1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Obserwacja gwiazd – jak odczytywać nocne niebo?

Obserwacja gwiazd – jak odczytywać nocne niebo?

Obserwacja gwiazd ma nie tylko wymiar praktyczny. Przede wszystkim jest chwilą przyjemności, odprężenia, zadumy, zachwytu nad pięknem Wszechświata; refleksji nad tym, co było i będzie. (Fot. iStock)
Niebo, szczególnie latem, szykuje dla nas niezwykły spektakl. W tysiącach lśniących punkcików można zobaczyć swoje marzenia, odległą przeszłość, bardzo realny scenariusz przyszłości, a nawet część siebie. Tylko jak obserwować niebo, żeby to wszystko widzieć? Odpowiedź zna doktor Weronika Śliwa.

Obserwacja nieba sprawia, że zastanawiam się, który z tych migoczących punkcików pojawił się na czarnym tle jako pierwszy.
Na pewno żaden z tych widocznych gołym okiem. Do gwiazd, które powstały po Wielkim Wybuchu, nie sięgają nawet najbardziej zaawansowane współczesne teleskopy. Choć jest szansa, że to się zmieni jeszcze w tym roku. Pod koniec października NASA wysyła na misję najnowszy James Webb Space Telescope, następcę Kosmicznego Teleskopu Hubble’a, który prawdopodobnie będzie w stanie zobaczyć pierwsze gwiazdy. To byłoby naprawdę kosmiczne wydarzenie!

Pani patrzy na nocne niebo wyłącznie w kontekście naukowym?
Nie tylko, także w kontekście kulturowym. W gwiezdnych konstelacjach zapisane są życie, zwyczaje i wiedza tych, którzy żyli przed nami. Wszystkie cywilizacje od zarania dziejów wpatrywały się w nocne niebo. Dawniej ludzie robili to zdecydowanie częściej od nas, bo rozrywek było mniej, a na zewnątrz znacznie ciemniej, dzięki czemu gwiazdy świeciły i kusiły jeszcze mocniej. Dla starożytnych cywilizacji żyjących blisko równika nocne niebo pełniło funkcję wielkiego i ogólnodostępnego kalendarza. Z widocznych na nim konstelacji ludzie odczytywali między innymi nadejście pory suchej i wilgotnej, a także zbliżające się wylewy Nilu.

Podchodzili do gwiazd bardzo praktycznie.
Owszem. Choć obserwacja nieba inspirowała ich także do tworzenia opowieści, które wciąż odgrywają ważną rolę w naszej kulturze. Większość gwiazdozbiorów ma pochodzenie greckie i nie bez kozery ich nazwy nawiązują do tamtejszych legend. Najwięcej obrazów na niebie ma Zeus, ponieważ za każdym razem kiedy spodobała mu się jakaś Ziemianka, przybierał efektowny kształt, żeby ją uwieść, stąd gwiazdozbiory Łabędzia, Orła czy Wielkiej Niedźwiedzicy, która akurat była ofiarą zalotów Zeusa i zazdrości Hery. Każda z tych konstelacji jest doskonale widoczna na letnim niebie i opowiada inną historię sprzed tysięcy lat. Obserwacja gwiazd jest więc doświadczeniem ponadczasowym.

