1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Pies – asystujący przewodnik. W jaki sposób towarzyszy i pomaga osobie niepełnosprawnej?

Pies – asystujący przewodnik. W jaki sposób towarzyszy i pomaga osobie niepełnosprawnej?

Monika: Szanta niesie mi pomoc 24 godziny na dobę przez 365 dni w roku. Ja z kolei oddaję jej moje serce, uwagę i czas. Stanowimy całość. (Fot. Arkadiusz Zbiżek)
Niezrozumienie związku człowieka z psem asystującym zaczyna się od słów. Pies przewodnik często określany jest mianem opiekuna. Człowiek z niepełnosprawnościami jest więc podopiecznym? To nie tak. To związek oparty na wzajemności. Każdy z tej pary ma swoje zadania do spełnienia. I musi się ich nauczyć.

Pies asystujący jest często postrzegany jako zwierzę o nadprzyrodzonej mocy. Potrafi czytać. I mówić. To pewne. Bo skąd niewidomy wiedziałby, do jakiego autobusu wsiąść, gdyby nie powiedział mu tego pies? Z pewnością rozróżniają też kolory sygnalizacji na przejściach dla pieszych.
Jolanta Kramarz, założycielka i prezeska Fundacji „Vis Maior” wspierającej aktywność osób niewidomych, żartuje z tej wiary w psie moce. Straciła wzrok jako nastolatka. Kiedy ktoś ją pyta, co robi dla niej pies przewodnik labrador Maior, odpowiada, że nic szczególnego: – Poza tym, że przygotowuje sałatki, odkurza i prasuje. No bo co można odpowiedzieć na takie pytanie? Wiele osób i tak uważa, że wszystko robi za nas pies, a my jesteśmy troszkę na doczepkę.
Aneta Graboś-Nagórska, prezeska Fundacji DOGIQ szkolącej psy asystujące osobom z niepełnosprawnościami, również spotyka się z niemal bałwochwalczym stosunkiem do pracujących czworonogów. – Tak perfekcyjnie wychowanych psów jak psy asystujące jest w Polsce niewiele. Robią więc rzeczywiście nieprawdopodobne wrażenie. Ale za takim odbiorem psów stoi też niewielka wiedza – podkreśla.

Jak nic czary-mary

Niewidząca od urodzenia Karolina Zajk i jej pies przewodnik labrador Lubiś idą przez życie z podniesionymi głowami, omijając piętrzące się na drodze przeszkody. Nieśmiałej Karolinie każdy spacer z pewnym swoich poczynań psem dodaje wiary w siebie. Wiary, której nigdy nie dawała biała laska. Z psem można się poruszać szybciej, pewniej i bezpieczniej. Pies z daleka widzi przeszkody, rozpoznaje je, a potem omija.
Gdy cierpiącej na obustronny niedosłuch Monice Rykaczewskiej wypadną klucze, Szanta - pies asystujący je podniesie i przyniesie. Trąci nosem, gdy ktoś zapuka do drzwi, zawoła Monikę na ulicy lub gdy przyjdzie do niej SMS. Dwuletnia labradorka sprawia, że Monika nie czuje się zagubiona w swoim świecie z ograniczonym dostępem do dźwięków.
Pudel, pies asystujący, Katarzyny Wolińskiej zdobywa serca od pierwszego wejrzenia. Można powiedzieć, że jego drugie imię to „przynieś, podaj”. Bo właśnie do tego został wyszkolony. Katarzyna cierpi na niedowład jednej strony ciała. Nie może się schylać, podnosić niczego z ziemi, zakładać butów. Zdarzało się, że gdy jej partner wyszedł i zapomniał położyć obok Kasi pilota do światła, leżała w ciemnościach, dopóki nie wrócił. Radosny Bersi odnajdzie pilota, przyniesie butelkę z wodą. Pociągnie za linkę i otworzy drzwi do łazienki. Pomoże Kasi zdjąć kurtkę.

Kasia i jej pudel Bersi. (Fot. Arkadiusz Zbiżek)

Patrzymy w zachwycie na te rozumiejące się w pół słowa pary. Podziwiamy. I myślimy, że to jak nic czary-mary. Uśmiechamy się. Najpierw do psa. A dopiero potem do człowieka. – Pies przewodnik ociepla wizerunek człowieka z niepełnosprawnością – podkreśla Jolanta Kramarz. – Z niewidzącymi nie można nawiązać kontaktu wzrokowego. To utrudnia relacje. Nie zdając sobie z tego sprawy, traktujemy kogoś takiego nieufnie. Pies te relacje zmienia. Człowiek z psem wychodzi z cienia.
Na psie – podkreśla Aneta Graboś-Nagórska – spoczywa także ogromna odpowiedzialność za to, jak postrzegana jest osoba z niepełnosprawnością. – Dzięki psu może zostać przesunięty środek ciężkości. Zamiast mówić o dziewczynie: „Wiesz, to ta na wózku”, powiemy: „To ta, co ma tego świetnego psa” – mówi. Ale wraca też do naszej niewiedzy o tym, jak naprawdę wyglądają relacje psa asystującego z człowiekiem. I błędów, jakie w związku z tym popełniamy. – Skupiając się od początku na psie, z pominięciem człowieka, któremu towarzyszy, uśmiechając się do psa, zagadując do niego, robimy z niego lidera, przywódcę. Dajemy mu do zrozumienia, że on jest tym ważniejszym. Jeśli to początek ich związku, możemy niechcący wiele namieszać w tej relacji.
Trudno nam też powstrzymać się przed głaskaniem psa. Mimo że na psiej uprzęży wyraźnie jest napisane: „Nie dotykać”. Chcemy go też poczęstować łakociem. – Wyciągnięte w stronę psa ręce to zmora – podkreśla Aneta Graboś-Nagórska. Dotykając psa, dekoncentrujemy go. On przecież jest w pracy. Powinien koncentrować się na człowieku.

W poszukiwaniu psa idealnego

Niezrozumienie związku psa z człowiekiem zaczyna się już w warstwie słownej. Często określamy psa asystującego słowem „opiekun”. Człowiek staje się więc „podopiecznym”. Nic bardziej mylnego. Pies nie opiekuje się człowiekiem. To związek oparty na partnerstwie. Każdy ma tu do odegrania inną rolę. I każdy musi się do tej roli odpowiednio przygotować.
Arleta Wiewióra, trenerka psów dla osób niewidomych współpracująca z Fundacją „Vis Maior”, mówi tak: – Świetnie wyszkolony pies to w 60 proc. jego zasługa, w 30 proc. – osoby, która z nim pracuje na co dzień, czyli niepełnosprawnego, a w 10 proc. – trenera.
Pochodzenie psa, jego zdrowie, predyspozycje, osobowość to kwestie kluczowe. Większość psów asystujących to labradory i golden retrievery. Mają łagodne usposobienie, potrzebę bycia blisko człowieka, ale przede wszystkim są zainteresowane pracą z nim. Czerpią z niej radość. Uchodzą też za łakomczuchy, a ich łakomstwo jest wykorzystywane w szkoleniu. Jednak zbytnie łakomstwo też nie jest pożądane. Jeśli nagradzamy psa non stop, staje się łakomy na wszystko, także na śmieci. – Na początku związku z psem przysmaków jest więcej. Teraz stosuję mniej nagród – opowiada Karolina Zajk. – Mamy stałą trasę, na której Lubiś czuje się pewnie, więc nie muszę go wciąż nagradzać. Gdy pracujemy nad nową drogą, wtedy wprowadzam więcej nagród.

Karolina: Kluczowe jest wzajemne zaufanie. Ja muszę ufać, że pies nie wyprowadzi mnie w słup czy pod rower. On musi czuć się bezpiecznie, że nie każę mu zrobić czegoś ekstremalnego. (Fot. Arkadiusz Zbiżek)

Pies asystujący Katarzyny Wolińskiej musiał spełnić jeszcze jeden warunek: być lekki i delikatny. Kasia jest bardzo drobna, ma kruche i łamliwe kości. – Miałam z tyłu głowy lęk, że nawet najlepiej wyszkolony pies to tylko pies. Nie mogę do końca przewidzieć jego reakcji. Wystarczy, że ucieszyłby się za bardzo, i mogłoby dojść do wypadku. Dlatego zdecydowałam się na pudla. Ma wrodzoną chęć zabawy, robienia sztuczek, kocha być z człowiekiem – mówi.

Fundacje szkolące psy asystujące dla osób z niepełnosprawnościami, jak Vis Maior czy DOGIQ, stawiają hodowlom wysokie wymagania. Bywa, że na 60 szczeniaków do pracy nadają się dwa. Kiedy szczeniak ma około siedmiu tygodni, przechodzi pierwszy test. W obcym dla siebie miejscu, z dala od pachnącego mamą kojca. Test ma pokazać, czy psiak ma predyspozycje do bycia psem asystującym. Czy lubi kontakt z ludźmi. Czy lubi gonić rzeczy. Bo jeśli lubi za bardzo, jeśli ma tak zwany popęd łupu, to źle. Czy jest lękliwy, czy też śmiało się rozgląda, ale bez szarżowania. Ważna jest też uległość wobec człowieka. Jeśli wybierzemy szczeniaka, który próbuje się stawiać, to wiadomo, że będzie trudniejszy w szkoleniu.

Monika i Szanta - ich relacja opiera się na wzajemności. (Fot. Arkadiusz Zbiżek)

Pies szyty na miarę

Wybrane psy trafiają do wolontariuszy z rodzin zastępczych. Skończyło się przedszkole. Zaczęła się nauka w szkole podstawowej. Pies poznaje otoczenie, głównie miejskie, bo psy asystujące pracują przede wszystkim w miastach. Oswaja się z hałasami, zapachami, ludźmi. – Psy poznają także podstawowe komendy: siad, waruj, do mnie, zostaw, nie rusz, zostań. Najważniejsze to nauczyć psiaka ignorować wyciągniętą rękę. Widząc ją, ma się odwrócić i pójść za przewodnikiem. To trudne. Równie trudne jest ignorowanie innych mijanych psów – opowiada Paula Zagerłowska, jedna z wolontariuszek Fundacji „Vis Maior”.

Wolontariuszka Fundacji DOGIQ Justyna Borończyk mówi, że szczeniak, którego przyjmuje pod swój dach, to niezapisana kartka: – Jestem trochę jak artysta, który tworzy dzieło. A potem musi to dzieło oddać. Oczywiście, jest mi przykro, ale mam też świadomość, ile dobrego później taki pies zrobi.
Gdy pies ma rok, przechodzi dokładne badanie u weterynarza. I za chwilę rozpocznie naukę w psim liceum. Opuszcza rodzinę zastępczą i trafia pod dach trenera. – Nie zakładam mu od razu szelek, nie zaczynamy treningu z marszu – zastrzega Arleta Wiewióra. – Niektóre psy potrzebują więcej czasu na aklimatyzację po zmianie domu. Musi się wytworzyć między nami więź.
Nie ma dwóch tak samo wyszkolonych psów, podkreślają trenerzy. Psy są w pewnym sensie szyte na miarę. Inaczej szkoli się psa asystującego dla osób poruszających się na wózku czy niedosłyszących. Inaczej psa przewodnika dla osób niewidomych. Ten musi na przykład przyzwyczaić się do uprzęży z ramieniem, którą będzie trzymał człowiek. Co obejmuje program nauki? Na przykład chodzenie w linii prostej. Pies ma iść środkiem chodnika. Ominąć przeszkody. Na komendę doprowadzić do przejścia dla pieszych. Wbrew powszechnemu przekonaniu pies nie rozróżnia kolorów świateł. Nie wolno mu ruszyć bez komendy na pasy. Nie wolno mu sugerować się innymi ludźmi. W pewnym momencie trener zakłada sobie opaskę na oczy, jakby sam był niewidomy. Psy czytają z naszego zachowania. Jeśli trener udaje, że ma opaskę, pies się zorientuje, zdradzą go mikroruchy. Wyczuje, że trener widzi kałużę, a wtedy pies może pracować na pół gwizdka. Trenerzy szkolący psy asystujące dla innych niepełnosprawnych pracują, siedząc na wózkach.
Katarzyna Wolińska trenowała swojego pudla samodzielnie. Miała jednak doświadczenie w dogoterapii, napisała poradnik o szkoleniu psów. Bersi okazał się psem idealnym. – Nie był zbyt samodzielny. Gdy coś gdzieś huknęło, nie pędził sprawdzić, tylko przychodził do mnie – opowiada Kasia. – Sprawdzaliśmy jego zachowanie na przykład na Dworcu Centralnym. Czy nie zacznie nagle zwiedzać okolicy, na zasadzie: to ty tu sobie na mnie poczekaj, a ja wrócę, jak się znudzę. Patrzyliśmy, czy w takich warunkach, gdzie ciągle coś się dzieje, potrafi się rozluźnić, pobawić szarpakiem.

Kasia: Chodzi nie tylko o to, że Bersi podniesie to, co mi upadnie. On nie wpuści do domu nikogo, gdy Sławka nie ma. Nareszcie jestem bezpieczna. (Fot. Arkadiusz Zbiżek)

Od przedszkola do matury

Szkolenie psa asystującego trwa około dwóch lat. Chodzi przecież o bezpieczeństwo towarzyszącego psu człowieka. Ale nie tylko o to. Aneta Graboś-Nagórska po raz kolejny podkreśla, że na barkach psa spoczywa ogromna odpowiedzialność wizerunkowa. – Kiepsko wyszkolony pies może wyrządzić ogromne szkody w odbiorze społecznym. Jeśli zachowa się źle w restauracji, zabierze coś w sklepie, zaczepi kogoś, warknie, wówczas kolejni niepełnosprawni będą widziani przez jego pryzmat, będzie im dużo trudniej – podkreśla.
Dlatego pies na zakończenie treningu przechodzi egzamin. Można powiedzieć, że to psia matura. Do egzaminu podszedł również wyszkolony przez Katarzynę Wolińską Bersi. Bo tylko zakończony sukcesem egzamin daje certyfikat psa asystującego, pozwalający towarzyszyć człowiekowi wszędzie. – Egzamin był wyczerpujący. Odbywał się na mieście, w domu, w tramwaju. Komisja chodziła za nami krok w krok. Mijał nas pozorant z psem. Bersiemu nie wolno było na niego zareagować. Płakało dziecko pozoranta. Ktoś rzucał jedzenie, ktoś stukał parasolką, rozkładał ją. Przechodziliśmy koło gołębi. Członkowie komisji musieli mieć pewność, że siedząc na wózku, w pełni kontroluję Bersiego.
Po egzaminie czas na stworzenie duetu. Pies już jest. Za chwilę pojawi się człowiek. Czekający na psa wypełnia przygotowaną przez fundację ankietę. Czy i gdzie pracuje, jaki tryb życia prowadzi. Aneta Graboś-Nagórska z DOGIQ i Jolanta Kramarz z Vis Maior są zgodne, że pies asystujący nie jest dla każdego. Pies nie może być lekarstwem na poukładanie sobie życia przez kogoś, kto sobie z życiem nie radzi. Prezeska Fundacji DOGIQ mówi tak: – Pies potrafi otworzyć wiele drzwi, także w przenośni, ale to my musimy mu wydać komendy. Pies potrzebuje lidera. To my musimy nim być.
Liczy się więc, czy człowiek jest aktywny zawodowo. Czy będzie go stać na utrzymanie psa. Czy zapewni mu odpowiednią dawkę ruchu. Bo pies musi mieć czas na swobodną zabawę, na wybieganie się z kumplami w parku. Na czas wolny po pracy.

Przede wszystkim zaufanie

Pierwsze spotkanie odbywa się na neutralnym gruncie, ćwiczenia są pod okiem trenera. I przychodzi moment, kiedy człowiek zostaje z psem sam. Najpierw jeden dzień, potem weekend. Wchodzą we wspólne życie krok po kroku. – To docieranie się, jak w każdym związku. Kluczowe jest wzajemne zaufanie. Ja muszę zaufać, że pies mnie nie wyprowadzi w słup czy pod rower. On musi się czuć bezpiecznie, że nie każę mu zrobić czegoś ekstremalnego – podkreśla Karolina Zajk.
Szanta jest drugim psem asystującym Moniki Rykaczewskiej. Są razem od listopada ubiegłego roku. Monika podkreśla, że wszystko przed nimi, że uczą się siebie. – Wykorzystujemy każdą okazję do pogłębienia naszej relacji, na przykład w drodze do pracy chwalę Szantę za poprawne poruszanie się, dostosowywanie tempa, doceniam, kiedy się stara – opowiada.

Katarzyna Wolińska mówi, że dzięki Bersiemu ona i jej partner są spokojniejsi, zeszło z nich wiele napięcia: – Nareszcie jestem bezpieczna. Nie tylko chodzi o to, że Bersi podniesie, co mi upadło. On nie wpuści do domu nikogo, gdy Sławka nie ma. W sklepie trzyma w pysku mój portfel, wiem, że nikt mi go nie zabierze.

Gdy cierpiącej na obustronny niedosłuch Monice Rykaczewskiej wypadną klucze, Szanta je podniesie i przyniesie. Trąci nosem, gdy ktoś zapuka do drzwi, zawoła Monikę na ulicy lub gdy przyjdzie do niej SMS. (Fot. Arkadiusz Zbiżek)

Pies daje, pies dostaje

Katarzyna, Monika i Karolina zaznaczają jednak, że psy dostają wiele w zamian. – To związek działający w dwie strony. Bierzemy od psa, ale także dajemy. Bez Bersiego czuję się jak po odczepieniu protezy. Czegoś brak. Z naszej strony z kolei nie ma mowy o zmęczeniu czy rozleniwieniu i na przykład niepójściu na spacer – podkreśla Katarzyna Wolińska.
– Jesteśmy partnerami. On mi pomaga, ale ja jemu też. Bo dbam o niego. Kiedy czuję, że Lubiś jest przeciążony, odpuszczam. Zapewniam mu relaks. Bo jego praca na co dzień jest wyczerpująca – mówi Karolina Zajk.
– Szanta niesie mi pomoc 24 godziny na dobę przez 365 dni w roku. Jej pierwszym ważnym zadaniem jest obudzić mnie na dźwięk budzika – dopowiada Monika Rykaczewska. – Ja z kolei oddaję jej moje serce, uwagę i czas. Stanowimy całość.
Nad dobrostanem psów czuwają także fundacje, które je przekazały. Psy są ich własnością. Obie strony podpisują umowę użyczenia psa asystującego. Pies może zostać odebrany, jeśli ich nowy pan lub pani zaniedbują go, głodzą lub przekarmiają, nie zapewniają relaksu.
W opowieściach o swoich psach Monika, Kasia i Karolina nie boją się używać wielkich słów. Mówią o miłości, oddaniu, przyjaźni, zaufaniu. Monika po odejściu Pefo, jej pierwszego psa asystującego, napisała na blogu: „Zawsze byłeś obok mnie, gotowy nieść wsparcie o każdej porze dnia i nocy… Dzięki Tobie spałam spokojnie i budziłam się na czas… Ile to razy ochroniłeś mnie od zguby dokumentów czy portfela, a nawet wypadku”. To wyznanie miłości w najczystszej postaci.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze