1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Jak koronawirus zmienił nasze postanowienia noworoczne?

Jak koronawirus zmienił nasze postanowienia noworoczne?

Najczęściej wymienianym postanowieniem noworocznym stała się chęć częstszych kontaktów z rodziną i bliskimi. (Fot. iStock)
Najczęściej wymienianym postanowieniem noworocznym stała się chęć częstszych kontaktów z rodziną i bliskimi. (Fot. iStock)
Schudnąć, rzucić palenie, ograniczyć picie alkoholu, przyłożyć się do nauki języków obcych - tak najczęściej brzmiały postanowienia noworoczne w ostatnich latach. Miniony, trudny rok wymusił jednak na nas przewartościowanie wielu rzeczy i zmianę podejścia, również w tej kwestii. Jak więc pandemia zmieniła nasze noworoczne postanowienia? 

Styczeń to czas refleksji nad swoim życiem, planowania wielkich zmian, zaczynania od nowa. Rok w rok większość z nas formułuje postanowienia noworoczne, często te same, co w roku poprzednim. Firma Brandwatch, zajmująca się monitorowaniem mediów społecznościowych, od kilku lat przeprowadza badania dotyczące naszych planów i celów na nowy rok. Analizuje anglojęzyczne wpisy na Twitterze, Reddicie, Tumblrze i forach dyskusyjnych, pojawiające się w ostatnich dniach danego roku. Na tej podstawie powstaje raport, który w tym roku firma opublikowała na swoim profilu instagramowym.

Wynika z niego, że w poprzednich latach najczęściej deklarowane postanowienia powtarzały się. W czołówce zazwyczaj plasowały się: ograniczenie alkoholu, zmiana pracy, przejście na wegetarianizm, oszczędzanie pieniędzy i rozpoczęcie aktywności fizycznej. W 2020 roku się to jednak zmieniło.

Najczęściej wymienianym postanowieniem noworocznym stała się bowiem chęć częstszych kontaktów z rodziną i bliskimi. Drugie miejsce zajęła potrzeba nauczenia się czegoś nowego. Natomiast na trzeciej pozycji znalazło się postanowienie dotyczące czytania większej liczby książek. Dalej badani wskazywali kolejno: ograniczenie spożywania alkoholu, ćwiczenia fizyczne, schudnięcie, rzucenie palenia, podróżowanie i oszczędzanie pieniędzy.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.
 

Post udostępniony przez Brandwatch (@brandwatch)

Z raportu wynika więc między innymi, że postanowienia dotyczące o rezygnacji z mięsa prawie znikają - stanowią bowiem jedynie 1 proc., w porównaniu z 14 proc. w roku ubiegłym. Inni wielcy "przegrani" to oszczędzanie pieniędzy (spadek o dziewięć punktów procentowych) i ograniczanie spożycia alkoholu (spadek o osiem punktów procentowych).

Raport wyraźnie wskazuje na to, że w 2021 roku priorytety wielu ludzi zmieniły się. W tym roku, jak nigdy wcześniej, potrzebujemy kontaktu z najbliższymi, chcemy się rozwijać i uczyć. Miejmy więc nadzieję i zróbmy wszystko tak, by ten rok był lepszy od poprzedniego, również pod względem spełnienia swoich noworocznych postanowień.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Chcesz dokonać trwałych zmian? Poznaj psychiczne mechanizmy, które tobą kierują

Postanowienia noworoczne wielu osobom przywodzą na myśl szereg porażek. Czy warto sobie cokolwiek planować, skoro tak trudno jest później wytrwać w tych postanowieniach? Niestety, często wierzymy w wiele mitów na temat zmian i brakuje nam podstawowej wiedzy psychologicznej... (fot. iStock)
Postanowienia noworoczne wielu osobom przywodzą na myśl szereg porażek. Czy warto sobie cokolwiek planować, skoro tak trudno jest później wytrwać w tych postanowieniach? Niestety, często wierzymy w wiele mitów na temat zmian i brakuje nam podstawowej wiedzy psychologicznej... (fot. iStock)
Marzą nam się zmiany na lepsze, planujemy kolejne przedsięwzięcia, wyrobienie sobie nowych, zdrowszych nawyków. Tymczasem, gdy naszych postanowień nie umiemy skutecznie realizować, fundujemy sobie poważny spadek nastroju. Od czego zależy nasza motywacja i powodzenie? Co warto wiedzieć o swoich mechanizmach psychologicznych, zanim zdecydujemy się na wprowadzanie zmian w życie? – wyjaśnia dr Ewa Jarczewska-Gerc z Uniwersytetu SWPS, psycholożka społeczna i trenerka biznesu.

Czy zależy nam na zmianie, która przyjdzie z zewnątrz, czy na tym, żeby zmienić siebie? Jak podkreśla dr Ewa Jarczewska-Gerc: „Chcę się zmienić”, a „chcę zmiany” to dwa różne stwierdzenia. Okazuje się, że najczęściej zależy nam na odmianie życia, ale bez ponoszenia kosztów i wysiłku związanego z tym procesem.

Nie wszyscy też działamy tak samo, kiedy już zdecydujemy, że chcemy coś zmienić. Jedni z nas kochają rewolucje i przewracają całe swoje życie do góry nogami, inni wolą dochodzić do celu krok po kroku. I okazuje się, że czasem wystarczy jedna zmiana, która zadziała jak efekt domina. – Jeden dobry nawyk, jeden mały krok jest w stanie uruchomić pozytywne zmiany w innych obszarach. Z badań wynika, że osoby, które zaczynają ćwiczyć, mają lepszy nastrój, dbają o zdrowe odżywianie, rzadziej tracą nad sobą panowanie, przestają palić, krócej oglądają telewizję, lepiej śpią, poprawiają jakość relacji z bliskimi, a nawet częściej myją zęby – wymienia psycholożka.

Kiedy jest czas na zmianę? Skąd mieć pewność, że trzeba coś zmienić?

Nie zawsze mamy świadomość, że obraliśmy w życiu niewłaściwy kurs. Skąd możemy wiedzieć, że przyszedł czas na to, aby zmienić nasze cele, założenia, nasze działanie albo, że my sami powinniśmy się zmienić?

Dr Ewa Jarczewska-Gerc: To wcale nie jest takie łatwe, aczkolwiek źródeł jest kilka. Po pierwsze - nasze „wnętrze”. Nasz nastrój, nasze emocje mogą nam podpowiadać, że coś jest nie tak… Możemy czuć pewien dyskomfort, czuć, że coś nas uwiera, coś nie idzie po naszej myśli. Gdy pojawiają się negatywne emocje – one są taką sugestią, że nasze plany, założenia być może nie idą tak jak chcieliśmy, jak sobie zaplanowaliśmy. Dlatego często negatywne emocje są taką czerwoną flagą mówiącą uważaj, bo chyba nie idziesz w takim kierunku, w jakim chciałeś.

Drugie źródło to są oczywiście inni ludzie. Nasi bliscy często znają nas lepiej niż my sami siebie. Mogą nam zwrócić uwagę na pewne rzeczy (popatrz, ten kierunek, w którym zmierzasz, nie jest dobry dla ciebie; możesz mieć z tego powodu negatywne konsekwencje). Nie zawsze muszą to być bliskie osoby, czasem obcy ludzie są dla nas źródłem informacji na temat tego, że być może droga, którą obraliśmy nie jest właściwa i powinniśmy się zmienić. A czy czeka nas zmiana… to już jest zupełnie inna sprawa.

Czy chcieć znaczy móc? W jakie mity wierzymy?

Wielu ludziom towarzyszy błędne przekonanie, że samo pragnienie celu jest wystarczające do jego osiągnięcia. I choć dobrze wiedzą, że bez włożenia pracy w jego realizację nie osiągną wiele, trzymają się swojej „wiary”. –Ciekawe, że my głównie wierzymy w to, że to chęci są tym czynnikiem, który poprowadzi do zmiany – komentuje psycholożka – Mówi się nawet, że chcieć to móc. I o ile zgadzam się z tym stwierdzeniem, to nie zawsze tak się dzieje. Ludzie mówią „ale ja bardzo chcę się zmienić”, albo „ja bardzo chcę zmiany” – i tutaj właśnie wprowadzę to rozróżnienie, że my z jednej strony chcemy zmiany, ale nie chcemy się zmieniać. Chcemy, żeby zmiana przyszła sama z siebie, żeby ona na nas spadła, spłynęła z nieba niczym manna… Natomiast zmienianie siebie wymaga już wysiłku. Dlatego też często nie podejmujemy działania, albo szybko rezygnujemy, bo okazuje się, że droga do tego upragnionego celu nie jest tak przyjemna jak sam cel, sam wynik. W związku z tym nie tylko chęci są nam potrzebne, ale także pewna umiejętność samodyscyplinowania się, umiejętność panowania nad swoimi pokusami, umiejętność wytrwałego i konsekwentnego realizowania swojego działania, czyli tzw. czynnik wolicjonalny, jak go nazywamy w psychologii, który oznacza, że nie tylko chcemy się zmienić, ale mamy siłę do tego, żeby zmiany dokonać.

Zanim jednak przystąpimy do działania, w pierwszej kolejności należy skonkretyzować cel. Postanowienia w rodzaju „będę zdrowo się odżywiać”, „będę uczyć się nowego języka”, „będę ćwiczyć” – są nie tylko ogólne, ale też formułowane przyszłościowo. Dlatego dr Jarczewska-Gerc poleca stworzenie tzw. intencji implementacyjnej, która jest formułowana w postaci implikacji: jeśli wydarzy się sytuacja x to ja robię y, czyli np. „jak tylko wrócę po pracy do domu to idę biegać”. Stosując ten bardzo prosty zabieg psychologiczny, polegający na konkretyzacji celu, określamy kiedy i gdzie zamierzamy wcielać w życie to, co sobie zaplanowaliśmy. Nasz cel przestaje być „mglistym” założeniem i staje się jasny, konkretny, inaczej też działa na psychikę.

Droga do celu

To, co warto mieć na uwadze to fakt, że od samego celu ważniejsza jest droga, która do niego prowadzi – ona właśnie świadczy o naszej skuteczności. Nie warto skupiać się od razu na wymarzonym sukcesie, ale zaplanować plan realizacji, zgodny z tym, co jest dla nas naprawdę ważne. Jak radzi psycholożka: - To, co może nam pomóc, to skupienie się na procesie dążenia do celu. Wyobrażanie sobie kolejnych kroków działania, które muszą być podjęte, aby uzyskać wymarzony efekt sprawia, że zaczynamy dostrzegać wzajemne powiązania pomiędzy poszczególnymi etapami działania, formułując w ten sposób spójny plan akcji. Dostrzegamy także przeszkody, które mogą się pojawić i utrudnić nam dążenia, dzięki czemu jesteśmy w stanie przygotować „plan B”. To właśnie droga prowadząca nas do upragnionego celu jest kluczem do sukcesu, który staje się wówczas miłym „produktem ubocznym” naszej efektywności.

Dwa procesy zarządzania sobą, które zawsze powinniśmy mieć na uwadze

Mamy już jasno określony cel, który chcemy osiągnąć. Opracowaliśmy plan działania. Jednak, gdy zbliża się moment, w którym musimy włożyć trochę wysiłku, żeby realizację celu rozpocząć, albo musimy przemóc „niechcenie”, żeby go kontynuować, zaczynamy szukać wymówek… Dlaczego tak się dzieje?

– Dzieje się tak dlatego, że możemy wyróżnić dwa rodzaje procesów zarządzania sobą. Pierwszy rodzaj procesów to tak zwane procesy samoregulacyjne. Polegają one na tym, że koncentrujemy się wokół podnoszenia swojego dobrostanu, swojego samopoczucia, swojego nastroju, czyli mówiąc ogólnie: sprawiamy sobie przyjemność. Drugi rodzaj procesów zarządzania sobą to procesy samokontrolne. One polegają na tym, że gdy postawię sobie cel to ja się siebie nie pytam „czy ja mam ochotę ten cel dzisiaj wdrażać?” – tylko ja go po prostu wdrażam. Procesy samokontrolne koncentrują się wokół zdyscyplinowania się na tyle, aby pociągnąć realizację celu, czyli po prostu: tworzymy plan działania i zaczynamy go wcielać w życie. – podsumowuje dr Ewa Jarczewska-Gerc i dodaje: Ktoś mógłby powiedzieć „no dobrze, ale ja wolę się samoregulować i trzeba też mieć trochę przyjemności od życia”. Tylko problem polega na tym, że kiedy ta równowaga zostanie zachwiana w kierunku tych procesów samoregulacyjnych to na końcu tej drogi nasz nastrój ucierpi. Dlaczego? – Dlatego, że jeżeli my każdego dnia będziemy wracać do domu i nie będziemy realizować faktycznie swojego celu (jak bieganie po pracy), tylko położymy się na kanapie, zaczniemy objadać się lodami i oglądać telewizję… po godzinie przyjdzie lekki dołek. Bo znowu nie byliśmy skuteczni! Znowu nie zrobiliśmy tego, co sobie założyliśmy! Tylko leżymy i tyjemy. I tak naprawdę nasz nastrój zaczynie spadać. Rośnie nam wtedy napięcie i mamy coraz mniej energii. Ale jeśli, mimo wszystko, zmobilizujemy się i pójdziemy pobiegać, to być może na początku odczujemy pewien dyskomfort (bo to jest jednak wyjście poza strefę swojego komfortu: musimy założyć ubrania, wyjść na dwój, pada śnieg, deszcz, jest zimno itd.), ale po chwili zacznie działać fizjologia, czyli zaczną wydzielać się endorfiny, które spowodują, że odczujemy przyjemność… przede wszystkim jednak to, że dotrzymaliśmy sobie słowa, spowoduje, że będziemy dumni z siebie. Myślimy sobie wówczas „teraz to ja już mogę wszystko, dlatego, że pokonałam swoje słabości.”

Zmaganie się z celem oznacza zmaganie się z własnymi słabościami, pokonywanie samego siebie.
Jeżeli nam uda się to zrobić - jest to bezcenne. Daje nam nie tylko doskonałe samopoczucie, ale także wysoką samoocenę, która będzie stabilna. Będziemy wiedzieć, że nawet drobne niepowodzenia nie są w stanie zachwiać naszym poczuciem wartości, ponieważ jesteśmy skuteczni: gdy sobie cel postawimy to konsekwentnie go realizujemy, dążymy do jego osiągnięcia – i to sprawia, że na końcu drogi nasz nastrój będzie bardzo dobry.

Jak utrzymać motywację na odpowiednim poziomie? Uważaj na krytyczny punkt „trzech miesięcy”

Załóżmy, że weszliśmy na drogę do celu. Udało nam się zacząć. Codziennie realizujemy kolejne postanowienia. Jednak po jakimś czasie nasz entuzjazm opada, żar się wypala i znowu dążenie do celu staje się trudne. – Dzieje się tak dlatego, że na początku , po przekroczeniu naszego psychologicznego rubikonu, gdy powiemy sobie „dobrze, kości zostały zrucone, przekraczam most, most zostaje spalony, nie mam już innego wyjścia i wchodzę w to”, siły w polu psychologicznym, które pchają nas do zmiany są bardzo mocne. My ich nie widzimy, ale to są siły psychologiczne, emocjonalne, motywacyjne, które nas pchają do tego, żeby działanie znalazło swój finał, żeby się domknęło (dążymy do domknięcia struktury). Jednak, po jakimś czasie, te siły po prostu się rozpraszają. Tej energii do działania jest nieco mniej i to jest absolutnie naturalne. Problem polega na tym, co my robimy z tym dalej. Mówi się, że trzy miesiące to jest taki okres, w którym wykształca się pewien nawyk, a więc możemy uznać, że potem zmiana będzie już trwała. – tłumaczy dr Jarczewska-Gerc.

– Warto tu jednak zwrócić uwagę na badania dotyczące zmiany diety (brały w nim udział kobiety chcące spożywać więcej warzyw i owoców w swojej diecie), które zostały przeprowadzone przez znaną badaczkę Gabriele Oettingen i Petera Gollwitzer’a (znane nazwisko w świecie badań nad motywacją). To badanie trwało 24 miesiące. I co się okazało? - Osoby, które zostały wyposażone w warsztat umiejętności, które mają podtrzymać zmianę działania, czyli zmianę stylu życia, były na końcu tej drogi, po tych 24 miesiącach, zdecydowanie bardziej skuteczne, niż ci, którzy tylko sobie postanowili, że takiej zmiany dokonają. I co ciekawe: „rozjazd” między badanymi pojawił się dopiero po trzech miesiącach.

Trzy miesiące to jest taki okres, po którym albo będziemy potrafili podtrzymać swoje działanie, albo nie widząc, że jest to dość zdradliwy moment, ulegniemy różnym pokusom. To jest czas, kiedy nam się wydaje, że już nie zejdziemy z obranego kursu, bo minęły aż trzy miesiące… Bądźmy jednak czujni – to może być właśnie ten moment, kiedy nastąpi rozproszenie sił i nie podtrzymamy swojego działania.

Kto ciężko przechodzi porażki?

Może się zdarzyć, że pomimo naszych starań i wysiłków ponosimy jednak porażkę. Jak się do niej odnieść w zdrowy sposób? Dlaczego jedni stają się po upadkach silniejsi, a inni tracą poczucie sensu?

Carol Dweck, amerykańska psycholożka, profesor Stanford University, w swojej pracy naukowej analizuje koncepcje, które mają ludzie w odniesieniu do siebie, i których używają do kształtowania siebie i kierowania swoim zachowaniem. W swoich badaniach porusza m.in. temat przyczyny, która stoi za tym, że jedni ludzie po porażkach się podnoszą, rozwijają, a drudzy załamują. Jak się okazuje, czynnikiem, który odgrywa tu znaczącą rolę jest przekonanie o zmienności lub o stałości naszej osobowości, naszych zdolności, naszej inteligencji. Niektórzy po prostu wierzą w to, że człowiek jest stały i się nie zmienia.

– Jeżeli jesteśmy przekonani o tym, że już się ukonstytuowaliśmy i że jesteśmy stali w naszej osobowości, w naszych przekonaniach, naszych postawach (co oczywiście jest tylko pozorne, bo nic nie jest bardziej pewnego niż zmiana), to takie przekonanie powoduje, że porażka jest dowodem na to, że jesteśmy beznadziejni. Bo skoro ja jestem jakaś, określona, i działam, a nagle okazuje się, że droga, którą szłam nie przyniosła mi zamierzonego efektu, to znaczy, że jestem do niczego. A skoro moje postawy są stałe - to znaczy, że ja nie mogę się zmienić. To znaczy, że sytuacja jest beznadziejna i nie ma nadziei na lepsze jutro. – podsumowuje dr Jarczewska-Gerc. – W momencie, kiedy wierzymy w zmianę (co jest bliższe prawdzie), wierzymy w to, że zawsze istnieje nadzieja i szansa na to, że możemy się zmienić, wówczas, niezależnie od tego czy tak jest w istocie, czy nie (czynnik obiektywny jest mniej ważny jeżeli w to wierzymy), możemy potraktować porażkę jako okoliczność do tego, żeby tej zmiany dokonać. Traktujemy wówczas niepowodzenia jako informację zwrotną, mówiącą nam o tym, że kierunek, jaki wybraliśmy, czy być może środki - po prostu nie zostały dobrane we właściwy sposób.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc, zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi. 

Źródło: materiały prasowe SWPS

  1. Psychologia

Dobry start - inspiracje na styczeń

Podpowiadamy, jak zapewnić sobie dobry start w nowy rok. (Fot. iStock)
Podpowiadamy, jak zapewnić sobie dobry start w nowy rok. (Fot. iStock)
To, jaki będzie 2020 rok, zależy od wielu zmiennych, ale głównie od ciebie i tego, jak czujesz się sam ze sobą. Trenerka Dagmara Gmitrzak podsuwa praktyki, które pomogą ci ustalić, co jest dla ciebie najważniejsze. Inne dodadzą ci nowej energii i sprawią dużo radości.

Ćwiczenie 1. Małe i wielkie cele

Pozwól swojej wyobraźni wybrać marzenia, które ostatnio zaniedbywałeś. Niech staną się twoimi celami. Zanim je wyznaczysz, krótka powtórka z tego, jak definiować cele. Powinny być dla ciebie atrakcyjne, wywoływać pozytywne emocje i skojarzenia. Poza tym powinny być możliwe do osiągnięcia, ale niezbyt proste w realizacji. Warto je zapisać, bo jak dowodzą badania, osoby, które zapisały swoje cele i określiły przybliżoną datę ich realizacji, łatwiej je osiągały. Zatem wybierz jeden cel, z którym chcesz pracować, i odpowiedz sobie na następujące pytania: Jak wygląda moja rzeczywistość w chwili, kiedy myślę o tym celu? Jak wygląda rzeczywistość, w której cel zostaje zrealizowany? Co jest pomostem, który może mi pomóc połączyć obie rzeczywistości? Jakie działania w kierunku realizacji zamierzenia mogę podjąć w ciągu 24 godzin, jakie w ciągu tygodnia, a jakie w ciągu miesiąca? Aby zwiększyć pewność, że wybrany cel służy ścieżce twojego rozwoju, wykonaj następujące ćwiczenie: Usiądź wygodnie i zamknij oczy. Zrób kilka spokojnych wdechów i wydechów. Teraz wyobraź sobie zrealizowany cel i siebie w tej nowej rzeczywistości. Jak wyglądasz? Co wyraża twoja twarz? Co czujesz? Jeśli odczuwasz niepokój, smutek, czujesz się nieswojo, zapytaj siebie: dlaczego tak jest? Może obawiasz się zmiany życiowej, która będzie konsekwencją realizacji twojego celu. A może nie jest to najlepszy moment na jego realizowanie. Sprawdź, jakie masz odczucia wobec pozostałych celów.

Ćwiczenie 2. Wyjdź z inicjatywą

Czy wiesz, że słowo „sukces” pochodzi z łacińskiego successus, co oznacza podejście, wspinanie się? Sukces łączy się z działaniem, z podjęciem inicjatywy, nie z efektem. Pomyśl o trzech rzeczach, które chcesz zrealizować od dawna, ale hamuje cię lęk przed porażką. Wielu rzeczy nie robimy tylko z obawy, że nie wyjdą nam tak jak zakładamy, a przecież plan doskonały nie istnieje. Życie daje nam zawsze możliwości do realizacji zamierzeń, jednak nie mamy wpływu na wynik naszych działań. Otwórz się na ciekawość. Spytaj siebie: Co się stanie, kiedy podejmę to wyzwanie? Co się wydarzy, kiedy zrobię ten pierwszy krok? Jak świat zareaguje, gdy wyjdę z inicjatywą? Zrobienie kroku w stronę celu to już sukces, po nim mogą przyjść kolejne. Oto pytania pomocne na etapie przygotowywania się do realizacji celów: Gdzie mogę znaleźć inspirację? Kto może mi pomóc w realizacji? Czego muszę się nauczyć? Ile pieniędzy potrzebuję na realizację danego celu? Jakie wewnętrzne zasoby i umiejętności mogę wykorzystać? Mała podpowiedź: badania prowadzone przez Erika Pepera z San Francisco State University wykazały, że kiedy stoimy lub siedzimy z kręgosłupem prostym (nie garbimy się, klatka piersiowa jest otwarta) – myślimy bardziej pozytywnie, nasza energia witalna się podnosi, jesteśmy bardziej pewni siebie i bardziej zmotywowani do działania. Dzieje się tak, ponieważ nasz mózg dostosowuje się do ruchu ciała, a z kolei pozycja ciała wpływa na działanie mózgu. Zatem planuj z prostym kręgosłupem!

Ćwiczenie 3. Odkryj swoje dary i talenty

Amerykańska pisarka Elizabeth Gilbert powiedziała: „Jeśli żyjesz, to znaczy, że jesteś istotą kreatywną”. Czy to nie jest cudowna perspektywa? Z kolei Indianie z Ameryki Północnej mówią, że każdy z nas przychodzi na świat z twórczymi zdolnościami, które mogą mieć bardzo pozytywny, wręcz uzdrawiający wpływ na innych. Nazywają te dary „medicine power”. Ja też wierzę, że każdy ma w sobie symboliczną „skrzynię ze skarbami” i to od nas zależy, czy będziemy jej szukać, czy zaczniemy poznawać nasze zasoby, talenty i umiejętności. Być może jednym z nich jest inspirujące przemawianie, uważne słuchanie, pisanie, zapamiętywanie albo rozśmieszanie? Pomyśl, w jaki sposób możesz lepiej korzystać ze swojego daru. Możesz też zajrzeć do mojej książki: „Obudź swoją kreatywność” (wyd. Sensus).

Ćwiczenie 4. Bądź jak Frida Kahlo

Meksykańska malarka Frida Kahlo z powodu poważnego wypadku w młodości przez całe życie zmagała się z cierpieniem. Mimo to kochała malowanie i dzięki tej pasji łatwiej jej było znieść chorobę oraz niełatwy związek z Diego Riverą, także malarzem, znanym muralistą. Frida może być symbolem kobiecej siły, wytrwałości, ale również ekspresji twórczej i oryginalności. „Jedyne, co wiem, to że maluję, bo jest mi to potrzebne. A maluję to, co mi przychodzi do głowy i więcej się nad tym nie zastanawiam” – mawiała malarka. Jeśli w styczniu poczujesz smutek czy osamotnienie, sięgnij po pędzel. Kup podstawową paletę farb akrylowych, kilka płócien małej i średniej wielkości. Zanim zaczniesz malować, zadaj sobie pytanie: Co teraz czuję? Daj się poprowadzić swojej kreatywności – spontanicznie pociągaj pędzlem, intuicyjnie wybieraj kolory i maluj kształty. Przelej na płótno wszystko to, co czujesz. Po namalowaniu obrazu nie oceniaj swojego dzieła. Jeśli chcesz, namaluj drugi obraz. Przelej na płótno swoje pragnienia i potrzeby. Obraz będzie ci przypominał, że warto zacząć je spełniać.

Ćwiczenie 5. Mindfulness mówienia

Styczeń to świetny czas, by zacząć trening uważności oparty na pogłębieniu świadomości wypowiadanych słów. Dzięki niemu zauważysz, jakimi słowami „karmisz” swoje plany i cele. Aby wziąć udział w praktyce, potrzebujesz notatnika, w którym codziennie będziesz zapisywać: Ile razy narzekasz na pogodę, politykę, polską rzeczywistość? Ile razy kogoś skrytykowałeś, bezpośrednio lub za jego plecami? Ile razy powiedziałeś komuś szczery komplement? Ile razy powiedziałeś do siebie coś pozytywnego? Jakie słowa najczęściej wypowiadasz? Czy stosujesz jakieś powiedzonka? Jakie są twoje pierwsze słowa zaraz po przebudzeniu? Ile razy dziennie mówisz: dziękuję? Czy powiedziałeś dziś komuś: przepraszam? Po siedmiu dniach zrób małe podsumowanie. Jeśli chcesz, kontynuuj praktykę uważności na słowa przez kolejne tygodnie.

Ćwiczenie 6. Delfinoterapia w domu

Widok delfinów wywołuje w nas pozytywne odczucia: radość, odprężenie i uśmiech na twarzy. Delfiny są terapeutami dla dzieci autystycznych, ludzi chorujących na depresję i nerwicę lękową. Symbolizują radość życia, cieszenie się chwilą obecną, zabawę i kontakty towarzyskie. W wielu rdzennych kulturach delfin kojarzony jest z intuicją, światem snów, miłością i seksualnością (delfiny odczuwają przyjemność ze zbliżeń seksualnych). Dlatego za każdym razem, kiedy doświadczysz spadku nastroju czy zwątpisz w siłę swoich celów i postanowień – patrz na zdjęcia tych pięknych ssaków. Możesz także obejrzeć film „Wielki błękit” ze wspaniałą muzyką Erica Serry.

  1. Psychologia

Priorytety - jak je wyznaczać i dążyć do nich konsekwentnie?

Zamiast tworzyć drobiazgowe listy rzeczy do zrobienia, lepiej skupić się jedynie na kilku wybranych celach. (Fot. iStock)
Zamiast tworzyć drobiazgowe listy rzeczy do zrobienia, lepiej skupić się jedynie na kilku wybranych celach. (Fot. iStock)
Zamiast tworzyć drobiazgowe listy rzeczy do zrobienia, lepiej skupić się jedynie na kilku wybranych celach. Jak wyznaczać priorytety i dążyć do nich konsekwentnie? Jak nie przesadzać z planowaniem? Jak skutecznie przestawić się w nowym roku na właściwy tor? – psycholog sportu Dorotę Pietrzyk-Matusik 
pyta Julia Wollner.

Często mam wrażenie, że tonę w drobiazgach – rachunkach, mailach, skarpetkach do prania. Na ważne rzeczy, które powinny być moimi absolutnymi priorytetami – jak rodzina, związek czy przyjaźń – pozostaje mi okropnie mało czasu. Jak to zmienić w nowym roku?
Sam fakt, że zdajesz sobie sprawę, jakie rzeczy są dla ciebie najważniejsze, to już bardzo dużo! Nie wszyscy umieją wskazać swoje priorytety, a pytanie o nie powinien zadać sobie każdy. Dopiero po ich określeniu możemy przygotować jakikolwiek plan, co często robimy właśnie na początku roku. Wiedząc, co jest dla nas istotne, będziemy w stanie podejmować świadome decyzje, wpisując do kalendarza konkretne działania. Warto pamiętać, że za każdym razem, kiedy mówimy czemuś „tak”, równocześnie mówimy „nie” czemuś lub komuś innemu. Dam ci przykład. Ja wykonuję wolny zawód i, podobnie jak mój mąż, mam nienormowany czas pracy. Telefon dzwoni ciągle. O 16, kiedy dzieci kończą szkołę, jadę do gabinetu. Mogłabym pewnie nadrobić wspólny czas w weekendy, ale one często są wtedy u dziadków, bo ja jeżdżę na zgrupowania. Jeśli w wyniku chwili zastanowienia nie uświadomię sobie, jak bardzo moje bliźniaczki są dla mnie ważne, i że tylko przez jeden rok będą miały 6 lat – nie podejmę pewnych kategorycznych decyzji. W moim przypadku należy do nich następujące postanowienie: kończyć pracę na tyle wcześnie, by zdążyć przeczytać dzieciom bajkę do snu, i mieć przynajmniej jeden dzień w tygodniu zupełnie wolny, tylko dla nich. W praktyce oznacza to, że muszę nauczyć się odmawiać, gdy dzwoni klient z prośbą o późne spotkanie. Jeśli jednak jestem wewnętrznie przekonana, że chcę spędzić ten czas z dziećmi, i na tym się skupię, to dam radę odeprzeć pokusę pracy wieczorami. Czasem się to nie udaje – wówczas staram się ukraść trochę czasu z innej kupki: jeśli pracuję w niedzielę, to biorę wolny jeden dzień powszedni. Wcześniej jednak muszę zawrzeć odpowiednią umowę sama ze sobą.

Umowa ta może dotyczyć jednak różnych spraw, prawda? Nie dla każdego przecież najważniejsze są dzieci czy mąż; priorytetem może być też praca albo coś jeszcze innego – podróże, zabawa, zdrowie...
Oczywiście, i stąd właśnie konieczność wsłuchania się w siebie, by ten priorytet zrozumieć i nazwać. Moim sposobem na usłyszenie własnego, prawdziwego, wewnętrznego głosu jest zadanie sobie pytania, co stanie się, jeśli którąś z ważnych dla mnie rzeczy zaniedbam. Co stanie się, jeśli nie odbędę cotygodniowej randki z mężem, a co, jeśli odmówię klientowi spotkania we wtorek, a zaproponuję środę? Muszę zobaczyć nie tylko, co ma obiektywnie gorsze konsekwencje, ale także: co bardziej boli mnie samą? Co mocniej mnie uwiera? Nasze potrzeby są różne. Trzeba więc zbadać, która dziedzina życia jest w danym momencie najistotniejsza dla mnie i tylko dla mnie, bez względu na to, jakie są priorytety ludzi wokół.

Jak z priorytetami radzą sobie twoi klienci – sportowcy? W ich zawodzie, który ma tak silny wpływ na życie codzienne, musi to być szczególnie trudne.
Rzeczywiście nieustannie stają przed niełatwymi wyborami. Co bowiem robić, gdy żona rodzi, a ja akurat mam rok olimpijski i powinienem non stop trenować? Rozwiązania są bardzo różne. Jedni zabierają rodziny do ośrodka przygotowań olimpijskich, aby móc choć kilka chwil dziennie spędzić razem; inni potrzebują wyraźnego podziału dom–praca i odcięcia jednej sfery od drugiej grubą linią, bo tylko wtedy potrafią się skupić. Bez względu na wprowadzone rozwiązania, reguła jest ta sama – jeśli coś szwankuje w jednej ważnej sferze, to napięcia pojawiają się także w drugiej. Trzeba więc nieustannie szukać równowagi, a jednocześnie uczyć się łączyć różne dziedziny życia. Weźmy za przykład okres wyjątkowych stresów w pracy. Może zamiast chować złe emocje przed dziećmi, kiedy wracamy do domu zmęczeni, źli i sfrustrowani, spróbujmy po prostu szczerze z nimi o tym porozmawiać. Podkreślić, że nie złościmy się na nie; wyjaśnić, że w życiu zdarzają się niełatwe chwile, które mogą wpływać negatywnie na nasze samopoczucie.

Wspomniałaś o trudnych uczuciach, takich jak złość i frustracja, a mnie od razu przychodzi na myśl kwestia emocji pokazującej, że w moim życiu równowagi brakuje. Mówię o poczuciu winy. Mogłabym być lepszą mamą, mogłabym osiągać lepsze wyniki w pracy... Mogłabym też schudnąć kilka kilogramów i nauczyć się nowego języka. Kiedy zaczynam o tym wszystkim myśleć, po chwili mam wrażenie, że jestem do niczego.
To, że mamy poczucie winy, można pozytywnie wykorzystać – jest to przecież znak, że mamy wewnętrzną potrzebę zmiany i doskonalenia. Uświadomiwszy to sobie, trzeba jednak iść dalej, skupić się na wprowadzeniu wybranej zmiany, a nie na poczuciu winy – koncentracja tylko i wyłącznie na wyrzutach sumienia nie poprowadzi nas do rozwoju, tylko zablokuje i ograniczy, wywołując lęk i smutek. Warto więc dać sobie przyzwolenie: „OK, nie jestem doskonała, chcę być lepsza, ale wiem, że jest to proces, droga, którą muszę przejść”. Starajmy się wykorzystać pojawiający się stres jako coś, co popchnie nas do przodu, a nie sparaliżuje. Nie trzeba być idealnym, warto być wystarczająco dobrym, próbując jednocześnie być coraz lepszym.

Brzmi rozsądnie, ale wrócę do moich skarpetek, maili i rachunków do opłacenia. Nie wiem, kiedy mam starać się być lepszą mamą albo doskonalić warsztat dziennikarski, skoro już teraz na nic nie mam czasu.
Czasu mamy wszyscy tyle samo, i zwykle jest go za mało. Można go jednak rozciągnąć, a na pewno – lepiej wykorzystać, starając się o dobrą organizację. Nie chodzi tu tylko o szczegółowe rozplanowanie kalendarza – wcale nie każdemu służy długopis i rozpiska godzinowa; niektórych taki dokładny plan jeszcze bardziej blokuje. W pierwszej kolejności warto zastanowić się, które elementy codzienności rzeczywiście MUSIMY zrobić, a które CHCEMY. W gruncie rzeczy, gdy dobrze przyjrzymy się wszystkim naszym aktywnościom, zorientujemy się, że tych pierwszych, jak zapłacenie podatku czy składki 
ZUS, wcale nie jest tak wiele. Dużo więcej codziennych działań to rzeczy, które CHCEMY zrobić. Warto uświadomić sobie tę różnicę i fakt, że mamy wybór. Organizacja to więc nie tylko skrupulatnie rozpisany planner, ale także, a nawet przede wszystkim, nastawienie wewnętrzne.

Pamiętam taką sytuację sprzed kilku tygodni: jak zwykle miałam tego dnia długą listę pilnych rzeczy do zrobienia. Nagle jednak zadzwoniła do mnie mama z informacją, że tata musi iść do szpitala. Zupełnie niespodziewanie znalazłam czas, by pojechać tego dnia do rodziców.
To właśnie to: nastawienie („bardzo chcę coś zrobić, więc znajdę na to czas”) i świadomość priorytetów („rodzice są dla mnie ważniejsi, niż napisanie artykułu, o którego przełożenie mogę poprosić redakcję”). Świadomość priorytetów i nastawienie pozwalają kształtować czas.

Mówi się często, że w walce o priorytety pomaga zapisywanie: rzeczy do zrobienia, planu dnia. Mam jednak wrażenie, że ty od tego uciekasz – powiedziałaś, że zbyt szczegółowy plan działania może być paraliżujący.
Miałam na myśli rozpisywanie dnia w każdym detalu, które może nas zablokować – dla osób, które tak reagują, lepszy od tradycyjnego plannera może być coraz bardziej popularny bullet journal. Radą dla wszystkich, bez względu na preferencje, jest natomiast to, by zapisywać umowy, które zawieramy sami ze sobą. Po angielsku mówi się słusznie: „Ink it, dont think it”. 
Nasz umysł lubi pewne rzeczy przeinaczać, mamy też tendencję do targowania się ze sobą. Przykład? Stwierdzam, że do sylwestra powinnam schudnąć 
10 kg i w związku z tym zdecydowanie mniej jeść już od teraz. Gdy mija połowa czasu zaplanowanego na dietę, okazuje się, że nic nie schudłam, więc szybciutko zamieniam 10 kg na 5, stwierdzając, że i to będzie dobre. Koniec końców konstatuję, że w zeszłorocznej, luźnej sukience wyglądam przecież całkiem nieźle i nie będę się zamęczać dietami. Póki czegoś nie zapiszemy, to będziemy to przeinaczać, bo kontrolować własne myśli nie jest łatwo.

Mówimy o tym, co możemy, a czego nie możemy kontrolować, wspomnijmy też o tzw. strefie wpływu.
Rzeczywistość możemy podzielić na kilka stref: pełnej kontroli, wpływu bezpośredniego, wpływu pośredniego i strefę, na którą wpływu nie mamy w ogóle. O ile tylko moją decyzją jest, czy zjem, czy nie kolejną czekoladkę, o tyle nie mam wpływu (a przynajmniej ograniczony) na to, jak szybki jest mój metabolizm. Przy ustalaniu priorytetów i planowaniu drogi do celu trzeba pamiętać, że są rzeczy, które nie podlegają kontroli. Jeśli zdamy sobie z nich sprawę już na samym początku, oszczędzi nam to sporo stresu i rozczarowań. Skuteczne działanie możliwe jest wyłącznie w mojej strefie wpływu; to w jej ramach powinniśmy planować i koncentrować uwagę. To, na co wpływu nie mamy, należy po prostu zostawić w spokoju, odpuścić. W tym kontekście polecam książkę „Magia olewania” Sarah Knight.

A może powinniśmy w ogóle przestać planować? Guru minimalizmu Leo Babauta w swojej słynnej książce „Skup się. Prosta droga do sukcesu” namawia do pozbycia się celów, wyrzucenia list zadań, planów i koncepcji na życie. Być może własną drogę znajdziemy tylko w pełnej wolności, a wewnętrzny głos usłyszymy tylko po odcięciu się od wszelkiego szumu?
Myślę, że Babauta trochę przesadza. Być może odbieram to tak dlatego, że pracując w środowisku sportowym, nie mogę wyobrazić sobie, by moi klienci nie mieli jasno określonych celów i rozpisanej drogi do ich osiągnięcia. Natomiast warto zaznaczyć, że nasze priorytety mogą się zmieniać, ewoluować. Można też coś zupełnie przewartościować.

Jesteś zwolenniczką radykalnych zmian czy metody małych kroczków?
Zdecydowanie tej drugiej opcji, choć oczywiście są sytuacje, kiedy pewne przekonania czy przyzwyczajenia trzeba zburzyć u podstaw. Klasycznym i dość skrajnym przykładem jest tu alkoholizm, kiedy kategorycznie, jednym ruchem, trzeba „wyłączyć” zależność: jestem smutny – muszę się napić. W większości innych przypadków od rewolucji lepsze są drobne posunięcia. Powód jest prosty: zbyt gwałtowna zmiana może sprawić, że poczujemy się przytłoczeni. Wrażenie, że coś nas przerasta, jest demotywujące.

Czytałam gdzieś, że wprowadzając zmiany do swojego życia, warto przeprowadzić tydzień testowy; zobaczyć, czy dany priorytet rzeczywiście nim jest, jak się z tą zmianą czuję, czy nie myliłam się, uznając, że to w tej chwili rzecz dla mnie najważniejsza.
To też jest metoda małych kroczków, a także kwestia umowy, o której wspominałam wcześniej. Jeśli obiecamy sobie, że coś, co jest dla nas trudne, będziemy robić przez tydzień, a jeszcze lepiej przez 2–3 tygodnie (bo wtedy już zaczyna kształtować się nawyk), jest mniejsza szansa, że pomysł porzucimy, niż wówczas, gdy umowa zostaje podpisana od razu na trzy lata. W tym drugim wypadku pierwsze potknięcia na początku mogą nas zdemotywować na tyle, że zapragniemy zerwać układ bezpowrotnie. Metoda małych kroków pomaga także radzić sobie z poczuciem straty, które towarzyszy każdej zmianie. Dajmy na to, chcę schudnąć i podejmuję decyzję o odstawieniu czekolady. Jeśli bardzo ją lubię, z całą pewnością będę odczuwać pewien rodzaj rozpaczy za nią. Nastawienie, że muszę ją ograniczyć, a nie wyeliminować zupełnie, uspokaja; dodatkowo, jeśli najpierw będę przyglądać się tej eliminacji tylko przez tydzień, cała kwestia będzie dla mnie mniej przerażająca. Kto wie, może zamiast eliminować czekoladę, wystarczy ograniczyć ją o połowę, a do tego dołożyć regularne bieganie?

Powiedzmy, że mam już jakiś zarys tego, co bym chciała w nowym roku zrobić, wiem, co jest dla mnie ważne. Teraz drugi etap – jak w tym wytrwać do następnego grudnia? Psychologowie twierdzą, że jedynie 8 proc. osób, które podjęły jakieś postanowienia wraz z początkiem roku, po upływie sześciu miesięcy wciąż będzie się ich trzymać. Jak się znaleźć w tej grupie?
Moim ulubionym narzędziem jest stosowanie wyobrażeń, czyli wizualizacji. Swoich zawodników proszę, by wyobrazili sobie zakończenie swojej kariery. Muszą zwizualizować przyjęcie na swoją cześć, podczas którego mówi się o ich życiowych osiągnięciach, o całokształcie dokonań. Co chcieliby usłyszeć? Co daje nam to ćwiczenie? Otóż pozwala postawić się w sytuacji osiągnięcia celu. Jak będę się z tym czuł? Co mi to da? Czy będę chciał czegoś więcej? No i co dalej? Możemy wyobrazić sobie poczucie satysfakcji, ale także, już bez zapędzania się w myślenie o coraz lepszych wynikach, wrócić do pytania o priorytety. Dlaczego w ogóle zacząłem to robić? Czy sport uprawiam po to, by zostać mistrzem świata, czy to rezultat jest dla mnie najważniejszy, czy też może po prostu sama czynność sprawia mi przyjemność? Pływaków pytam, dlaczego poszli po raz pierwszy na basen; tenisistów, dlaczego zdecydowali się złapać za czyjąś rakietę. Pozwala to uświadomić sobie, że bardzo często najważniejsza jest droga, a nie cel. I takiego podejścia życzę nam wszystkim na nowy rok.

  1. Styl Życia

Czy praca daje ci spełnienie? Jeśli nie, skup się na swojej misji zawodowej

Kiedy odnajdujemy swoje powołanie okazuje się, że to jest naturalny nurt naszego życia. (Fot. iStock)
Kiedy odnajdujemy swoje powołanie okazuje się, że to jest naturalny nurt naszego życia. (Fot. iStock)
Nowy rok skłania do podsumowań i zadania sobie podstawowego pytania: Czy żyję tak, jak chcę? Zwykle sprowadza się to do kolejnego: Czy praca daje mi spełnienie? Jeśli nie, w 2020 skup się na swojej misji zawodowej.

Jestem daleko czy coraz bliżej miejsca w życiu, w którym chciałam być? To trudne pytanie, czasem nie chcemy go sobie zadawać. Pracę, której nie lubimy, czyli niewygodną sytuację, w której tkwimy, traktujemy przejściowo. Kolejny rok z rzędu… Z drugiej strony wiemy przecież, co chciałybyśmy robić, jak i gdzie żyć, ale jakoś nie przybliżamy się do tej wizji ani o krok. Kolejny rok z rzędu… I nic się w tej sprawie nie zmieni, chyba że zdecydujesz, co zmienisz w swoim zachowaniu. I naprawdę to zrobisz.

Ścieżka serca

Jest mnóstwo szkoleń uczących motywacji, wyznaczania i realizowania celów, ale największą motywacją jest zawsze ta osobista, płynąca z serca. Motywacja finansowa też jest bardzo silna, to prawda – ale do czasu. Dzięki pieniądzom nakarmisz wszystkie swoje materialne potrzeby, ale ducha pieniędzmi nie nasycisz… Jeśli więc pracujesz wyłącznie dla pieniędzy, być może osiągniesz spory sukces (materialny, ekonomiczny, społeczny), ale możesz stracić osobiste szczęście. Rick Jarow, autor książki „Antykariera. W poszukiwaniu pracy życia”, nauczyciel i doradca, mówi, że spotkał w życiu wielu ludzi, którzy wspięli się wysoko po drabinie kariery, ale w którymś momencie zorientowali się, że drabina była przystawiona nie do tej ściany. Spełniamy oczekiwania rodziców, partnerów, bliższego i dalszego otoczenia, ale nie spełniamy swoich własnych. Najczęściej z lęku, że stracimy to, co już sobie wypracowaliśmy, co już mamy.

Tanna Jakubowicz-Mount, psycholog i psychoterapeutka, prowadzi inspirowane naukami Ricka Jarowa warsztaty o podążaniu ścieżką serca. – Ten termin zaczerpnięty jest od Tolteków, którzy ufają, że nasze czujące serce wie, czego potrzebujemy, aby nasza dusza mogła się rozwijać – mówi. – To pierwotna wiedza o tym, kim w istocie jesteśmy i czego potrzebujemy, żeby osiągnąć spełnienie. Ścieżka serca jest naturalna – jak woda, która płynie tam, gdzie otwiera się przejście. Kiedy odnajdujemy swoje powołanie, to okazuje się, że to jest naturalny nurt naszego życia. Bo płynie z serca i rozwija się przed nami jak rzeka…

Zaufanie do siebie

Kluczowe w naszych życiowych wyborach jest przekonanie, że wiemy, co jest dla nas dobre, czego potrzebujemy, co nas wzmacnia, co karmi, a co odbiera siłę. Życie, jeśli nie jest zgodne z powołaniem, podcina skrzydła, odbiera energię. Jeśli robimy to, co lubimy, nie musimy wkładać w to wysiłku albo nie czujemy, że go wkładamy. Nie bez powodu wiele osób, które osiągnęły sukces, mówi, że praca jest ich pasją. To prawdziwi szczęściarze. Dziś jednak, w dobie światowego kryzysu, często zadowalamy się tym, co mamy, bo wybór jest niewielki.

Na dłuższą metę życie w niezgodzie z sobą grozi wypaleniem, zmęczeniem, poczuciem pustki. Mentalnie umiemy sobie wytłumaczyć, że „musimy przecież zarabiać”, ale ciało, nasz mądry doradca, zacznie wysyłać niepokojące sygnały: migreny, bóle żołądka, kręgosłupa, chroniczne przeziębienia… Tanna Jakubowicz-Mount mówi, że spotyka wiele takich kobiet. – Czują, że marnują życie, działają przeciwko sobie, przeciwko własnemu zdrowiu, a nawet przeciwko własnej rodzinie, bo wracają z pracy zestresowane i rozstawiają wszystkich po kątach. Nie mają siły cieszyć się tym, że mają ciepły, fajny dom.

Jedyną drogą, by odciąć się od strachu o materialne przetrwanie, jest budowanie zaufania do samego siebie. Poeta mistyczny Rumi mówi: „Nie szukaj poza sobą. Jesteś źródłem mleka. Nie musisz doić innych! Masz w sobie fontannę, nie szukaj wody z pustym wiadrem. Masz na głowie kosz świeżego chleba, a chodzisz od drzwi do drzwi, błagając o okruchy. Pukaj do swoich wewnętrznych drzwi, nie do innych”. Sedno tkwi w tym, by przejść od mentalności braku, niedostatku i lęku do mentalności obfitości. Powiedzieć sobie: „OK, stracę coś, pewien standard materialny, do którego doszłam, ale dzięki temu zyskam poczucie nasycenia czymś dobrym, czymś, co mnie odżywia i spełnia”.

Podróż do celu

Życie zgodnie ze swoim przeznaczeniem wymaga odwagi. Ale przecież nie musisz od razu żegnać się z tym wszystkim, co dotychczas robiłaś czy osiągnęłaś. Możesz z tego czerpać i potraktować jako wartość na drodze do własnej transformacji – zmiany myślenia, przechodząc z pozycji braku do świadomości pełni, czerpania z tego, co jest, i budowania siebie.

Zamiast od razu wyruszać w podróż dookoła świata, możesz swoją obecną sytuację (np. pracę, za którą nie przepadasz, ale która zapewnia ci byt) potraktować jako część podróży do twojego celu i skorzystać w niej jak najwięcej dla siebie. Oto, co możesz zrobić już teraz:

  • odkładaj 1/10 zarobku (jakikolwiek by był) na realizację marzenia,
  • rozwijaj te narzędzia, które przydają ci się najbardziej do realizacji celu (np. umiejętność tworzenia grafiki czy prezentacji, łatwość wypowiadania się na forum itd.),
  • buduj kontakty, pielęgnuj relacje z innymi ludźmi,
  • miej przed sobą swój cel i pamiętaj, że każdy dzień zbliża cię do niego,
  • jeśli nie możesz go realizować zawodowo, rób to, co kochasz w ramach swojej pasji, hobby – gratyfikacją za ten czas będzie poczucie spełnienia, a więc bycie szczęśliwszą.
  • możesz też umówić się na wymiany barterowe – ty zaproponujesz komuś swoją usługę, czas, zaangażowanie, a w zamian ktoś inny „zapłaci” swoją (np. zaoferujesz udział w swoim warsztacie rozwojowym w zamian za wizytę u fryzjera albo w salonie masażu, albo za jajka z wiejskiej hodowli). W ramach wolontariatu czy bezpłatnego stażu będziesz realizować swoją pasję i nie gorzknieć, że coś ci umyka, a czas płynie.
Kiedy tak podejdziesz do swojej nie bardzo lubianej pracy, to prawdopodobnie zaczniesz traktować ją z większą radością i lepszą energią. Z czasem pasja może przynieść dochód, jeśli nie od razu materialny, to z pewnością duchowy – to, co zyskasz natychmiast, to bycie bliżej siebie, harmonię, prawdę i szczęście. Poczujesz, że żyjesz w zgodzie z własnym przeznaczeniem.

Weź kartkę i ołówek

Może życie człowieka jest czymś więcej niż zmaganiem, które trzeba przetrwać? Może jest darem, który otrzymaliśmy? – pyta w swej książce Rick Jarow. Nie zmarnuj swojego. Nie jest jeszcze za późno, by zmienić drogę, którą zmierzasz. Chcesz wkroczyć na ścieżkę prowadzącą do dobrej pracy? Zacznij od wykonania kolejno ćwiczeń w ramkach. I niech to będzie dobry rok!

  1. Kuchnia

Obiad noworoczny - smacznego Nowego Roku

(Fot. Stock Food)
(Fot. Stock Food)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Zapominamy o diecie, odpuszczamy liczenie kalorii, mniej myślimy o tym, czego na co dzień nam nie wolno. Tylko w jednej sprawie nie idziemy na kompromis: składniki mają być najwyższej jakości. Bo tylko wtedy potrawy osiągną pełnię smaku.  

Pieczony kapłon z jabłkami i gruszkami

1 kapłon ( może być pularda albo dobry wiejski kurczak) ważący do 2 kg 20 g masła 4 gruszki 4 jabłka - najlepiej golden delicious 1 cytryna 1 główka czosnku 3 gałązki rozmarynu 1 liść laurowy 2 łyżki miodu 2 łyżki oliwy 1 łyżka miodu sól, pieprz

Fot. Sunray Photo Fot. Sunray Photo

Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza. Kroimy nieobraną główkę czosnku w poprzek, a cytrynę na dwie części. Solimy i pieprzymy tuszkę – smarujemy skórę 1 łyżką oliwy i masłem. Przekładamy kapłona z połówką cytryny do dużego naczynia do pieczenia, wkładamy do nagrzanego piekarnika. Pieczemy przez 1 godzinę 50 minut, polewając regularnie odrobiną wody. Jabłka i gruszki obieramy, kroimy na pół. Dodajemy owoce do piekącego się drobiu, układając je po 50 minutach od rozpoczęcia pieczenia wokół tuszki. Skrapiamy oliwą i podgrzanym płynnym miodem. Dorzucamy do brytfanny rozmaryn i liść laurowy. Pieczemy kapłona, aż skórka stanie się złota, a owoce się skarmelizują.

Zapiekanka z łososia i ziemniaków z koperkiem i kaparami

600 g fileta łososia bez skóry pokrojonego w kostkę około 3 cm, 1 kg ziemniaków do pieczenia, obranych, pokrojonych w cienkie plastry, 2 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę, 1 pęczek koperku, umytego i drobno posiekanego, 300 ml śmietany kremówki 36-proc., 125 ml mleka 3,6-proc., 2 jajka, 2 łyżki kaparów, sól, pieprz, gałka muszkatołowa, 2 łyżki masła do wysmarowania formy

Fot. Stock Food Fot. Stock Food

Naczynie do pieczenia o wymiarach około 25 × 35 cm smarujemy  masłem.Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni Celsjusza. W rondelku mieszamy mleko, śmietanę i jajka. Dodajemy 3/4 posiekanego koperku, kapary oraz czosnek, doprawiamy solą, pieprzem i gałką muszkatołową, mieszamy. Na dnie przygotowanego naczynia układamy połowę ziemniaczanych plasterków, dodajemy połowę łososia, przykrywamy kolejną warstwą ziemniaków. Na wierzch wykładamy resztę łososia. Całość zalewamy masą śmietanową z koperkiem i kaparami. Pieczemy od 45 do 50 minut, aż całość się zetnie i zarumieni. Przed podaniem na stół posypujemy pozostałym koperkiem i świeżo mielonym pieprzem .

Sałatka radicchio z gruszkami, rukolą, kandyzowanymi orzechami włoskimi i winegretem musztardowym

2 główki sałaty radicchio umyte, wysuszone, podzielone na liście, 1 gruszka lukasówka, umyta, wysuszona, pozbawiona gniazd nasiennych, pocięta w plasterki, 1 szklanka rukoli umytej i wysuszonej, 1/3 szklanki cukru, 1/2 szklanki orzechów włoskich.

sos: 1 łyżeczka octu balsamicznego, 1 łyżka musztardy francuskiej, 1 łyżka miodu, 3 łyżki oliwy extra virgin.

Fot. Stock Food Fot. Stock Food

Składniki winegretu przelewamy do zamykanego naczynia (np. słoika ). Energicznie mieszamy, aż powstanie jednorodna emulsja. Odstawiamy.

Blachę do pieczenia wykładamy papierem do pieczenia. Cukier wsypujemy do niewielkiego rondla, podgrzewamy na średnim ogniu, aż się rozpuści, co jakiś czas delikatnie mieszając (jedna, dwie minuty). Gdy zacznie przybierać złotawy kolor, dodajemy orzechy. Mieszamy tak, by cukier równomiernie je pokrył. Orzechy wykładamy na przygotowaną blachę, oddzielając je od siebie (nie jako jedną bryłę). Pozostawiamy do ostygnięcia. Kruszymy na nieco mniejsze kawałki. Na talerzu układamy liście radicchio, dodajemy pokrojone plastry gruszki i liście rukoli. Całość posypujemy kandyzowanymi orzechami. Przed podaniem polewamy musztardowym winegretem.

Pieczona pierś z kaczki z dynią i klementynkami

4 piersi z kaczki 5 lub 6 klementynek  (ew. mandarynek) 1 mała dynia najlepiej potimarron - pomarańczowa w kształcie sakiewki 120 cukru 40 g całych orzechów laskowych 20 g masła 3 łyżki oliwy 400 ml soku z klementynek (może być pomarańczowy) 400 ml wywaru drobiowego 120 ml octu czerwonego wina 1 gałązka rozmarynu i /albo 4 gałązki suszonej lawendy sól, pieprz

Fot. Sunray Photo Fot. Sunray Photo

Sos z klementynek: do rondla stojącego na średnim ogniu wsypujemy cukier. Robimy bursztynowy karmel, co trwa około pięciu minut, dodajemy ocet winny i redukujemy na malutkim ogniu przez pięć minut, do momentu, gdy karmel osiągnie konsystencję gęstego  syropu. Wlewamy sok z klementynek lub sok pomarańczowy, zagęszczamy do 3/4 objętości. Dolewamy wywar drobiowy i redukujemy przez następne dziesięć minut, usuwając pianę. Sos musi być gęstawy i ciągnący.

Prażymy orzechy na suchej patelni przez kilka minut. Studzimy i gnieciemy na grube kawałki. Odkładamy na bok.

Myjemy dynię. Jeśli to gatunek potimarron, nie trzeba jej obierać, wystarczy usunąć pestki. Kroimy na kawałki równej wielkości.

Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza. Nacinamy skórę na mięsie ostrym nożem w kratkę na skos, solimy, pieprzymy mięso, posypujemy jego wewnętrzną stronę orzechami (kilka zachowując na później). Składamy dwie piersi z orzechami w środku, obwiązujemy jak mięso na pieczeń. Pieczemy do 20 minut, zależnie od tego, jaki stopień upieczenia chcemy osiągnąć. Wyjmujemy mięso, przykrywamy folią aluminiową. Kładziemy kawałki dyni na blasze wyłożonej pergaminem, solimy i pieprzymy, skrapiamy oliwą, mieszamy i pieczemy od dziesięciu do 15 minut.

W tym czasie obieramy klementynki i dzielimy je na cząstki. Mieszamy z listkami rozmarynu i lawendy, wrzucamy na masło rozpuszczone w dużym rondlu. Smażymy przez pięć minut. Dorzucamy upieczoną dynię. Delikatnie mieszamy. Dodajemy sól i pieprz.

Kroimy piersi z kaczki w plastry, podajemy z klementynkami i dynią, polane sosem z klementynek i posypane orzechami.

Pieczony indyk w warzywach

udziec z indyka ważący około 1,7 kg, 650 g drobnych małych ziemniaków, 1 pęczek marchewek (lub 8–10 małych marchewek), kilka małych kalarep albo innych sezonowych warzyw, 150 ml wywaru warzywnego, 7 gałązek tymianku, 7 małych liści laurowych, 3 łyżki oliwy, 1 płaska łyżeczka przyprawy 5 Smaków.

Fot. Sunray Photo Fot. Sunray Photo

Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza. Obieramy i myjemy warzywa. Nacinamy niezbyt głęboko ziemniaki, w nacięcia wsuwamy źdźbło tymianku i listek laurowy.

Udziec nacieramy pieprzem i solą, następnie smarujemy go oliwą i posypujemy przyprawą 5 Smaków. Wkładamy do dużej brytfanny i pieczemy 45 minut. Po tym czasie rozkładamy wokół indyka warzywa. Skrapiamy pozostałą oliwą i odrobiną wywaru warzywnego. Pieczemy dalej przez mniej więcej godzinę, od czasu do czasu skrapiając bulionem. Potrawę podajemy bardzo gorącą.

Pistacjowa Pavlova z kremem różanym i owocami

4 jaja, 250 g cukru, 2 łyżeczki skrobi ziemniaczanej, 1 łyżeczka białego octu winnego, 60 g posiekanych pistacji, 600 ml śmietanki kremówki, 250 g crème fraîche, 3 łyżeczki cukru pudru, 1 łyżka wody różanej, 3–4 nektarynki, 250 g malin.

Fot. Stock Food Fot. Stock Food

Piekarnik rozgrzewamy do 140 stopni Celsjusza. Blachę wykładamy papierem do pieczenia i rysujemy okrąg o średnicy 22 cm. Białka przekładamy do miski i ubijamy mikserem, stopniowo dodając po 1 łyżce cukru do uzyskania gładkiej i błyszczącej piany. Na koniec dodajemy skrobię ziemniaczaną, ocet oraz 3/4 pistacji i delikatnie łączymy. Masę wykładamy na odrysowany okrąg, wyrównujemy i posypujemy resztą pistacji. Pieczemy przez godzinę i 30 minut, studzimy przy uchylonym piekarniku. Śmietankę łączymy z crème fraîche, cukrem pudrem i wodą różaną. Ubijamy na sztywno mikserem. Ostudzoną bezę przekładamy na talerz, a na jej wierzchu rozsmarowujemy śmietanowo-różany krem. Dekorujemy plasterkami nektarynek oraz malinami.