Poczułam to w grudniu, kiedy na niebie pojawiła się widziana ostatnio 800 lat temu Gwiazda Betlejemska. Ale tej nocy zrozumiałam również, że nie wystarczy wiedzieć, czego się szuka, trzeba jeszcze mieć pojęcie, gdzie to znaleźć. Są jakieś punkty orientacyjne dla laików?
Właśnie teraz, latem, jest ich najwięcej. Symbolem tej pory roku na niebie jest duży i charakterystyczny Trójkąt Letni, zbudowany z najbardziej wyrazistych gwiazd należących do trzech różnych konstelacji. Prawy górny wierzchołek Trójkąta tworzy Wega, najjaśniejsza gwiazda konstelacji Lutni. W dolnym znajduje się Altair, charakterystyczny punkt gwiazdozbioru Orła. Natomiast lewy górny wierzchołek tworzy Deneb, najjaśniejsza gwiazda Łabędzia. I tak trzy konstelacje mamy już w jednym palcu. Na wschód od Trójkąta Letniego znajduje się gwiazdozbiór Herkulesa. A obok niego jest niewielka, ale wyrazista Korona Północna, która kształtem przypomina diadem. Przechodząc stopniowo od jednego gwiazdozbioru do drugiego, można opanować cały układ letniego nieba. Trzeba je tylko traktować tak, jak ekrany komputerów czy komórek, czyli wpatrywać się w nie bardzo często i z dużym zainteresowaniem. W razie wątpliwości można skorzystać z pomocy aplikacji do obserwacji gwiazd typu Sky View czy Star Walk. Skanują one wybrany fragment nieba, lokalizują i podpisują wszystkie gwiazdy oraz konstelacje. Taka wiedza zwiększa przyjemność z obserwacji, bo jeśli można rozpoznać jakąś gwiazdę i pomyśleć o niej z imienia, to tak, jakby w tłumie obcych ludzi nagle spotkało się kogoś znajomego.

Czy ta nauka jednak ma sens, skoro układ gwiazd zmienia się jak moda, co sezon?
Niezupełnie, bo – tak jak w modzie – pewne elementy są stałe. Gwiazdozbiory okołobiegunowe położone w pobliżu Gwiazdy Polarnej możemy podziwiać przez cały rok. Należy do nich między innymi Wielka Niedźwiedzica, której częścią jest charakterystyczny Wielki Wóz. A także nieco mniejszy gwiazdozbiór Kasjopei, który bardzo lubię i łatwo poznaję, bo rysuje na niebie pierwszą literę mojego imienia – W. Natomiast konstelacje, które znajdują się nieco dalej od Gwiazdy Polarnej, wschodzą i zachodzą, a to oznacza, że jedne można zobaczyć latem, a drugie zimą. Na przykład Orion, uważany za najpiękniejszy i najbardziej charakterystyczny gwiazdozbiór, jest doskonale widoczny od października do końca lutego, ale teraz nie sposób go wypatrzyć. To nie znaczy, że latem znika, wciąż jest, tyle że na niebie dziennym – by go zobaczyć, trzeba użyć radioteleskopu.

Jak obserwować gwiazdy mogą amatorzy? Jaki sprzęt będzie dla nich najlepszy?
Na początku nie korzystałabym z niczego. A już na pewno nie z teleskopu, który pokazuje tylko maleńki kawałek nieba. Trzeba bardzo precyzyjnie nim celować, by zobaczyć to, co się chce. Lepszym rozwiązaniem dla początkujących jest lornetka, która obejmuje zdecydowanie większy obszar nieba. Jego odkrywanie najlepiej zacząć od ogółu do szczegółu.

W sierpniu mogliśmy podziwiać najpiękniejszy i najbardziej romantyczny spektakl roku, czyli noc Perseidów, nazywanych spadającymi gwiazdami. (Fot. iStock)

Wypowiada pani w myślach życzenie, widząc spadającą gwiazdę?
Tak jak większość ludzi myślę czasem o swoich życzeniach. Ten sentymentalny nawyk oczywiście nie zmienia rzeczywistości, ale na pewno poprawia nastrój i pozwala pomarzyć.

Gwiazdy nie mają wpływu na naszą przyszłość, ale może mogą coś o niej opowiedzieć?
W pewnym sensie tak, ale nie będzie to historia o tym, co się wydarzy w pani czy moim życiu. Możemy z nich wyczytać na przykład przyszłość naszego Układu Słonecznego. Jeśli obserwujemy pozostałości po gwiazdach podobnych do Słońca, jesteśmy w stanie przewidzieć, co się wydarzy, gdy jego droga życiowa dobiegnie końca.

I jaka to wizja?
Oczywiście katastroficzna. Słońce w końcowej fazie życia najpierw znacznie się powiększy, a później odrzuci znaczną część swojej masy w pulsacyjnych wybuchach. Zostanie z niego tak zwany biały karzeł, czyli najgęstsze i najgorętsze jądro, które będzie stopniowo stygło przez kolejne biliony lat, pozbawiając Ziemię głównego źródła ciepła. Zresztą to bez znaczenia, bo na tym etapie, jeśli Ziemia uniknie pochłonięcia przez naszą gwiazdę, i tak będzie już planetą kompletnie wymarłą. Jest to jednak wizja tak odległej przyszłości, że nie musimy się nią za bardzo przejmować.

Kiedy to się stanie?
Szacuje się, że za 6–7 miliardów lat. Długość życia gwiazdy zależy przede wszystkim od jej masy. Zgodnie z teorią, że otyli żyją krócej, masywna gwiazda, czyli co najmniej osiem razy cięższa od Słońca, jest w stanie przetrwać kilka, kilkadziesiąt milionów lat. Brzmi imponująco, ale w astronomii to jak mrugnięcie okiem. Natomiast lekkie, znacznie mniej masywne od Słońca gwiazdy mogą przeżyć setki miliardów lat.

Carl Sagan, amerykański astronom i propagator nauki, twierdzi, że jesteśmy dziećmi gwiazd, bo azot w naszym DNA, wapń w zębach czy żelazo we krwi – wszystko to pochodzi z gwiezdnej materii.
To prawda. Jedynymi pierwiastkami, które powstały po Wielkim Wybuchu, były wodór oraz niewielkie ilości helu. Wszystkie inne pierwiastki, z których zbudowane są nasze ciała i cały otaczający nas świat, pochodzą z wnętrza gwiazd. W większości z nich można znaleźć tlen, azot, węgiel czy wapń, ale już na przykład żelazo jest tylko w gwiazdach bardzo masywnych. Złoto natomiast wytwarza się najczęściej w wyniku zderzenia dwóch gwiazd neutronowych, czyli takich, które powstają po wybuchu supernowej.

Ale jak te pierwiastki znalazły się w naszym ciele?
Każda z gwiazd na pewnym etapie życia wyrzuca część swojej materii w przestrzeń kosmiczną. Trafia ona do wielkich obłoków wodoru międzygwiezdnego, które pozostały po Wielkim Wybuchu. Z czasem fragmenty obłoku zapadają się i tworzą nowe gwiazdy. Nasze Słońce jest właśnie taką gwiazdą kolejnej generacji, ukształtowaną z obłoku wodoru wzbogaconego w ciężkie pierwiastki. A wraz ze Słońcem w pakiecie powstały planety, w tym Ziemia i my sami.

I choćby z tego względu warto poznać je bliżej.
Argumentów za patrzeniem w gwiazdy jest mnóstwo. Obserwacja nieba może okazać się pomocna, kiedy podczas wakacyjnych wędrówek zgubimy się na odludziu, a w komórce skończy się bateria lub zasięg. Co wtedy? Wystarczy namierzyć Gwiazdę Polarną, która wbrew temu, co się powszechnie wydaje, wcale nie jest najjaśniejszym punktem na niebie.

Jak ją zlokalizować? Większość ludzi bez problemu rozpoznaje na niebie kształt Wielkiego Wozu, który przypomina nieco taczkę. Jeśli jej przednią ścianę (tę bez rączki) przedłużymy oczami wyobraźni w górę, mniej więcej pięciokrotnie, natrafimy na gwiazdę nieco jaśniejszą niż inne znajdujące się w okolicy. To właśnie jest Gwiazda Polarna, która wskazuje północ. Teraz z łatwością można już określić pozostałe kierunki. Obserwacja gwiazd ma jednak nie tylko wymiar praktyczny. Przede wszystkim jest chwilą przyjemności, odprężenia, zadumy, zachwytu nad pięknem Wszechświata; refleksji nad tym, co było i będzie. To niesamowicie metafizyczne doświadczenie. Wystarczy jedynie spojrzeć w górę.

Weronika Śliwa doktor astronomii, popularyzatorka astrofizyki i kosmologii, kierowniczka Planetarium Centrum Nauki „Kopernik” (www.kopernik.org.pl).

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze