1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Florystka królowej Elżbiety i jej skandaliczne bukiety

Florystka królowej Elżbiety i jej skandaliczne bukiety

Constance Spry i bukiet inspirowany jej twórczością z wiosennych ogrodowych kwiatów – zawilców, tulipanów, hiacyntów. Mocnym akcentem są zielone dzwonki irlandzkie, lekkości dodają drobne kwiatki wawrzynka wilczełyko. (Fot. Forum; kwiatyimiut.pl)
Życie Constance Spry – florystycznej rewolucjonistki – było tak malownicze i kolorowe, jak jej bukiety. Choć nie zawsze usłane różami, które tak kochała.

Bukiet z kapusty, orchidee w słoikach, pompony dalii obok truskawek... Dzisiaj nie dziwią takie pomysły, ale 100 lat temu mogły się zrodzić tylko w głowie Constance Spry – florystki, której zasadą był brak zasad, przynajmniej we florystyce. Connie zachęcała do improwizacji, łamała schematy, łączyła kwiaty, których wcześniej nie wolno było łączyć, bawiła się ich kolorami, kształtami i fakturą tak, jak nie ośmielił się nikt wcześniej. To ona wprowadziła do bukietów ogrodowe i polne kwiaty, siejąc sensację i zgorszenie nie tylko we florystycznym światku. A obecność w aranżacjach chwastów, owoców i bezlistnych gałązek niejednego florystę przyprawiła o palpitacje serca.

Ta miłośniczka naturalnego piękna w pojedynkę zrewolucjonizowała sztukę układania kwiatów na wszystkich kontynentach. Dlatego dzisiaj, widząc „odlotowy” bukiet lub pomysłową florystyczną aranżację, powinniśmy dziękować właśnie Constance Spry, która doradzała: „Róbcie, co wam się podoba, podążajcie za swoją gwiazdą… Otwórzcie umysły na każdą formę piękna”.

Korek na Old Bond Street

Przyjaciółka Connie, pisarka i ogrodniczka Beverley Nichols, dzieliła sztukę układania kwiatów na erę „przed-Spry” oraz „po Spry” – i to nadal jest prawdą. Era „po Spray” rozpoczęła się pewnego jesiennego ranka 1929 roku, przed ekskluzywną perfumerią Atkinson’s na londyńskiej Old Bond Street. Zebrane tam tłumy zatamowały ruch uliczny i trzeba było wzywać policję. Powodem zbiegowiska okazała się dekoracja w witrynie perfumerii, stworzona z chmielu, porostów, jesiennych liści, owoców i zielonych orchidei. Jej autorką była Constance Spray – wówczas nieznana florystyka. Jak do tego doszło, że bukiety z pospolitych roślin i ich skromna autorka przyciągnęły takie tłumy?
Connie była wówczas dyrektorką szkoły dla slumsów na East Endzie. Zauważyła, że jej uczniom – małoletnim robotnikom fabrycznym – najwięcej radości sprawiają proste bukiety z fiołków, piwonii i innych roślin, które przynosiła na lekcje ze swojego ogrodu. Nic dziwnego, na cięte kwiaty mało kogo było wówczas stać. Connie postanowiła to zmienić. Przekonała uczniów, że kwiaty mogą zdobić nawet biedne domy – wystarczy wyobraźnia. Wszak bukiet łatwo zrobić samemu z przydrożnych roślin i wstawić do dowolnego naczynia, choćby do… słoika po dżemie.
Florystyczna pasja szybko zjednała jej przyjaciół w świecie sztuki i teatru. To właśnie jeden z nich – scenograf Norman Wilkinson, zlecił jej udekorowanie witryny perfumerii, uruchamiając lawinę dalszych zamówień, m.in. z salonów Elizabeth Arden. 43-letnia Connie stała się sławna i znana w snobistycznych kręgach. Postanowiła iść za ciosem, zrezygnowała z nauczania i otworzyła kwiaciarnię Flower Decorations w londyńskiej dzielnicy Pimlico.

Bukiet z peoniami w towarzystwie delikatnej ptasiej wyki inspirowany twórczością Constance Spry. (Fot. anothermag.com)

Bukiety pod strzechy

Historia Connie to opowieść o Kopciuszku, który zawędrował z robotniczego miasta Derby do perfumowanych i bogatych salonów Londynu, by stać się jedną z najpopularniejszych i najbardziej wpływowych kobiet swych czasów. Zdemokratyzowała florystykę – dzięki niej kwiaty zaczęły trafiać „pod strzechy” i stały się dostępne nie tylko dla bogaczy, ale i mieszkańców slumsów. Traktowała na równi szlachetną różę i skromny chaber, przetrząsała strychy i szafki kuchenne w poszukiwaniu blach do pieczenia, waz, słoików i innych naczyń, które mogły służyć za wazony… Nienawidziła sztywnych wiązanek z goździków i popularnych chryzantem. Namawiała gospodynie domowe, by nie stylizowały bukietów według dotychczasowych sztywnych reguł. „Nie akceptuj żadnych zasad, traktuj kwiaty jak paletę z farbami, która ubarwi twój świat” – powtarzała.

Życie jak serial Netflixa

Na pozór Constance była konwencjonalna jak pączek róży: kwiaciarka z towarzystwa, szanowana kobieta prowadząca własną firmę... W rzeczywistości jednak rozwiodła się, zostawiając męża i dziecko w Irlandii – co wówczas było skandaliczne. Do tego doświadczyła przemocy małżeńskiej, a po rozwodzie żyła w pozornym małżeństwie oraz w lesbijskim romansie. Ale po kolei…
Urodzona w Derby w 1886 roku Constance była najstarszym dzieckiem urzędnika kolejowego. Wkrótce rodzina przeniosła się do Irlandii, gdzie dziewczyna studiowała higienę, fizjologię i pielęgniarstwo. Kiedy poślubiła miejscowego kierownika kopalni, przeniosła się do miasteczka Coolbawn, gdzie po raz pierwszy w życiu miała swój ogród i okazję do rozwijania florystycznej pasji. W czasie I wojny światowej była sekretarzem Czerwonego Krzyża w Dublinie. Po dwóch latach przerwała swe nieszczęśliwe małżeństwo, w którym dochodziło do przemocy, i razem z synem Antonim wyjechała do Anglii, by pracować w opiece społecznej. Tu została dyrektorką wspomnianej już szkoły…. W Londynie poznała i pokochała z wzajemnością urzędnika służby cywilnej Henry'ego Spry'ego, znanego jako Shaw, który zachęcał ją do rozwijania florystycznej pasji. Jej wybraniec niestety był żonaty, aż do śmierci mieszkali więc razem udając, że są małżeństwem. Bywało różnie – on miał długotrwały romans z jedną z pracownic kwiaciarni założonej przez Connie, a ona czteroletni lesbijski związek z pewną malarką.
Kiedy Spry otworzyła własną kwiaciarnię, niewielu wróżyło jej powodzenie w biznesie. „Daję jej dwa tygodnie”, powiedział jeden z menedżerów giełdy kwiatowej w Covent Garden, gdzie przyjeżdżała po towar. Wkrótce przekonał się, jak bardzo się mylił!

Nowoczesne podejście Constance do kwiatów jednych odpychało, a innych przyciągało jak magnes. (Fot. Wikipedia)

Bukiety skandalu

Connie coraz bardziej szokowała swoimi pracami. Bo kto słyszał, żeby robić bukiety z jarmużu czy rabarbaru i wstawiać je do słoików? Spry sięgała po rośliny, na które profesjonalista nawet by nie spojrzał – wykwintne orchidee łączyła z liśćmi kapusty, szklarniowe róże z gałązkami jeżyn, pomarańczowe lilie z koprem włoskim, a dalie z liśćmi truskawek. Wierzyła, że przy odrobinie inwencji można wyczarować piękno „za pensa”. I takie były jej aranżacje. Jedna z nich – roślinna oprawa ślubu lady Violet Bonham Carter i Jo Grimonda – wywołała prawdziwą florystyczną wojnę. Connie ozdobiła bowiem kościelną nawę trybulą leśną – przydrożnym chwastem o pierzastych liściach i drobnych białych kwiatkach. Osiągnęła zjawiskowy efekt, jednak dla wielu jej pomysł był zbyt ekscentryczny.
Floryści i dziennikarze nie szczędzili Connie złośliwości. Pisali: „Nie zdziwcie się, jeśli na przyjęciu ślubnym z wazonu spośród róż wyjrzy rzepa”. Nowoczesne podejście Constance do kwiatów jednych odpychało, a innych przyciągało jak magnes. Spry szybko stała się ulubioną florystyką angielskiej society. A kwiaciarnia Flower Decorations odniosła niemały sukces – po kilku latach zatrudniała 70 osób!

Florystka królowej Elżbiety

Connie, tworząc kompozycje, szukała natchnienia nie tylko w naturze, ale też w… muzeach. Inspirowały ją zwłaszcza XVII-wieczne martwe natury pędzla malarzy holenderskich, pełne gry światła i cienia. Starała się podobne klimaty przenosić do swych dekoracji, które trafiły w gusta samej rodziny królewskiej i coraz częściej trafiały do rezydencji m. in. księcia Kentu Jerzego i księcia Walii - przyszłego króla Edwarda VIII. Constance wzięła nawet udział w królewskim skandalu, komponując kwiatową oprawę ślubu księcia Walii z Wallis Simpson – Amerykanką i w dodatku dwukrotną rozwódką! Wszyscy odwrócili się od tej pary – wszyscy oprócz Connie, zaprzyjaźnionej z panną młodą.
Gest ten kosztował ją kilka lat przerwy w kontaktach z dworem, ale nadal przyciągała szykowne klientki i rozwijała florystyczną pasję. Podczas II wojny światowej prowadziła wykłady dla kobiet jeżdżąc po całym kraju, zachęcając do uprawy w przydomowych ogrodach jadalnych roślin. Po wojnie wraz z przyjaciółką i świetną kucharką Rosemary Hume otworzyła szkołę kulinarną w Winkfield Place, niedaleko Ascot w hrabstwie Berkshire, w której uczyła gotowania, zdrowego odżywiania i wielu innych praktycznych umiejętności. Wkrótce wraz z Hume opublikowała bestseller „książka kulinarna Konstance Spry”, rozpoczynając rewolucję również w sztuce kulinarnej.
Dopiero w 1952 roku Constance ponownie dostała zlecenie z Pałacu Buckingham - na kwiatową oprawę koronacji królowej Elżbiety II. Studentów szkoły w Winkfield poproszono zaś o przygotowanie obiadu dla delegatów z zagranicy. Hume wymyśliła dla nich nowe słynne danie – Coronation Chicken (połączenie gotowanego na zimno mięsa z kurczaka, ziół i przypraw oraz sosu na bazie majonezu).

Piękno za kilka pensów

Connie napisała 13 książek o układaniu kwiatów i pielęgnacji roślin, pełnych praktycznych wskazówek typu: jak przedłużyć trwałość kwiatów w bukiecie? Radziła na przykład, by końce gałązek bzu i drzew owocowych miażdżyć wałkiem przed wstawieniem do wody, paprociom fundować chłodną kąpiel, a końce łodyg maków przypalać nad ogniem. Rady te florystyczny świat stosuje do dziś. Florystka zaprojektowała też własną kolekcję płytkich wazonów w stylu Art Deco (dla marki Fulham Pottery), które teraz mają status kolekcjonerski.
Constance z upodobaniem oddawała się w Winkfield swej kolejnej pasji – uprawie zapomnianych odmian róż, które wyszły z mody. Nic dziwnego więc, że ceniony hodowca tych kwiatów David Austin nazwał pierwszą uzyskaną przez siebie odmianę „Constance Spry”. To jedna z najsłynniejszych róż świata – silna i odporna na przeciwności jak jej imienniczka.

Róża odmiany Constance Spry. (Fot. dzięki uprzejmości Davida Austin Roses)



Twórczość Spray wywoływała kontrowersje również po śmierci florystyki, która na początku 1960 roku w wieku 74 lat spadła ze schodów i zmarła godzinę później.

W 2004 r. w londyńskim Muzeum Designu zorganizowano retrospektywną wystawę jej florystycznej twórczości. Jednak założyciele muzeum – Sir Terence Conran i James Dyson – poddali w wątpliwość artystyczną wartość prac Spry i zagrozili rezygnacją, jeśli wydarzenie będzie kontynuowane. Ich groźby zostały zignorowane, a wystawa odniosła ogromny sukces.

Bukiet inspirowany twórczością Constance Spry - zrób to sam

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze