1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Wizyta u wróżki - magia (na) wirusa

Wizyta u wróżki - magia (na) wirusa

Informacja od wróżki nie jest po to, żeby kogoś uspokoić albo zdenerwować, ale pozwala mu lepiej rozeznać się w tym, co wydarza się obecnie w jego życiu. (Fot. iStock)
Informacja od wróżki nie jest po to, żeby kogoś uspokoić albo zdenerwować, ale pozwala mu lepiej rozeznać się w tym, co wydarza się obecnie w jego życiu. (Fot. iStock)
Usługi specjalistów od ezoteryki zyskały ostatnio sporą grupę nowych klientów. Kryzysy i gwałtowne zmiany społeczne zawsze sprzyjały zainteresowaniu magią i wróżbiarstwem czy astrologią, ale też poszukiwaniu nowej duchowości. Tak jest i teraz, w dobie COVID-19.

Marzec – słowa „koronawirus”, „lockdown”, „pandemia” gwałtownie zmieniają nasz sposób myślenia o rzeczywistości. Z jednej strony codzienność zaczyna podlegać gwałtownym zmianom, pojawia się w niej strach o zdrowie, przyszłość i pracę, z drugiej – w najbliższym otoczeniu dzieje się coraz mniej, bo bodźce zewnętrzne zostają ograniczone. I chociaż z czasem restrykcje są łagodzone, choroba i lęk o przyszłość pozostają. Kryzys, i to każdy, sprawia, że ludzie potrzebują pewności, a także nowych odpowiedzi na trapiące ich pytania o swoje życie i relacje ze światem. Widać to po forach, facebookowych grupach poświęconych ezoteryce, wróżbiarstwu i magii, gwałtownie zyskujących w tym czasie na popularności. „Jak trwoga, to do Boga” – powtarzają, nieco ironicznie, ich stali bywalcy.

