1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Mądra akceptacja siebie

Mądra akceptacja siebie

Prawdziwa akceptacja swojego ciała jest wtedy, kiedy mam świadomość tego, że jestem ideałem, ale właśnie z tymi niedoskonałościami, które mam. (Fot. iStock)
Prawdziwa akceptacja swojego ciała jest wtedy, kiedy mam świadomość tego, że jestem ideałem, ale właśnie z tymi niedoskonałościami, które mam. (Fot. iStock)
Nie odchudzaj się, nie męcz treningami, nie rób operacji plastycznych? Wprost przeciwnie – mówi psycholog Katarzyna Pietroń – ale w granicach zdrowego rozsądku

Co to znaczy akceptować swoje ciało? Zgadzać się na każdą fałdkę tłuszczu, każde znamię – bo jestem ideałem?
Jestem ideałem, ale właśnie z tymi niedoskonałościami, które mam.

Ale jak pokochać np. krzywe nogi?
Nie znam osoby, która w zupełności akceptowałaby każdy centymetr swojego ciała. Zaakceptować, pokochać nie znaczy, że coś ma mi się nagle spodobać. To bardziej myślenie w stylu: „wiem, że mam mankamenty, cóż zrobić, na szczęście mam też fragmenty, którymi mogę się pochwalić”. W akceptacji jest przecież miejsce na krytykę. Niektóre rzeczy, które się nam mniej podobają, można zmienić. Mogę przecież sobie zrobić trwałą, jeśli zawsze marzyłam o kręconych włosach, mogę sobie kupić zielone soczewki, jeśli zamiast piwnych chciałabym mieć zielone oczy. Pewnych rzeczy jednak się nie poprawi, chociaż bardzo by się chciało i chociaż niektóre kliniki chirurgii plastycznej na świecie podejmują się takich zmian, jak np. wydłużanie nóg. Są to jednak pomysły niemające wiele wspólnego ze zdrowym rozsądkiem.

Jaki związek ze zdrowym rozsądkiem mają w ogóle operacje plastyczne?
Jestem „za” w przypadkach, kiedy problemem są blizny, oparzenia, zajęcze wargi…

A odstające uszy, mały biust…?
Zależy od tego, co przypisujemy tym uszom i biustowi. Jeśli traktujemy je jako defekt, ale myślimy: „Mogę mieć mniej odstające uszy, bo wtedy będę mogła wiązać włosy, chodzić z przepaską, nie przejmować się tym, że się na mnie gapią”, to wtedy taka zmiana ma sens. Jeśli jednak odstające uszy obarczam winą za wszystkie moje niepowodzenia: za to, że nie wiedzie mi się w pracy, że nie mogę sobie nikogo znaleźć, to wtedy po operacji może się okazać, że źródło nieszczęścia umieszczę w innej części ciała i też będę chciała ją zmienić. Dobra motywacja jest taka: robię sobie operację plastyczną, żeby zwiększyć komfort życia. Zła: robię sobie operację, żeby odmienić całe życie. W drugim przypadku szybko okaże się, że problem nie leży wcale w ciele i jego defektach, tylko zupełnie gdzie indziej.

Ale czasem lepszy wygląd, a za tym lepsze nastawienie do świata, potrafi naprawdę odmienić życie…
Owszem, ale bez głębszej zmiany ta poprawa będzie tylko chwilowa. Jest duże ryzyko, że każda rysa na tym nowym, idealnym wizerunku stanie się prawdziwą katastrofą.

To jaki stosunek do ciała jest najzdrowszy?
Poznanie go: jego mocnych i słabych stron i akceptacja obydwu. Do tego szeroko pojęte dbanie o siebie, prowadzenie zdrowego trybu życia, czyli dieta, ruch, codzienna pielęgnacja. Oczywiście, bez specjalnego zaabsorbowania i koncentracji całego życia wokół dobrego wyglądu. Tak naprawdę trudno jest uchwycić ten złoty środek, zwykle albo za bardzo się zaniedbujemy, albo za bardzo skupiamy na tym, jak się prezentujemy, na szczęście co jakiś czas odczuwamy potrzebę złapania równowagi.

Ważne jest, by być po prostu dobrym dla samego siebie, robić coś nie dlatego, że muszę, tylko że chcę. Motywacja zewnętrzna, wynikająca ze społecznego trendu czy czyjejś opinii, na dłuższą metę nie działa. Najsilniejsza jest następująca: „robię coś dla siebie, dla swojego dobra”.

Nie dla opinii innych.
Jeżeli nie mogę wyjść na ulicę bez makijażu albo kupuję coraz to nowsze i silniejsze kremy, żeby się odmłodzić, to problem na pewno leży o wiele głębiej.

Lęk przed upływem czasu?
To już chyba jakaś tendencja społeczna, że nie wypada się starzeć. Nasz organizm ma swoją wytrzymałość i nie można wymagać od niego, żeby znosił wszystko tak bezproblemowo, jak wtedy, gdy mieliśmy kilkanaście lat. Z tym też trzeba się pogodzić. Całonocna impreza, gdy ma się np. 37 lat, będzie miała bardziej bolesne konsekwencje niż gdy się ma 17. Ale jeśli chcę je ponieść – proszę bardzo. Gorzej, jeśli nie chcę ponosić żadnych konsekwencji, bo się na nie nie zgadzam. To bardzo niedojrzałe podejście.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze