1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Emocje zwierząt. Co czują i myślą zwierzęta?

Emocje zwierząt. Co czują i myślą zwierzęta?

Coraz częściej to zwierzęta stawiamy za wzór uczuć, które cenimy najwyżej: wierności, oddania, przyjaźni, a także miłości. Ilustracja Zofia Różycka
Coraz częściej to zwierzęta stawiamy za wzór uczuć, które cenimy najwyżej: wierności, oddania, przyjaźni, a także miłości. Ilustracja Zofia Różycka
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Niektóre są bardzo blisko – na kanapie, parapecie, w nogach łóżka. Inne migną nam za oknem, w lesie czy podczas dalekiej podróży. Zwierzęta żyją z nami i obok nas, sprawiając, że nigdy nie jesteśmy sami. Bywają najwierniejszymi przyjaciółmi. Warto, by stały się też naszymi nauczycielami.

Mało jest oddanych przyjaciół na świecie. Długie życie poucza, że bardzo mało. Ale chyba najwierniejszych liczymy wśród tych istot, które żyjąc o tyle krócej od nas, całe to przelotne istnienie spędzają niejako w promieniu naszego bytu. Są z naszym życiem połączone tysiącem niejasnych, niewytłumaczonych nici, które sprawiają, że grają one dla nas pewną rolę: są naszego życia ozdobą, okrasą, a zarazem istnieniem swoim przypominają o ogólnej wspólnocie wszystkiego, co istnieje” – pisał w 1978 roku Jarosław Iwaszkiewicz we wstępie do książki swojej żony Anny „Nasze zwierzęta”. Jako dziecko uwielbiałam ten zbiór historii o ulubionych pupilach Iwaszkiewiczów. Dziś najbardziej wymowny wydaje mi się ten właśnie krótki wstęp, na który wtedy nawet nie zwróciłam uwagi. Anna i Jarosław zwierzęta kochali i mieli ich mnóstwo, niemniej dziś rażą odrobinę fragmenty o „głupiej gęsi” czy psie, który miał niewielki rozumek, ale był przesympatyczny. To dowód na to, jak przez lata, a nawet wieki, mieliśmy zwyczaj mierzyć zwierzęta własną miarą i porównywać ich inteligencję do naszych o niej wyobrażeń. Nadal tak robimy. Z drugiej strony zarówno wtedy, jak i dziś zwierzęta potrafią nas zaskoczyć, wzruszyć, wprawić w osłupienie, a nawet podziw. To z kolei dowód na to, jak mało o nich nadal wiemy.

Jednak staramy się dowiedzieć coraz więcej. I zrozumieć ich tak podobną, a jednocześnie tak odmienną od naszej psychologię i emocjonalność. Coraz częściej stawiamy je za wzór uczuć, które cenimy najwyżej: wierności, oddania, przyjaźni, a także miłości. Kto nie pamięta rozdzierającej opowieści o suczce owczarka szkockiego Lassie, która raz po raz wracała do chłopca, nawet mimo tego, że nowy właściciel wywiózł ją z Anglii aż do Szkocji? Albo o psie rasy akita, Hachiko, który nieprzerwanie przez dziesięć lat czekał na peronie na swojego nieżyjącego pana, za co zresztą mieszkańcy Tokio postawili mu pomnik. Świat – a zwłaszcza Anglia – pełny jest pomników i legend o wiernych i bohaterskich psach. Ale nie tylko te zwierzęta mają opinię takich, od których moglibyśmy się wiele nauczyć. Andrzej G. Kruszewicz, ornitolog i dyrektor warszawskiego zoo, w książce „Sekretne życie zwierząt” do najwierniejszych gatunków w świecie zwierząt zalicza między innymi: łabędzie, żurawie, gibony, ary, jaskółki, pingwiny czy wilki. Pierwsze z nich poznają się i dobierają w pary, kiedy mają cztery lub pięć lat, i jeśli dopisuje im szczęście – spędzają ich wspólnie nawet 20, a po śmierci partnera ptak pozostaje często sam. Z kolei kiedy umiera partner gęsi, kruka czy sroki – ten, który nadal żyje, często popada w długą żałobę lub depresję. Kruszewicz przekonuje, że nie ma nic złego w mówieniu o zwierzętach potocznym językiem ludzi, oczywiście z zachowaniem niezbędnego dystansu. Jego zdaniem nic, co zwierzęce, nie jest nam obce (i nic co ludzkie, nie jest obce zwierzętom), a wszystko to, co się dzieje w naszym umyśle, wzięło się ze świata zwierząt. „W naturze (...) nie ma przepaści ani nawet wyraźnie zaznaczonej granicy pomiędzy sprawami ludzi a sprawami zwierząt” – pisze.

Ilustracja Zofia Różycka Ilustracja Zofia Różycka

Najlepszym tego dowodem jest więź, jaka od wieków łączy psa z człowiekiem. Sigrid Nunez, amerykańska pisarka, laureatka National Book Award, w książce „Przyjaciel” pięknie opisuje przyjaźń, jaka rodzi się pomiędzy bohaterką a psem – dogiem arlekinem o imieniu Apollo, którego niejako „dostaje w spadku” po właśnie zmarłym ludzkim przyjacielu. Oboje są w żałobie po nim i można powiedzieć, że na początku łączy ich smutek. Apollo chroni kobietę przed popadnięciem w depresję i samotność, ona… chroni go przed tym samym. Stopniowo dochodząc do wniosku, że jej tęsknota niczym się nie różni od tej psiej. „One nie popełniają samobójstw. Nie płaczą. Ale mogą się rozpaść na kawałki i się rozpadają. Mogą mieć złamane serca i mają. Mogą stracić zmysły i je tracą” – czytamy. Równie mocno żałobę po stracie zwierzęcia opłakują ludzie. „Ta cisza jest nie do zniesienia. Rozrywa mi serce. To dopiero piąty dzień bez mojego największego przyjaciela”; „Nie wiem, czy ból mija, może zaczęłam się z nim oswajać” – to fragmenty wpisów z grupy wsparcia dla opiekunów zwierząt w żałobie na Facebooku – „Łąki Wspomnień”, prowadzonej przez firmę Esthima. Anna Sawicka, psycholog i terapeutka, która jest na niej ekspertką, mówi: – Dla osób z naszej grupy zwierzęta są kimś wyjątkowym w rodzinie. Sama nieraz uronię łzę, kiedy czytam, jak opisują miłość czy przyjaźń, jaka była między nimi a zwierzęciem. Piszą o pustce, jaka pojawiała się w ich życiu, pustce, której nic nie jest w stanie wypełnić. Ja też ją czuję, kiedy wracam po dłuższych wakacjach, zanim jeszcze odbiorę moje zwierzęta od rodziców czy z hotelu. Tak jakby duch domu umarł. Sama też niejedno zwierzę straciłam. Jako społeczeństwo powoli otwieramy się na mówienie o żałobie po naszych zwierzętach, niektórzy biorą zwolnienia, by opiekować się swoimi chorującymi pupilami, a inni – by je pochować. Mimo to nadal nie każdy chce o tym rozmawiać z kolegami w pracy czy nawet bliskimi, więc taka grupa internetowa jest bardzo pomocna. Niektórzy tak bardzo rozpaczają po bliskim zwierzęciu, że mogą wymagać wsparcia psychologa, i to jest moja rola na „Łąkach Wspomnień”.

