1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Dom, w którym dobrze się tworzy

Dom, w którym dobrze się tworzy

Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio
Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio
Zobacz galerię 15 Zdjęć
Na zewnątrz klasyczny polski dworek. W środku przenikają się różne style. Dużo tu kolorów i… barwnych ludzi. Rodzina Olbrychów znalazła w Bukszy idealne miejsce do realizowania swoich pasji. 

Na początku był pomysł na zmianę radykalną. Paweł zaproponował: przenieśmy się w Bieszczady. Reszta rodziny nie była jednak gotowa na taką rewolucję, stanęło więc na tym, że trzeba znaleźć coś w pobliżu Warszawy. Wiadomo było, że teren musi być duży. Bo ma na nim stanąć nie tylko dom, ale i stajnie. Znaleźli takie miejsce – 40 km od Warszawy, w otoczeniu pięknych łąk.

Dom od frontu – pierwowzorem był dworek na Litwie, należący do rodziny Pawła. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio) Dom od frontu – pierwowzorem był dworek na Litwie, należący do rodziny Pawła. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio)

Dom z zewnątrz wzorowany jest na dworku na Litwie, należącym kiedyś do rodziny Pawła. Ale tylko z zewnątrz. W środku całkiem inny. Taki, w którym przenikają się różne style, są widoczne wpływy licznych podróży mieszkańców. I taki, w którym wszyscy znaleźli miejsce do realizacji swoich pasji. A tych jest sporo.

Widok na salon z kominkiem. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio) Widok na salon z kominkiem. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio)

Najpierw to, z czego Buksza słynie – klub polo. Pierwszy w Polsce. A było tak. Paweł, kiedy wybierał się do Anglii, dostał od znajomej kontakt do trenera polo Alana Kenta. Spotkał się z nim, ale zanim jeszcze wsiadł na konia, Kent wręczył mu książkę z dedykacją: „Twoje życie zmieni się na zawsze”. I właśnie tak się stało. Maciek, syn Pawła, uważa, że nic w tym dziwnego. „Polo ma wszystkie elementy, które ludzie kochają w sporcie – tłumaczy. – Bo kochają prędkość. Piłkę. Sporty drużynowe. Sporty walki. Wszystko to polo w sobie łączy”.

Tak się gra w polo: Maja Olbrych (siostra Maćka) w pięknym full swingu uderza piłkę. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio) Tak się gra w polo: Maja Olbrych (siostra Maćka) w pięknym full swingu uderza piłkę. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio)

Polo wpłynęło też na charakter domu Olbrychów. Bo nie jest to miejsce tylko dla rodziny, ale i dla wielu innych osób. Teraz, latem, jest tu masa dzieciaków. Na obozach polo, na kursach jazdy konnej. Gdyby nie koronawirus, pewnie byliby tu też goście z Argentyny, kraju polo. Przyjeżdżają co roku na kilka tygodni, przywożą swoje dziewczyny, żony, czasem zjawiają się całymi rodzinami. Uczą, prowadzą kursy razem z gospodarzami, wspólnie z nimi grają.

Siodlarnia, w niej kije do polo. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio) Siodlarnia, w niej kije do polo. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio)

Najlepsze miejsce do tworzenia

„Kłopot ze mną jest taki – mówi Maciek – że mam konflikt dwóch równorzędnych pasji. Polo i muzyka. Może rozsądniej byłoby poświęcić się tylko jednej z nich, ale nie potrafię i nie chcę.

Hol ze starą indyjską huśtawką. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio) Hol ze starą indyjską huśtawką. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio)

Konie i polo to moja pasja i codzienność od 20 lat. Z drugiej strony –zawsze grała we mnie muzyka. Mam zespół – Popkultura. Właśnie nagraliśmy płytę „Miłość Zdrada”, z której jestem dumny. Teoretycznie moje pasje trudno pogodzić. Bo jak się wstanie rano i przejeździ siedem koników, to już się nie chce wieczorem grać na gitarze. I odwrotnie – jeśli zasiedzę się do późna w studiu, nie ma rano energii, żeby wstać do koników.

Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio

Jednocześnie jednak to połączenie sprawia, że mogę na obie moje pasje spojrzeć z dystansem. To też zasługa tego domu. To miejsce daje mi odpoczynek, dystans, inspirację. Tu mam studio nagraniowe. Cały zespół może przyjechać, przenocować, nie pracujemy pod presją czasu. Między sesjami możemy skoczyć do stawu, pojechać na przejażdżkę. To cementuje relacje. Nasza nowa płyta w całości powstała właśnie tu, nie wyobrażam sobie lepszego miejsca do tworzenia. Nasz dom to dom artystyczny. Ja mam muzykę, mama projektuje ubrania, tata właśnie skończył pisać książkę o koniach. Siedzimy razem przy stole, gadamy, oddziałujemy na siebie nawzajem”.

Jadalnia, na ścianie tapeta Designers Guild. Dla Grażyny wzory i kolory są niezbędne do życia. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio) Jadalnia, na ścianie tapeta Designers Guild. Dla Grażyny wzory i kolory są niezbędne do życia. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio)

Bo ważny jest dotyk

Grażyna była przez lata związana z rynkiem wydawniczym, pracowała między innymi jako redaktor naczelna magazynu „Glamour”. „To tytuł modowy. Moda jest dla mnie ważna, z tego wyrosłam”. I kiedy zdecydowała, że czas pracy w redakcji w jej życiu już się skończył, z mody nie zrezygnowała. Znalazła ją… w Indiach. Ale najpierw spotkała wspólniczkę. „Rebeka dostała stypendium Fulbrighta i w południowo-wschodniej Azji uczyła się stemplowania tkanin. Wylądowała w Dżajpurze, robiła tkaniny, które mają nowoczesny, bauhausowy sznyt. Zaczęłyśmy razem szyć z tego ubrania. Lekka bawełna z jedwabiem. Coś nas pognało do środkowych Indii, do wsi Maheshwar. Jest tam fundacja, gdzie kobiety – najbiedniejsze z biednych – tkają cudowne materiały”.

Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio

Fundację założyła Sally Holkar, Amerykanka, żona lokalnego maharadży. Przyjechała tam na początku lat 70. – to był czas, kiedy ręczne tkactwo było wypierane przez maszynowe. Stwierdziła, że to dziedzictwo kulturowe, trzeba je ratować. I jednocześnie wesprzeć kobiety. Grażyna zobaczyła, dotknęła tych tkanin – i przepadła. „Wiedziałam, że muszę coś z tego zrobić. Tak powstała nasza firma – Touch. Bo dla mnie dotyk, faktura, splot są niezwykle ważne.

Budda przywieziony ze Sri Lanki na tle antycznych tkanin z Dżajpuru. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio) Budda przywieziony ze Sri Lanki na tle antycznych tkanin z Dżajpuru. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio)

Myślę o tym jako o projekcie życia, nie o biznesie, który ma mi się za rok zwrócić. Chcę pokazać, że ubrania mogą być po coś, że ważne są włożone w nie praca, materiał, ludzie, którzy go robią. Uważam, że można zmieniać świat, zaczynając od siebie”, opowiada Grażyna.

Ona sama do Indii ma stosunek szczególny. Bo to tam, w Bombaju, spędziła ważne lata swojego życia. Przyjechała z rodzicami jako 12-letnia dziewczynka, wyjechała jako 17-latka. „Dużo z tego kraju jest we mnie. Tęsknię za Indiami jak za człowiekiem. Jestem szczęśliwa, że mogę wracać tu zawodowo”.

Pracownia Grażyny – ubrania Touch na tle tapety Designers Guild. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio) Pracownia Grażyny – ubrania Touch na tle tapety Designers Guild. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio)

Fragment z blizną

Ale na co dzień wszystko dzieje się w Bukszy. Tu mieszczą się pracownia Grażyny, studio Maćka, tu książki pisze Paweł, tu działa klub polo. „To dom naprawdę otwarty. Codziennie przy obiedzie przy stole siedzi co najmniej dziesięć osób. A jak dom jest otwarty na innych, to dzieją się w nim rzeczy magiczne” – mówi Maciek.

Stara balijska szafa na bieliznę doskonale się sprawdza jako barek. Pod drzwiami leży 14-letni Benek. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio) Stara balijska szafa na bieliznę doskonale się sprawdza jako barek. Pod drzwiami leży 14-letni Benek. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio)

Jak wtedy, 11 lat temu. Choć zaczęło się od traumy. Wiosna 2009 roku była sucha. W stajni coś się zapaliło i kula ognia przeszła na dach. A że dach był kryty gontem, spłonęło wszystko. „Co się nie spaliło, to zostało zalane – opowiada Grażyna. – To ciężkie, ale też istotne doświadczenie. Okazuje się wtedy, co jest ważne. Mieliśmy w domu masę drobiazgów, pamiątek – i nagle zobaczyliśmy, że można bez nich żyć. Bo rzeczy w życiu nie są ważne. Ale ważne jest mieć dom. Wszystko, co się dało, odnowiliśmy, meble, ściany. Zostawiliśmy tylko na schodach osmalony fragment – taka blizna. Kawałek pamięci. Bo dom to dla nas coś żywego”. Właśnie wtedy zaczęły się dziać rzeczy magiczne. Jak ta z konsolą Grzegorza Ciechowskiego. Telefon od Małgosi Potockiej: „Słuchaj, wszystko ci się spaliło, a ja mam tu studio po Grzegorzu, przyjeżdżaj, weź!”. „Kilka miesięcy poświęciłem, żeby sprzęt wyczyścić, naprawić, żeby działało jak należy.

Studio Maćka, w nim kultowy sprzęt Grzegorza Ciechowskiego. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio) Studio Maćka, w nim kultowy sprzęt Grzegorza Ciechowskiego. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio)

I jest teraz u mnie studio, na którym nagrywała Republika. A Republika zawsze była mi bliska, to słychać w mojej muzyce. Sprzęt ma kilkadziesiąt lat, można by pracować na lepszym, ale ten ma dla mnie takie emocjonalne znaczenie, że nie mogę się zdecydować, żeby się z nim rozstać”, opowiada Maciek.

W holu: stare okno balijskie zamieniono w lustro, skórzana ławka z Singapuru. Na ścianie tapeta od projektanta Williama Morrisa. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio) W holu: stare okno balijskie zamieniono w lustro, skórzana ławka z Singapuru. Na ścianie tapeta od projektanta Williama Morrisa. (Fot. Adam Słaboń/The Dreams Studio)

Takie to zwykłe-niezwykłe rzeczy dzieją się w tym domu. Gościnnym, ciepłym. Otwartym na ludzi, na pomysły. 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Jakie rośliny warto mieć w mieszkaniu?

Skrzydłokwiat (Spathiphyllum) – usuwa benzen, aceton. (fot. iStock)
Skrzydłokwiat (Spathiphyllum) – usuwa benzen, aceton. (fot. iStock)
Zobacz galerię 15 Zdjęć
Do domu warto zakupić kwiaty doniczkowe, które potrafią oczyszczać powietrze. Kwiaty produkują tlen, jonizują powietrze, pozytywnie wpływają na pole elektromagnetyczne człowieka. Niektóre z nich usuwają smog, inne – wydzieliny pobudowlane, a jeszcze kolejne – codzienne zanieczyszczenia.

Jakie kwiaty i rośliny będą korzystnie wpływały na nasze zdrowie? Sprawdź w galerii, które z nich poleca Iwona Wierzbicka, autorka książki „Jak wzmocnić odporność”. Każda z wymienionych roślin pomaga w usuwaniu z powietrza toksycznych substancji. I chociaż niektóre kojarzą nam się tylko z roślinami ogrodowymi, jak np. begonia czy chryzantema, będziemy mieć dużą korzyść dla zdrowia trzymając je w domu.

  1. Styl Życia

Najlepsze polskie wzornictwo – plebiscyt Must have 2021 rozstrzygnięty

W plebiscycie must have organizowanym przez Łódź Design Festival nagrodzono ponad 70 projektów. Jednym z nich jest projekt Aleksandry Kujawskiej - Zabawki, seria rzeźb wykonanych ręcznie, techniką hutniczą. Przyciski do myśli.(Fot. materiały Prasowe ŁDF)
W plebiscycie must have organizowanym przez Łódź Design Festival nagrodzono ponad 70 projektów. Jednym z nich jest projekt Aleksandry Kujawskiej - Zabawki, seria rzeźb wykonanych ręcznie, techniką hutniczą. Przyciski do myśli.(Fot. materiały Prasowe ŁDF)
Must have to plebiscyt w ramach Łódź Design Festival, wyróżniający najlepsze projekty polskich projektantów i producentów. Organizowany jest już po raz jedenasty. W tym roku spośród ponad 300 zgłoszeń nagrodzono 75 projektów. Zobaczcie te, które nam spodobały się najbardziej.

  1. Styl Życia

Inteligentne światło, które nada życiu barw

Zobacz galerię 8 Zdjęć
Chociaż pogoda potrafi być wiosną kapryśna, nie ma wątpliwości, że budząca się do życia natura zachęca do działania. Skoro nie zawsze możemy liczyć na słoneczną aurę na zewnątrz, warto poszukać rozwiązania, które pomoże ją stworzyć w naszych domach. Kolory zamknięte w inteligentnej lampie Philips Hue Iris są na wyciągnięcie ręki – kiedy tylko potrzebujesz pomogą imitować światło słoneczne. Co więcej – oferują całą serię barw i odcieni.

Odkryj swoją przestrzeń na nowo

Szeroka paleta białego światła pozwoli uzyskać właściwy nastrój zarówno do pracy, zabawy jak i relaksu, niezależnie od pory dnia. Decydując się na inteligentne oświetlenie Philips Hue każdy dzień możesz rozpocząć przy chłodnych, rześkich barwach. Imitujące wschód słońca coraz jaśniejsze światło pomoże naładować baterie niczym poranna, mocna kawa i zapewni energię nawet w pochmurne dni. A po pracy? Jednym kliknięciem przemienisz swój salon z domowego biura w prawdziwą oazę relaksu – ulubiona książka, aromatyczna chai tea latte i dopełniająca doznania bursztynowa barwa światła brzmią magicznie, czyż nie? Natomiast przed snem łagodne dla oczu złote odcienie pomogą Ci odprężyć się przed ucieczką w krainę nocnych marzeń. Możesz też z łatwością sprawić by światło samo podążało drogą słońca w trakcie dnia i zmieniało barwę od chłodnego do ciepłego – imitując wędrówkę słońca po niebie.

Inteligentne światło, które nada życiu barwInteligentne światło, które nada życiu barw
Inteligentne światło, które nada życiu barwInteligentne światło, które nada życiu barw

Jednak dobranie oświetlenia do codziennych zadań to nie wszystkie możliwości stylowej lampy Iris i całego inteligentnego oświetlenia Philips Hue. 16 milionów kolorowego światła pozwoli na stworzenie nastroju niezależnie od okazji. Energetyczna czerwień dodająca sił do porannego treningu? Relaksujące pudrowo różowe tony idealne do medytacji? Czy mieniące się blaskiem świec miodowo-szafranowe barwy, rozgrzewające atmosferę podczas romantycznej kolacji? Wybór należy do Ciebie – w dekorowaniu domu światłem jedyną granicą jest już tylko wyobraźnia. Decydując się na więcej niż jedno źródło światła możesz stworzyć wyjątkowe aranżacje świetlne, zmieniając swój dom w prawdziwą, magiczną krainę.

Inteligentne światło, które nada życiu barwInteligentne światło, które nada życiu barw
Możliwość sterowania przez aplikację pozwala nie tylko łatwo włączać i wyłączać lampę z poziomu telefonu, ale również dostosowywać temperaturę barwową czy natężenie. Do dyspozycji użytkownika są też różne sceny oświetleniowe, zaprojektowane z myślą o czynnościach takich jak praca, czytanie czy relaks. Możliwości jest mnóstwo, bo system oferuje 16 milionów kolorów światła i aż 50 tysięcy odcieni światła białego. Każdy znajdzie wśród nich te ulubione. Możliwość sterowania przez aplikację pozwala nie tylko łatwo włączać i wyłączać lampę z poziomu telefonu, ale również dostosowywać temperaturę barwową czy natężenie. Do dyspozycji użytkownika są też różne sceny oświetleniowe, zaprojektowane z myślą o czynnościach takich jak praca, czytanie czy relaks. Możliwości jest mnóstwo, bo system oferuje 16 milionów kolorów światła i aż 50 tysięcy odcieni światła białego. Każdy znajdzie wśród nich te ulubione.

Piękna i inteligentna

Philips Hue to coś więcej niż oświetlenie, to część wystroju domu. Najnowsza lampa Philips Hue Iris o unikalnym designie delikatnie obmywa ściany kolorem, subtelnie podświetlając otoczenie. Miękkie światło wydobywające się z tyłu lampy nadaje jej jeszcze bardziej wyjątkowego wyglądu, a nowoczesny projekt sprawia, że zachwyca nawet, gdy jest wyłączona. Teraz ten kultowy model oferowany jest w czterech metalicznych odcieniach: miedzianym, różowym, srebrnym oraz złotym. Ekskluzywna odsłona lampy stanowi idealne uzupełnienie niemal wszystkich wnętrz, a bogactwo barw pozwoli na nowo zdefiniować nastrój każdego pomieszczenia nawet najbardziej wybrednemu amatorowi aranżacji wnętrz.

Elegancki design sprawia, że lampa Philips Hue Iris w limitowanej edycji to coś więcej niż  inteligentna lampa. To prawdziwe dzieło sztuki wzornictwa. Elegancki design sprawia, że lampa Philips Hue Iris w limitowanej edycji to coś więcej niż  inteligentna lampa. To prawdziwe dzieło sztuki wzornictwa.
  1. Styl Życia

Wielkanoc na Podlasiu - powrót do korzeni

Jadalnia to serce Nadbużańskiego Domu. Krzesła „odziedziczone” po szkole, na ścianie stary bijący zegar, oryginalne godło z byłej szkoły, portret gospodarza wyszywany ściegiem krzyżykowym przez lokalną artystkę. A na stole – wielkanocne śniadanie. Gotowe. Można siadać! (Fot. Celestyna Król)
Jadalnia to serce Nadbużańskiego Domu. Krzesła „odziedziczone” po szkole, na ścianie stary bijący zegar, oryginalne godło z byłej szkoły, portret gospodarza wyszywany ściegiem krzyżykowym przez lokalną artystkę. A na stole – wielkanocne śniadanie. Gotowe. Można siadać! (Fot. Celestyna Król)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Nadbużański Dom niedługo będzie obchodzić setne urodziny. Dla drewnianego budynku to moment przełomowy. Jeśli się o niego troskliwie nie zadba, zacznie się sypać. Ten dom miał szczęście. Trafił na Wojtka. A właściwie trafili na siebie nawzajem. Wpadliśmy do nich z wizytą tuż przed Wielkanocą…

Niedaleko, jakieś dziesięć kilometrów stąd, jest wieś Mierzwice – mówi Wojtek Błaszczyk. – 25 lat temu kupiłem tam rodzicom domek letniskowy. Nad Bugiem. Zaczęliśmy tu przyjeżdżać. Potem pojawił się syn, pies, a że domek mały, zaczęło brakować miejsca. Wyczułem w kościach, że dobrze byłoby mieć coś swojego. A ponieważ dobrze się w tej okolicy czułem, rozesłałem wici, może ktoś o czymś słyszał. Mały domek w środku lasu najchętniej. W pewnym momencie znajomy napisał, że gmina Sarnaki organizuje przetarg na sprzedaż dawnej szkoły ludowej. Ani to mały domek, bo prawie 300 metrów, ani w środku lasu, bo we wsi, ale fajne miejsce, urokliwe, obok rezerwatu przyrody. Wsiadłem w samochód, pojechałem obejrzeć. Tyle że z drogi przez gęstwinę drzew nic właściwie nie zobaczyłem. I następnego dnia na przetargu kupiłem kota w worku, czyli mój Nadbużański Dom. Było to 11 lat temu. Po jakimś czasie Wojtek przypomniał sobie, że rodzina taty pochodzi z Kosowa Lackiego, niecałe 60 kilometrów w linii prostej – może dlatego tak dobrze wszyscy się w tym rejonie czują? Lepiej niż w Szczecinie czy w Zakopanem – bo to powrót do korzeni. Na początku był w rozkroku między tym miejscem a Warszawą. Traktował dom nad Bugiem jak daczę. Wpadał na przedłużone weekendy, nic nie przerabiał, nie remontował. Ale stopniowo zaczęło się to zmieniać. Przyjeżdżali znajomi, przekonywali, że to wspaniałe miejsce, że trzeba je inaczej wykorzystać, może agroturystyka? – Zacząłem więc małymi kroczkami tę przestrzeń przekształcać, adaptować – opowiada Wojtek. – Z pomocą miejscowych majstrów, z roku na rok, bez pośpiechu. Najpierw zrobiłem wszystkie drzwi. Potem odmalowałem i odświeżyłem pokoje. Przełomowym momentem była śmierć mojego ojca. Wcześniej rodzice tu przyjeżdżali, pomagali mi, mama uprawiała ogródek, sadziła kwiaty, warzywa. A po śmierci ojca chciałem dać mamie więcej zajęć, aby miała mniej czasu na rozmyślania o stracie. Ona świetnie gotuje. Gotowała zawsze, kiedy byli goście, wszyscy się zachwycali, chwalili, ona się cieszyła. A że zawsze chwalili, to zawsze się cieszyła. Zaczęli przyjeżdżać różni goście, już nie tylko znajomi, ale znajomi znajomych. Zrobił się taki dom gościnny z domową, nieformalną atmosferą. Wojtek zostawiał tu czasem mamę samą z tym całym zamieszaniem. A zawsze jest co robić: nakarmić gości, ogarnąć, posprzątać… Pandemia spowodowała, że rok temu przeniósł się tu właściwie na stałe.

Wielkanoc na Podlasiu - powrót do korzeni Wielkanoc na Podlasiu - powrót do korzeni

Minimalistyczny miszmasz

Pokoje gościnne są trzy. Jeden wielki, z kominkiem, kiedyś była tu świetlica, a rano – przedszkole. Znajomi radzili: podziel to ściankami, będziesz mieć więcej pod wynajem. Ale Wojtek pomyślał, że to zmieni jednak charakter domu, odbierze mu autentyczność i zachowany klimat starej szkoły. Kiedy gmina zabierała rzeczy, Wojtek odkupił, co mógł, za niewielkie pieniądze. Na przykład większość krzeseł to stare krzesła szkolne. Teraz zresztą bardzo modne. Wystrój wnętrza to, jak określa to właściciel, minimalistyczny miszmasz. Są stare kanapy z targu staroci, ale są też kanapy z Ikei. I są takie, które Wojtek wypatrzył w ogłoszeniach. Sporo mebli pochodzi z okolicy. Różnorodnie, ale jednocześnie spójnie. – W Białej Podlaskiej – mówi Wojtek – jest moja ulubiona galeria z antykami, gdzie sprzedają regionalne starocie. Sporo rzeczy tam kupiłem. Kilimy, wyszywane obrusy oraz makatki. Chcę w miarę możliwości mieć oryginalne rzeczy z tego rejonu. W dwóch pokojach są narzutokilimy z Ukrainy, są dwie narzuty od mojej babci spod Kosowa Lackiego, sporo rzeczy zza wschodniej granicy.

Kiedyś szkolna klasa, dziś duży pokój z kominkiem. (Fot. Celestyna Król) Kiedyś szkolna klasa, dziś duży pokój z kominkiem. (Fot. Celestyna Król)

Kiedy dom był już urządzony, Wojtek zastanawiał się, czy jeszcze bardziej nie otworzyć się na gości. – Znajomi powiedzieli mi o serwisie Slowhop – ogłaszają się tam sprawdzone, fajne pensjonaty agroturystyczne. Twierdzili, że mój dom to miejsce, które idealnie wpisuje się w ten klimat. I faktycznie – zgłosiłem się, zaakceptowali mnie od razu.

Główny hol dawnej szkoły. (Fot. Celestyna Król) Główny hol dawnej szkoły. (Fot. Celestyna Król)

Mam dziennie po kilka zapytań o możliwość przyjazdu. Chcę, żeby pobyt tu był doświadczeniem wielowymiarowym. Kiedy ktoś do mnie pisze, staram się dowiedzieć, kim jest, jaki jest, czy będzie pasować do tego miejsca, do innych gości. No i do mnie. Trochę wymusza to przestrzeń, jest specyficzna, ja tych ludzi przyjmuję dosłownie u siebie. Tak naprawdę jesteśmy razem prawie przez cały czas. Struktura funkcjonalności domu jest taka, jaka była w szkole. Goście mieszkają w byłych klasach, reszta pomieszczeń to część wspólna. Muszą to więc być osoby, które potrafią i lubią być z innymi. I nie mają takich oczekiwań, jakie miałyby w pięciogwiazdkowym hotelu. Na ogół jest super, choć raz trafili się goście, którzy nie rozumieli, dlaczego nie ma kiełbasy i disco polo.

Od lewej: Toaletka ze sklepu z antykami w Białej Podlaskiej. Tablica ortograficzna z zasadami pisowni, „spadek” po byłej szkole; Harmonia, prezent od przyjaciela gospodarza; Stary obraz, wyszywany ściegiem krzyżykowym. (fot. Celestyna Król) Od lewej: Toaletka ze sklepu z antykami w Białej Podlaskiej. Tablica ortograficzna z zasadami pisowni, „spadek” po byłej szkole; Harmonia, prezent od przyjaciela gospodarza; Stary obraz, wyszywany ściegiem krzyżykowym. (fot. Celestyna Król)

Regionalne smaki

A kiełbasy nie ma, bo Wojtek od 24 lat nie je mięsa. I taką właśnie wegetariańską kuchnię prowadzi w swoim domu, także dla gości. – Jestem w tym konsekwentny i pewnie to też kolejna zaleta tego miejsca – bo w okolicy wielu takich nie ma – mówi. – Goście mogą zgłaszać swoje potrzeby – czy kuchnia wegańska, czy bez laktozy. Musimy tylko wcześniej o tym wiedzieć. Takie gotowanie to w tym regionie rzadkość, choć to oczywiście kolejny paradoks – kiedyś przecież mięso było kilka razy w roku. Na co dzień, zwłaszcza na wsiach, jedzono jarsko: kasze, ziemniaki, warzywa. Potem ludzie zachłysnęli się „lepszym życiem” i zarzucili starą, tradycyjną kuchnię – dodaje. Wojtek od jakiegoś czasu organizuje w Nadbużańskim Domu kulinarne festiwale – sezonowe i jarskie. Były dwa festiwale szparagów – sąsiedzi mają obok plantację. Był festiwal truskawek, grzybów, ziemniaków. – Przyjeżdżają często szefowie kuchni nie tylko z Polski, lecz także z zagranicy. Siedzimy pod drzewami, mamy menu degustacyjne. A jeśli pada, ustawiamy w holu szkolnym długi stół festiwalowy. Ważną rolę gra wtedy rodzinny duet: wnuczek, czyli syn Wojtka, Donald, z babcią Teresą. Są gotującą festiwalową parą. Tworzą potrawy tradycyjnej polskiej kuchni (wersja wegetariańska) – ale w nowoczesnym, autorskim wydaniu. Donald zresztą jest profesjonalistą, na co dzień pracuje jako kucharz w Berlinie. Ale urlopy i wolne dni spędza w Nadbużańskim Domu, gdzie – rzecz jasna – gotuje. Skąd pomysł na festiwale? Wojtek: – Pomyślałem, że czasem nie chce mi się stać przy kuchni, pojechałbym gdzieś coś zjeść, ale nie ma gdzie. To zrobię festiwal, niech ludzie posmakują, zobaczą, jakie cuda można robić choćby z ziemniaków, czyli z tego, z czego przecież na co dzień korzystają. Chciałem zainspirować innych – i siebie przy okazji.

Wojtek jest też mistrzem w robieniu nalewek. Ciekawych, nietypowych, bo niesłodkich. Goście Nadbużańskiego Domu mają okazję ich spróbować. I bardzo to sobie chwalą. (Fot. Celestyna Król) Wojtek jest też mistrzem w robieniu nalewek. Ciekawych, nietypowych, bo niesłodkich. Goście Nadbużańskiego Domu mają okazję ich spróbować. I bardzo to sobie chwalą. (Fot. Celestyna Król)

Przepisy na wielkanocne przepisy z Nadbużańskiego Domu znajdziecie tutaj:

  1. Styl Życia

Zaproś wiosnę do domu - 7 prostych inspiracji

(Fot. Zara Home)
(Fot. Zara Home)
Zobacz galerię 10 Zdjęć
Nie czekaj na zielone trawniki i wysokie temperatury - rozkoszuj się każdym dniem wiosny, odkrywaj ją powoli. Doceniaj każdy listek wychodzący z twardej gałązki, każdy kolorowy kwiatek i promień słońca. Zadbaj o swoje otoczenie. Wiosna to nowa energia i czas na zmiany.