1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Inès de la Fressange: "Nie jestem buntowniczką, jestem Francuzką"

Inès de la Fressange: "Nie jestem buntowniczką, jestem Francuzką"

Inès de la Fressange (Fot.Getty Images)
Inès de la Fressange (Fot.Getty Images)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Znaki rozpoznawcze? Połączenie luzu i elegancji, szeroki uśmiech, własna opinia. Nie chowa urazy i nigdy się nie poddaje. Modelka i projektantka Inès de la Fressange to ucieleśnienie paryskiego stylu i hartu ducha.

Zaczęła pani karierę modelki w wieku 17 lat, zaraz po maturze. Traktowała to pani jak przygodę czy zawód?
Na pewno nie jak misję, jaką jest choćby zawód lekarza. Nigdy nie planowałam, że będę modelką, po prostu mi to zaproponowano. Nie spodziewałam się też, że będę nią tak długo. Modeling pozwolił mi ostatecznie stać się tym, kim jestem dzisiaj – stylistką i projektantką.

Bliscy nie byli przeciwni pani karierze? Pani rodzina wywodzi się z bardzo starej arystokracji. Takie rody często cechują sztywne kody zachowań.
Moja rodzina zawsze wyłamywała się ze stereotypu sztywnych arystokratów! Wszyscy moi bliscy byli pełni fantazji, nietuzinkowi i kreatywni, całym sercem oddani kulturze i sztuce. Nie mieli żadnych uprzedzeń w stosunku do innych i zawsze dawali mi odczuć, że ufają moim wyborom. Jestem im za to bardzo wdzięczna, bo często obserwuję, jak z lęku o przyszłość swoich dzieci rodzice wprowadzają pełen nakazów i zakazów rygor, co nigdy daje dobrych rezultatów.

W latach 90. była pani najbardziej znaną francuską modelką na świecie, muzą głównego projektanta Chanel – Karla Lagerfelda. Kontrakt na wyłączność (pierwszy taki w historii) skończył się jednak w chwili, gdy zgodziła się pani pozować do nowego popiersia Marianny, symbolu francuskiej Republiki.
Praca dla Chanel była dla mnie wielkim szczęściem i radością, ale kiedy merowie całej Francji wybrali mnie jako tę, która ma odzwierciedlać współczesną wizję Marianny, symbolu wszystkich francuskich wartości, nie mogłam i nie chciałam odmówić. Bardzo zdziwiło mnie, że ten pomysł spotkał się z tak zdecydowaną dezaprobatą Karla, ale ponieważ nasze stosunki były od jakiegoś czasu napięte, wybrałam wolność. W końcu hasło „Wolność, równość, braterstwo” nadal jest dewizą naszego kraju.

Inès de la Fressange jako panna młoda z Karlem Lagerfeldem na pokazie Chanel na sezon jesień/zima w 1988 roku. (Fot. Getty Images) Inès de la Fressange jako panna młoda z Karlem Lagerfeldem na pokazie Chanel na sezon jesień/zima w 1988 roku. (Fot. Getty Images)

Nie opuściła pani jednak świata mody – obecnie znów stoi pani na czele własnej marki – Inès de la Fressange Paris. Jej butik przez wiele lat znajdował się na Avenue Montaigne, najelegantszej ulicy w Paryżu. Dokładnie tam, gdzie mieszkał pani dziadek.
Mój butik mieści się obecnie w Dzielnicy Łacińskiej. I ogromną przyjemność sprawia mi, kiedy widzę w nim babcię w towarzystwie wnuczki, wspólnie robiące zakupy. Stawiam raczej na sportowy szyk. Jestem przeciwna przeładowanym szafom, pełnym różnych ubrań, wzorów i dodatków. Lepiej posiadać ich niewiele, ale za to takich, które można ze sobą łączyć i zestawiać w wielu wariantach. Przesadny konsumpcjonizm nie jest dzisiaj na czasie, podobnie jak ostentacyjna elegancja. Staram się projektować ubrania, których zawsze sama poszukiwałam w sklepach i które mogłabym codziennie nosić.

Świat biznesu nie okazał się dla pani zbyt łaskawy: w wyniku konfliktu ze współudziałowcami została pani zwolniona i dopiero po 14 latach procesów odzyskała prawo do własnej marki. W tym czasie była pani dyrektorką artystyczną marki Roger Vivier, projektowała, pisała książki. Nie poddała się pani. Dzisiaj nazywa się to rezyliencją...
Ludzie biznesu potrafią być pełni agresji, nieżyczliwi i pozbawieni zdrowego rozsądku, ale uważam, że istnieje coś w rodzaju sprawiedliwości, która sprawia, że zostają za to ostatecznie ukarani. Od kilku lat pracuję z Diegiem Della Valle z Roger Vivier. To ktoś wyjątkowy – bardzo dba o swoich pracowników, nie traci kontaktu z rzeczywistością i rozumie, że najważniejszy jest dobry produkt. Dzięki temu moja marka rozwija się wręcz wspaniale. Wracając do moich dawnych problemów – już o nich nie myślę. Nie chcę żyć z urazą ani życzyć komuś źle. To klucz do szczęścia!

W życiu prywatnym też przeżyła pani trudne chwile, mam na myśli nagłą śmierć pani męża, włoskiego historyka sztuki Luigiego d’Urso, ojca pani córek Nine i Violette. Jak po tym wszystkim udało się pani odnaleźć radość życia?
Każdy z nas miewa w życiu problemy, a czasami nawet dramaty i tragedie. Moje córki i ja musiałyśmy znaleźć w sobie wiele odwagi, aby zmierzyć się ze stratą Luigiego, ale sądzę, że ostatecznie to doświadczenie wykształciło w nich wielkie pokłady współczucia i wielkoduszności. Myślę, że należy trzymać się listy tego, co w naszym życiu pozytywne, zamiast w kółko odtwarzać sobie w głowie, co się nie udało, albo bać się tego, co nastąpi.

Inès z Karlem Lagerfeldem oraz córkami Nine i Violette podczas Paris Fashion Week – Haute Couture jesień/zima 2014–2015. (Fot. Getty Images) Inès z Karlem Lagerfeldem oraz córkami Nine i Violette podczas Paris Fashion Week – Haute Couture jesień/zima 2014–2015. (Fot. Getty Images)

Jakie wartości stara się pani przekazać córkom?
To moje córki przekazują mi swoje wartości! Ich pokolenie jest zdumiewające – bardzo feministyczne, otwarte na świat, zainteresowane ekologią, wielkoduszne i życzliwe w stosunku do starszych. Kiedy dziewczynki były małe, często powtarzałam im, żeby nie czyniły drugim tego, czego same nie chciałyby doświadczyć. Mówiłam, że większość ludzi na Ziemi nie żyje w takim komforcie jak one i że nie pomoże bycie piękną i elegancką, jeśli nie posiada się szerokiego uśmiechu. Myślę, że doskonale to zrozumiały.

Pani wielkoduszność przejawia się na przykład w tym, że działa pani w wielu stowarzyszeniach...
Bardzo bliskie są mi problemy dotykające dzieci – czy to we Francji, czy w Afryce. Staram się też wspierać walkę z rakiem, chorobą Alzheimera i pomagać stowarzyszeniom stojącym na straży praw człowieka, jak Amnesty International. Nie wolno być obojętnym na świat.

Ma pani w sobie chyba coś z kameleona – szybko odnajduje się w nowych sytuacjach i dziedzinach.
Kameleon zmienia kolor w zależności od miejsca i sytuacji, w jakiej się znajduje, ja wolę zachować określone poglądy. Ale to prawda, lubię interesować się różnymi dziedzinami i pracować z nowymi ludźmi. Myślę, że zdolność adaptacji nie wyklucza tego, że pozostaje się sobą.

W jednym z wywiadów powiedziała pani, że najlepszym sposobem, żeby osiągnąć sukces, jest „nie bać się nie podobać innym”. Miała pani na myśli siebie samą? Był czas, kiedy określano panią słowami „modelka, która mówi”. Czuje się pani buntowniczką?
Nie, absolutnie nie jestem buntowniczką, jestem po prostu Francuzką! Zawsze robię, co mogę i jak mogę. Jako modelka chodziłam zygzakiem, szeroko się uśmiechałam i zawsze mówiłam to, co myślę. Nie świadczyło to o mojej rewolucyjności, ale dzięki temu wydawałam się bardziej autentyczna i szczera. Udało mi się, ale wszystko równie dobrze mogło się skończyć katastrofą!

Ale się nie skończyło! W wieku 63 lat jest pani kobietą biznesu i ikoną mody. Jaką radę dałaby pani dojrzałym kobietom?
Nie poddawajcie się nostalgii, nie myślcie, że przedtem było lepiej, interesujcie się młodymi ludźmi i nowymi rzeczami. Oddajcie połowę swojej garderoby, wyrzućcie stare dokumenty i gazety, wysprzątajcie dom i patrząc na wasze aktualne zdjęcia, pomyślcie, że za dziesięć lat wydacie się sobie na nich po prostu fantastyczne! Oczywiście, nie jest przyjemnością kontemplować swoje zmarszczki czy siwe włosy, ale na szczęście mam moje dwie absolutnie cudowne córki, przy których bardzo często się uśmiecham. Moje zmarszczki wtedy trochę znikają...

Za granicą, a także w kraju jest pani ambasadorką paryskiej elegancji, napisała pani bestsellerowy poradnik „Paryski szyk”. Skąd u pani ta pasja do Paryża i paryżanek?
Książka była rzeczywiście wielkim sukcesem, również w Polsce. Wciąż otrzymuję znad Wisły lajki na Instagramie, to bardzo miłe. A Paryż? Cóż, to bardzo zróżnicowane miasto, każda dzielnica żyje swoim własnym życiem. Mieszkali tu chociażby Francis Scott Fitzgerald, Maria Curie czy Ernest Hemingway, wszyscy oni wzbogacili to miasto, czyniąc je jeszcze bogatszym i ciekawszym. Jako dziecko mieszkałam na wsi i zawsze, kiedy przyjeżdżałam do Paryża, moją wielką radością była podróż metrem. A zresztą, kto nie lubi Paryża?

Latami paryski szyk był kwintesencją najlepszego stylu. Pojawiają się głosy, że to już minęło, a serce mody bije dziś raczej w Nowym Jorku, Londynie czy Mediolanie.
Jeśli zapytam panią, jakie są najsłynniejsze marki mody na świecie, myślę, że nasuną się pani na myśl firmy francuskie... Paryski styl od zawsze wzbudza zachwyt, podobnie jak paryska kreatywność. Sztuka i moda mają jednak kosmopolityczny charakter – wielu stylistów we Francji jest obcokrajowcami. Podobnie elegancja istnieje wszędzie – najpiękniejsze kobiety, ubrane w sari, widziałam w indyjskim Radżastanie. Muszę też przyznać, że bardzo lubię pewną japońską markę...

Prawdziwa paryżanka pochodzi z prowincji – to też pani słowa…
To często prawda, ale bycie paryżanką to tak naprawdę kwestia mentalności i estetycznych wyborów – prawdziwe paryżanki mogą mieszkać równie dobrze w Krakowie!

Z jednej strony żyje pani w paryskim szalonym tempie, z drugiej kocha południe Europy i dolce far niente. Czy to nie paradoks?
Moje tempo nie jest wcale szalone, powiedzmy raczej, że dużo pracuję. Z wiekiem nauczyłam się już nie stresować. Aby móc efektywnie działać, należy stworzyć sobie niszę spokoju. Ja sama od czasu do czasu potrzebuję się rozluźnić i poleniuchować bez poczucia winy – to zapewne pozostałość dzieciństwa spędzonego poza miastem. Ale można też żyć w Paryżu czy innym wielkim mieście i nie miotać się bez przerwy. Trzeba tylko określić swoje priorytety, nauczyć się mówić „nie” i czasami po prostu zostać w domu.

Paryskie życie jest często krytykowane za snobizm, sztuczność, hipokryzję i obojętność. Pani sama jest krańcowo inna – spontaniczna i żywiołowa. Paryż pani nie zmienił?
Głupcy, imbecyle, okrutnicy i ludzie nieżyczliwi istnieją na całym świecie, we wszystkich środowiskach zawodowych. Często mówię sobie, że muszą być naprawdę nieszczęśliwi, żeby przejawiać tyle agresji i małostkowości. Mnie zdrowe podejście do życia zaszczepiła niania, która była dla mnie jak druga matka. Była Polką i nazywała się Wiktoria Hacieja, ja mówiłam na nią Toja, inni – Wisia. Pochodziła z bardzo biednej rodziny, w dzieciństwie musiała chodzić boso do szkoły i często nie miała prawie nic do jedzenia. Powtarzała mi, że wiele ludzi ma dużo mniej szczęścia od nas, że należy im pomagać oraz cieszyć się z małych rzeczy. Piekłyśmy więc ziemniaki w ognisku, robiłyśmy girlandy z papieru albo laleczki z płatków maków i masowo produkowałyśmy strucle. Zawsze przy tym dużo się śmiałyśmy. Wiktoria nauczyła mnie kochać kwiaty i naturę. Mimo że przeczytała w życiu niewiele książek, wiedziała o nim więcej niż większość ludzi, których znam. Przez całe moje dzieciństwo opowiadała mi o swojej siostrzenicy, która została w Polsce i którą w końcu poznałam, kiedy miałam 20 lat. Część mojego serca jest polska – być może to właśnie pomaga mi cieszyć się każdym dniem.

Rozmawiamy w czasie pandemii koronawirusa. Jak znaleźć w tej sytuacji przestrzeń na szczęście?
Rzeczywiście, nie jest to proste – i nie myślę jedynie o chorych. Wielu ludzi znajduje się czy za chwilę znajdzie w ciężkiej sytuacji ekonomicznej, inni czują się samotni, odizolowani od innych i pełni obaw o przyszłość. Dlatego tym bardziej nie należy sobie zatruwać życia niepotrzebnymi kłótniami, egoizmem czy rasistowskimi postawami. Życie jest zbyt krótkie, żeby je marnować na głupoty! 

Inès de la Fressange urodziła się w 1957 roku w Gassin jako córka Andrégo de Seignard, markiza de La Fressange, maklera giełdowego, oraz Cecilii Sánchez Cirez, argentyńskiej modelki. Razem z dwójką braci wychowywała się w XVIII-wiecznym młynie pod Paryżem. Obecnie mieszka w Paryżu z drugim mężem Denisem Oliviennesem. Ma na swoim koncie kilka poradników stylu. Najnowszy to – napisany wspólnie z Sophie Gachet – „Paryski szyk jeszcze raz. Podręcznik stylu”, Dom Wydawniczy Rebis.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Moda i uroda

Zostań częścią modowej rewolucji

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
19 kwietnia rusza Tydzień Fashion Revolution, najważniejsze wydarzenie w rocznym kalendarzu międzynarodowej organizacji działającej na rzecz mody odpowiedzialnej. Kampania nagłaśniająca kluczowe modowe wyzwania, której towarzyszą spotkania z ekspertami, panele dyskusyjne oraz szereg innych działań skupionych wokół hasła #whomademyclothes, skierowana jest do wszystkich osób oczekujących realnych zmian w systemie przemysłu odzieżowego. 

Dwa dni przed rozpoczęciem tegorocznego Fashion Revolution Week (19-25.04.2021) odbędzie się wydarzenie eksperckie „Okrągły stół mody cyrkularnej”. Do dyskusji zaproszeni zostali specjaliści obserwujący zjawiska związane z gospodarką obiegu zamkniętego z wielu perspektyw. W tym roku Fashion Revolution Polska koncentruje się na przyszłości mody cyrkularnej, jako części gospodarki o obiegu zamkniętym. Celem wydarzenia jest rozpoznanie największych wyzwań związanych z modą cyrkularną w Polsce. Spotkanie ma stanowić twórczą wymianę poglądów, ale przede wszystkim praktycznych doświadczeń i pomysłów, które przyczynią się do wprowadzenia zmian - na wielu płaszczyznach - już w niedalekiej przyszłości.

„Zależy nam, by wśród zaproszonych gości budować sojusze i łączyć ze sobą potencjalnych partnerów, ale także by nie uciekać od wnikliwych pytań i dociekać odpowiedzi, również tych niewygodnych. Chcemy dążyć do realnych zmian i konkretnych rozwiązaniach rozwijających modę cyrkularną w Polsce. Wskazywać obszary do poprawy, ale także patrzeć z nadzieją w przyszłość” - podkreślają przedstawicielki Fashion Revolution Polska. 

Spotkanie poprowadzi Ola Bąkowska - autorka pierwszego w Polsce bloga o innowacjach i modzie zrównoważonej, obecnie pracująca w organizacji pozarządowej Circle Economy w Amsterdamie, która zajmuje się wcielaniem w życie gospodarki obiegu zamkniętego.

W dyskusji udział wezmą: Dorota Jankowska-Tomków - dyrektor zakupów i działu zrównoważonego rozwoju LPP S.A., Paweł Urbański, reprezentujący pralnię i farbiarnię KNK-KANAKA, mec. Magdalena Niewelt, pomysłodawczyni (wraz z mec. Olegiem Marcinkowskim) Kodeksu Etyki Branży Odzieżowej, Zofia Zochniak - współzałożycielka firmy zajmującej się zbiórką i recyklingiem tekstyliów Ubrania do Oddania, Aleksandra Kuta - pomysłodawczyni, projektantka, konstruktorka startupu Decloths, Agata Frankiewicz - założycielka upcyklingowej platformy Deko Eko, Miłosz Marchlewicz reprezentujący Forum Odpowiedzialnego Biznesu, dr Magdalena Płonka, związana z MSKPU ekspertka w dziedzinie edukacji oraz projektowania mody, wykładowczyni oraz przedsiębiorca, Dobrosława Gogłoza - założycielka All Hands Agency,  Joanna Burzec -badaczka i managerka w jednej z największych na świecie firm konsultingowych, kierownik projektu e-Pack dr Piotr Nowak, Agnieszka Oleksyn-Wajda – radca prawny, dyrektor Instytutu Zrównoważonego Rozwoju i na Uczelni Łazarskiego, pisarka i reporterka Karolina Sulej, ekonomista i przedstawiciel Fundacji Instrat Damian Iwanowski oraz Tomasz Morozgalski, prawnik, aktywista miejski i działacz społeczny.

Efektem spotkania będzie raport uzupełniony o najnowsze dane z Polski i ze świata oraz komentarze ekspertów. Zostanie przekazany politykom wszystkich opcji, instytucjom publicznym i organizacjom pozarządowym, a także udostępniony uczelniom, z którymi współpracuje stowarzyszenie. Wnioski i ustalenia będące efektem spotkania będą wykorzystywane w działaniach informacyjnych, promocyjnych i edukacyjnych Fashion Revolution Polska. Podsumowanie spotkania będzie udostępnione jako materiał filmowy jeszcze w trakcie Tygodnia Fashion Revolution w mediach społecznościowych polskiego oddziału.

#whomademyclothes: rozmowy o przyszłości mody cyrkularnej

Tydzień Fashion Revolution to także spotkania z ekspertami - prowadzone w formie rozmów na żywo za pośrednictwem kanałów w mediach społecznościowych i na platformie Zoom. O odpowiedzialnym podejściu do mody, szansach mody cyrkularnej, inspiracjach i czekających modę wyzwaniach opowiedzą: projektantka innowacyjnych materiałów Weronika Banaś, autorka bloga i podcastów, wykładowczyni, projektantka Katarzyna Zajączkowska, prawnik związany z Instytutem Prawa Mody Arkadiusz Szczudło oraz trendwatcherka Natalia Hatalska.

W ramach Tygodnia Szkolni Ambasadorzy Fashion Revolution przygotowują także cykl praktycznych warsztatów wcielających w życie założenia mody cyrkularnej.

Fashion Revolution Polska jest częścią międzynarodowej organizacji założonej w Wielkiej Brytanii po tragicznych wydarzeniach w kompleksie fabrycznym Rana Plaza w Bangladeszu, gdzie w kwietniu 2013 r. zginęło ponad 1100 pracowników fabryki odzieżowej, a kolejne 2500 odniosło obrażenia. W kwietniu każdego roku Fashion Revolution zachęca do aktywnego udziału w kampanii nagłaśniającej najważniejsze modowe wyzwania, łączącej pamięć o tragicznych wydarzeniach z 2013 r. z edukowaniem, wywieraniem nacisku na globalne marki i legislatorów oraz dążeniem do realnych zmian.

W trakcie Tygodnia Fashion Revolution każda i każdy z nas może stać się częścią modowej rewolucji. Masowo zadawane pytania o warunki produkcji naszych ubrań, obuwia i dodatków, pokazywanie metek danej marki i korzystanie z hasztagów #whomademyclothes i #whatsinmyclothes pozwalają wciągnąć przedstawicieli przemysłu odzieżowego i konsumentów w dyskusję dotyczącą mody odpowiedzialnej, transparentnej działalności oraz gospodarki obiegu zamkniętego.

Szczegółowy harmonogram tegorocznego Tygodnia Fashion Revolution można znaleźć na facebookowej stronie Fashion Revolution Poland oraz Instagramie (@fash_revpoland).

Sponsorem głównym Okrągłego stołu mody cyrkularnej jest LPP S.A.

Wydarzenie patronatem objęli: Kupuj Odpowiedzialnie, Deko Eko, MSKPU , Ubrania do Oddania, All hands, KNK-KANAKA, UP DIWU, Adwokat Magdalena Niewelt, Adwokat Oleg Marcinkowski, Łukasiewicz – Instytut Logistyki i Magazynowania, Fundacja Instrat, Instytut Zrównoważonego Rozwoju i Środowiska Uczelni Łazarskiego, Instytut na Rzecz Ekorozwoju, Forum Odpowiedzialnego Biznesu.

  1. Materiał partnera

Peace, love and Crocs

Klasyczny but, kolorowy print i spersonalizowane przypinki Jibbitz - taki zestaw to oryginalny produkt, który zapewnia niepowtarzalność. (Fot. materiały prasowe)
Klasyczny but, kolorowy print i spersonalizowane przypinki Jibbitz - taki zestaw to oryginalny produkt, który zapewnia niepowtarzalność. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Wyobraź sobie świat, w którym ceni się wolność, indywidualność, szerzy pokój i miłość. Brzmi doskonale? 

Działania marki Crocs od dawna skupiają się wokół szerzenia idei równości w każdej dziedzinie życia. Promuje ludzi z każdego zakątka świata bez względu na ich dokonania. Najnowsza kolekcja Tie Dye jest tego odzwierciedleniem. Baw się kolorami, wyraź siebie, pokaż swój sposób patrzenia na otaczający świat.

Technika Tie Dye

Tie Dye czyli dosłownie zawiąż-pofarbuj to technika nieregularnego barwienia, która charakteryzuje się użyciem nasyconych kolorów. Jest modnym trendem z lat 70-tych. Wielu artystów uważa, że jest to rodzaj sztuki, która pozwala wyrazić siebie poprzez zastosowanie abstrakcji. Szybko zagościła w świecie mody, zwłaszcza wśród marek streetwearowych. Tie-dye, czyli nierównomierne farbowanie ubrań, swoje korzenie ma w najciekawszej modowo dekadzie XX wieku, czyli na przełomie lat 60. i 70. Barwny wzór idealnie wpasował się w psychodeliczną estetykę hippie, a poza tym był to świetny sposób do wykorzystania starych ubrań i odkrycia ich na nowo. Czyli dokładnie tak jak jest to modne teraz. My jednak Tie-dye najbardziej kojarzymy z latami 90. Wtedy t-shirty i bluzy farbowane za pomocą tej techniki były na topie. Często trendy z wybiegu nie trafiają na ulice, jednak trendsetterki od razu pokochały ubrania Tie-dye. W sezonie wiosna/lato 2021 marka Crocs przedstawia swój klasyczny produkt w wielobarwnej odsłonie zgodnie z gorącym trendem sezonu.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Spersonalizowany Crocs

Klasyczny but, kolorowy print i spersonalizowane przypinki Jibbitz - taki zestaw to oryginalny produkt, który zapewnia niepowtarzalność. Dzięki łatwości zakładania i zdejmowania zapewnisz swoim butom unikatowy wygląd każdego dnia.

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

Crocs to obuwie dające komfort noszenia i wyrażania siebie. Baw się modą niezależnie od panujących trendów czy nowości na światowych wybiegach. Do takich butów idealnie pasują skarpetki w podobny wzór, albo gładkie, spokojne stylizacje z prostymi ubraniami. Jest to idealny wzór na wiosenno-letni sezon.

  1. Kultura

Monica Bellucci i jej manifest dojrzałości

Monica Belluci: Ciała aktorów to instrument pracy, podobnie jak ciała tancerzy. Wybieram takie role, które mają mnie rozwijać i pomagać pokonywać granice, te we mnie, ale też w widzu. (Fot. East News)
Monica Belluci: Ciała aktorów to instrument pracy, podobnie jak ciała tancerzy. Wybieram takie role, które mają mnie rozwijać i pomagać pokonywać granice, te we mnie, ale też w widzu. (Fot. East News)
Zobacz galerię 10 Zdjęć
Udowadnia, że uroda nie tylko nie przemija z wiekiem, ale zyskuje nowy wymiar. Jej droga z małego miasteczka w Umbrii na światowe ekrany i festiwale sama mogłaby posłużyć za scenariusz do filmu. Monica Bellucci to dziś ikona kina na miarę Sofii Loren czy Moniki Vitti. W wieku 56 lat pozostaje symbolem seksu, elegancji i wyrafinowania. Oto jej manifest dojrzałości.

Cicha, nieśmiała. Generalnie – nic specjalnego. Spokojna jedynaczka, która ze zdziwieniem zauważyła, że kiedy z przeciętnej dziewczynki zaczęła wyrastać na piękną nastolatkę, ludzie zaczęli być dla niej milsi.

– Nie rozumiałam, dlaczego do tej pory to ja musiałam o wszystko się starać, a potem, w ciągu jednego roku, nagle stałam się popularna.

Lokalny entuzjasta fotografii poprosił, aby pozowała mu do zdjęć, kiedy miała 13 lat. Wiadomo, że tylko dla zabawy – Monica miała poważne plany, bo chciała zostać prawniczką, a nie wdzięczyć się do aparatu za pieniądze.

Studia na uniwersytecie w Perugii dowiodły jednak, że kiedy z braku pieniędzy trzeba jeść najtańszy makaron, a można dorobić sobie modelowaniem, to należy przynajmniej spróbować. Zaproszenie do Mediolanu i podpisanie kontraktu z agencją Elite zmieniły jednak wszystko. Może zabawa w modę – koncept nieznany w jej rodzinnym Città di Castello – nie jest jednak złym pomysłem, przynajmniej na jakiś czas? Skoro płacą jej tylko za to, jak wygląda, a przy okazji świetnie się bawi na sesjach u Dolcego i Gabbany, głupotą byłoby zmarnować tę okazję. W ciągu dwóch lat była już znana po obu stronach oceanu, a jej twarz znalazła się na okładkach „Elle”, „Esquire” i „Maxima”.

Monica Bellucci wybiera różnorodne role, unikając zaszufladkowania, gra po angielsku, francusku i włosku, nauczyła się też ról po aramejsku, serbsku i persku. (Fot. East News) Monica Bellucci wybiera różnorodne role, unikając zaszufladkowania, gra po angielsku, francusku i włosku, nauczyła się też ról po aramejsku, serbsku i persku. (Fot. East News)

Bellucci chciała się jednak rozwijać, więc zaczęła chodzić na lekcje aktorstwa. Po dwóch mniejszych rolach przyszedł przełom – nagroda dla najlepszej aktorki drugoplanowej w filmie „Apartament”. Film zdobył BAFT-ę, Monica umocniła swoją pozycję w show-biznesie, a poznany na planie francuski gwiazdor Vincent Cassel trzy lata później został jej mężem.

Kto wciąż kojarzył Bellucci tylko z reklam, wybiegów i okładek, w 2000 roku musiał już ją znać jako „Malenę” – rola w tym filmie przyniosła jej międzynarodową sławę. Po niej mogła na zawsze zostać w szufladzie śródziemnomorskiej piękności, na której widok mężczyźni tracą głowę i zatrzymuje się ruch uliczny. Dlatego kinomani ze zdziwieniem przyjęli jej udział w „Nieodwracalnym” – dziele Gaspara Noégo, w którym postać grana przez Bellucci zostaje brutalnie zgwałcona. Film wywołał skandal, krytycy wychodzili z kin. Obraz stał się przedmiotem publicznej debaty, w której dyskutowano zasadność pokazywania tak drastycznych scen.

To kreacja tytułowej „Maleny” (2000) w reżyserii Giuseppego Tornatorego, w filmie, który zdobył Złoty Glob i dwie nominacje do Oscara (za muzykę i zdjęcia), przyniosła Bellucci międzynarodową sławę i zrobiła z niej symbol seksu. (Fot. BEW) To kreacja tytułowej „Maleny” (2000) w reżyserii Giuseppego Tornatorego, w filmie, który zdobył Złoty Glob i dwie nominacje do Oscara (za muzykę i zdjęcia), przyniosła Bellucci międzynarodową sławę i zrobiła z niej symbol seksu. (Fot. BEW)

– Aktorzy nie decydują o tym, jakie role im się oferuje. Jedyny sposób kierowania naszą karierą to wybór tych, które chcemy zagrać. Ja dokonuję wyborów, które mają mnie rozwijać i pomagać pokonywać granice, te we mnie, ale i w widzu – mówiła Monica magazynowi „The Film Review”. – Nasze ciała to instrument pracy, podobnie jak ciała tancerzy. One pozwalają nam wyrażać wizję scenarzysty i reżysera. Jeżeli sceny przedstawiają coś, co prywatnie kwestionuję, proszę reżysera o uzasadnienie. Ten film, swego czasu uznany za skandaliczny, dziś ma status kultowego i omawia się go w szkołach filmowych. Dlatego trzeba szukać nowych rozwiązań, pokazywać coś inaczej, prowokować do myślenia, a czasem wywoływać oburzenie.

Kobieta, nie dziewczyna

– Jestem Włoszką i jak dla wszystkich Włochów najważniejsi są dla mnie przyjaciele, dobre jedzenie i rodzina. Bardzo chciałam mieć dzieci, ale wiedziałam też, że najpierw muszę zbudować karierę, aby później móc spokojnie poświęcić się ich wychowaniu – mówiła w jednym z wywiadów. – Patrzyłam na koleżanki aktorki, które musiały zostawiać dzieci z nianiami na długie tygodnie, kiedy trzeba było wyjechać na zdjęcia. Obiecywałam sobie wtedy, że ja zorganizuję to inaczej.

Na planie kontrowersyjnej „Pasji” Mela Gibsona, w której grała Marię Magdalenę, była w ciąży. – Ciąża to nie choroba, a skoro zobowiązałam się, że zagram w tym filmie, to przecież nie mogłam odmówić – mówiła. Pierwszą córkę, Devę, urodziła, kiedy miała 40 lat. Zanim druga, Leonie, przyszła na świat pięć lat później, jej mama zdążyła wystąpić w kilkunastu filmach. Gdyby jej kariera oparta była tylko na hollywoodzkich produkcjach, prawdopodobnie przestałaby dostawać w tym wieku propozycje ról. Na szczęście mieszka we Francji, gdzie aktorki, takie jak Catherine Deneuve, Isabelle Huppert czy Charlotte Rampling, wciąż przyciągają publiczność, a ich agenci mają pełne ręce roboty. Praca jest ważna, ale dzieci były ważniejsze.

– Nie przesadzajmy, że udział w dwóch projektach rocznie to taka ciężka praca – mówiła aktorka przy okazji wywiadów do filmu Emira Kusturicy „Na mlecznej drodze”. – To nie praca w fabryce. Ja przecież jestem szczęściarą, a nie bohaterką, jak miliony innych kobiet.

„Pasja” (2004). W tym kontrowersyjnym filmie Mela Gibsona zagrała Marię Magdalenę, w dodatku w języku aramejskim. (Fot. BEW) „Pasja” (2004). W tym kontrowersyjnym filmie Mela Gibsona zagrała Marię Magdalenę, w dodatku w języku aramejskim. (Fot. BEW)

Czasem trzeba wyjechać, ale jej dzieci mają dwoje rodziców, więc któryś może przejąć pałeczkę. Gdy nie była na zdjęciach, nie było dnia, żeby nie odprowadziła córek do szkoły, nie zrobiła im kanapek, obiadu, nie odrobiła z nimi lekcji. Jak większość matek, jeśli tylko mają na to czas. Ewentualna rezygnacja z pracy nigdy nie była tematem do rozważania, bez względu na to, czy ją na to stać, czy nie. Artysta musi pracować, bo proces kreatywny potrzebny mu jest do życia. A matka musi wpoić swoim córkom, najlepiej na własnym przykładzie, że tylko praca i realizacja własnych pasji są paszportami do lepszego, spełnionego życia. Małą Devę zabierała ze sobą przez cztery lata na każdy plan filmowy, dopóki mała nie zaczęła szkoły. Kiedy na świat przyszła jej młodsza siostra, pora było zmienić styl życia. Dopiero wtedy zdecydowała się zamieszkać na stałe w Paryżu. Aktorka strzeże prywatności swojej rodziny i nigdy nie karmi mediów plotkami. Gdy siedem lat temu pytano ją o to, jak radzi sobie jako singielka po rozwodzie z Casselem, odpowiadała: „Czuję się doskonale. Samotność nie powinna nas przerażać. Zwłaszcza po wielu latach małżeństwa czy bycia w związku nie ma nic lepszego niż pobyć samemu ze sobą”. Zawsze też podkreśla, że jej córki mają świetny kontakt z ojcem. Zeszłoroczną, wiosenną kwarantannę spędzili wszyscy razem w okolicach Biarritz, gdzie Cassel ma dom. Monica przeniosła się tam na kilka miesięcy, żeby – z zachowaniem zasad bezpieczeństwa – dziewczynki mogły się z nim widywać. Ona nadzorowała ich lekcje przez Internet i gotowała.

Monica Bellucci na wybiegu podczas pokazów kolekcji Dolce & Gabbana wiosna/lato 2019. oraz w akcji wspierającej stowarzyszenie Corri la Vita działające na rzecz kobiet dotkniętych rakiem piersi, 2020 rok. Monica Bellucci na wybiegu podczas pokazów kolekcji Dolce & Gabbana wiosna/lato 2019. oraz w akcji wspierającej stowarzyszenie Corri la Vita działające na rzecz kobiet dotkniętych rakiem piersi, 2020 rok.

Bellucci dziewczyną Bonda? Chyba komuś się coś pomyliło – spekulowała prasa plotkarska, gdy wyszło na jaw, że Monica ma zagrać obiekt pożądania Daniela Craiga w „Spectre”. – Kiedy Sam Mendes zadzwonił do mnie z propozycją, myślałam, że mam przejąć rolę po Judi Dench, która zmarła w poprzedniej części przygód agenta 007 – śmiała się aktorka. – Gdy wyznał, że chodzi mu o „dziewczynę Bonda”, uświadomiłam mu prostą rzecz: film wejdzie na ekrany, kiedy będę miała 51 lat. Ja nie jestem już dziewczyną, więc sam pomysł jest kuriozalny. Ale kobieta Bonda – proszę bardzo!

„Spectre” (2015) – w objęciach Daniela Craiga jako kobieta Bonda. (Fot. BEW) „Spectre” (2015) – w objęciach Daniela Craiga jako kobieta Bonda. (Fot. BEW)

Mendes chciał wywołać ferment w filmowym światku i z pewnością mu się udało. Reakcje w Europie były entuzjastyczne. W Hollywood – niekoniecznie. – Świat wciąż urządzany jest przez mężczyzn – tłumaczyła to Bellucci w wywiadzie dla „Guardiana”. – To oni trzymają władzę: w dziennikarstwie, bankach, finansach, edukacji. Prawo też jest tworzone przez mężczyzn. I oni myślą, że kobieta, która nie może już mieć dzieci, jest stara. Powinna być niewidzialna. Co jest bzdurą, bo takie kobiety są wciąż wspaniałe. Dlatego myślę, że Mendes, wybierając dojrzałą kobietę do tej roli, wywołał małą rewolucję. A ja uważam, że Bond jest najwspanialszym mężczyzną. Dlaczego? Bo nie istnieje!

Podczas festiwalu w Cannes w 2006 roku aktorka była członkinią jury, na czerwonym dywanie z ówczesnym mężem Vincentem Casselem. (Fot. Getty Images) Podczas festiwalu w Cannes w 2006 roku aktorka była członkinią jury, na czerwonym dywanie z ówczesnym mężem Vincentem Casselem. (Fot. Getty Images)

Wieczór z Marią Callas

Bellucci nie byłaby sobą, gdyby spoczęła na laurach i przykleiła sobie etykietkę „tej seksownej aktorki po pięćdziesiątce”. Uważa, że upływ czasu wyzwala nas, kobiety, z wdrukowanego nam kulturowo obowiązku podobania się mężczyznom. Choć podwalinami jej kariery z pewnością była uroda, przez ponad 20 lat pracowała nad tym, aby zbudować własną pozycję, majątek i mieć zawodową wolność w angażowaniu się w projekty, które ją interesują, bez względu na wypłatę. Teraz zbiera żniwo tej strategii. Aby zagrać w filmie Emira Kusturicy, nauczyła się serbskiego, w filmie irańskim grała po persku.

Od kilku lat, zgodnie z duchem zmieniających się mediów, próbuje zasmakować nowej zawodowej przygody, grając w serialach HBO, Netflix czy Amazon Prime, takich jak: „Mozart w miejskiej dżungli”, „Gdzie jest mój agent?” czy nowa wersja „Twin Peaks”. Jeszcze kilka lat temu zarzekała się, że granie w teatrze zupełnie jej nie interesuje. Tym większą sensację wywołała zeszłoroczna premiera sztuki Toma Volfa w paryskim teatrze Bouffes-Parisiens, w której Bellucci wciela się w rolę samej Marii Callas. Spektakl oparty jest na listach i wspomnieniach słynnej śpiewaczki. Pokazuje prawdziwą kobietę za maską diwy światowej sławy. Sztuka cieszyła się uznaniem krytyków i publiczności, ale Monica twierdzi, że było to najtrudniejsze zawodowe zadanie, z którym się zmierzyła, bo co wieczór musiała walczyć z potwornymi atakami tremy.

– To czysty, paraliżujący strach. Fizycznie się trzęsłam – mówiła agencji AFP. – Zmuszanie się do wyjścia na scenę było jak akt przemocy, który sama sobie zadawałam. W filmach gra się pojedyncze sceny, człowiek jest jak w bańce, chroniony od świata. W teatrze oddychasz tym samym powietrzem co twoja publiczność, czerpiesz od nich energię. I ani przez chwilę nie możesz się rozproszyć.

W zeszłym roku Bellucci wystąpiła w teatrze w roli samej Marii Callas. (Fot. East News) W zeszłym roku Bellucci wystąpiła w teatrze w roli samej Marii Callas. (Fot. East News)

Jej najnowszy projekt to przybliżenie telewidzom postaci Tiny Modotti – włoskiej modelki, aktorki i fotografki, która przed pierwszą wojną światową wyemigrowała do USA i do Meksyku i została komunistką. Ten projekt, meksykański miniserial, z racji pandemii wciąż czeka na realizację. Bellucci od dawna zafascynowana jest Modotti, która była nie tylko niezwykłą artystką, ale przede wszystkim kobietą, która żyła na własnych warunkach, i jedną z ikon feminizmu.

Chciałaby przekazać swoim córkom to, czego nauczyła ją jej długa kariera. Powiedzieć im, że pewnego dnia spojrzą za siebie i będą się zastanawiać, dlaczego przejmowały się drobiazgami. Chce też przekonać je, że najważniejsza jest wiara w siebie, a jeśli jej brak, to dobra fasada zupełnie wystarczy – ważne, żeby reszta świata uwierzyła, że ją masz, a życie stanie się prostsze.

Deva Cassel, córka Moniki Bellucci i Vincenta Cassela, w kampanii perfum Dolce & Gabbana. Deva Cassel, córka Moniki Bellucci i Vincenta Cassela, w kampanii perfum Dolce & Gabbana.

– Przeraża mnie świat mediów społecznościowych, w którym moje dziewczynki biorą udział – mówiła niedawno magazynowi „Glass”. – Tłumaczę im, że na Instagramie ludzie sprzedają ułudę, że każdy może się wykreować na to, co chce, a co nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Ja przecież coś wiem o sprzedawaniu marzeń – byłam i wciąż bywam modelką. Czy naprawdę ktoś myśli, że na co dzień wyglądam tak jak na reklamach? One, widząc mnie rano w szlafroku czy w dresie, najlepiej wiedzą, że to tylko gra złudzeń. Muszę im jednak pozwolić na znalezienie własnej drogi – tak jak moi rodzice pozwolili mnie. Moja rola to być oparciem i drogowskazem. I zawsze, zawsze kochać.

Monica Bellucci ma 56 lat, urodziła się w Città de Castello w Umbrii. W trakcie studiowania prawa zaczęła zarabiać jako modelka i przeprowadziła się do Mediolanu, jej agencją jest Elite. Rzuciła studia i w ciągu dwóch lat zrobiła karierę po obu stronach oceanu. Do dziś jest jedną z ulubionych modelek Diora i Dolce & Gabbana oraz ambasadorką kosmetyków tej marki i biżuterii Cartier. Na początku lat 90. zaczęła grać w filmach, rola w „Apartamencie” przyniosła jej nagrodę Cezara, a za „Malenę” trafiła do niej Europejska Nagroda Filmowa (nagroda publiczności). Wybiera różnorodne role, unikając zaszufladkowania, gra po angielsku, francusku i włosku, nauczyła się też ról po aramejsku, serbsku i persku. Przez 14 lat była żoną aktora Vincenta Cassela, z którym ma dwie nastoletnie córki. Na stałe mieszka w Paryżu.

  1. Styl Życia

Sewing Together - projekt, który wspiera kobiety w Kenii

Maja Kotala z jedną ze swoich studentek z Sewing Together (fot. archiwum prywatne)
Maja Kotala z jedną ze swoich studentek z Sewing Together (fot. archiwum prywatne)
Zobacz galerię 10 Zdjęć
Dla kenijskich dziewcząt dzień zaczyna się zwykle od prac domowych i rodzinnych obowiązków. Jednak coraz więcej z nich docenia możliwość nauki. Każda nowa umiejętność, jak szycie czy projektowanie ubrań, może dać im szansę na zarobienie własnych pieniędzy i większą niezależność. – Cały kurs jest za darmo. W tej chwili uczę 5 dziewczyn. Szyjemy letnią kolekcję. Za 3 tygodnie robię zmianę i zaczynam naukę z nowymi osobami – mówi Maja Kotala, pomysłodawczyni programu Sewing Together.

Większość uczennic w szkole jest między 19 a 25 rokiem życia. Chociaż pochodzą z różnych plemion (Luhia, Masajowie) dobrze się dogadują i są dla siebie nawzajem wsparciem. – Mam 15 lat doświadczenia w branży modowej i chciałam się z tym doświadczeniem podzielić z innymi. – podkreśla Maja Kotala – Pierwszy projekt edukacyjny uruchomiłam za swoje oszczędności oraz pieniądze zebrane od rodziny i przyjaciół. Wyjechałam do Ugandy, żeby przetestować program Sewing Together i dołączyłam wówczas do marki Kimuli Fashionability. Zajmowałam się produkcją płaszczy przeciwdeszczowych, szytych z worków po cukrze. Wyszkoliłam wtedy pierwsze 4 studentki, które bazując na moich metodach, wyszkoliły kolejne 5 osób.

Projekt Sewing Together powstał w 2018 roku. Jego idea polega m.in. na tym, że wyedukowane kobiety szkolą kolejne. Maja jednak nie tylko uczy szycia. – Uczę je jak tworzyć kolekcje. Uczę podstaw biznesu, marketingu, sprzedaży, umiejętności targowania się i tego jak zachować się wobec klienta. Zapraszam też ich rodziców, żeby mogli zobaczyć prace swoich córek.

Maja Kotala ze światem mody zetknęła się w wieku 18 lat. Przez 5 lat mieszkała w Sydney, gdzie ukończyła studia projektowania mody. Kolejne 6 lat spędziła w Paryżu, pracując dla branży modowej (reprezentowała marki modowe na rynku światowym).

Dlaczego Afryka? – Kontynent afrykański od zawsze był w moim sercu. Od dziecka byłam podróżnikiem. Cztery lata temu zaczęłam szukać swojego miejsca w życiu. Zrozumiałam jakie życie przyniosło mi szczęście i postanowiłam dzielić się tym, co otrzymałam. Po Australii i Paryżu odnalazłam swoje miejsce w Afryce. Afryka jest pełna piękna, kolorowa, otwarta. Nigdy nie spotkałam się z tak dobrym nastawieniem. Tu poczułam się naprawdę wolna – mówi Maja – Pomimo ogromnej biedy i problemów nie widać tego na twarzach ludzi, zawsze pogodnych i uśmiechniętych. Ci ludzie są pełni radości i determinacji. Nabrałam więc siły, żeby walczyć o te utalentowane dziewczyny.

Dzień Kobiet Dzień Kobiet

Swoją przygodę z Afryką i z działalnością na rzecz innych ludzi Maja zaczynała od Ugandy i Nairobi. W 2019 r. w Nairobi przyłączyła się do Armii Zbawienia, która miała pod opieką dziewczęta z Girls Training Center (szkoła dla młodych kobiet, które ze względów ekonomicznych nie dokończyły edukacji). Jak wspomina: - Podczas tego wyjazdu wyszkoliłam 20 kobiet, dając im umiejętność projektowania, szycia, umiejętności prowadzenia biznesu i coś, czego nie uczą w żadnych szkołach - „women empowerment”. Każdego dnia inspirowałam je do walki o siebie, wiary w swoje siły, pokazywałam jak pielęgnować kobiecość, czego zwieńczeniem był zorganizowany wspólnie pokaz mody. Dziewczyny prezentowały stworzoną wspólnie kolekcję, a same wcieliły się w role modelek. Skupiłam się bardziej na tym, żeby je zmotywować do działania. Dzięki temu one nabrały chęci do nauki, za co były bardzo wdzięczne. Nie inspiruje się tutaj kobiet do tego, żeby się uczyły. Nie budują one wiary w siebie. Mężczyźni zwykle podchodzą do nich „z góry”, jak do niższych rangą.

Kolekcja spodni uszytych z kikoy - jednego z ostatnich materiałów, który jest ręcznie tkany w Kenii (fot. archiwum prywatne) Kolekcja spodni uszytych z kikoy - jednego z ostatnich materiałów, który jest ręcznie tkany w Kenii (fot. archiwum prywatne)

Dla większości dziewczyn w Kenii (ale też w innych afrykańskich państwach) poranek zaczyna się od prac związanych z domem (gotowanie, sprzątanie). Starsi z rodzeństwa odpowiedzialni są za młodszych, więc tutaj też trzeba wywiązać się z przydzielonych obowiązków. Pozycja kobiet w Kenii jest wciąż dosyć trudna. Pomocne jest jednak to, że niemal wszystkie młode kobiety mówią po angielsku, który jest podstawowym językiem w szkole (dzieci uczą się w języku angielskim już od szkoły podstawowej). Znają też suahili oraz swoje języki plemienne.

Dziewczynom w szkole Sewing Together ta nauka daje możliwość odcięcia się od silnego stereotypu, według którego kobieta ma przede wszystkim siedzieć w domu i zajmować się z dziećmi. – Jedna z moich uczennic pochodzi z rodziny muzułmańskiej i nie wolno jej iść na studia. W szkole radzi sobie najlepiej. Jest bardzo zdolna. Inna z kolei jest młodą matką, która walczy o swoją niezależność. Mam też uczennicę, która z przymusu studiuje coś w rodzaju hotelarstwa, ale jej pasją jest moda – wymienia Maja.

Sewing Together, wraz z marką Nago, angażuje się w walkę z ubóstwem menstruacyjnym (fot. archiwum prywatne) Sewing Together, wraz z marką Nago, angażuje się w walkę z ubóstwem menstruacyjnym (fot. archiwum prywatne)

Program Sewing Together współdziała z lokalnymi organizacjami, które również niosą pomoc (m.in. z polską Fundacją Mogę Się Uczyć, także działającą na miejscu). Dziewczyny, które zaczynają naukę szyją torebki i podpaski wielorazowego użytku. Razem z Fundacją wspomagają akcję związaną z ubóstwem menstruacyjnym. – Miałam możliwość podróżować po Kenii, więc tutaj problem ubóstwa menstruacyjnego jest bardzo widoczny. Niektóre dziewczynki, nie mając żadnych środków na czas menstruacji, ze wstydu nie przychodzą do szkoły. W niektórych odległych wioskach dzieciom brakuje ubrań. Brakuje więc materiałów, które można by użyć jako popaski – podkreśla Maja Kotala. – Uszyłyśmy właśnie 100 podpasek wielorazowego użytku, które zostaną za chwilę dostarczone do wioski Masajów. U Masajów nie mówi się o takich rzeczach jak menstruacja czy seksualność. Nawet bieliznę suszy się pod innymi ubraniami. Uszyłyśmy więc dodatkowo woreczki, w których dziewczęta będą mogły suszyć swoje podpaski.

Oprócz charytatywnie działającej szkoły, założeniem programu Sewing Together jest też ekologiczne i zrównoważone podejście do mody. Większość kolekcji bazuje na upcyklingu. Ubrania szyte są najczęściej z bawełnianych prześcieradeł i pościeli. Szkoła zakupiła też dobrej jakości żagle od miejscowych żeglarzy, z których dziewczyny uszyły kurtki.

– Mam takie podejście, że nie chcę prosić o pieniądze. Wolę, żeby ktoś coś kupił i w ten właśnie sposób wsparł nasz projekt. Dlatego też założyłam internetowy Charity Shop z naszymi produktami (T-shirtami, biżuterią), wszystko po to, aby utrzymać szkołę i móc szkolić kolejne osoby. Coraz szerzej współpracujemy też z polskimi markami, które dedykują nam swoje produkty (Moja Butelka, Feba, Many Mornings), a część dochodu ze sprzedaży wspiera działania Sewing Together – podkreśla założycielka. – Moim celem jest, żeby ten projekt coraz bardziej się rozwijał. Zależy mi, żeby niebawem stworzyć dla tych uczennic miejsca pracy…

www.mkotala.com

  1. Moda i uroda

Księżna Diana - jej Wysokość na wysokich obcasach

Lady Diana w słynnych kreacjach. Od lewej: w sukience projektu Jacques’a Azagury’ego na przyjęciu z okazji 36. urodzin (1997); W „sukni zemsty” od Christiny Stambolian (1994); W Versace, Chicago, (1996);w kreacji Victora Edelsteina (1990). (Fot. Getty Images; BEW)
Lady Diana w słynnych kreacjach. Od lewej: w sukience projektu Jacques’a Azagury’ego na przyjęciu z okazji 36. urodzin (1997); W „sukni zemsty” od Christiny Stambolian (1994); W Versace, Chicago, (1996);w kreacji Victora Edelsteina (1990). (Fot. Getty Images; BEW)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Księżna Diana powraca na ekrany w czwartym sezonie „The Crown”, a butikowe wieszaki uginają się pod swetrami, sukienkami i marynarkami w jej stylu. Historia i nieprzemijająca elegancja księżniczki wciąż inspirują twórców, projektantów oraz kolejne pokolenia.

Czy sunęła po parkiecie z Johnem Travoltą, czy odprowadzała synów do szkoły – nieważne, co robiła, Diana miała moc przykuwania uwagi świata. Jak żadna inna gwiazda czy członkini rodziny monarszej. „Była śliczna i bardzo miła. Zawsze twierdziłem, że pokazuje ludzką twarz rodziny królewskiej. Pamiętam tę żywiołowość, którą w sobie miała, kiedy jako młoda dziewczyna poznała swojego księcia. Naprawdę wierzyła w tę bajkę” – wspomina fotograf John Minihan, który jako jeden z pierwszych zrobił jej zdjęcie, kiedy jeszcze pracowała w przedszkolu, a świat dopiero dowiedział się o istnieniu nowej dziewczyny księcia Karola. Od tamtej pory miała już regularnie pojawiać się na pierwszych stronach magazynów, stając się najczęściej fotografowaną kobietą świata.

„To zaskakujące, jak niewiele jest nagrań przedstawiających wypowiadającą się księżniczkę, a jednak wszyscy mamy poczucie, że ją znamy, że wiemy, jaka była. Tę wiedzę czerpiemy z nieruchomych fotografii, czytając wysyłane przez nią i poprzez jej ubrania komunikaty” – mówi Eleri Lynn, kuratorka wystawy „Diana: Her Fashion Story”, zorganizowanej w 2017 roku. Każdy jej wybór miał znaczenie, krył w sobie przekaz, który łączył się z tym, co i gdzie robiła. Diana w rzeczywiście imponujący i intuicyjny sposób korzystała z mody i tkanin. Kiedy miała się spotkać z niewidomymi, zakładała miękki i przyjemny w dotyku aksamit. Gdy odwiedzała dzieci, często wybierała swoją ulubioną niebieską sukienkę w kwiaty od Davida Sassoona – najmłodszym bardzo podobał się kolorowy nadruk – i nie nosiła kapeluszy. Trudno byłoby się wtedy do dzieci przytulić. Ta gra zaczęła się już w 1981 roku, podczas przygotowań do najważniejszego wydarzenia współczesnego świata.

W ulubionej sukience od Davida Sassoona, z dziećmi z sierocińca w São Paolo (1991).(Fot. Getty Images) W ulubionej sukience od Davida Sassoona, z dziećmi z sierocińca w São Paolo (1991).
(Fot. Getty Images)

Najpilniej strzeżona tajemnica

Jak będzie wyglądała jej suknia ślubna? To pytanie zadawało sobie 750 milionów ludzi na całym świecie, którzy 29 lipca 1981 roku przed telewizorami przyglądali się, jak 20-letnia dziewczyna w ciągniętej przez białe rumaki, pozłacanej karocy podjeżdża przed katedrę Świętego Pawła w Londynie. Każda poszlaka była na wagę złota. Ale niełatwo było ją zdobyć. Zlecenie na uszycie sukni dostał duet londyńskich projektantów, małżeństwo Elizabeth i Davida Emanuelów, którzy projekt do ostatniej chwili trzymali w tajemnicy. By zmylić reporterów, zamawiali tkaniny w dwóch odcieniach – bieli i kości słoniowej. Do przeszukiwanych przez dziennikarzy śmieci wyrzucali fałszywe ścinki, a okna ich pracowni przez cały czas pozostawały zasłonięte. Celem projektantów i samej Diany było stworzenie projektu zachwycającego, dramatycznego i w stylu prawdziwej księżniczki. Jak z bajki Disneya.

Szkic sukni ślubnej zaprojektowanej przez Elizabeth i Davida Emanuelów (1981). Szkic sukni ślubnej zaprojektowanej przez Elizabeth i Davida Emanuelów (1981).

Efektem była zjawiskowa suknia ślubna, uszyta z tafty, koronki i jedwabiu, z ośmiometrowym trenem i elementami dekoracyjnymi z 18-karatowego złota, wysadzanym białymi diamentami. Prawdziwie zatopiona w estetyce lat 80., dziś warta około 250 tysięcy dolarów. Diana miała przecież zostać królową Anglii. Wchodząc po wyłożonych czerwoną tkaniną schodach katedry, lady Spencer wyglądała fenomenalnie.

I choć obraz ten do złudzenia przypominał kadr z filmu o Kopciuszku, szybko okazało się, że prawda niewiele ma wspólnego z bajką. Karol kochał inną kobietę (którą matka, królowa Elżbieta II, zabroniła mu poślubić), Camillę Parker-Bowles, i – jak przyznała młoda księżniczka w książce „Diana. Moja historia”, którą Andrew Morton napisał z nią w ścisłej współpracy – od początku nie szczędził jej uszczypliwych uwag. „Trochę jesteśmy pulchni, czyż nie?”, miał powiedzieć, kiedy przytulał ją do jednego ze zdjęć. W rezultacie w parę miesięcy, jak twierdzą Elizabeth i David Emanuelowie, talia Diany zmniejszyła się z 66 do 58 centymetrów. Między innymi to miało później doprowadzić do bulimii, z którą przez lata zmagała się księżna. Szybko bowiem zdała sobie sprawę, że w jej małżeństwie jest trzecia osoba. „Było trochę tłoczno”, mówiła w słynnym wywiadzie dla BBC w 1995 roku, już po separacji. Ale wcześniej chciała walczyć o miłość, chciała się swojemu mężowi podobać, co też było widać w jej strojach.

1. Diana w sukni Victora Edelsteina, Kanada (1986). 2. W kreacji Catherine Walker i perłach zarzuconych na plecy, Londyn (1985). 3. W sukni Catherine Walker i naszyjniku z pereł i szafiru na ceremonii rozdania nagród Fashion Awards, Nowy Jork (1995). (Fot. Getty Images) 1. Diana w sukni Victora Edelsteina, Kanada (1986). 2. W kreacji Catherine Walker i perłach zarzuconych na plecy, Londyn (1985). 3. W sukni Catherine Walker i naszyjniku z pereł i szafiru na ceremonii rozdania nagród Fashion Awards, Nowy Jork (1995). (Fot. Getty Images)

Wpadki czy naturalność?

Od momentu, kiedy stała się księżną Walii i przyszłą królową z dokładnie zaplanowanym kalendarzem, paparazzi nie odstępowali jej na krok. Zaczęła się prawdziwa Di-mania. Cokolwiek zrobiła i jakkolwiek wyglądała, zawsze lądowała na okładkach magazynów, które dzięki niej sprzedawały się w rekordowych nakładach.

Diana była inna, autentyczna, a jej ruchy zdawały się niewystudiowane. To, co dla rodziny królewskiej było wpadką, dla świata stawało się powiewem świeżości. Podczas gdy ona uważała czerń za elegancką, w rodzinie królewskiej na czarno ubierano się jedynie na pogrzeby. Ale Diana była przecież młoda i chciała się modą bawić. I na swój własny sposób interpretowała panujące w niej trendy. Jak na lata 80. przystało, nosiła kolorowe marynarki z mocno zaznaczonymi ramionami, czasem dobierając do nich kapelusze typu bucket hat, czyli rybaka. Na wieczornych galach wyglądała jak gwiazda Hollywoodu, ale i wtedy dodawała do swoich stylizacji nowoczesnego sznytu. Przewiązane perły zarzucała na plecy albo obwiązywała je ciasno wokół szyi, tworząc z nich naszyjnik typu choker, czasem zaczesując przy tym włosy mocno do tyłu. Wkrótce zaczęła się tak nosić ulica, a w telewizji puszczano programy, w których tłumaczono, jak zrobić sobie fryzurę na Lady Di.

„Ilekroć księżniczka rozmawiała ze mną o swoich ubraniach, zawsze się zastanawiała: »Jaki przekaz dam, jeśli to założę?«. Jej ubranie było komunikatem” – wspominał projektant Jasper Conran.

1. Księżna Diana w kurtce bomberce Philadelphia Eagles (1991). 2. W kowbojkach i czapce z daszkiem (1989). (Fot. Getty Images) 1. Księżna Diana w kurtce bomberce Philadelphia Eagles (1991). 2. W kowbojkach i czapce z daszkiem (1989). (Fot. Getty Images)

Kiedy pokazywała się publicznie w kurtkach bejsbolówkach, strojach sportowych, czapkach z daszkiem, bluzach, a nawet dresach – dawała poczucie, że jest jedną z nas. Potwierdzały to opowieści o tym, jak w wytartych dżinsach i boso wpada do kuchni pałacu Buckingham, choć nikt z członków rodziny tego nie robił. „Wyobrażasz sobie, żeby tak ubierała się przyszła królowa?”, miała usłyszeć od teściowej Diana, gdy na wizytę w Her Majesty’s Theatre ubrała się w czerwone skórzane spodnie i satynową kurtkę bomberkę. Niezadowolenie z Londynu napłynęło również wtedy, gdy podczas wizyty w Australii otrzymaną od Elżbiety II szmaragdowo-diamentową kolię założyła niekonwencjonalnie jako przepaskę na czoło.

„CC” i suknia zemsty

Moda służyła jej także jako symbol walki, buntu, a czasem stawała się jej zbroją. W czasach stygmatyzacji osób chorujących na AIDS, przed tym, jak podawała im dłoń, ostentacyjnie zdejmowała rękawiczki. Długo nie mogła i nie chciała nosić ubrań i akcesoriów z logo Chanel. Splecione dwa „C” symbolizowały przecież związek Charlesa i Camilli – takie wyżłobienie miały też spinki Karola, które nosił nawet podczas ich miesiąca miodowego. Im gorzej w ich związku było, tym wyższe obcasy nosiła – nie chciała już udawać, że jest od niego niższa. W końcu byli tego samego wzrostu.

W 1992 roku ogłoszono separację pary. Dwa lata później Karol przyznał się do romansu z Camillą, kobietą, którą kochał od zawsze. W tym samym dniu Diana na gali dobroczynnej w Serpentine Gallery pokazała się światu w seksowej, odsłaniającej ramiona małej czarnej od Christiny Stambolian. Nie tylko chciała pokazać przyszłemu królowi, co stracił – doskonale wiedziała, że znów przyciągnie całą uwagę świata. I to znowu ona, nie Karol ani nie Camilla, trafiła na pierwsze strony gazet. Kreacja nazwana suknią zemsty (revenge dress) została potem sprzedana na aukcji za bagatela 6 milionów dolarów.

Pełna sprzeczności

Królowa ludzkich serc nie przestaje fascynować. Może dlatego, że tak wiele w jej historii sprzeczności. Była ofiarą monarchii, sprytną manipulatorką czy rebeliantką? A może zwykłą, wrażliwą dziewczyną, która nie radziła sobie za murami pałacu Buckingham? Choć lubimy o niej myśleć jako o Kopciuszku, który spotkał swojego księcia, prawdą jest, że należała do jednej z najbardziej wpływowych arystokratycznych rodzin Wielkiej Brytanii ( matką chrzestną jej brata jest sama Elżbieta II). Wiele pytań budzi też jej tragiczna śmierć w 1997 roku, w wypadku samochodowym w Paryżu – wielu twierdzi, że Lady Di po rozwodzie stała się niewygodna dla brytyjskiej monarchii. Wszystko to składa się na jej legendę, która wciąż inspiruje filmowców i projektantów.

Diana w słynnym swetrze w owce od Muir & Osborne, Windsor (1983); Sweter Rowingblazers 1347 zł. (Fot. Getty Images, materiały prasowe) Diana w słynnym swetrze w owce od Muir & Osborne, Windsor (1983); Sweter Rowingblazers 1347 zł. (Fot. Getty Images, materiały prasowe)

Mamy 2021 rok, a w sklepach i na Instagramie znów widzimy wysyp swetrów i pereł w stylu Lady Di. Kolekcję nią inspirowaną, we współpracy z Netflixem, stworzyła między innymi polska marka The Odder Side. Diana jest znów w modzie. A może właściwie nigdy z niej nie wyszła?