Przyjaciel, siostra, brat

„W dzieciństwie ludzie traktują zwierzęta jak sobie równe, wręcz jak rodzinę. Dopiero później uczą się, że człowiek jest inny, wyjątkowy i lepszy od pozostałych gatunków” – pisze Nunez. „Psy, tak jak inne udomowione zwierzęta, są hodowane, by ludzie nad nimi dominowali, by je wykorzystywali i by robiły to, czego ludzie chcą” – oskarża. Ale nie musi tak być. Anna Sawicka wyznaje, że ona z miłością do zwierząt się chyba już urodziła i do dzisiaj się to nie zmieniło. Do tej pory stosuje na przykład zasadę, że najpierw daje jeść zwierzęciu, potem dopiero je ona. Nauczył ją tego tata. To kwestia odpowiedzialności za zwierzę, które jest pod naszą opieką, ale też pokazanie, że ono jest równie ważne jak my, a czasem ważniejsze. – Zwierzęta nas nie oceniają, nie jest dla nich istotne, jak wyglądamy czy jaki mamy charakter. Zwierzę cię akceptuje za to, że jesteś, że się nim zajmujesz. One są z nami na dobre i złe – mówi. Jej zwierzyniec dorównuje prawie temu Iwaszkiewiczów. – Niedawno adoptowałam świnkę morską, trzymaną w nieodpowiednich warunkach. Miała nie przeżyć tygodnia, a jest u mnie rok. Miałam kota, którego przyniosłam z ogródka. Był ze mną 18 lat i chodził za mną jak pies. Jego miejsce zajęła kotka z hodowli, która nikomu innemu nie daje się pogłaskać. Mam też ślimaki afrykańskie, które rosną do wielkości dłoni. To wszystko członkowie mojej rodziny – mówi z przekonaniem. Anna zawodowo zajmuje się też zooterapią. Jeździ do żłobków i zapoznaje dzieci ze swoimi zwierzętami. Widzi, że są tym ogromnie zainteresowane. Zdarza się, że boją się kota, ale już ślimakiem są zafascynowane. – Kiedyś zwierzęta żyły bliżej nas. Teraz dzieci są odcięte od przyrody. Kiedyś były rodziny wielopokoleniowe i życie toczyło się kołem. Byliśmy oswojeni z tym, że zwierzęta się rodzą i umierają z różnych przyczyn. Teraz żyjemy w wycinku tego koła i to, co kiedyś było naturalne, już nie jest. Dlatego tak bardzo przeżywamy te straty.
O dobroczynnym, leczniczym wpływie zwierząt na ludzi mogłaby mówić godzinami: – Możemy im o wszystkim opowiedzieć, przytulić się do nich, poczuć ciepło. Poprzez mruczenie kota czy głaskanie psa obniżamy ciśnienie krwi, stres, a nawet poziom cholesterolu. A wychodząc na spacer z psem, dbamy o swoje zdrowie i relacje społeczne. Czyli przeciwdziałamy samotności. Nasze zwierzę może nawet pełnić funkcję psychologa. Są zwierzęta, które potrafią wyczuć, że jego opiekunowi zbliża się napad padaczki. Kiedy kobieta jest w ciąży i ma zwierzę w domu, zapewnia sobie i przyszłemu dziecku większą odporność. Był czas, kiedy koty obwiniało się o toksoplazmozę, ale żeby się nią zarazić, trzeba mieć bezpośredni kontakt z ich odchodami, do czego przecież nigdy nie dochodzi. Prędzej zarazimy się nią, dotykając surowego mięsa. A jak dziecko podrośnie, zwierzę nauczy je odpowiedzialności, delikatności i opiekuńczości. Zwłaszcza dla jedynaka zwierzę jest czasem jak brat lub siostra. Dla niektórych dzieci kotek lub piesek to jedyna istota, której mogą powierzyć swoje troski, wypłakać się ze smutku, którego przyczyną są inni ludzie. Podobno Aborygeni wierzą, że to właśnie psy nas uczłowieczają. „Z ludźmi mamy zawsze i dobre, i złe wspomnienia, zwierzęta to samo dobro” – głosi jeden z wpisów na „Łąkach Wspomnień”.

Ilustracja Zofia Różycka Ilustracja Zofia Różycka

Mądrość natury

Może więc częściej powinniśmy brać z nich przykład? Przyglądać się temu, jak istnieją w świecie, co jest dla nich ważne, a co nie. Może to one są właśnie od nas o wiele mądrzejsze? Carl Safina, pisarz i badacz życia zwierząt, we wstępie do książki „Poza słowami. Co myślą i czują zwierzęta” pisze: „W naszym odżegnywaniu się od natury zerwaliśmy więzy ze światem ożywionym i straciliśmy kontakt z doświadczeniem innych zwierząt”. Dlatego on przyjmuje perspektywę świata, w którym człowiek nie stanowi punktu odniesienia, a rasa ludzka jest po prostu jedną z wielu. Safina podpatruje życie dzikich zwierząt w ich naturalnym otoczeniu. W Parku Narodowym Amboseli staje oko w oko z zagrożonymi z powodu kłusownictwa słoniami. W parku Yellowstone rusza tropem wilczej watahy, a na wodach północno-zachodniego Pacyfiku zachwyca się tajemnicami mózgu delfinów czy orek. Chce pokazać, jak przebogate, fascynujące i często niezrozumiałe jest życie wewnętrzne zwierząt. Udowodnić, że porozumienie międzygatunkowe jest realne, ale to człowiek musi wykonać pierwszy krok. Czyli zrozumieć, że to nie on jest miarą wszechrzeczy. W powszechnym mniemaniu empatia to coś, co czyni nas ludźmi. A przecież słonie pomagają cierpiącym. I chodzi tu nie tylko o przedstawicieli ich gatunku, ale i ludzi. Safina przytacza wiele przykładów na to, jak słonie towarzyszyły zagubionym lub rannym w dżungli ludziom – do momentu, gdy odnalazły ich ekipy poszukiwawcze. Słynna badaczka szympansów Jane Goodall podkreślała, że szympansy i bonobo nie umieją pływać, ale w ogrodach zoologicznych z fosami rzucają się do wody na pomoc towarzyszom. Jeden samiec utonął, próbując uratować ludzkie dziecko. Wspomniane słonie czuwają przy swoich zmarłych towarzyszach, a nawet przykrywają ich zwłoki ziemią i roślinnością, co – jak podkreśla Safina – czyni ich jedynymi zwierzętami, poza ludźmi, które dokonują pogrzebów. Kiedy w Yellowstone wilczyca – samica alfa – została zamordowana przez inną watahę wilków, jej partner wył przez wiele dni po jej śmierci. Z kolei inna wilczyca po stracie partnera porzuciła watahę i swoje szczenięta i ruszyła w samotną, wielokilometrową podróż. Wróciła po tygodniu.
Zwierzęta rozpaczają, współodczuwają i przeżywają żałobę tak jak my. Ale też tak jak my cenią życie. „Każde zwierzę jest tak samo przywiązane do swojego życia jak człowiek. Albo nawet bardziej niż człowiek. Zachowania autodestrukcyjne wydają się typowo ludzkie. (...) Większość zwierząt robi, co może, by pozostać przy życiu” – pisze Safina. Jane Goodall wstrząsnęła kiedyś światem nauki informacją, że szympansy używają narzędzi – w tym wypadku gałązek do wyciągania termitów. Do tej pory naukowcy sądzili, że tylko ludzie są do tego zdolni. A przecież narzędzi z powodzeniem używają też ptaki – wystarczy zaobserwować wrony w pobliskim parku. Nie jesteśmy dokładnie tacy sami, ale nie jesteśmy też tak różni, jak by się wydawało, a już na pewno zwierzęta w niczym nie ustępują nam inteligencją, oczywiście cokolwiek oznacza to słowo. Dowód? Liczne historie o tym, jak wolno żyjące orki prowadziły ludzi we mgle albo odnajdywały zagubione na krze psy. Z kolei delfinom przypisuje się wręcz telepatyczne zdolności. Do tego trzeba dodać wyjątkowo u nich rozwinięty zmysł echolokacji. „Nie sugeruję, że cenię życie ryby czy ptaka tak samo jak ludzkie, ale że ich obecność na tym świecie jest tak samo ważna jak nasza. Może nawet bardziej: one były tu pierwsze, były przed nami. Biorą tylko tyle, ile potrzebują. Są kompatybilne z życiem wokół” – pisze Safina. Jeden z jego rozmówców powiedział, że największą czcią i miłością darzy wieloryby, bo wybaczają człowiekowi wszystkie zniszczenia, których dokonuje w środowisku naturalnym. Tylko czy sami jesteśmy w stanie je sobie wybaczyć? Safina pisze pod koniec: „Przeceniałem lojalność i przywiązanie ludzi, a nie doceniałem inteligencji i wrażliwości zwierząt. Teraz i jednych, i drugich rozumiem lepiej”. Jego zdaniem ponad wszystko, czego mogą nas nauczyć zwierzęta, najwięcej uczą nas właśnie o nas samych. „Ci, którzy wiele ze zwierzętami przebywają, wiedzą zapewne, że kochają one, tęsknią, smucą się, zazdroszczą, cieszą się życiem i lękają śmierci. W tym wszystkim są tak bliskie człowiekowi. A że nie umieją mówić? To może lepiej: gadanie, słowo jakże często jest zgubą człowieka. Bezsłowne zwierzę jak wiele umie powiedzieć!” – kwituje Jarosław Iwaszkiewicz.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Psy i koty w domu - jak pielęgnować swoich „futrzanych” przyjaciół?

Odpowiednia higiena i pielęgnacja domowych zwierząt przekłada się również na komfort właścicieli. (fot. iStock)
Odpowiednia higiena i pielęgnacja domowych zwierząt przekłada się również na komfort właścicieli. (fot. iStock)
Pies i kot - nasi czworonożni pupile, którzy wymagają codziennej opieki. Na co zwrócić uwagę przy ich pielęgnacji i żywieniu?

Poniżej kilka podstawowych informacji.

Kąpiele

Nie ma żelaznych reguł, jak często kąpać psa. Wszystko zależy od tego, jaką ma sierść, jaka jest aktualnie pogoda i czy podczas głaskania odczuwasz dyskomfort. Psa należy myć szamponami przeznaczonymi do pielęgnacji sierści lub łagodnymi szamponami dla dzieci, najlepiej wieczorem, po ostatnim spacerze. Przed kąpielą można rozczesać sierść, a uszy zabezpieczyć kulką z waty (woda, która dostaje się do uszu, może wywołać stan zapalny). Trzeba też uważać, aby szampon nie podrażnił oczu. Po kąpieli należy osuszyć sierść ręcznikiem, rozczesać i ewentualnie wysuszyć suszarką (nie zapomnij wyjąć wacików z uszu).

Kotów się nie kąpie!

Czesanie

Psy i koty zazwyczaj lubią być czesane. Trzeba to jednak robić cierpliwe i delikatnie, zwłaszcza, gdy zwierzak ma długą lub skręconą sierść. Czesana systematycznie psia lub kocia sierść to mniej wypadających włosów, mniej przykrego zapachu i mniej problemów z kołtunami.

Psy krótkowłose trzeba czesać raz w tygodniu miękką szczotką, psy o gęstych włosach – co drugi dzień twardą szczotką, natomiast psy długowłose wymagają codziennego czesania szczotką o metalowych końcach (przydają się też przeznaczone do tego grzebienie).

Zaletą codziennych zabiegów pielęgnacyjnych jest budowanie więzi z opiekunem.

Strzyżenie

Warto strzyc nie tylko psy rasowe, ale też kundelki – na ostrzyżonym psie łatwiej dostrzeżemy wszelkie zmiany skórne, a także niechcianych lokatorów – pchły i kleszcze. Strzyc można samemu, ale fachowo zrobi to psi fryzjer. Latem ostrzyżonemu zwierzakowi będzie mniej gorąco, na jesienne i zimowe dni warto zostawić sierść nieco dłuższą. Przystrzyżenie długowłosego kota też ułatwia pielęgnację jego sierści.

Czym karmić psy i koty?

Pies

Ponieważ ma szczękę drapieżnika, powinien dostawać pokarm do gryzienia. Mięso najlepiej, aby było podgotowane, ale twarde, nie powinno być jednak jedynym składnikiem jego diety. Trzeba pamiętać o węglowodanach (ryż, makaron, płatki owsiane). Gotowane jarzyny dostarczą psu witamin, można też od czasu do czasu podawać jabłka i kiszoną kapustę. Ostrożnie z kośćmi do podgryzania – zbyt wiele może powodować zaparcia. Nie podawaj psu kości kurczaka czy indyka – ich ostre krawędzie mogą uszkodzić przewód trawienny. Nie używaj przypraw i nie dawaj mu resztek swojego obiadu. Nie karm też psa fasolą ani innymi wzdymającymi potrawami. Jeśli decydujesz się na podawanie karmy z puszki – możesz ją łączyć z ryżem albo z kaszą i z warzywami. Dobrym wyborem jest sucha karma – zbilansowana i wygodna, ale pies będzie pił dużo więcej wody, a co się z tym wiąże – częściej musiał wychodzić na spacer.

Kot

Najlepiej karmić go gotowymi karmami uznanych firm. Kot rzadko lubi urozmaicenia w diecie, więc jak już coś polubi – trzymaj się tego. Z czasem, po siódmym roku życia, kot powinien jeść coraz mniej mięsa (białka zwierzęcego), bo może powodować ono nadwagę, która obciąża serce i stawy, a także może się przyczynić do choroby nerek, częstej u starszych kotów. Kotów także nie karm resztkami z „pańskiego stołu”. Bazuj na suchej karmie, ale nie wyłącznie, bo – podobnie jak psy – koty powinny wówczas pić o wiele więcej wody, a koty, z natury, jako potomkowie zwierząt pustynnych, piją bardzo mało i trzeba je do tego zachęcać. Jeśli będą pić za mało wody, grozi im choroba pęcherza lub nerek.

  1. Styl Życia

Strategie zwierząt na nadchodzącą zimę

Jeleń „wymienia futro” na zimowe i gromadzi pod skórą zapasy tłuszczu. Swoje poroże straci w połowie zimy. (fot. iStock)
Jeleń „wymienia futro” na zimowe i gromadzi pod skórą zapasy tłuszczu. Swoje poroże straci w połowie zimy. (fot. iStock)
Zobacz galerię 10 Zdjęć
Zwierzęta, przystosowując się do otoczenia, wypracowały ciekawe strategie radzenia sobie z niską temperaturą i niedostatkiem pożywienia. Nie wiemy jednak jak wpłynie na nie kolejna ciepła zima. Zmiany klimatu powodują, że wiele gatunków zwierząt, które powinny zapadać w sen zimowy, znacznie skracają czas snu i hibernacji. Jak powinien jednak wyglądać ten zimowy okres?

Późna jesień to czas, gdy większość dzikich zwierząt ma już zapełnione „spiżarnie”.

Sójka jesienią robi zapasy żołędzi i owoców buka, zaś kret obok gniazda zimowego ma spiżarnię, a w niej zapas żywych dżdżownic. Nadgryza im segmenty głowowe, niszcząc zwoje nerwowe, i tak unieruchomione, choć żywe, służą mu jako pokarm przez całą zimę.

Wydra poluje głównie za dnia, ale w pozostałych porach roku jest drapieżnikiem nocnym. Wiele gryzoni znika pod izolującą warstwą śniegu, prowadzą życie w istnym labiryncie ścieżek. Niska temperatura wymusza na zwierzętach ograniczanie strat ciepła. Gromadzony pod skórą tłuszcz to recepta na mrozy, np. żubrów i jeleni. Ssaki wymieniają futra na zimowe, gęstsze.

Bobry w czasie mrozów kryją się pod powierzchnią wody, gdyż pod lodem jest cieplej. Ryjówka aksamitna zmniejsza o blisko 30 proc. masę mózgu jako najbardziej energochłonnego organu (!). Rekordzistką odporności na mróz jest salamandra syberyjska, która wraca do życia po kilku tygodniach zamrożenia w -50 st. C. Stosunkowo nowym sposobem radzenia sobie zwierząt z trudami zimy jest okresowa migracja niektórych z nich do miast, gdzie łatwiej o pokarm i schronienie.

Ssaki takie jak borsuk, jenot czy niedźwiedź zapadają w dość płytki sen zimowy. Przygotowują się do niego, gromadząc duże rezerwy tkanki tłuszczowej. W czasie zimy tempo ich metabolizmu nieznacznie się obniża, spłyca i zwalnia się oddech, tętno i temperatura ciała spadają.

Świstaki, jeże i nietoperze, ale również gady i płazy zapadają w stan hibernacji. Metabolizm tych zwierząt bardzo zwalnia, a ilość oddechów spada do kilku na minutę. Temperatura ciała obniża się zwykle o 25–30 st. C i może wynosić zaledwie 1–2 stopnie C. Drastycznie spada też tętno, na przykład u nietoperzy z 450 do około 15 skurczów na minutę.

Bezkręgowce (szczególnie owady) przeczekują zimę w różnych stadiach rozwojowych (jaja, larwy, poczwarki), zazwyczaj w tzw. diapauzie, czyli w letargu z zahamowaniem wzrostu. Czasem dodatkowo jaja są pokryte woskową wydzieliną, a larwy i poczwarki zimują w specjalnych kokonach, co stanowi warstwę termoizolującą, gdy w ich ciele wzrasta stężenie związków obniżających temperaturę zamarzania.

Anna Adach, doktor inżynierii chemicznej i procesowej, większość jej prac badawczych poświęcona jest ochronie środowiska. Jej zainteresowania wywodzą się z przekonania, że najpiękniej żyje się w zgodzie ze sobą i ze środowiskiem. Swoją wiedzą i zaangażowaniem dzieli się w ramach wykładów na Politechnice Warszawskiej.

  1. Styl Życia

Dlaczego warto mieć zwierzaka?

Uważny i serdeczny kontakt ze zwierzętami rozwija naszą empatię, zdolności socjalne. (Fot. Getty Images)
Uważny i serdeczny kontakt ze zwierzętami rozwija naszą empatię, zdolności socjalne. (Fot. Getty Images)
Zwierzęta na prawach przyjaciół albo domowników? To jest możliwe. Coraz częściej dzielimy się z nimi przestrzenią, jedzeniem i miłością. Przygarniamy je ze schronisk, ratujemy przed okrucieństwem innych. Czyżbyśmy stali się bardziej empatyczni? A może siebie oszukujemy? Psychologa Pawła Droździaka pyta Renata Mazurowska.

Przez lata zmieniał się nasz stosunek do zwierząt. Choć w środowiskach wiejskich zwierzę wciąż pełni rolę usługową, użyteczną – pomaga w pracy, strzeże obejścia, jest źródłem jedzenia – to już w mieście psy i koty nie tylko mają imiona i stałą opiekę lekarską, ale też fryzjera, ubrania, bogatą w minerały karmę… To coraz bardziej aktywny ruch, gdzie zwierzę staje się towarzyszem rodziny. A nawet rodziną jako taką.

Jest też i drugi biegun reprezentowanej przez człowieka postawy wobec zwierząt, gdzie zwierzęta są porzucane, bestialsko traktowane… Czyli mamy dwa różne i skrajne zjawiska dotyczące traktowania zwierząt, które jednak coś łączy. Co? Ano to, że nie umiemy poradzić sobie z faktem, że zwierzę co prawda posiada jakieś życie psychiczne, ale jednocześnie pozostaje inne od nas. Albo przypisujemy zwierzętom ludzkie uczucia i cechy, albo odbieramy im jakiekolwiek uczucia w ogóle, i traktujemy jako przedmioty. Coraz częściej też w zbiorowej świadomości pojawia się obraz zwierzęcia jako ofiary do uratowania. To postać będąca uosobieniem niewinności i bezbronności, wykorzystywana przez ludzi niemających empatii. Ale oto my, mocą naszej miłości, ratujemy zwierzę z opresji. Odtwarzając tę opowieść, odczuwamy mieszaninę wzruszenia i oburzenia. Zwierzę i jego ludzcy nieliczni stronnicy reprezentują tu dobro, zaś ludzkość jako całość uosabia zło. Walka dobra i zła, jak w bajce. Zresztą z bajką ma to sporo wspólnego: grupą, która naturalnie jest zainteresowana życiem zwierząt, są dzieci – dla nich to są pieseczki, koteczki, kaczuszki, słoniki. A w bajkach często te zwierzątka mają ludzkie cechy i przeżywają ludzkie przygody.

Wystarczy przypomnieć filmy „Gdzie jest Nemo” czy „Król Lew”… W „Gdzie jest Nemo” tatuś szuka synka, a synek za nim tęskni – tyle tylko że to zjawiska ze świata ludzi, nie zwierząt. W świecie ryb ojciec nawet by nie wiedział, kto jest jego synem. Ale w świecie bajek przebieramy człowieka za zwierzę, a zwierzę za człowieka, na dodatek wszystkie nieszczęścia zwierzęcego bohatera są efektem ludzkich działań. Dziecko solidaryzuje się z bajkowymi zwierzętami, bo widzi, że są one równie bezradne wobec świata dorosłych jak ono. Zwierzę, można powiedzieć, jest czystą emocją i to emocje decydują o jego reakcjach. Nie kryje uczuć, od razu je okazuje (no, może poza szympansami, które potrafią udawać) – zatem dziecku łatwiej się ze zwierzęciem identyfikować, bo i u niego emocje decydują o reakcjach.

Dlaczego, Paweł, masz dwa koty, dlaczego ja mam psa? Mam koty, bo moja dziecięca część ma koty.

Współczując zwierzętom, cofamy się do etapu dziecka? Współczując nie, ale już utożsamiając zwierzęta z ludźmi – tak. To, co nas odróżnia od zwierząt, to myślenie, nadawanie sensu przeżyciom. Zwierzęta tego nie robią, one tylko przeżywają. Dlatego jeśli twierdzimy, że między nami a nimi nie ma żadnej różnicy, odcinamy to górne piętro. Dziś stało się to modne. To, że ktoś „tak czuje”, stało się nawet argumentem w dyskusjach. Mało tego, wskazanie, że emocja nie jest wystarczającą racją, może wręcz skutkować posądzeniem o brak empatii. A to mniej więcej tak, jak dawniej być podejrzanym o ateizm.

A może ten świat jest tak skomplikowany, że ratujemy się relacjami ze zwierzętami, ponieważ są oparte na szczerości i bezinteresowności? Pies cię nie porzuci, co najwyżej człowiek porzuci psa… Może to jakiś ratunek przed tymczasowością, zmiennością, nieprzewidywalnością? W życiu wielu z nas przychodzi taki moment, kiedy ponosimy porażkę w świecie międzyludzkich relacji. Czasem bywa to na tyle bolesne, że mamy dość i nie chcemy tego doświadczenia powtarzać. Co nie oznacza, że nie mamy emocjonalnych potrzeb. No i wtedy w sukurs przychodzi relacja ze zwierzakiem, z którym wszystko jest prostsze. Wielu osobom to pomaga. Coraz częściej zwierzęta są używane do tego, by można uchylić się od budowania relacji rodzinnych. Bo to krępuje człowieka, umieszcza w jakiejś strukturze, której on nie chce, każe stać się dorosłym na jakiś bardzo typowy sposób – więc człowiek odrzuca społeczne oczekiwania, przyjmując zwierzę za swoje symboliczne dziecko. To niekiedy ma zastąpić rodzinę, której nie daje się zbudować, ale czasem przeciwnie – i to szczególnie ciekawe – jest to forma buntu przeciwko przymusowi jej tworzenia.

Jednak – chciałbym to podkreślić – relacja ze strony zwierzęcia nie jest bezinteresowna. Psy towarzyszą ludzkości od setek tysięcy lat z powodu kości, najpierw przypadkowo, a później już celowo pozostawianych wokół ludzkich siedzib. Z czasem oba gatunki nauczyły się wspólnie polować i walczyć. W końcu pies nauczył się czegoś, czego żadne zwierzę nie potrafi. Odczytuje pewne elementy ludzkiego zachowania, podąża spojrzeniem za naszym wzrokiem, umie odczytać gest pokazania czegoś ręką, reaguje na nasz wzrost czujności, w nieznanym otoczeniu czeka ze swoją reakcją na naszą reakcję, trafnie odczytuje hierarchię w ludzkiej grupie… Nawet szympansy tego nie umieją. Niestety, początkiem tej wspólnej historii jest mięso, nie miłość. Dziś swoje domostwa chronimy już w inny sposób, ale nauczyliśmy się wykorzystywać psy w całkiem nowym celu. Często stają się one substytutem rodziny. Czymś w rodzaju naszych dzieci.

Ale dziś można nie mieć dzieci bez społecznego potępienia, a poprzez relacje ze zwierzętami realizować na przykład potrzebę opieki. Moim zdaniem coraz szerszy ruch w kierunku ochrony zwierząt wynika w dużej części ze wzrastającej świadomości tego, w jaki sposób traktuje się zwierzęta w masowej, przemysłowej hodowli. To zwierzęcy holokaust – myślę tu na przykład o „fabrykach mięsa”, w których zwierzę nie ma żadnych praw. Więc żeby nie zwariować, próbujemy „wyrównać emocje”, adoptując zwierzaki ze schronisk, przestając jeść mięso. Przemysłową hodowlę trudno przyjąć do wiadomości, jeśli się ją zobaczy. Większość ludzi jest zbyt wrażliwa na to, żeby trzymać zwierzaka w pojemniku nieruchomo przez całe jego życie, a jednak milcząco czerpiemy korzyści z takich działań. Można próbować to rozumieć jako próbę znieczulenia się.

Wiemy na przykład, że dzieci potrafią spontanicznie znęcać się nad zwierzętami i bawić się uśmiercaniem ich, ale potrafią też równie spontanicznie nimi się opiekować. O dziwo, czasem to są te same dzieci, tylko innego dnia. Niektórzy celowo zabijają w sobie całą empatię, żeby wyzbyć się oporów i ograniczeń. Tak chcą zyskać siłę, która ma ich ochronić.

Na przykład po to, by przywiązać psa do drzewa w lesie? I nic w związku z tym nie czuć? Niektórzy wiele robią, by nic nie czuć. Zabijają w sobie wrażliwość, bo w czymś przeszkadza. I teraz rodzi się pytanie, na ile to masowe zabijanie zwierząt – na skórę, na jedzenie, klej do tapet – ma rzeczywiście ekonomiczne uzasadnienie, a na ile można na to patrzeć jako na próbę usunięcia uczuć albo nawet problemu istnienia śmierci. Traktujemy zwierzę jak rzecz, bo rzecz nie może być zabita. Może robimy to, by uciec od strachu wywołanego wiedzą, że sami jesteśmy śmiertelni?

Od czasów nazizmu wiemy, że całkiem normalni ludzie, niezdolni do okrutnych czynów w kontakcie bezpośrednim, mogą przyczynić się do zła, jeśli działają w ramach instytucji, której są częścią. Częściowość własnego udziału, rozproszenie odpowiedzialności na „zbiorowego nikogo”, brak bezpośredniego kontaktu z tym, do czego się przykłada rękę, pewna abstrakcyjność obiektu, który jest jakby nigdzie. To wszystko sprawia, że można w tym uczestniczyć bez poczucia winy. Czyli można mieć pełną szafę skórzanych rzeczy i jednocześnie na Facebooku określać się jako przeciwnik polowań. Tak działa umysł. Reagujemy emocjami na to, co widzimy, a jak czegoś nie widzimy, to tego dla nas nie ma. Żeby opiekować się psem, kupujemy mu pokarm ze świni albo krowy i nie zastanawiamy się nad tym. Realność byłaby trudna do zniesienia. Szczególnie realność niemożliwa do zmiany.

Ale może fakt, że empatyzujemy ze zwierzętami, świadczy o tym, iż stajemy się coraz wrażliwsi? Nie jestem pewien, czy zawsze, kiedy mówimy, że empatyzujemy, to faktycznie empatyzujemy. Odnoszę wrażenie, że dość często, choć oczywiście nie zawsze, na przykład za restrykcjami dotyczącymi diety bezmięsnej kryje się nie tyle współczucie dla zwierząt, ile pragnienie zbudowania pewnej bariery między sobą a resztą ludzi. Podobnie jest z niektórymi przypadkami dość specyficznego traktowania zwierząt domowych – jako czegoś w rodzaju dziecka czy partnera życiowego. Myślę, że to nie zawsze empatia, bo empatia wobec psa czy kota polegałaby raczej na pozwoleniu mu, by psem albo kotem pozostał i żył w swym psim czy kocim świecie. Czasem chodzi o to, by tym zwierzęciem stworzyć jakąś barierę między sobą a innymi ludźmi, coś zastąpić, zanegować. A o cóż wówczas gramy? O wolność. O to, by się nie dać dookreślić jakkolwiek. To bardzo współczesny styl.

Poza tym generalnie mamy inną perspektywę, bo nie jesteśmy zagrożeni w naszym przetrwaniu i jesteśmy bardzo bogaci w porównaniu do naszych przodków. To sprawia, że dostrzegamy problemy, na których zauważenie naszym przodkom w ich ciężkim życiu nie starczyłoby miejsca. Można więc na nas spojrzeć albo jak na istoty wrażliwsze, bo dużo bardziej od swych przodków rozwinięte, albo jak na bardziej rozpieszczone przez nierealnie bezpieczne warunki. Zależy, co wolimy.

A pokusiłbyś się o odpowiedź, w czym świat ludzki i zwierzęcy jest podobny? Wydaje mi się, że jednak więcej nas łączy niż dzieli… Istnieje, oczywiście, wiele podobieństw, ale jedno jest szczególnie zaskakujące. Otóż okazuje się, że na przykład szympansy wykazują skłonność do czegoś, co chyba musimy nazwać mistycyzmem. U ludzi jest tak, że wyznają różne kulty. Nawet tam, gdzie nie ma żadnego, istnieje jakiś kult wodza i jest w tym coś na tyle charakterystycznego, że jeśli nie wiesz nic o kulturze danego kraju czy plemienia, to kiedy znajdziesz obiekt kultu, od razu widzisz, że to „to”. No i okazuje się, że żyjące dziko szympansy mają coś podobnego! Wybierają w lesie potężne drzewa, daleko od miejsc, w których mieszkają, i znoszą tam wielkie kamienie. Przychodzą tam, siedzą jakiś czas bez ruchu i odchodzą. Czasem przynoszą nowy kamień, żeby go dołożyć do kopca. To zupełnie niezwykłe, dosyć nowe odkrycie. Podobieństwo tych miejsc do pierwotnych miejsc kultowych ludzi, w których oni układali stosy kamieni, jest uderzające. W Internecie są już zdjęcia. Warto zobaczyć.

Moc terapeutyczna zwierząt - kilka argumentów na rzecz zaproszenia pod swój dach czworonoga

  • Uważny i serdeczny kontakt ze zwierzętami rozwija naszą empatię, zdolności socjalne (ile znajomości zawieranych jest w parkach z innymi właścicielami psów!), troskę o innych, otwartość, ufność i uważność na to, co dzieje się tu i teraz.
  • Kontakt z domowym futrzakiem, a zwłaszcza dotyk, przytulanie się z nim, głaskanie, stymuluje wydzielanie endorfin, hormonu, który nas nastraja pozytywnie i pobudza odporność organizmu, a także obniża poziom kortyzolu, hormonu stresu.
  • Od zwierząt otrzymujemy też bezwarunkową miłość i akceptację, ale to niejedyna terapeutyczna korzyść, jaka się wiąże z bezpośrednim kontaktem ze zwierzęciem.
  • Okazuje się, i zbadali to Sam oraz Elizabeth Corson, małżeństwo amerykańskich psychiatrów, że pacjenci, którym pozwalano na kontakt z psem, nabrali większej pewności siebie i stali się bardziej niezależni.
  • Jako terapię wspomagającą chętnie wykorzystuje się dziś kontakt z końmi, delfinami czy psami w leczeniu lub rozwijaniu m.in. funkcji poznawczych, słownictwa, pamięci długo- i krótkotrwałej, motoryki, koncentracji uwagi, koordynacji ruchowej, a także niwelowania lęków, podnoszenia samooceny, nauki relaksacji czy rozwijania empatii i umiejętności współdziałania w grupie. Asystę zwierząt wykorzystuje się wspomagająco w rehabilitacji dzieci z mózgowym porażeniem dziecięcym, ADHD, zespołem Downa, nerwicami i autyzmem. W ramach terapii z udziałem zwierząt możemy mówić o dogoterapii (psy), hipoterapii (konie), felinoterapii (koty), delfinoterapii (delfiny) i pet therapy – terapii związanej z obecnością różnych zwierząt, nawet chomików. Warunkiem koniecznym we wszystkich przypadkach jest dobrowolny udział zwierząt i ich dobre zdrowie psychiczne (m.in. pewność siebie, brak lęków).
  • Koty mają zbawienny wpływ na osoby z zaburzeniami psychicznymi i ruchowymi, na dzieci nadpobudliwe, ale także na osoby nieśmiałe. Dobre efekty uzyskuje się w pracy w asyście kotów lub psów z osobami uzależnionymi i więźniami.

  1. Zdrowie

Zwierzęta domowe - sposób na zdrowie

Iwona Wierzbicka, autorka książki
Iwona Wierzbicka, autorka książki "Odporność" ze swoimi psami (Fot. materiały prasowe)
Zwierzęta mają na nas dobroczynny wpływ, na co wskazuje ogromna ilość badań. Jeśli nie masz alergii, rozważ posiadanie psa lub kota albo chociaż rybek.

Dzięki psu z pewnością zwiększysz liczbę przechodzonych kroków i już nigdy pogoda nie będzie wymówką, by zostać w domu, natomiast kot to idealny towarzysz dla osób, które z powodu ograniczeń podwórkowych czy metrażowych nie mogą mieć psa. Oczywiście posiadanie psa nie wyklucza kota. Ja mam dwa psy – berneńskie psy pasterskie i trzy koty adoptowane ze schroniska.

Coś dla psiarzy

Zalety z posiadania psa:
  • Pies uczy człowieka miłości i łagodzi złość.
  • Pies składa się z miłości i ogona, ale głównie z miłości.
  • Zawsze się cieszy na twój widok.
  • Zawsze ma dobry dzień.
  • Zawsze cię wysłucha.
  • Pomoże nawiązać ci relacje międzyludzkie.
  • Zwiększysz liczbę przechodzonych kroków.
  • Już nigdy pogoda nie będzie dla ciebie wymówką, by nie iść na spacer.
  • Zawsze możesz się przytulić.
  • Wyliże twoje rany.
Badania pokazują, że pies może być terapeutą dla osób z zaburzeniami psychicznymi, poprawia nastrój, interakcje społeczne, zdolność uczenia się, a u dzieci koncentrację, wspomaga zdrowie i dobre samopoczucie u osób starszych, poprawia odporność organizmu między innymi poprzez wyzwalanie hormonów szczęścia i przywiązania, w tym oksytocyny. Głaskanie psa obniża poziom kortyzolu, poprawiają się relacje międzyludzkie i zwiększa zaangażowanie w rozmowę, częściej też dochodzi do kontaktu z innymi osobami (nie potwierdziły tego jednak badania wśród właścicieli groźnych psów, na przykład rottweilerów, bo ludzie raczej nie chcieli z takimi osobami rozpoczynać rozmów), ponadto zmniejszają się dolegliwości bólowe i stany zapalne, reguluje się ciśnienie krwi oraz gospodarka hormonalna. Naukowcy podkreślają także zbawienną rolę oksytocyny, która wytwarza się podczas głaskania własnego psa czy kota, ale również – co warto przypomnieć – podczas przytulania innej osoby, trzymania jej za rękę oraz podczas seksu, a także podczas karmienia piersią czy stymulacji sutków. Oksytocyna sprawia, że jesteśmy optymistycznie nastawieni do świata i ludzi, podwyższa nasze poczucie własnej wartości, wspiera proces budowy zaufania i pomaga przezwyciężyć zahamowania i lęki społeczne. Badania pokazują, że może być skuteczna w leczeniu nieśmiałości, pomagać ludziom pełnym niepokojów dotyczących relacji społecznych i zaburzeń nastroju. Istnieją także dowody na to, że może pomóc osobom cierpiącym na stres pourazowy. Oksytocyna może być pomocna w leczeniu ran i chorób zapalnych czy autoagresywnych dzięki swoim właściwościom przeciwzapalnym. Badania wykazały, że hormon ten może łagodzić rozmaity ból. Oddziałuje na obniżenie poziomu stresu, zmniejszając stężenie kortyzolu w organizmie oraz stabilizując ciśnienie krwi. Korzystnie wpływa na trawienie, które stres często mocno zaburza. Poprawia perystaltykę jelit i zmniejsza zapalenie jelit. Kilka badań dowodzi korzystnego wpływu kotów i psów na dzieci z autyzmem lub zaburzeniami rozwoju, a także na dzieci, które były wykorzystywane seksualnie (terapie innymi zwierzętami również są bardzo skuteczne). U dzieci z zaburzeniami rozwojowymi, zaburzeniami mowy bądź też zamkniętymi w sobie psy i koty poprawiają umiejętności komunikacji.

Coś dla kociarzy

Zalety płynące z posiadania kota:
  • Naukowcy zajmujący się chorobami naczyniowymi na uniwersytecie w Minnesocie dowiedli, że właściciele kotów przejawiają mniejsze skłonności do zawałów (30 procent mniej zawałów w porównaniu z grupą kontrolną), zmniejsza się u nich również ryzyko śmierci z powodu udarów czy innych chorób kardiologicznych.
  • Koty, które drzemią w ciągu dnia, mogą być dla nas świetnym przykładem! Badania pokazują, że osoby, które w ciągu dnia robią sobie 20 minut drzemki, są bardziej spostrzegawcze, mają lepszą pamięć, kreatywność i nastrój.
  • Bądź jak kot! Jeśli coś ci się nie uda – spróbuj jeszcze raz! Kot po każdej nieudanej akcji polowania na muchę, ponawia próbę, czasami odpocznie, zbierze siły, ale nigdy się nie poddaje. Wie, że mała porażka nie przekreśla jego szansy na sukces. Podziwiaj jego zaciętość i motywuj się do działania.
  • Kocie mruczenie o częstotliwości 20–140 Hz ma zbawienny wpływ na nasze ciśnienie i nastrój. Nasz organizm odbiera te częstotliwości i się synchronizuje. Kto miał mruczącego kota na sobie, wie, jak to uspokaja i poprawia zdrowie.
  • Koty często powodują u nas śmiech. Czy jest ktoś, kto oparł się śmiesznym filmikom na YouTube z kotem w roli głównej? Śmiech to zdrowie, to rozładowywanie trudnych emocji, to poprawa pracy całego organizmu i wzmocnienie odporności.

Dlaczego jeszcze warto mieć kota? Cytując za „Newsweekiem”: „Dzieci i dorośli, którzy cierpią na autyzm, mają problemy, by rozmawiać z innymi ludźmi. Barierę tę pomagają przezwyciężyć zwierzęta, z którymi chorzy czują głębszą więź. Potwierdzają to badania francuskich naukowców z 2012 roku. Obserwowali oni 40 dzieci z autyzmem. Okazało się, że te, które miały w domach zwierzęta, w tym koty, były spokojniejsze i łatwiej się komunikowały z otoczeniem niż dzieci bez domowych pupili. Owa otwartość u dzieci ma związek ze wzrostem poziomu oksytocyny (hormonu szczęścia), która wydziela się podczas głaskania futra. Pieszczoty wzmacniają też uczucie zaufania i miłości. Dlatego warto kupić lub adoptować kota dla swojego dziecka”.

Kontakt z kotem jest dobroczynny zwłaszcza przy takich chorobach i zaburzeniach, jak: ADHD, autyzm, choroba Alzheimera, zespół Downa, depresja, choroby psychiczne, choroby autoimmunizacyjne, stany zapalne, dolegliwości bólowe, nieśmiałość, wycofanie społeczne. Oczywiście warunkiem zdrowia jest brak alergii na kota!

Iwona Wierzbicka, dietetyczka z wieloletnią praktyką, autorka bloga ajwendieta.pl. i kanału na YouTubie, gdzie wspólnie z zespołem dietetyków dzieli się wiedzą. Jest autorką książki "Jak wzmocnić odporność" wydanej przez wydawnictwo Zwierciadło. Prywatnie jest mamą, żoną, posiadaczką 3 kotów i 2 psów. Każdy wolny czas spędza na pogłębianiu wiedzy klinicznej i na realizowaniu hobby, takich jak fotografia, podróże, wycieczki rowerowe i ogrodnictwo.

 

  1. Styl Życia

Jakie korzyści daje jazda konna?

Konie uczą między innymi sztuki porozumiewania się, ale też stanowczości i cierpliwości. (Fot. iStock)
Konie uczą między innymi sztuki porozumiewania się, ale też stanowczości i cierpliwości. (Fot. iStock)
Wydaje się, że na koniu nic się nie robi − wystarczy siedzieć. Ale to pozory. Robi się dużo, lecz i koń robi mnóstwo dla nas. Trenuje nie tylko naszą sylwetkę, ale i umysł. Uczy stanowczości i time managementu. Co jeszcze możemy zyskać w tej relacji?

Jazda konna wydaje się dyscypliną lekką i przyjemną. Wystarczy wdrapać się na siodło (w stajniach są ułatwiające to schodki), chwycić za wodze albo grzywę, i gotowe. Kto zaliczył choć jedną lekcję, wie, że lekko i przyjemnie jest, ale dopiero po wielu godzinach ćwiczeń. Najpierw trzeba przezwyciężyć lęk wysokości, znaleźć równowagę i nie spaść, gdy zacznie kołysać i trząść. A potem jeszcze przekonać zwierzę, które waży czasem nawet pół tony, żeby poruszało się w takim kierunku i tempie, jak chcemy. Następnego dnia mocno czujemy zakwasy przywodzicieli, mięśni głębokich brzucha i tych, o których istnieniu wcześniej nie wiedzieliśmy. Jeśli zdarzy się upadek –  dochodzą siniaki i obolałe ego. Na szczęście zalety jazdy konnej są w stanie zrekompensować wszystkie te trudności. Wzmocnione mięśnie (zwłaszcza brzucha, nóg, ramion i pleców), lepsza kondycja i lepsze samopoczucie (endorfiny). Ale do korzyści fizycznych i psychicznych dochodzą jeszcze te społeczne.

Czego uczą konie

Wiele sportów uprawiamy w samotności: narty, pływanie, gimnastyka w domu. Jest trochę sportów w parach, jak taniec i tenis, czy wręcz zespołowych, ale w każdym teamie są tylko ludzie. Tu partnerem jest dużo większy od człowieka koń, z którym nie tylko trzeba się jakoś komunikować, ale też skłonić go do współpracy. Kto oglądał „Zaklinacza koni”, „Wicher” albo oldschoolowy serial „Karino”, wie, o czym mowa.

Ewa Hadała-Mikołajczuk, instruktorka jazdy konnej i trenerka wyznaje, że dopiero ucząc się jazdy konnej, poznała świat zwierząt, wcześniej prawie nie miała z nimi kontaktu. − Stwierdziłam, że całkiem nieźle sobie z nimi radzę, co dodało mi wiary w siebie. Nie podejrzewałam, że będę z takim zaangażowaniem jeździć na lekcje do stajni – mówi. Skupiona na nauce, odkryła, że jazda konna sprawia jej ogromną przyjemność, do tego była chwalona za sposób, w jaki sobie radzi na koniu i z koniem. A to sztuka.

− Koń ma inteligencję trzyletniego dziecka − tłumaczy Ewa Hadała-Mikołajczuk. – To oznacza, że sporo rozumie, ma niezłą pamięć, ale to jednak trzylatek. W dodatku dużo od nas silniejszy − dodaje. Teraz sama prowadzi jazdy dla dzieci i współorganizuje warsztaty, na których konie pomagają ludziom zdobywać różne kompetencje, np. menedżerskie czy rodzicielskie i ogólnie być uważnym w relacjach z innymi. Swoimi uczniami stara się tak kierować, by byli w stanie skłonić konia do współpracy. Namówić, nie zmusić − bo to spora różnica. − W tej parze to człowiek decyduje o kolejnym kroku, ale nie wymusza tego siłą − podkreśla.

Konie uczą sztuki porozumiewania się, ale też stanowczości i cierpliwości. Efekty nie przychodzą od razu, czasem trzeba nawet kilkunastu treningów, żeby koń zaczął nas słuchać. Co nie znaczy, że będzie tak zawsze, bo też ma swoje upodobania i humory. Są wierzchowce bardziej skłonne do współpracy, inne lubią postawić na swoim.

Precyzyjne komendy oraz umiejętność radzenia sobie w trudnych sytuacjach (np. gdy koń się przestraszy) – to kolejne miesiące nauki. Ale opłaca się zainwestować czas w tę relację. Satysfakcję, jaką czujemy, gdy duże, silne, a czasem przestraszone albo uparte zwierzę z radością zaczyna wykonywać nasze polecenia, można porównać do zejścia poniżej czterech godzin w maratonie…

Zarządzanie sobą i czasem

Jazda konna to sport dla ludzi bystrych i wrażliwych, którzy potrafią zatroszczyć się o siebie. Takie odniosłam wrażenie, nie tylko sama jeżdżąc konno i obserwując treningi mojej 12-letniej córki Igi, ale też słuchając Ewy Hadały-Mikołajczuk. A jeśli ktoś nie dba o siebie − konie go tego nauczą, a dodatkowo wzmocnią inteligencję.

− Samo czyszczenie, siodłanie, a potem rozsiodływanie i zakładanie derki wymaga zapamiętania wielu sekwencji ruchów. I zapanowania nad czasem − wylicza instruktorka. – Jedną z ważniejszych rzeczy, których uczą się dzieci, jest właśnie świadomość czasu. Na jazdę muszą przyjść odpowiednio wcześnie, by zdążyć przygotować konia, potem punktualnie wyjść na ujeżdżalnię. Po zejściu z konia też jest szereg czynności do wykonania. To bywa trudne dla młodszego pokolenia, które zwykle nie nosi zegarków, tylko sprawdza godzinę w telefonie.

Każda kolejna lekcja to nauka koncentracji, uważności i empatii. Z czasem zaczynamy zwracać coraz większą uwagę na to, jak się ubrać, jak rozciągnąć po jeździe, kiedy zjeść, żeby obiad nie przeszkadzał nam w galopach. Ale też tego, że spocony koń na mrozie może się przeziębić, więc trzeba go przykryć, że nie można go karmić w dowolnym momencie i czymkolwiek, że należy zwracać uwagę, czy nie kuleje, nie ma przeciętej skóry albo nie jest brudny. Empatia, uważność, porozumienie, nawiązywanie relacji… – mogłabym wymieniać bez końca. Najfajniejsze jednak jest, że to, czego nauczyliśmy się podczas treningu, nie zostaje wykasowane z naszego mózgu. Zyskujemy większą pewność siebie, jesteśmy w lepszym kontakcie ze sobą i światem – po prostu mądrzejsi. A przypływ endorfin po galopie w lesie to tylko skutek uboczny. Nieziemsko przyjemny dodatek do tego sportu.

Coaching z końmi

Od zwierząt możemy się wiele nauczyć. Nie tylko o nich, ale i o sobie. Dlatego coraz więcej coachów i trenerów wykorzystuje konie do szkoleń. Ich uczestnicy na ogół nie potrafią jeździć, ale też nie muszą. Ze zwierzęciem pracują z ziemi: obserwują zachowania w stadzie, ale także próbują nawiązać kontakt z koniem. Warto spróbować.