1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Archetyp Byka - kreatywny, hojny i zaborczy

Archetyp Byka - kreatywny, hojny i zaborczy

Byk wiedzie życie wypełnione kontaktem z ludźmi. Jest rodzinny, domowy, zazdrosny o dobra i ukochane osoby. Ma naturalną potrzebę ochrony bliskich i bywa zaborczy, ale jednocześnie hojny i skłonny do dzielenia się, gościnny i ciepły. (Ilustracja: iStock)
Byk wiedzie życie wypełnione kontaktem z ludźmi. Jest rodzinny, domowy, zazdrosny o dobra i ukochane osoby. Ma naturalną potrzebę ochrony bliskich i bywa zaborczy, ale jednocześnie hojny i skłonny do dzielenia się, gościnny i ciepły. (Ilustracja: iStock)
Zodiakalny Byk wybiera piękno w parze z jakością i umie połączyć przyjemne z pożytecznym. Jest kreatywny, hojny, ale lubi posiadać i bywa zaborczy. Naturę znaku i najbliższe plany, jakie mają dla niego gwiazdy, odkrywa Aleksandra Nowakowska we współpracy z astrologiem Piotrem Gibaszewskim.

Poprzednik Byka na kole zodiaku – koczowniczy Baran – zuchwale zdobył nowe terytorium. Agresywna planeta Mars, silna w Baranie, traci teraz na znaczeniu. Byk stabilizuje wojowniczą energię i odradza ziemię. Osiada w rozległej bezpiecznej dolinie i zostaje rolnikiem, gdyż potrzebuje pewnego gruntu. To  znak żywiołu ziemi, który lubi żyć na żyznej glebie i cieszy się, korzystając z jej plonów.

– Byk jest pokojowy, rolnicy nigdy nie lubili wojen, bo wyniszczały ziemię i zakłócały naturalne cykle prac – mówi astrolog Piotr Gibaszewski.

Archetyp Byka uczy, jak się zadomowić. Uważa, że bujanie w obłokach do niczego dobrego nie prowadzi, bo na lekkość bytu można sobie pozwolić, gdy jesteśmy zakorzenieni. Dopiero gdy wyznaczymy granice i nauczymy się ich bronić, możemy odfrunąć w wyższe wymiary.

– Byk reprezentuje najbardziej pierwotną, podstawową formę ziemi. Jego praca realizuje się na poziomie powolnego, spokojnego przekształcania rzeczywistości – wyjaśnia ekspert, zauważając, że pojawienie się rolnictwa, zwłaszcza w perspektywie dzisiejszej eksploatacji gruntów i przemysłowej hodowli, nie wyszło nam na dobre, chociażby dlatego że jako koczownicy byliśmy zdrowsi.

Z Bykiem z jednej strony wiąże się ingerencja w naturę, a z drugiej jest on patronem ekologii. Jednak nie takim, który walczy, przykuwając się do drzew, tylko pokazuje, jak można naturę kochać i czerpać z niej radość. Tym samym nawiązuje do kultów płodności, które – jak przypomina astrolog – zawsze były hedonistyczne, ekstatyczne, seksualne.

Kobiecy pierwiastek

Patronka Byka – Wenus – to planeta miłości, erotyki, komfortu, obfitości. Jako receptywny pierwiastek żeński jest zasadą twórczą. To ona w dużym stopniu decyduje o mocy kreacji życia. Wpływa na to, czy umiemy się nim cieszyć, określa nasz sposób na doświadczanie dobrobytu. Odpowiada za odczucia estetyczne, uzdolnienia artystyczne, gust i smak. Dlatego z Byka warto brać przykład, jeśli chodzi o rozkoszowania się ziemską egzystencją wszystkimi zmysłami. To znak żyjący zgodnie z rytmem natury, którą odczuwa poprzez dotyk, smak, wzrok, słuch. Jest królem życia, który kocha wygody. Wybiera piękno w parze z jakością, jak nikt łączy przyjemne z pożytecznym i przydatnym. Bywa, że wykazuje skłonność do stylu rustykalnego, a na pewno jest tradycjonalistą. Kocha przytulne wnętrza, w których królują drewno, kolory ziemi, rozłożyste kanapy.

Zodiakalny Byk czerpie przyjemność z własności – czy jest to wyborne wino, rozległe domostwo, czy zieleń drzew na jego działce. – Pasuje do niego coraz bardziej popularny  ruch slow, mieszczący w sobie slow seks czy slow food. Nikt tak jak on nie potrafi  niespiesznie celebrować chwile i wypełniać życie spokojnym rytmem. Natura Byka przejawia się na wsi. Żeby ją zrozumieć, wystarczy pojechać gdzieś na Podlasie czy Zamojszczyznę i zobaczyć polskiego chłopa – z jego uporem, przywiązaniem do miejsca, religii, tradycji, zasad, obyczajów – dodaje Piotr Gibaszewski.

W astrologii medycznej Byk odpowiada za gardło, dlatego jest smakoszem i z reguły świetnie gotuje. To odwołanie do domowego i matczynego Księżyca, ale Bykowi blisko jest też do Wenus, archetypu kobiety kochanki, która mówi „ja chcę”, a Byk to, co chce – posiada.

Posiadam, więc jestem

Byk włada drugim domem astrologicznym, reprezentującym ten obszar życia, w którym wykazujemy się zarabianiem pieniędzy, budując poczucie materialnego bezpieczeństwa.

– Jeśli chodzi o poziom rozsądku i pragmatyzmu, Byk wygrywa chyba wszystkie rankingi. Potrzebuje spokoju płynącego z komfortu ekonomicznego, który zapewnia mu stan posiadania. Tu jest klucz do łączenia go z pieniędzmi. Byk patronuje zresztą giełdzie, symbolizując wzrosty – podkreśla ekspert.  I dodaje, że teraz, gdy planeta Uran przemierza znak Byka – Uranos, bóg Nieba spotyka się z Gają, matką Ziemią i dokonuje głębokiej przemiany myślenia nie tylko o szacunku do natury, ale też o posiadaniu. Piotr Gibaszewski zwraca uwagę, że w zachodnim świecie posiadanie jest czymś istotnym, tymczasem w kulturach pierwotnych wcale tak nie było. Indianie zabierali białym konkwistadorom topory czy łodzie i nie rozumieli, dlaczego oni się na nich wściekali. Nie znali bowiem pojęcia własności, która jest przyczyną kapitalizmu i walki o zasoby.

Jako zależny od materii i stały znak, Byk chętnie podpisuje umowy nabycia ziemi czy nieruchomości. Bliskie mu hasła to: gromadzenie, ograniczanie, zatrzymywanie, zagarnianie dla siebie. Lubi mieć mieszkanie, posiadłość, złoto, antyki, dzieła sztuki... coś konkretnego, na czym można zawiesić oko i tego dotknąć. „To moje” –  mówi potem, zataczając ręką szerokie koło i najchętniej przystawiłby na tym pieczątkę. Zabierz mu coś, a staniesz się największym wrogiem. A rozjuszony Byk to nic przyjemnego! Z łagodnego i uprzejmego zamienia się w furiata.

Wysoka stawka

Byk słynie z tego, że  jest niesamowicie uparty, wytrzymały do bólu, odporny, cierpliwy. Choć cieszy się opinią leniwego,  jest w stanie pracować i to nawet bardzo intensywnie i efektywnie, tylko musi widzieć cel. Gdy chce zarobić na swoje luksusy, zadziwia skutecznością, jest wtedy niepokonany. Do ruszenia się z aksamitnego fotela motywują go pieniądze, ale niemałe. Jego stawki zazwyczaj przewyższają te rynkowe. Byk ma wrodzony talent zarówno do zarabiania pieniędzy, jak i ich wydawania. Nie odkłada na czarną godzinę, ale zabezpiecza się, by zawsze móc cieszyć się życiem. Można by brać z niego przykład, jak cenić własność i jaki pożytek zrobić z gotówki. Potrafi oszczędzać pieniądze, ale nie kosztem swojego komfortu. Najbardziej lubi, kiedy mu zbywa.

Byk to synonim zamożności. Jego ciemną stroną bywa materializm i brak umiejętności odpuszczania.

– Ze swoim powolnym temperamentem jest niechętny zmianom, dlatego stawia opór. Ma problem, żeby coś zostawić, jego zadaniem jest nauczyć się uwalniania – mówi Piotr Gibaszewski. Przywiązanie i posiadanie określają jego tożsamość i pozwalają mu przetrwać, jednak chodzi o to, żeby ta kotwica, która zapewnia byt, nie stała się kulą u nogi. Pozytywna transformacja uczyniłaby z Byka króla życia, który z tego, co namacalne, zrobi bezpieczną przystań dla siebie i ludzi, których kocha.

Długodystansowiec

Jako podopieczny relacyjnej Wenus, Byk wiedzie życie wypełnione kontaktem z ludźmi. Jest rodzinny, domowy, zazdrosny o dobra i ukochane osoby. Ma naturalną potrzebę ochrony bliskich i bywa zaborczy, ale jednocześnie hojny i skłonny do dzielenia się, gościnny i ciepły. Zawsze ceni sobie kontakt z drugim człowiekiem; zwłaszcza fizyczny. Jako że bliskie są mu energie Wenus, seks odgrywa w jego życiu niepoślednią rolę. W wydaniu osób urodzonych w tym znaku jest – a jakże! – zmysłowy. Byk jest namiętny, śmiało posługuje się dotykiem, najchętniej kochałby się od wieczora do południa. W pławieniu się w rozkoszach jest nieposkromionym długodystansowcem.

– Byk jest znakiem seksualnych przyjemności i pragnień. Zeus jako biały byk porywa Europę. W Parlamencie Europejskim wisi obraz przedstawiający ten mit, autorstwa Franciszka Starowieyskiego, który zresztą używał pseudonimu Jan Byk – mówi Piotr Gibaszewski  – Pamiętajmy jednak, że Byk do partnerstwa, jak do wszystkiego, podchodzi ze sporą dawką rozsądku. Nie oczekujmy od niego altruistycznych poświęceń czy mistycyzmu, a raczej umiejętności czerpania radości ze wspólnego wygodnego życia.

Piotr Gibaszewski, astrolog, autor corocznych prognoz dla Polski i świata. Wykładowca w Studium Psychologii Psychotronicznej, www. solarius.pl. 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło poleca

Horoskop na lipiec astrolożki Penny Thornton

Lipiec. Rak 22.06-22.07 żywioł wody (Fot. iStock)
Lipiec. Rak 22.06-22.07 żywioł wody (Fot. iStock)
Zobacz galerię 13 Zdjęć
Penny Thornton od ponad 40 lat zgłębia nauki astrologiczne, koncentrując się na takich tematach jak odżywianie (pod kątem 12 znaków zodiaku), związki czy praca. Klientką słynnej astrolożki była m.in. księżna Diana.

 

Rak 22.06–22.07

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

Cofnij się pamięcią o pół roku, a dostrzeżesz zalążki lipcowych wydarzeń. Zrealizujesz swoje plany albo zrozumiesz, że trzeba je zrewidować. Zaznacz w kalendarzu 5 lipca i tydzień od 13, bo to okresy mogące zmienić twój pogląd na to, dokąd chcesz iść i z kim. Relacje mają teraz duże znaczenie – dla niektórych Raków oznacza to finał: „Żyli długo i szczęśliwie”, dla innych pożegnalny komunikat: „Bez odbioru”. A ogólnie ludzie albo otworzą, albo zatrzasną przed tobą drzwi. W lipcu nie ma odcieni szarości – są tylko czerń i biel oraz barwy podstawowe.

Lew 23.07–23.08

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

Pogodny, serdeczny i towarzyski Lew nie lubi stać w cieniu, a na pewno być zepchnięty na dalszy plan, jednak w lipcu unikaj kontrowersji, obserwuj i czekaj. Dużo spraw dzieje się w tajemnicy, tobie zaś może zabraknąć zwykłej werwy i odporności. Gdy Słońce wejdzie w znak Lwa (22 lipca), klimat się zmieni. Będziesz mogła nadać bieg sprawom i wrócić na swoje miejsce przy głównym stole. Około 14 i 30 lipca pojawią się wielkie szanse do wykorzystania, chociaż mogą iść w parze ze stratą lub niepożądaną zmianą – najprawdopodobniej dotyczącą pracy, ale w grę może też wchodzić związek.

Panna 24.08–22.09

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

Zaćmienie Księżyca 5 lipca zwiastuje pojawienie się czegoś nowego. Nie każda Panna usłyszy tupot maleńkich nóżek, ale dzieci mogą być w centrum lipcowych wydarzeń. Plany staną się gotowe do realizacji, a wstrzymane dotychczas biznesowe projekty i spotkania towarzyskie zostaną umieszczone w kalendarzu. To miesiąc skrajności. Niektóre Panny poczują, że trudny czas mają już za sobą, i zechcą świętować zwycięstwo, a inne mogą uznać, że ich wysiłki poszły na marne. Nie poszły. Po prostu zostaną przekierowane na nowe sytuacje, które się pojawią w najbliższych miesiącach.

Waga 23.09–23.10

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

Na trudny początek miesiąca składają się ludzie, którzy nie odpowiadają na telefony, i biurokracja komplikująca życie. Jednak od 12 lipca, gdy Merkury wejdzie w ruch prosty, sprawy nabiorą tempa i w tygodniu od 13 lipca nastąpią przełomowe zmiany. Nie można mieć wszystkiego, więc jeśli ktoś złoży ci propozycję poniżej twoich oczekiwań albo impreza okaże się nie tak wspaniała, jak się spodziewałaś, zaakceptuj sytuację z wdzięcznością. Mija dopiero połowa roku i do października będziesz mogła się przekonać, że miałaś prawdziwe szczęście.

Skorpion 24.10–22.11

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

W zasięgu wzroku pojawiają się odległe miejsca niezależnie od tego, czy chodzi o podróż w interesach, czy wirtualnie skontaktujesz się z ludźmi z daleka, a zdobyta teraz wiedza zaprowadzi cię daleko. Zaćmienie Księżyca 5 lipca może zainspirować zakończenie umowy, co oznacza, że podejmiesz nową pracę albo złożysz podpis na dokumentach z jakiegoś innego powodu. W roku 2020 nawet najlepiej przygotowane plany mogą się nie powieść, dlatego nie odkładaj przedsięwzięć na lepszy czas.

Strzelec 23.11–21.12

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

Gdy Wenus trwa w strefie relacji, powinnaś wiedzieć, jak to jest z twoim związkiem – funkcjonuje czy nie. U większości Strzelców miłość rozkwitnie. Dobre związki przetrwają próbę, a te, którym się nie uda, najwyraźniej nie były na nią przygotowane. Jeśli twoja pewność siebie została zachwiana, niech astrologia zachęci cię do podjęcia ryzyka w związku z miłością albo pracą. Jeśli do połowy sierpnia zrobisz wrażenie na ludziach, którzy się liczą, chętnie wyświadczą ci przysługę i stworzą możliwości. Aktywność fizyczna doda ci energii i pomoże pokonać konkurencję.

Koziorożec 22.12–20.01

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

Zaćmienie Księżyca w twoim znaku skieruje cię na kolejne rozdroże. Wydarzenia sprzed pół roku zaprowadziły cię tu, gdzie jesteś, i teraz musisz zdecydować, w którą stronę iść. Ważną rolę odgrywa oś relacji, więc ludzie będą mieli wpływ na twoje działania i decyzje. Zaćmienia zmieniają bieg naszego życia: nie zawsze chodzi o to, co widzimy, czasem o to, co ukryte. Tak więc za czynami innych osób często stoją czynniki, których nie jesteś świadoma. Jednak gdy Jowisz i Pluton połączą się w twoim znaku, chwyć przeznaczenie obiema rękami.

Wodnik 21.01–19.02

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

Potrzeby innych będą teraz ważniejsze od twoich. Jeśli masz poczucie misji w związku z tym, co robisz, znajdziesz w tym cel i satysfakcję. Najważniejsze jest nastawienie. Chociaż kusiłoby cię, żeby powiedzieć: „A nie mówiłam?”, ważniejsze jest, by zachęcać, pomagać i znajdować rozwiązania. Przez większą część lipca lepiej trzymać się w cieniu i tworzyć podstawy nowych projektów i związków. Czas na zabawę przyjdzie później.

Ryby 20.02–20.03

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

Zawsze warto wiedzieć, na czym się stoi i dokąd sprawy zmierzają, ale przy Merkurym w ruchu wstecznym często bywa to zbyt trudne. Na szczęście ten stan nie potrwa długo i do 14 lipca powinnaś już mieć pełną świadomość, czy ktoś nadal jest tobą zainteresowany lub czy propozycja okaże się realna. Nawet w przypadku projektu grupowego staraj się wyrażać swoje opinie i nadawać propozycjom osobisty charakter. Masz teraz szansę znaleźć się w centrum uwagi i udowodnić swoją wartość. Niektóre Ryby stworzą w lipcu coś, co zmieni kierunek ich życiowej drogi, jeśli nie los.

Baran 21.03–20.04

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

Czeka cię miesiąc przełomów. Zaćmienie Księżyca 5 lipca jako pierwsze doprowadzi niektóre sytuacje do punktu krytycznego. To, co wtedy zrobisz, zależy tylko od ciebie. U niektórych Baranów pojawi się zawodowa szansa, u innych wydarzenia na domowym froncie mogą wywołać chaos. Pewien aspekt twojego życia pod koniec lipca będzie się przedstawiał zupełnie nieoczekiwanie, zwłaszcza jeśli urodziłaś się między 5 a 15 kwietnia. Powinnaś teraz ograniczyć skłonność do wkładania w sprawy całego serca – najpierw wszystko dokładnie przemyśl.

Byk 21.04–20.05

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

Potrzeba wyrwania się z ograniczeń obecnej sytuacji narasta w tobie już od dłuższego czasu. Najlepiej byłoby poczekać do 12 lipca, gdy Merkury, planeta podróży i komunikacji, wejdzie znów w ruch prosty, ale skoro musisz, to się rusz! Lipiec to okres ważnych zmian dla całego zodiaku i chociaż widać już pewne oznaki pozytywnego wzrostu i możliwości, nadal należy zachować ostrożność. Pracuj z tym, co masz, i nie polegaj na prognozach oraz obietnicach. Pamiętaj, że jesteś realistką i działasz racjonalnie!

Bliźnięta 21.05–21.06

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

To rok jak żaden inny. Tak wiele się zmieniło. Zwykle Wenus w twoim znaku inspiruje romantyzm i zadowolenie z życia, ale spotykać się i weselić nie jest tak łatwo jak kiedyś. Niemniej lipiec to znaczący miesiąc dla miłości i czerpania przyjemności z dobrych rzeczy – w granicach zdrowego rozsądku. Na ogół związki będą się rozwijać, jednak niektóre Bliźnięta zakwestionują swoje zaufanie do partnera i przyszłość relacji. Okresy przestoju są niezbędne, ale nie kosztem zaspokojenia potrzeb finansowych. Musisz naprawić swoją sytuację ekonomiczną i dopilnować, żebyś otrzymała to, na co zasługujesz.

  1. Styl Życia

Kompulsywne zbieractwo. Niezwykła opowieść o najsłynniejszych syllogomanach w historii

Langley Collyer (od lewej) oraz inspektor ds. budownictwa i mieszkalnictwa John O'Connor pośród tunelu pudeł i gazet w domu braci Collyer. (Fot. BEW Photo)
Langley Collyer (od lewej) oraz inspektor ds. budownictwa i mieszkalnictwa John O'Connor pośród tunelu pudeł i gazet w domu braci Collyer. (Fot. BEW Photo)
Niczego nie wyrzucą. Żyją i umierają w stertach swoich skarbów. Syllogomaniacy.

21 marca 1947 roku o godzinie 8:53 na posterunek policji w Nowym Jorku zadzwonił niejaki Charles Smith, donosząc, że w budynku przy ulicy Fifth Avenue w Harlemie znajduje się ciało mężczyzny w stanie zaawansowanego rozkładu. Funkcjonariusze pojawili się we wskazanym miejscu o 10 rano i otoczyli dom kordonem, by nie dopuścić zbyt blisko gromadzących się już gapiów. Wyważono zabezpieczone kratą drzwi, prowadzące do piwnic. Dalszą drogę zagradzało zwarte rumowisko cuchnących odpadów wylewających się z wnętrza. Policja nowojorska stanęła twarzą w twarz z jednym z najbardziej dramatycznych i tragicznych przypadków syllogomanii, czyli zbieractwa kompulsywnego. Kilkupiętrowy budynek wypełniony szczelnie, po ostatnią kondygnację, makulaturą, śmieciami, odpadkami był własnością braci Homera i Langleya Collyerów, należących do jednego z najznamienitszych nowojorskich rodów.

Zamożni odludkowie

Dotknięci kompulsywnym zbieractwem gromadzą wszystko – stare gazety i pojemniczki po jogurcie. W ich mieszkaniach nie znajdziesz skrawka wolnej przestrzeni. Syllogomania atakuje więcej osób niż bylibyśmy skłonni podejrzewać. Jedyne do tej pory badania epidemiologiczne przeprowadzono w amerykańskim stanie Massachussets wykazały, że syndromem zbieractwa dotkniętych okazało się 26 na 1000 mieszkańców.

Jednym z nich jest Olga – profesor literatury, emerytowana nauczycielka akademicka z Bostonu. Kiedy przestała panować nad sytuacją i zadzwoniła po pomoc, drzwi do jej apartamentu nie sposób już było otworzyć. Blokowało je ponad sto ogromnych plastikowych worków wypełnionych notatkami, materiałami do wykładów z ostatnich 10 lat. Sterty ubrań, większość jeszcze z metką, po 10 sztuk takich samych – różniły się tylko kolorami. Mnóstwo butelek, spakowanych w torby i pudła. Starych listów, słoików, plastikowych toreb po zakupach, zepsutych zegarków... Rzeczy pokrywały podłogę grubą, ponadmetrową warstwą. W sypialni sięgały sufitu. Od kilku lat nie używała łóżka, bo nie można było się do niego dostać. Sypiała więc w kuchennym kąciku – jedynym wolnym jeszcze miejscu w jej mieszkaniu. Wiedziała, że nie sposób tak żyć, ale nie potrafiła niczego wyrzucić. Jej pasja gromadzenia nie wynikała ani z biedy, ani traumatycznych przeżyć młodości. Podobnie jak legendarne już zbieractwo braci Collyerów.

Homerowi i Langleyowi nigdy niczego nie brakowało. Obaj odebrali znakomite wykształcenie. Starszy, Homer, był prawnikiem. Młodszy ukończył studia na kierunkach mechanika stosowana oraz chemia, ale nie podjął pracy w zawodzie. Oddawał się swojej pasji muzycznej, wygrał nawet kilka prestiżowych konkursów pianistycznych. Bracia byli nieśmiali, uprzejmi i bardzo kulturalni. Ubierali się zwykle z wyszukaną, XIX-wieczną elegancją i przypominali dżentelmenów z epoki wiktoriańskiej. Nie mieli bliskich przyjaciół. Nie znano też nikogo, kto by kiedykolwiek przekroczył drzwi ich domu. „Zamożni odludkowie, ot co” – kwitowali sprawę sąsiedzi.

W 1933 roku Homer przeszedł udar, po którym stracił wzrok i został częściowo sparaliżowany. Langley porzucił koncertowanie i oddał się opiece nad bratem. Przekonał go, że jego oczy powinny być stale zamknięte, by mogły odpocząć, i że dla pokonania ślepoty trzeba jeść 100 pomarańczy dziennie. Po ojcu bracia odziedziczyli ogromną bibliotekę ksiąg medycznych, Langley zadecydował więc, że sam zajmie się rehabilitacją Homera.

Skarby śmietników

„Tajemniczy faceci z Harlemu” budzili niezdrową ciekawość i stali się tematem najbardziej niezwykłych opowieści. Wierzono, że ich dom kryje nieprzebrane skarby, a bracia sypiają na materacach wypchanych pieniędzmi. Ludzie usiłowali za wszelką cenę zajrzeć do środka, a okoliczne dzieci zabawiały się wybijaniem okien kamieniami. Langley nie wstawiał nowych szyb, a tylko zabijał kolejne otwory deskami i tekturą. W ten sposób izolacja braci pogłębiała się. Przestali płacić rachunki i podatki. Odłączono im gaz i elektryczność. Choć mieli spore oszczędności i nie cierpieli biedy, Langley całymi nocami przeszukiwał ulice miasta, wyciągając ze śmietników żywność i najprzeróżniejsze „skarby”, które gromadził w swojej posiadłości.

Typowe objawy syllogomanii obejmują nie tylko zbieranie wszystkich możliwych śmieci, ale również obsesyjne robienie zapasów. Niektórzy chorzy kupują niewiarygodne wręcz ilości dóbr wszelakich, w tym tony żywności. Zasoby ich spiżarek pozwoliłyby wykarmić kilka rodzin przez wiele lat. Zbieracz wykupuje na wyprzedaży „wyjątkowe okazje” – rzadko jednak zadowala się pojedynczą sztuką jakiegoś produktu, bierze od razu 30 czy 40. Nigdy niczego nie używa. Trzyma swoje skarby „na przyszłość”. Ma kłopoty z wyrzuceniem czegokolwiek, bo przecież zawsze kiedyś komuś do czegoś może się przydać. A nie daj Boże do śmieci trafi coś niezwykłego... Zbieractwo bywa też ściśle wyspecjalizowane. Jedni gromadzą zapasy jedzenia, inni otaczają się na przykład stadem zwierząt.

Ogólnie rzecz biorąc, ludzie dotknięci syllogomanią mają trudności z podejmowaniem decyzji i realizacją zamierzeń. Choroba może towarzyszyć zespołowi Diogenesa, czyli zaburzeniu osobowości, polegającym na skrajnym zaniedbywaniu higieny osobistej i stanu sanitarnego w mieszkaniu. Także unikaniu kontaktów z najbliższymi i towarzystwa innych ludzi. Ofiara zespołu Diogenesa przypomina niekiedy zaniedbanego, bezdomnego nędzarza, choć jej status materialny może być całkiem wysoki.

Pułapki na włamywaczy

Kiedy oficerowie policji wyważyli drzwi domu Collyerów, gromadzone latami śmieci dosłownie wylały się na ulicę. Wejście do środka było niemożliwe. Po kilku godzinach, za pomocą drabiny straży pożarnej, udało się sforsować jedno z okien. Funkcjonariusze z ogromnym trudem poruszali się w labiryncie wąskich korytarzy pomiędzy zwałami odpadków. W jednym z pokojów natknęli się na ciało siwego mężczyzny, który został zidentyfikowany jako Homer Collyer. Lekarz sądowy stwierdził, że śmierć nastąpiła około 10 godzin wcześniej – najprawdopodobniej na skutek odwodnienia i ogólnego wyniszczenia organizmu. Nikt nie miał pojęcia, gdzie był i co robił jego brat. Podejrzewano, że wyruszył na kolejną wyprawę zbieraczy. Nie było jasne, jakim sposobem wydostał się z domu, zważywszy kompletnie zawalony korytarz prowadzący do wyjścia.

Policjanci wyważyli jeszcze kilka okien na ostatniej kondygnacji i rozpoczęli odgruzowywanie posesji. Wyciągnięto stamtąd setki żyrandoli, kompletny szkielet wozu konnego, kozły do piłowania drewna, ramy materacy z uszkodzonymi sprężynami, wózki dziecięce, stołki, zepsute rowery, pudła z pocztówkami świątecznymi, kilka tysięcy książek i niezliczone ilości gazet. Wyniesiono z domu pięć pianin, mahoniowy kominek z ogromnym pękniętym lustrem, zielony zabawkowy autobus, skrzynkę pełną kółek z żabkami do wieszania zasłon, starą lodówkę i pudło połamanych zabawek. Labirynt tuneli wyryty w śmieciowisku Collyerów był naszpikowany licznymi pułapkami i przemyślnymi zapadniami, które miały ustrzec przed włamywaczami. 27 marca, po tygodniu sprzątania, natknięto się na skrzynkę po cygarach, a w niej cztery rewolwery, karabiny kalibru 22 i 30, bagnety, trzy szable, dubeltówkę i skrzyneczkę rozmaitej amunicji. Ogółem z 12 pokoi domu Collyerów wydobyto ponad 120 ton odpadków, śmieci i odchodów, 11 pianin i tyle części do samochodu, że można by z nich złożyć kompletnego Forda T.

To mój dom!

Zorganizowane akcje sprzątania podejmowane od czasu do czasu przez najbliższych, instytucje opieki czy służby miejskie na wiele się nie zdają. Wyczyszczona do cna posiadłość w ciągu kilku miesięcy znów obrasta w rozmaite dobra. Wystarczy pół roku, by sytuacja powróciła do poprzedniego stanu. Wszelkie próby pomocy w sprzątaniu są zresztą zwykle torpedowane przez zbieracza już w zarodku. Gazety? „Proszę ich nie wyrzucać. Mam zamiar w najbliższym czasie przejrzeć wszystkie i zachować tylko najważniejsze dla mnie wycinki”. Chory potrafi wytłumaczyć przydatność każdej rzeczy. Wszystko jest potrzebne i nie wolno uzbieranego zmarnować.

Bałagan? „No, mnie on nie przeszkadza, nie rozumiem więc, czemu by miał przeszkadzać tobie. W końcu to mój dom, a nie twój, nieprawdaż?” – słyszą niejednokrotnie dorosłe dzieci usiłujące zaprowadzić ład w mieszkaniu rodziców. Z powodu nałogowego zbieractwa cierpią nie tyle sami „kolekcjonerzy”, co członkowie ich rodzin. „Ojciec załatwiał się do nocnika, bo zbiory matki uniemożliwiały wejście do łazienki” – skarżyła się Angela na forum dla krewnych osób uzależnionych.

Podobnie było w przypadku Collyerów. Syllogomania dotyka często osoby bardzo inteligentne i wrażliwe, a to dlatego, że – jak próbują tłumaczyć psychologowie – widzą one więcej niż inni powiązań między rzeczami i to każe im bardziej je doceniać. Co charakterystyczne, nałogowi zbieracze kategoryzują swoje skarby wedle mocno niekonwencjonalnych kryteriów. Ot, na przykład rachunek za prąd szybciej wyląduje na stercie różnych kartek niż w szufladzie z innymi rachunkami.

Choć nie potrafimy jeszcze wyjaśnić mechanizmu narodzin tej obsesji, obserwacja braci Collyerów pozwala wierzyć, że źródło problemu przynajmniej częściowo tkwi w genach. Jeśli jedno z rodzeństwa odczuwa chorobliwą potrzebę kolekcjonowania, prawdopodobieństwo, że przymus ten dotknie również brata czy siostrę wynosi ok. 27 proc. U bliźniąt jednojajowych, które wyposażone są w ten sam garnitur genetyczny –ryzyko choroby rośnie dwukrotnie.

Leczenie osób dotkniętych syllogomanią jest trudne przede wszystkim dlatego, że sami chorzy nie wyrażają chęci podejmowania prób walki z tym problemem. Najczęściej stosuje się psychoterapię wspomaganą podawaniem antydepresantów, na przykład fluwoksaminy.

Zamknięcie królestwa

1 kwietnia odbył się pogrzeb Homera Collyera. Jego brat wciąż był nieobecny i stało się jasne, że najprawdopodobniej nie żyje. Jego ciało znaleziono tydzień później – o ironio! – w tym samym pokoju, w którym umarł Homer. Zginął przygnieciony przez stertę ciężkich przedmiotów. Medycy sądowi ustalili, że śmierć Langleya nastąpiła około miesiąca wcześniej niż zgon brata, którym się opiekował.