najbardziej pyli się z powodu proszków, którymi posypuje się piec czy formy do wypiekania – dodaje. Samo szkło jest ciężkie, metr kwadratowy o grubości czterech milimetrów waży dziesięć kilo. A trzeba je przenosić, podnosić, kłaść. Matylda pracuje w technice fusingu, która polega na stapianiu w odpowiedniej temperaturze płaskiego szkła. – Moim tworzywem są gotowe tafle – to mogą być zwykłe szyby okienne lub specjalne szkło fusingowe – które wycinam, nadaję im kształt, maluję i wypalam – tłumaczy. W technice, którą wybrała, nie można wykonać na przykład wazonu, bo do tego potrzeba szkła dmuchanego, ale misę czy głęboki talerz – już tak. Przykładowo, aby zrobić talerz, najpierw z płaskiej tafli wycina się kształt. Zwykle potrzebne są dwa lub trzy szklane kółka, między którymi umieszcza się barwnik. – Ale równie dobrze może być tylko jedna warstwa. To zależy na przykład od sposobu barwienia – wyjaśnia artystka. I kontynuuje: – Do wyrobu takiego talerza potrzebujemy dwóch wypałów – jednego na płasko, by wykonać wzór, a drugiego na specjalnej formie – by uzyskać kształt. Oba wypały mają inną temperaturę. Formy są bardzo delikatne, wykonane z papieru ceramicznego i pokryte wspomnianym specjalnym proszkiem, by szkło do nich nie przywierało. Płaskie szkło układa się na powierzchni i pod wpływem temperatury dopasowuje się ono do formy pod spodem. Brzmi prosto i przyjemnie, jednak Matylda wyznaje, że od momentu, w którym wymyśli projekt, do wprowadzenia go do sprzedaży mija często pół roku. Najpierw trzeba go przetestować, czyli zrobić kilka lub kilkanaście prób ze szkłem w piecu, by zobaczyć, czy w praktyce projekt odpowiada jej tak, jak odpowiadał w teorii, albo by dopracować go tak, by wreszcie była zadowolona. I niejednokrotnie końcowy efekt to jedno wielkie zaskoczenie.

Misa „Ręka”, cena 250 zł Misa „Ręka”, cena 250 zł

Blask

Boże Narodzenie w Maku zaczyna się już pod koniec lutego – wtedy Matylda wymyśla pierwsze projekty świątecznych zawieszek, a w połowie roku zaczyna je produkować. – Talerze wychodzą u mnie zawsze jako pojedyncze krótkie serie, natomiast ozdoby choinkowe to już masowa produkcja. Dlatego już od kilku lat zlecam je do wycięcia maszynowego. Czyli robię projekty zawieszek, daję do wycięcia, a potem są już obrabiane, malowane i wypalane u mnie w pracowni – opowiada Matylda. Zawieszki mają tradycyjne kształty: bałwanka, renifera, płatka śniegu, choinki, piernikowego ciasteczka, ptaszka, niedźwiadka. W tym roku do tego grona dołączył lis. Można powiedzieć, że to nowa wersja bombki, rzadziej się tłucze, bo zrobiona jest z czteromilimetrowego szkła, podczas gdy klasyczna bombka ma grubość mniej niż milimetr. Do tego czyste, białe szkło lepiej oddaje klimat zimy i odbija blask świątecznych świecidełek. Zresztą klienci Matyldy kupują zawieszki nie tylko jako ozdobę na choinkę, wieszają je w oknach, na ścianach, ozdabiają nimi stół.

Ozdoba świąteczna 20 zł/szt. lub 150 zł/10 szt.; ozdoby wielkanocne 50 zł/3 szt Ozdoba świąteczna 20 zł/szt. lub 150 zł/10 szt.; ozdoby wielkanocne 50 zł/3 szt

Jej projekty są klasyczne i minimalistyczne, mają podstawowe kolory i proste kształty. – Pomysły przychodzą do mnie znienacka, zawsze tak miałam. Nie siedzę godzinami przy biurku, tworząc rysunek za rysunkiem. Często dzieje się to w trasie, zapisuję je wtedy szybko na telefonie. Już jakiś czas temu zrozumiałam, że jeśli chodzi o projekt, to im prościej, tym czytelniej. Samo szkło jest już wystarczająco dekoracyjne. Niewiele potrzeba, by nim zachwycić – mówi Matylda. 

www.maku-pracownia.pl

  1. Styl Życia

Cabin Porn - chata na końcu świata

W Gospodarstwie na Wzgórzu na preriach Dakoty Południowej nie ma prądu ani instalacji wodno-kanalizacyjnej. Jenna Polland, właścicielka domku, zbudowała wieżę ciśnień, dzięki której prysznic jest zasilany grawitacyjnie. Zdjęcie z książki
W Gospodarstwie na Wzgórzu na preriach Dakoty Południowej nie ma prądu ani instalacji wodno-kanalizacyjnej. Jenna Polland, właścicielka domku, zbudowała wieżę ciśnień, dzięki której prysznic jest zasilany grawitacyjnie. Zdjęcie z książki "Cabin Porn. Wnętrza, Wydawnictwo Smak Słowa.
Zobacz galerię 11 Zdjęć
Posiadanie własnej kryjówki, azylu ukrytego gdzieś wśród dzikiej natury wydaje ci się nieosiągalnym marzeniem? Każde z tych przytulnych miejsc na zdjęciach stworzyli ludzie tacy jak ty. Wymagało to czasu, entuzjazmu i dobrych przyjaciół do pomocy, ale okazało się możliwe.

Rzucić wszystko i uciec, najlepiej na łono przyrody – okazuje się uniwersalną potrzebą ludzi na każdym kontynencie. Tylko jak to zrobić, gdy nie dysponuje się odpowiednim budżetem na budowę domu? Zbudować chatkę, samodzielnie, z łatwo dostępnego drewna lub z materiałów z odzysku.

Zach Klein po sześciu latach spędzonych w Nowym Jorku i intensywnej pracy nad kreowaniem wirtualnych społeczności zapragnął zmiany. „Chodziło mi o to, by spędzać czas w gronie znajomych, dalej od pracy zawodowej, bliżej natury i ludzi, a jednocześnie uczyć się czegoś nowego. Nie mieliśmy żadnego doświadczenia w budowaniu, a jednak oczami wyobraźni widziałem las, w którym przycupnęły chatki postawione przez nas samych” – pisze w książce „Cabin Porn. Wnętrza”.

Marzenie długo dojrzewało. Zach przez ponad rok szukał ziemi w przystępnej cenie, zataczając coraz większe kręgi wokół Nowego Jorku. W końcu znalazł 20 hektarów lasu na zboczu potoku Delaware. Strome kamieniste zbocze, brak prądu i kanalizacji odstraszały innych chętnych. Niedługo po zakupie ziemi Zach stworzył stronę internetową Cabinporn.com, aby wraz ze znajomymi kolekcjonować zdjęcia miejsc, które będą inspiracją do budowy ich własnych domów. Stronę od 2010 do 2017 roku odwiedziło 10 milionów osób, a 24 tysiące przysłało zdjęcia własnych chatek.

Chatka Scotta o powierzchni 28 metrów kwadratowych w Beaver Brook w Barryville, stan Nowy Jork. Pierwsza chatka zbudowana na ziemi kupionej przez Zacha Kleina, założyciela strony Cabinporn.com. Chatka Scotta o powierzchni 28 metrów kwadratowych w Beaver Brook w Barryville, stan Nowy Jork. Pierwsza chatka zbudowana na ziemi kupionej przez Zacha Kleina, założyciela strony Cabinporn.com.

„Nie dziwi mnie, że Cabinporn.com zdobyła tak wielką popularność” – wyznaje. „Im głębiej bowiem wciąga nas świat technologii, tym bardziej uskrzydla nas natura. Owe fotografie konsekwentnie przypominają nam, że każdy z nas nosi w sobie dom gotowy do zbudowania, jeśli tylko zechcemy spróbować. Otuchą napełnia myśl, że prosta konstrukcja może zapewnić nam schronienie i pozwala serdecznie ugościć innych. Narzędzia nigdy nie były tańsze, a know-how – nigdy bardziej dostępny. Grupy społecznościowe, zarówno online, jaki i offline, pomagają nawiązać kontakty z ludźmi, którzy służą swoim doświadczeniem i pokazują, jak wiele możemy sami dla siebie zrobić”.

Wpisane w krajobraz

Drewniane chatki jak z dziecięcych rysunków, domki na drzewie czy letniskowe, ziemianki, lepianki, mieszkalne tratwy – wszystkie one mają pewne cechy wspólne. Czas. Choć chatę z drewna może postawić kilka osób w kilka dni, jeśli tylko budowniczowie mają odpowiednie narzędzia, to zwykle cały projekt zajmuje więcej czasu.

„Ptasia budka”, dom do obserwacji ptaków, zbudowany przez Damiana Maynarda w Hadelandzie w Norwegii. „Ptasia budka”, dom do obserwacji ptaków, zbudowany przez Damiana Maynarda w Hadelandzie w Norwegii.

Budowa schroniska Böseckhütte na wysokogórskim szlaku w austriackich Alpach trwała 20 lat. Ale to wyjątkowy przypadek. Najpierw jednak trzeba poznać miejsce, w którym stawiamy dom. Zobaczyć, którędy wędruje tu słońce, skąd wieje wiatr i idealnie dopasować budynek do panujących w danym miejscu warunków.

Schronisko Böseckhütte w austriackich Alpach. W środku spartańskie warunki:nie ma piecyka ani wody. Schronisko Böseckhütte w austriackich Alpach. W środku spartańskie warunki:
nie ma piecyka ani wody.

Prosta konstrukcja i materiały z odzysku. To druga wspólna cecha domków DIY, „zrób to sam”. Ben Sargent kupił dwustuletnią stajnię w stanie Nowy Jork, rozłożył ją, a następnie złożył ponownie w Górach Zielonych w stanie Vermont. Pracował dwa lata, zanim wszystkie deski trafiły na swoje miejsce. Sercem domu jest zabytkowy piecyk z płytą, która wciąż nadaje się do gotowania. Większość wyposażenia została zaadaptowana lub uratowana przed zniszczeniem, jak podłogi pochodzące z pobliskiej szkoły.

Bent Apple Farm – dom zainspirowany domkiem dla lalek, powstał z dwustuletniej stajni. Wnętrze jest celowo proste i surowe. Bent Apple Farm – dom zainspirowany domkiem dla lalek, powstał z dwustuletniej stajni. Wnętrze jest celowo proste i surowe.

W podobnym stylu swój domek, w typie Brda, czyli trójkątnego domku letniskowego, zbudowali w Anglii Siobhan i Peter. Szyby zdobyli od firmy zajmującej się podwójnym szkleniem, drewno to pozostałości z renowacji innych domów, a konstrukcję zbudowali z walijskiego modrzewia od lokalnego dostawcy.

Reclaimed A-Frame, w budowę tej chatki właściciele zainwestowali jedynie 2600 dolarów. Pembrokeshire, Anglia. Reclaimed A-Frame, w budowę tej chatki właściciele zainwestowali jedynie 2600 dolarów. Pembrokeshire, Anglia.

Chata to styl życia

Życie w zbudowanej przez siebie od podstaw lub odnowionej chacie – niezależnie od tego, czy są to amerykańskie i kanadyjskie cabins, niemieckie Hutten, angielskie cottages, rosyjskie dacze i chyżyny, czy skandynawskie hytter – oparte jest na zespoleniu z naturą i pogodą. Na minimalizacji potrzeb i rzeczy.

Bianca Apostol i Daniel Vernooij w swoim domu na czterech kołach. Gandawa, Belgia. Bianca Apostol i Daniel Vernooij w swoim domu na czterech kołach. Gandawa, Belgia.

Jeden z bohaterów książki „Cabin Porn. Wnętrza” mówi, że „czynność tak prosta, jak zaparzenie kubka porannej kawy, urasta tu do rangi misternego rytuału: trzeba porąbać drewno, powoli podgrzać wodę i doglądać zmielonych ziaren, jakby pełniło się duchową posługę”.

Domek „kukułcze gniazdo”, usytuowany wśród wierzchołków drzew, sześć metrów nad ziemią. Gjerstad, południowa Norwegia. Domek „kukułcze gniazdo”, usytuowany wśród wierzchołków drzew, sześć metrów nad ziemią. Gjerstad, południowa Norwegia.

Nahiro Nakumara, który porzucił Tokio na rzecz życia na wyspie Hokkaido, najdzikszym rejonie Japonii, podkreśla konieczność większej samodzielności i samowystarczalności. „Kiedy mieszkałem w Tokio, wszystko rozwiązywałem za pomocą pieniędzy” – mówi. „Jeśli w domu pojawił się jakiś problem, wzywałem fachowca. Teraz, kiedy coś trzeba zrobić, najpierw próbuję to zrobić sam”. A w niedogodnościach wiejskiego życia – takich jak praca w polu latem czy odśnieżanie zimą – Nahiro widzi nie ograniczenia, lecz możliwości: „Tutaj nie trzeba chodzić na siłownię”.

The Undercroft, okrągły dom inspirowany projektami ziemianek. Berllan Dawel, Walia. The Undercroft, okrągły dom inspirowany projektami ziemianek. Berllan Dawel, Walia.

Zdjęcia pochodzą z książki "Cabin Porn. Wnętrza", Wydawnictwo Smak Słowa.

Cabin Porn. Wnętrza oprac. Zach Klein, wyd. Smak Słowa Druga część albumu „Cabin Porn. Podróż przez marzenia – lasy i chaty na krańcach świata” Zacha Kleina. Tym razem możemy zajrzeć do środka niesamowitych domków. Cabin Porn. Wnętrza oprac. Zach Klein, wyd. Smak Słowa Druga część albumu „Cabin Porn. Podróż przez marzenia – lasy i chaty na krańcach świata” Zacha Kleina. Tym razem możemy zajrzeć do środka niesamowitych domków.

  1. Styl Życia

Dom Beaty Sadowskiej - opowieści ognia i gór

Mimi, suczka Beaty Sadowskiej, podobnie jak domownicy, uwielbia się wygrzewać przed kominkiem. (Fot. Celestyna Król)
Mimi, suczka Beaty Sadowskiej, podobnie jak domownicy, uwielbia się wygrzewać przed kominkiem. (Fot. Celestyna Król)
Zobacz galerię 9 Zdjęć
U podnóży Alp, z kominkiem, krowimi dzwonkami i widokiem na Mont Blanc. W tym klimatycznym górskim wnętrzu Beata Sadowska znajduje schronienie i spokój, nie tylko w czasie pandemii.

Dom jest położony na wysokości 1250 metrów nad poziomem morza, nie jest więc typowo górskim domem. To stara, prawie 300-letnia stodoła, przerobiona na mieszkania. Jak to się mówi, dom z duszą. Idealnie wkomponowany w otoczenie, zrobiony z kamienia i drewna. Kiedy pierwszy raz przyjechałam go obejrzeć, Paweł, mój partner, bał się, że mi się nie spodoba. Było wtedy strasznie zimno, a do tego lało. Pomyślałam sobie: „Boże, gdzie ja jestem?!”. Ale kiedy weszłam do środka i zobaczyłam ogień w kominku, poczułam, że tu jest właśnie moje miejsce. Od razu skradł mi serce.

(Fot. Celestyna Król) (Fot. Celestyna Król)

Ciepłolubna

Lubię przestrzenie, które są prawdziwe, nie z katalogu, nie wygładzone i nieskazitelne, ale które pokazują historię ludzi w nich mieszkających. Lubię też inteligentną architekturę, która się wpisuje w krajobraz. A ten dom tak właśnie ma. Salon połączony z kuchnią, z wielkim oknem i widokiem na Mont Blanc, jest jednocześnie kuchnią, jadalnią, pokojem dzieci, biurem moim, Pawła i jeszcze legowiskiem naszej suczki Mimi. Jest stale bijącym sercem domu. Paweł się czasem denerwuje, że szybko robi się tu bajzel, ale mu tłumaczę, że jak dom żyje, to musi być to widać.

(Fot. Celestyna Król) (Fot. Celestyna Król)

Nie lubię, jak dom jest muzeum, i nie lubię, jak jest katalogiem sztuki współczesnej. Żadna z tych historii nie jest moja. Wolę łączyć te dwa światy. Mamy tu mnóstwo starych sprzętów, ale takich naprawdę starych, jak drewniane narty, stare łyżki, zdjęcia i obrazy na ścianach. A do tego bardzo wygodne łóżko z porządnym materacem, zupełnie współczesne lampy, przy których mogę prowadzić warsztaty czy nagrywać wykłady, i sprzęt grający, bo oboje bardzo lubimy muzykę.

Wygodne łóżko to podstawa. (Fot. Celestyna Król) Wygodne łóżko to podstawa. (Fot. Celestyna Król)

Mamy też kominek. Jestem z natury ciepłolubna, a w ogień mogę się gapić godzinami. Uważam, że ma w sobie niesamowitą magię. Uwielbiam taki obrazek: dzieci siadają przed nim wieczorem na wielkich pufach i zasypiają kołysane rytmem naszych głosów, a my je tylko przenosimy potem do łóżeczek.

Nowoczesność miesza się tu z tradycją. (Fot. Celestyna Król) Nowoczesność miesza się tu z tradycją. (Fot. Celestyna Król)

Dom ma dwa tarasy, na jednym jest słońce rano, na drugim – po południu. Latem podążamy za nim, przenosząc się tam, gdzie akurat świeci. No i ta natura wokół... Wchodzi oknami, drzwiami i każdą wolną przestrzenią. Góry to kolejny żywioł, który mogłabym podziwiać bez przerwy. Z jednej strony piękne, z drugiej – budzące szacunek i uczące pokory. Oczywiście każdego, kto jest rozsądny. Nasi goście po dwóch dniach pobytu mówią, że tak odpoczęli, jakby byli tu co najmniej tydzień. Nie ma nic bardziej kojącego, a jednocześnie dodającego energii niż te dwa widoki: ogień i góry.

Drewniane drzwi w łazience prowadzą do prysznica i sauny, idealnego zakończenia górskich wycieczek. (Fot. Celestyna Król) Drewniane drzwi w łazience prowadzą do prysznica i sauny, idealnego zakończenia górskich wycieczek. (Fot. Celestyna Król)

Wspólnie z Pawłem postanowiliśmy, że odkąd pojawiły się dzieci, nie będę ekstremalnie chodzić po górach. Praca Pawła – a jest przewodnikiem wysokogórskim – jest już wystarczająco wymagająca i niebezpieczna, żebyśmy oboje się narażali. Ale nadal spaceruję i biegam po górach. To nie są żadne sporty wyczynowe, robię to wyłącznie dla siebie i odpoczynku, dla większej przestrzeni i ciszy w głowie.

'Ten obraz, podobnie jak cały dom,skradł mi serce. Nie wiem, co w nim takiego jest, ale napełnia mnie radością' - mówi Beata Sadowska. (Fot. Celestyna Król) "Ten obraz, podobnie jak cały dom,skradł mi serce. Nie wiem, co w nim takiego jest, ale napełnia mnie radością" - mówi Beata Sadowska. (Fot. Celestyna Król)

Podarowany czas

Pandemia zastała nas właśnie tutaj. Na początku, zgodnie z rozporządzeniami, mogliśmy wychodzić dwa kilometry od domu, potem na godzinę w ciągu dnia. Cieszyliśmy się zatem każdą chwilą na łonie natury. Dla wielu osób ten czas był okazją do zatrzymania się, skupienia na sobie i swoich potrzebach. Wyobrażam sobie, że tam, gdzie są patologia i przemoc, zamknięcie w domu mogło być wielkim dramatem. Z pewnością trudno było też ludziom, którzy nie lubią i nie potrafią być razem albo są przestymulowani do tego stopnia, że cisza, bezruch i spokój ich męczą. Dla mnie to był czas podarowany.

Oryginalne krowie dzwonki nad łóżkiem. Alpejskie krowy, pasąc się na pastwiskach, przemieszczając się, bez przerwy nimi dzwonią. Latem Beata uwielbia zasypiać przy tym dźwięku. (Fot. Celestyna Król) Oryginalne krowie dzwonki nad łóżkiem. Alpejskie krowy, pasąc się na pastwiskach, przemieszczając się, bez przerwy nimi dzwonią. Latem Beata uwielbia zasypiać przy tym dźwięku. (Fot. Celestyna Król)

Na co dzień kursuję zwykle między Warszawą a Chamonix, Paweł ma pracę w górach, więc często jest w terenie. Dawno się więc nie zdarzyło, żebyśmy spędzili jako rodzina tyle czasu razem. W dodatku razem z przyjaciółką właśnie na ten moment zaplanowałyśmy start naszego wspólnego dzieła – platformy poświęconej rozwojowi osobistemu Mentalist.pl. Nie przypuszczałyśmy, że tak idealnie wstrzelimy się w moment i w potrzeby ludzi. Bo nagle wszyscy zaczęli bardzo dużo czasu spędzać przed ekranami komputerów i smartfonów. Ale też zagłębiać się w siebie, stawiać sobie podstawowe, jakże ważne pytania: Kim jestem? Gdzie jestem? Z kim jestem? Chciałabym, żeby Mentalist.pl stał się przestrzenią, która będzie inspirowała do znajdywania na nie właściwych odpowiedzi. Nasi eksperci i wykładowcy mówią dużo o zarządzaniu stresem i budowaniu odporności, ale też o intuicji, szukaniu swojej drogi, zmianie. Sama w tym czasie nagrywałam dużo live’ów z psychologami i socjologami, ale też z moimi ćwiczeniami oddechowymi i rytuałami tybetańskimi. Nadal to robię.

Idealnie wkomponowany w otoczenie, surowy i prosty, a jednocześnie ciepły i przytulny – taki właśnie jest ten dom. (Fot. Celestyna Król) Idealnie wkomponowany w otoczenie, surowy i prosty, a jednocześnie ciepły i przytulny – taki właśnie jest ten dom. (Fot. Celestyna Król)

To nie tak, że nagle doceniłam ciepło domowego ogniska, bo ja je doceniam od dawna. I tak jak kocham podróże, tak uwielbiam z nich wracać. Zawsze uwielbiałam. Dom był i jest moją oazą. Ja z niego nigdy nie uciekam i wciąż z wielką przyjemnością do niego wracam. I to się nie zmieniło.