Wstążka, guzik, motanka

Wśród pojawiających się wątków najbardziej popularne są teorie spiskowe i pytania: „czy wirus w ogóle istnieje?”, „co jest jego prawdziwą przyczyną?”. W drugiej kolejności – próby dowiedzenia się, po co to wszystko się wydarza, jakie jest aktualne przesłanie od wszechświata. Wreszcie prośby o wróżby, przepowiednie, amulety i z lękiem powtarzane pytania: „czy jestem bezpieczna?”, „czy moi bliscy chorują?”, „czy stracę pracę?”, „jaka będzie moja przyszłość?”. Działające w sieci grupy zrzeszające osoby zaangażowane w ezoterykę gromadzą wokół siebie dużą społeczność. Poznaję tam Joannę Żyłkę, od dwóch lat intensywnie zajmującą się pogłębioną duchowością, oraz Stellę Gaj i Izę korzystające z porad wróżki po raz pierwszy w czasie pandemii. – Na początku ucieszyłam się, że zostaliśmy zamknięci w domach – opowiada Joanna. – Po pierwsze, dzięki temu przyroda mogła wziąć głęboki oddech, a po drugie, miałam nadzieję, że pandemia pozwoli ludziom zrozumieć, że współczesny świat odcina ich od siebie samych, oraz odzyskać to, co stracili, żyjąc szybko i nieuważnie. Mieliśmy się zjednoczyć i rozmawiać ze sobą jak brat z bratem, zacząć dbać o nasz wspólny dom, czyli Matkę Ziemię. Z czasem jednak przekonałam się, że otrzymany przez nas znak nie został zrozumiany, a zatrzymanie było tylko chwilowe. Chociaż na początku pandemii pojawiło się znacznie więcej osób zajmujących się swoją duchowością, to wychodziły one z założenia, że skoro nie wiadomo, co się dzieje, to trzeba się zwrócić o pomoc do Boga. I owszem trzeba, ale też trzeba czuć to szczerze. Myślę, że zapał większości „nowych” spadł wraz z powrotem poczucia bezpieczeństwa – dodaje. Jedną z tych nowych osób była Stella. Wraz z początkiem pandemii znacznie pogłębiły się jej problemy w pracy, pojawił się strach przed zwolnieniem. – Nie miałam już innego pomysłu poza zwróceniem się do wróżki – opowiada. Ze swoich problemów zwierzyła się więc wróżce Marinie i to od niej dostała motankę, czyli laleczkę mającą zapewnić pomyślność w rozwiązywaniu konkretnych problemów życiowych. – Należało ofiarować jej jakąś wstążkę albo guziczek, mówić do niej, nosić przy sobie i się nią opiekować – tłumaczy Stella. Według niej zadziałało, sytuacja się poprawiła. – Początkowo byłam do tego eksperymentu sceptycznie nastawiona. Teraz zmieniłam zdanie, bo rzeczywiście ta motanka przynosi efekty i z miesiąca na miesiąc idzie mi coraz lepiej. W jakimś sensie dalej jestem sceptykiem i nie uważam, że to czary, ale czytałam, że myślenie determinuje nasze zdrowie i powodzenie w pracy. Mam więc wrażenie, że ta laleczka nastawiła mój mózg na sukces – opowiada. Iza żadnego konkretnego pytania do wróżki nie miała. „Skoro świat stanął na głowie, nie ma sensu polegać jedynie na logice” – pomyślała, kiedy w czasie lockdownu musiała wrócić do Polski z zagranicznego stypendium, o które starała się od dawna. Iza: – Moje plany na następne pół roku zostały skasowane, zamiast poznawać świat, studiowałam, patrząc w ekran laptopa. Nie wiedziałam kompletnie, co dalej, więc zgłosiłam się do wróżki. Byłam ciekawa, co przyniesie przyszłość, a wszystkie przewidywania polityków, fachowców stały się dla mnie tak wiarygodne, jak wróżby z fusów. W czasie konsultacji online Izę zdziwiło przede wszystkim to, że wróżka nie powiedziała jej konkretnie, co nas czeka. – Bardziej pokazywała możliwości, które przede mną stoją, zadawała trafne pytania, zamiast odpowiadać. Początkowo byłam na to zła. Chciałam wiedzieć, a nie mieć więcej wątpliwości, ale z czasem doceniłam tę rozmowę, dzięki niej zrozumiałam, że pandemia to nie tylko karna odsiadka w domu, ale też okazja do przemyślenia swojego życia, na co nie miałam wcześniej czasu – mówi.

Zagadki egzystencjalne

– Kryzysowe sytuacje kontaktują nas z pierwiastkiem duchowym, który pojawia się nagle w naszym życiu i mówi: „Cześć, mam dla ciebie kilka zagadek do rozwiązania. Nie rozwiązałeś ich w zeszłym roku ani dziesięć lat temu, za to teraz masz czas, więc czy ci się to podoba, czy nie, zapraszam do siebie” – tłumaczy terapeutka Magdalena Skomro z Gabinetu Terapii „Jestem”. I dodaje: – Na pytania egzystencjalne musimy odpowiedzieć sobie sami. Tylko w ten sposób możemy skonstruować w sobie system przekonań, na którym w każdej chwili będziemy mogli się oprzeć. A w czasie kryzysu jest nam to szczególnie potrzebne. Moi klienci opowiadali na przykład o doświadczeniu wstrząsu wywołanego przez rozpoznanie, że coś, co wydawało im się konieczne do życia, stało się czymś, bez czego mogą się świetnie obyć w obliczu doświadczenia własnej śmiertelności. Dokonali weryfikacji tego, co jest dla nich ważne, zaczęli dostrzegać procesy, które od lat działy się wokół nich, a które dotąd umykały ich uwadze, były zagadywane. Terapeutka tłumaczy, że nie u wszystkich proces uruchomiony przez sytuację kryzysu dobiega końca, a konsultacje z wróżką, chociaż są jedną z możliwości pracy z własną duchowością, nie zawsze będą owocnym i rozwijającym doświadczeniem. – Mam tu głównie na myśli tzw. wróżbiarstwo jarmarczne. Niektórzy mają nadzieję, że wróżka popatrzy w karty i powie: „W pana małżeństwie wszystko się ułoży, mimo że jest teraz źle. Nie musi pan w tym celu nic robić” – mówi Skomro, która w przeszłości zajmowała się też numerologią i tarotem. – Ludzie wykorzystują narzędzia wróżbiarskie, w tym karty, po to, żeby usłyszeć dokładnie, co będzie się działo w przyszłości. Tymczasem one pokazują bardziej to, jak jest teraz. Udzielona przez nie informacja nie jest po to, żeby kogoś uspokoić albo zdenerwować, ale pozwala mu lepiej rozeznać się w tym, co wydarza się obecnie w jego życiu. Jeśli jakaś wróżka lub astrolog będzie przekonywał, że zobaczył czyjąś przyszłość aż do śmierci, to lepiej uciekać od niego jak najdalej – radzi.

Labirynty i dzikie zwierzęta

A co o skutkach pandemii mówią osoby zajmujące się zawodowo wróżbiarstwem, astrologią i rozwojem duchowości? Monika Dykier, astrolożka prowadząca witrynę AstroTranslatio: – W czasie pandemii wyraźnie przesunął się punkt ciężkości w zadawanych mi pytaniach. O ile wcześ­niej głównym bodźcem skłaniającym do rozmowy ze mną była ciekawość, o tyle teraz jest nim lęk. Sporo osób szuka logicznego wyjaśnienia tego, co zaszło, niektórzy pytają, jak długo potrwa taka sytuacja. Do grupy moich stałych klientów dołączyli tacy, którzy nigdy wcześniej nie byli zainteresowani tego typu usługą, część z nich przyznaje, że nawet niezbyt wierzy w astrologię. Teraz jednak znaleźliśmy się w nowej sytuacji wymuszającej zmianę sposobu codziennego funkcjonowania czy nawiązywania relacji społecznych. I to zarówno w mikro-, jak i w makroskali. Nie mamy kontroli nad biegiem zdarzeń, trudno nam jest cokolwiek zaplanować, nie wiemy, jak długo to potrwa i jakie zmiany przyniesie pandemia. Czy jutro będziemy mieli pracę? Czy zachorujemy? Czy życie naszych bliskich jest zagrożone? – o to pytają teraz zainteresowani. A „nie wiem” jest trudne do zniesienia dla ludzkiego umysłu, wzbudza lęk. Nasze poczucie bezpieczeństwa oparte na przewidywalności, stabilności i strefie względnego komfortu nagle legło w gruzach – dodaje Dykier. Pandemia ma też silny wpływ na pracę tłumaczki snów Kingi Kościak. Prowadząca stronę Lucid Dream podkreśla, że obecny kryzys sprzyja intensywnym snom i ich zapamiętywaniu. – W nowych okolicznościach, wymuszających refleksje i introspekcje, intensywniej i barwniej śnimy. Chcemy lepiej zrozumieć swoją sytuację, odnaleźć się w niej, czasem przewidzieć, co będzie dalej. Wrzuceni w nowy świat musimy to jakoś „przetrawić”. A w taki proces zazwyczaj zostaje włączona nieświadomość. To ona pomaga się przystosować, określić swoje samopoczucie, nazwać lęki. Pandemia wywołała w części z nas niepokój, a tym samym – koszmary. Epidemiczne sny oddają stany emocjonalne, takie jak: lęk, poczucie ograniczenia, uwięzienia. Pojawiają się w nich katastrofy klimatyczne, dzikie, agresywne zwierzęta, labirynty i zamknięte pomieszczenia, z których trudno się wydostać. A także wojna, stan wyjątkowy czy bombardowania. Z mojego punktu widzenia sny te potwierdzają głęboki niepokój, który każdy odczuwa na swój sposób. Dzikie zwierzęta, takie jak wilki, stają się symbolem śmierci mogącej nadejść w każdej chwili (nieprzewidywalny atak). Wojna oddaje wewnętrzne ścierające się siły, być może takie jak chęć zachowania swoich praw i wolności, a także potrzebę dostosowania się do zaleceń i nakazów. Labirynty i zamknięte pomieszczenia to oczywiście poczucie izolacji oraz skrępowanie, z którego trudno się wyzwolić. Należy jednak pamiętać, że złe sny dotyczą jedynie części z nas. Jakiś czas temu zadałam swoim klientom pytanie, czy uważają, że nowa sytuacja ma wpływ na ich sny. Okazało się, że większość z nas śni teraz więcej, chociaż niekoniecznie są to koszmary. Pandemia dała nam się we znaki, ale ma też swoje plusy – śnimy więcej, bo więcej uwagi poświęcamy teraz swojemu wnętrzu.

Gwiazdy mówią

– Już w styczniu pisałam, że ten rok rozpocznie się jak u Hitchcocka – najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie będzie rosło – mówi Monika Dykier, którą, korzystając z okazji, pytam o astrologiczny sens pandemii. – Rok 2020 zaczął się z astrologicznym przytupem, bo od zaćmienia Księżyca (10 stycznia), któremu towarzyszyła koniunkcja Saturna z Plutonem w Koziorożcu. Ostatni analogiczny układ – miał miejsce w 1518 roku (!). W tym czasie rozpoczęła się reformacja, a Europę ogarnęła druga fala dżumy. Obie planety [w astrologii Pluton jest uznawany za pełnoprawną planetę, choć w 2006 roku. Międzynarodowa Unia Astronomiczna odebrała mu ten status i zaliczyła go do grona planet karłowatych – przyp. aut.], zarówno Saturn, jak i Pluton, uchodzą za tzw. malefiki, czyli złoczyniące, i obie sygnifikują śmierć. Ale niekoniecznie musi to być śmierć fizyczna. Koniunkcja nastąpiła w Koziorożcu, znaku związanym ze strukturą, z instytucjami, władzą, ale też Matką Ziemią, dlatego przede wszystkim wskazywała na konieczność zmiany w tych dziedzinach. Obie planety działają globalnie, stąd skala manifestacji ich wpływu. Przede wszystkim chodzi więc o transformację czegoś, co istniało do tej pory, ale nie ma już racji bytu. Astrolożka dodaje również: – Jako coach astrologiczny powtarzam moim klientom, że tutaj obowiązuje jedna zasada: albo zrobisz coś sam, albo to się zrobi tobie. A wtedy będzie już znacznie mniej przyjemnie. Dykier mówi także o zmianach w naturze, konieczności ograniczenia ekspansywnej ingerencji w przyrodę, podjęcia współpracy w obronie Matki Natury. Daje rady o charakterze indywidualnym: – Również w życiu jednostkowym chodzi o to, żebyśmy coś zmienili, żebyśmy byli bardziej świadomi, dokonali przewartościowania, zrozumieli, co jest dla nas najważniejsze, i skoncentrowali się na tym, a także zaczęli budować międzyludzką solidarność. Zmiana jest dla nas wszystkich konieczna i nieunikniona. Trzeba przyznać, że udzielone przez astrolożkę wskazówki to dobry punkt wyjścia dla każdego, kto przygląda się uważnie zmieniającemu się na naszych oczach światu, próbując zrozumieć naturę tych zmian i zadając sobie fundamentalne pytania. Wszystko wskazuje bowiem na to, że odpowiedzi na nie będą nam potrzebne niezależnie od rozwoju pandemii oraz od tego, gdzie będziemy ich szukać – czy to w snach, kartach, gwiazdach, książkach, czy we własnych głowach. 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze